Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
piątek, 27 lipca 2012

 

Victoria Holt

 

         Mój wróg, królowa

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1999
Tytuł oryginału: My Enemy, the Queen

 

 

 

Dynastia Tudorów to chyba jedna z najbardziej znanych rodzin królewskich nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także i na świecie. Któż z nas nie słyszał o bezlitosnym Henryku VIII, który lekką ręką podpisywał wyroki śmierci nawet na swoje żony? Przypuszcza się, że Henryk VIII to jeden z najbardziej popularnych monarchów Anglii. Królowi sławę przyniosła przede wszystkim liczba małżeństw, jakie zawarł podczas swojego życia. Nikomu nie trzeba chyba przypominać, że monarcha miał aż sześć żon, które wybierał sobie według własnego uznania. Podobnie postępował w kwestii ich eliminowania. Dynastia Tudorów od lat inspiruje filmowców, którzy w oparciu o źródła historyczne zrealizowali szereg produkcji telewizyjnych i kinowych.

Książka, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć nie dotyczy bezpośrednio Henryka VIII i jego niezwykle bogatego życiorysu, gdyż akcja rozgrywa się już po jego śmierci. Tutaj zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się jego córka, Elżbieta I Tudor, która jest owocem małżeństwa Henryka VIII z Anną Boleyn. Po śmierci Marii I Tudor, której matką była pierwsza żona Henryka VIII, Katarzyna Aragońska, na tron wstępuje Elżbieta I, zwana „Wielką”, bądź też „Królową-Dziewicą”. Lud oddycha z ulgą, gdyż jej poprzedniczka prowadziła niezwykle krwawą politykę, próbując doprowadzić do rekatolizacji Anglii. Fakt ten sprawił, że poddani z biegiem czasu nadali jej przydomek „Krwawej Marii” (z ang. Bloody Mary). Elżbieta uwielbia otaczać się ludźmi o nieprzeciętnej urodzie. Nie lubi też kiedy ktoś w jej obecności wspomina o śmierci. Wyroki skazujące na śmierć podpisuje już w ostateczności. Wygląda więc na to, że wszyscy są bezpieczni i wolni od jej gniewu. Ale czy na pewno? Może jednak jest coś, co sprawia, że królowa wpada w istny szał i nie panuje nad tym, co robi?

Tuż po objęciu władzy przez Elżbietę I Tudor na jej dwór zostaje wprowadzona niejaka Lettice Knollys. Jest to dziewczyna niezwykłej urody, a w dodatku krewna królowej ze strony Anny Boleyn. Lettice ma nad królową przewagę nie tylko w postaci swojej nieziemskiej urody, lecz także w kwestii wieku. Jest od niej młodsza. Już podczas pierwszej wizyty przed obliczem królowej, Lettice zwraca uwagę na Roberta Dudley’a. Jak wspomniałam powyżej, Elżbieta I otacza się ludźmi urodziwymi. Tak więc Robert Dudley to mężczyzna, który budzi zainteresowanie wszystkich kobiet pełniących służbę na dworze. Niemniej, on należy tylko do królowej. Pomimo że jest żonaty, to jednak nie przeszkadza mu to w adorowaniu królowej jako kobiety. A może Robert ma w tym jakiś swój ukryty cel?

Mijają lata, Lettice dorasta, a Robert Dudley, choć jest już wdowcem, nadal służy tylko Elżbiecie. Niemniej, jako mężczyzna ma swoje potrzeby. Tak więc zwraca uwagę na Lettice, która uważana jest za najpiękniejszą damę dworu, czym uszczęśliwia dziewczynę, która od wielu lat marzy tylko o nim. Od tej chwili obydwoje zaczynają prowadzić bardzo niebezpieczną grę z królową. Muszą ukrywać swój namiętny romans, aby nie rozgniewać Elżbiety. Ale czy królowa naprawdę niczego nie widzi? Może jednak dostrzega niewierność swojego ulubieńca, skoro w niedługim czasie odsyła Lettice na wieś i aranżuje małżeństwo z Walter’em Devereux?

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że książka jest klasycznym podręcznikiem do nauki historii albo tandetnym romansem. Otóż, nic bardziej mylnego. Powieść nie jest nowa, więc zapewne wielu z Was już gdzieś o niej słyszało albo nawet czytało. Jest to forma pamiętnika, który u schyłku życia pisze Lettice Knollys, a właściwie Lettice Blount. W trakcie swojego długiego życia kobieta naprawdę wiele doświadczyła. Jednak przez cały czas cieniem na jej egzystencji kładzie się konflikt z Elżbietą I. Konflikt, który powstał na skutek silnego uczucia pomiędzy Lettice a Robertem Dudley’em. Królowa do ostatniej minuty swojego życia nie była w stanie zapomnieć swojej damie dworu tak wielkiej zdrady. Roberta kochała nad życie i pomimo gniewu, jaki odczuwała na wieść o ich związku, była w stanie mu wybaczyć. Lecz nigdy nie wybaczyła swojej krewnej.

Trzeba wiedzieć, że fakty opisane w tej powieści nie są fikcją literacką. Tutaj wszystkie postacie są autentyczne. Ci ludzie naprawdę żyli. Oprócz wymienionych powyżej bohaterów, pojawiają się także inni. Wspomnę choćby Sir Philip’a Sidney’a czy Roberta Devereux, najukochańszego syna Lettice, którego królowa skazała na ścięcie, choć był jej faworytem, podobnie jak dużo wcześniej Robert Dudley.

Dla nas, czytelników dwudziestego pierwszego wieku, postępowanie królowej może wydawać się nieco dziwne, a wręcz dziwaczne. Można mieć wrażenie, że niektóre cechy charakteru dość mocno odziedziczyła po swoim ojcu, Henryku VIII. Łatwo wpadała w stany gniewu, a nawet furii. Jej psychika też pozostawiała wiele do życzenia. Nigdy nie wyszła za mąż, choć o jej rękę starało się wielu adoratorów. Potrafiła zwodzić ich bez końca, aby wreszcie kategorycznie odmówić. Uwielbiała otaczać się mężczyznami żonatymi, gdyż wówczas czuła się bezpieczna. W razie propozycji małżeństwa, mogła powoływać się na ich stan cywilny. Nie można stwierdzić, że nie kochała tych mężczyzn. Otóż, darzyła ich ogromnym uczuciem. Lecz było to uczucie platoniczne, choć wokół mówiono, że są to jej kochankowie. Ona do końca swoich dni pozostała dziewicą, tym samym nie przedłużając panowania swojej dynastii. Nie wiadomo czy bała się małżeństwa, czy zwyczajnie uwielbiała bawić się kosztem swoich faworytów.

Czytając tę książkę odniosłam wrażenie, że ta, która powinna być słaba okazała się kobietą silną i za wszelką cenę dążącą do celu. Natomiast królowa, która powinna emanować siłą i twardym charakterem, stała się w konsekwencji kobietą, która bezustannie potrzebowała czyjegoś wsparcia i pomocy. Histeryzowała, niczym mała dziewczynka, kiedy coś nie szło po jej myśli. Tak naprawdę ona nigdy nie dorosła. Być może powodem tego był fakt, iż przez całe życie nie miała obok siebie mężczyzny w pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy twierdzili, że zbyt mocno przywiązana jest do swojej korony, aby móc ją z kimś dzielić.

