Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
wtorek, 31 maja 2011

 

Ponieważ jutro mamy międzynarodowe święto naszych słodkich dzieciaczków, postanowiłam opowiedzieć Wam dzisiaj o bajeczce, na której ja się wychowałam, a którą niedawno znalazłam w swoich zbiorach książkowych. Ale to za chwilę. Na pewno zauważyliście, że od wczoraj na moim blogu jest nieco weselej. Zdecydowałam się umilić Wam czas, który tutaj spędzacie na czytaniu moich recenzji poprzez muzykę. Być może nie trafiłam w gust wszystkich, ponieważ stworzyłam własną listę przebojów opartą tylko na hitach lat 80. i wczesnych lat 90. Ten okres jest mi szczególnie bliski, gdyż jest to czas mojego dorastania i wiąże się z nim wiele wspomnień. Każda z tych piosenek ma dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Mam wrażenie, że mój gust muzyczny zatrzymał się na latach 80. i chyba już tak zostanie. Bardzo żałuję, że teraz już nikt nie pisze takich przebojów. Dla mnie jest to najlepsza dekada, jeśli chodzi o muzykę. Mam nadzieję, że Wam również się spodoba. Życzę miłego słuchania i oczywiście czytania też :-)

 

************************************************

 

 

Aleksy Tołstoj

        

Kogucik – Złoty Grzebyczek

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Elżbieta Jarmołkiewicz
Zielona Góra 2010
Tytuł oryginału: Πeтушок - золотой гpeσeшок

  

 

Wydanie, które znalazłam u siebie na półce nie jest tak nowe, jak to, które widzicie. Moja książeczka pochodzi z 1985 roku i została wydana przez wydawnictwo Książka i Wiedza z Warszawy. Okładka bajeczki też jest inna niż ta, którą widzicie poniżej. Moja jest w kolorze morskim, a na niej Lis w stroju ludowym dźwiga pod pachą przerażonego Kogucika. Niemniej jednak, jest to wydanie tak stare, że na chwilę obecną trudno byłoby dostać tę bajeczkę w takiej formie, w jakiej mnie czytali ją moi rodzice. Pamiętam, że z biegiem czasu mój tato zdążył nauczyć się jej na pamięć i potem nie potrzebował już mieć przed oczami tekstu, żeby opowiadać mi ją przed snem.

„Kogucik – Złoty Grzebyczek” to rosyjska bajka ludowa, przeznaczona dla dzieci powyżej trzeciego roku życia. Opowiada ona o trzech przyjaciołach: Kocie, Drozdzie i Koguciku – Złotym Grzebyczku. Każdego dnia Kot i Drozd chodzą do lasu, aby narąbać drewna, natomiast Kogucika zostawiają w domu, żeby go pilnował. Ten fakt wykorzystuje przebiegły Lis, który za każdym razem przychodzi pod okno i śpiewa Kogucikowi piosenki. Pomimo surowych napomnień przyjaciół, Kogucik wychyla się przez okno i w tym momencie zostaje porwany przez Lisa, ale przyjaciele zawsze biegną mu na pomoc. Cała historia dobrze się kończy, choć ostatnie – trzecie porwanie Kogucika w oczach dziecka może wyglądać bardzo dramatycznie. W tym momencie, dziecko może obawiać się, że tym razem Kot i Drozd już nie będą w stanie mu pomóc.

Bajeczka ta może być niezwykle pouczająca dla małego dziecka, ponieważ uczy je, że nie wolno ufać każdemu, kogo spotyka się na swojej drodze. Poza tym, ciekawe jest tutaj również połączenie przyjaciół. Mam na myśli Kota i Drozda. Przecież wiadomym jest, że koty polują na ptaki. A tu pełna przyjaźń. Treść książeczki jest napisana prostym językiem. Jest krótka i zrozumiała dla dziecka. 

 

Moja ocena: 4+/6

 

W Dniu Międzynarodowego Dnia Dziecka życzmy wszystkim Dzieciakom, żeby ich buźki były wciąż uśmiechnięte, a ich małe serduszka szczęśliwe.

