Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
niedziela, 30 grudnia 2012

 

Koniec każdego roku z reguły wiąże się z przeprowadzaniem wszelkiego rodzaju podsumowań i robienia planów na rok kolejny. W zeszłym roku takiego podsumowania nie robiłam, ponieważ uznałam, że bloguję dopiero od kilku miesięcy i jeszcze za bardzo nie mam się czym chwalić. Zakończenie roku 2012 jest takim momentem, kiedy mogę już napisać coś konkretnego na temat swoich osiągnięć czytelniczych i twórczych.

Zacznę może od tego, że w tym roku kalendarzowym przeczytałam 75 książek. Nie wiem czy to dużo, czy mało. Dla mnie z pewnością jest to sporo, zważywszy że generalnie nie mam zbyt dużo czasu na czytanie. Jednak cel, który założyłam sobie w styczniu tego roku nie został przeze mnie osiągnięty. Wykazałam się zbyt dużą ambicją i zwyczajnie przeliczyłam swoje siły, przyjmując, że przeczytam tych książek aż 100! W związku z tym postanowiłam przyznać takie swoje prywatne wyróżnienia lekturom, które zrobiły na mnie naprawdę wyjątkowe wrażenie, choć najwyższych ocen wystawiłam znacznie więcej niż będzie to wynikać z poniższego rankingu. Wyróżnienia podzieliłam na kategorie. Zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia. Tak więc aby nie przedłużać, przechodzę do rzeczy.

 

Najlepsza baśń

Antonia Michaelis Tygrysi Księżyc (przeczytaj recenzję)

Najlepsza biografia

Wiesław (Wesley) Adamczyk – Kiedy Bóg odwrócił wzrok

(przeczytaj recenzję)

Najlepszy kryminał

J.D. Bujak – Bilbord (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść fantasy

Agnieszka Steur – Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie

(przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść historyczna

Renata Czarnecka – Królowa w kolorze karminu (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść obyczajowa

Renata L. Górska – Błędne siostry (przeczytaj recenzję)

Najlepsza saga

Judith Lennox Krok w nieznane (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść sensacyjna

Agnieszka Lingas-Łoniewska Trylogia

Najlepszy thriller

Adam Zalewski – Małe miasteczko (przeczytaj recenzję)

Agnieszka Lingas-Łoniewska Szósty (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść XIX-wieczna

Jane Austen – Mansfield Park (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść o miłości

Agnieszka Lingas-Łoniewska – Zakład o miłość (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść z duchami w tle

Magdalena Zimniak – Pokój Marty (przeczytaj recenzję)

Najlepsza powieść dla młodzieży

Agnieszka Steur – Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie

(przeczytaj recenzję)

Agnieszka Gil – Herbata z jaśminem (przeczytaj recenzję)

Najlepszy debiut

Agnieszka Steur – Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie

(przeczytaj recenzję)

W przypadku niektórych kategorii umieściłam dwie książki, które uważam za najlepsze w 2012 roku, ponieważ zwyczajnie nie umiałam zdecydować, która z nich ewentualnie byłaby lepsza. Ci, którzy uważnie czytają mojego bloga zapewne zastanawiają się, gdzie podziewa się powieść, która praktycznie odebrała mi mowę. Aby nie trzymać Was dłużej w niepewności oznajmiam, że

Książką Roku 2012 na blogu Kraina Czytania została powieść

Antonii Michaelis pod tytułem

Baśniarz

recenzja powieści tutaj

Myślę, że ten tytuł jest w pełni zasłużony dla tej pozycji i wielu z Was podzieli moje zdanie.

Chciałabym też zwrócić uwagę na jedno z wydawnictw, które w mijającym roku przykuło moją uwagę. Jest to Wydawnictwo stosunkowo młode, lecz prężnie rozwijające się. Mowa oczywiście o rzeszowskim Wydawnictwie Dreams. Już w Nowy Rok będziecie mogli na moim blogu przeczytać znacznie więcej na temat tego Wydawnictwa, a to za sprawą wywiadu, jakiego udzieliła mi jego właścicielka, Pani Lidia Miś-Nowak. Serdecznie Was zapraszam, bo naprawdę będzie to wywiad bardzo ciekawy i zdradzający wiele szczegółów dotyczących tej drugiej strony publikowania książek, bo przecież nie wystarczy książki jedynie napisać.

