Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
niedziela, 28 października 2012

 

Antonia Michaelis

 

           Baśniarz


 

 

Wydawnictwo: DREAMS
Rzeszów 2012
Tytuł oryginału: Der Märchenerzähler
Tytuł angielski: The Storyteller

 

 

 Chwilo, trwaj jak najdłużej, bo jesteś piękna...

 

 

Pamiętam, że kiedy byłam bardzo małą dziewczynką i wierzyłam w dobre wróżki, wówczas bardzo często spacerowałam z moim ukochanym dziadkiem po sadzie, który rósł nieopodal naszego domu. Podczas takich spacerów dziadek zawsze opowiadał mi różne przedziwne historie. Opowiadał o księżniczkach, rycerzach, wróżkach i zamkach, w których mieszkały złe królowe i czekały, aż wreszcie znajdzie się  ktoś, kto odmieni ich serce, aby znów mogło być takie jak niegdyś. Dobre i szczęśliwe. Choć mojego dziadka już od bardzo dawna ze mną nie ma, to jednak w mojej pamięci wciąż tkwią jego opowieści. Jego baśnie, które zdawał się wymyślać na poczekaniu. A może nie wymyślał? Może niektóre z tych historii wydarzyły się naprawdę? Teraz już na pewno się tego nie dowiem. Ale wiem jedno. Mój dziadek był baśniarzem. 

Anna Leemann i Abel Tannatek pochodzą z dwóch różnych światów. Ona to typowa dziewczyna z dobrego domu, wiążąca swoją przyszłość z muzyką, natomiast on to outsider zwany przez wszystkich „polskim handlarzem pasmanterii”, którego przyszłość jawi się w niezwykle szarych barwach, żeby nie powiedzieć czarnych. Obydwoje są uczniami klasy maturalnej. Anna praktycznie niewiele wie o życiu. Nie zna jego ciemnych stron. Dziewczyna ma niemalże wzorową rodzinę, przyjaciół i generalnie niczego więcej nie potrzeba jej do szczęścia. Z kolei Abel zna życie aż zbyt dobrze. Doskonale wie, czego może się po nim spodziewać. Drogi obydwojga maturzystów krzyżują się w momencie, gdy Anna przez przypadek odnajduje pewną lalkę, o której Abel mówi, że należy do niego. W miarę upływu czasu Annę coraz bardziej intryguje ten tajemniczy i smutny chłopak odstający od reszty towarzystwa. Pragnie dowiedzieć się o nim jak najwięcej, więc w końcu zaczyna go śledzić. Choć przyjaciele odradzają jej wplątywania się w jakąkolwiek znajomość z Ablem, ona ich nie słucha. Podąża za chłopakiem niczym cień. W końcu dziewczyna staje się częścią jego życia. Życia, które chłopak pragnie ukryć przed całym światem. Tylko Annie udaje się przebić mur otaczający Abla. Okazuje się, że chłopak opiekuje się sześcioletnią siostrą, którą kocha najbardziej na świecie.

Anna bardzo szybko przekonuje się, że Abel Tannatek nie jest takim zwyczajnym osiemnastolatkiem. On ma pewien szczególny dar. Potrafi pięknie opowiadać. Podczas każdego spotkania Abel snuje cudowną opowieść o Małej Królowej i jej diamentowym sercu. Choć opowiada ją swojej małej siostrzyczce, to jednak zachwyca nią także Annę. Lecz ile tak naprawdę w tej pięknej baśni jest prawdziwego życia, a ile fikcji? A może to wcale nie jest baśń? Może to, o czym opowiada Abel dzieje się naprawdę?

(…) Mała Królowa wstała i wskoczyła na statek. Deski pokładowe były złoto-brązowe jak deski podłogowe zatopionego zamku. Mors krzyknął do niej z wody i wytłumaczył, jak odwiązać linę. Białe żagle rozwinęły się i statek ruszył. Mała Królowa stała na rufie, trzymając w ramionach panią Margaretę i obserwowała niknące za horyzontem ostatnie klify jej wyspy.

– Już nigdy nie zobaczę mojej wyspy – szepnęła. – Już nigdy nie będę leżeć w łóżku z baldachimem i już nigdy nie będę galopować na grzbiecie białej klaczy przez łąki ze słonecznikami…

– Zobaczysz inne łąki ze słonecznikami na stałym lądzie – powiedział mors. – Większe i piękniejsze. I poznasz inne białe klacze.

– Ale żadna z nich nie będzie moją białą klaczą – odparła Mała Królowa. Już chciała zapłakać, gdy na horyzoncie dostrzegła drugi większy statek i nagle, mimo że miała na sobie kurtkę, poczuła chłód. Ten drugi statek był czarny niczym smoła. Miał czarne żagle i czarny kadłub, czarną linę i czarną kajutę.

– To myśliwi – wyjaśnił mors. – Polują w dzień i w nocy, w pogodę i niepogodę. Nie oglądaj się za nimi zbyt często, Mała Królowo.

– Czego oni chcą? Na kogo polują? – spytała szeptem.

– Oni polują na ciebie – odpowiedział. – Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. Twoje serce, Mała Królowo… To nie jest takie zwykłe serce. Twoje serce to diament, czysty, biały, wielki i cenny jak żaden inny. Gdyby się go wyjęło z twojej piersi, to zacząłby migotać i błyszczeć tak jasno jak słońce.

– Ale przecież nie można go wyjąć z mojej piersi, prawda? – spytała Mała Królowa.

– Nie – odparł poważnie. – Nie, dopóki żyjesz.*

Piękna baśń, którą opowiada Abel, wciąga Annę coraz bardziej. Teraz nie ma dla niej nic ważniejszego, jak tylko przystojny chłopak o jasnych włosach i smutnej twarzy. Jak skończy się ta baśń? Czy Anna i Abel odnajdą swoje szczęście, czy może okrutny los pozbawi ich złudzeń na zawsze?

