Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

 

Sandra Brown

 

         Piętno Skandalu

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: Breath of Scandal

 

 

Przyznam, że już dawno nie czytałam tak dobrej „babskiej” książki, czyli innymi słowy, tak wciągającej, tak trzymającej w napięciu i tak nieprzewidywalnej. Pomimo takiego wstępu i tak zamierzam się czepiać. Ale o tym za chwilę.

Główną bohaterką powieści jest kobieta sukcesu. Jade Sperry ma trzydzieści trzy lata, dorastającego syna, a do tego jest niezwykle atrakcyjna. Przez lata ciężkiej pracy zdobyła dość mocną pozycję zawodową. Zajmuje się kupowaniem terenów pod budowę fabryk. Kiedy poznajemy Jade jest rok 1990. Kobieta mieszka w Nowym Jorku i żyje tylko i wyłącznie pragnieniem zemsty na tych, którzy wiele lat wcześniej boleśnie ją skrzywdzili.

Jade wspomnieniami cofa się do roku 1976. Ma wówczas osiemnaście lat i jest tuż przed maturą. Mieszka w małym miasteczku w Karolinie Południowej, o nazwie Palmetto. Dziewczyna jest szaleńczo zakochana w chłopaku o nazwisku Gary Parker, czego w żaden sposób nie aprobuje jej matka. Ona uważa, że dla Jade najlepszą partią byłby syn najbardziej wpływowego mieszkańca miasteczka – Neal Patchett. W przeciwieństwie do matki, Jade nie może patrzeć na Neal’a. Jest on najbardziej podłym chłopakiem, jakiego zna. Ale Neal, podobnie jak jego ojciec – Ivan, również rządzi. Podporządkowuje sobie każdego. Koledzy w ciemno wykonują jego polecenia. Gdyby Neal kazał im rzucić się z mostu, z ochotą wykonaliby jego rozkaz.

Jade to najpiękniejsza dziewczyna w szkole. W dodatku ma najwyższą średnią i wraz ze swoim chłopakiem stara się o stypendium, aby móc po maturze utrzymać się na studiach. Gary również stara się o takowe stypendium, bo wie, że rodzice na pewno mu nie pomogą. Pochodzi z wielodzietnej rodziny, gdzie na każdym kroku widać biedę. Oboje z Jade planują, że po studiach powrócą do Palmetto, aby je odmienić. Wybudują w mieście fabrykę, zatrudnią ludzi, zapewnią im uczciwe wynagrodzenie, a tym samym skończy się wyzysk, jaki panuje w fabryce przetwórstwa soi, której właścicielem jest Ivan Patchett.

Pewnego dnia dochodzi do poważnej sprzeczki pomiędzy Neal’em a Gary’m. Powodem jest Jade, którą Neal wulgarnie obraził. W konsekwencji na twarzy Neal’a lądują dwie porcje lodów. Tego Neal nie może darować. Został ośmieszony przez biedaka przy swoich kumplach. Jednym z nich jest syn szeryfa – Hutch Jolly, zaś drugi to Lamar Griffith, będący pod ciągłym wpływem swojej despotycznej matki. Od tego momentu Neal obmyśla plan zemsty.

W dniu kiedy Jade dowiaduje się o przyznaniu jej i Gary’emu stypendium dochodzi do tragedii. W drodze do domu Gary’ego jej najlepszej przyjaciółce kończy się benzyna i dalsza droga jest niemożliwa. Kiedy tak stoją bezradne na drodze, pojawia się Neal wraz z kompanami. Porywają Jade, zostawiając Donnę Dee na środku drogi. Wywożą na jakieś opuszczone pola, gdzie w ramach zemsty dochodzi do brutalnego, zbiorowego gwałtu na dziewczynie. Już po wszystkim zostawiają ją, a sami uciekają z miejsca zbrodni. Jade ostatkiem sił udaje się dotrzeć do drogi, skąd jakiś czarnoskóry mężczyzna odwozi ją do szpitala. Tam lekarz robi obdukcję, pobiera potrzebne materiały, zaś Jade jest zdecydowana wnieść oskarżenie przeciwko gwałcicielom.

Niestety, nikt jej nie wierzy. Wszyscy obwiniają ją. Uważają, że sama się o to prosiła. Nawet jej matka staje przeciwko niej. Zawodzi się także na najlepszej przyjaciółce, która zaprzeczając jakoby koledzy uprowadzili ją siłą, kryje jednego z przestępów, w którym jest do szaleństwa zakochana. To Hutch – syn szeryfa, który w tym wszystkim okazał się najbardziej brutalny. W tajemniczych okolicznościach giną również wszelkie dowody zebrane przez lekarza w szpitalu. Jade wie, że nic już nie może zrobić. Ivan przekupił kogo tylko się dało, a ona nie ma na tyle siły, aby z nim walczyć. Postanawia, że nie wniesie oskarżenia. Od tej chwili planuje zemstę.