Co jeszcze spotkało mnie w mijającym roku? Otóż w maju wspólnie z Autorką Książek Zbójeckich wydałyśmy antologię opowiadań pod tytułem Szkice z życia. E-book został bardzo dobrze przyjęty przez Czytelników pomimo słów krytyki, które pojawiały się jeszcze zanim cokolwiek ujrzało światło dzienne. Moje opowiadanie pod tytułem Ostatnia misja wywołało również szereg emocji u Czytelników. Dla mnie jest to ogromna motywacja do tego, aby pisać. Wszystkim Czytelnikom, którzy ciepło przyjęli tę antologię serdecznie dziękuję, mając jednocześnie nadzieję, że kolejny nasz wspólny projekt dotyczący pisania bajek podzieli losy Szkiców z życia.

Zupełnie nieświadomie napisałam też blogową powieść fantasy pod tytułem Literackie podróże Weroniki, która zarazem stanowiła formę jednego z cykli literackich. Drugim był cykl o Józefie Ignacym Kraszewskim. W tym roku kalendarzowym wzięłam i nadal biorę udział w czterech wyzwaniach czytelniczych, czyli Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa, Klub Miłośników Jane Austen, Czytamy Anię, a także od czasu do czasu Czytamy fantastykę. Zostałam również laureatką pierwszego miejsca w Wielkim Konkursie – Blogerzy dla Korczaka. Przeprowadziłam szereg interesujących wywiadów z polskimi pisarzami.

A co w przyszłym roku? Na chwilę obecną nie mam jeszcze dokładnie sprecyzowanych planów. Zapewne do blogowania podejdę spontanicznie, jak zawsze. Na pewno pozostanie cykl Literat Miesiąca, który chciałabym rozszerzyć o pisarzy obcych. Robię w tym kierunku wszystko, co mogę i mam nadzieję, że któregoś dnia na moim blogu ukaże się wywiad w wersji dwujęzycznej. Na wiosnę myślę wystartować z kolejnym cyklem literackim. Niemniej jego tematyki na razie nie będę zdradzać. Niech pozostanie niespodzianką. Chcę również przedstawiać Wam książki stare i zapomniane, wydane jeszcze w ubiegłym stuleciu. Aczkolwiek fakt ten wcale nie oznacza, że zupełnie zrezygnuję z czytania nowości. Nowe publikacje nadal będą się pojawiać na blogu. Mam też zamiar czytać w oryginale i omawiać powieści, które nie zostały jeszcze w Polsce wydane. To chyba tyle, jeśli chodzi o plany na przyszły rok. Reszta, jak wspomniałam, będzie wynikiem moich spontanicznych działań.

I na koniec przyjmijcie ode mnie najserdeczniejsze życzenia noworoczne.

 



18:13, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (26) »
sobota, 29 grudnia 2012

 

Catrin Collier

 

       Ostatnie lato

 

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I SK-A
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: One Last Summer
Przekład: Agnieszka Lipska-Nakoniecznik

 

 

 

Kiedy człowiek staje u progu śmierci wówczas albo rzuca się na życie niczym szaleniec, chcąc przeżyć to, czego nie udało mu się przez te wszystkie lata, albo zastanawia się nad przeszłością i pragnie do niej powrócić. Jednak czasami jest tak, że powrót do przeszłości może boleć znacznie bardziej niż choroba, która trawi organizm, aby w efekcie doprowadzić do śmierci. Czy w takiej sytuacji jest sens czynić jakiekolwiek wysiłki, aby cofać się lata wstecz i na nowo przeżywać to, co wywołało tak wielkie cierpienie? A może taki powrót to jedyny sposób na to, aby odzyskać spokój?

Prusy Wschodnie (z niem. Ostpreußen) stanowiły część Królestwa Pruskiego, a następnie zjednoczonych w XIX wieku Niemiec. Taki stan rzeczy istniał do roku 1945, czyli do momentu zakończenia II wojny światowej i wysiedlenia Niemców z tych terenów. Prowincja ta powstała w 1772 roku z części terytorium Polski, w którego skład wchodziła Warmia oraz Prusy Książęce z wyłączeniem Kwidzyna. Stolicą tejże prowincji był Królewiec. Tuż przed wybuchem II wojny światowej powierzchnia Prus Królewskich wynosiła 36 991,71 km2. Prowincję wówczas zamieszkiwało 2 488 122 mieszkańców.

Na terenie Prus Wschodnich lata dzieciństwa i dorastania przeżywa główna bohaterka powieści Catrin Collier, Charlotte von Datski. Już z samego brzmienia nazwiska wynika, że dziewczyna pochodzi z arystokratycznej rodziny niemieckiej. Jej ojciec to wysoko postawiony urzędnik państwowy. Matka nie pracuje zawodowo, lecz swój czas poświęca dzieciom. Charlotte ma jeszcze dwóch braci bliźniaków, Wilhelma i Paula, oraz starszą siostrę, Gretę, z którą bynajmniej nie łączą ją uczucia typowe dla rodzonych sióstr. Rodzina von Datski to klasyczna niemiecka familia postępująca zgodnie z zasadami wprowadzonymi przez Adolfa Hitlera. Charlotte jest utalentowana muzycznie i należy do sekcji muzycznej Allensteiner Hitlerjugend (z pol. Młodzież Hitlera), co daje jej możliwość koncertowania również w innych krajach. Posiadłość rodziny to piękny dwór i pola o nazwie Grunwaldsee leżąca w okolicach dzisiejszego Olsztyna.