W tym miejscu powinnam napisać coś od siebie. Powinnam opisać Wam swoje wrażenia po przeczytaniu książki, ale zwyczajnie nie umiem. Po raz pierwszy zdarza mi się taka niemoc w kwestii doboru słów. Cokolwiek napiszę, i tak nie oddam charakteru tej powieści. Nie jestem w stanie słowami opisać uczuć, które targają czytelnikiem podczas jej czytania. Natomiast po przeczytaniu jest jeszcze gorzej. Choć od chwili, kiedy zamknęłam książkę minęło już kilka dni, ja wciąż nie umiem otrząsnąć się z poczucia ogromnej straty. Mam ochotę krzyczeć: TO NIE TAK MIAŁO BYĆ!

Z twórczością Antonii Michaelis po raz pierwszy spotkałam się przy okazji lektury pod tytułem Tygrysi księżyc [klik]. Już wtedy wiedziałam, że Autorka dysponuje nieprzeciętnym talentem. Wówczas obiecałam sobie, że na pewno nie poprzestanę tylko na tej jednej powieści. Kiedy na polskim rynku wydawniczym ukazał się Baśniarz, wiedziałam, że niedługo ta książka trafi w moje ręce. Po prostu musi trafić. Innej opcji nie zakładałam. Jednak zanim to się stało, przeczytałam chyba z dziesiątki recenzji zarówno polskich, jak i anglojęzycznych blogerów i niemal każda z tych osób potraktowała książkę jak swego rodzaju arcydzieło literackie. Uznałam, że to lekka przesada, bo przecież dzisiaj już nikt nie pisze arcydzieł. Czasy Mickiewicza czy Słowackiego już dawno minęły. I właśnie w takim przekonaniu zasiadłam do lektury. Po przeczytaniu pierwszych stron ucieszyłam się, że jednak mam rację. Już na wstępie zdenerwowało mnie, że polskie akcenty przedstawione są w sposób niezbyt chlubny dla naszego kraju, bo oto główny bohater handluje „dragami” sprowadzanymi z Polski. Kolejne rozdziały też niczym nadzwyczajnym mnie nie porwały. W myślach już układałam recenzję, w której podejdę do książki jak rasowy pedagog i wypunktuję te wszystkie negatywne elementy, które nie powinna zawierać książka dla młodzieży, bo przecież literatura młodzieżowa powinna edukować w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I z takim przekonaniem dotarłam do połowy książki. A potem coś nagle się zmieniło. Nie umiem tego wytłumaczyć. Po prostu coś pękło i łzy same lały się po policzkach.

W powieści przedstawione jest zderzenie dwóch różnych światów. Z jednej strony ciepło domowego ogniska, a z drugiej dramatyczna walka o przetrwanie. A w tle tego wszystkiego muzyka Leonarda Cohena i zima tak mroźna i śnieżna, że czytelnik odnosi wrażenie, jak gdyby nagle przeniósł się do jakiejś odległej krainy.

Kim tak naprawdę jest Abel Tannatek? Wszyscy postrzegają go jako dilera narkotyków, wagarowicza i generalnie chłopaka żyjącego na marginesie społecznym. Tylko Anna widzi w nim drugą naturę. Dziewczyna w pełni świadomie wkracza w świat Abla, pomimo że przyjdzie jej za to zapłacić bardzo wysoką cenę. Pomiędzy młodymi rodzi się miłość, która przyprawia jedynie o cierpienie i nie zna słowa „kocham”. Czy, w związku z tym, warto tkwić w takim związku? Może przyjaciele Anny mają rację, kiedy odradzają jej znajomość z Ablem? Lecz Anna nie umie inaczej. Abel i jego mała siostrzyczka są dla niej wszystkim.

W Baśniarzu czytelnik dostrzega kilka rodzajów miłości, z których najsilniejsza jest miłość brata do siostry. To uczucie jest tak wielkie, że nie cofa się przed niczym. Z kolei miłość Anny do Abla staje ponad wszystkim. Anna kocha, nie bacząc na konsekwencje. A Abel? Czy on też kocha Annę? Na pewno tak, choć jest wiele spraw, które nie pozwalają mu na to. Jest jeszcze miłość rodzicielska. Rodzice Anny akceptują jej wybór i w miarę swoich możliwości pomagają.

Baśniarz na pewno nie jest powieścią fantasy, jak twierdzą niektórzy. Jest to powieść obyczajowa z elementami baśni. Można też nazwać ją kryminałem. Lecz nie jest istotne do jakiego gatunku zaliczymy tę książkę. Ważne jest, że Baśniarz to powieść wszech czasów. Nie waham się użyć tego określenia, bo wiem, że jeszcze sporo czasu upłynie zanim jakiś autor odda w ręce czytelników równie piękną, choć tragiczną historię. Nie wiem na czym polega fenomen tej książki, bo przecież jej fabuła wcale nie jest wyszukana. Tak naprawdę jest prosta i można nawet rzec, że niczym szczególnym się nie wyróżnia. A jednak jest w niej coś, co nie pozwala zapomnieć.

Moim zdaniem ta powieść powinna zostać wpisana do kanonu lektur obowiązkowych w liceum. Dlaczego? Otóż, porusza tak trudne problemy, że niejeden dorosły nie byłby w stanie poradzić sobie z nimi. Z kolei postać Abla można poddawać szeregom dyskusji. Można snuć domysły czy jego postępowanie było właściwe, czy naprawdę nie miał innego wyjścia, aby postąpić tak, a nie inaczej, czy można było uniknąć pewnych sytuacji i tak dalej. W identyczny sposób można rozmawiać na temat Anny Leemann lub maturzystów, którzy otaczają głównych bohaterów.

