Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
czwartek, 29 listopada 2012

 

Philippa Gregory

 

               Meridon

 

 

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2008
Tytuł oryginału: Meridon

 

 

– Nie należę do tego miejsca – powiedziałam do siebie, jeszcze zanim otworzyłam oczy.

To był mój poranny rytuał. Przez cały dzień chronił mnie przed smrodem, brudem, bójkami i hałasem. Pozwalał zostać w tym jasnozielonym miejscu o nie znanej nazwie, które stale żyło w mojej wyobraźni. Nazywałam je „Wide”.

– Nie należę do tego miejsca – powtórzyłam.[1]

Tak właśnie swoją opowieść rozpoczyna Meridon Cox, piętnastoletnia dziewczyna o umorusanej twarzy, leżąc na górnym posłaniu cygańskiego wozu. Jej jedyną przyjaciółką jest siostra o imieniu Dandy, równie brudna jak ona. W dodatku Dandy to kłamczucha i złodziejka, marząca o lepszym życiu. Dziewczyny traktowane są, jak gdyby były bliźniaczkami, jednak tak naprawdę nie łączą je więzy krwi. Meridon została przygarnięta przez Cyganów tuż po urodzeniu. Od tamtej pory wychowuje się jak typowa Cyganka wśród ludzi o złej reputacji. Jej przybrany ojciec i macocha zupełnie o nią nie dbają. Lecz jest im potrzebna, chociażby tylko dlatego, że rewelacyjnie zna się na koniach. Jak nikt inny, potrafi je okiełznać. Doskonale radzi sobie nawet z tymi najbardziej narowistymi i niebezpiecznymi, niejednokrotnie przypłacając to poważnymi zranieniami. Ojczymowi potrzebna jest także przy grze w karty. Pomaga mu oszukiwać. Jeszcze nie wie, że przyjdzie taki dzień, kiedy ta umiejętność okaże się niezbędna dla niej samej.

Meridon i jej siostrę łączy naprawdę szczególna więź, choć mogłoby się wydawać, że to Meridon jest tą, która tę więź pielęgnuje. Dziewczyna bardzo boi się o Dandy, obserwując jej poczynania. Boi się, że któregoś dnia siostrze przyjdzie za to drogo zapłacić. Czy jej przeczucia znajdą swoje potwierdzenie w rzeczywistości? Czy Dandy naprawdę jest tak nierozważna jak twierdzi Meridon? A może to tylko złudzenie, bo przecież mówią, że cel uświęca środki?

Meridon praktycznie każdej nocy śni o pewnym szczególnym miejscu, które w jej sennych marzeniach nosi nazwę Wide. To bardzo piękne miejsce, a dziewczynę dręczy dziwne przeczucie, że właśnie do tego miejsca należy. Czuje, że nie powinna żyć wśród Cyganów. I wtedy pojawia się niejaki Robert Gower. Jest zachwycony Merion, którą obserwuje przy tresurze jednego z koni. Mężczyzna proponuje jej pracę. Od tej pory miałaby pracować przy jego „objazdowym pokazie”, który dziś nazwalibyśmy po prostu „cyrk”. Dziewczyna zgadza się, ale pod warunkiem, że pojedzie z nim wraz ze swoją siostrą. I tak oto obydwie panny Cox, sprzedane przez ojca, trafiają do wędrownej trupy Roberta Gowera. Jak teraz będzie wyglądać życie Meridon? Czy na pewno postąpiła słusznie, przystając na propozycję Roberta? A może lepiej było zostać z Cyganami i nadal okradać innych?

Meridon to ostatnia część trylogii o rodzie Laceyów. Dwie poprzednie to Dziedzictwo i Dziecko szczęścia. Gdybym miała dokonać porównania wszystkich tomów trylogii, to zapewne uznałabym, że Dziedzictwo jest tym najlepszym, ponieważ charakteryzuje się największą dynamiką akcji. Dziecku szczęścia i Meridon teoretycznie nie można zarzucić niczego złego, ale pewne jest jedno. Emocji jest znacznie mniej niż w przypadku Dziedzictwa, co wcale nie zmienia faktu, że Philippa Gregory stworzyła naprawdę niesamowitą trylogię. Moim zdaniem Meridon to takie podsumowanie całości. Kiedy dokładnie przyjrzymy się głównej bohaterce, dostrzeżemy, że tkwią w niej cechy zarówno jej babki, Beatrice McAndrew (z domu Lacey), jak i matki, Julii McAndrew (z domu również Lacey). Dziewczyna z jednej strony potrafi być okrutna i zmierzać do upragnionego celu bez względu na wszystko, natomiast z drugiej strony chce pomagać innym i być dla nich dobra. Natomiast to, co łączy wszystkie trzy kobiety, to ogromna siła i wola walki.

Pomimo że Meridon prowadzi teraz inne życie, z dala od Cyganów, to jednak wciąż nie opuszcza jej uczucie, że powinna być gdzie indziej. Stale śni o pięknej posiadłości położonej gdzieś w Sussex, do której los nieuchronnie ją popycha i tak kieruje jej życiem, że w końcu na grzbiecie swojego ukochanego konia w starym i brudnym ubraniu, niczym żebrak, przekracza bramę owej posiadłości.

