Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
piątek, 31 sierpnia 2012

 

Tak się jakoś złożyło, że w bieżącym tygodniu Kraina Czytania jest bardzo zapracowana i codziennie zamieszcza nową informację. Na początek chciałabym złożyć wszystkim Blogerom najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Bloga i Blogera (Blog Day 2012), o którym właśnie przypomniała mi Autorka Książek Zbójeckich. Tak więc, Kochani, życzę Wam, aby nigdy nie opuszczała Was wena twórcza, a zniechęcenie do dalszego pisania było Wam obce. Życzenia kieruję do wszystkich Blogerów, nie tylko tych piszących o książkach. Twórzcie swoje blogi na własnych zasadach i nie dajcie się zepchnąć w cień!

Poproszono mnie także o zamieszczenie krótkiej notki prasowej dotyczącej premiery najnowszej książki Grahama Mastertona pod tytułem Upadłe anioły, jak również jego rychłej wizyty w Polsce, która będzie miała miejsce już we wrześniu tego roku. Myślę, że jest to niepowtarzalna okazja dla wszystkich wielbicieli prozy Mastertona, aby móc spotkać się z Autorem „na żywo”.

 

 

Albatros zaprasza na spotkanie

z Grahamem Mastertonem

 

 

 

Już 31 sierpnia, czyli dzisiaj, nakładem Wydawnictwa Albatros ukaże się premierowa powieść Grahama Mastertona pod tytułem Upadłe anioły. W księgarniach pojawi się także wznowienie sequela powieści, która przyniosła autorowi światową sławę – Zemsta Manitou. Premierom towarzyszyć będzie wizyta bestsellerowego pisarza – 6 września w Warszawie i 8 oraz 9 września na Grojkonie w Bielsku-Białej.

Graham Masterton rozpoczynał swoją karierę na początku lat 70., natomiast światową sławę zyskał w 1975 roku, dzięki swojemu pisarskiemu debiutowi w dziedzinie horroru, powieści Manitou. Do roku 2012 Masterton napisał ponad 100 książek w kilku gatunkach, wydawanych w wielu krajach świata.

Już we wrześniu, na zaproszenie Wydawnictwa Albatros, autor odwiedzi Warszawę, aby spotkać się z fanami i wziąć udział w sesji podpisywania książek. 6 września będzie można go spotkać w księgarni Traffic Club S.A., przy ulicy Brackiej 25 w Warszawie w sali na parterze, od godziny 17:00. Spotkanie poprowadzi Piotr Pocztarek, redaktor oficjalnej polskiej strony pisarza i współautor zabarwionej biograficznie książki MASTERTON: Twarzą w twarz z pisarzem, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros w listopadzie 2011 roku.

Masterton będzie także gościem VIP na Festiwalu Grojkon w Bielsku-Białej. Będzie go można tam zobaczyć w sobotę, 8 września, o godzinie 13:00 na dłuższym spotkaniu i w niedzielę, 9 września, o godzinie 10:00 na spotkaniu nieco krótszym. Podpisywanie książek będzie możliwe tylko w sobotę, autorowi będzie można również zadawać pytania. Spotkania poprowadzi Piotr Cholewa, tłumacz, autor między innymi przekładu kultowej już książki Manitou.

Wszystkie aktualne informacje na temat wizyty autora można śledzić na stronie internetowej www.grahammasterton.blox.pl.

 

09:19, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (10) »
czwartek, 30 sierpnia 2012

 

Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury kresowej, która odznacza się niespotykaną topicznością. Staje się nim przestrzeń, która pojmowana jest in concreto, szczególnie w praktyce życia codziennego. Przestrzeń ta nieciągle zamienia się w szereg miejsc, które w owej przestrzeni niczym na mapie można zagęszczać i rozrzedzać w dowolny sposób. Poznać jakąś przestrzeń to przede wszystkim wyszukać w niej właściwe punkty, odpowiednio je rozpoznać, jednocześnie rozwijając ich sens. Do wykonania tego zadania znakomicie nadaje się podróż, o ile spełnia określone warunki. W ujęciu Kraszewskiego owa podróż po Kresach znacznie różni się od jego późniejszych podróży po Europie, o czym czytelnik może przeczyć w jego dwutomowym dziele pod tytułem Kartki z podróży 1858-1864.