Można też kwestionować upodobania królowej względem urody swoich poddanych. Kiedy z perspektywy czasu patrzymy na portrety tych, którzy są wymienieni w powieści, może nas ten fakt bardzo dziwić. Osobiście w urodzie Roberta Dudley’a nie znalazłam niczego wyjątkowego, a przecież na dworze uchodził za najprzystojniejszego mężczyznę i rozkochiwał w sobie wszystkie damy dworu. Podobnie rzecz ma się w kwestii Elżbiety I i Lettice Knollys. Królowa z racji tytułu musiała być uważana za najpiękniejszą, zważywszy że bezustannie oczekiwała od wszystkich komplementów. Z kolei Lettice w moich oczach też nie wyróżniała się niczym szczególnym, a jednak mężczyźni ją ubóstwiali i nazywali najpiękniejszą.

Jakie więc są moje wrażenia po przeczytaniu tej książki? Otóż, jak najbardziej pozytywne. Dlaczego? Z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, uwielbiam pisarstwo Victorii Holt, a właściwie Eleanor Alice Burford (przyp. Victoria Holt to jeden z pseudonimów tej nieżyjącej już Autorki). Po drugie, od dziecka fascynują mnie powieści historyczne, nie mylić z podręcznikami do historii, bo tych nie lubię! Fakty historyczne przedstawione na sucho zupełnie mnie nie interesują. Natomiast dobrze napisana powieść, osadzona w realiach ubiegłych stuleci, jest jak najbardziej dla mnie.

Polecam tę powieść każdemu, kto lubi czasami przenieść się w przeszłość. Z tej książki naprawdę można dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy. Jak już wspomniałam powyżej, nie znajdziecie w niej fikcji literackiej. Swoją drogą zawsze podziwiałam i nadal podziwiam pisarzy, którzy potrafią przenieść czytelnika w przeszłość i go nie zanudzić. Wbrew pozorom napisanie powieści historycznej wcale nie jest takie proste. Nie szkodzi, że historycy podali nam już suche fakty. Musicie wiedzieć, że ogromną sztuką jest ożywić postacie, które odeszły z tego świata dziesiątki, a nawet setki lat temu. Trzeba ponownie powołać je do życia, włożyć w ich usta słowa, które być może padły w pewnych sytuacjach, a jeśli nawet nie, to tak skonstruować dialogi, aby wyglądały na autentyczne. Victorii Holt udało się to znakomicie. Myślę, że wielbiciele historii nie pożałują czasu spędzonego nad tą książką, co wcale nie oznacza, że nie polecam jej także mniej zagorzałym amatorom historii.

 

Moja ocena: 5/6



prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 26 lipca 2012

 

Z początkiem roku 1869 Józef Kraszewski otwiera w Dreźnie swoją własną drukarnię. Uroczyste otwarcie ma miejsce dokładnie w dniu 16 lutego pod hasłem Unguibus et rostro, co w polskim tłumaczeniu oznacza Szponami i dziobem. Pierwszym dziełem, które wychodzi z drukarni Kraszewskiego jest Kazanie Piotra SkargiO miłości ojczyzny. Pisarz wydaje również nieperiodyczny magazyn pod tytułem Omnibus. Z kolei w Poznaniu ukazują się powieści, czyli tak zwane obrazy współczesne zatytułowane W mętnej wodzie, Złoty Jasieńsko oraz Hybrydy. O tych pierwszych dniach działalności drukarni Kraszewski pisze tymi słowami: „W ciągu bytu swego drukarnia prawie bez przerwy zajęta była robotami z Poznania, Warszawy, Lwowa; do Jass i Liège zamawianymi.[1]

Drukarnia Kraszewskiego w Dreźnie funkcjonuje przez blisko trzy lata. Dokładnie po trzydziestu trzech miesiącach działalności Pisarz decyduje się na jej zamknięcie z powodu ogromnych strat i ciężkich tarapatów finansowych, w jakie sam wpada. Niemniej, zdążył jeszcze wydać Tydzień Polityczny, Naukowy, Literacki i Artystyczny, a także siedemdziesiąt cztery inne publikacje, w tym kilkanaście własnym nakładem. Drukarnię nabywa niejaki doktor Władysław Łebiński i prowadzi ją nadal pod znakiem firmowym Józefa Ignacego Kraszewskiego w Poznaniu. Sytuacja ta ma miejsce aż do chwili odstąpienia jej Dziennikowi Poznańskiemu w 1871 roku. Aby spłacić długi, Kraszewski zmuszony jest sprzedać swój zbiór rycin oraz rysunków.

Rok 1871 to także czas, kiedy nasz Pisarz staje się delegatem Akademii Umiejętności na Międzynarodowy Kongres Archeologii w Bolonii. Zostaje także odznaczony Orderem Corona d’Italia. Z kolei do Drezna z wizytą przybywają bracia Kraszewskiego, Lucjan i Kajetan, którym udało się szczęśliwie powrócić z zesłania na Sybir. Niestety, los córki Pisarza, Konstancji, nie przedstawia się tak pomyślnie. Po samobójczym zgonie męża na Syberii, Konstancja Łozińska próbuje wrócić do kraju z trojgiem dzieci, lecz w drodze umiera na skutek wypadku. Sanie, którymi poróżuje wraz z dziećmi przewracają się tak nieszczęśliwie, że kobieta traci życie. W tej sytuacji dzieci zostają odwiezione do Warszawy i tam oddane pod opiekę babki, Zofii Kraszewskiej, zamieszkałej przy ulicy Nowy Świat 1. W tym samym czasie we Lwowie Józef wydaje powieść pod tytułem Czarna perełka.

 

 

 

 

Bracia Kraszewscy - Lucjan, Kajetan i Józef (po powrocie z zesłania), Drezno 1871

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Córka Kraszewskiego, Konstancja Łozińska z bliźniętami urodzonymi na Syberii

 

 

 

 

 

 

 

 

Wygląda na to, że Kraszewskiemu marzy się także objęcie jakiegoś poważnego stanowiska politycznego, gdyż w 1872 roku wysuwa swoją kandydaturę na posła do parlamentu Rzeszy z Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Niemniej jednak, po jakimś czasie rezygnuje z powodu nagonki kół zachowawczych na jego osobę. Natomiast we Lwowie zaczyna wychodzić Zbiór powieści J. I. Kraszewskiego w liczbie stu jeden tomów.

W roku 1873 Kraszewski rozpoczyna współpracę z francuską agencją prasową, która funkcjonuje na usługach Ministerstwa Wojny. Głównymi pośrednikami w tychże kontaktach są Ildefons Kosiłowki oraz Bronisław Zaleski. Pierwszy z nich to uczestnik wojny krymskiej i były adiutant generała Zamoyskiego, a także pracownik biura wywiadowczego Ministerstwa Wojny w Paryżu. W tym samym roku Józef dwukrotnie wyjeżdża do Wiednia celem nadzorowania wydawanych tam w języku francuskim dzienników o charakterze polityczno-propagandowym La Danube i Le Messager d’Orient. Dzienniki te wydawane są pod kierownictwem Polaków. Kiedy król włoski prosi Kraszewskiego o pożyczkę w wysokości dziesięciu milionów franków, ten natychmiast przekuje tę prośbę Kronenbergowi. Ponadto Pisarz podejmuje też działania, których efektem jest rozpoczęcie prac nad ukazaniem się jego trylogii saskiej, czyli takich dzieł, jak: Hrabina Cosel, Brühl oraz Z siedmioletniej wojny. Proces wydawniczy owych utworów będzie trwał do 1875 roku. W tym samym, 1873 roku, Kraszewski wydaje również dzieło o tematyce historycznej zatytułowane Polska w czasie trzech rozbiorów.