 

 źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

niedziela, 29 maja 2011

 

Zuzanna Śliwa

           

           Krzyk Dzikiej Czajki

 

 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2008

 

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co czuje człowiek, który nie zna swoich rodziców, albo przynajmniej jednego z nich? Taki ktoś nie wie, jakie geny odziedziczył. Patrzy w lustro i zastanawia się, czyje rysy twarzy widzi przed sobą. Czasami nawet czuje strach, bo nie wie do czego może być zdolny pod wpływem emocji. A co, jeśli jego ojciec, czy matka są lub byli kryminalistami. Może on też ma do tego skłonności, pomimo iż nie wyobraża sobie, że mógłby świadomie skrzywdzić drugą osobę? A co z gestami, które bezwiednie wykonuje podczas rozmaitych codziennych sytuacji? Od kogo pochodzą? Czy tak samo gestykulował ojciec? A może matka?

Te i podobne pytania z pewnością mogłaby zadawać sobie główna bohaterka powieści Zuzanny Śliwy, prawie dwudziestotrzyletnia Mieczysława Kosaciec, której największym marzeniem jest odnalezienie biologicznego ojca. Dziewczyna nie może zrozumieć, dlaczego nikt nie chce powiedzieć jej prawdy. Matka odrzuciła ją tuż po urodzeniu, a w sprawie jej ojca wciąż kłamie, mówiąc, że nie żyje. Jednak Mietka w to nie wierzy. Ukochana babcia, która ją wychowała, również nie chce zdradzić jej tej tajemnicy. Po jakimś czasie wygląda na to, że starsza pani także nie zna prawdy. Ale Mietki to nie zraża i rozpoczyna poszukiwania na własną rękę z pomocą oddanych przyjaciół. Przypadkowo odkrywa, że kobieta, u której mieszka, znała kiedyś jej matkę, a z mężczyzną, który teoretycznie mógłby być jej ojcem, łączyło Irenę wielkie uczucie, które zostało brutalnie przerwane przez intrygę, jaką wymyśliła Zenobia Kosaciec, czyli matka Mietki.

Mietka wyjeżdżając na studia do Trójmiasta nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo odmieni się teraz jej życie. To tam poznaje Pawła Szafrańca, który jednocześnie jest synem przyjaciela jej rodziców oraz Ireny. W kwestii tego, co czuje do Pawła, dziewczyna nie może się zdecydować, ale to nie przeszkadza jej prowadzić poszukiwań ojca. Poszukiwań nie zawiesza nawet wtedy, kiedy obsesyjnie zakochana w Pawle dziewczyna usiłuje ją zabić. Najpierw szuka ojca w Toruniu, ale ostatecznie odnajduje go w dalekiej Italii i w ten sposób otrzymuje od losu nową rodzinę i miłość chłopca o imieniu Marco. Z Pawłem rozstaje się na dobre, gdyż odkrywa jak bardzo chłopak ją oszukał.

 

Książka teoretycznie należy do tych z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, ale nie dla mnie. Sięgnęłam po nią zupełnie przypadkowo, zresztą jak po większość moich lektur. Nigdy nie wybieram książek z rozmysłem. Po prostu biorę i zastanawiam się, czym mnie zaskoczy. W tym przypadku trochę zaważył fakt, że Zuzanna Śliwa pochodzi z terenów bardzo mi bliskich. Choćbym nie wiadomo gdzie wyemigrowała, to jednak Podkarpacie zawsze pozostanie w mojej pamięci, jako miejsce mojego dzieciństwa i dorastania.