Wszystkie znane mi gruzy zamków litewskich w Nowogródku, w Trokach na jeziorze, w Lidzie aleksandrowski zachowały ledwie szczęty murów, ledwie ślady dawnej swojej postaci. W Lidzie nic prócz okolonego muru, jednego bastionu i rysów zatartych dawnych ozdób na gzymsach. W Trokach zastanawiają tylko wypłowiałe resztki malowideł […]. Wołyńskie zameczki są dotąd najcalsze, bo najdłużej były potrzebne. Ostrogski, Dubiński, Czartoryski, łucki, ołycki, w Koniuchach itd. Świadczą i liczbą swoją, i zachowaniem, jak ten kraj długo opierał się najazdom, i wojny długie przecierpiał […].

Dzisiejszy Łuck ledwie jest resztką i pamiątką dawnego – życie go opuściło. Tyle wojen, oblężeń, najazdów, tylu sławnych ludzi przeszło tędy, a oprócz zamku nic już o tym nie świadczy. Mieszkańcy jego żyją jak owi Grecy, którzy w ruinach świątyń pobudowali sobie budy i szałasze, nie wiedząc nic o popiołach, na których usiedli.*

Pomijając opisy zabytków i świątyń, Kraszewski interesuje się również wersjami rękopisów, o czym można przeczytać we Wspomnieniach Odessy, Jedysanu i Budżaku. W dziele tym informuje o zbiorach odeskiego Towarzystwa Miłośników Historii i Starożytności oraz cytuje rzadkie wydania, niezwykle istotne, lecz w Polsce nieznane dokumenty, czy też opowiadania ustne odnoszące się do historii Zaporoża, dziejów okolic Odessy czy Krymu.

W przypisach autorskich do Wspomnień Wołynia, Polesia i Litwy przeważają łacińskie inskrypcje nagrobne, tworząc w ten sposób pokaźną i piękną antologię. Z kolei Dodatek zawiera napisy w kościele katedralnym łuckim, u Bazylianów oraz napis grobowy w Ostrogu poświęcony słynnemu Janowi Karolowi Chodkiewiczowi, jednemu z najwybitniejszych bohaterów kresowych. Niemniej, wśród tych ostatnich na pierwsze miejsce wysuwa się sam książę Witold, stając się w trylogii Kraszewskiego arcytypem człowieka kresowego wraz ze wszystkimi sprzecznościami swojego charakteru oraz niespokojnymi i pełnymi dramatyzmu meandrami losu.

Tak więc Kresy jawią się Kraszewskiemu jako ogromna, szeroko rozrzucona w przestrzeni „architektura pamięci”. Lecz jest to architektura w ruinie, która w znacznym stopniu utraciła sprawność i właściwe sobie funkcje użytkowe. Trylogia Kraszewskiego próbuje naprawić ten niezwykły „teatr pamięci” i go restytuować. Niech zatem każde miejsce odzyska swoją lokalną pamięć i zacznie funkcjonować w ramach całości. Niech Kresy zaczną nareszcie mówić głosem historii, która rozłożyła się swego czasu warownym obozem, aby czasami przypomnieć dzieje Witolda i wyruszyć z tego miejsca w podróż do odległych krajów. Kraszewskiemu wydaje się naturalne, że nie będzie to jedna historia, lecz wiele różnych historii, czego przykładem są opowiadania Nikity Korża o Zaporożu, które posiadają te same prawa, jak dzieje polskich rodów. Każda historia powinna przemawiać własnym językiem. Ta wielojęzyczność Kresów stawała się faktem empirycznie sprawdzalnym i oczywistym, szczególnie dla osoby podróżującej.

 

Tekst napisany na podstawie:

E. Czaplejewicz, Kresy Kraszewskiego. Teoria [w:] Kraszewski – pisarz współczesny, E. Ihnatowicz (red.), Wyd. Dom Wydawniczy ELIPSA, Warszawa 1996.

 



* J. I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Wyd. LSW, Warszawa 1985, s. 179.



źródło zdjęcia: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

♠♠♠♠♠

 

Niniejszy wpis jest ostatnim z cyklu Czwartki z Kraszewskim. Dokładnie przez pół roku na moim blogu mieliście okazję zapoznać się z życiem i, w nieco mniejszym stopniu, z twórczością Józefa Ignacego Kraszewskiego. Premiera cyklu miała miejsce 1 marca 2012 roku. Otworzyłam go, publikując skróconą biografię Pisarza, tym samym uznając go za Literata Marca 2012 [klik]. Z tego, co mi wiadomo cyklem zainteresowałam głównie biblioteki. Mam nadzieję, że za jakiś czas otrzymam materiały, z których powstanie artykuł dotyczący spotkań oraz wystawy na temat Józefa Ignacego Kraszewskiego. Wydarzenie to oparte będzie również na materiałach, które publikowałam w ramach cyklu.