 

Druga willa Kraszewskiego w Dreźnie na przedmieściach Neustadt przy Nordstrasse 27, zajmowana przez Pisarza w latach 1873-1879

 

Rok później pod redakcją Józefa Kraszewskiego zaczyna wychodzić w Warszawie ilustrowane wydanie Dzieł dramatycznych William’a Shakespeare’a. Utwór opatrzony jest wstępem autorstwa samego Kraszewskiego i będzie ukazywał się do roku 1877. W tym samym czasie drukiem wychodzi także powieść pod tytułem Morituri. W sierpniu 1874 roku Pisarz obejmuje przewodnictwo dziesięcioosobowej delegacji Akademii. Wydarzenie to ma związek z Międzynarodowym Kongresem Antropologii i Archeologii Prehistorycznej w Sztokholmie.

W 1875 roku Kraszewski podejmuje plan stworzenia cyklu dwudziestu dziewięciu powieści historycznych dotyczących przeszłości Polski. Jako pierwsza powstaje Stara baśń. W tym samym roku powstaje także dziewięć innych powieści, jak również trzy nieco mniej obszerne oraz dwa dzieła naukowe. W kwietniu tegoż roku Kraszewski zostaje po raz kolejny odznaczony Orderem Corona d’Italia.

Kolejny rok przynosi Kraszewskiemu trzy następne powieści wchodzące w skład cyklu historycznego, a także osiem innych, które nie mają z nim związku. Pisarz aktywnie angażuje się również we współpracę z wywiadem francuskim Armina Adlera w celu uzyskania dla niego informacji. Armin Adler to współpracownik Öesterreichische Politik oraz były konfident policji pruskiej, który kontaktuje Kraszewskiego z Augustem Hentschem, kapitanem będącym już w stanie spoczynku, jednak w dalszym ciągu działającym w wywiadzie. Józef otrzymuje także komandorię Orderu Corona d’Italia.

Jak każdego roku, tak i w 1876 Kraszewski odbywa kurację celem podreperowania stanu zdrowia. W listach do Adama H. Kirkora, krakowskiego archeologa, datowanych na sierpień i listopad tegoż roku, pisze: „Ja chory, osłabły, ledwie jedną skończywszy kurację w Karlsbadzie, pojadę na kąpiele do morza (w wannie) i winogrona, do Genui […]. Pojechałem chory, wróciłem chory.”[2]

 

„Brama Kraszewskiego" w Dolinie Kościeliskiej, nazwana tak przez Towarzystwo Tatrzańskie w roku 1877 i ochrzczona uroczyście w sierpniu 1879 roku.

 

Kiedy przychodzi jesień 1878 roku Józef Kraszewski jedzie na Wystawę Powszechną w Paryżu. Pisząc list w dniu 25 listopada tegoż roku do Stanisława Chlebowskiego, malarza i podróżnika, Kraszewski tak wspomina wystawę: „Przez cały czas w Paryżu zmęczony byłem jak pies, powróciłem formalnie chory i dotąd do siebie nie mogę przyjść, a w dodatku padłem na schodach i potłukłem krzyże.[3]

Istotnym wydarzeniem w życiu Pisarza jest także otrzymanie przez niego członkostwa w Association Littèraire et Artistique Internationale. Rzecz dzieje się również w 1878 roku.

Pomimo stanowczego sprzeciwu sfer zachowawczych, w 1879 roku zostaje zainicjowany przez literatów i wydawców warszawskich obchód pięćdziesiątej rocznicy literackiej działalności Kraszewskiego. W dniu 18 marca tegoż roku Pisarzowi hołd składa Polonia drezdeńska. Wydarzenie to ma miejsce w hotelu w Bellevue. Z kolei Fundacja Das Freie Deutsche Hochstift für Wissenschaft, Kunst Und Allgemeine Bildung, in Goethe’s Vaterhaus zu Frankfurt a. Main, przyznaje Józefowi tytuł Mistrza (z niem. Meister). Natomiast w maju Józef otrzymuje Wielką Wstęgę Orderu Corona d’Italia.

W czerwcu tegoż roku Międzynarodowy Kongres Literacki w Londynie powołuje Kraszewskiego na członka Komitetu Honorowego, zaś w dniach od 3 do 8 października ma miejsce zjazd jedenastu tysięcy Polaków w Krakowie z okazji jubileuszowych uroczystości Kraszewskiego. Pisarz otrzymuje akty hołdownicze, dary, dyplomy, wyróżnienia, a także ma miejsce szereg uroczystych przemówień i deszcz wydawnictw okolicznościowych. Józef uzyskuje również doktoraty honoris causa uniwersytetów w Krakowie i we Lwowie. Z tego tytułu odbywają się również zebrania literacko-naukowe, biesiady, bale, spektakle i odczyty. W uroczystościach bierze udział czternaście osób z rodziny Kraszewskich, lecz niestety, wśród obecnych członków rodziny nie ma żony Pisarza. Na temat przebytych uroczystości jubileuszowych Józef do jednej z czytelniczek pochodzącej z Chrzanowa pisze tak: „W czasie jubileuszu śnił mi się pogrzeb mój własny […]. Pod ciężarem tych darów, honorów, wieńców czułem się zgnieciony, mały, a smutny jak noc – robiło mi się wrażenie uroczystego pogrzebu […]. Wieńcami i kwiatami można się udusić.[4]

 

Spotkanie rodziny Kraszewskich z okazji jubileuszu w Krakowie

 

Z wyboru pism w piętnastu tomach, drukowanego w nakładzie dwunastu tysięcy egzemplarzy, Kraszewski uzyskuje trzydzieści tysięcy rubli, za które nabywa nową (trzecią z kolei) i niezwykle okazałą willę w Dreźnie. W dniu 13 października 1879 roku Kraszewski zostaje przyjęty na audiencji przez cesarza austriackiego, któremu składa podziękowanie za Krzyż Komandorski Orderu Franciszka Józefa. Z tej okazji na cześć Pisarza odbywa się przedstawienie w operze wiedeńskiej. Józef poznaje tam dziennikarkę i literatkę wiedeńską, Christine von Thaler używającą pseudonimu Christa del Negro, która jednocześnie jest tłumaczką Hrabiny Cosel na język niemiecki. Wrażenie, jakie na Pisarzu wywiera młodsza od niego o czterdzieści lat wiedenka, jest tak wielkie, że Kraszewski stara się o jej rękę i czyni w tym celu zabiegi w Rzymie w kwestii anulowania swego małżeństwa z Zofią. Nie wie jeszcze, że po wielu latach Christa, już jako ociemniała staruszka, ogłosi swoje wspomnienia, w których rozdział ósmy pod tytułem Eines Dichteres letzte Liebe będzie poświęcony właśnie jemu. Ostatecznie Józef wraca do Drezna skąd pisze list do Adama Pługa, pisarza i dziennikarza, a w nim zawiera takie oto słowa: „[…] jubileusz ten był pręgierzem czy triumfem, to dla mnie rzecz nierozstrzygnięta.[5]

Wtedy też władze rosyjskie odmawiają Kraszewskiemu pozwolenia na wyjazd do Warszawy w celu odwiedzenia chorej żony.

