Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
czwartek, 27 września 2012

 

Literatura dziecięca to literatura tworzona właśnie z myślą o najmłodszych czytelnikach. Literatura dla dzieci spełnia zazwyczaj dwie podstawowe funkcje. Po pierwsze, wychowuje, ponieważ przedstawione konflikty pomiędzy głównymi bohaterami opierają się na dość wyraźnie zarysowanym przeciwstawieniu działań pozytywnych i negatywnych. Celem tego rodzaju ujęcia jest wypracowanie u dziecka umiejętności dotyczącej rozróżniania Dobra od Zła. W literaturze dla dzieci praktycznie bez wyjątku Dobro zawsze zwycięża, a Zło zostaje ukarane. Po drugie, literatura dziecięca pełni funkcję edukacyjną. W fabułę zostają wplecione różnorodne informacje dotyczące świata. Mogą to być informacje historyczne, geograficzne, czy nawet etnograficzne. Zobaczmy, w takim razie, jak wiele z tych prawd obecnych jest w poniższych lekturach szkolnych dla klasy pierwszej szkoły podstawowej.

 

 

Hanna Januszewska

                Kopciuszek

 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Warszawa 1982
Opracowanie na postawie bajki Charlesa Perrault
Ilustracje: Bożena Truchanowska



 

Chyba nie ma na świecie żadnej małej dziewczynki, która nie marzyłaby, aby pewnego pięknego dnia zostać prawdziwą księżniczką i zatańczyć na balu z najprawdziwszym księciem. To marzenie może się spełnić, ale tylko pod jednym warunkiem. Należy być dobrym i wierzyć, że cierpliwość i życzliwe nastawienie do innych i do świata w końcu sprawi, że to, co do tej pory było jedynie ulotnym marzeniem stanie się rzeczywistością. Niezbędna jest też szczypta magii. Bez niej nic nie może się wydarzyć.

Dawno, dawno temu żyła sobie pewna bardzo piękna dziewczyna. Mieszkała wraz z ojcem, macochą i dwiema przybranymi siostrami. Dziewczynę tę nazywano Kopciuszkiem. Była nie tylko piękna, ale także pracowita. To nieładne przezwisko nadane jej zostało przez macochę i jej dwie obłudne córki. Kopciuszka wykorzystywano do najcięższych prac domowych, przez co wciąż chodziła brudna i zaniedbana. Zazdrosne kobiety chciały w ten sposób ukryć prawdziwą urodę i wdzięk Kopciuszka. Aż dziw bierze, że dziewczyna nigdy nie skarżyła się na swój los. Pomimo trudnego życia, zawsze była szczęśliwa.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym król z pobliskiego pałacu zaplanował bal, który pragnął wydać na cześć swojego syna. Troskliwy ojciec chciał w ten sposób sprawić, aby jego syn znalazł sobie nareszcie żonę. Fałszywe córki macochy Kopciuszka bardzo ucieszyły się na tę wiadomość, ponieważ liczyły na to, że książę wybierze którąś z nich. Dla Kopciuszka pójście na bal mogło być jedynie marzeniem, które nigdy by się nie spełniło, gdyby nie jej chrzestna matka – dobra wróżka, która przybywa z pomocą i przy użyciu magii wyczarowuje piękną suknię, karetę, konie i wspaniałego woźnicę. Jednak ostrzega ona Kopciuszka, że o północy czar pryśnie, a ona znów stanie się zwykłym kocmołuchem w starej i zniszczonej sukience bez karety i woźnicy.

Pomimo ostrzeżeń, Kopciuszek udaje się na bal. Książę od pierwszej chwili jest zauroczony piękną nieznajomą i nie opuszcza jej nawet na krok. Pierwszy raz udaje jej się uciec z balu przed czasem. Tak więc wraca do domu jeszcze przed swoimi siostrami, które zachwycone balem i pięknej urody nieznajomą opowiadają Kopciuszkowi o wszystkim. Jednak, kiedy nazajutrz Kopciuszek znów przy pomocy swojej chrzestnej matki udaje się na bal, gubi na schodach pantofelek, który tak naprawdę staje się jej biletem do szczęścia.

Jaki morał płynie z tej pięknej baśni? A taki, że Dobro zawsze wygrywa ze Złem i nie warto tracić nadziei, lecz wierzyć, że los w każdej chwili może się odmienić, a marzenia staną się rzeczywistością.

 

 

Julia Duszyńska

 Cudaczek -

Wyśmiewaczek

 

 

Wydawnictwo: Siedmiogród
Wrocław 2012
Ilustracje: Jarosław Żukowski

 

 

Cudaczek-Wyśmiewaczek to niezwykle wesoła opowieść o pewnym skrzacie, który żyje śmiechem. Cudaczek to „licho malusie i cieniutkie niczym igła, które nie je, nie pije, tylko śmiechem żyje” uwił sobie gniazdko w warkoczykach panny Obrażalskiej i bez trudu nakłania ją do złości, z czego czerpie radość. Lecz dziewczynka, idąc za radą pewnego staruszka, postanawia się z nim rozprawić. Musi jedynie wytrzymać trzy dni bez obrażania się, a wówczas „licho” zniknie.

Opowieść o Cudaczku-Wyśmiewaczku składa się z osiemnastu opowiadań, które po raz pierwszy zostały opublikowane w 1947 roku. Jest to prześliczna opowieść zawierająca niezwykle głębokie przesłanie. Cudaczek-Wyśmiewaczek to w gruncie rzeczy zła postać. Bo przecież nikt, kto nakłania do złego nie może być dobry. Jednak pewnego dnia niegrzeczny skrzat postanawia, że od tej pory będzie już tylko dobrym stworzonkiem i nie będzie już naśmiewać się z zachowania dzieci, ale zwyczajnie zacznie je rozśmieszać. Tak bardzo podoba mu się ten pomysł, że nawet zmienia swoje dotychczasowe imię na Cudaczek-Śmiejaczek.