Być może są wśród Was też tacy, których wynudziłam przez te pół roku, za co przepraszam. Nie oszukujmy się, ale Józef Kraszewski nie jest pisarzem, o którym czyta się z przyjemnością. Powszechnie uważany jest za wierutnego nudziarza, tworzącego do jednego schematu. Może niektórzy właśnie oddychają z ulgą, że to już koniec (śmiech). Obiecuję, że kolejne cykle, których się w przyszłości podejmę, będą miały w sobie więcej „życia”.

Poniżej podaję spis bibliograficzny, na podstawie którego niniejszy cykl powstał. Gdyby ktoś z Was mimo wszystko chciał zapoznać się szerzej z informacjami dotyczącymi Józefa Kraszewskiego, to jak najbardziej może sięgnąć po te pozycje.

  1. Barycz H., Józef Ignacy Kraszewski czterokrotny kandydat do Katedry Uniwersyteckiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979
  2. Kraszewski J. I., Kartki z podróży 1858-1864, Wyd. PIW, Warszawa 1977
  3. Kraszewski J. I., Moskal, Wyd. LSW, Warszawa 1984
  4. Kraszewski J. I., Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972
  5. Kraszewski J. I., Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Wyd. LSW, Warszawa 1985
  6. Praca zbiorowa, Kraszewski – pisarz współczesny, E. Ihnatowicz (red.), Wyd. Dom Wydawniczy ELIPSA, Warszawa 1996
  7. Trepiński A., Józef Ignacy Kraszewski, Wyd. PWN, Warszawa 1975
  8. Wareńska M., Chłopiec z Romanowa, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1965

Poniżej podaję jeszcze jedną pozycję, której nie wykorzystałam, jednak uważam, że książka ta może być pomocna przy pisaniu wszelkiego rodzaju referatów czy artykułów na temat kwestii dydaktycznej dotyczącej utworów Józefa Kraszewskiego.

Owczarz E., Dydaktyka społeczna w powieściach J. I. Kraszewskiego. O sposobach realizowania funkcji wychowawczej w powieściach społeczno-obyczajowych z lat 1831-1863, Wyd. PWN, Warszawa 1987

Na koniec serdecznie dziękuję wszystkim, którzy czynnie uczestniczyli w cyklu, pozostawiając regularnie swoje komentarze pod poszczególnymi wpisami, jak i tym, którzy czytali moje wpisy anonimowo. Dziękuję Wam, że jesteście i mnie odwiedzacie. Bez Was nie byłoby ani tego cyklu, ani tym bardziej tego bloga.

 

środa, 29 sierpnia 2012

 

Premiera trylogii już jesienią

tego roku!


 

Czy pamiętacie braci Borowskich, Krzysztofa i Łukasza, zwanego też Lukasem? Z pewnością wielbicielom prozy Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie muszę przypominać kim są ci dwaj panowie. Oczywiście to główni bohaterowie trylogii pod tytułem Zakręty losu. Trylogii pełnej emocji, napięcia, ciągłego podejmowania ryzyka i potężnego uczucia, które wszystko zwycięża. Trylogii, w której życiowe drogi ludzi złych krzyżują się z losem tych dobrych.

Tak się szczęśliwie złożyło, że już jesienią tego roku na polskim rynku wydawniczym pojawią się wszystkie trzy części, tj.:

Zakręty losu

Zakręty losu. Braterstwo krwi

Zakręty losu. Historia Lukasa

O pierwszej części cyklu pisałam na blogu w maju tego roku. Wszystkich, którzy chcieliby zapoznać się z moją recenzją odsyłam tutaj. Proszę nie sugerować się okładką, ponieważ o ile mi wiadomo w nowym wydaniu będzie zupełnie inna. Oczywiście cała trylogia ukaże się nakładem Wydawnictwa Novae Res.

Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o drugiej części trylogii, której przedpremierową recenzję będziecie mogli przeczytać na moim blogu już niebawem. A zatem Zakręty losu. Braterstwo krwi to:

Kontynuacja pierwszej części trylogii o braciach Borowskich. Opowieść o tym, że honor, rodzina i miłość są w stanie walczyć nawet z największym zagrożeniem.

Katarzyna i Krzysztof po otrzymaniu mafijnego ostrzeżenia starają się żyć normalnie. Lecz przecież mafia nie wybacza i nie zapomina. I wkrótce mecenas Krzysztof Borowski otrzyma propozycję nie do odrzucenia. Ale wówczas brat marnotrawny-Lukas, powróci. Aby zmierzyć się z dawnymi pobratymcami, a obecnie wrogami, aby rozliczyć przeszłość i dokonać zemsty. Lecz nie wie, że na swojej drodze spotka kogoś jeszcze. Ją. Kobietę po przejściach, potrzebującą pomocy. Czy odnajdzie w sobie resztki człowieczeństwa?  I czy Lukas potrafi naprawdę kochać?