Na początek zrywa z Gary’m, bo wie, że gdyby chłopak dowiedział się prawdy, zabiłby oprawców. Jade odkrywa również, że jest w ciąży, lecz nie wie który z gwałcicieli jest ojcem. Niestety Neal perfidnie to wykorzystuje. Docinki w kierunku Gary’ego nie mają końca. Ostatecznie Gary, nie wytrzymując napięcia i drwin, popełnia samobójstwo. To Jade znajduje jego ciało w stodole. Powiesił się.

Po maturze Jade wyjeżdża z Palmetto. Rozpoczyna studia. Rodzi syna – Graham’a. I wciąż planuje odwet, nie tyle za siebie, co za śmierć chłopaka, którego kochała całym sercem. Po wyjeździe z rodzinnego miasteczka, dziewczyna spotyka na swojej drodze wielu życzliwych ludzi. Gdyby nie ich pomoc, nie byłaby dziś kobietą sukcesu. Oczywiście matka opuściła ją, kiedy najbardziej jej potrzebowała. Ona wciąż uważała, że powinna wyjść za Neal’a i uznać jego ojcostwo.

Chociaż wydaje się, że w miarę upływu lat Jade coraz mniej odczuwa skutki gwałtu, to jednak jego piętno wciąż w niej tkwi, co wyraźnie uwidacznia się w jej kontaktach z mężczyznami, a praktycznie w ich braku. Od tamtej feralnej nocy Jade panicznie boi się mężczyzn, a szczególnie fizycznego kontaktu z nimi. W końcu przychodzi upragniony dzień powrotu do Palmetto i dzień zemsty na wszystkich, którzy wówczas zadali jej tyle bólu i upokorzenia. Nikt nie wie, co tak naprawdę planuje Jade. Nie wie tego nawet czytelnik, gdyż akcja jest tak prowadzona, że wszystko ujawnia się dopiero na samym końcu.

Jak napisałam na początku, powieść jest naprawdę świetna, ale… Na pewno niektórzy z Was pamiętają moją poprzednią recenzję książki Sandry Brown pod tytułem „Żar”. Ci, którzy jej nie pamiętają, mogą zapoznać się z nią tutaj. Dlaczego o niej wspominam? Otóż, dla mnie „Piętno Skandalu” jest powieleniem tamtej powieści. Pozwolę sobie ukazać to w formie tabelki.

 

PODOBIEŃSTWA

„ŻAR”

„PIĘTNO SKANDALU”

 

miejsce akcji

 

małe miasteczko - Destiny

 

 

małe miasteczko - Palmetto

 

wątek główny

 

 

Sayre Lynch powraca do rodzinnego miasta, aby zemścić się na ludziach, którzy wiele lat temu ją skrzywdzili. Osobami tymi są jej najbliżsi – ojciec i brat.

 

 

Jade Sperry wraca do rodzinnego miasteczka, aby wyrównać rachunki z mężczyznami, którzy ją zgwałcili.

 

 

 mieszkańcy

 

Huff Hoyle (ojciec Syre) – najbardziej wpływowy mieszkaniec Destiny. Trzęsie całą lokalną społecznością, wszystkich opłaca, budzi strach, jest właścicielem jedynej fabryki w mieście, gdzie ludzie pracują wbrew swojej woli. W fabryce panuje wyzysk.

 

Ivan Patchett (ojciec Neal’a) – najbardziej wpływowy i najbogatszy człowiek w mieście. Trzęsie całą lokalną społecznością, wszyscy są mu posłuszni, każdego zastrasza, grozi utratą pracy w jedynej fabryce w mieście, której jest właścicielem. W owej fabryce wyzyskuje się ludzi.

 

 

 

powód zemsty

 

Syre chce nie tylko zemścić się za przeszłe krzywdy, ale także chce wyjaśnić samobójczą śmierć młodszego brata i sprawić, aby osoby za nią odpowiedzialne (kobieta wie, że to jej rodzina za tym stoi) poniosły karę, którą ona sama im wymierzy.

 

 

Jade pragnie nie tylko zemścić się za swoją krzywdę. Ona przede wszystkim chce odpłacić za śmierć ukochanego Gary’ego.

opracowanie: krainaczytania

 

W tabelce pokazałam tylko te podobieństwa pomiędzy obydwiema książkami, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. I to właśnie one spowodowały, że w trakcie uświadamiania sobie o ich obecności, moja ocena powieści spadała. Dla czytelnika, który nie zetknął się z „Żarem”, podobieństwa te nie będą miały znaczenia. Być może to tylko ja w swoich recenzjach jestem tak bardzo skrupulatna. Może ktoś inny zupełnie nie zwróciłby na to uwagi. Niemniej, nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Oczywiście jak najbardziej polecam Wam tę powieść. Jak przystało na literaturę kobiecą, pojawia się również „rycerz w lśniącej zbroi” o imieniu Dillon, który uwalnia wreszcie Jade od jej lęków. Sam także naznaczony jest cierpieniem i dźwiga ogromny bagaż życiowych doświadczeń.