Opowieść Julii Duszyńskiej to przede wszystkim utwór krytykujący wady dzieci oraz zachowanie samego Cudaczka, który śmieje się z innych. Wydać, że Autorka zdecydowanie pochwala śmiech, lecz jednocześnie uważa, iż naśmiewanie się z innych ludzi stanowi niezwykle negatywną postawę. W opowiadaniu o Cudaczku-Wyśmiewaczku Julia Duszyńska uczy wszystkie dzieci, aby tego nie robiły. Pokazuje również, że każda zła postawa może ulec zmianie, natomiast każda osoba, która pragnie się poprawić, może to uczynić w każdej chwili. To przesłanie jest ponadczasowe i dotyczy nie tylko dzieci, ale także ludzi dorosłych. W związku z tym zastanówmy się przez chwilę, do kogo jest nam, osobom dorosłym, bliżej? Do Cudaczka-Wyśmiewaczka czy do Cudaczka-Śmiejaczka?

 

 

 Mira Jaworczakowa

Jacek, Wacek i

Pankracek

 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Warszawa 2011
Ilustracje: Juliusz Makowski

 

 

 

Jacek, Wacek i Pankracek to tytułowi bohaterowie kilkunastu opowiadań traktujących o przygodach pierwszoklasistów. Każda z tych historii zawiera ukryty morał i uczy dzieci, iż nie wolno oszukiwać, kłamać i należy dzielić się tym, co się posiada oraz pomagać innym.

Opowiadania po raz pierwszy zostały wydane w 1965 roku, dlatego czytając je, należy być wyrozumiałym, ponieważ ich akcja rozgrywa się w zgoła odmiennej rzeczywistości niż ta, która obecnie nas otacza. Niemniej, dzieciom na pewno się spodobają. Można znaleźć w nich odpowiedzi na kilka ważnych pytań, które zazwyczaj zadawane są przez kilkuletnie dzieci. Jest to doskonała lektura dla najmłodszych, bo przecież chyba każde dziecko lubi czytać o przygodach swoich rówieśników.

Książka pod tytułem Jacek, Wacek i Pankracek opowiada o grupie dzieci uczęszczających do klasy pierwszej szkoły podstawowej. Tytułowi bohaterowie zaprzyjaźniają się ze sobą, choć początkowo Pankracek nie sprawia wrażenia chłopca o miłym usposobieniu. Jest niekoleżeński, dość często obraża się na innych i nie chce niczego pożyczać kolegom. Jednak po pewnym czasie okazuje się, że w chłopcu zaczynają zachodzić pozytywne zmiany i staje się całkiem sympatyczny. Na przykładzie tej postaci dziecko może przyswoić sobie istotne prawdy. Dziecko rozumie, że nie warto być zarozumiałym, natomiast nawet osobie niesympatycznej należy dać szansę, ponieważ może ona jeszcze się zmienić.

Książka uczy także, że trzeba być miłym, uczynnym i koleżeńskim w stosunku do innych. Podobnie jak w przypadku Cudaczka-Wyśmiewaczka, nie należy nikogo wyśmiewać ani nikomu dokuczać. Bohaterowie książki, którzy zachowują się właśnie w ten pozytywny sposób, są lubiani przez kolegów w klasie, natomiast ci, którzy postępują niewłaściwie są przez nich strofowani. Najmłodszy czytelnik dowiaduje się również, że nawet jeżeli jakaś osoba jest niemiła, to wcale nie oznacza, że należy ją źle traktować. Trzeba jej jedynie wytłumaczyć, dlaczego źle się zachowuje. Niedobrze jest także, kiedy ktoś kłamie. Należy zawsze mówić prawdę, nawet jeśli jest ona przykra.

Generalnie Jacek, Wacek i Pankracek pokazuje, że wokół nas żyją różni ludzie, o różnych usposobieniach. Jedni są towarzyscy, a inni nieśmiali. Jedni są odważni, zaś inni wolą sobie popłakać. Niektórzy pochodzą z rodzin bogatych i dlatego mogą pozwolić sobie na drogie zabawki, jak Pankracek, natomiast inni żyją w rodzinach biednych, mieszkając w skromnych mieszkaniach, jak Wacek. Niemniej jednak, tego rodzaju różnice wcale nie oznaczają, że osoby, które różnią się od siebie, nie mogą się zaprzyjaźnić. Dlatego też nie należy nikogo od siebie odsuwać tylko z tego powodu, iż jest od nas inny.

Być może tym starszym czytelnikom powyższe pozycje będą wydawać się nieco naiwne, lecz należy pamiętać, że każda z tych trzech lektur bardzo dobrze przedstawia dziecięcy punkt widzenia. Wszystko jest w nich łatwe i wszystko można osiągnąć. Myślę, że warto po nie sięgnąć nie tylko dlatego, że są one obowiązkowymi lekturami szkolnymi. Trzeba po nie sięgnąć przede wszystkim dlatego, aby przypomnieć sobie, ile w nas, dorosłych, było niegdyś nadziei i wiary w to, że wszystko może się udać.

 

Niniejszy wpis powstał w ramach wyzwania czytelniczego

 



prawa autorskie zastrzeżone

środa, 26 września 2012

 

Elizabeth Lowell

 

           Przeklęte złoto


 

 

 

Wydawnictwo: AMBER
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Running Scared


 

 

Zgodnie z definicją Encyklopedii PWN „artefakty kulturowe to celowo wytworzone lub przetworzone obiekty, którym człowiek nadał kulturowo określoną i ustaloną formę oraz przeznaczenie; utożsamiane są one z cechami kulturowymi z zakresu kultury materialnej.” Dla Shane’a Tannahilla niezwykle cenne wydają się być właśnie artefakty celtyckie. Shane Tannahill to mężczyzna niesamowicie bogaty. W Las Vegas, mieście hazardu, prowadzi kasyno o nazwie Złote Runo. Oprócz zbijania majątku na naiwności innych, Shane pragnie zorganizować wystawę, na której mógłby pokazać najcenniejsze dzieła sztuki wykonane ze złota. Po głowie chodzą mu właśnie wspomniane powyżej artefakty celtyckie. Jednak, aby tego dokonać musi dokładnie sprawdzić, czy te, które są mu oferowane nie stanowią podróbek. Jego interesują jedynie autentyczne dzieła sztuki. W tym celu zatrudnia niejaką Risę Sheridan, która jest ekspertką w badaniu autentyczności rozmaitych dzieł kulturowych. Kobieta udziela konsultacji naukowych międzynarodowej firmie o nazwie Rarities Unlimited, która również współpracuje z Tannahillem. Kobieta nie ma nic przeciwko temu, aby podróżować pomiędzy Las Vegas a Los Angeles. Dlatego też przyjmuje propozycję Shane’a Tannahilla i zostaje kuratorką w jego firmie.