Przyznam szczerze, że polskie pisarstwo jakoś mnie nie zachwyca. Dlaczego? Otóż, kiedy porównuję styl pisania autorów zachodnich z rodzimymi, widzę ogromną różnicę. Jak dla mnie istnieje kolosalna przepaść pomiędzy nimi. Moim zdaniem zachodnich literatów czyta się znacznie płynniej niż naszych. A dodatkowo ich pomysły na fabułę powieści są znacznie bardziej urozmaicone i twórcze. Dlatego też od pewnego czasu przestałam sięgać po polskich pisarzy. Mam nadzieję, że Zuzanna Śliwa przełamie tę moją niechęć do literatury polskiej i od tej pory będę czytać więcej polskich pozycji. Jednak, mimo tego nie mogę stwierdzić, że jej powieść w jakiś szczególny sposób mnie zachwyciła. Na okładce książki przeczytałam, że historia Mietki jest częściowo oparta na autentycznych wydarzeniach. Być może. W końcu takie rzeczy się zdarzają. Przecież ludzie rozpaczliwie szukają osób, które dały im życie i nie ma w tym nic dziwnego. Niemniej jednak, fabuła zbyt przesłodzona. Szczególnie ta końcówka, kiedy wszyscy niemalże „zjadają się nawzajem” ze szczęścia. Jak dla mnie jest to za bardzo cukierkowe. Poza tym, tekst czytało mi się bardzo ciężko. Nie było w tym płynności.

Niemniej jednak, nie wszystko było takie złe. Autorka zaskoczyła mnie nieprzeciętnym poczuciem humoru, wkładając w usta Grzesia Szarego teksty, które naprawdę mogą ubawić. Tak też było i ze mną. Choć powieść momentami czytało mi się ciężko, to kwestie Grześka rekompensowały mi ten nieznaczny mankament.

Podoba mi się też dobór tytułu. Do dzisiejszego dnia nie miałam pojęcia, że kiedy czajka szuka rodziny to wydaje z siebie przeraźliwy krzyk. To porównanie posłużyło autorce w kwestii dobrania tytułu powieści. Zuzanna Śliwa utożsamiła Mietkę właśnie z czajką, gdyż dziewczyna podobnie jak ptak, niestrudzenie szukała rodziny i tym samym swojego miejsca na świecie.

 

Moja ocena: 4/6

 

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 26 maja 2011

 

Jak wiecie, wczoraj minął termin składania propozycji na „Literata Czerwca”. Nie będę już ubolewać nad niewielkim zainteresowaniem z Waszej strony, żywiąc nadzieję, że w przyszłości na pewno to się zmieni :-) Dostałam cztery nazwiska autorów, którzy Waszym zdaniem w jakiś szczególny sposób swoją twórczością wpisali się w rzeczywistość literacką. Wśród tych autorów znaleźli się:

  • Fiodor Dostojewski,
  • Umberto Eco,
  • Bohumil Hrabal,
  • John Irving.

Kilka minut temu trzyletnia córeczka mojej koleżanki wylosowała nazwisko „Literata Czerwca”, którym zgodnie z jej malutką rączką został John Irving. W związku z tym już w pierwszych dniach czerwca zobaczycie na moim blogu nową kategorię i obszerny artykuł o pisarzu. Niemniej jednak, nie chcę, aby ktokolwiek z Was poczuł się pokrzywdzony, że jego propozycja nie wygrała, postanowiłam, że z czasem w tej rubryce pojawią się pozostali trzej literaci. Musicie tylko uzbroić się w cierpliwość, a na pewno się doczekacie. Wszystkim tym, którzy zainteresowali się moim pomysłem, serdecznie dziękuję. A teraz napiszę Wam, o czymś, czego zupełnie nie planowałam zamieszczać na blogu, ale wczorajsze wydarzenia mnie do tego zainspirowały :-)

 *****************************************

 

Patryk Daniel Garkowski

                 Perłowy konterfekt

 

Wydawnictwo: RADWAN
Tolmicko 2011

 

Dzisiaj będzie wyjątkowo bez oceny. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się pisać o poezji. Zakładając tego bloga również nie miałam zamiaru poruszać tego tematu, gdyż muszę przyznać, że ja poezji nie rozumiem. Wiersze to w dużej mierze myśli i uczucia autora przelane na papier. Dlatego uważam, że aby zostać recenzentem poezji, należy coś o niej wiedzieć. A ja niestety nie wiem nic. W związku z tym dzisiaj nie będzie recenzji, ani też nie będzie oceniania, gdyż żeby coś ocenić to trzeba się na tym znać, albo przynajmniej przeczytać dzieło, które poddaje się ocenie.