Rodzina von Datski sprawia wrażenie niezwykle szczęśliwej i kochającej się familii. Kiedy największe marzenie Charlotte niespodziewanie spełnia się, dziewczyna czuje, że już nic więcej nie potrzeba jej do szczęścia. Oto mężczyzna, którego kocha skrycie od tak dawna, wreszcie prosi ją o rękę. Jednak już niedługo okazuje się, że hrabia Claus von Letteberg wcale nie jest tym, za kogo tak naprawdę uchodził. Jako oficer Wermachtu swoją brutalność kieruje również na młodą i niedoświadczoną żonę. Sielankowe życie Charlotte zmienia się jeszcze bardziej wraz z wybuchem II wojny światowej. Od tej chwili nic już nie będzie takie samo. Młodziutka Charlotte będzie musiała dorosnąć z dnia na dzień.

Mijają dziesiątki lat. Wojna już dawno dobiegła końca. W Polsce także zmienił się system władzy. Dziś Charlotte mieszka w Stanach Zjednoczonych i właśnie skończyła osiemdziesiąt sześć lat. Kobieta ma dwóch synów, z których jeden mieszka w Niemczech, a drugi w Anglii. Jednak stosunki panujące pomiędzy nią a jej dziećmi nie należą do najlepszych. Z kolei fantastycznie dogaduje się ze swoimi wnukami. Ale jest coś jeszcze. Charlotte von Datski umiera. Lekarze właśnie wykryli u niej nowotwór trzustki i sugerują leczenie, lecz kobieta nie chce poddać się terapii. Jedyne czego pragnie, to znów odwiedzić tereny niegdysiejszych Prus Wschodnich. Przed śmiercią chce zobaczyć dom, w którym spędziła najszczęśliwsze lata swojego życia. Jest ciekawa jak teraz wygląda to miejsce i kto się nim zajmuje. Charlotte wie, że podróż może okazać się dla niej zabójstwem, lecz podejmuje się tego, zwłaszcza że pragnie wyjaśnić swojej ukochanej wnuczce, Laurze, dlaczego swego czasu zarówno ona, jak i jej siostra były członkiniami partii nazistowskiej. Czym zakończy się ta podróż w przeszłość? Czy jest to tylko chęć zobaczenia przed śmiercią rodzinnego domu, czy może kryje się za tym coś więcej?

Od razu napiszę, że niniejsza książka oparta jest na faktach. Catrin Collier fabułę powieści stworzyła na podstawie pamiętników swojej babki i matki. Nie wiem, czy treść tych pamiętników jest dokładnie cytowana w powieści, czy zmieniona przez autorkę. Natomiast prawdą jest, że główna bohaterka powieści podczas całej podróży czyta je, a następnie oddaje swojej wnuczce, aby ta dzięki nim zrozumiała wiele istotnych kwestii związanych z jej przeszłością.

Ta powieść może budzić szereg kontrowersji w zależności od tego, kto ją czyta. Na pewno Polacy odbiorą ją inaczej niż mieszkańcy innych państw świata. Czytając recenzje tej powieści zauważyłam, że niektórzy polscy recenzenci atakują autorkę i zarzucają jej pisanie nieprawdy, patrząc na problem jedynie z jednej strony, czyli poprzez pryzmat okrucieństwa jakiego doznał nasz kraj od faszystowskich Niemiec. Lecz trzeba też wiedzieć, że każdy medal ma dwie strony. Owszem, okrucieństwo hitlerowców przeszło wszelkie granice i nie zamierzam tego faktu kwestionować. Ale przecież nie można zapominać, że wśród ówczesnych Niemców byli i tacy, którzy sprzeciwiali się polityce Hitlera i ponieśli za to karę. Byli rozstrzeliwani i torturowani. W takich sytuacjach zawsze przychodzi mi na myśl historia Władysława Szpilmana. Jeśli ktoś nie wie, o czym piszę, to odsyłam do lektury Pianisty. Wiem też, że w Polsce znajdują się groby młodych niemieckich żołnierzy, którzy odmówili wykonania wyroków śmierci na Polakach. Niedaleko miejscowości, w której mieszkam jest właśnie taki grób, który do tej pory jest pielęgnowany przez miejscową ludność.