„Zakręty losu. Braterstwo krwi”, pasjonująca opowieść o odkupieniu win, braterstwie i wielkiej miłości. Bo każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę. Czasami ostatnią.

Tak więc przygotujcie się na kolejną nieprzeciętną dawkę emocji i pamiętajcie, że są tacy, którzy nigdy nie zapominają…

 



17:18, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

 

Alafair Burke

 

   Dziewczyna, która zniknęła

 

 

 

Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2012
Tytuł oryginału: Long Gone

 

 

 

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy po wielu życiowych niepowodzeniach los nagle uśmiecha się do nas i oferuje nam to, o czym marzyliśmy od dawna. Chociaż praktycznie straciliśmy już wszelką nadzieję na lepsze jutro, to jednak wygląda na to, że jeszcze wiele możemy w życiu osiągnąć. Wystarczy jedynie pójść za ciosem i nie bać się podjąć wyzwania. To, czy osiągniemy sukces zależy także od ludzi, których spotkamy na swojej drodze. Czasami jest tak, że potrzebujemy czyjejś pomocy, aby nasze życie zmieniło się na lepsze. Niejednokrotnie taka dobra wróżka pojawia się w naszym życiu zupełnie nieoczekiwanie, stwarzając pozory szczęścia, jeśli tylko jej zaufamy i zaczniemy postępować według jej wskazówek. Lecz pytanie brzmi: Czy każdemu napotkanemu człowiekowi należy ufać bezwarunkowo tylko dlatego, że obiecuje nam spełnienie marzeń?

Twierdząco na powyższe pytanie odpowiedziała Alice Humphrey, kiedy pewnego dnia wybrała się na wystawę do jednej z nowojorskich galerii. Wydaje się, że zupełnie przypadkowo spotyka tam niejakiego Drew Campbell’a. Mężczyzna jest nie tylko przystojny, ale także budzi zaufanie i składa Alice propozycję nie do odrzucenia. Po licznych niepowodzeniach zawodowych, jak i osobistych, przed kobietą otwiera się nagle szansa na etat, o którym marzyła od lat. Drew Campbell proponuje jej zarządzanie nowo otwartą galerią sztuki, która mieści się na Manhattanie w tak zwanej Dzielnicy Mięsnej. Miejsce to swoją nazwę zyskało z uwagi na przemysł mięsny, który funkcjonował tam swego czasu.

Dla Alice Humphrey podjęcie pracy zaproponowanej przez tajemniczego mężczyznę jest doskonałą okazją do tego, aby wreszcie odciąć się od rodziny, a szczególnie od sławnego ojca i jego wszechobecnych wpływów. Frank Humphrey to światowej sławy reżyser nie stroniący od pozamałżeńskich romansów i łatwego życia. Ta opinia ciągnie się za nim praktycznie od początku jego kariery. Nie pomaga nawet fakt, że jest żonaty. Matka Alice to aktorka, z którą Frank ożenił się, gdy okazało się, iż spodziewa się jego dziecka. Jest też starszy brat, Ben. Mężczyzna także ma swoje problemy, z którymi radzi sobie raz lepiej, raz gorzej. Oczywiście jest jeszcze prawnik traktowany praktycznie jak członek rodziny. To do niego należy tuszowanie wszelkich przewinień rodziny Humphrey’ów.

Alice nie chce takiego życia dla siebie. Pragnie być samodzielna i samowystarczalna. Po nieudanym pierwszym małżeństwie, ostrożnie podchodzi do swojego kolejnego związku, który przechodzi zarówno wzloty, jak i upadki, ale generalnie Alice nie narzeka, choć mogłoby być lepiej. Kobieta ma także bliską przyjaciółkę, Lily. Do szczęścia potrzebna jest jej jedynie stała praca. Wygląda na to, że już niedługo tak właśnie się stanie. Jednak Alice nie wie jeszcze, że już wkrótce galeria jej marzeń zniknie bez śladu. Z dnia na dzień zapadnie się pod ziemię, jakby nigdy nie istniała, a jedyne, co po niej zostanie, to martwy Drew Campbell leżący w kałuży krwi. Dlaczego tak się stało? Kto stoi za brutalnym morderstwem przedstawiciela anonimowego właściciela galerii? I dlaczego to właśnie Alice ma ponieść tego konsekwencje?