Oczywiście, jak przystało na thriller romantyczny, już od pierwszej chwili pomiędzy szefem a jego pracownicą zaczyna iskrzyć. Shane wciąż wyobraża sobie jakby to było, gdyby… No właśnie. Czy ten Shane nie wyobraża sobie przypadkiem za dużo i za często? Z kolei Risa wyobraża sobie nieco mniej. Hamuje ją jej niezbyt doskonały wygląd. Uważa, że tu i ówdzie ma stanowczo za dużo ciała, więc Shane na pewno nie zwróciłby na nią uwagi, bo on przecież preferuje „wysuszone modelki”. I tak jest niemal co drugie zdanie. On sobie wyobraża, aż wreszcie osiąga swój cel i to, co do tej pory stanowiło jedynie obraz wybujałej wyobraźni Shane’a staje się rzeczywistością.

Ale Shane i Risa to nie jedyni bohaterowie tej powieści. W pewnym momencie w życiu Risy pojawia się jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa. Cherelle Faulkner. Podczas, gdy Risa osiągnęła bardzo wiele zawodowo, Cherelle stoczyła się na samo dno. Ich drogi rozeszły się bardzo dawno temu, dlatego Risa jest przerażona, kiedy po tak wielu latach spotyka swoją przyjaciółkę z dzieciństwa. Cherelle wkroczyła na drogę, z której bardzo trudno jest zawrócić. Oddaje się mężczyznom za pieniądze, kradnie, oszukuje, zażywa narkotyki, ale mimo to wciąż naiwnie wierzy, że wreszcie uda jej się rozpocząć normalne życie. Potrzebuje jedynie do tego Risy, która nadal ślepo jej wierzy, nie dostrzegając prawdziwych intencji działania Cherelle.

Risa wyposażona jest w tak zwany szósty zmysł, który podpowiada jej, że owe celtyckie artefakty są niezwykle niebezpieczne i każdy rozsądny człowiek powinien dać sobie z nimi spokój. W swoim przekonaniu utwierdza się jeszcze bardziej, kiedy z ich powodu zaczynają ginąć ludzie, a ona sama staje się celem zabójcy.

(…) Risa znała rozkład kasyna na pamięć. Przygłup w hawajskiej koszuli odgradzał ją od drzwi prowadzących na ulicę. Najbliższa winda dla personelu znajdowała się tuż za stołami do bakarata i craps, które stały się przeszkodami na drodze ucieczki.

Przynajmniej wokół stołów nie działo się akurat zbyt wiele.

Wysoko zadarła spódniczkę i puściła się pędem. Nawet nie zamierzała omijać stołów. Wskoczyła na blat i zeskoczyła po drugiej stronie, źle odmierzyła kolejny skok – porozrzucała żetony, a krupierzy bakarata i gracze rozpierzchli się we wszystkich kierunkach. Cały czas krzyczała: „On ma broń! Padnijcie! Z drogi!”, więc przed nią prawie w ogóle nie było ludzi.

Pierwsza kula wystrzelona przez Socksa rozwaliła automat do gry. Druga zrobiła wyrwę wielkości pięści w stole do craps. Od trzeciej kuli eksplodował kieliszek z drinkiem na stole od bakarata, o który Risa dopiero co zawadziła. Gwałtownie skręciła w prawo i znikła za stalowymi rzędami automatów (…)*

A jaka w tym wszystkim jest rola Shane’a Tannahilla? Może on również jest w niebezpieczeństwie? W końcu nie tylko on jest zainteresowany owymi bezcennymi dziełami sztuki. Czyżby ktoś chciał wyeliminować go z gry? I co wspólnego ma z tym Cherelle?

Generalnie pomysł na książkę był bardzo dobry. Jednak w zestawieniu z romansem przepadł z kretesem. To jest najgorsza książka z gatunku literatury kobiecej, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Zapewne zapytacie: „To po co ją w ogóle czytałaś i męczyłaś się przy niej?” I będziecie mieć rację. Męczyłam się, ale czytałam, ponieważ jestem uparta i nigdy nie odkładam rozpoczętych książek. Nawet tych najgorszych. Nie wiem, w jakim stanie emocjonalnym i umysłowym była Elizabeth Lowell, kiedy pisała tę powieść. Być może sama wyobrażała sobie, jakby to było gdyby…? Tych wyobrażeń jest stanowczo za dużo. Ba, nie tylko wyobrażeń. Czynów także. Bohaterowie sprawiają wrażenie maniaków seksualnych. Wszystko kojarzy im się z jednym. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Risę i Shane’a. To samo dzieje się z pozostałymi bohaterami. Rozumiem, że to literatura kobieca, w której romans jest jak gdyby podstawą. Jednak uważam, że jeżeli niemal każde zdanie w książce zawiera w sobie podtekst seksualny, to jest tego stanowczo za dużo i wówczas budzi niesmak. Tak właśnie jest w przypadku tej książki. Dla mnie jest to wulgarne, choć wulgaryzmów w dosłownym tego słowa znaczeniu tutaj nie ma.

Jak wiecie, zawsze próbuję odnaleźć w danej książce jakieś jej pozytywne cechy. Jednak w tym przypadku pomimo szczerych chęci z mojej strony, takich cech nie odnalazłam. Przeklęte złoto trafiło do mnie tylko dlatego, że będąc w bibliotece nie miałam większego wyboru, ponieważ półki świeciły pustkami. Elizabeth Lowell nie jest mi obca i już kiedyś udało mi się przeczytać jej powieść, z której również nie byłam zadowolona, ale mimo tego postanowiłam dać tej Autorce jeszcze jedną szansę. Niestety, nie wykorzystała jej i kolejnej już raczej nie dostanie. Mało tego. Obydwie książki napisane są według tego samego schematu. Tak więc Przeklęte złoto to pierwsza książka, której stanowczo nie polecam.