Być może ktoś zarzuci mi, że próbuję w ten sposób wybielić faszystów. Nic podobnego! Staram się tylko być obiektywna i nie pielęgnować w sobie nienawiści, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. A niestety, my-Polacy, mamy do tego skłonność. Ta powieść pisana jest z perspektywy osoby, która boleśnie odczuła na sobie okrucieństwo wojny, choć była przedstawicielką znienawidzonego przez wszystkich narodu. Wojna zabrała głównej bohaterce większość rodziny. Ona sama także została pozbawiona godności. Jej egzystencja już nigdy nie była taka sama. Praktycznie przy życiu trzymały ją jedynie wspomnienia o pewnym rosyjskim oficerze, z którym spędziła najpiękniejsze chwile życia, nie bacząc na niebezpieczeństwo. Ten oficer ostatecznie uratował jej życie. Charlotte wciąż nie może sobie wybaczyć, że nie zrobiła nic, co mogłoby uratować choć jedno ludzkie istnienie. Stale ma w pamięci wywózkę Żydów, wśród których były także jej przyjaciółki. Być może nie zrobiła nic ze zwykłego ludzkiego strachu.

Pamiętajmy też, że nawet pośród niemieckich oficerów byli i tacy, którzy wystąpili jawnie przeciwko Hitlerowi, przygotowując na niego zamach.

(…) Pułkownik Claus Schenk hrabia von Stauffenberg, jego adiutant, porucznik Werner von Haeften, generał Friedrich Olbricht i pułkownik Sztabu Generalnego, Albrecht Ritter Mertz von Quirnheim stanęli przed plutonem egzekucyjnym w nocy dwudziestego lipca tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku na dziedzińcu Głównej Kwatery Armii przy Bendlerstrasse. Inni nie mieli tyle szczęścia. Po wydaniu wyroków cywilni spiskowcy ginęli na gilotynie, wojskowi zaś, rozebrani do naga, dusili się powoli zawieszeni na strunie fortepianowej na haku, z którego ich zdejmowano, zanim skonali, cucono i wieszano ponownie. W pewnych wypadkach cały proces powtarzano nawet kilkakrotnie, aż wreszcie następował zgon. Na osobisty rozkaz Hitlera te męczarnie były utrwalane na taśmie filmowej, filmy zaś pokazywano później współpracownikom Führera w kwaterze głównej (…)*

Prześladowaniom poddane zostały także rodziny spiskowców. Rodzina Charlotte von Datski jest jedną z tych, których członkowie wreszcie powiedzieli Hitlerowi „DOŚĆ!”. Ta powieść nie tylko wzrusza, ale też pokazuje wojnę z tej drugiej strony. Jest to wojna widziana oczami zwykłych Niemców i ich rodzin. Zło, które wyrządzili światu faszyści było tak wielkie, że przesłoniło te incydentalne przypadki, kiedy próbowano się buntować, bo wreszcie zdano sobie sprawę z brutalności i szaleństwa samego Hitlera.

Nikt z recenzentów, których teksty czytałam nie zauważył, że bohaterka powieści boleje nad tym, co spotkało świat, a przede wszystkim Polskę. Kiedy Armia Czerwona wkracza na tereny Prus Wschodnich, żołnierze rosyjscy nie liczą się z nikim ani z niczym. Mają miejsce zbiorowe gwałty kobiet, mordowanie zarówno dorosłych, jak i dzieci. Nawet kobiety w ciąży nie są oszczędzane. I wtedy Charlotte pyta samą siebie, czy Niemcy wkraczając na tereny okupowane też tak się zachowywali? Ta myśl nie daje jej spokoju. Wyrzuty sumienia dręczą ją do ostatnich chwil życia. Ona wie, że Niemcy już zawsze będą kojarzone z okrucieństwem. Charlotte zdaje siebie sprawę, że kolejne pokolenia wciąż będą potępiać jej kraj, a jej rodakom być może już nigdy nie uda się odzyskać dobrego imienia.

O tej powieści można wiele pisać. Tematyka jest rozległa i kontrowersyjna. Zdania były, są i będą podzielone. Tylko czy nienawiść na pewno jest tym środkiem, którym powinniśmy się kierować za każdym razem, gdy pomyślimy o II wojnie światowej?

