Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
środa, 27 lutego 2013

 

Edmondo de Amicis

 

                Serce

 

Opowiadania miesięczne

 

 

 

 

Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 1969
Tytuł oryginału: Cuore
Przekład: Maria Konopnicka
Ilustracje: Leonia Janecka

 

 

 

 

W pierwszy dzień roku szkolnego, czyli 17 października 1886 roku, we Włoszech nakładem wydawnictwa Treves ukazała się niewielkich rozmiarów powieść, a właściwie zbiór opowiadań pod tytułem Serce. Książka ta natychmiast odniosła ogromny sukces. Z kolei jej polska premiera miała miejsce w roku 1887. W ciągu kilku kolejnych miesięcy była wydawana wielokrotnie i tłumaczona na wiele języków. Książka adresowana jest do młodych czytelników i praktycznie od samego początku ceniona jest przez krytyków głównie za bogactwo bodźców moralnych oraz patriotycznych, jak również idei zjednoczenia. Przez niektórych katolickich polityków książka została bardzo ostro skrytykowana. Powodem tej krytyki stał się fakt, iż Autor pominął w niej wątki religijne. Od dziesiątek lat książka ta uważana jest za swego rodzaju arcydzieło literackie i na stałe weszła do kanonu lektur literatury dla dzieci i młodzieży, choć bardziej skłaniałabym się jedynie ku literaturze dziecięcej.

De Amicis nad Sercem pracował w latach 1878-1886. Myślą przewodnią tej książki jest przede wszystkim wychowanie prawego obywatela zjednoczonych Włoch. Dlatego też nie bez powodu dziecięcy bohaterowie opowiadań to nie tylko turyńczycy, ale także mieszkańcy Południa oraz mały Sycylijczyk heroicznie oddający życie za swoją towarzyszkę podróży. Szkoła, którą przedstawia Autor to miejsce, gdzie spotykają się uczniowie należący do różnych warstw społecznych oraz wywodzący się z różnych regionów Włoch. Patrząc na opowiadania pod kątem dydaktycznym można stwierdzić, że bohaterowie pochodzący z terytoriów mniej rozwiniętych i w związku z tym bardziej lekceważonych z powodów ekonomicznych, charakteryzują się istotnymi cnotami ducha, czyli poczuciem honoru, wytrwałością w dążeniu do celu czy odwagą. Cechy te Autor ukazuje jako atawistyczne elementy charakteru Włocha, czyli innymi słowy obywatela Italii postrzeganej jako spójnej struktury państwowej.

Społeczno-polityczne zainteresowanie tak bardzo charakterystyczne dla socjalistycznego ustroju ideowego nie stanowiło jednostkowego zjawiska w literaturze włoskiej przełomu XIX i XX wieku, co oznacza, że Edmondo de Amicis nie był jedynym pisarzem, który poruszał tego typu problemy. W tamtym okresie Serce zaliczane było do lektur, których zadanie polegało na kształtowaniu świadomości przeciętnego czytelnika. Przede wszystkim chodziło tutaj o jego uczestnictwo w życiu narodowym, a także sprawienie, aby czuł się dumny ze swojego państwa (patriotyzm), stając się jednocześnie przyzwoitym człowiekiem.

Opowiadania de Amicisa zostały ujęte w ramy „dzienniczka chłopca”, dlatego też tekst zaproponowany czytelnikowi sprawia wrażenie rzeczywistego dokumentu. Tę iluzję autentyczności wzmacniają włączane od czasu do czasu listy, które bohater otrzymuje od rodziców i siostry. Choć listy te zazwyczaj są pisanie w surowym tonie, to jednak przepełnione miłością upomnienia oraz wskazówkami na przyszłość. Aby wywołać złudzenie realności wypowiedzi Autor zastosował wartki język, który jest pozbawiony sztuczności, choć jednocześnie nie jest on wolny od sentymentalizmu.

Serce to lektura, która powinna być omawiana w klasie trzeciej szkoły podstawowej. Jej pietyzm odgrywa tutaj podwójną rolę. Z jednej strony ukazuje rzeczywistość pełną wartości, które oddziaływują na wyobraźnię czytelnika i tym samym przemawiają do jego wrażliwości, natomiast z drugiej stanowią narzędzie oddziaływania na odbiorcę, tworząc godny naśladowania model etyczny, który oparty jest na solidarności, odwadze, miłości bliźniego oraz przywiązaniu do ojczyzny.  Opowiadania są także wzorem stylistycznym, za którym w sposób zupełnie nieświadomy podąża dziecięcy narrator utworu. Jeżeli spojrzymy na narratora pod kątem historyczno-literackim, wówczas zauważymy, że odzwierciedla on styl pisarski niezwykle charakterystyczny dla literatury patetycznej ówczesnej epoki.