(…) Po mojej lewej stronie znajdował się ogród różany – nisko przycięte krzewy i grządki kwiatowe przedzielone ścieżkami wiodącymi do białej altany. Za nim wybieg dla koni, a jeszcze dalej ciemna ściana drzew tworzących wielki park. Po prawej stronie zobaczyłam taras. Przylegał do frontu domu i był otoczony niską balustradą i kamiennymi donicami; rosnące w nich kwiaty odznaczały się ciemnym kształtem na tle mroku. Ze środka tarasu kilka niskich schodków prowadziło do drzwi frontowych. Zatrzymałam konia; zamierzał obejść dom i skierować się do miejsca, które oboje znaliśmy, do stajni, słomy na podłodze i siana w żłobie. Ja jednak chciałam popatrzeć na dom.

Dom był przepiękny, z gładką okrągłą wieżyczką z jednej strony. Jego okna wychodziły na ogród różany i taras. Podwójne drzwi frontowe, osadzone w samym środku fasady, wykonano z jakiegoś jasnego drewna; miały mosiężną kołatkę i wielką okrągłą gałkę do otwierania. Wydawało mi się, że słyszę, jak coś mnie zaprasza do środka, jak mówi, że to właśnie mój dom, do którego wędrowałam przez całe swoje życie (…)[2]

A zatem jakie przesłanie niesie ze sobą trzecia część trylogii? Na przykładzie Meridon wyraźnie widać, że nie zawsze należy spełniać swoje marzenia za wszelką cenę. Nie zawsze to, co wydaje się dla nas dobre, takie będzie w rzeczywistości. Czasami jest tak, że możemy bardzo się pomylić i rozczarować. Choć z drugiej strony, można przypuszczać, że dla Meridon ta radykalna zmiana, staje się fantastyczną lekcją życia, dzięki której uświadamia sobie co tak naprawdę jest ważne, a co nie. Poznaje świat zarówno wyższych sfer, jak i tych żyjących w wielkim ubóstwie, co pozwala jej dokonać wyboru i zrozumieć, gdzie tak naprawdę jest jej miejsce. Ta nastoletnia dziewczyna wciąż musi o coś walczyć. Raz wychodzi z tej walki zwycięsko, a innym razem mocno poturbowana. Uczy się też komu należy ufać, a kogo omijać szerokim łukiem, a do tego uczy się również podejmować własne decyzje, nie pozostając już pod wpływem tych, którzy chcą ukształtować ją na swoje podobieństwo. Jako mała dziewczynka bardzo często musiała uciekać przez mężczyznami. Fakt ten spowodował, że stała się wobec nich oziębła i oschła. Niemalże wciąż podkreśla, że nigdy nie wyjdzie za mąż, bo nienawidzi, jak ktoś ją dotyka. Ale czy naprawdę Meridon nie jest w stanie kochać?

Akcja całej trylogii rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku. To bardzo specyficzny okres w dziejach historii, szczególnie w Anglii. Uważam, że piórem Philippy Gregory został on odmalowany w sposób doskonały. Autorka zbiera mnóstwo pochwał, więc nie będę tutaj rozwodzić się nad jej talentem, żeby to nie stało się już nudne. Ale będę zachęcać wszystkich, którzy jeszcze nie zetknęli się z jej twórczością do sięgnięcia po którąś z jej powieści. Jeśli o mnie chodzi, to czeka mnie teraz powrót do dynastii Tudorów. Znów udam się na dwór Henryka VIII, aby spotkać tam tych wszystkich, którzy odcisnęli na historii Anglii swoje piętno. Za jakiś czas na pewno Wam o tym napiszę.

 

 

Moja ocena: 6/6  

      



[1] P. Gregory, Meridon, Wyd. Książnica, Katowice 2008, s. 7.

[2] Ibidem, s. 280-281.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



wtorek, 27 listopada 2012

 

Recenzja przedpremierowa

Premiera powieści 10 stycznia 2013 roku!

Książka w przedsprzedaży już od 20 grudnia 2012 roku!

 

 

 

Agnieszka Steur

 

    Wojna w Jangblizji

          W Tamtym Świecie

 

 

 

Wydawnictwo: POLIGRAF
Brzezia Łąka k/Wrocławia 2012/2013
Ilustracje: Ewa Kieńko Gawlik

 

 

 