Trzeba też pamiętać, że Baśniarz nie jest jedynie powieścią dla młodzieży. Tę książkę powinien przeczytać każdy bez wyjątku. Jej oddziaływanie na czytelnika jest tak ogromne, że długo nie można o niej zapomnieć, o ile w ogóle można.

 

Moja ocena: 6/6

 

 

 W napisaniu recenzji pomogła mi ta piosenka:

 

 



* A. Michaelis, Baśniarz, Wyd. Dreams, Rzeszów 2012, s. 58-59.



 

prawa autorskie zastrzeżone


sobota, 27 października 2012

 

Tym razem w ramach wyzwania czytelniczego Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa, proponuję Wam moją ulubioną lekturę, którą wspominam bardzo miło i chyba jest mi najbliższa ze wszystkich lektur obowiązkowych w klasie drugiej szkoły podstawowej.

 



 

Maria Krüger

Karolcia & Witaj Karolciu!

 

 
Wydawnictwo: Siedmioróg
Wrocław 2011



 

 

 

Tytułowa Karolcia to kilkuletnia dziewczynka, która mieszka z rodzicami i ciotką. Pewnego dnia w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania, dziewczynka w szparze w podłodze znajduje niebieski koralik. Bardzo szybko okazuje się, że koralik jest magiczny i potrafi spełniać życzenia. Karolcia ma też najlepszego przyjaciela, Piotra. To właśnie z nim  przeżywa szereg ciekawych i zabawnych przygód. Jednak dzieci muszą uważać, ponieważ magicznego koralika szuka zła czarownica, Filomena. Czarownica pragnie wykorzystać jego moc do swoich celów. Po pewnym czasie okazuje się także, że moc niebieskiego koralika jest ograniczona. Każde życzenie powoduje, że koralik staje się coraz bledszy. Czy, w takim razie, magiczny koralik kiedyś całkiem zniknie? Wiadomo jedno. Od tej pory dzieci muszą niezwykle ostrożnie posługiwać się koralikiem.

Któż z nas nie chciałby posiadać na własność takiego magicznego koralika, który spełniałby nasze życzenia? Na pewno większość dorosłych, a już z pewnością każde małe dziecko marzy o tym, aby mieć taką możliwość. Karolcia taką możliwość dostaje i dzięki temu może pomagać innym. Dziecko, czytając przygody rezolutnej Karolci, bardzo szybko przekonuje się, że jest ona miłą, życzliwą i pozbawioną egoizmu dziewczynką. Tak naprawdę żadne z życzeń, które wypowiada nie odnosi się do niej samej. A nawet, jeśli prosi o bycie niewidzialną, to i tak Karolcia wykorzystuje ten przywilej, aby móc pomóc innym. Największą przygodą Karolci jest wielki plan ratowania miejskiego ogrodu przed zamknięciem. Oczywiście pomaga jej w tym magiczny niebieski koralik. Dziewczynka robi to nie tylko dla siebie, ale głównie dla innych. W swoim postępowaniu kieruje się niesieniem pomocy nie tylko dzieciom, ale także osobom dorosłym. Nie chce, aby ludziom została odebrana przyjemność spacerowania po ogrodzie i cieszenia się jego widokiem. Tak więc ogromna moc koralika pozwala pokazać, jaką naprawdę Karolcia jest dziewczynką.

Magiczny niebieski koralik pozwala Karolci, a wraz z nią także najmłodszym czytelnikom, odkryć jeszcze jedną niezwykle istotną prawdę. Otóż, można być szczęśliwym, spełniając swoje życzenia. Bo przecież Karolcia bardzo cieszyłaby się, gdyby mocą ostatniego życzenia dostała wymarzoną lalkę. Jednak znacznie więcej radości i prawdziwego szczęścia sprawiło jej spełnianie marzeń ludzi, którzy ją otaczali. Dzięki temu koralik nauczył Karolcię, że człowiek  może być w pełni szczęśliwy tylko wtedy, gdy przyczynia się do szczęścia innych osób. Pod tym względem powinniśmy brać przykład z małej Karolci i naszym postępowaniem doprowadzać do tego, aby inni ludzie dzięki nam czuli się szczęśliwi. Tego samego powinniśmy także uczyć nasze dzieci.

W tym miejscu muszę przyznać się, że w szkole nierzadko byłam uczennicą nadobowiązkową i bardzo często zdarzało mi się brać od nauczycieli dodatkowe zadania. Tak też było w przypadku tej lektury. Z jednej strony pierwsza część przygód małej Karolci bardzo mi się podobała i chciałam przeczytać kolejną część, a z drugiej potraktowałam to jako zadanie nadobowiązkowe, które w efekcie podwyższyło moją ocenę z języka polskiego. Dlatego wszystkim dzieciom i ich rodzicom polecam również drugą część przygód Karolci, które noszą tytuł Witaj Karolciu!

W części drugiej Karolcia i jej kolega przeżywają równie zabawne przygody, co w części pierwszej, lecz tym razem rzecz dzieje się za sprawą czarodziejskiej kredki. Ich maleńki skarb, podobnie jak magiczny niebieski koralik, posiada moc spełniania życzeń. Ale tym razem fakt ten nie zawsze przynosi dzieciom szczęście. Czasami jest to także zwykły pech.

Witaj Karolciu! to z całą pewnością opowiadanie napisane z humorem posiadające wartko toczącą się akcję. Ciekawostką jest, że dzieje Karolci w sposób nierozerwalny łączą się z osobą Haliny Bielińskiej, która była siostrą Marii Krüger. Obydwie panie niezwykle intensywnie współpracowały nad wizerunkiem Karolci, który wszyscy znamy.