 

 

Moja ocena: 6/6




* C. Collier, Ostatnie lato, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 11.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 27 grudnia 2012

 

Renata Czarnecka

 

  Królowa w kolorze karminu

 

 

 

Wydawnictwo: SKRZAT
Kraków 2008

 

 

 

Barbara Radziwiłłówna to postać dość kontrowersyjna w historii Polski. Na pewno była ona kobietą o niezwykłej urodzie, o której krążyły rozmaite opinie w zależności od tego kto je wygłaszał: wróg czy przyjaciel. Zachwyt wzbudzała przede wszystkim jej piękna twarz. Miała ciemne i duże oczy, a jej cera była jasna. Ta „słusznego wzrostu” blondynka pod wszelkimi względami odpowiadała renesansowym wyobrażeniom piękna. Lubowała się w drogich sukniach i kosztownej biżuterii. Jednak przede wszystkim upodobała sobie kolor czerwony, w którym sprawiała sobie nie tylko suknie i birety, ale także poduszki. Najprawdopodobniej nawet powóz kazała wyłożyć szkarłatnymi materiałami. Zgodnie z panującą w XVI wieku modą, przyozdabiała się biżuterią, a nade wszystko ceniła sobie pierścienie, których zwykła nosić nawet kilka jednocześnie. Niemniej jej ulubioną ozdobą były perły. Mówiono, że jej kolekcja jest imponujących rozmiarów.

Być może była to kobieta próżna i zepsuta, zważywszy na styl życia jaki prowadziła. Można o niej mówić różnie. Jedni uważają, że Barbara z Radziwiłłów była wielką rozpustnicą, która ostatecznie, dzięki swoim wdziękom, uwiodła króla, a ten szalejąc z miłości szedł na wszelkie ustępstwa, doprowadzając w końcu do jej koronacji. Prawdą jest, że przez jej łoże przewinęło się wielu mężczyzn pochodzących z rozmaitych warstw społecznych. Dlatego też jej nie najlepsza opinia jest w pełni uzasadniona. Z kolei inni twierdzą, że Barbara padła ofiarą wygórowanych ambicji swoich dwóch braci, Mikołaja Rudego i Mikołaja Czarnego, stając się pionkiem w ich politycznej grze z Zygmuntem II Augustem. Jeszcze inni żałują jej, twierdząc, że została upokorzona jak żadna inna przed nią. Wśród tych rozmaitych opinii jedno jest pewne. Barbara Radziwiłłówna pomimo swoich licznych grzechów doznała tego, o czym wiele jej poprzedniczek mogło tylko marzyć. Kochała i była kochana aż do samej śmierci, a jej królewski małżonek już do końca życia nosił po niej żałobę.

Romans Zygmunta II Augusta i Barbary Radziwiłłówny rozpoczął się jeszcze za życia pierwszej żony monarchy, którą była arcyksiężniczka Elżbieta z Habsburgów. Po jakimś czasie okazało się, że nie jest to kolejny kaprys króla zauroczonego piękną buzią wojewodziny trockiej. Ten romans przerodził się w autentyczne i trwałe obopólne uczucie, które najpierw rozwijało się w ukryciu. Dopiero po śmierci królowej Elżbiety, król zaprzestał ukrywania swoich amorów. Źródła historyczne podają, że Zygmunt II August kazał zbudować tajne przejście prowadzące z jego zamku do położonego w sąsiedztwie pałacu Radziwiłłów, aby móc już bez jakichkolwiek ograniczeń odwiedzać wybrankę swojego serca, wówczas wojewodzinę trocką i jednocześnie wdowę po Stanisławie Gasztołdzie. Z kolei Barbara zwykła odwiedzać króla w jego myśliwskim dworku w Rudnikach.   

Lata, kiedy Zygmunt II August miał u swego boku Barbarę były najszczęśliwszym okresem życia króla. Jego miłość zakrawała wręcz na opętanie, czego nie omieszkali komentować dworzanie i królewscy urzędnicy, nazywając Barbarę czarownicą posiadającą szatańską moc. Z pewnością jej biegłość w sztuce kochania miała tutaj decydujące znaczenie. Była Litwinką, a obyczaje erotyczne możnych kobiet Wielkiego Księstwa Litewskiego były zgoła odmienne niż Polek. Istniało szereg powodów, które sprawiały, że na Litwie patrzono bardziej tolerancyjnie na miłosne poczynania pań. Zezwalano na utrzymywanie pozamałżeńskich relacji damsko-męskich, nie demonizując tego rodzaju związków. Ówczesna Litwa kierowała się odmiennymi zasadami i normami oraz znajdowała się na obszarze innych oddziaływań niż Polska etniczna.

Tak więc Barbara wychowana w dość liberalnej atmosferze nie uważała, aby płeć stanowiła coś grzesznego i była elementem zahamowań. Środowisko, w którym królowa się wychowała przyzwalało na pewną swobodę, przejawianie, a wręcz zaspokajanie swoich seksualnych popędów. To, co było akceptowane na Litwie, nie było dobrze wdziane w Koronie. Dlatego też można zrozumieć kategoryczny sprzeciw urzędników dworskich Zygmunta II Augusta, kiedy ten usiłował wprowadzić Barbarę na tron. Jej niechlubna przeszłość ciągnęła się za nią aż do dnia śmierci. Pojawiały się nawet głosy, iż choroba, która ją zaatakowała (najprawdopodobniej nowotwór szyjki macicy) była karą za jej grzechy.