„Perłowy konterfekt” to zbiór wierszy autorstwa Patryka D. Garkowskiego. Teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego. W końcu jedni piszą powieści, a inni tworzą poezję. Niemniej jednak, chłopiec ma dopiero czternaście lat i ogromny talent. Wczoraj miałam przyjemność poznać wirtualnie Patryka. Na temat jego twórczości nie będę się wypowiadać, bo nie czytałam żadnego jego tekstu. Nie miałam nawet w ręce niniejszego tomiku wierszy. Ale obiecałam Patrykowi, że o nim dzisiaj napiszę. I właśnie to robię, bo chłopiec naprawdę na to zasługuje, a głównie dlatego, że mając tak niewiele lat już zdołał osiągnąć więcej niż niejeden dorosły. Poza tym, jestem jak najbardziej za promowaniem młodych talentów, takich „cudownych dzieci”, które potrafią naprawdę zadziwić. Nie każdy w wieku czternastu lat ma już na swoim koncie takie osiągnięcia jak Patryk. W tej chwili odbywa się promocja tomiku poezji Patryka, dlatego jeśli ktoś z Was chce zapoznać się z jego tekstami, to są one do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa RADWAN.

Zamiast mojego komentarza, proponuję Wam notkę zredagowaną przez Wydawnictwo RADWAN:

„Patryk Daniel Garkowski jest uzdolnionym pisarzem, działaczem naukowym i artystą urodzonym 23 sierpnia 1996 roku. Od wczesnej młodości interesowała go wiedza z zakresu filozofii, socjologii, historii, filologii polskiej, biologii, techniki, chemii, medycyny oraz fizyki i astronomii. Mimo młodego wieku autor ma na koncie wiele prac naukowych, opowiadań i wierszy. Tworząc „Perłowy konterfekt”, jego twórca miał zaledwie czternaście lat. Wiersze zawarte w tomiku to efekt płynnej korelacji osobistych poglądów naukowych z wielobarwnością czasów współczesnych. Twórczość ta charakteryzuje się bogactwem językowym i atrakcyjną formą, a poszczególne utwory mają ambicję przedstawić nowatorskie spojrzenie na różne zagadnienia, m.in. natury moralnej”.

 

 

Patryk na „Na Kanapie”

Blog Patryka 

źródło okładki 

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

18:50, krainaczytania , Przeczytane w 2011 roku
Link
środa, 25 maja 2011

 

Zanim opowiem Wam o książce, która najprawdopodobniej do końca życia będzie mi bliska, chcę Wam przypomnieć, że dziś upływa termin składania przez Was propozycji do rubryki „Literat Miesiąca”. Właśnie dzisiaj podjęłam decyzję w kwestii tytułu. Nie ukrywam, że jest mi trochę przykro, iż tylko trzy osoby zainteresowały się moim pomysłem na tyle, żeby zostawić swoją propozycję. Nie wiem czym jest to spowodowane. Być może stało się tak dlatego, że mój blog jest nowy i jeszcze mnie nie znacie. A może pomysł Wam się nie spodobał? Niemniej jednak, pomimo tak ubogiego zainteresowania postanowiłam ruszyć z tą rubryką, gdyż poczyniłam już ku temu pewne starania, które będą dla Was niespodzianką. Na razie nic więcej Wam nie zdradzę. Wciąż mam nadzieję, że z biegiem czasu „zaprzyjaźnimy się” w tej mojej „Krainie Czytania”. Póki co pozdrawiam serdecznie i zapraszam do przeczytania poniższej recenzji :-)

 ***********************

 

Aleksander Kamiński

              

                Kamienie na szaniec

 

 
 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Warszawa 2007

 

Chyba każdy z nas przeczytał w swoim życiu książkę, która w jakiś szczególny sposób zmieniła jego pogląd na niektóre kwestie. Być może nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, ale w pewnej chwili coś, co jeszcze do niedawna było ważne, po przeczytaniu przestało mieć znaczenie. Albo nagle złapaliśmy się na tym, że to, co było nieistotne, nagle zaczęło nabierać jakiejś specyficznej wymowy w naszym życiu. Ze mną stało się tak, właśnie po przeczytaniu „Kamieni na szaniec”. Pamiętam, że było to wiele lat temu, kiedy jeszcze byłam uczennicą szkoły podstawowej, a lekturą obowiązkową w klasie siódmej były właśnie losy „Rudego”, „Alka” i „Zośki”.