 



 

Krzysztof Zięcik 

 Karolcia na wakacjach

 

 

Wydawnictwo: TELBIT
Warszawa 2009

 

 

 

 

Przygotowując niniejszy wpis natknęłam się także na trzecią część przygód Karolci i jej kolegi. Jednak w tym przypadku autorem książki nie jest Maria Krüger, a Krzysztof Zięcik. Autor zabiera młodego czytelnika nad morze, gdzie Karolcia znajduje magiczną muszlę, którą początkowo pragnie przeznaczyć na prezent dla swojego najlepszego przyjaciela. Jednak po pewnym czasie dziewczynka odkrywa, że w chwili, gdy przyłoży muszlę do ucha i wypowie życzenie, wówczas jej życzenie się spełnia. W taki oto sposób Karolcia i Piotr ponownie mają możliwość swobodnego puszczania wodzów wyobraźni czytelnika. Nie brak także złej czarownicy, Filomeny, która w jakiś niewytłumaczalny sposób przewiduje każdy krok głównych bohaterów i zastawia na nich pułapki. Podobnie jak w poprzednich częściach, tak i tutaj, dzieci w końcu odkrywają, że moc muszli także jest ograniczona, natomiast zanikający w niej szum morza stanowi zapowiedź rychłego wyczerpania się jej mocy. Problem pojawia się wtedy, gdy dzieci pragną pomóc swojemu nowemu koledze w jego kłopotach finansowych. Czy uda im się tego dokonać, zanim muszla ostatecznie straci swą moc? A może odbierze im ją zła Filomena?

Myślę, iż kontynuacja przygód Karolci i Piotra w wykonaniu Krzysztofa Zięcika jest niezwykle udana i trafiona. Autor podjął trudną próbę zmierzenia się z dorobkiem Marii Krüger, z czego może być dumny. Tak naprawdę styl pisania Krzysztofa Zięcika nie różni się od tego, który znamy z książek Marii Krüger. Z kolei sami bohaterowie i ich przygody budzą zainteresowanie już od pierwszej strony. Mnie, jako dorosłemu czytelnikowi, który doskonale pamięta emocje wywołane lekturą Karolci i Witaj Karolciu!, naprawdę łezka zakręciła się w oku, kiedy czytałam Karolcię na wakacjach.



Niniejszy wpis powstał w ramach wyzwania czytelniczego

 

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 24 października 2012

 

Catrin Collier

 

      Amerykańskie lato

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Bobby’s Girl

 

 

 

Chyba każdy człowiek przeżywa w życiu chwile, które nie pozwalają o sobie zapomnieć przez długie lata, a czasami nawet przez całe życie, odciskając na nim swoje piętno. Dla jednych będą to chwile wielkiego szczęścia, zaś dla kogoś innego już zawsze będą kojarzyć się czymś tragicznym, co tak naprawdę nigdy nie powinno było się wydarzyć. Człowiek pragnie cofnąć czas, jednak wie, że to niemożliwe. Tego, co utracił, nie jest w stanie już odzyskać.

Penelope John już zawsze będzie pamiętać pewne upalne lato, które dane jej było spędzić na malowniczym Cape Code w stanie Massachusetts w Nowej Anglii.  Był rok 1968, a ona była wówczas młodziutką dziewczyną właśnie wkraczającą w dorosłe życie. Miała wielkie plany i marzenia. Niemalże od zawsze swoje życie wiązała ze sztuką. Piękno krajobrazu, galerie, wernisaże i muzea to było to, czego pragnęła najbardziej. Chciała malować, choć rodzice uważali, że najlepiej będzie, jeżeli skupi się na zdobywaniu jakiegoś konkretnego zawodu, który zapewni jej życiową stabilizację. Lecz Penny żyła własnym życiem i kroczyła tylko tymi jego ścieżkami, które sama sobie obrała. Lata 60. XX wieku to także bezsensowna wojna w Wietnamie i protesty przeciwko wysyłaniu na nią młodych ludzi. Protestowano nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w innych krajach świata, na przykład w Anglii. Koniec lat 60. XX wieku to również śmierć amerykańskiego prezydenta, Roberta F. Kennedy’ego, która wstrząsnęła nie tylko Ameryką, ale całym światem.

Penny John w całej tej otaczającej ją rzeczywistości wydaje się być szczęśliwa. Jest młoda, piękna, studiuje, ma przyjaciół, którzy są dla niej ważni, a u jej boku stoi przystojny Rich, którego zna od najmłodszych lat, dlatego też wszyscy wokół oczekują, że nie ma innej możliwości, jak tylko ich rychły ślub. Sam Rich także tego pragnie. Jednak czy Penny też oczekuje tego samego od życia, co jej znajomi i rodzina? Otóż nie do końca. Tak więc kiedy nadchodzi szansa, aby spełnić marzenie swojego życia i wreszcie wyjechać do Ameryki, Penny nie waha się ani przez chwilę. Choć Rich grozi rozstaniem, ona uparcie obstaje przy swoim. Tak naprawdę nie zależy jej na tym czy ich związek przetrwa, czy się rozpadnie. Bo przecież już od jakiegoś czasu Penny czuje się osaczana przez chłopaka i w jej przekonaniu ten związek wcale nie jest szczęśliwy, a już na pewno nie jest to miłość na całe życie. Penny wie, że ten wyjazd wiele zmieni w jej życiu. Co najważniejsze, Rich też o tym wie i dlatego za wszelką cenę nie chce do niego dopuścić.