 

Moja ocena: 1/6

 



* E. Lowell, Przeklęte złoto, Wyd. Amber, Warszawa 2007, s. 164-165.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



sobota, 22 września 2012

 

Jane Austen

 

       Opactwo Northanger

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: Northanger Abbey

 

 

 

Minęło dwa miesiące i tak oto znów spotykamy się z królową klasyki romansu – Jane Austen. Tym razem przenieśmy się do Opactwa Northanger, gdzie siedemnastoletnia Catherine Morland ogarnięta grozą ówczesnych powieści gotyckich, szczególnie tych autorstwa Ann Radcliffe, próbuje dopatrywać się rzeczy przerażających tam, gdzie ich nie ma. Snuje własne przypuszczenia, które są zgoła odmienne od rzeczywistości. Jest to dowód na to, jak wielki wpływ na człowieka i jego sposób postrzegania świata może wywierać literatura. W pewnym momencie można zatracić poczucie rzeczywistości, a świat fikcji literackiej brutalnie wkroczy do prawdziwego życia, pozbawiając nas racjonalnego myślenia.

Lecz zanim wyjedziemy z naszą główną bohaterką do Opactwa Northanger przyjrzyjmy się jej nieco bliżej. Catherine Morland wraz ze swoją liczną rodziną mieszka we wsi Fullerton, mając za sąsiadów państwa Allenów. To właśnie oni przychodzą z pomocą, kiedy panna Morland wkracza w wiek, w którym powinna zostać wprowadzona do towarzystwa. Tak więc, mając w pamięci słowa matki, aby otulała szyję szalem i dokładnie notowała swoje wydatki, Catherine opuszcza rodzinny dom i wraz z sąsiadami przybywa do Bath, zamieszkując przy Pulteney Street. Tam panna Morland wpada w wir spotkań towarzyskich, biorąc udział w balach i zachwycając się sztukami teatralnymi. Tam też rodzi się przyjaźń z niejaką Isabellą Thorpe, a także budzi się pierwsze niewinne uczucie, którego obiektem jest Henry Tilney. Uczucie to, jak przystało na pannę z epoki wiktoriańskiej, jest skrzętnie ukrywane i wiedzą o nim jedynie ściany pokoju Catherine, które są świadkiem jej nieprzespanych nocy.

Opactwo Northanger to powieść, która została wydana wraz z Perswazjami na przełomie 1817 i 1818 roku, czyli już po śmierci Pisarki. Powszechnie uważa się, iż powieść ta stanowi swego rodzaju fenomen w karierze pisarskiej Jane Austen. Proszę mi zatem wybaczyć, ale ja tego fenomenu nigdzie nie dostrzegłam. Dla mnie osobiście najlepszą powieścią, jaką do tej pory przeczytałam, jest Mansfield Park [klik] i jak na razie zdania zmieniać nie zamierzam. Czytelnik wyraźnie może zauważyć z jednej strony powściągliwy, zaś z drugiej błyskotliwy styl Jane Austen. Widać tutaj ironię, dowcip, jak również groteskowe postacie oraz obraz obyczajowości ówczesnego społeczeństwa i jego kultury. Kiedy dokładniej przyjrzymy się tej powieści, zapewne dostrzeżemy, że jest ona napisana inaczej, aniżeli inne książki Jane Austen.

Tak naprawdę można przyjąć, że Opactwo Northanger stanowi połączenie dwóch rodzajów powieści, tworząc w ten sposób jedną całość. W przypadku części pierwszej czytelnik ma do czynienia z wydarzeniami, które mają miejsce w Bath, natomiast dotyczą tak zwanego debiutu młodej damy, czyli wkroczenia panny Morland na salony. Z kolei w części drugiej spotykamy chyba najsławniejszą i najdawniejszą satyrę na romans grozy. Występuje tutaj szereg odniesień literackich, jak również komentarze przesycone ironią nie tylko pod własnym adresem, ale także innych ówczesnych autorów. W ten sposób Jane Austen nieustannie przypomina, że czytając egzystujemy w świecie iluzji, a opowieść, którą mamy przed oczami jest czystą fikcją literacką. Jest to niezwykle pomysłowy zabieg, który znajduje swoje zastosowanie w utworze dotyczącym iluzji, jak również różnic występujących pomiędzy fikcją a życiem realnym. Narracja wprowadza czytelnika w historię siedemnastoletniej Catherine Morland mieszkającej na prowincji, która właśnie wielkimi krokami wkracza w życie towarzyskie, a tym samym staje się członkiem społeczeństwa Bath.

Nikomu, kto kiedykolwiek widział Catherine Morland w dzieciństwie, nie przyszłoby do głowy, że ma przed sobą przyszłą bohaterkę powieści. Nic bowiem za tym nie przemawiało: ani jej pozycja społeczna, ani charaktery rodziców, ani usposobienie samej Catherine. Jej ojciec był pastorem, ale nie żył w ubóstwie, a przy tym wszyscy go szanowali, choć na imię miał Richard i wcale nie należał do przystojnych mężczyzn. Matka natomiast, kobieta obdarzona zdrowym rozsądkiem i pogodnym usposobieniem, cieszyła się o dziwo, dobrym zdrowiem. Przed Catherine urodziła trzech synów. A potem, zamiast zgodnie z oczekiwaniami umrzeć w połogu, wydawszy na świat córkę, żyła dalej, nie podupadłszy nawet na zdrowiu. Więcej, powiła jeszcze szóstkę dzieci i spokojnie patrzyła, jak się rozwijają. Rodzinę z dziesięciorgiem dzieci nazywa się wspaniałą już wtedy, gdy wszystkie latorośle mają głowy i nogi na swoim miejscu. Morlandów trudno jednak byłoby tak określić, bo wszyscy, nie wyłączając, przynajmniej do pewnego momentu, Catherine, byli całkiem zwyczajni (…)[1]

Kolejne przewinienie dotyczące praw gatunku stanowi przydzielenie pannie Morland zupełnie przeciętnej przyzwoitki, która nie popełnia istotnych zaniedbań, w efekcie poważnie rzutujących na jej losy, ani też nie zawstydza Catherine swoim towarzystwem. Sceny, których czytelnik jest świadkiem w Bath są skonstruowane zgodnie z obowiązującym wówczas schematem pomyłek i szeregu nieporozumień. Dotyczą one kwestii nieistotnych, co sprawia, że uzyskujemy zarówno grę z ówczesną etykietą, jak również sugestię, iż zwyczajne codzienne sytuacje także mogą oddziaływać na ludzkie szczęście, a jednocześnie inspirować twórców literatury. Skoro jesteśmy już przy temacie literatury, to należy pamiętać, iż w przypadku Opactwa Northanger stanowi ona kluczowy element i mówi się o niej bardzo wiele. Z kolei kreacje dwojga głównych bohaterów, czyli Catherine Morland i Henry’ego Tilney’a, pozostają z nią w dość ścisłym związku.