Pamiętam też, że zanim chwyciłam za książkę, obejrzałam w kinie film „Akcja pod Arsenałem”. Moje wzruszenie było ogromne. Pomimo że miałam wtedy tylko czternaście lat i w głowie przysłowiowe „siano”, rozpłakałam się w kinie przy wszystkich. Ponieważ, jak już wspomniałam wyżej, była to lektura obowiązkowa, więc nauczyciele zabrali nas do kina na film. Nigdy nie zapomnę też fantastycznej roli Cezarego Morawskiego („Rudy”) i Mirosława Konarowskiego („Zośka”).

Po jakimś czasie przeczytałam książkę. Byłam pod tak wielkim wrażeniem, że do dziś z sentymentem wracam do niej. Od tamtej pory moje spojrzenie na II wojnę światową, czy też na losy Polaków i Żydów zmieniło się diametralnie. Zaczęłam coraz częściej myśleć o ludziach z tamtego okresu, o tym, w jaki sposób udało im się przeżyć taką gehennę. Nie wyobrażałam sobie, że w ogóle jakikolwiek człowiek mógłby to przeżyć. Wpadłam w taki trans, że pisałam wypracowanie za wypracowaniem, oczywiście o tematyce wojennej. Potem pojawiły się kolejne książki z tego samego gatunku.

Pamiętam, że bardzo wzruszyłam się losami tych trzech chłopaków. Jak wiecie, w książce wyraźnie zaznacza się problem dojrzewania ówczesnej młodzieży. Należy pamiętać, że w latach okupacji niemieckiej, młodzi ludzie dojrzewali znacznie szybciej. Bohaterowie „Kamieni na szaniec” brali czynny udział w akcjach Małego Sabotażu i wiele rozmyślali o swoim życiu, moralności i ewentualnej śmierci. W momencie, gdy śpieszyli z pomocą Podziemnej Polsce, proces ich dorastania przebiegał niezwykle szybko. Praktycznie z dnia na dzień stali się odpowiedzialni, posłuszni, obowiązkowi oraz dokładni. Po jakimś czasie rozpoczęli działalność w Akcjach Dywersyjnych, a kiedy Niemcy aresztowali i katowali „Rudego” (Jan Bytnar), usiłowali uzyskać informacje na temat miejsca jego przetrzymywania, zaś oddział „Zośki” (Tadeusz Zawadzki) i  „Alka” (Aleksy Dawidowski) jednocześnie przygotowywał się do akcji odbicia kolegi. Efektem tych działań była słynna do dnia dzisiejszego, Akcja pod Arsenałem w dniu 26 marca 1943 roku.

Jak wiemy, pomimo, że „Rudy” został odbity, to jednak jego stan fizyczny był tak ciężki, że trzy dni później zmarł. Życie stracił również „Alek”, postrzelony podczas akcji. „Zośka” bardzo to przeżył. Od tego momentu został zupełnie sam. Należy pamiętać, że Jan Bytnar był jego najlepszym i najbardziej oddanym przyjacielem. Dopiero pomoc ojca i siostry sprawiła, że Tadeusz Zawadzki odzyskał równowagę psychiczną. Niemniej jednak, wojny nie udało mu się przeżyć podobnie jak kolegom.

 

 

Każdy z tych chłopców był bardzo mocno zaangażowany w odzyskanie polskości wszystkich obywateli okupowanego kraju. Ich młodzieńcze bunty przejawiały się w walkach zbrojnych przeciwko okupantowi, a przeżycia wojenne dotkliwie odbijały się na ich psychice. Przecież jeszcze przed wstąpieniem do Małego Sabotażu, każdy z nich był zwykłym nastolatkiem, zaś po znalezieniu się w Kedywie, stali się dorosłymi mężczyznami i dzielnymi żołnierzami.