W związku z powyższym za czystą fabułę daję „6+”, natomiast biorąc pod uwagę podobieństwa, co pokazuje, że Sandra Brown znacznie ułatwiła sobie robotę, stawiam 3+. W konsekwencji średnia obu ocen wynosi „5”.

 

Moja ocena: 5/6

 

Sandra Brown official website

Sandra Brown on Facebook

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

sobota, 27 sierpnia 2011

 

Ponieważ ostatnio dość mocno zaniedbałam najmłodszych czytelników, dzisiaj chciałabym to nadrobić. Poniżej publikuję tekst, który jakiś czas temu ukazał się w jednym z anglojęzycznych czasopism, a który pozwoliłam sobie przetłumaczyć na język polski. Tekst bardziej skierowany jest do osób, które chciałyby zająć się tworzeniem literatury dziecięcej, a zupełnie nie mają pojęcia jak tego dokonać. Dziecko to wbrew pozorom niezwykle wymagający czytelnik, który dostrzega nawet najdrobniejsze szczegóły. Dlatego właśnie dla najmłodszych pisze się najtrudniej. Poniżej znajdziecie kilka wskazówek dotyczących tej kwestii oraz przykład książki, która zdobyła ogromną popularność i posłużyła za wzór literatury dziecięcej. Niestety, książka ta najprawdopodobniej nie została jak dotąd wydana w Polsce (przynajmniej ja nie znalazłam polskiego wydania). W związku z tym mogę jedynie pokazać Wam wydanie anglojęzyczne.

 

*************************************

 

Wydawcy literatury dziecięcej wciąż poszukują tak zwanego „dobrego pisania”. Co dokładnie mają na myśli?

 

Zanim bajkopisarz wyśle napisaną przez siebie historię do jakiegokolwiek wydawcy, najsurowszym jej krytykiem powinien być on sam. Aby mieć szansę na sukces na konkurencyjnym rynku tworzenia fikcji dla dzieci, należy mieć świadomość oryginalności własnego utworu. Być może jest to trudne zadanie, ale mimo tego można je zrealizować.

Na początku należy dokładnie dostrzec to, o czym myślą wydawcy, kiedy mówią o „dobrym pisaniu” dla dzieci. Dobrym punktem wyjścia byłoby przyjrzenie się niektórym książkom dla dzieci, które w ciągu ostatnich lat zdobyły nagrody literackie. Czytanie tych książek stanowi jeden z najłatwiejszych i najprzyjemniejszych sposobów, aby:

  • dowiedzieć się, co poszczególni wydawcy w tym momencie publikują,
  • nauczyć się od profesjonalistów z ugruntowaną pozycją kilku istotnych sztuczek dotyczących handlu.

Chodzi o to, aby nie mówiono, że dany autor skopiował nie tylko styl, ale również wątek utworu innego pisarza, który zdążył już odnieść sukces na rynku wydawniczym. Jest to jeden ze sposobów uniknięcia katastrofy. Nie powinno się także wpadać w przygnębienie po przeczytaniu wyjątkowo genialnego dzieła oraz uważać, że nigdy nie będzie się w stanie sprostać jego wymogom. Należy pamiętać, że rzadko osiąga się sukces z dnia na dzień. Autorzy książek dla dzieci, którzy odnoszą największe sukcesy, są również zmuszeni do długotrwałej walki oraz do intensywnej nauki swojego zawodu. Książki te należy czytać tak, jak gdyby było się ich recenzentem. Należy notować kwestie, które mogą się podobać oraz te, które można podziwiać, jak również obszary, gdzie potencjalny autor czuje, że możliwe jest ich poprawienie. Przecież nikt nie jest doskonały, nawet autor odnoszący sukcesy i wielokrotnie nagradzany.

Najprawdopodobniej najtrudniejszym wyzwaniem jest stworzenie książki dla najmłodszych, czyli książki z obrazkami. Potencjalny autor, bądź też ilustrator będzie usiłował wykreować ekscytującą historię, mając do dyspozycji wąski i ograniczony codzienny świat małego dziecka, co nie jest sprawą łatwą. Cała fabuła musi być wystarczająco mocno wciągająca, aby sprawić, iż mały czytelnik z zainteresowaniem będzie odwracał strony książki. Ponadto, fabuła ta musi być również na tyle prosta, aby zmieściła się jedynie na kilku stronach. Kolejnym problemem dotyczącym autora nowej ilustrowanej książki jest fakt stanowiący o tym, iż może wydawać się, że wszystko zostało już napisane i nie ma już nic nowego do powiedzenia. Ponieważ książki dla dzieci są pełne kolorowych ilustracji, pojawia się sprawa bardzo wysokich kosztów druku. Najprawdopodobniej sytuacja ta sprawi, że wydawcy będą oczekiwać tekstu, który będzie odpowiadał międzynarodowemu rynkowi wydawniczemu, co zapewne zwiększy sprzedaż książki. Natomiast w przypadku powieści dla dzieci, będących w wieku, na przykład dziesięciu lat, która praktycznie pozbawiona jest obrazków, kwestia finansowa będzie wyglądać o wiele bardziej przyjemnie.