John Ronald Reuel Tolkien stwierdził niegdyś, że „fantazjowanie jest naturalną czynnością człowieka. Rozumowi ani nie zagraża, ani nie obraża go bynajmniej, ani nie przytępia apetytu nań, pod żadnym pozorem nie zakłóca też percepcji racjonalizmu naukowego. Przeciwnie, im rozum bardziej przenikliwy i otwarty, tym bogatsze fantazje zdolen wytwarzać.”* Tak więc, idąc za rozumowaniem Tolkiena pofantazjujmy nieco i wyobraźmy sobie, że tuż obok nas, w równoległym świecie, żyją Istoty podobne do nas. Istoty, które na co dzień muszą zmagać się z problemami niemalże identycznymi jak nasze. Otóż wyobraźmy sobie, że gdzieś tam istnieje świat, który nosi nazwę Jangblizja. Tam czas płynie inaczej niż u nas, a Istoty w niej żyjące znają nas jedynie z bajek, które opowiada się najmłodszym mieszkańcom Jangblizji.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jest to świat piękny i spokojny, a jego mieszkańcy darzą się szacunkiem i są dalecy od krzywdzenia siebie nawzajem. Nic bardziej mylnego. Jangblizja znajduje się w stanie wojny, a okrutna Szmaragdowa Pani przetrzymuje we Wschodniej Wieży królową Zarę Karmit Namin, skazując ją tym samym na samotność i rozłąkę z najbliższymi. Królowa jest przerażona i bezsilna. Jej mąż, król Taro, gdzieś nagle znika i nikt nie wie, co się z nim dzieje. Natomiast dzieci pod opieką zaufanych poddanych w czasie trwania Wielkiej Bitwy zostają przeniesione do Tamtego Świata, który w mniemaniu mieszkańców Jangblizji jest przerażający, zaś sama myśl o nim doprowadza niemalże do histerii. Gdzie w takim razie znajduje się Tamten Świat i dlaczego budzi on tak wielki strach w Jangblizjanach?

Niemniej jednak dzieci królowej Zary wcale nie odczuwają aż tak wielkiego lęku. Nana i Roan dość szybko utożsamiają się z tubylcami i próbują nauczyć się ich zwyczajów, choć jest bardzo wiele kwestii, na które reagują zdziwieniem i niedowierzaniem. Bo przecież pomimo wszystko w Tamtym Świecie są obcymi istotami, lecz mimo to robią, co tylko w ich mocy, aby wtopić się w tłum i nie rzucać się w oczy. W tym kamuflażu ma im pomóc pewien magiczny pył, który stale powinien być w ich posiadaniu. Czy książętom uda się bezpiecznie przetrwać wojnę w Jangblizji, mieszkając w Tamtym Świecie, zważywszy że w pewnym momencie uświadamiają sobie, że nie są jedynymi Jangblizjanami, którzy przekroczyli granicę tych dwóch światów? Jakie niebezpieczeństwo może na nich czyhać z dala od krainy ogarniętej wojną?

Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie to debiut powieściowy Agnieszki Steur. Od razu zaznaczę, że jest to debiut bardzo udany. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że nigdy nie przekonam się do fantastyki, co może wydawać się dziwne, zważywszy że od dziecka uwielbiam baśnie, a nie tak dawno sama stworzyłam blogową powieść fantasy. Być może moje zaangażowanie w pisanie własnej powieści sprawiło, że gdzieś w mojej podświadomości zaczęła kiełkować myśl, aby w końcu spróbować „zaprzyjaźnić” się z fantastyką. Powieść Agnieszki Steur stała się doskonałym pretekstem do tego, żeby częściej sięgać po tego typu literaturę, a nawet zacząć ją promować.

Czytając Wojnę w Jangblizji odniosłam wrażenie, że zamiarem Autorki było otworzenie czytelnikowi oczu na wiele spraw, których nie zauważamy na co dzień, żyjąc w pośpiechu i obok siebie. Nie dostrzegamy tego, jacy jesteśmy naprawdę. Ci fikcyjni bohaterowie mogą śmiało stać się naszym lustrzanym odbiciem. Podczas czytania nasunęła mi się jedna refleksja. Otóż, zaczęłam zastanawiać się, czy my-ludzie naprawdę jesteśmy tak bardzo źli, że możemy jedynie budzić strach? Chyba jednak coś w tym jest. Wystarczy uważnie rozejrzeć się wokół i zobaczyć, jak wiele Zła rozsiewamy.

Tamten Świat i Jangblizja w pewnym momencie praktycznie stają się jedną krainą, ponieważ nie wiadomo kto jest kim, a także kto uchodzi za przyjaciela, a kto jest wrogiem. Tak naprawdę nie wiadomo też które z tych miejsc jest bezpieczniejsze. Może jednak warto wrócić tam skąd się przybyło? Tylko w jaki sposób tego dokonać? Jak odnaleźć granicę, aby móc ją przekroczyć?

 

Mapa i herb Jangblizji

 

Ponieważ jest to pierwsza część trylogii, Autorka pozostawia tutaj szereg niedopowiedzeń i niewyjaśnionych kwestii. Jest obecna tajemnica, którą należy poznać do końca, a także rodzące się uczucie. Tylko czy owo uczucie będzie mieć szansę, aby przetrwać, skoro wokół czyha tak wiele niebezpieczeństw? Dlatego czytając Wojnę w Jangblizji. W Tamtym Świecie musicie przygotować się na to, że po przeczytaniu ostatniej strony poczujecie niedosyt. Będziecie zastanawiać się, co dalej stanie się z bohaterami i jak wygląda rzeczywistość po tej drugiej stronie. Poznacie też, choć nie w całości, dzieje Jangbliznjan, które uwięziona i osamotniona królowa Zara spisuje niezwykle skrupulatnie. Uświadomicie sobie także, jak wielką wartość może mieć prawdziwa przyjaźń.