 



[1] A. Trepiński, Józef Ignacy Kraszewski, Wyd. PWN, Warszawa 1975, s. 133.

[2] Ibidem, s. 136.

[3] Ibidem.

[4] Ibidem, s. 137.

[5] Ibidem, s. 138.



 

źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone

wtorek, 24 lipca 2012

 

 

 

Osoba Janusza Korczaka, to postać wyjątkowa, dlatego też nie dziwi, iż rok 2012 został ogłoszony, między innymi, Rokiem Janusza Korczaka. W ciągu tego roku wiele osób podejmowało i nadal podejmuje szereg inicjatyw mających na celu upamiętnienie osoby Janusza Korczaka oraz spowodowanie, aby Stary Doktor był wciąż żywy w naszych wspomnieniach. Jedną z takich wspaniałych i niezwykle kreatywnych osób, które nie boją się wyzwań jest bez wątpienia nasza blogowa koleżanka, Danusia, która na co dzień prowadzi blog Książki Zbójeckie [klik]. Danusia niedawno zakończyła cykl dotyczący osoby Janusza Korczaka, gdzie w cotygodniowych wpisach przybliżała nam postać Starego Doktora [klik]. Cykl zyskał ogromną popularność i wniósł wiele dobrego nie tylko do świata blogowego, ale także do życia każdego z czytelników, którzy regularnie czytali poszczególne notki. Z tego miejsca chciałabym pogratulować mojej koleżance kreatywności i życzyć kolejnych sukcesów.

I ja również pozwoliłam sobie w dzisiejszym wpisie nieco przybliżyć Wam postać Janusza Korczaka, a jednocześnie bardzo serdecznie zaprosić Was do udziału w wielkim przedsięwzięciu, którego celem jest zachowanie pamięci o tym wybitnym Pedagogu. Oczywiście pomysł dotyczący tego wielkiego projektu zrodził się w głowie naszej koleżanki, Danusi. Na jej blogu możecie zapoznać się z jego szczegółami oraz pobrać baner konkursowy [klik]. Gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału w konkursie organizowanym przez Danusię, bo naprawdę warto. Właśnie dowiedziałam się, że honorowym patronem konkursu został sam Rzecznik Praw Dziecka. Ja już zgłosiłam chęć uczestnictwa w tym przedsięwzięciu i Wam radzę zrobić to samo. Mam już pewną koncepcję odnośnie do swojej pracy konkursowej. O tym jak będzie ona wyglądać, dowiecie się najprawdopodobniej dopiero w listopadzie. Dlaczego tak późno? Otóż ma to związek z moim planem prowadzenia bloga. Być może do tego czasu coś się zmieni i moja praca na blogu ukaże się szybciej. Niemniej, zapewniam Was, że planuję coś naprawdę wyjątkowego.

 

 

Janusz Korczak w toku swej działalności w służbie dziecka szukał metod zbliżenia się do wychowanka i rozwikłania tajemnicy ustroju dziecięcego. Znalazł ją w miłości do „ludu małorosłego”. W myśl zasady postrzegania dziecka jako człowieka, w systemie wychowawczym Janusza Korczaka uległy zmianie tradycyjne stosunki interpersonalne. Dziecko traktowane jest jako podmiot wychowania, natomiast jego osoba jest równorzędną i równoprawną osobie wychowawcy. Aby poznać obiekt swych oddziaływań wychowawczych, czyli dziecko, należy najpierw zwrócić się ku własnej osobowości, czyli własnym dążeniom i pragnieniom, przekonaniom i poglądom. Każdy wychowawca-badacz nie może poprzestać na pewnym etapie przyswajania wiedzy fachowej. Obiektywność, krytycyzm i efektywność wobec tej wiedzy jest wskaźnikiem dojrzałości badawczej wychowawcy.

Poznawać dziecko należy wszechstronnie, dokładnie je obserwując. Uczucie objawiające się w miłości nie „ślepej”, lecz rozumnej pozwala wychowawcy z rodzicielską czułością wnikać w stany psychiczne wychowanka, poznać jego potrzeby i zainteresowania.

Ogromne znaczenie w kontaktach z dzieckiem Janusz Korczak przypisywał rozmowie. Wychowawca nie może być zamknięty wobec potrzeb dziecka, jego zainteresowań, dążeń i pragnień. Szczera rozmowa zbliża wychowawcę do wychowanka, pozwala się z nim porozumieć „jak równy z równym”. Odpowiednio kierując tokiem rozmowy, prowadząc ją luźno i nieskrępowanie, wychowawca uzyskuje cenne informacje na temat poglądów swego podopiecznego. Partnerski sposób dyskutowania o istotnych sprawach pobudza w dzieciach chęć zabierania głosu, wzmaga odwagę i uczy odpowiedzialności. W pogadankach realizowana była funkcja słowa mówionego. Trzeba wiele taktu, serdeczności i zrozumienia dla dziecka, aby umiejętnie z nim rozmawiać nie raniąc jego uczuć.

Respektując prawo dziecka do wypowiadania swoich myśli Janusz Korczak organizował wspólne posiedzenia i narady. Celem posiedzeń było nauczenie dzieci wspólnego obradowania. Równe prawo do wypowiadania się dzieci i dorosłych, oraz uczciwe, poważne traktowanie tych wypowiedzi tworzyło atmosferę zaufania i zrozumienia. Taki rodzaj partnerskiej dyskusji stwarzał warunki do zacieśnienia się kontaktów zarówno na drodze wychowawca-wychowanek jak i wychowawca-zbiorowość dziecięca.

Nie mniejszą rolę od bezpośrednich rozmów w procesie porozumienia i zbliżenia się do dziecka odgrywało słowo pisane. Formy tego rodzaju kontaktu umożliwiały jednoczesne porozumienie się z całą grupą dziecięcą. W związku z powyższym, jak duże oddziaływanie pedagogiki Janusza Korczaka obserwujemy dzisiaj? Ile tak naprawdę pedagogika współczesna zyskała na poglądach Starego Doktora?

Otóż, punktem wyjścia pedagogicznych rozważań Janusza Korczaka stało się poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Kim jest dziecko i jaki jest jego status w społeczeństwie? Pedagog doszedł do wniosku, ze dziecko jest pełnowartościowym człowiekiem posiadającym swoje prawa, w tym także prawo do tajemnicy oraz do popełniania błędów. Twierdził, iż: „nie ma dzieci – są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych poglądach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy

Janusz Korczak stanowczo sprzeciwiał się dość powszechnemu w owym czasie traktowaniu dziecka jako istoty podrzędnej względem dorosłych, tylko dlatego, że od nich zależy. Akcentował również niezwykłość najmłodszych głównie w sferze uczuć, twierdząc, iż: „uczucia dziecka mają zwykle gwałtowny przebieg”, a więc trzeba być ostrożnym w postępowaniu z nim.