Nie bez problemów Penny uzyskuje wizę i załatwia wszelkie niezbędne formalności, aby w końcu móc wsiąść do samolotu, który zawiezie ją do upragnionej Ameryki. Wraz z nią w ramach studenckiej wymiany, leci także wielu innych walijskich studentów, w tym jej najlepsza przyjaciółka, Kate Burgess. Na miejscu okazuje się, że podczas tego pobytu przez cały czas będzie towarzyszyć jej niejaki Robert Brosna zwany „Bobbym”, którego poznała w dość nieprzyjemnych i upokarzających okolicznościach, będąc jeszcze w Wielkiej Brytanii. Praktycznie z chwilą, kiedy stopa Penny dotyka płyty lotniska w Nowym Jorku, w życiu dziewczyny zaczynają zachodzić nieodwracalne zmiany. Od tej pory już nic nie będzie takie samo. Bobby, Sandy i ich dziewczyny przeżyją najwspanialsze, ale zarazem najtragiczniejsze lato w swoim życiu. Jeszcze nie wiedzą o dramacie, jaki ich czeka. O tragedii, która już na zawsze odmieni ich los, a niektórych wręcz pozbawi życia. Jak sobie z tym poradzą okaże się dopiero po długich dziewiętnastu latach, kiedy do Penny dotrze list, w którym nadawca poinformuje ją, że jej jedyny syn, Andy, właśnie odziedziczył niewyobrażalnie wielki majątek. Co kryje się za tym spadkiem? Czy chłopak zgodzi się go przyjąć? I co zrobi Penny w tej sytuacji? Jaki wpływ fakt ten wywrze na jej ustabilizowane życie?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Catrin Collier miało miejsce całkiem niedawno, bo przy okazji książki pod tytułem Córka Magdy [klik]. Chociaż tamta pozycja zawierała pewne niedociągnięcia, to jednak nie zniechęciłam się. Wręcz przeciwnie. Chciałam przeczytać coś jeszcze tej autorki i tak oto pewnego dnia trafiło do mnie Amerykańskie lato. Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się być typowym tragicznym w skutkach romansem. I w pewnym stopniu tak właśnie jest. Jednak Catrin Collier udaje się wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń tak bardzo, że zupełnie niespodziewanie człowiek zapomina, że to romans. To jest właśnie ta szczególna umiejętność, która sprawia, że nawet książka z pozoru nieciekawa, po przeczytaniu staje się tą, która na długi czas pozostaje w pamięci. Niestety, ale niewielu autorów w Polsce i na świecie posiada tę umiejętność. Podobne odczucia miałam w przypadku Córki Magdy. Dlatego już teraz zdradzę, że na półce czeka na mnie kolejna powieść tej Autorki. Catrin Collier zwyczajnie porwała mnie swoją twórczością i dołączyła do listy autorów, po których książki zamierzam sięgać w ciemno.

Atmosfera panująca w Ameryce lat 60. XX wieku była dość specyficzna. Z jednej strony bezsensowna wojna w Wietnamie, której powodu praktycznie nikt nie rozumiał. Dla zwykłych Amerykanów liczyło się tylko to, że każdego dnia ktoś z rodziny lub znajomych tracił życie na wietnamskich polach ryżowych. Liczba ofiar po obydwu stronach wciąż rosła. Ciał zabitych amerykańskich żołnierzy nawet nie przywożono do kraju. Ich szczątki rozkładały się gdzieś na wietnamskiej ziemi, a rodzina mogła jedynie odwiedzać puste groby w swoim kraju. Natomiast z drugiej strony śmierć Roberta F. Kennedy’ego, kiedy już nic nie było takie samo. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że klimat tamtej epoki został w tej książce przedstawiony tak, aby czytelnik mógł wręcz namacalnie odczuć jego specyfikę. 

W takich właśnie realiach toczy się znaczna część powieści. Trzydziestodziewięcioletnia Penny John pod wpływem listu z informacją o spadku dla jej syna wraca myślami do tamtego cudownego lata, kiedy przeżyła najwspanialsze chwile swojego życia. To właśnie wtedy naprawdę kochała i dla tej szczególnej miłości zrobiłaby wszystko, aby móc zmienić bieg zdarzeń. Jednak tak naprawdę nie straciła wszystkiego, ponieważ od tamtego pamiętnego lata otrzymała też najcenniejszy skarb, bez którego nie potrafiłaby już żyć.

Autentyczność bohaterów jest zadziwiająca. Rzadko zdarza mi się czytać książkę, w której wykreowane postacie są tak bardzo realne, że czytelnik odnosi wrażenie, jakby ci ludzie żyli gdzieś obok. Roberta Brosnę polubiłam od samego początku. Nie przeszkadzało mi nawet to, że chłopak niekiedy zachowywał się jak bogaty rozwydrzony dzieciak, który zarazem nie potrafi tupnąć nogą i przeciwstawić się swojej despotycznej babce. Pozwala jej niszczyć to, co jest dla niego sensem życia tylko dlatego, że w grę wchodzą ogromne pieniądze. Ta postać może wydawać się dwulicowa, jednak w rzeczywistości wcale tak nie jest, o czym czytelnik przekonuje się w miarę zbliżania się do zakończenia książki.

Amerykańskie lato to nie tylko opowieść o niezwykłej miłości dwojga młodych ludzi, ale jest to także historia, która wyraźnie pokazuje, że za wszystko trzeba w życiu zapłacić. Czasami nawet najwyższą cenę, jaką jest ludzkie życie. Fabuła tej powieści dokładnie pokazuje, do czego może doprowadzić ludzka głupota i brak zrozumienia drugiej osoby. Poprzez tę wyjątkową historię czwórki młodych ludzi Catrin Collier próbuje odpowiedzieć na pytanie: Czy naprawdę pieniądze to wszystko, czego człowiek potrzebuje od życia?

Na okładce książki widnieje takie oto zdanie: Wzruszająca, ciepła opowieść. Nie sposób się od niej oderwać. Uwierzcie mi, że zdanie to nie jest przesadą ani chwytem reklamowym Wydawcy. Tę powieść naprawdę nie sposób odłożyć na półkę dopóki nie przeczyta się ostatniej strony.