Ta książka wywarła na mnie tak mocne wrażenie, że już jako dorosła osoba zaczęłam pisać swoją własną powieść. Oczywiście jej akcja toczy się w latach II wojny światowej. Niestety jak do tej pory jej nie wydałam i nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię. To zależy od tego, czy znajdzie się ktoś, kto będzie zainteresowany wydaniem mojej powieści. W tej chwili „mieszka” sobie na dysku mojego komputera i być może już tam pozostanie. Poza tym brakuje jej jeszcze kilku rozdziałów i coraz częściej zastanawiam się, czy nie zrobić z tego rodzinnej sagi w trzech tomach, która pokazywałaby, w jaki sposób zmieniała się przez lata polska rzeczywistość.

Po „Kamieniach na szaniec” przyszła fascynacja Powstaniem Warszawskim. Znów targałam do domu z biblioteki wielkie tomiska zawierające wspomnienia powstańców. W tej chwili marzę o tym, żeby któregoś dnia, będąc w Warszawie odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Mam nadzieję, że mi się to uda.

A jaka była Wasza książka, o której nigdy nie zapomnicie?

 

Moja ocena: 6/6

 

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

niedziela, 22 maja 2011

 

Nicholas Sparks

               

            Jesienna Miłość

 

 
 
Wydawnictwo: ALBATROS
Warszawa 2010
Tytuł oryginału: A Walk To Remember

 

Na pierwszych kartach powieści Landona Cartera, głównego bohatera książki, spotykamy jako dorosłego mężczyznę. Jest rok 1998, Landon przemierza ulice swojego rodzinnego miasteczka w Karolinie Północnej. Tam się urodził i jak sam opowiada w prologu, to tam przeżył niemal całe swoje życie. Dziś Landon Carter ma pięćdziesiąt siedem lat, lecz nie może wymazać z pamięci tego, co wydarzyło się dokładnie czterdzieści lat temu, kiedy rozpoczynał naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beaufort. Przemierzając ulice miasta wraca myślami do tamtych wydarzeń i znów staje się siedemnastoletnim, beztroskim chłopakiem, dla którego życie dopiero się zaczynało.

W 1958 roku Landon Carter, syn kongresmena, nie ma jeszcze planów na przyszłość, pomimo że ojciec pragnie, aby zrobił karierę, a pierwszym krokiem ku temu ma być ubieganie się Landona o stanowisko przewodniczącego samorządu szkolnego. W rezultacie przewagą jednego głosu chłopak wygrywa wybory. Natomiast kiedy zapisuje się na zajęcia dramatu, na które nigdy nie planował uczęszczać, poznaje bliżej koleżankę z klasy, Jamie Sullivan, która jest córką pastora. Landon przypomina sobie jak wraz z kolegami niejednokrotnie wyśmiewał jej ojca, krzycząc: „Hegbert cudzołożnik!”.

Jamie to cicha i spokojna dziewczyna, która nie rzuca się w oczy i praktycznie żaden chłopak w szkole nie zwraca na nią uwagi, traktując ją jak dziwaka. Dziewczyna opiekuje się owdowiałym ojcem i sierotami w pobliskim ośrodku. Jak gdyby tego było mało, jej nieodłącznym atrybutem jest Biblia. Nie chodzi też na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony.

 

 

Wszystko zmienia się, kiedy nadchodzi dzień dorocznego balu na rozpoczęcie roku szkolnego. Landon nie ma z kim pójść. Jego desperacja jest tak widoczna, iż w końcu matka proponuje mu swoje towarzystwo. Nie chcąc narobić sobie wstydu, przychodząc z własną matką, chłopak decyduje się zaprosić na bal właśnie Jamie Sullivan. To wydarzenie staje się początkiem ich bliższej znajomości. Niemniej jednak, Landon nie od razu odczuwa sympatię do dziewczyny. Jest mu wstyd przed kolegami, że przebywa w jej towarzystwie. Wykpiwany przez nich, unika Jamie, a nawet mówi jej, że wcale nie lubi jej towarzystwa. Dziewczyna przyjmuje to ze spokojem, a u Landona zaczynają pojawiać się wyrzuty sumienia. Po jakimś czasie ich kontakty przeradzają się w przyjaźń, a niedługo potem w głębokie uczucie. Landon nie ukrywa zaskoczenia, kiedy uświadamia sobie, że dzięki Jamie właśnie odkrył prawdziwy sens i urodę życia. Odczuwa radość, kiedy może pomóc innym. Potem jednak przychodzi ból i rozpacz po utracie najbliższej i najbardziej ukochanej osoby.