Moim zdaniem Agnieszka Steur stworzyła opowieść, którą nie tylko czyta się z ogromnym zainteresowaniem, ale przede wszystkim wykreowała opowieść wzbudzającą w czytelniku refleksje nad własnym życiem, nad rzeczywistością, w której porusza się każdego dnia. Choć jest to powieść oparta na czystej fikcji literackiej, to jednocześnie jest niesamowicie autentyczna. W tej autentyczności nie brak też magii i tajemniczości. Autorce nie brak również wyobraźni, której zasoby potrafi doskonale wykorzystać, kreując nieprzeciętnych bohaterów, zamieszkujących równie niepospolite krainy.

Zazwyczaj w recenzjach nie odnoszę się do części graficznej książek, ale w tym przypadku postanowiłam zrobić wyjątek, ponieważ okładka powieści niesamowicie mnie urzekła. Stanowi ona doskonałe odzwierciedlenie fabuły książki. Oczywiście nie zdradzę, w jaki sposób, gdyż o tym każdy czytelnik musi przekonać się sam. Urzekły mnie również ilustracje, których próbkę możecie obejrzeć na stronie internetowej książki [klik].

Na koniec dodam jeszcze, że z wielką niecierpliwością czekam na kolejne części Wojny w Jangblizji, a Was, póki co, zachęcam do zapoznania się z tomem pierwszym tej cudownej historii.

 

Moja ocena: 6/6

 

FanPage na FB

 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorce

 



* przekład: Andrzej Sapkowski

 

prawa autorskie zastrzeżone



sobota, 24 listopada 2012

 

W tym miesiącu w ramach wyzwania czytelniczego Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa zaglądamy do biblioteczki ucznia klasy trzeciej szkoły podstawowej. I co my tutaj odnajdujemy? Otóż na półce powinny w równiutkim rządku stać następujące lektury:

  1. Oto jest Kasia – Mira Jaworczakowa
  2. Dzieci z Bullerbyn – Astrid Lindgren
  3. Awantura o Basię – Kornel Makuszyński
  4. O psie, który jeździł koleją – Roman Pisarski
  5. Baśnie – Hans Christian Andersen
  6. Dzieci Pana Astronoma – Wanda Chotomska
  7. Ziarenka maku – Józef Ratajczak
  8. Kajtkowe przygody – Maria Kownacka

Pamiętacie jeszcze powyższe pozycje? Bo ja pamiętam je bardzo dobrze. Szczególnie Baśnie pana Andersena, które mama czytała mi, na długo zanim poszłam do szkoły. To właśnie o tej lekturze zamierzam Wam dziś opowiedzieć.

 

 
 
 
 
Hans Christian
Andersen
 
 
 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Warszawa 1974
Ilustracje: Jan Marcin Szancer



 

 

 

Chyba nikt nie zakwestionuje faktu, że najpotężniejszym twórcą nieśmiertelnych baśni, który zarazem stał się najpopularniejszym Duńczykiem i jednym z najsławniejszych pisarzy świata, jest Hans Christian Andersen (ur. 1805 – zm. 1875). Myślę, że nie ma na świecie osoby, której twórczość Andersena nie przywoływałaby najdroższych i niezapomnianych wspomnień z lat dzieciństwa. Tę szczególną książkę wielu z nas poznało jako pierwszą w swoim życiu i to właśnie ona obudziła w nas pierwsze literackie wzruszenia.

Trzeba wiedzieć, że Baśnie H. Ch. Andersena zostały przetłumaczone na niemalże wszystkie języki świata i zdobyły serca czytelników spośród różnych narodowości i ras. To one rozsławiły imię Pisarza na całym świecie. Do tej pory czytają je dzieci, młodzież, a także osoby dorosłe, które lata dzieciństwa już dawno mają za sobą. Czym te szczególne utwory tak bardzo zachwycają? Przede wszystkim prostotą i pięknem języka, jak również miłością do świata i ludzi, szczerym i gorącym współczuciem dla słabych i pokrzywdzonych, a także siłą wyobraźni, która potrafi ożywić wszystko, co nas otacza. To właśnie ten oryginalny sposób pisania nadał opowieściom pana Andersena magii i tajemniczości.

Baśnie Andersena oparte są na tradycji baśni ludowej, łącząc się z jej cudownością, a zarazem naiwnością, czyli z jej klasycznymi motywami i postaciami, lecz jednocześnie jest w nich zawarty również pierwiastek osobisty. Z kart Baśni bardzo często przemawia do czytelników sam Pisarz, czyli człowiek, który bardzo dobrze zna biedę i niedostatek, nieobce są mu także bóle i radości dnia codziennego. Autor nie spogląda na nie z dobrodusznym uśmiechem na ustach, lecz bardzo często robi to z łezką w oku. Przez jego opowieści przewija się niezwykle głęboka życiowa mądrość, a także ogromne doświadczenie oraz znajomość niedoli człowieka.