Barbara Radziwiłłówna to bez wątpienia niezwykle barwna postać, która zapisała się na kartach historii Polski. Historycy i pisarze wciąż do niej wracają, aby na nowo ją analizować. Powieść Renaty Czarneckiej jest doskonałym przykładem na to, jak wiele rozmaitych emocji do dziś budzi królowa, której moment koronacji tak naprawdę stał się początkiem nie tylko jej osobistego końca, ale także końca dynastii Jagiellonów. Autorka doskonale prowadzi czytelnika poprzez poszczególne etapy romansu Zygmunta i Barbary, a w tle wciąż brzmią echa polityki Radziwiłłów. Tak naprawdę nie wiadomo, kto wówczas sprawował władzę w Koronie. Można odnieść wrażenie, że Zygmunt II August oddał berło braciom, a sam skupił się jedynie na swojej szaleńczej miłości do Barbary.

 

Śmierć Barbary Radziwiłłówny
Autor: Józef Simmler, 1860

 

Powieść jest niezwykle dynamiczna i w niczym nie przypomina standardowego podręcznika do nauki historii. Na pewno nie jest nudna. Postacie są wyraziste, żyją własnym życiem, jak gdyby w oderwaniu od tego, co jest nam już znane. Miłośnicy historii wiedzą doskonale jakimi torami biegł romans Zygmunta i Barbary i w jakiej atmosferze miał on miejsce, jednak Renata Czarnecka sprawiła, że czytelnik do końca ma nadzieję na szczęśliwy finał, choć jest to niemożliwe. Może to się wydawać dziwne, ale moje wrażenia i emocje podczas czytania takie właśnie były. Gdzieś tam wierzyłam, że ta ich miłość ostatecznie zwycięży. Wielką sztuką jest napisać powieść historyczną, która tak bardzo będzie trzymać w napięciu. Renacie Czarneckiej udało się to doskonale.

Ta powieść naprawdę porusza. Cierpienie króla jest jednocześnie bólem dla czytelnika. Wszelkie emocje bohaterów są niezwykle autentyczne. Oczywiście nie brak tutaj także intryg. Pamiętajmy, że matką Zygmunta II Augusta była sama królowa Bona Sforza d’Aragona, kobieta niebywale porywcza, wręcz furiatka, jak niektórzy zwykli o niej mówić. Jej włoski temperament boleśnie odczuwali jej poddani. Matczyna miłość Bony praktycznie zakrawała na obsesję. Kto zna tę postać z historii, wie, iż przyklejano jej nawet etykietkę trucicielki.

Jak wiecie, uwielbiam historię i powieści historyczne. Lubię odgrzebywać przeszłość, szczególne tę sprzed setek lat, kiedy na tronach zasiadali monarchowie. Uważam, że tego rodzaju powieści są czytelnikom bardzo potrzebne, szczególnie teraz kiedy słyszy się o możliwości wycofania historii ze szkół. Dla mnie to jest niepojęte! Jak można nagle przestać nauczać historii?! Bardzo się cieszę, że pośród naszych rodzimych autorów jest Pisarka, która nie boi się podejmować wyzwań, bo przecież napisanie dobrej powieści historycznej wymaga nie lada talentu, cierpliwości, a przede wszystkim pasji związanej z historią. Jestem urzeczona tą powieścią i chcę więcej książek wychodzących spod pióra Renaty Czarneckiej. Podczas czytania naprawdę czułam się, jak gdybym przemykała korytarzami Wawelu i podsłuchiwała rozmowy dworzan, kiedy królowa Barbara dogorywała na łożu śmierci. Współczułam też Zygmuntowi II Augustowi, że oto traci miłość swojego życia. A kiedy powiedział: Boże mój! Czemuś mi ją zabrał?!, łza zakręciła mi się w oku.

Kiedyś pewna moja znajoma powiedziała, że należy sięgać po takie książki, z których możemy dowiedzieć się czegoś pożytecznego. Bez wątpienia powieści historyczne takie właśnie są. To z nich dowiadujemy się, w jaki sposób egzystowały pokolenia żyjące wiele lat przed nami. Zatem nie bójcie się sięgać po tego rodzaju książki, a jeśli wśród Was jest ktoś, kto jeszcze nigdy nie czytał tego gatunku, to może najwyższy czas zacząć? Natomiast Królowa w kolorze karminu być może stanie się tą powieścią, która sprawi, że tak jak ja, zakochacie się w historii.