Pośrednio tekst opowiadań świadczy o obowiązującej we włoskich szkołach końca XIX wieku metodyce nauczania oraz sposobie wychowania dzieci. Lekturze, która wręcz obfituje w dobre przykłady przypisuje się w tym kontekście istotną rolę. Z kolei świat ludzi dorosłych w utworze de Amicisa to rzeczywistość ludzi dobrych i w głównej mierze skłonnych do poświeceń, choć nękanych przeciwnościami losu oraz zmagającymi się z problemami życia codziennego jak nędza czy choroby. Trudności te w tym samym stopniu dotykają niemal każdego z bohaterów. Obecność problemów stanowi rękojmię zwycięstwa sprawiedliwości i zapewnia poczucie bezpieczeństwa.

Zgodnie z ideą heroizmu wyrażoną przez burmistrza z opowiadania pod tytułem Odwaga cywilna, szlachetne działania bohaterów zawierają w sobie pierwiastek Boskiego natchnienia, co stanowi ideologiczny klucz Serca.

(…) Panowie! Piękną, czcigodną jest rzeczą heroizm mężczyzny! Ale w dziecku nie znającym jeszcze ambicji ani jakichkolwiek pobudek osobistego interesu, w dziecku, które musi mieć o tyle więcej odwagi, o ile siły jego są słabsze, w dziecku, od którego nie wymagamy nic jeszcze i które do niczego nie jest obowiązane, które nam już dobrym i szlachetnym się wydaje, kiedy rozumie i uznaje poświęcenie innych – heroizm w dziecku takim jest czymś boskim. Nic więcej nie powiem, panowie! (…)*

W opowiadaniach de Amicisa męstwo okazuje się być wartością, która nie jest związana z wiekiem bohatera, lecz z jego charakterem i posiadanymi przez niego cechami moralnymi. Męstwo nie wiąże się także z siłą fizyczną danej postaci, ale z mocą ducha, natomiast rozmiar bohaterstwa Autor sugeruje zmierzyć stopniem bezinteresowności heroicznego czynu. W przypadku bohaterów opowiadań zdolność do niebywałego heroizmu stanowi konfrontacja ze śmiercią bez względu na ich stopień typizacji. Zetknięcie się ze śmiercią ma dla nich głównie charakter katarktyczny i wyzwala uczucie współczucia, rozwija odpowiedzialność, uczy poświęcenia i zarazem odsłania prawdę o przemijaniu spraw ludzkich oraz o trwałości idei. Zaskakiwać może mnogość scen, w których bohaterowie Serca umierają, ciężko chorują bądź doświadczają śmierci osób im bliskich. Dlatego też fakt ten sprawia, że opowiadaniom de Amicisa został postawiony zarzut epatowania smutkiem, nadmiernym patosem oraz doprowadzaniem czytelnika do łatwego wzruszania się podczas czytania. W tej krytyce pominięto natomiast przyświecające koncepcjom Autora dążenia wychowawcze, jak wyeksponowanie wartości indywidualnego poświęcenia i ofiary dla innych ludzi.

W momencie, gdy Serce ukazało się na rynku wydawniczym, de Amicis był już dość sławny, dlatego też opowiadania trafiły do czytelników, którzy posiadali już pewne pojęcie o jego twórczości. Wówczas oceniono, że utwór w przystępny i zarazem atrakcyjny sposób porusza dylematy społeczeństwa, które zmaga się z nową sytuacją polityczną, usiłując tworzyć bądź zrekonstruować tożsamość narodową ponad podziałami administracyjnymi, regionalnymi i językowymi. Ówczesne społeczeństwo włoskie stawiało przede wszystkim pytania o sens pewnych wartości, tak więc opowiadania te stały się dla niego doskonałą odpowiedzią na nie. Utwór doskonale ukazuje ideały przekonujące każdego bez względu na jego polityczne poglądy, jednocześnie nie podważając obowiązującego systemu władzy, gdyż w literackim świecie wszystkie klasy społeczne współistnieją dość harmonijnie.

Z uwagi na uniwersalność proponowanego w opowiadaniach modelu wychowawczego, ukazanego czytelnikowi w interesującej formie, łatwo domyślić się przyczyn sukcesu utworu także poza granicami Włoch.

Maria Konopnicka nie była jedyną, która podjęła się przekładu Serca na język polski, lecz jej przekład jest najbardziej znany w Polsce. Szczególne zainteresowanie Pisarki utworem mogło wynikać z jej swoistego upodobania do powieści sentymentalnych. Maria Konopnicka uchodziła za wziętą tłumaczkę literackich nowości, natomiast jej nazwisko stanowiło gwarancję jakości przekładu, tym bardziej, że jej własna twórczość była bardzo zbliżona do pisarstwa de Amicisa, gdyż również poruszała problemy społeczne.

Najprawdopodobniej przekład Serca nie sprawił Marii Konopnickiej zbyt wielu trudności. W liście do Zofii Mickiewiczowej datowanym na 12 maja 1905 roku, Autorka napisała, iż była w stanie przełożyć aż połowę utworu w ciągu dwóch tygodni, który do rąk polskich czytelników trafił już na przełomie lat 1905/1906.