 

 

 

 

Catherine Morland zaczytująca się w „Tajemnicach zamku Udolpho". Ilustracja pochodzi z wydania z roku 1833.

 

 

 

 

 

Panna Morland symbolizuje naturę i naiwność, zaś jej umysł kształtują wspomniane już powyżej powieści gotyckie oraz melodramatyczne romanse, natomiast charakterystyczny brak ogólnej wiedzy odnośnie do sposobu konstruowania sztuki generalnie doprowadza do braku dystansu do odbieranych utworów. Natomiast Henry Tilney portretuje kulturę oraz w pewnym stopniu także prawdopodobieństwo, zaś jako wytrawny czytelnik ma świadomość tego, iż istnieją znaczące różnice pomiędzy fikcją literacką a otaczającą nas rzeczywistością. Fikcja literacka to przecież nieodłączna cecha pisarstwa, nawet jeśli byłaby zbudowana na zasadach prawdopodobieństwa. Z kolei o świecie realnym Henry wypowiada się, używając języka charakterystycznego raczej dla erudyty, aniżeli dla pasjonata. Konwersacje prowadzone pomiędzy głównymi bohaterami tak naprawdę są wizerunkiem ich zamiłowań oraz smaków cechujących epokę wiktoriańską. Czytelnik ma tutaj do czynienia z odmiennym sposobem postrzegania przez osoby wykształcone, jak i tego wykształcenia pozbawione. 

W Opactwie Northanger Jane Austen parodiuje powieści gotyckie, których tak naprawdę była wielką entuzjastką i uważną czytelniczką. Sam tytuł* książki sugeruje związek nie tylko z osiemnastowiecznymi romansami grozy, ale także z ich tytułami, które wskazywały przede wszystkim na tajemnicze miejsca i akcję mrożącą krew w żyłach, czego przykładem jest niezapomniana powieść Ann Radcliffe pod tytułem Tajemnice zamku Udolpho. Jak wiadomo powieścią tą namiętnie zaczytują się młode bohaterki Opactwa Northanger – Catherine i Isabella.

(…) Jakże często można usłyszeć: „Nie czytuję powieści, naprawdę rzadko do nich zaglądam. Proszę nie sądzić, że są moją ulubioną lekturą, ale to wyjątkowo dobra książka – jak na powieść oczywiście”. Albo: „Co pani czyta, panno…?”. „Och, to tylko powieść” – odpowiada młoda dama z udawaną obojętnością albo rumieńcem wstydu, odkładając tom. „To tylko <> albo <>, albo <> - innymi słowy utwór, w którym znalazła odbicie dogłębna znajomość ludzkiej natury i jej zawiłości, to tylko wulkan błyskotliwego dowcipu w znakomitym stylu. Gdyby ta sama młoda dama miała w ręku tom „Spectatora”, z dumą pokazałaby rozmówcy tytuł, choć mało prawdopodobne, że zainteresowałaby ją jakakolwiek część tej obszernej publikacji, której treść i styl musi zniechęcić każdą młodą damę o wyrobionym smaku (…)[2]

Tak więc, podsumowując można stwierdzić, że Opactwo Northanger to powieść pełna paradoksów, w której czytelnik odkrywa, iż zdaniem Jane Austen powieść to idealne zwierciadło ludzkiej natury i życia. Lecz z drugiej strony Autorka wyśmiewa twórców, którzy obniżają poziom gatunku poprzez tematykę swych utworów. Tego typu połączenie prozatorskiej pracy w tworzeniu fabuły i jednoczesne ośmieszanie powieściowych schematów może być dowodem na to, iż Jane Austen była Pisarką dojrzałą, posiadającą artystyczną samoświadomość.

A swoją drogą zastanawia mnie czy Catharine Morland to postać fikcyjna, czy może jednak Jane Austen naprawdę znała ową Kasię. A Wy jak sądzicie?

 

Moja ocena: 4/6



[1] J. Austen, Opactwo Northanger, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s, 5.

[2] Ibidem, s. 34-35.

* Opactwo Northanger pierwotnie nosiło tytuł Susan; następnie po porażce związanej z nieudaną publikacją książki Jane Austen zmieniła imię głównej bohaterki oraz tytuł na Catherine, ale dopiero szykując pośmiertne wydanie powieści jej siostra, Cassandra, zmieniła jeszcze raz tytuł na Opactwo Northanger (źródło informacji: Robert P. Irvine, Jane Austen, Routledge, Abingdon, Oxford 2005, s. 40-41).  

 

źródło zdjęcia: na licencji Creative Commons

 

prawa autorskie zastrzeżone



środa, 19 września 2012

 

 

Jo Nesbø

 

     Pentagram

 

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2007
Tytuł oryginału: Marekors

 

 

 

Czy wiecie, że jeśli wlejemy krew do garnka z wodą, która ma ponad sześćdziesiąt stopni, to wówczas ulega ona koagulacji i przyjmuje postać grudek? Podobnie dzieje się ze zwykłym jajkiem, kiedy pęknie. Dlatego w smaku owa grudkowata krew przypomina właśnie jajko. Przyznam, że do tej pory nie miałam o tym pojęcia. Uświadomiła mnie dopiero Vibeke Knutsen, a jej raczej można wierzyć skoro twierdzi, że niegdyś mieszkała z pewnym kucharzem i razem z nim prowadziła nieduży bar. Posiadając taką wiedzę Vibeke była pewna, że to, co właśnie skapuje z sufitu do jej garnka, to nic innego jak tylko krew zmieszana z wodą, zwłaszcza że jej obecny partner próbując owe grudki, jednoznacznie stwierdził, że mają one smak jajek. Ponieważ Vibeke to mądra dziewczyna, dlatego też nie zastanawiała się długo nad wezwaniem policji. Aż strach pomyśleć jak poczuł się Anders Nygård kiedy dotarło do niego, co właśnie wędruje do jego żołądka.