Można zastanawiać się, czy istnieją jakieś naprawdę oryginalne wątki fabuły, które mogłyby przekonać wydawcę do opublikowania danego dzieła. Niemniej jednak, należy pamiętać, że pod wieloma względami jest to indywidualny styl pisarza oraz jego inteligentne użycie, co może zmienić już znany i zastosowany wątek w coś naprawdę oryginalnego i świeżego. Dla zilustrowania tego faktu, można posłużyć się książką pod tytułem „Zaczarowany Koń” (z ang. „The Enchanted Horse”) autorstwa Magdalen Nabb, która opowiada o dziewczynce o imieniu Irina. W sklepie ze starymi zabawkami dziewczynka znajduje starego, drewnianego konia, a następnie zabiera go do domu i traktuje tak, jak gdyby był prawdziwy. Wkrótce koń niespodziewanie ożywa… Brzmi znajomo? Magiczny obiekt, który nagle ożywa stanowi fabułę wykorzystywaną w setkach innych opowieści dla dzieci. Dlaczego więc tak ogromny sukces w tym wypadku? Odpowiedź jest następująca: Magdalen Nabb stworzyła silną i wiarygodną postać, jaką jest samotna i nieszczęśliwa bohaterka, Irina. Natomiast sam opis jej związku z drewnianym koniem został przedstawiony niezwykle poetycko i wzruszająco.

A teraz należy powrócić do pytania zadanego na początku: „Czym dokładnie jest „dobre pisanie” dla dzieci?” Odpowiedź stanowi „pisanie”, które jest świeże, ciekawe i nieprzewidywalne, oraz które stwarza nowe i oryginalne możliwości. Jednocześnie „pisanie” posiadające właśnie takie cechy może być już tematem bardzo oklepanym. Nie należy jednak zniechęcać się, nawet jeśli dany autor czuje, że nie może spełnić tych wszystkich wymagań. Niemniej, oczywistą sprawą jest tutaj talent autora, którego tak naprawdę nic nie zastąpi, a także umiejętność w kwestii urzeczywistniania swoich pomysłów. Natomiast wszelkiego rodzaju technik korekty tekstu oraz szlifowania rękopisu, można się nauczyć.

 

 

 

 

Magdalen Nabb
(1947 - 2007)

 

 

 

 

 

 źródło okładki

źródło fot.

 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 24 sierpnia 2011

 

Antonina Kozłowska

 

             Trzy połówki jabłka

 

 

Wydawnictwo: OTWARTE
Kraków 2007

 

 

Nad recenzją tej książki zastanawiałam się bardzo długo. Doszłam do wniosku, że znacznie łatwiej pisać jest o książkach, których autorzy albo już nie żyją, albo nie są Polakami. Pewnie zastanawiacie się skąd taki wniosek? Otóż, pomyślałam sobie, że kiedy piszemy o autorach obcojęzycznych, wówczas jest praktycznie stuprocentowa szansa, że owej recenzji ów autor nie przeczyta. A nie przeczyta jej z prostego powodu. Nie będzie znał języka polskiego. Nawet, jeśli pozna okładkę swojej książki, to i tak bez pomocy tłumacza nie zrozumie tekstu recenzji. Może jedynie zobaczyć ocenę. Nie sądzę natomiast, aby taki autor zadawał sobie trud poszukiwania osoby, która byłaby w stanie przetłumaczyć mu recenzję. Oni po prostu nie mają na to czasu. No chyba, że trafimy na autora, który będzie poliglotą.

Inna sytuacja ma miejsce, gdy piszemy o autorach rodzimych. Tutaj pojawia się problem. Pisać dobrze czy źle? Oszukiwać przy recenzji dla dobra sprawy czy pisać szczerze? W tym momencie mam właśnie taki dylemat, który przez kilka ostatnich nocy spędzał mi sen z powiek. A co jeśli autor danej książki zaglądnie na naszego bloga i przeczyta niepochlebny tekst na temat swojego dzieła? A co jeśli napisze nam mail’a naszpikowanego oburzeniem, że szargamy mu opinię?

Pisząc recenzje, nie chciałabym nikogo skrzywdzić, zaś z drugiej strony nie chcę być nieszczera i udawać, że książka mi się podobała, skoro tak nie było. Zanim zasiadłam do pisania o „Trzech połówkach jabłka” przejrzałam kilka blogów w poszukiwaniu recenzji na jej temat. Nie chodziło mi o to, żeby sugerować się innymi opiniami. Nigdy nie posunęłabym się do tego. Chodziło mi o to, aby poznać opinię innych czytelników. To, co przeczytałam było praktycznie wychwalaniem książki pod niebiosa. A ja wcale nie chcę jej wychwalać. Nie mogę napisać, że książka jest zgoła beznadziejna, bo tak nie jest. Ale na pewno nie jest to historia, która wciąga, jak twierdzi Wydawca. Jest to przeciętne opowiadanko o tym, jak żona zdradza męża, a mąż zdradza żonę. Niby historia z życia wzięta, ale…