Z koncepcją wychowywania poprzez zaspokajanie potrzeb dzieci, a w efekcie zmierzającą do osiągnięcia ostatecznego celu, którym jest samowychowanie, ściśle wiąże się pojęcie „opiekuna-wychowawcy”. Janusz Korczak wykazał wiele podstaw wychowawczych, które były negatywne. Według Korczaka postawy te to:

  • wychowawca-liberał,
  • wychowawca-brutal,
  • wychowawca-tyran,
  • wychowawca-dozorca,
  • wychowawca-apostoł,
  • wychowawca-dogmatyk,
  • wychowawca-przyrodnik,
  • wychowawca-rutyniarz,
  • wychowawca-idealista,
  • wychowawca pozbawiony samooceny i samokontroli.

Zdaniem Pedagoga odpowiedni, a zatem pożądany wychowawca powinien łączyć w sobie cechy pracownika-diagnostyka, pielęgniarza, ogrodnika i organizatora. Przede wszystkim powinien też skupiać się na poznaniu ucznia. Jest to trudna i bardzo żmudna praca, lecz możliwa do wykonania. Według Janusza Korczaka każdy wychowawca w pierwszej kolejności zobowiązany jest do poznania samego siebie.

System opiekuńczo-wychowawczy, który obowiązywał w Domu Sierot, założonym przez Janusza Korczaka i Stefanię Wilczyńską, funkcjonował w latach 1912-1942 w oparciu o zasadę zaspokajania potrzeb dzieci, a także organizowania sytuacji oraz czynności, których celem było wywołanie u nich pożądanych zmian dotyczących postaw i cech ich osobowości.

Tak więc zróbmy wszystko, aby życie i dzieło Janusza Korczaka nie zostało zapomniane!

 

 ♠♠♠♠♠

 

Na podstawie:

1. Dąbrowski Z., Pedagogika opiekuńcza w zarysie, Wyd. WSP, Olsztyn 2000

2. Korczak J., Myśli, Wyd. PIW, Warszawa 1987

3. Mortkowicz-Olczakowa H., Janusz Korczak, Wyd. Czytelnik, Warszawa 1978

4. Pyrzyk I., Prekursorzy pedagogiki opiekuńczej. J. H. Pestalozzi, J. Korczak, A. Makarenko,

J. Babicki, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2002

5. Wołoszyn S., Korczak, Wyd. WP, Warszawa 1978

 


prawa autorskie zastrzeżone


19:18, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 lipca 2012

 

Jane Austen

 

         Mansfield Park

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: Mansfield Park

 

 

 

Długo zastanawiałam się, w jaki sposób mogłabym rozpocząć pisanie tej recenzji. Generalnie nie mam problemu z dobrem słów, jednak w tym przypadku okazało się być inaczej. Może zacznę od tego, że jestem niewyobrażalnie zachwycona tą powieścią. Zapewne wielu czytelników będzie się temu dziwić, ponieważ Mansfield Park nie cieszy się tak wielką popularnością jak choćby Emma, Rozważna i romantyczna czy Duma i uprzedzenie. Najprawdopodobniej znów zadziałała moja wrodzona przekora. Po przeczytaniu w ostatnim czasie trzech powieści autorstwa Jane Austen mogę śmiało rzec, że Mansfield Park urzekła mnie najbardziej. Żadna z poprzednio przeczytanych książek nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak właśnie Mansfield Park.  Znalazłam w niej to „coś”, czego nie da się wyrazić słowami. To trzeba poczuć. Bohaterów polubiłam już od pierwszej strony. Owszem, pani Norris działała mi na nerwy dość mocno, jednak jej specyficzna osobowość wywołałaby negatywne emocje chyba w każdym czytelniku. Lecz z drugiej strony, cóż warta byłaby ta historia, gdyby wszystkie postacie były słodkie i bez skazy?

Generalnie książka uważana jest za powieść społeczną, natomiast praktycznie w ogóle nie podchodzi się do niej jak do romansu. Uważam to za błąd. Przecież uczucie pomiędzy główną bohaterką, Fanny Price a Edmund’em Bertram’em wisi w powietrzu od samego początku. Może ich miłość nie jest zbyt mocno wyeksponowana, ale można ją poczuć pomiędzy wierszami i uważny czytelnik na pewno to dostrzeże. Zastanawia mnie jedynie fakt, dlaczego Jane Austen poszła tutaj w kierunku miłości kazirodczej. Zauważmy, że Edmund Bertram to bliski kuzyn Fanny Price. Ich matki są siostrami. Czyżby w dziewiętnastowiecznym brytyjskim społeczeństwie tego typu związki były obecne na porządku dziennym? Czy właśnie to chciała nam pokazać Autorka?

Aby dokładnie przeanalizować wiktoriańskie społeczeństwo i zmiany w nim zachodzące, a także rozwój twórczości Autorki oraz nabieranie przez nią doświadczenia pisarskiego, należałoby czytać poszczególne jej powieści w kolejności chronologicznej. Jak wiadomo, Jane Austen pisała o rzeczywistości aktualnie ją otaczającej, w związku z czym dałoby nam to dokładniejszy obraz zmian obyczajowych w Anglii końca osiemnastego i początku dziewiętnastego wieku. Myślę, że jest to doskonały temat na odrębny artykuł. Tak więc powinniśmy czytać w następującej kolejności:

  1. Lady Susan (powieść powstała najprawdopodobniej około roku 1795)
  2. Rozważna i romantyczna (pierwsza wersja powieści powstała w 1795 roku jako zbiór listów)
  3. Duma i uprzedzenie (powieść była pisana od października 1796 roku do sierpnia roku 1797)
  4. Opactwo Northanger (powieść została napisana w latach 1798-1799)
  5. Mansfield Park (powieść została napisana w latach 1811-1813)
  6. Emma (powieść powstała między 21 stycznia 1814 roku a 29 marca 1815 roku)
  7. Perswazje (powieść powstała w okresie od 8 sierpnia 1815 roku do roku 1816)

Powyższa chronologia zawiera daty powstawania poszczególnych książek, zaś nie ich wydania drukiem. Oczywiście trzeba jeszcze wziąć pod uwagę powieści, których niestety, ale Jane Austen nie było dane dokończyć (przyp. Watsonowie oraz Sanditon). Pierwsza z przypomnianych powieści nie została ukończona najprawdopodobniej ze względu na śmierć ojca Jane Austen w roku 1805, natomiast pracę nad drugą książką przerwała śmierć samej Autorki.

A teraz skupmy się na Mansfield Park. Historia praktycznie banalna. Uboga krewna przyjeżdża do rodziny znajdującej się znacznie wyżej w hierarchii społecznej. Dziesięcioletnia dziewczynka o imieniu Fanny początkowo czuje się zagubiona w domu swojego wuja, Sir Thomas’a Bertram’a, zważywszy, że jej owdowiała ciotka, pani Norris (druga siostra jej matki), robi wszystko, aby dziecko miało poczucie wyobcowania. Wciąż akcentuje jej niższość społeczną, jednocześnie uwielbiając kuzynki Fanny, Marię i Julię. Niemalże natychmiast z pomocą przychodzi Edmund Bertram, młodszy syn Sir Thomas’a. Pomiędzy kuzynostwem od razu zawiązuje się nić sympatii, która stopniowo przeradza się w miłość, przynajmniej ze strony Fanny. Edmund, aby sobie to uświadomić, będzie potrzebował znacznie więcej czasu, w którym to przeżyje głębokie miłosne rozczarowanie i zawód.