Przypuszczenia Vibeke bardzo szybko stają się faktem. Jej młoda sąsiadka właśnie została zamordowana z zimną krwią. W dodatku zabójca pozbawił ją palca u dłoni. Na miejscu zdarzenia oprócz techników policyjnych stawiają się: Tom Waaler, Beate Lønn i Harry Hole. Tego ostatniego nie powinno tam być, lecz w Oslo panuje sezon urlopowy i brakuje połowy wydziału. Harry Hole to samotnik, a do tego jeszcze alkoholik borykający się z problemami życia codziennego i walczący z demonami przeszłości. Jednak sprawa jest na tyle poważna, że naczelnik Wydziału Zabójstw, Bjarne Møller, nie ma innego wyjścia, jak tylko ściągnąć go do pracy, choć wie, że nie powinien tego robić, ponieważ Harry jest już praktycznie na wypowiedzeniu. Lecz z drugiej strony Harry, obok Toma Waalera, to najlepszy śledczy w norweskiej policji. Czy Harry Hole stanie na wysokości zadania i poradzi sobie z rozwiązaniem tajemnicy morderstwa Camilli Loen? A może alkohol i brak kontroli nad nałogiem nie pozwoli mu doprowadzić sprawy do końca?

Po jakimś czasie okazuje się jednak, że morderstwo Camilli Loen nie jest odosobnione. Zaczynają ginąć kolejne kobiety, a sprawca morderstw działa według pewnego klucza, który należy rozpracować i połączyć w jedną całość, aby dopaść mordercę. Co łączy te wszystkie zabójstwa? Czy policji uda się wreszcie ustalić dlaczego muszą ginąć niewinni ludzie? I co wspólnego ma z tym wszystkim pewien kurier, którego środkiem lokomocji jest rower?

Pentagram to moje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską. O samym Jo Nesbø naczytałam się sporo dobrego, dlatego postanowiłam wreszcie sama sprawdzić, ile w tym zachwalaniu jego twórczości jest prawdy. Zaczęłam trochę nietypowo, bo słynną Trylogię z Oslo rozpoczęłam od części trzeciej (przyp. Czerwone gardło, Trzeci klucz, Pentagram). Być może zrobiłam błąd, nie trzymając się chronologii wydarzeń. Tak wiec kiedy jedni odkrywają krok po kroku, na przykład, sprawę Toma Waalera, ja znam już jej finał.

Generalnie Pentagram nie wzbudził u mnie szczególnego zachwytu. Kryminał nie jest zły, ale też nie stanowi jakiejś swoistej rewelacji. Na chwilę obecną nie wiem, jak wypada na tle pozostałych części trylogii albo całości serii o poczynaniach Harry’ego Hole’a. Bo trzeba wiedzieć, że tych części jest sporo. Już od pierwszych stron czytelnik ma do czynienia z alkoholikiem, który nie tylko zostaje pozbawiony pracy, choć w tym co robi jest perfekcjonistą i mało kto może mu dorównać. Czytelnik spotyka nieszczęśliwego mężczyznę w średnim wieku, który w wyniku swojego nałogu stracił to, co w życiu najważniejsze, czyli najbliższych. Utracił osoby, które kocha i bez których ciężko mu żyć, jednak mimo to nie potrafi wykrzesać w sobie na tyle siły, aby móc o nie walczyć. Alkoholizm go przytłacza i odbiera chęć do jakiejkolwiek walki. Nawet w imię miłości. Bo przecież Harry tak naprawdę kocha, tylko nie potrafi przyznać się do tego.

Jak już wspomniałam powyżej, zawodowo Harry również stoi na przegranej pozycji. Do tego dochodzi jeszcze konflikt pomiędzy nim a Tomem Waalerem. Jego źródło zostało przedstawione w poprzednich częściach trylogii. Tutaj mamy już finał. Harry ma swoją specyficzną teorię, którą się kieruje, jednak nikt nie chce dać wiary jego słowom. Tom Waaler uchodzi za świetnego policjanta, dla którego nie ma trudnych spraw, natomiast Harry to pijak, któremu nie można wierzyć. W dodatku wciąż dręczą go senne koszmary.

(…) Szczyt nastąpił przed czterema tygodniami. Po tym, jak Harry wrócił do starej sprawy zabójstwa Ellen Gjelten, swojej najbliższej koleżanki, która zginęła nad rzeką Aker, stracił zainteresowanie dla wszystkich innych śledztw. Problem polegał na tym, że sprawa Ellen była dawno wyjaśniona. Harry popadał jednak w coraz groźniejszą manię i Møller, szczerze mówiąc, zaczął się już niepokoić o jego równowagę psychiczną. Miesiąc temu Harry stawił się u niego i zaprezentował swoje spiskowe teorie, od których włos się jeżył na głowie. Gdy jednak przyszło co do czego, nie potrafił przedstawić żadnego dowodu ani chociażby uprawdopodobnić swoich fantastycznych oskarżeń przeciwko Tomowi Waalerowi (…)*

Moim zdaniem Autor nie wykazał się tutaj nadmiernym sprytem przy stwarzaniu postaci mordercy. Owszem przez pewien czas podejrzenia czytelnika biegną w zupełnie inną stronę, jednak już za chwilę można domyślić się kto stoi za tymi wszystkimi zabójstwami. Przynajmniej ja nie miałam z tym problemu. Z kolei bardzo podobał mi się fragment, kiedy policyjny psycholog tworzy portret potencjalnego zabójcy. Zawsze interesowało mnie, na jakiej podstawie taki profiler jest w stanie określić psychikę i motyw, jakim kieruje się przestępca. Czasami miałam też wrażenie, że akcja powieści prowadzona jest nieco chaotycznie, co niekiedy bardzo mi przeszkadzało.