 

 

Główna bohaterka, Teresa, to kobieta po trzydziestce z ustabilizowanym życiem osobistym i zawodowym. Ma męża, dwoje dzieci i namiętnie udziela się na forach internetowych, gdzie poruszane są tematy dotyczące macierzyństwa. Pracuje jako lektor języka angielskiego, natomiast jej mąż, Krzysztof, jest dobrze zarabiającym ekonomistą. Pewnego dnia, kiedy Teresa wraca z pracy, w autobusie spotyka mężczyznę, z którym dziesięć lat wcześniej łączyły ją w głównej mierze kontakty „łóżkowe”. Nie można nazwać tego „miłością”, ponieważ tak naprawdę była to jedynie tak zwana „chemia”, która doprowadzała do tego, że nie mogli się od siebie oderwać. W tym momencie okazuje się, że Teresa nigdy nie zapomniała o przystojnym Marcinie. Niemniej, wybrała Krzysztofa i to z nim stworzyła rodzinę, bo lepiej nadawał się na męża i ojca.

Od tej chwili Teresa i Marcin zaczynają znów się spotykać. Na początku być może i tkwią w nich jakieś wyrzuty sumienia, ale szybko zagłusza je „chemia”. Ani dla Teresy, ani też dla Marcina nie liczy się tutaj fakt, że przy okazji krzywdzą swoich współmałżonków. W dodatku żona Marcina spodziewa się pierwszego dziecka. I tak toczy się akcja całej powieści. Kochankowie spotykają się, idą ze sobą do łóżka, a potem jak gdyby nigdy nic wracają do swoich domów.

Autorka dokonała podziału powieści na czas przeszły i teraźniejszy. Najprawdopodobniej miało to służyć temu, aby czytelnik dokładnie poznał fakty, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Już od pierwszych stron powieści nie polubiłam Teresy. Moja antypatia do tej bohaterki rosła w miarę zagłębiania się w fabułę. Wydawała mi się typową egoistką, dbającą jedynie o własne potrzeby. Jej charakter wcale się nie zmieniał w miarę upływu lat. Taką samą egoistką była w wieku lat dwudziestu, jak i po przekroczeniu trzydziestki. Dodatkowo zauważyłam też, że Teresa to niesamowicie zarozumiała kobieta. I te cechy mi się nie podobały.

Podłość Teresy sięgnęła zenitu w momencie, gdy zaprzyjaźniła się z ciężarną żoną Marcina. Z jednej strony sypiała z jej mężem, zaś z drugiej udawała najlepszą przyjaciółkę Pauli. Natomiast sam Marcin okazał się nieodpowiedzialnym mięczakiem, który nie potrafił powiedzieć „nie”. Co jeszcze mocno mnie uderzyło? Otóż, mam nieodparte wrażenie, że książka zawiera sporo wątków autobiograficznych. Dlaczego? Wystarczy przeczytać informację wydawcy znajdującą się na tylnej stronie okładki książki, z której można dowiedzieć się, że Autorka również ukończyła filologię angielską, podobnie jak Teresa, ma dwoje dzieci (chłopca i dziewczynkę) oraz udziela się w Sieci, prowadząc bloga dla młodych matek. W dodatku Teresa jest również nałogową palaczką. Odwiedzając strony internetowe w poszukiwaniu informacji o Pani Antoninie, znalazłam zdjęcie, na którym jest ona z papierosem w dłoni. W pewnym momencie zaczęłam nawet zastanawiać się, czy opisana przez Autorkę historia nie jest jej własnym przeżyciem.

Kolejna rzecz, która mi się nie podobała to fakt stosowania jednolitości. Większość czołowych bohaterów charakteryzowała ta sama cecha: krótkowzroczność. Tych osób w okularach było aż za dużo. Mało tego. Autorka jak gdyby zapomniała, że dzieci rodzi się również w sposób naturalny. A w powieści zarówno Teresa, jak i Paula urodziły swoje pociechy przez cesarskie cięcie. I znów brak różnorodności. Jeżeli jest to prawdziwa historia, to można przyjąć taką formę, ponieważ istotnie w życiu realnym mogło tak być. Natomiast, jeśli jest to fikcja, to wówczas pisarz powinien bardziej wysilić swoją wyobraźnię. Myślę, że znacznie więcej emocji czytelnikowi przyniósłby naturalny poród Pauli, zwłaszcza że jej ciąża była trudna. W dodatku kobiety leżące z Paulą w szpitalu także głównie rodziły przez cesarskie cięcie.

Następna sprawa. Niesamowicie negatywnie odebrałam fakt ośmieszania osób bez wykształcenia. Jednym z bohaterów powieści jest Łukasz, pierwszy chłopak Teresy. Jest to facet jedynie po szkole zawodowej. Autorka zrobiła z niego totalnego prymitywa. To też mi się nie podobało, ponieważ prymitywem równie dobrze może być osoba z całym rządkiem tytułów naukowych przed nazwiskiem.