 

Moja ocena: 5/6

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



niedziela, 21 października 2012

 

Maureen Lee

 

     Dom przy Parku Książąt

 

 

 

Wydawnictwo: C&T
Toruń 2005
Tytuł oryginału: The House by Princes Park

 

 

 

Dom. To słowo większości z nas kojarzy się z ciepłem, szczęściem i bliskimi, na których można liczyć w każdej sytuacji. Dom to miejsce, do którego chętnie wracamy po ciężkim dniu, wiedząc, że ktoś na nas w nim czeka. Na samą myśl o rodzinnym domu, czujemy ciepło wokół serca, a kiedy opuszczamy go, rozpoczynając samodzielne życie z dala od rodziców, często wracamy do niego wspomnieniami. Jednak nie każdemu dane jest urodzić się i wychować w domu, gdzie wszyscy darzą się miłością i są dla siebie wsparciem w potrzebie. Wśród nas są i tacy, którzy nigdy nie zaznali ciepła domowego ogniska. Bo przecież dom to przede wszystkim ludzie, którzy w nim mieszkają. To od nich zależy, jakie wspomnienia będziemy mieć po latach. To ludzie tworzą jego szczególną atmosferę. Jedni robią wszystko, aby panowało w nim szczęście, natomiast inni wręcz przeciwnie. Wciąż doprowadzają do sytuacji konfliktowych, tym samym sprawiając, że człowiek pragnie z tego domu uciec jak najdalej i nigdy do niego nie wracać. A jaki dom stworzyła swojej rodzinie Ruby O’Hagan, główna bohaterka powieści Maureen Lee pod tytułem Dom przy Parku Książąt?

Niemalże w dniu zakończenia I wojny światowej niejaka Olivia Jones poznaje przystojnego amerykańskiego żołnierza, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Olivia jest pielęgniarką, natomiast Tom O’Hagan to jej pacjent. Owocem ich namiętnego związku jest dziecko. Dziewczynka, której Olivia w pośpiechu nadaje imię „Ruby”, na cześć matki jej ukochanego. Niestety Olivii nie jest pisana wspólna szczęśliwa przyszłość u boku Toma, gdyż żołnierz gnie podczas przejazdu pociągiem przez most, który sabotażyści walczący po stronie aliantów nafaszerowali minami. Dla Olivii jest to koniec wszystkiego. Nie tylko koniec marzeń o lepszej przyszłości, ale także koniec macierzyństwa. Pamiętajmy, że jest początek dwudziestego wieku. Niezamężne kobiety z dziećmi traktowane są na równi z trędowatymi. Piętnuje się je niczym francuskie kurtyzany. Wiele kobiet nosi fałszywe obrączki, aby zmylić otoczenie. Przecież zawsze można powiedzieć, że mąż wyjechał albo poległ na wojnie. Jednak Olivia nie może tego zrobić. Nie może kłamać, bo jest już za późno. Jej rodzina, a szczególnie ojciec, wie jak ciężkiego grzechu dopuściła się jego córka. Nie chce jej znać. Nie chce widzieć na oczy swojej wnuczki. Jego nienawiść jest tak ogromna, że już kilka godzin po porodzie pozbawia Olivię córeczki, brutalnie wyrywając ją z jej ramion. I tak maleńka Ruby trafia do klasztoru, przy którym siostry zakonne prowadzą sierociniec. Wydaje się, że Olivia tarci swoje dziecko już na zawsze. Ale czy na pewno?

Mija czternaście długich lat. Ruby wyrasta na pannicę, która nie przebiera w słowach, jeśli uważa, że ma rację. W klasztorze słynie z ciętego języka. Nie lubi sprzątać, gotować, prasować, ani też wykonywać wszystkich tych czynności, które są niezbędne przy prowadzeniu domu. Jej największym marzeniem jest praca w sklepie. Jednak wiek, który właśnie osiągnęła zmusza ją do opuszczenia klasztoru i zamieszkania u jakiejś bogatej rodziny. Lecz ona nie chce być służącą, o czym dość głośno mówi. I wtedy, jak gdyby w odpowiedzi na jej żarliwe modlitwy, w klasztorze pojawia się niejaka Emily Dangerfield. Kobieta jest siostrą przeoryszy klasztoru, w którym wychowała się Ruby O’Hagan. Jest samotna, więc potrzebuje towarzystwa. W ten sposób Ruby trafia do pięknego domu, lecz nie wie jeszcze, że nie będzie jej dane długo w nim przebywać. Los zadecyduje inaczej, zmuszając ją do życia na własny rachunek w nędzy tak wielkiej, że aż niewyobrażalnej. Jeszcze długo będzie musiała poczekać, zanim odnajdzie prawdziwą życiową przystań w postaci domu przy Parku Książąt, na który skazana będzie przez większość swojego życia. 

Dom przy Parku Książąt to opowieść o młodej dziewczynie powoli wkraczającej w dorosłe życie, wraz z upływem czasu stając się dojrzałą kobietą, a potem sędziwą staruszką. Ona podobnie, jak niegdyś jej matka, także musi zmierzyć się ze sztywnymi regułami moralności. Lecz mimo to, niczego nie żałuje. Rodzina jest dla niej najważniejsza i to o nią dba, jednocześnie zaprzepaszczając wiele okazji ku temu, aby być szczęśliwą. Przekorny los wciąż rzuca ją w wir obowiązków, których przecież nienawidzi od dziecka. Ale Ruby nie skarży się. W spokoju przeżywa swoje radości i smutki, wierząc, że tak trzeba. Kiedy wybucha II woja światowa, ona niesie pomoc nie tylko ludziom z nią spokrewnionym. Pomaga każdemu, kto tej pomocy potrzebuje. W pewnym momencie wydaje się, że wszyscy którzy ją otaczają potrafią jedynie brać, nie dając nic w zamian. A może Ruby poprzez swoją dobroć nauczyła ich tego? Tak bardzo przyzwyczaili się do tego, że na Ruby stale można liczyć, że nie potrafią już wyobrazić sobie, że mogłoby być inaczej. Jest w tym pewien egoizm. Ruby praktycznie jest wykorzystywana przez swoje córki, a potem wnuczki. Niemalże u kresu życia wychowuje także swojego prawnuka, ponieważ wnuczka nie ma najmniejszego zamiaru tego robić, chcąc cieszyć się życiem. Na córki też liczyć nie może. Kiedy Ruby postanawia wreszcie zadbać o siebie i zająć się swoim życiem, wszyscy są tym oburzeni. Jest to dla nich niezrozumiałe. Jak Ruby może zostawić ich na tydzień i tak po prostu wyjechać! I to jeszcze do Ameryki?!