W miarę upływu czasu Fanny wtapia się w nową rodzinę i już nie wyobraża sobie życia gdzie indziej, jak tylko w Mansfield Park. Dochodzi nawet do tego, że już jako dorosła panna wstydzi się przed innymi swoich ubogich rodziców i licznego rodzeństwa. Za swój dom uznaje dwór należący do wuja.

 

 

 

 

 

Scena, która dała początek miłości Fanny Price i Edmund'a Bertram'a

 

 

 

 

 

 

 

Życie rodziny Bertram’ów to obraz typowego społeczeństwa dziewiętnastowiecznego. Bale, gra w karty, składanie wizyt, zakochiwanie się i odkochiwanie, a nawet amatorskie wystawianie sztuk teatralnych. Kobiety jak zwykle zajmują się robótkami ręcznymi, a mężczyźni od czasu do czasu wyjeżdżają gdzieś w interesach. Każdy z bohaterów jest inny. Jane Austen jak zwykle zastosowała szeroki wachlarz portretów psychologicznych. Jednych bohaterów czytelnik lubi mniej, a innych bardziej. Można też mieć wrażenie, że ta powieść jest nieco odważniejsza, aniżeli na przykład Emma [klik] czy Rozważna i romantyczna [klik]. Powyżej wspomniałam już o miłości kazirodczej, o czym tak naprawdę w tekście nie ma nawet wzmianki. Jednak kierując się logiką właśnie w taki sposób należy odbierać związek dwojga głównych bohaterów. Poza tym, mamy też problem skandalu obyczajowego. Starsza z córek Sir Thomas’a, będąc już mężatką opuszcza męża i ucieka z niejakim Henry’m Crawford’em, mając nadzieję na wielkie uczucie z jego strony. A co w tym czasie robi jej upokorzony małżonek? Bierze z nią rozwód. Myślę, że w tamtych specyficznych czasach takie postępowanie było nie do pomyślenia i piętnowało na całe życie głównych bohaterów tychże scen. Pamiętajmy, że w towarzystwie należało „bywać”, ponieważ jeśli się nie „bywało”, to praktycznie się nie istniało. Ale jak tu „bywać”, skoro nosi się znamię hańby? 

Przyznam, że do samego końca miałam nadzieję, iż w pewnym momencie dowiem się, że Edmund nie jest jednak synem Lady Bertram. Pomyślałam sobie nawet, że może Sir Thomas w młodości przeżył chwile zapomnienia i, na przykład, zdradził żonę z jakąś guwernantką, a potem dziecko zostało wychowane na prawowitego Bertram’a. Byłby to kolejny skandal obyczajowy. Niemniej, jak widać Jane Austen albo nie pomyślała jak związek Fanny i Edmund’a zostanie odebrany, albo zwyczajnie popełniła błąd logiczny.

Na temat wspomnianego powyżej „bywania” dość dosadnie mówi w odniesieniu do Fanny Mary Crawford, siostra pastorowej Grant.

(…) – Zaczynam się teraz orientować co do wszystkich z wyjątkiem panny Price – powiedziała panna Crawford, przechadzając się z Tomem i Edmundem. – Proszę mi powiedzieć czy ona bywa, czy nie bywa… nie mogę się w tym połapać. Była na kolacji u pastorostwa razem z wami wszystkimi, więc wydaje się, że bywa, a przecież tak rzadko zabiera głos, że trudno temu dać wiarę.

Edmund, do którego przede wszystkim to pytanie było zwrócone, odparł: - Chyba rozumiem, o co pani chodzi, ale nie podejmuję się na to odpowiedzieć. Moja kuzynka jest dorosła. Ma wiek i rozsądek kobiety, ale czy bywa, czy nie bywa, to ponad moje rozumienie.

(…)

– Ale teraz chciałabym się jeszcze czegoś dowiedzieć o pannie Price. Czy wyjeżdża na bale? Czy przyjmuje zaproszenia na kolacje do innych domów, nie tylko do mojej siostry?

– Nie – odpowiedział Edmund. – Nie sądzę, aby kiedykolwiek była na balu. Moja matka rzadko się udziela towarzysko, a zaproszenia na kolacje przyjmuje jedynie od pastorowej, Fanny zaś towarzyszy mojej matce w domu.

– Och, wobec tego sprawa jest jasna. Panna Price n i e  b y w a.*

Przy poprzednich recenzjach powieści Jane Austen pisałam, że problemy, które Autorka w nich poruszała są wciąż aktualne. Spójrzmy chociażby na Henry’ego Crawford’a. Młody mężczyzna lekkich obyczajów gustujący w pięknych kobietach, wręcz zabawiający się ich kosztem. Za najwyższy cel stawia sobie zdobycie serca skromnej i niedoświadczonej Fanny Price. Czy to nie jest okrutne? Taka zabawa kosztem niewinnej dziewczyny? Owszem, z pewnością jest. Jednak los zwykle pisze własne scenariusze i tak oto zadufany w sobie Henry wpada w sieci prawdziwej miłości. Dzisiaj również możemy spotkać wiele takich mężczyzn i kobiet, którzy traktują uczucia innych zbyt lekko, bawiąc się nimi. Jednak z drugiej strony, analizując zachowanie młodego Crawford’a, możemy mieć pewne wątpliwości, czy jego uczucie było faktycznie szczere. Jeżeli człowiek naprawdę kocha, to raczej nie wdaje się w związki z innymi osobami. Tak więc nasuwa mi się pytanie: Czyżby Henry Crawford wreszcie  znudził się tym ciągłym zdobywaniem Fanny Price? Być może tak właśnie było, dlatego dał sobie z nią spokój. Podobnie postępuje też starszy syn Sir Thomas’a, Tom, tylko z tą różnicą, że on nikogo w sobie nie rozkochuje. Tom znacznie bardziej od miłosnych uniesień woli prowadzić życie rozrywkowe, bez problemów, nie martwiąc się o jutro.

Tak jak w innych powieściach Jane Austen, tak i tutaj poruszona zostaje kwestia majątku, a właściwie jego rozmiaru. Przyjrzyjmy się samej Mary Crawford. Może i byłaby w stanie pogodzić się ostatecznie z faktem, że jej wybranek jest duchownym, jednak niemożliwe jest, aby mogła zaakceptować życie na umiarkowanym poziomie, a nie daj Bóg w biedzie.

Z kolei Lady Maria Bertram nieco przypomina ojca Emmy Woodhause. Czy pamiętacie, że on również nie chciał, aby jego córka kiedykolwiek wychodziła za mąż, ponieważ nie tylko był przeciwny samej instytucji małżeństwa, ale bał się też, że zostanie sam? Lady Bertram zachowuje się bardzo podobnie. Nie wyobraża sobie, aby mogło zabraknąć przy niej Fanny.