W Baśniach obecni są biedacy cierpiący nędzę, ubogie i głodne dzieci, ciężko pracujące kobiety oraz zatroskane matki. Niemniej jednak z drugiej strony czytelnik dostrzega także bogaczy i możnych tego świata, którzy nie mają za grosz zrozumienia dla biednych i głodnych. Andersen ukazuje ludzi chciwych, bezlitosnych i egoistycznie nastawionych do świata i innych ludzi. To właśnie ten element sprawia, że Baśnie pana Andersena są tak bliskie współczesnemu człowiekowi, gdyż jest on w stanie dostrzec w nich odzwierciedlenie otaczającej go rzeczywistości. I znów można pokusić się o stwierdzenie, że wymiar Baśni jest uniwersalny i ponadczasowy.

Niemniej jednak niektóre z opowieści Andersena pozbawione są pierwiastka cudowności, czego przykładem jest Dziewczynka z zapałkami, czy też Nowe szaty cesarza. Utwory te stanowią pewną oddzielną grupę pośród tekstów stworzonych przez Pisarza. Lecz mimo to w większości baśni znaczącą rolę odgrywa jednak owa cudowność, ponieważ czytelnik spotyka w nich istoty nadprzyrodzone, na przykład, elfy, krasnoludki czy czarownice. W wielu utworach bohaterami są także zwierzęta (przyp. Brzydkie kaczątko, Słowik).

Baśnie Andersena charakteryzują się tym, że zawsze czytelnik może odnaleźć w nich jakąś głębszą myśl przewodnią, czyli innymi słowy, wskazówkę moralną. Fenomenem w tym przypadku jest to, że utwory te w żadnej mierze nie stanowią typowych utworów dydaktycznych, lecz są one oddzielną pozycją w światowej literaturze baśniowej. Takie elementy jak ogromna poetyczność i niezwykle wzruszająca treść, a zarazem niesamowicie głębokie humanistyczne wyczucie problemów społecznych, a także ogromna wrażliwość na ludzką krzywdę zapewniły tym baśniom wielką popularność zarówno wśród najmłodszych czytelników, jak i tych starszych.

Jak wspomniałam powyżej, bohaterami tych szczególnych utworów są bardzo często wyjątkowe istoty bądź zjawiska. Przykładem może być baśń pod tytułem Dzielny, ołowiany żołnierzyk. Tytułowy bohater ma tylko jedną nogę, jednak pomimo to stoi na niej tak samo pewnie, jak inni na dwóch, co sprawia, że wyróżnia się najbardziej spośród wszystkich. Tak więc, jaki morał płynie z tej baśni? Otóż taki, że niepełnosprawność czy jakikolwiek inny defekt fizyczny nie mogą uczynić z człowieka osoby biernej, której życie nie przedstawia niczego wartościowego. A wręcz przeciwnie. Człowiek taki jest w równiej mierze zdolny do podejmowania życiowych wyzwań, jak osoba w pełni sprawna fizycznie. To właśnie ten fakt jest dowodem na to, jak bardzo wyjątkowi są ludzie niepełnosprawni.

Jednak ta baśń ma też drugie dno. Być może niewiele osób je dostrzega. Wiadomo przecież, że obiektem westchnień ołowianego żołnierzyka jest niewinna i delikatna papierowa tancerka z nogą uniesioną ku górze. Możliwe, że to właśnie ten fakt zadecydował o tym, że żołnierzyk zakochał się w niej. Nie widział jej nogi, a przecież wielu twierdzi, że poszukujemy partnerów podobnych do nas samych pod względem fizycznym. Kiedy inne zabawki bawiły się radośnie, żołnierzyk i tancerka stali nieruchomo i spoglądali na siebie nawzajem w miłosnym uniesieniu. Praktycznie ten moment mógłby już zakończyć baśń, jednak Andersen do tego nie dopuszcza. Tworzy dramatyczne losy ołowianego żołnierzyka, chcąc w ten sposób pokazać, że ludzie wyjątkowi z reguły cierpią, ale mimo to potrafią żyć z podniesioną głową. Baśń kończy się tragicznie, lecz z drugiej strony można odnieść wrażenie, że w tym dramacie dwóch zakochanych istot jest też ogromne szczęście, ponieważ ginąc w płomieniach ognia, wreszcie odnaleźli spokój i miłość, która zostanie z nimi już na zawsze.

Z kolei moją ulubioną baśnią jest Królowa Śniegu, gdzie występują postacie fantastyczne, natomiast te nieprawdopodobne wydarzenia są bardzo mocno powiązane z rzeczywistymi. Bardzo trudno jest je od siebie oddzielić. Tak więc miejscem akcji jest Laponia. Miasto rodzinne Kaya i Gerdy jest również prawdopodobne, lecz kraina Królowej Śniegu już nie. Rośliny i zwierzęta posiadają własne charaktery, potrafią też mówić, natomiast diabelskie lustro to wytwór wyobraźni Andersena. Tutaj też mamy do czynienia z odwiecznym przesłaniem dotyczącym Dobra i Zła. Wyraźnie widać, że pod wpływem miłości potęga Zła ulega zniszczeniu.