 

 

Moja ocena: 6/6

 

źródło obrazu: na licencji Creative Commons

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



niedziela, 23 grudnia 2012

 

 

Boże Narodzenie

 

Pusty rynek. Nad dachami

Gwiazda. Świeci każdy dom.

W zamyśleniu, uliczkami,

Idę, tuląc świętość świąt.

*

Wielobarwne w oknach błyski

I zabawek kusi czar.

Radość dzieci, śpiew kołyski,

Trwa kruchego szczęścia dar.

*

Więc opuszczam mury miasta,

Idę polom białym rad.

Zachwyt w drżeniu świętym wzrasta:

Jak jest wielki cichy świat!

*

Gwiazdy niby łyżwy krzeszą

Śnieżne iskry, cudów blask.

Kolęd dźwięki niech cię wskrzeszą -

Czasie pełen Bożych łask!

 

                                                          Joseph Von Eichendorff



16:12, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (16) »
piątek, 21 grudnia 2012

 

Renata L. Górska

 

           Błędne siostry

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2012

 

 

 

Chyba każdy z nas ma w życiu takie chwile, kiedy chciałby uciec najdalej jak to tylko możliwe. Chciałby zamknąć się w jakimś odludnym miejscu z dala od ludzi i cywilizacji, aby dać odpocząć swojej psychice i powrócić do równowagi, czyli mówiąc kolokwialnie, naładować akumulatory. Niestety, nie zawsze mamy dokąd uciec. W dodatku w tym konkretnym miejscu trzyma nas przeważnie praca i rodzina. Lecz może w końcu przyjść taki dzień, kiedy nasz organizm naprawdę zacznie się buntować i wówczas nie będzie ważne, że szef nas potrzebuje albo życiowy partner będzie twierdzić, że nie poradzi sobie, gdy wyjedziemy. Wtedy trzeba będzie wybrać, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Fakt, że w oczach innych jesteśmy niezastąpieni czy może nasze zdrowie i spokój psychiczny?

Właśnie przed tego rodzaju dylematami staje główna bohaterka powieści autorstwa Renaty Górskiej o imieniu Karola. Kobieta jest Polką, lecz od wielu lat nie mieszka już w swoim ojczystym kraju. Z dala od rodzinnego domu ułożyła sobie życie jak mogła najlepiej, jednak wciąż czuje, że nie wszystko układa się tak, jak powinno. Kiedy poznajemy Karolę, kobieta przechodzi poważny życiowy kryzys. Pracuje w firmie, która zaczyna podupadać, więc jej etat również wisi na włosku. W dodatku jej życiowy partner raczej nie stanowi dla niej oparcia, a wręcz to ona musi zajmować się nim niczym małym dzieckiem. Karola ma też inny problem. Otóż od lat cierpi na migrenę. Choroba atakuje niespodziewanie i wyłącza ją z życia na wiele godzin, a czasami nawet dni. Lekarz sugeruje jej wyjazd w jakieś zaciszne miejsce, gdzie mogłaby odpocząć, twierdząc, że ataki mają podłoże psychosomatyczne. Kobieta przychyla się do jego poleceń, ale nie wie, gdzie mogłaby się zaszyć i złapać oddech. I wtedy z pomocą przychodzi jej koleżanka z pracy, Regina, która wysyła ją do pewnego domu na polanie znajdującego się w Polsce, a dokładnie w Karkonoszach. Ten dom niegdyś należał do rodziców Reginy, a teraz stanowi własność jej i brata. Czy Karola odnajdzie spokój i wyleczy migrenę, przebywając w domu na polanie? Czy malowniczy karkonoski krajobraz jest w stanie przynieść kobiecie ulgę i uwolnić od problemów?

Panorama z okien domu na stoku rozciągała się po daleki horyzont. Przy idealnej pogodzie można było dostrzec zabudowania po drugiej stronie doliny. Natomiast pobliskie pagórki nierzadko zasnuwała mgła, pełznąca po łąkach, sponad których wybijały się wapniaki przy szlaku. Skałki te zwano Błędnymi Siostrami.