Jedyną kwestią, która naprawdę wypadła po mistrzowsku, jest język. Książka napisana jest bardzo płynnie, co daje możliwość łatwego i szybkiego czytania.

Na koniec wciąż zadaję sobie pytanie. Czy to jest autobiografia czy jedynie czysta fikcja literacka? Jeśli jest to autobiografia, to wówczas moje spostrzeżenia nie mają znaczenia. Natomiast jeżeli jest to fikcja, to myślę, że wyobraźnia Autorki porządnie zawiodła.

 

Moja ocena: 3+/6

 

źródło okładki

niedziela, 21 sierpnia 2011

 

Najpierw króciutkie ogłoszenie. W dzisiejszym mail’u poproszono mnie, abym zamieściła taki oto komunikat, co niniejszym czynię. 

Piszesz prozę, bo lubisz? Potrafisz zabłysnąć perełką literacką, która zmieści się na paru stronach? Kochasz czytać i chętnie przygarnąłbyś kilka kolejnych książek? Świetnie. Społecznościowa Agencja Literacka „Tfórca”, ma dla Ciebie konkurs literacki, na małe opowiadanie o tematyce szeroko pojętego podróżowania.

Poza sławą możesz wygrać powieści ciekawych autorów oraz punkty promocyjne do wykorzystania w księgarni internetowej. Brzmi interesująco? Na co czekasz?

Wszelkie dokładniejsze informacje możecie uzyskać tu i tu.

 

*************************************

 

 

 Marion Zimmer Bradley

 

                     Leśny Dom

 

 

Wydawnictwo: AMBER
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: The Forest House

 

 

Jest I wiek naszej ery. Po śmierci cesarza Wespazjana, władzę w Imperium Rzymskim obejmuje Tytus Flawiusz Domicjan, który znany jest jako cesarz Domicjan. Jego panowanie przypada na lata 81-96 naszej ery. W okupowanej przez Rzymian Brytanii toczy się walka o wpływy i władzę. Większość podbitych plemion uparcie wierzy w sukces walki zbrojnej z najeźdźcą. Natomiast jedynie Driudowie pragną osiągnąć porozumienie na drodze pokojowych negocjacji z Imperium. Powodem konfliktu jest zadawnione wydarzenie, kiedy to Rzymianie zhańbili Brytyjskie kobiety, w tym również kapłanki, pozostawiając je brzemiennymi, zaś mężczyzn wycieli w pień.

Tak przedstawia się tło historyczne powieści, o której chcę dzisiaj napisać. Już na pierwszych kartach powieści czytelnik poznaje młodego Rzymianina o imieniu Gajusz, którego ojciec jest prefektem Imperium. Gajusz Macelliusz Sewerus jest młodym legionistą, którego matką była Brytyjka, dlatego od urodzenia nazywała chłopca Gawenem. Było to imię powszechnie używane wśród Brytów. Podczas jednej z wypraw Gajusz ulega wypadkowi. Staje się ofiarą sideł zastawionych na dziki. Ponieważ nie ma na sobie typowego rzymskiego ubrania, nikt nie przypuszcza, że jest Rzymianinem. Pomocy udzielają mu Brytowie. Ranny trafia do domu Druida mieszkającego w pobliżu Vernemeton, czyli nieopodal Leśnego Domu, będącego miejscem zamieszkanym przez kapłanki czczące Boginię-Matkę.

W domu Bendeigid’a rannego Gajusza troskliwą opieką otacza jedna z córek Druida – Eilan. Jest ona bardzo piękną dziewczyną, więc nic dziwnego, że młody Rzymianin traci dla niej głowę i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Jego uczucie jest odwzajemnione, lecz niestety nie ma dla nich przyszłości, ponieważ takie mieszane małżeństwa są niedopuszczalne. Oczywiście istnieją wyjątki, jak na przykład ojciec Gajusza i jego nieżyjąca już matka. Niemniej jednak w tym przypadku jest to niemożliwe, gdyż względem Gajusza poczynione już są inne plany. Jego ojciec pragnie, aby syn zrobił karierę polityczną, a małżeństwo z Brytyjką może mu tylko przeszkodzić. Dlatego też przeznaczył już Gajuszowi na żonę, córkę pewnego prokuratora rzymskiego.

Jednak serce nie sługa. Uczucie pomiędzy Gajuszem a Eilan jest tak silne, że ostatecznie stary Sewerus prosi ojca dziewczyny o pozwolenie na ślub. Ten kategorycznie odmawia. Uważa, że wolałby widzieć córkę martwą, aniżeli jako żonę Rzymianina. Skoro nie ma już żadnych nadziei, Eilan wstępuje do zgromadzenia kapłanek w Leśnym Domu. Wydawać by się mogło, że w ten sposób oboje o sobie zapomną. Ale tak się nie dzieje. Gajusz wciąż myśli o Eilan. Mijają lata. Eilan składa śluby, a po śmierci Najwyższej Kapłanki to ona obejmuje ten tytuł. Od tego momentu staje się Wyrocznią, której ustami przemawia Bogini-Matka.  Niemniej jednak jedno przypadkowe spotkanie z Gajuszem niweczy wszystko. Nawet jej śluby. Po jakimś czasie okazuje się, że Eilan spodziewa się dziecka. Od tego momentu zaczyna się prawdziwy dramat Najwyższej Kapłanki. Musi wybrać. Albo ucieczka z Gajuszem i życie na wygnaniu. Albo przyznanie się do winy i rychły wyrok śmierci. Na szczęście z pomocą przychodzi jej starsza kapłanka o imieniu Caillean.