(…) Mimo całej ostrożności, w pewnym momencie poczuła, jak podeszwa jej buta ślizga się po podłodze. Masa jej ciała pociągnęła ją do tyłu. Instynktownie wyrzuciła ręce do tyłu, zapominając o tych wszystkich dawnych lekcjach narciarstwa, gdzie uczono ją chronić nadgarstki podczas upadku. Usłyszała łoskot lecącej na podłogę komórki.

Uderzyła o ziemię, tłumiąc upadek dłońmi. Poczuła, jak ślizgają się po kafelkach. Mokre. Ciepłe. Farba?

Podniosła się i na czworakach podpełzła do kształtu na podłodze. Ostrożnie poklepała coś, co w dotyku sprawiało wrażenie tkaniny. Jakiś chodnik? Duża sztaluga?

Macała po krawędziach leżącego kształtu i aż podskoczyła, kiedy wreszcie zidentyfikowała coś ponad wszelką wątpliwość. Włosy. Szorstkie, ludzkie włosy.

Odpełzła w pośpiechu w tył, panicznie poszukując upuszczonej komórki. Skierowała promień światła na kształt, który, jak teraz podejrzewała, był ludzkim ciałem (…)*

Od tego momentu życie Alice Humphrey zamienia się w koszmar. Miało być tak pięknie, a jest dramatycznie i niebezpiecznie. Tymczasem w Dover w tajemniczych okolicznościach znika nastoletnia dziewczyna, Becca Stevenson. Czyżby to nagłe zniknięcie miało jakiś związek z Galerią Highline na Manhattanie, którą jeszcze do niedawna zarządzała Alice? Przecież prace w niej prezentowane praktycznie ocierały się o dziecięcą pornografię!

Nazwisko autorki Dziewczyny, która zniknęła do tej pory nie było mi znane, choć w Stanach Zjednoczonych pisarka słynie z tworzenia fantastycznych thrillerów i kryminałów, podobnie jak jej ojciec, James Lee Burke. Niniejsza powieść jest z gatunku tych, które wciągają już od pierwszej strony. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że początkowo czytelnik może sądzić, iż ma do czynienia z dwiema odrębnymi historiami. Główna bohaterka znajduje się w stanie ciągłego zagrożenia. Drew Campbell miał być tym, który powinien był otworzyć drzwi do zawodowego spełnienia i satysfakcji, a doprowadził do tego, że w pewnym momencie Alice nie znajduje już innej możliwości, jak tylko ucieczkę. Tylko jak długo można uciekać?

Moim zdaniem jest to jedna z tych „mądrych” książek, z których czytelnik może wyciągnąć wnioski dla siebie. Autorka pokazuje, że nie wszystko może być tak piękne, za jakie uchodzi. Ludzie, z którymi żyjemy na co dzień, nie zawsze są tymi, za których się podają, a przyjaciele mogą okazać się największymi wrogami. Ponadto jest tutaj też pokazana rozpacz matki, która robi wszystko, aby jej jedyne dziecko wróciło do domu całe i zdrowe. Jednocześnie za zaistniałą sytuację próbuje obwiniać samą siebie.

Powieść stanowi doskonałą lekturę dla tych czytelników, którzy dobrze czują się w tej mocniejszej literaturze, choć ja zaliczyłabym tę książkę do tak zwanych thrillerów kobiecych. Jest to nowe pojęcie, które do literatury dopiero zaczyna wchodzić. Dlaczego akurat taka kategoria? Ponieważ nie od dziś wiemy, że styl pisania kobiet znacznie różni się od tego, jakim posługują się mężczyźni. Kobiety piszą delikatnie, mniej brutalnie, zaś mężczyźni większą uwagę skupiają na krwawych scenach grozy. W tym przypadku raczej trudno jest odnaleźć tego typu opisy, choć książka naprawdę trzyma w napięciu i czytelnik wciąż zastanawia się, jak to wszystko się skończy. Czy Alice przeżyje? A może zostanie wystawiona i resztę życia spędzi w więzieniu? Przecież wciąż pojawiają się osoby, które życzą jej jak najgorzej. Poza tym, ciągle na światło dzienne wychodzą sprawy z przeszłości, które dotyczą jej najbliższych. To także stanowi zagrożenie dla życia Alice. W dodatku ta kwestia poważnie nadszarpuje jej zaufanie do najbliższych.

Ważnym elementem jest również miłość Alice do jej brata. Choć mężczyźnie można wiele zarzucić, to jednak na pierwszy rzut oka widać, że Alice go kocha. Wciąż się o niego troszczy, pomimo że on raczej nie zwraca na to uwagi, żyjąc we własnym świecie i według własnych reguł.