Oczywiście nie mam zamiaru nikomu odradzać tej lektury. To, o czym napisałam powyżej, to tylko moje indywidualne spostrzeżenia. Każdy czytelnik może na tę samą kwestię patrzeć w inny sposób. Niemniej, wiem jedno. Na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z literaturą skandynawską. Dla porównania i uzupełnienia lektury chciałabym też przeczytać kiedyś pozostałe części Trylogii z Oslo, a nawet całą serię o komisarzu Harrym Hole. W gruncie rzeczy to bardzo pozytywna i budząca sympatię postać. Przede wszystkim jest bardzo realna. Harry nie jest wyidealizowany, jak bardzo często zdarza się to w tego typu kryminałach, szczególnie pisanych przez Amerykanów. Komisarz Hole posiada zarówno wady, jak i zalety. Jest bardzo ludzki, co nadaje mu wiarygodność. Myślę, że te zachwyty, które obecne są w wielu recenzjach, nie są przesadzone. Lecz na tym etapie wolałabym podejść do tej książki z dystansem, zamiast się nią zachwycać. Zatem, poczekam i za jakiś czas sama przekonam się, czym Harry Hole zaskoczy mnie w pozostałych częściach serii.

 

Moja ocena: 4/6

 



* J. Nesbø, Pentagram, Wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007, s. 14.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 13 września 2012

 

Catrin Collier

 

            Córka Magdy

 

 

 
Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2011
Tytuł oryginału: Magda’s Daughter

 

 

 

W dniu 12 grudnia 1935 roku Heinrich Himmler utworzył nazistowską organizację o nazwie Lebensborn, co w polskim tłumaczeniu oznacza Źródło Życia. Organizacja ta miała na celu redukcję liczby aborcji, a tym samym zwiększenie przyrostu naturalnego, którego istotny spadek zaobserwowano w Niemczech po zakończeniu I wojny światowej, podczas której zginęły tysiące młodych mężczyzn. Ta faszystowska instytucja oficjalnie funkcjonowała jako stowarzyszenie o charakterze opiekuńczo-charytatywnym. W swoich założeniach Lebensborn miał stworzyć stosowne warunki w sieci swoich ośrodków do tak zwanego „odnowienia niemieckiej krwi” oraz „hodowli nordyckiej rasy nadludzi” w wyniku właściwej selekcji mężczyzn i kobiet przeznaczonych do rozmnażania się w ramach polityczno-demograficznych założeń faszystowskiej polityki rasowej.

Do ośrodków Lebensbornu trafiały nie tylko żony i kochanki oficerów SS, ale także niezamężne ciężarne kobiety, pod warunkiem, że były w stanie udowodnić, że zarówno one same, jak i ojcowie ich nienarodzonych dzieci byli Aryjczykami. W efekcie otrzymywały one wsparcie i stawały się niezależne od swoich rodzin, jak również wolne od opinii niemieckiego społeczeństwa, które wówczas w dużej mierze kierowało się uprzedzeniami wobec nieślubnych dzieci. Ci, którzy nie potrafili wykazać żadnych związków z SS, trafiali do ośrodków Lebensbornu dopiero po uprzednim badaniu przeprowadzanym przez lekarza SS, którego celem było udowodnienie ich wyższości rasowej. Ta sama procedura obowiązywała w przypadku dzieci przywożonych spoza Niemiec.

Kiedy w 1939 roku faszystowskie Niemcy napadły na Polskę, Lebensborn oficjalnie zarządził, aby dokonywać porwań dzieci „czystych rasowo”. Tego typu politykę prowadzono we wszystkich okupowanych krajach Europy Wschodniej łącznie z ówczesnym Związkiem Radzieckim. Z ulic, szkół, a nawet domów rodzinnych uprowadzano tysiące dzieci, które mogły spełniać nazistowskie kryteria rasowe. Były to dzieci o jasnych włosach, zielonych lub niebieskich oczach, smukłej budowie ciała oraz długiej i wąskiej czaszce. Dzieci te następnie trafiały do ośrodków i szkół Lebensbornu, aby tam zostać zgermanizowanymi. Po zakończeniu tego procesu, dzieci zostawały adoptowane przez rodziny niemieckie, natomiast tym starszym wmawiano, że ich biologiczni rodzice albo nie żyją, albo po prostu się ich wyrzekli. Dzieci, które nie przeszły pomyślnie badań lub sprzeciwiały się germanizacji trafiały do obozów koncentracyjnych.

Niewiarygodne, prawda? Lecz jak najbardziej prawdziwe. Faszystowskie Niemcy były zdolne do najokrutniejszych działań, aby tylko nie dopuścić do wymarcia swojej rasy.

Magda Niklas pochodzi z niewielkiej wsi pod Zamościem. Przed wojną uchodziła za najpiękniejszą dziewczynę we wsi, dlatego nikogo nie zdziwił fakt, że w końcu wzięła ślub z najprzystojniejszym i najbogatszym chłopakiem w okolicy. Adam Janek to podziwiany przez wszystkich gospodarz, który po śmierci rodziców przejął gospodarstwo. Jednak tę rodzinną sielankę przerywa wybuch II wojny światowej i nadchodzi tragiczny rok 1943, który przerwał wszystko. Szczęście Magdy legło w gruzach.

Z dekretu na dekret oraz z powodu powtarzających się konfiskat życie mieszkańców wsi stawało się coraz cięższe, aż w końcu nadszedł pamiętny poranek 1943 roku, kiedy to niemiecki oddział wjechał do wsi czołgami i wozami opancerzonymi. Żołnierze zgromadzili wszystkich w jednym miejscu, po czym wybrali młodych, zdrowych ludzi i kazali im odmaszerować na bok.

Adam Janek, największy posiadacz ziemski w okolicy, został wybrany na rzecznika Polaków. Ze śpiącą Heleną na rękach, która miała wtedy zaledwie trzy tygodnie, podszedł do starszego oficera i zapytał śmiało, dokąd żołnierze zabierają jego sąsiadów. Ten zaś spokojnie dał mu skończyć, po czym wyszarpnął pistolet i go zastrzelił.*