Końcowy wniosek, jaki można sformułować na podstawie tej powieści, to przede wszystkim przekonanie, że dobroć, skromność, przyjazne nastawienie do innych ludzi, a czasami nawet cierpienie w samotności, to cechy, dzięki którym można naprawdę wiele osiągnąć. Fanny Price właśnie w ten sposób osiągnęła upragnione szczęście.

 

Moja ocena: 6/6



* J. Austen, Mansfield Park, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1996, s. 54, 57.

 

źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 19 lipca 2012

 

Lata 1865-1868 to czwarty etap starań katedralnych Józefa Kraszewskiego, będący równie nieszczęśliwy jak poprzednie. Działania te wiążą się najpierw z podjętym z początkiem 1866 roku planem stałego osiedlenia się w Galicji, a ściśle rzecz ujmując w Krakowie. Już 23 marca tegoż roku, Pisarz wnosi podanie o przyjęcie do miasta Krakowa wraz z dołączonym do niego własnoręcznie sporządzonym curriculum vitae. Z kolei latem 1866 roku Kraszewski odbywa dwumiesięczną podróż po Galicji, badając możliwości osiedlenia się tam na stałe. W tym celu dwukrotnie odwiedza Kraków, odbywa kurację leczniczą w Krynicy, jest także w Pieninach i Tatrach, jak również w Szczawnicy oraz w Zakopanem. W przeddzień wybuchu wojny austriacko-pruskiej (15 czerwca 1866 roku), która odcina go na kilka miesięcy od Drezna, Pisarz przybywa do Krakowa i tam dopełnia formalności niezbędnych do przyjęcia obywatelstwa przez złożenie przysięgi. Zapewne działanie to ma na celu coś więcej, aniżeli tylko otrzymanie legalnego pobytu i paszportu dla uprawy pisarstwa i dziennikarstwa. W tym czasie ponownie zaczyna odradzać się Uniwersytet Jagielloński, zaś jednym z podstawowych założeń tej odnowy jest naukowe odbudowanie i uatrakcyjnienie katedry literatury polskiej w sposób niewiarygodnie zaprzepaszczonej przez Karola Mecherzyńskiego, który okazał się być miernotą intelektualną i osobnikiem dość nieciekawym pod względem moralnym.

Kwestią uderzającą jest fakt, iż ponownie promotorami powołania Kraszewskiego do Uniwersytetu Jagiellońskiego są osoby pochodzenia niemieckiego, czyli Wincenty Pol, Józef Majer, Józef Kremer i Karol Estreicher. Tak więc z początkiem roku 1867 Pisarz niezwykle chętnie przyjmuje propozycję Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczniów UJ dotyczącą wygłoszenia odczytów o Dantem. W związku z tym od końca kwietnia do początku czerwca Kraszewski podróżuje po zaborze austriackim i pruskim z owymi odczytami. Owacyjnie przyjmowany jest w Krakowie, Lwowie i Poznaniu.

Piąty już tydzień trwają te fety nieustanne, wszędzie za mną goniąc. Biorę je jako oznakę gorliwości dla literatury, a nie dla siebie […]. Władze rządowe tak w Austrii, jak tu, udzielając tylko przestróg, ażeby się nie dopuszczano zbytnich demonstracji, dotąd nie wyrządziły mi przykrości ani przeszkody. Naglądają wszakże bardzo pilnie.

 

List napisany z Poznania do Bronisława Zaleskiego

dn. 30 maja 1867[1]

 

Wykłady te są Kraszewskiemu na rękę, gdyż dzięki nim ma możliwość zaprezentować się i zacieśnić więzy ze środowiskiem Krakowa, a także wysondować opinie na temat swoich starań katedralnych. Do wykładów przygotowuje się solidnie, mając zamiar natychmiast je wydrukować. W ostatniej chwili wydobywa od życzliwego mu bibliografa, Karola Estreichera, niezwykle interesującą informację dotyczącą znajomości Dantego w Polsce w ubiegłych wiekach.

 

Zdjęcie z okresu objazdu Galicji, maj 1867

 

Przyjazd Kraszewskiego do Krakowa ma miejsce wieczorem w piątek 26 kwietnia 1867 roku. Niemniej już na dworcu czuje się rozczarowany, gdyż jest witany jedynie przez bardzo wąskie grono młodzieży i nieliczną publiczność. To zimne przyjęcie towarzyszy mu przez cały czas pobytu i nie ma nic wspólnego z późniejszymi owacjami mającymi miejsce podczas wykładów. Sfery oficjalne pod pozorem nieprzeszkadzania Kraszewskiemu w pracy uchylają się od manifestowania objawów serdeczności i szukania z nim kontaktu. Ponadto bojkotuje go środowisko artystyczne. Ten jedenastodniowy pobyt w Krakowie wypełniają mu, oprócz wygłoszenia czterech prelekcji w sali Towarzystwa Naukowego, studia w Bibliotece Jagiellońskiej nad gromadzeniem materiałów do dzieła pod tytułem Polska w czasie trzech rozbiorów. Z kolei z najbliższymi przyjaciółmi omawia swoje plany życiowe i kwestię osiedlenia się w grodzie podwawelskim. Kraszewski pragnie też stworzyć w Krakowie silny ośrodek prasowy i myśli poważnie o odkupieniu dziennika pod tytułem Czas od jego dotychczasowych właścicieli i zamienieniu go na organ liberalno-postępowy.

Niemniej jednak, pomimo starań i szeregu odbytych rozmów, sprawa powołania Józefa na katedrę nie rusza z miejsca, a wręcz zaczyna się komplikować. Można by nawet rzec, iż od dnia jego wizyty w Krakowie zaczyna się ujawniać pewnego rodzaju zwrot na jego niekorzyść. Sprawa staje się głośna, zaczynają rozpisywać się o niej dzienniki, a na horyzoncie niespodziewanie pojawiają się potencjalni kandydaci, co prawda o niewysokich kwalifikacjach i lichym dorobku naukowym. Nagle okazuje się, że dziedzina, która wydawała się bezsporną i wyłączną domeną Kraszewskiego, przestaje już za taką uchodzić. Wśród tych kontrkandydatów jeden jest dość znaczący i z pewnością może zaważyć na szali. To Stanisław hr. Tarnowski, który właśnie rozpoczyna w świeżo założonym Przeglądzie Polskim ogłaszać swoje pierwsze rozprawy z dziedziny historii literatury. Poza tym przynależność do arystokracji i nowego stronnictwa zachowawczego, decydująco wpływa na kształtowanie się Galicji, co w aktualnym układzie sił społeczno-politycznych daje mu znaczącą przewagę nad Kraszewskim.

Z kolei zarówno w charakterze, jak i postępowaniu Józefa zaczynają pojawiać się elementy, które same w sobie stwarzają przeszkody. Ponadto obserwuje się też u Kraszewskiego te same wahania i wątpliwości, jakie miały miejsce w przypadku przyjęcia katedry w Szkole Głównej w Warszawie. Pisarz pyta samego siebie: Czy mam dostatecznie opanowany przedmiot i czy przy całkowitym pochłonięciu zajęciami uniwersyteckimi wystarczy mi czasu na ulubioną uprawę literatury pięknej i w ogóle twórczości?