Przyznam szczerze, że na początku książka wydawała mi się niesamowicie nudna. To, co najbardziej przykuło moją uwagę, to ciekawa okładka. Niemniej w miarę jak zagłębiałam się w fabułę, czułam, że trudno mi się od niej oderwać. Naprawdę zaczynałam przeżywać tę nieszczęśliwą historię miłości Gajusza i Eilan. Ta powieść jest klasycznym przykładem na to, jak uprzedzenia i urojone wierzenia potrafią zniszczyć człowieka, a nawet doprowadzić do jego śmierci. Oczywiście fakt ten tłumaczy to, że akcja powieści toczy się w I wieku naszej ery, tuż po śmierci Chrystusa, o czym Autorka również wspomina. Chrześcijanie zaczynają tworzyć własne zgromadzenia, wciąż pamiętając o konsekwencjach pożaru Rzymu. Szaleniec Neron wciąż jest obecny w ich myślach.

Na okładce książki przeczytałam również, że powieść należy zaliczyć do literatury fantasy. Sama nie wiem. Albo się nie znam, albo po prostu ta reklama jest trochę przesadzona. Dla mnie literatura fantasy to historie całkowicie wyimaginowane, a ich bohaterowie nie mają nic wspólnego z życiem realnym. Natomiast na kartach tej powieści można spotkać mnóstwo autentycznych postaci, które w tamtym okresie naprawdę żyły. Wspomnę chociażby o Tacycie, czy też senatorze Senecio.

Być może chodzi tutaj o te wszystkie wyimaginowane bóstwa, w które ludzie wówczas wierzyli. Rzekomo za ich przyczyną kapłanki potrafiły przewidzieć przyszłość lub miały prorocze sny. Niemniej jednak Najwyższa Kapłanka przygotowując się do seansu, była zmuszona wypić napar z jakichś tajemniczych ziół, który moim zdaniem działał jak dzisiejszy narkotyk. Nie od dziś wiadomo, że po przedawkowaniu narkotyków, u człowieka pojawiają się halucynacje i również widzi różne dziwaczne stwory. Tak naprawdę całym tym Leśnym Domem rządzili Kapłani, którym najpierw przewodniczył dziadek Eilan – Arcydruid Ardanos, a po jego śmierci był to Bendeigid, czyli ojciec dziewczyny. I to właśnie Arcydruid kierował rzekomym objawianiem się Bogini-Matki. To on dyktował Najwyższej Kapłance co ma mówić, tym samym oszukując zebrany na takim seansie lud. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy ta Bogini-Matka w ogóle istniała.

Ponadto są tutaj również wymienione autentyczne miejsca, które znamy. Na przykład dzisiejszy Londyn to ówczesne Londinium, Britannia Superior to Południowa Anglia, zaś Kaledonia to Szkocja. Takich miejsc jest znacznie więcej. Dlatego jakoś mi to nie przypomina powieści fantasy. Choć na pewno wśród Was jest jakiś znawca owego gatunku (już nawet wiem kto) i uświadomi mi, czy mam rację.

To, co mnie najbardziej przeraziło w książce, to fakt, że Brytowie mieli zwyczaj obwoływać jednego z mężczyzn tak zwanym „Jednorocznym Królem”. Taki „Król” przez rok był adorowany, spełniano każde jego życzenie. Nawet kapłanki były mu posuszne i nie grzeszyły, jeśli akurat którąś z nich wybrał sobie, gdy chciał zaspokoić swoje potrzeby fizyczne jako mężczyzna. Po roku mężczyznę zabijano, a jego ciało palono na stosie.

Pomijając to wszystko, co napisałam powyżej, z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że książka jest bardzo dobra. Przynajmniej taka jest w moim odczuciu. Przede wszystkim ukazuje wszelkie celtyckie tradycje. W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać. Zakończenie mnie porządnie wzruszyło. Dlatego też nie polecam jej osobom, które nie lubią jak książka kończy się źle. A ta naprawdę ma tragiczne zakończenie. Takiego się nie spodziewałam.

Z tego, co wyczytałam „Leśny Dom” to powieść, która poprzedza inną epopeję fantasy, czyli „Mgły Avalonu”. Teraz chętnie sięgnęłabym również i po nią.