To tyle jeśli chodzi o fabułę powieści. A teraz dlaczego w ogóle po nią sięgnęłam? Na pewno nie dlatego, że Nicholas Sparks w jakiś szczególny sposób mnie oczarował. Jak wiecie, już wcześniej zrecenzowałam dwie jego książki, ale zrobiłam to tak na próbę. Moje czytelniczki w bibliotece tak usilnie mnie zachęcały, więc ostatecznie zdecydowałam się coś z dorobku Sparksa przeczytać. Niemniej jednak, „Jesienną Miłość” nie przeczytałam pod presją moich czytelniczek.

Otóż, jak pewnie niektórzy z Was wiedzą, na początku maja opublikowałam na „Magii Pisania” artykuł oparty na faktach pod tytułem „(…) i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Portal Onet wystawił go na stronę główną i wtedy rozpoczęła się zażarta dyskusja użytkowników sieci na temat losów Marcina i Kasi. Wśród odwiedzających „Magię Pisania” znalazło się kilka osób, które zarzuciły mi, że historia jest „żywcem zdarta” z filmu pod tytułem „Szkoła Uczuć”. Ponieważ znacznie bardziej wolę książki niż kino, zaczęłam zastanawiać się, co też ci ludzie mają na myśli. Filmu nie znam, więc nie mogłam posilić się jego fabułą podczas pisania o Marcinie i Kasi. Natomiast o tych młodych ludziach słyszałam, a Marcina nawet udało mi się raz spotkać. I wtedy zaczęłam szperać gdzie tylko mogłam, żeby w końcu dowiedzieć się skąd rzekomo „zdarłam” opowieść. Kiedy tak szukałam, okazało się, że „Szkoła Uczuć” to nic innego, jak tylko ekranizacja książki Nicholasa Sparksa – „Jesienna Miłość”. Jak napisałam Wam wyżej, bardziej od kina, cenię sobie literaturę, więc zamiast oglądać film, przeczytałam książkę. Rzeczywiście, okazało się, że losy Marcina i Kasi są bardzo podobne do historii Landona i Jamie, co stanowi tylko dowód na to, że Nicholas Sparks czerpie inspiracje do swoich książek właśnie z życia. Natomiast nie stanowi to dowodu przeciwko mojemu artykułowi, ponieważ książkę skończyłam czytać dopiero dwa dni temu, a artykuł opublikowałam dokładnie 6 maja 2011 roku.

No to teraz może coś o samej książce. Przyznaję, że historia Landona i Jamie wzrusza do łez. Zwłaszcza, kiedy już na końcu starszy o czterdzieści lat Landon mówi: „(…) Wciąż ją kocham, widzicie, i nigdy nie zdjąłem z palca obrączki. W ciągu wszystkich tych lat nigdy nie miałem ochoty tego zrobić (…)”

Osobiście książkę bardziej poleciłabym młodzieży niż osobom dorosłym. Dlaczego? Ponieważ u nastoletnich ludzi dopiero kształtują się wzorce postępowania, modeluje się ich światopogląd, a także wyrabia się postawa wobec drugiego człowieka i miłości. Życiowe tragedie nie dotykają tylko ludzi dorosłych i doświadczonych. Czasami młodzież także doświadcza swoich dramatów, traci bliskie osoby. Ta książka może być cenną wskazówką jak zachować się w takich sytuacjach. Jej fabuła pokazuje, co tak naprawdę liczy się w życiu. Nie jest ważna uroda, która przemija, bez znaczenia jest też pozycja społeczna. Najważniejsza w tym wszystkich jest miłość i drugi człowiek, dla którego można naprawdę wiele poświęcić, jeśli tylko tego chcemy. Książka przede wszystkim uczy, jak należy zachować się w obliczu zbliżającej się śmierci ukochanej osoby. Zdaję sobie sprawę, że ta recenzja brzmi trochę umoralniająco, ale chyba to Nicholas Sparks miał na myśli, pisząc tę powieść.

 

Moja ocena: 5+/6

 

Nicholas Sparks official website

Nicholas Sparks on Facebook 

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?