Tytułowy dom przy Parku Książąt mieszczący się w Liverpoolu jest dla Ruby właśnie tą przystanią, o której wspomniałam powyżej. W jego posiadanie kobieta weszła zupełnie przypadkowo. Tuż przed wybuchem II wojny światowej pewna dama o nazwisku Hart, wyjeżdżając do Ameryki, poprosiła Ruby o zaopiekowanie się jej domem. Lecz Ruby zamiast się nim jedynie zaopiekować, zwyczajnie się do niego wprowadziła, otwierając drzwi także wielu innym osobom. Pani Hart nigdy ze Stanów nie wróciła, a Ruby nie wyobrażała sobie już życia w innym miejscu. Podobnie jak jej rodzina. Choć dom był stary i zniszczony, to jednak stanowił swego rodzaju oazę spokoju, gdzie można było zawsze odnaleźć pocieszenie i radość.

Oczywiście życie Ruby O’Hagan nie obfituje jedynie w same radości. Tak, jak to w życiu bywa, są też ból, cierpienie, śmierć. Jednak najważniejsze jest to, w jaki sposób Ruby i jej rodzina sobie z tym radzą. Czy się załamują? Czy złorzeczą losowi, że tak mocno ich doświadcza? Czy się buntują?

Książka sama w sobie nie należy do jakichś wybitnych dzieł literackich. Jest to zwyczajna historia obyczajowa przedstawiająca losy czterech pokoleń kobiet na tle rozmaitych rzeczywistości. Poruszany jest też bardzo wyraźnie problem rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Jedni są „zbyt czarni” a inni „nie dość czarni”. Każda z tych grup w jakiś sposób jest wyrzucana poza nawias społeczeństwa. Nie wolno im korzystać z miejskich środków transportu, uczestniczyć w rozmaitych wydarzeniach kulturalnych, gdzie są obecni także „biali”. Takich zakazów jest mnóstwo. Generalnie zabrania się przebywania osobom czarnoskórym w tych samych miejscach publicznych, w których przebywają także „biali”. Wygląda to tak, jak gdyby należały one tylko do rasy białej. Ta walka o równouprawnienie jest tutaj bardzo mocno zarysowana.

Autorka pokazuje też, ile tak naprawdę znaczy przyjaźń i miłość, a przede wszystkim rodzina. W rodzinie można wybaczyć wszystko. Dla swojego dziecka matka może zrezygnować nawet z własnego szczęścia, aby tylko jemu dobrze się wiodło. Ale czy jest to słuszne postępowanie, jeśli dziecko wybiera złą drogę?

Jeżeli ktoś lubi lekkie historie obyczajowe opisane na tle rozmaitych realiów i pokazujące jak bardzo zmieniają się ludzie na przestrzeni lat, to ta książka jest jak najbardziej dla niego. Natomiast, jeśli ktoś preferuje literaturę mocniejszą, to przy tej powieści jedynie się wynudzi.

 

Moja ocena: 4/6

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



piątek, 19 października 2012

 

 

Dzisiaj dla odmiany, zamiast recenzji kolejnej książki proponuję Wam wspólnie z Autorką bloga Co warto czytać?, przystąpienie do pewnego wyzwania czytelniczego. Otóż, będzie nam bardzo miło, jeśli wraz z nami weźmiecie udział w akcji, która będzie polegać na czytaniu kolejnych części przygód Ani Shirley, głównej bohaterki cyklu autorstwa kanadyjskiej pisarki, Lucy Maud Montgomery. Mamy nadzieję, że chętnie przyłączycie się do naszego pomysłu. Są takie książki, o których nie można zapomnieć, ponieważ stanowią swego rodzaju fenomen. Seria o losach Ani Shirley jest z pewnością jedną z takich właśnie pozycji. A teraz może kilka słów o regulaminie akcji.