W Królowej Śniegu pojawiają się dwa symbole Zła. Są nimi diabelskie lustro i sama Królowa Śniegu. Szatańskie zwierciadło sprawia, że ludzie widzą dookoła siebie jedynie to, co złe, przez co sami również stają się źli. Z kolei Królowa Śniegu wyposażona jest w potężną moc odbierania życia, gdyż może zasypać śniegiem czy skuć lodem. Jest także w stanie odebrać człowiekowi uczucie miłości, co przemieni go w egoistę. Choć mała Gerda wydaje się być bardzo słaba i bezbronna wobec takiej potęgi Królowej Śniegu, to jednak dziewczynka posiada coś, czego Królowa nie zna. To miłość tkwiąca w jej gorącym serduszku. Gerda reprezentuje tutaj potęgę Dobra, czyli przyjaźni, oddania, ciepła i wierności. Dziewczynka pokonuje Zło, ponieważ w poszukiwaniach Kaya towarzyszą jej wiara, nadzieja i miłość. Tak więc skoro lód musi roztopić się w gorących promieniach słońca, siły Zła zmuszone są ustąpić przed Dobrem.

Baśń o Królowej Śniegu zawiera w sobie trzy przesłania. Pierwszym z nich jest wielka siła miłości, która jest w stanie przezwyciężyć wszystko, lecz może to zrobić tylko wtedy, kiedy pozbawiona jest egoizmu. Kolejne przesłanie mówi o tym, że nie wolno nam patrzeć na świat tak, jak gdyby w naszym oku tkwił odłamek szatańskiego zwierciadła. Trzeba widzieć wszystko to, co jest piękne w drugim człowieku, a także w otaczającej nas przyrodzie, ponieważ dopiero wówczas będziemy naprawdę szczęśliwi. I na koniec musimy pamiętać, że prawdziwy i szczery przyjaciel nigdy nas nie opuści w potrzebie, lecz my również nie możemy zostawić ludzi, którzy nam zaufali i obdarzyli nas swoją przyjaźnią.

Gdyby ktoś chciał przypomnieć sobie, jak powieściowa Weronika Świtalska spotkała na swej drodze pana Andersena, wystarczy kliknąć tutaj.



Niniejszy wpis powstał w ramach wyzwania czytelniczego

 

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

wtorek, 20 listopada 2012

 

Debiutancka powieść współautorki „Szkiców z

życia”ukaże się  już niebawem!

 

 

 

 

 

Tytuł: Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie
Wydawnictwo: POLIGRAF
Ilustracje: Ewa Kieńko Gawlik
ISBN: 978-83-7856-071-5
Liczba stron: 280

 

 

 

 

 

 

Już niebawem na rynku wydawniczym ukaże się debiutancka powieść autorstwa Agnieszki Steur pod tytułem Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie. Tytuł niezwykle enigmatyczny, bo i sama fabuła książki osadzona jest w świecie magii i tajemniczości. Powieść zaliczana jest do gatunku fantasy, tak więc miłośnicy tego rodzaju prozy na pewno będą zadowoleni, zwłaszcza że historia w niej opisana wyszła spod pióra polskiej Autorki. O ile mi wiadomo jest to pierwsza część trylogii. Nad częścią drugą Autorka już pracuje. Natomiast książka ukaże się równocześnie w Polsce, Holandii i Anglii. Wielbicielom literatury, Agnieszka Steur znana jest przede wszystkim z blogowej akcji Blogerzy Książki Piszą, której efektem było wydanie w wersji elektronicznej antologii opowiadań pod tytułem Szkice z życia. Agnieszka wzbogaciła ją opowiadaniem zatytułowanym Opowieść trzeciego stopnia. Wspomniany zbiór opowiadań w dalszym ciągu można pobrać zupełnie za darmo, między innymi, ze strony Wydawnictwa RW2010 [klik]. Więcej informacji na temat samej Autorki, jak również jej debiutanckiej powieści można znaleźć na stronie internetowej książki, klikając tutaj.

A teraz kilka słów o samej powieści:

Królowa Zara jest przerażona, gdy wybucha w Jangblizji wojna. Jej dzieci, Roan i Nana, powierzone Owcowatej Irys, chronią się w Tamtym Świecie – w straszliwym miejscu znanym tylko z opowieści dla dzieci. Gdy na zamku pojawiają się rycerze wroga, Zara zostaje osadzona we Wschodniej Wieży. Nie mając kontaktu ze światem zewnętrznym, nie potrafi uwolnić się od myśli, że już nigdy nie zobaczy najbliższych. Strach, tęsknota i bezsilność stają się najgorszym więzieniem.

Tymczasem książęta poznają Tamten Świat przekonani, że są jedynymi Jangblizjanami, którzy tam zamieszkali. Z czasem zaczynają dostrzegać niepokojące ślady obecności rodaków. Zaufani poddani strzegą królewskich dzieci, ale przebywanie w nieprzyjaznym świecie staje się coraz bardziej niebezpieczne. Odkrywanie tajemnic nowej krainy zmienia się w poznawanie siebie, swojej rodziny i historii ojczystej Jangblizji.