 

Moja ocena: 5+/6

 

Marion Zimmer Bradley on Facebook

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

środa, 17 sierpnia 2011

 

 

 

 Diana Palmer

 

           Miłość na próbę

 

 

 

Wydawnictwo: ALFA
Warszawa 1992
Tytuł oryginału: Love on Trial

 

 

 

Dzisiaj proponuję Wam coś naprawdę leciutkiego i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Książeczka jest naprawdę niewielkich rozmiarów. Jest mniejsza nawet od zeszytu szkolnego A5. Stron również nie ma za dużo, bo tylko 172. Jest to pozycja dość stara. Sama znalazłam ją stosunkowo niedawno, gdzieś na dnie szuflady, przez wiele lat zapominając o jej istnieniu. Kiedy wyjeżdżałam na dwa tygodnie na Mazury, nie mogłam przecież nie zabrać ze sobą czegoś do czytania. Oczywiście te pokaźne tomiska zostawiłam sobie na potem, kiedy już będę wylegiwać się nad jakimś mazurskim jeziorkiem. Ponieważ ode mnie z domu do Olsztyna jest kilkaset kilometrów, „Miłość na próbę” czytałam w drodze. A skoro czytałam, to moi współpasażerowie mieli ze mną spokój, bo im nie przeszkadzałam. Najbardziej z tego faktu zadowolony był mój „szofer”, ponieważ nie mówiłam mu jak ma jechać.

 

 

Diana Palmer specjalizuje się w romansach, ale ta książeczka raczej nie przypomina jej obecnych powieści. Oczywiście jest uczucie, ale opisane bardzo delikatnie. Głównymi bohaterami są Kate Jamesson i Howard Greyson. Kate ma niespełna dwadzieścia dwa lata, zaś Howard jest starszy od niej o całe siedemnaście lat i dodatkowo jest wspólnikiem jej ojca. Jak zawsze w takich romansach ona jest piękna, a on nieziemsko przystojny. Na początku Kate pała do Howard’a niechęcią, choć zna go praktycznie przez całe życie. Natomiast on zawsze znajduje okazję, aby ją w jakiś sposób zdenerwować. Kate nie ma doświadczenia z mężczyznami, pomimo że spotyka się z Markiem, natomiast za Howard’em podążają tabuny pięknych kobiet.

Cała sytuacja zmienia się kiedy szef Kate wysyła ją do Panama City, aby zebrała informacje, a następnie napisała artykuł na temat morderstwa pewnego mężczyzny. Okazuje się, że Howard jest obrońcą chłopaka, którego oskarżono o zamordowanie owego mężczyzny. Aby pomóc chłopakowi musi również wyjechać do Panama City w celu pozyskania świadka. Chcąc nie chcąc Kate i Howard muszą lecieć tam razem. W dodatku mieszkają w tym samym hotelu. To tam zaczyna rodzić się miedzy nimi poważne uczucie, choć oboje bronią się przed nim jak tylko mogą. Największą przeszkodą jest tutaj różnica wieku oraz fakt, że Howard jest wspólnikiem Paul’a Jamesson’a – ojca Kate. Oczywiście nie brakuje nieporozumień pomiędzy nimi, ale ostatecznie wszystko kończy się dobrze, a oni najprawdopodobniej będą żyli długo i szczęśliwie.

Jak widać historia niezbyt ambitna, ale nadająca się zarówno na letni wieczór, kiedy chcemy się odstresować, albo też świetna do czytania w podróży, jak było to w moim przypadku. Książka nie zmusza do myślenia, więc od czasu do czasu można wtrącać się do rozmowy współpasażerów bez ryzyka, że straci się wątek. Innymi słowy, taka sobie bajeczka dla troszkę starszych dzieci.

Jak już wspomniałam wyżej, książka nie jest nowa. Nie wiem, czy pamiętacie, ale wiele lat temu kioski ruchu były zalewane tak zwanymi „Harlequinami”. Pamiętam, że kiedy byłam w liceum, wraz z koleżankami kupowałyśmy takie bajeczki, a potem żeby rodzice nie widzieli, czytałyśmy w ukryciu, żeby się dokształcić w kwestii relacji damsko-męskich. Teraz takie dokształcanie odbyła się na innych zasadach. Niemniej jednak, książeczka nie wyszła z fabryki o nazwie „Harlequin”, lecz jako tak zwana „Seria z Różą”. Ale jest to seria bardzo podobna do tej od „Harlequina”.

Jedno, co mnie zdziwiło to fakt, że jako tytuł oryginału na okładce podano tytuł w języku niemieckim, czyli „Versuch’s doch mal mit Liebe!”. Tego akurat nie rozumiem, ponieważ jak wiadomo Diana Palmer jest przedstawicielką literatury amerykańskiej. Być może ktoś się pomylił, albo pierwsze wydanie miało miejsce w kraju, gdzie językiem urzędowym jest niemiecki. Na chwilę obecną nie umiem tego jednoznacznie stwierdzić.

Na koniec raczej nie będę z entuzjazmem zachęcać Was do przeczytania tej książeczki, bo nie jest ona aż tak bardzo godna uwagi.

 

 

Moja ocena: 3+/6

 

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?