Adam Janek tamtego ranka nie był jedyną ofiarą śmiertelną. Niemcy zabili wówczas jeszcze wielu innych mieszkańców wioski, a pozostałych wywieźli. Magdzie nie pozwolono nawet pochować męża. Zabrali ją wraz z innymi i przetransportowali do III Rzeszy. Po wojnie Magda nie chce już wracać do Polski. Wraz z małą córeczką, Helenką, jedzie do Walii, gdzie osiedla się w niewielkim miasteczku o nazwie Pontypridd. Tam spotyka życzliwych ludzi, którzy pomagają jej zadomowić się w obcym miejscu. Prowadzi sklep z wyrobami mięsnymi i wychowuje córeczkę. I tak mijają lata. Helena dorasta. Kończy szkołę, potem studia, aż wreszcie poznaje mężczyznę swojego życia. Matka dziewczyny to kobieta niezwykle konserwatywna, dlatego też wychowała Helenę w sposób dość staroświecki, jakby zapominając, że czasy się zmieniają i żyją już w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Helena wiele rzeczy robi w tajemnicy przed matką, nawet z Ned’em mieszka bez wiedzy Magdy. Dziewczyna wie, że gdyby matka znała prawdę o jej związku, nigdy nie pozwoliłaby na to, aby przed ślubem wkroczył on na tak poważne tory. Oczywiście Ned, pomimo że nie jest katolikiem, jest przez Magdę akceptowany, ale kobieta nie ukrywa, że w grę wchodzi jedynie tradycyjny ślub w kościele. Dla Ned’a fakt ten nie stanowi problemu, ponieważ jego miłość do Heleny jest tak wielka, że godzi się na wszystko.

W miasteczku Magda Janek jest bardzo lubianą osobą. Ma wielu przyjaciół, lecz pomimo to nie zwierza im się za bardzo ze swojej przeszłości. Mówi tylko to, co uważa za słuszne. Dzień ślubu Heleny i Ned’a zbliża się wielkimi krokami. Przygotowania są w toku. Młodzi kupują dom i z niecierpliwością czekają na dzień, w którym będą mogli w nim zamieszkać. W chwili, gdy Helena i Ned cieszą się swoim szczęściem i nowym domem, Magda nagle umiera. Kobieta kończy życie na rękach miejscowego księdza, z którym była bardzo zaprzyjaźniona. Lecz tuż przed śmiercią wypowiada niezwykle tajemnicze słowa. Czyżby dopuściła się w życiu czegoś strasznego? Czy słowa te mają jakikolwiek związek z jej córką?

Śmierć Magdy Janek wstrząsa nie tylko Heleną, ale i całym miasteczkiem. Magda odeszła tak nagle, że nikt nie był na to przygotowany. Ślub Heleny i Ned’a stoi pod wielkim znakiem zapytania. Kiedy dziewczyna podejmuje decyzję o podróży do komunistycznej Polski, wszyscy są wstrząśnięci. Lecz Helena nie daje się przekonać. Jedyne, czego pragnie to złożyć prochy matki do polskiej ziemi. Czy ta podróż do kraju, który jest jej zupełnie obcy sprawi, że życie dziewczyny zmieni się nieodwracalnie? Co takiego czeka na nią za żelazną kurtyną? Jaką tajemnicę przyjdzie jej odkryć? Pytań wiele, ale czy Helenie uda się odnaleźć na nie odpowiedzi?

Niniejsza powieść zaliczana jest do tak zwanych powieści historycznych dla kobiet. Swoją drogą, z tego typu określeniem spotykam się po raz pierwszy i już na wstępie nie mogę się z nim zgodzić, szczególnie w odniesieniu do tej pozycji. Owszem, historii czytelnik spotka w niej sporo, jednak nie do końca fakty, które są tutaj przestawione miały miejsce w rzeczywistości. Obraz II wojny światowej i wszelkie wydarzenia z nią związane są jak najbardziej prawdziwe, jednak komunistyczna Polska przedstawiona jest w sposób niedokładny i zaburzony. Mam wrażenie, że Autorka w żadnym wypadku nie zaczerpnęła swojej wiedzy z rzetelnych źródeł historycznych, a jedynie z ludzkich opowiadań, które nie zawsze są wiarygodne. Mnie, jako polskiego czytelnika, ta kwestia bardzo raziła przy czytaniu książki. Na szczęście polski Wydawca dostrzegł tę wadę i wprowadził adnotację informującą o nieścisłościach pojawiających się w powieści, które wynikają z nieznajomości przez Catrin Collier ówczesnych polskich realiów.

Oprócz powyższego mankamentu, tej powieści nie można niczego złego zarzucić. Fabuła chwyta za serce, a samą książkę czyta się jednym tchem. Główna bohaterka jest młodą kobietą, przed którą świat stoi otworem, lecz bolesna przeszłość jej matki sprawia, że w pewnym momencie jej uporządkowane życie nie jest już takie samo. Dziewczyna nie wie komu wierzyć, a komu nie. Wydaje się, że w tym wszystkim najbardziej cierpi Ned, który pragnie pomóc swojej narzeczonej, a ona stale go odtrąca. Ich wspólna przyszłość nie jest już taka pewna. Rozterki Heleny doprowadzają do tego, że w którymś momencie sama nie wie, kim tak naprawdę jest i jakie wartości powinna wyznawać. Na całą tę sytuację cieniem kładzie się sprawa nazistowskiego Lebensbornu. Ta kwestia ciągnie się niemalże przez całą powieść i wyciska swoje piętno na jej bohaterach.

Społeczeństwo polskie tak mocno doświadczone okrucieństwem II wojny światowej, pomimo upływu lat wciąż nie może zapomnieć i zieje nienawiścią do wszystkiego, co choćby w najmniejszym stopniu przypominało III Rzeszę. Kobiety siłą wywiezione do faszystowskich domów publicznych, teraz traktowane są przez wiejską społeczność jak trędowate. Bardzo wyraźnie widać tutaj zacofanie i specyficzną mentalność, której jeszcze przez wiele lat nie będzie można zmienić. Nawet więzy rodzinne nic nie znaczą wobec własnych przekonań. Widać też zryw do dalszej walki tak charakterystyczny u Polaków od pokoleń. Niegdyś walczono z faszystami, a teraz trzeba podejmować walkę z systemem komunistycznym.

Książkę jak najbardziej polecam pomimo tych nieścisłości, o których pisałam powyżej. Fabuła nie jest naiwna i zmusza czytelnika do myślenia. Dodam jeszcze, że ci, którzy lubią rozwiązywać zagadki wraz z głównym bohaterem nie powinni poczuć się zawiedzeni. 

 

Moja ocena: 5/6

 



* C. Collier, Córka Magdy, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 132-133.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



 
1 , 2
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?