Myślę, że w tej książce każdy odnajdzie coś dla siebie. Są w niej emocje, niepewność, niebezpieczeństwo, zaskakujące zwroty akcji, a co najważniejsze autorka stworzyła czytelnikowi możliwość rozwiązania zagadki wraz z główną bohaterką, trzymając go w napięciu do samego końca.

 

Moja ocena: 5/6

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu

 



* A. Burke, Dziewczyna, która zniknęła, Wyd. Replika, Zakrzewo 2012, s. 88.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

sobota, 25 sierpnia 2012

 

Jodi Picoult

 

          Przemiana

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2010
Tytuł oryginału: Change of Heart

 

 

 

Kara śmierci to temat kontrowersyjny i wciąż poddawany wielu dyskusjom. Jak każdy problem ma ona zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Oczywiście można podzielać zdanie i jednej, i drugiej grupy. Można też zrozumieć pobudki, którymi kierują się osoby należące do jednej, bądź też drugiej grupy. Jak wytłumaczyć matce, która w wyniku brutalnego morderstwa straciła swoje jedyne dziecko, że zabójca nie zostanie stracony, a jedynie skazany na dożywocie? Albo czy wyrok tylko dwudziestu jeden lat więzienia jest wystarczający dla kogoś, kto z zimną krwią pozbawił życia siedemdziesiąt siedem osób, a ponad dwieście innych ranił? Mowa tutaj oczywiście o Andreasie Breivik’u, który w momencie ogłoszenia wyroku przeprosił za to, że… nie zabił więcej osób! Czy takiemu bandycie nie należałoby zasądzić kary śmierci nawet bez orzekania o winie? Przecież sprawa od samego początku była oczywista. Czy taki morderca ma prawo do życia, skoro w imię jakichś chorych przekonań prawo to odebrał tylu niewinnym ludziom? Czy w tym konkretnym przypadku jakiekolwiek protesty ze strony organizacji kościelnych czy stowarzyszeń upominających się o prawa człowieka mają w ogóle jakiekolwiek uzasadnienie?

Historia pokazuje, że przypadków podobnych do powyższego było wiele. Jedni stracili głowy na szafotach, szubienicach lub poprzez wstrzyknięcie śmiercionośnej trucizny, zaś innych skazywano na dożywotnie więzienie, a niektórych nawet uniewinniano. Jak wiadomo, najwięcej więźniów traconych jest w Stanach Zjednoczonych. Jest to państwo, które od lat przoduje w tego typu wyrokach. Odsetek ten jest mniejszy lub większy w zależności od stanu.

Nas, jako czytelników, interesuje w tym momencie stan New Hampshire. Ostatni wyrok skazujący na śmierć zapadł tam w 1939 roku. Generalnie na terenie tego stanu egzekucji dokonuje się poprzez wstrzyknięcie śmiercionośnej trucizny, a w szczególnych przypadkach więzień traci życie poprzez powieszenie. Ewentualnego ułaskawienia może dokonać gubernator, który otrzymuje niewiążącą go opinię rady ds. ułaskawień. Tak więc może on skorzystać ze swojego prawa, ale też wcale nie musi tego robić.

Shay Bourne jest zwykłym cieślą, krążącym od domu do domu i poszukującym pracy. Co istotne, jest on także upośledzony umysłowo. Niemniej, nie potrzebuje przebywać w jakimś zamkniętym ośrodku. Może funkcjonować w społeczeństwie i żyć na tyle normalnie, na ile pozwala mu jego choroba. Pewnego dnia Shay trafia do domu June Nealon. Tak się składa, że kobieta potrzebuje kogoś, kto zajmie się remontem pokoju jej córki, Elizabeth. June po tragicznej śmierci pierwszego męża, bardzo szybko wychodzi za mąż za miejscowego policjanta. Kiedy Shay staje w progu jej domu, kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Wydaje się, że po traumatycznych przeżyciach odnalazła wreszcie spokój u boku drugiego męża. Spodziewa się kolejnego dziecka, czuje się kochana i potrzebna, a jej kilkuletnia córeczka jest dla niej całym światem. Któregoś dnia June wracając do domu po wizycie u lekarza, już z oddali dostrzega, że przed jej domem dzieje się coś złego. Tam aż roi się od policji. Jest też karetka pogotowia. Bardzo szybko okazuje się, że w domu doszło do strzelaniny. Jej córeczka zginęła na miejscu, a mąż umiera w drodze do szpitala. Odpowiedzialnością za tę masakrę obarczony zostaje nie kto inny, jak tylko Shay Bourne.