Z tej dręczącej Kraszewskiego szamotaniny usiłuje wyrwać go początkujący pisarz, Zygmunt Miłkowski (pseudonim Teodor Tomasz Jeż) w trakcie dramatycznego spotkania pod koniec lata 1867 roku na Wystawie Paryskiej. Teoretycznie spotkanie jest przypadkowe, lecz tak naprawdę celowo przygotowane przez Miłkowskiego. Pomiędzy Pisarzami dochodzi do krótkiej i nie upiększonej żadnymi grzecznościowymi akcesoriami rozmowy, a właściwie monologu pułkownika powstańczego i literata, przeplatanego monosylabicznymi dopowiedzeniami Kraszewskiego. Celem rozmowy jest przekonanie i wymuszenie na Józefie przyjęcia katedry, argumentowane nakazem oraz obywatelskim obowiązkiem, a także potrzebą uchronienia tego ważnego stanowiska od objęcia go przez niepowołaną, a wręcz szkodliwą osobistość. W tym przypadku chodzi o Tarnowskiego. Trzeba więc ugruntować w Kraszewskim wiarę w swoje siły i przygotować go do objęcia tego stanowiska. Rozmowę na stojąco kończy wymowny uścisk dłoni i dane przez Kraszewskiego „słowo”, że katedrę przyjmie.

 

Józef Ignacy Kraszewski wg fotografii Franciszka Wyspiańskiego, ojca poety, Lwów 1867

 

Najprawdopodobniej sprawa objęcia przez Kraszewskiego katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim jest już przesądzona z powodu nowego układu stosunków społecznych panujących w Galicji. W tej sytuacji nawet najlepsza wola Pisarza nie jest w stanie niczego zmienić. Odpowiedź listowna, jaką Józef otrzymuje od Kremera dowodzi autentyczności obrotu sprawy, a także braku najmniejszych szans na objęcie przez niego tak ważnego stanowiska.

W tym nudnym a jednostajnym naszym krakowskim życiu od dawna nie doznałem tak radosnego uczucia, jak w chwili, gdy wyczytałem z listu Pana Dobr., żebyś chętnie przyjął wezwanie na katedrę literatury polskiej na Uniwersytecie naszym. Nietrudno zgadnąć, iż żadne inne względy nie mogły Szan. Pana spowodować do tego uczciwego oświadczenia krom czystej a zacnej chęci służenia krajowi. – Bóg zapłać!

Wielce Czcigodny Pan mi piszesz, jakoby ta sprawa była «prawie niemożliwą». Lubo mi wiadomo, skąd się w Panu Dobr. zrodziły te wątpliwości, przecież takowych dzielić nie mogę. Trudności, gdyby się jakie okazały, musiałyby pójść ze strony dla nas niespodziewanej; mam nadzieję, iż tym razem szczęśliwszym będę w tej sprawie, niż byłem temu lat szesnaście! Na wszelki wypadek należy każdemu z nas uiścić się względem powinności obywatelskiej, a resztę zostawić Bogu.

Na wszelki sposób rzecz ta zapewne nie będzie mogła być rychło podjęta w Wydziale, bo nie wiedzieć kiedy Mecherzyński poda się do emerytury, on dzisiaj zastępuje bibliotekarza Mułkowskiego, który jest na skonaniu.

 

dn. 11 lipca 1867[2]

 

Ten ostatni argument wydaje się być wielce istotny. Śmierć Adolfa Mułkowskiego oraz powierzenie Mecherzyńskiemu prowizorycznego kierownictwa katedrą do czasu wyboru i objęcia jej przez nowego dyrektora w osobie Karola Estreichera poprawiają sytuację finansową tonącego w długach Mecherzyńskiego, przesuwając czas jego, zdawałoby się, rychłego przejścia na emeryturę. Co prawda, pojawiają się jakieś zapędy i starania wpłynięcia na Mecherzyńskiego, aby ten podał się w stan spoczynku, lecz kończą się one niepowodzeniem. Sam zainteresowany kurczowo trzyma się swojej profesury i nie zamierza z niej rezygnować.

Lata 1865-1868 to dla Józefa Kraszewskiego nie tylko czas ubiegania się o katedrę historii literatury na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1865 roku w Lipsku wychodzi Moskal i Para czerwona, natomiast w Poznaniu – My i oni. Z kolei do lwowskiego Hasła trafiają Listy drezdeńskie oraz Listy z wygnania. Jak każdego roku, tak i tym razem Pisarz wygłasza odczyty na dochód uchodźców. Jest to trzynaście prelekcji zatytułowanych Życie i obyczaj w dawnej Polsce.

Rok później w Dreźnie Kraszewski ogłasza swoje słynne roczniki publicystyczne pod tytułem Rachunki. Po odbyciu podróży po Galicji Pisarz w październiku tegoż roku wyjeżdża do Londynu i Paryża w celu sprzedaży obrazów i kolekcji rycin polskich i Polski dotyczących. W tym celu wydaje uprzednio Catalogue d’une Collection Icongraphique Polonaise. Józef nosi się także z zamiarem osiedlenia się w Paryżu jako wspólnik Władysława Mickiewicza w Księgarni Luksemburskiej, obejmując w niej stanowisko kierownika literackiego. Dla dobra tego przedsięwzięcia usiłuje zgromadzić potrzebne środki finansowe. Ostatecznie pozbywa się Hubina. Natomiast król włoski Wiktor Emmanuel II odznacza Kraszewskiego Orderem Św. Św. Maurycego i Łazarza. Z kolei w Krakowie wychodzi Rzym za Nerona. Obrazy historyczne.

W 1867 roku oprócz silnych zabiegów dotyczących objęcia profesury na Uniwersytecie Jagiellońskim, Kraszewski podejmuje podróż do Berlina, gdzie hołd składają mu studenci polscy, co w konsekwencji sprawia, że padają oni ofiarą rewizji i szykan ze strony policji. Józef udaje się również do Paryża na Wystawę Powszechną, gdzie zacieśnia więź przyjaźni z poznanym w 1860 roku w Petersburgu Bronisławem Zaleskim, bibliotekarzem i sekretarzem Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Natomiast król Włoch przyznaje Kraszewskiemu kolejne odznaczenie. Tym razem jest to Krzyż Kawalerski Orderu Św. Św. Maurycego i Łazarza.

 

Miedzioryt wg Stanisława Łukomskiego na podstawie fotografii lwowskiej, rok 1868

 

W roku 1868 Józef Kraszewski decyduje się przyjąć obywatelstwo Saksonii, aby móc wreszcie uruchomić własną drukarnię. Po zrzeczeniu się przez Pisarza obywatelstwa rosyjskiego car Aleksander II zakazuje wydania Józefowi paszportu. Jest to decyzja nieodwołalna. W ten sposób Kraszewski ostatecznie traci jakąkolwiek szansę na przyjazd do Warszawy, co sprawia, że nawet nie jest w stanie odwiedzić swojej chorej żony, którą był zmuszony opuścić, uciekając do Drezna. W tym samym czasie w Warszawie wychodzi Orbeka, a w Poznaniu Tułacze.

 



[1] A. Trepiński, Józef Ignacy Kraszewski, Wyd. PWN, Warszawa 1975, s. 132-133.

[2] H. Barycz, Józef Ignacy Kraszewski czterokrotny kandydat do Katedry Uniwersyteckiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s. 77-78.

 

źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone



 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?