„Wojna w Jangblizji” to powieść o zrodzonym w umyśle autorki świecie pełnym oryginalnych stworzeń, o przyjaźni (nie tylko między ludźmi), o poświęceniu, walce o wolność i szukaniu swojego miejsca. Pisarka w nietuzinkowy i swobodny sposób rozbudza w czytelniku refleksje i empatię, a także bawi naturalnością dziecięcych spostrzeżeń.

W opowieści Agnieszki Steur bez lęku można zagłębiać się w niespokojne i niepewne losy królewskiej rodziny. Znużenie codziennością znika w świecie magii i tajemnic, a chęć poznania sekretów skrywanych przez rodziców, towarzysząca niemal każdemu z nas, jest w pełni zaspokojona.

Kraina Czytania została wyróżniona i poproszona o napisanie recenzji przedpremierowej. Tak więc już dziś zapraszam wszystkich Czytelników bloga do zapoznania się z moją opinią na temat książki, która ukaże się już niedługo. Jest mi z tego powodu bardzo miło i z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować Agnieszce za obdarzenie mnie zaufaniem i powierzenie swojego debiutanckiego dzieła mojej opinii.

 

 

 

 

Patroni medialni



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

14:47, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 19 listopada 2012

 

Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

 Zakręty losu – Historia Lukasa

 

 

 

Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2012

 

 

„Nazywam się Łukasz Borowski. Urodziłem się w rodzinie wpływowej, gdzie liczyły się przede wszystkim ambicje i rodzinne tradycje zawodowe. Mój ojciec nie przyjmował do wiadomości, że dzieci mogą mieć własne zdanie i pragną iść drogą, którą same wybiorą. Nie podporządkowałem się temu i dlatego, w oczach ojca, musiałem ponieść karę. To on zniszczył moje marzenia, a kiedy wiedział, że niczego już nie wskóra, zwrócił się ku mojemu młodszemu bratu, którego próbował kształtować na swoje podobieństwo. To on spełnił jego ambicje i zrealizował plany, które początkowo miały być moim udziałem. A co wtedy działo się ze mną? Wkroczyłem na drogę Zła i podobało mi się to. Uwielbiałem patrzeć, jak inni trzęsą się ze strachu na sam dźwięk ksywy „Lukas”, bo tak nazywali mnie na mieście. Dla Lukasa nie było rzeczy niemożliwych. Handlowałem, mordowałem, ale też szalenie mocno kochałem. Wciąż zastanawiam się, jak teraz wyglądałoby moje życie, gdyby pewnego dnia los nie postawił mnie przed wyborem. Rodzina albo mafia. Dziś chciałbym wam opowiedzieć swoją historię. Jestem już gotowy i mogę już o tym mówić, choć nie bez emocji. Bo za winy trzeba płacić. Błędy naprawiać. Złe postępki zamieniać na dobre. Bo ja jestem Lukas. Prosty chłopak z miasta. O gorącym sercu i zimnym spojrzeniu. I zawsze spłacam swój dług. Moje życie dopiero się zaczęło. A dług został jeszcze niespłacony…”

Możliwe, że gdyby Łukasz Borowski zdecydował się opowiedzieć nam, czytelnikom, swoją historię, tak właśnie by ją rozpoczął. Lecz on historię swojego życia opowiada młodszemu bratu, Krzysztofowi. Temu, który poszedł w ślady autorytatywnego ojca i został najlepszym prawnikiem w mieście. Temu, który nie wahał się nieść pomoc starszemu bratu, kiedy zaszła taka potrzeba, stając na granicy prawa. Temu, który narażał życie swoje i swojej ukochanej, aby tylko wyrwać Łukasza z paszczy Zła. Niemniej my możemy jedynie przysłuchiwać się tej niezwyklej opowieści i czekać na jej finał jako goście zaproszeni na wieczór kawalerski starszego z braci Borowskich. To właśnie ta chwila, ten moment, kiedy Łukasz ma rozpocząć nowy etap swojego życia skłania go do wyjawienia bratu tego wszystkiego, co niemal doprowadziło do zniszczenia szczególnej więzi, która wytworzyła się pomiędzy nimi, kiedy obydwaj byli jeszcze dziećmi. Potem ta więź słabła, aby za jakiś czas znowu przybrać na sile. Jednak nigdy tak naprawdę nie została zerwana.

W swojej opowieści Łukasz cofa się do lat licealnych, kiedy miał tylko siedemnaście lat oraz wielkie plany i marzenia. Lecz jedno posunięcie ojca zniszczyło wszystko. Od tego momentu w Łukaszu coś się zmieniło. I tak w ciągu jednej nocy z Łukasza, który wręcz stronił od używania wulgarnych słów, „bo mama tego nie lubiła”, stał się bezwzględnym Lukasem, który nie cofał się przed niczym dla dobra „interesów”.