Adwokat Shay’a jakoś nie za bardzo stara się, aby jego klient wyszedł z tego cało. Praktycznie ten człowiek nie ma prawa głosu. Nikt nie chce poznać jego wersji wydarzeń. Wygląda też na to, że on również nie ma nic do powiedzenia. Jednym z członków ławy przysięgłych jest niejaki Michael Wright, student matematyki. To praktycznie jego głos decyduje o tym, że Shay zostaje skazany na karę śmierci. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że od prawie siedemdziesięciu lat w New Hampshire nie wykonano ani jednej egzekucji. Jednak wszelkie apelacje od wyroku nie przynoszą pozytywnego skutku. Nie ma szans, aby kara śmierci została zamieniona na dożywocie.

Mija jedenaście długich lat. Shay trafia w końcu do celi śmierci. Tam z jednej z telewizyjnych relacji dowiaduje się, że córka June, którą kobieta urodziła tuż po tragedii, jest ciężko chora. Jedynym ratunkiem dla dziewczynki jest przeszczep serca. W tej sytuacji Shay podejmuje błyskawiczną decyzję. Zamierza oddać dziecku swoje serce, kiedy już zostanie stracony, co ma nastąpić w ciągu dwóch najbliższych miesięcy. Czy istnieje jakakolwiek szansa, aby Shay zrealizował swój zamiar? Jak zareaguje June, kiedy dowie się, że jedynym dawcą dla jej córki jest morderca jej dziecka i męża? Jaką decyzję powinna podjąć: ratować życie Claire czy może pozwolić jej umrzeć, nadal żywiąc nienawiść do Shay’a?

Jodi Picoult przyzwyczaiła już swoich czytelników do tego, że nie pisze o rzeczach łatwych, lekkich i przyjemnych. Ta książka również do takich nie należy, choć w moim przekonaniu można jej wiele zarzucić. Nie jest to powieść, która do końca napisana jest perfekcyjnie. Czytając ją, miałam wrażenie, że przecież to już było. Nie mam tutaj na myśli problemu kary śmierci. Jodi Picoult znowu odwołuje się do religii. Myślę, że na przyszłość Autorka powinna dać sobie spokój z poruszaniem tego typu kwestii, ponieważ każda religia, nie tylko katolicyzm, nie jest zjawiskiem spektakularnym. Jest to sprawa niezwykle intymna i z pewnością nie wiąże się tylko i wyłącznie z dokonywaniem cudów, a Jodi Picoult właśnie tak opisuje ten problem. Dlaczego napisałam, że to już było? Otóż nie tak dawno czytałam Jesień cudów [klik], gdzie kwestia religii była ukazana dokładnie w ten sam sposób, co w przypadku Przemiany. Podczas gdy tam temat wydawał mi się do przyjęcia, tak tutaj poczułam niesmak. Znowu czytelnik ma do czynienia z przywracaniem zdrowia śmiertelnie chorym, wskrzeszaniem ptaków, samoistnym opadaniem łańcuchów, którymi skuty jest więzień, a nawet insynuowaniem, że osoba stojąca za tymi rzekomymi cudami jest samym Mesjaszem.

Podobnie jak w Jesieni cudów, tak i tutaj mamy do czynienia z ogromnym zainteresowaniem mediów oraz wszelkiego rodzaju kółkami modlitewnymi koczującymi pod bramą więzienia. Pojawiają się również bohaterowie wyjęci z kart Jesieni cudów. Oczywiście są też zagorzali przeciwnicy Shay’a Bourne’a, jak i jego obrońcy. Wśród obrońców Shay’a jest prawniczka, Maggie Bloom, która reprezentuje amerykańską organizację non-profit, której celem jest ochrona praw obywatelskich gwarantowanych przez konstytucję (z ang. American Civil Liberties Union). To właśnie ta kobieta odegra w życiu Shay’a istotną rolę. Podobnie jak ksiądz Michael Wright, który zasiadał w ławie przysięgłych jeszcze jako student.

Generalnie książka pisana jest z perspektywy kilku osób, ale nie z punktu widzenia tej najważniejszej, czyli Shay’a Bourne’a. Właśnie tego najbardziej mi tutaj brakowało. Kwestia psychologiczna została niezwykle okrojona. Uważam, że na niekorzyść. Oczywiście możemy przyjąć, że psychologia postaci jest w pewnym sensie obecna, choćby na przykładzie Michael’a Wright’a, którego głos zadecydował o tym, co teraz dzieje się z Shay’em. Jest też wspomniana Maggie Bloom, której relacje ze skazanym stają się coraz bardziej zażyłe. Poznajemy także współwięźnia, Lucius’a DuFresne’a i jego oryginalny odbiór poczynań Shay’a. Jest też June Nealon walcząca ze swoimi myślami i próbująca dokonać najwłaściwszego wyboru. Lecz nie ma Shay’a Bourne’a, którego stan psychiczny jest chyba w tym wszystkim najważniejszy. Bo przecież to on ma zostać stracony. Dlaczego czytelnik nie może poznać jego myśli? Dlaczego nie wie, co tak naprawdę czuje skazaniec tuż przed śmiercią? Informacja, że trzęsie się jak osika, to stanowczo za mało w tej sytuacji.