Czasem biel otulała całą polanę, wnikała nawet między drzewa lasu. Mgła pojawiała się tu często i także z tego powodu miejsce budziło grozę. Okoliczni mieszkańcy uważali je za siedlisko niezwykłych zjawisk.*

Swoje rozważania o Błędnych siostrach może zacznę od stwierdzenia, że choć od momentu, kiedy skończyłam czytać tę powieść minęło już kilka dni, nadal jestem pod jej ogromnym wpływem. Są takie książki, których nie można jednoznacznie scharakteryzować ani zaszufladkować, a słowo „rewelacja” to stanowczo za mało, aby w pełni wyrazić to, co czuje się po ich przeczytaniu. Renata Górska stworzyła właśnie jedną z takich powieści. Już od pierwszych stron wiedziałam, że ta książka jest wyjątkowa i tak inna od powieści, które czytałam w ostatnim czasie. W tej książce jest ukryta magia. Nie mam tutaj na myśli jedynie legendy, która ściśle łączy się z domem na polanie i z którą życie Karoli już od pierwszych dni pobytu w Karkonoszach zaczyna splatać się niczym warkocz. W tej książce czytelnik odnajduje znacznie więcej niż tylko opis wydarzeń. Ta historia posiada swoją głębię, nad którą należy się zastanowić.

W książce Renaty Górskiej czytelnik odnajdzie szereg prawd, które kierują naszym codziennym życiem. Autorka porusza kwestię wybaczania, miłości, przyjaźni, zaufania, a przede wszystkim pokazuje jak pod wpływem pewnych wydarzeń człowiek jest w stanie odmienić swoje życie. Karola od lat nosi w sobie urazę, która ma swoje źródło jeszcze w latach szkolnych i dotyczy jej rodziny. Kobieta musi się zmagać z demonami przeszłości, ale jest coś, co może jej w tym pomóc. To miłość. Jest to nie tylko miłość do mężczyzny, ale przede wszystkim miłość do siostry. Tylko najpierw powinna to uczucie w sobie odnaleźć. Wreszcie musi też stanąć twarzą w twarz ze swoją przeszłością i rozliczyć się z nią raz na zawsze. Bardzo trudno jest zaakceptować przeszłość, która okazuje się być inna niż kobieta twierdziła do tej pory.

Wspomniałam też o mężczyźnie. Otóż w życiu Karoli zupełnie niespodziewanie pojawia się tajemniczy Armin, z którym kobieta popada w konflikt już przy pierwszym spotkaniu. Choć jeszcze o tym nie wie, to jednak ta znajomość jest jej bardzo potrzeba, ponieważ pozwoli spojrzeć na pewne sprawy pod innym kątem. Ta niecodzienna znajomość uczy ją przede wszystkim zaufania drugiej osobie, co do tej pory było jej obce. Oprócz tego Karola może wreszcie doświadczyć prawdziwej przyjaźni. Tego uczucia również dotychczas nie znała, choć wydawało jej się, że jest inaczej.

Moje wrażenia podczas czytania tej powieści dodatkowo spotęgował fakt, że sięgnęłam po nią w okresie przedświątecznym. Akcja dzieje się od jesieni do wiosny, tak więc obejmuje też okres Bożego Narodzenia. W tym czasie mogłam obserwować metamorfozę Karoli i wraz z nią odczuwać to, co ona czuła, kiedy jej życie znów wywracało się do góry nogami. Bohaterka jest tak autentyczna, że czytelnik wraz z nią tęskni, złości się, płacze, cierpi, ale też śmieje i kocha. Autorka wiele spraw pozostawia niedopowiedzianych, a ich interpretacja należy już do samego czytelnika. Jest to bardzo dobry zabieg, ponieważ nie zawsze wszystko musi być do końca wyjaśnione.

Po przeczytaniu Czterech pór lata wiedziałam, że na pewno na tej jednej powieści się nie skończy i za jakiś czas sięgnę po kolejną książkę Renaty Górskiej. Język, jakim posługuje się Autorka jest prosty, a zarazem tak bogaty, że czytelnik odnosi wrażenie, jak gdyby w domu na polanie mieszkał razem z Karolą. Nie tylko główna bohaterka jest niezwykle autentyczna. To samo można powiedzieć o pozostałych postaciach. Podobnie jak język powieści, życie bohaterów jest z jednej strony proste, a z drugiej niezwykle bogate. Bogate wewnętrznie, a nie pod względem ekonomicznym. Choć każdy z nich boryka się ze swoimi własnymi problemami, to jednak nie zapomina o innych. Ludzie ci przyjmują wszystko takim, jakie jest, nie zadając zbędnych pytań. Z kolei tytuł powieści nie jest przypadkowy i dotyka nie tylko kwestii legendy, która niczym mgła, spowija dom na polanie.

Tak więc, jeżeli nie macie jeszcze gwiazdkowego prezentu dla bliskiej osoby, to ta książka będzie najodpowiedniejszym podarunkiem pod choinkę. Opowieść o Karoli i jej pobycie w domu na polanie pozostawi w każdym czytelniku niezatarty ślad. Myślę, że ta powieść jest też jedną z tych, do których można powracać wielokrotnie i za każdym razem przeżywać ją na nowo.

 

Moja ocena: 6/6

 



* R.L. Górska, Błędne siostry, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 9.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?