Nie zamierzam w tym miejscu opowiadać ze szczegółami historii Lukasa, ponieważ lepiej ode mnie zrobi to główny bohater, kiedy już sięgniecie po tę powieść. Zakręty losu – Historia Lukasa to trzecia część trylogii o braciach Borowskich (przyp. Zakręty losu, Zakręty losu – Braterstwo krwi). W pierwotnych zamysłach Autorki, tej części miało w ogóle nie być. Dziś, kiedy jestem po jej lekturze, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ta ostatnia część trylogii dostarcza czytelnikowi odpowiedzi na szereg pytań, które pojawiają się podczas czytania dwóch poprzednich części. Nie będę pisać czy jest ona najlepsza, czy najgorsza spośród tych trzech części, ponieważ w przypadku twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie znajduję miary, której mogłabym poddać wartość jej poszczególnych powieści. W moim przekonaniu one wszystkie są rewelacyjne, a każda z nich ma wiele do zaoferowania czytelnikowi. Każda z tych książek zawiera swoje własne przesłanie. Podobnie jest i w tym przypadku. Otóż, spotykamy tutaj mężczyznę po czterdziestce, który w pewnym sensie czuje się przegrany, ale czy tak jest naprawdę? Myślę, że nie, ponieważ Łukasz przez lata swojej przestępczej działalności wiele stracił, ale też wiele zyskał i wiele zrozumiał. Chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, że główny bohater zdaje sobie nareszcie sprawę z tego, że postępował źle. W okrutny sposób ranił tych, którym mimo wszystko na nim zależało. Lecz można zapytać, czy nie miał ku temu słusznego powodu? Zapewne miał i właśnie tym kierował się w chwilach, gdy doprowadzał innych do autodestrukcji.

Jednak z drugiej strony widzimy człowieka nie do końca pozbawionego wyrzutów sumienia. Sam mówi, że chciałby cofnąć czas, ale niestety już jest za późno. Tego, co się stało, nie można już odwrócić. Lecz niektóre krzywdy można naprawić. Trzeba jedynie mocno tego chcieć, a Łukasz Borowski jest zdecydowany tego dokonać. Lecz jednocześnie wie, że jest coś, czego już nigdy nie zmieni i co już zawsze będzie ranić jego umysł i serce. Bo tej, której wyrządził największą krzywdę, tej, którą zranił najboleśniej, już nie ma. Pozostał tylko jej grób, tatuaż i białe róże, które co roku w dniu jej urodzin kładzie na grobie. 

Mafijny świat i prawa nim rządzące są naprawdę okrutne. Albo jesteś z nami, albo nie żyjesz. Generalnie właśnie to zdanie stanowi motto mafii. Nie jest ważne czy w momencie pisania tej powieści Autorka zasięgała informacji u źródła bądź posiłkowała się publikacjami na temat zorganizowanych grup przestępczych, czy może stworzyła czystą fikcję literacką i przedstawiła obraz mafii tak jak sama go dostrzega, stojąc z dala od tego środowiska. Według mnie najważniejsza w tym wszystkim jest przemiana człowieka, którą na przykładzie historii Lukasa widać bardzo wyraźnie. Czytając, czasami odnosiłam wrażenie, że ten człowiek tak naprawdę nie chciał w tym tkwić. Jednak zaszedł już tak daleko, że niemal niemożliwe wydawało się być zawrócenie z błędnie obranej drogi. W dodatku ta wszechogarniająca go tęsknota za rodziną, za bratem i matką. Do wybaczenia ojcu musiał dojrzeć. Podobnie jak jego rodziciel.

Zakręty losu – Historia Lukasa to chyba najbardziej wzruszająca część tej trylogii. To takie zamykające się koło, kiedy dokładnie widać, jak Łukasz Borowski umiera, aby narodzić się jako Lukas, a potem znowu umiera i ponownie staje się Łukaszem Borowskim, choć już nie tym samym, którego pamięta Krzysztof z lat dzieciństwa. Z historii Lukasa płynie także ku nam nadzieja na to, że nie ma ludzi przegranych tak do końca. W każdym, gdzieś na dnie serca, tli się promyk Dobra, który czeka jedynie na odpowiedni moment, aby zapłonąć wyrazistym światłem. Trzeba tylko czasu i splotu rozmaitych zdarzeń, a czasami pomocy innych, żeby znów poczuć się Człowiekiem.

Tak więc na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić wszystkich, którzy jeszcze nie zetknęli się z trylogią o braciach Borowskich, do zapoznania się z nią. Znajdziecie tutaj wszystkie te cechy, które dobrze skonstruowana powieść sensacyjna mieć powinna. Oczywiście, Autorka nie byłaby sobą, gdyby nie postawiła na silne uczucie, które jest w stanie zmienić praktycznie wszystko. Nawet zmiękczyć serce twardego i bezwzględnego gangstera. Lecz ta miłość nie jest łatwa i słodka. To miłość trudna i usłana cierniami. Mam nadzieję, że przyjdzie kiedyś taki dzień, w którym będę mogła wybrać się do kina i obejrzeć całą trylogię na dużym ekranie.

 

Moja ocena: 6/6

 

Za książkę i przepiękną dedykację serdecznie dziękuję Autorce



 

prawa autorskie zastrzeżone

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?