  1. Przystępując do wyzwania należy pobrać jeden z poniższych banerków i umieścić go na swoim blogu.
  2. Książki czytamy chronologicznie według wieku Ani Shirley, tj.:
  • Ania z Zielonego Wzgórza (listopad-grudzień 2012)
  • Ania z Avonlea (styczeń-luty 2013)
  • Ania na Uniwersytecie (marzec-kwiecień 2013)
  • Ania z Szumiących Topoli (maj-czerwiec 2013)
  • Wymarzony dom Ani (lipiec-sierpień 2013)
  • Ania ze Złotego Brzegu (wrzesień-październik 2013)
  • Dolina Tęczy (listopad-grudzień 2013)
  • Rilla ze Złotego Brzegu (styczeń-luty 2014)
  • Ania z Wyspy Księcia Edwarda lub Spełnione marzenia (marzec-kwiecień 2014)
  • Opowieści z Avonlea (maj-czerwiec 2014)
  • Pożegnanie z Avonlea (lipiec-sierpień 2014)
  1. Na przełomie poszczególnych miesięcy podanych w nawisach obok tytułów książek, umieszczamy na swoich blogach recenzje dotyczące danej części serii, zaznaczając jednocześnie, że wpis bierze udział w niniejszym wyzwaniu czytelniczym.
  2. Linki do wpisów z recenzjami wysyłamy na adresy mailowe autorek blogów: Co warto czytać? i Kraina Czytania (felicja79@wp.pl lub aga510@op.pl) bądź zamieszczamy na stronie FB [klik].
  3. Wszystkie zgłoszone recenzje zostaną zamieszczone na specjalnie założonym w tym celu blogu, który na razie jest w trakcie tworzenia [klik].
  4. Podsumowanie wyników wyzwania będzie ukazywać się na wyżej wymienionym blogu tuż po zakończeniu terminu przeznaczonego na przeczytanie każdej z książek serii.
  5. W miarę możliwości popularyzujemy niniejsze wyzwanie czytelnicze również na swoich blogach poprzez zamieszczenie na nich odpowiedniej notatki.
  6. Do wyzwania można przyłączyć się w każdej chwili, jednak recenzje podane po terminie przeznaczonym na przeczytanie danej części serii nie będą brane pod uwagę w podsumowaniu dwumiesięcznym, lecz dopiero w podsumowaniu końcowym. 
  7. Końcowe podsumowanie wyzwania ukaże się we wrześniu 2014 roku.



Jak wynika z powyższego, niniejsze wyzwanie czytelnicze będzie trwać przez dwa lata. Będzie to wyzwanie dość szeroko rozłożone w czasie z uwagi na inne zobowiązania czytelnicze blogerów. Mamy nadzieję, że wielbicieli Ani Shirley będzie przybywać z miesiąca na miesiąc. Serdecznie wszystkich zapraszamy do udziału w tym przedsięwzięciu, bo przecież tam, gdzie przebywa Ania nie ma miejsca na nudę! Tak więc czytajmy Anię!

 

 

<div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="http://krainaczytania.blox.pl/2012/10/Czytamy-Anie-z-Zielonego-Wzgorza.html;"><img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-jAX99lhXl-Q/UIFtjzj1O9I/AAAAAAAAALw/bewish1E-R8/s320/wyzwanie-Ania.jpg" width="320" /></a></div>



 

<div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href=http://krainaczytania.blox.pl/2012/10/Czytamy-Anie-z-Zielonego-Wzgorza.html;><img border="0" height="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-LDnxjmyNGKU/UIFtut7x1pI/AAAAAAAAAL4/OCfL9zL8eV4/s320/wyzwanie-Ania-002.jpg" width="320" /></a></div>




A teraz, dla przypomnienia, jeszcze kilka słów o samym cyklu.

Lucy Maud Montgomery pracę nad pierwszą częścią przygód Ani z Zielnego Wzgórza rozpoczęła wiosną 1905 roku. Ta, uznawana dziś za fenomen literatury dla dzieci i młodzieży, książka była wielokrotnie odrzucana przez wydawców kanadyjskich. Przełomowy stał się dopiero rok 1908, kiedy wydawnictwo L.C. Page Company z Bostonu zgodziło się opublikować losy niesfornej rudowłosej dziewczynki, którą znamy do dziś i zapewne jeszcze przez długie lata będzie wzbudzać uśmiech na twarzach młodszych i starszych czytelników. Powieść Ania z Zielonego Wzgórza praktyczne od pierwszej chwili stała się bestsellerem. Sam Mark Twain po przeczytaniu tej książki nadał Ani miano „najukochańszego dziecka literackiego od czasów Alicji z Krainy Czarów”. Ta ogromna popularność powieści sprawiła, że kilka miesięcy później Lucy Maud Montgomery wydała kolejną część przygód Ani, którą napisała znacznie wcześniej, czekając jedynie na odpowiedni moment jej publikacji. Autorka związała się z Anią Shirley niemal do ostatniej chwili swojego życia.

Inspiracją dla Autorki do pisania o losach Ani Shirley stał się pewien artykuł prasowy, gdzie przeczytała o parze, której przez pomyłkę oddano do adopcji dziewczynkę zamiast chłopca, lecz mimo to ludzie ci zdecydowali się ją zatrzymać w swoim domu i wychować. Pisząc powieść Lucy Maud Montgomery korzystała także z własnych doświadczeń z dzieciństwa. Autorka jako niespełna dwuletnia dziewczynka została osierocona przez matkę, natomiast jej ojciec oddał ją na wychowanie swoim teściom. Tak więc mała Lucy została wychowana przez dziadków, Alexandra i Lucy Macneill, w niewielkiej wiosce o nazwie Cavendish znajdującej się na Wyspie Księcia Edwarda.

Z kolei pierwowzorem magicznego Zielonego Wzgórza, czyli domu, w którym zamieszkała Ania Shirley, była posiadłość Davida i Margaret Macneillów, którzy sprawowali opiekę nad dużo młodszą daleką kuzynką Autorki, Myrtle Macneill. Sytuacja owej kuzynki bardzo wyraźnie przypominała losy powieściowej Ani, dlatego też wiele osób uważało, że w osobach Maryli i Mateusza sportretowała właśnie Macneillów, czemu Autorka konsekwentnie zaprzeczała. Po śmierci Macneillów, Zielone Wzgórze trafiło w ręce Myrtle oraz jej męża, Ernesta Webba, natomiast w latach 40. XX wieku posiadłość stała się częścią Parku Narodowego Cavendish.

Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny głównej bohaterki, to Lucy Maud Montgomery posłużyła się tutaj nastoletnią modelką, Evelyn Nesbit, której zdjęcie najprawdopodobniej odnalazła pewnego dnia w jednym z amerykańskich czasopism. Niektórzy twierdzą, że Autorka ową fotografię przypięła nawet na tablicy tuż nad swoim biurkiem, przy którym zwykła pracować.

 



16:58, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (48) »
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?