Na temat tej książki mogłabym naprawdę jeszcze wiele napisać. Jednak, aby nie przedłużać, skupię się jeszcze tylko na jednej kwestii. Otóż, Jodi Picoult teoretycznie swoje powieści opiera na amerykańskich realiach. Dlatego też zastanowiło mnie, dlaczego osoba upośledzona umysłowo zostaje skazana na karę śmierci. Czy na pewno jest to zgodne z prawem? O ile mi wiadomo, człowiek chory psychicznie raczej ma trudności z odróżnieniem dobra od zła. A skoro nie ma pojęcia, co czyni, to jak można sądzić go na równi z osobami zdrowymi? W związku z powyższym pozwoliłam sobie nieco poszperać i oto, co znalazłam:

Chory psychicznie stracony w teksańskim więzieniu

W więzieniu w Hunstville, w stanie Teksas stracono we wtorek wieczorem, czasu miejscowego, zastrzykiem trucizny pięćdziesięcioletniego, chorego psychicznie Kelseya Pattersona. Był on skazany na śmierć za zamordowanie w 1992 roku dwóch osób. Egzekucje chorych umysłowo są sprzeczne z amerykańską konstytucją.

Gubernator stanu Teksas, Rick Perry odrzucił wcześniej we wtorek wniosek stanowej komisji ds. ułaskawień i zwolnień warunkowych o zamianę na dożywotnie więzienie lub odroczenie kary śmierci dla Pattersona.

Patterson cierpiał na oficjalnie zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną. Adwokat Pattersona wyraził oburzenie decyzją gubernatora.

Dwa lata temu Sąd Najwyższy USA wydał orzeczenie stwierdzające, że wykonywanie kary śmierci na osobach upośledzonych umysłowo jest sprzeczne z konstytucją. Jednak od tego czasu w stanie Teksas wykonano wyroki śmierci na co najmniej trzech chorych psychicznie skazańcach.

 

Wirtualna Polska, dn. 19.05.2004

 

A oto kolejna informacja, jaką udało mi się odnaleźć:

 

Syn Johna Steinbecka skrytykował władze stanu Teksas za powoływanie się na postać ograniczonego psychicznie Lenniego Smalla z powieści „Myszy i ludzie”, aby zdefiniować upośledzenie umysłowe oraz uzasadnić wczorajszą egzekucję Marvina Wilsona, który posiadał iloraz inteligencji dużo poniżej przeciętnej.

Wilson został skazany na śmierć za zabójstwo policyjnego informatora dokonane w 1992 roku. Przeciwko straceniu protestowały organizacje broniące praw człowieka, gdyż test przeprowadzony w 2004 roku na winowajcy wykazał, że ma on iloraz inteligencji na poziomie 61. Tymczasem we wszystkich stanach zakazana jest egzekucja więźniów niepełnosprawnych intelektualnie, tzn. mających IQ poniżej 75 (w Teksasie, gdzie wykonano wyrok – poniżej 70). Jak przekonywali prokuratorzy, inne badania oraz wieloletnie obserwacje zachowań Wilsona w więzieniu nie potwierdziły upośledzenia umysłowego. Władze stanu Teksas skorzystały więc z przyzwolenia pozwalającego zastosować własne kryteria upośledzenia umysłowego. W uzasadnieniu powołano się zaś na postać Lenniego, opisaną w powieści Steinbecka „Myszy i ludzie” [klik].

czytaj więcej [klik]

 

Booklips, dn. 09.08.2012

 

Jak wynika z powyższego, w Stanach Zjednoczonych wyroki śmierci zasądza się w oparciu o fabułę powieści!!! Pozwólcie, że tę kwestię pozostawię bez komentarza. Zwyczajnie brak słów…

Podsumowując, uważam, że Przemiana to najsłabsza powieść Jodi Picoult, jaką do tej pory czytałam. Oczywiście nie zamierzam z tego powodu rezygnować z jej prozy, jednak myślę, że Autorka powinna nieco przefiltrować swoje kolejne pomysły na książki.

 

 

Moja ocena: 3/6



 

prawa autorskie zastrzeżone

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?