Generalnie można przypuszczać, że opowiadania de Amicisa wzbudziły tak dużą popularność wśród tłumaczy ówczesnego pokolenia głównie dlatego, że poruszały istotny z ich perspektywy motyw patriotyzmu, natomiast jako tekst „obcy” nie mógł wzbudzić sprzeciwu cenzury. Z kolei problem miłości do ojczyzny ujmowany był w bezpiecznym kontekście malowniczej Italii.

 

Moja ocena: 5/6

 

 



* E. de Amicis, Odwaga cywilna [w:] Serce. Opowiadania miesięczne, Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1969, s. 79.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



niedziela, 24 lutego 2013

 

Lucy Maud Montgomery

 

             Ania z Avonlea

 

 

 

 

Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 1984
Tytuł oryginału: Anne of Avonlea
Przekład: Rozalia Bernsteinowa
Ilustracje: Bogdan Zieleniec

 

 

 

 

Avonlea to piękna, choć fikcyjna, wieś położona na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie. Tam też znajduje się pewne magiczne miejsce zwane Zielonym Wzgórzem, gdzie najszczęśliwsze lata swojego dzieciństwa spędziła rudowłosa dziewczynka o imieniu Anne. W drugiej części cyklu czytelnik spotyka Anne Shirley, o której z całą pewnością można powiedzieć, że jest „dziewczynką z wyobraźnią”, choć nie jest już dzieckiem, lecz powoli wkracza w dorosłość. Właśnie skończyła szesnaście lat i objęła funkcję dyrektorki szkoły w Avonlea. Jak wiadomo, po śmierci swojego opiekuna, Matthew Cuthberta, Anne postanawia nie opuszczać Marilli Cuthbert i nie podejmować nauki na uniwersytecie, pomimo że bardzo tego pragnie. Uważa jednak, że jej opiekunka potrzebuje pomocy w prowadzeniu gospodarstwa, tak więc obecność Anne na Zielonym Wzgórzu jest niezbędna.

Bez wątpienia bardzo ważną zmianą w życiu Anne oraz Marilli Cuthbert jest pojawienie się na Zielonym Wzgórzu pary sześcioletnich bliźniąt, Davida i Dory Keith (z pol. Tadzia i Toli Keith), które przygarnia Marilla po śmierci ich matki. Davy wydaje się być wierną kopią Anne, kiedy ta przybyła na Zielone Wzgórze jako mała dziewczynka. Chłopiec zadaje dziesiątki dziwacznych pytań, a do tego psoci co nie miara. On także posiada nieograniczoną wyobraźnię. Pomimo nieposłuszeństwa, Anne bardzo szybko obdarza Davida głębokim siostrzanym, a może nawet w pewnym stopniu, matczynym, uczuciem i stara się sprostać wybrykom chłopca najlepiej jak potrafi. Jakże inna jest Dora. Dziewczynka jest uosobieniem spokoju i nie wysuwa się na pierwszy plan, jak czyni to jej brat.

W Ani z Avonlea pojawiają się też inne nowe postacie, jak na przykład sąsiad pan J.A. Harrison (z pol. Jakub Harrison), jego żona i papuga o imieniu Ginger (z pol. Imbirek). Anne odkrywa również zapomnianą Chatkę Ech, którą zamieszkuje panna Lavendar Lewis (z pol. Lawenda Lewis) wraz ze swoją służącą, Charlotte the Fourth (z pol. Karolina Czwarta). Anne ma również ulubionego ucznia, Paula Irvinga (z pol. Jaś Irving), którego największą zmorą jest owsianka, jaką raczy go babcia każdego ranka. Ojciec chłopca przebywa w Stanach Zjednoczonych, natomiast on po śmierci matki został oddany pod opiekę babci i teraz mieszka w Avonlea i nie wyobraża sobie życia bez swojej ukochanej nauczycielki. Podobnie na wieść o wyjeździe Anne na uniwersytet, reagują też inni uczniowie.

(…) Uczniowie jej uważali to za istne nieszczęście: Aneczka Bell spazmowała po powrocie do domu, Antoś Pye dla wyładowania swych uczuć wydał kolegom dwie regularne bitwy, Basia Shaw płakała całą noc, a Jaś Irving zapowiedział swej babce z niezwykłą stanowczością, że przynajmniej przez tydzień nie weźmie do ust owsianki.

– Nie mogę, babciu – mówił. – W ogóle nie wiem, czy będę mógł cokolwiek przełknąć. Zdaje mi się, że mam zasznurowane gardło. Byłbym beczał, wracając ze szkoły, gdyby nie to, że Kuba Donnell bezustannie mi się przyglądał. Popłaczę już w łóżku. Czy aby jutro na pewno nie będzie tego znać po moich oczach? Płacz byłby dla mnie taką ulgą… W każdym razie nie mogę jeść owsianki, chcę zachować całą siłę woli do zniesienia tego nieszczęścia, babciu, i nic mi już nie pozostanie do zmuszenia się do owsianki. O, co ja pocznę, gdy moja ukochana nauczycielka wyjedzie? Emilek Boutler gotów się założyć, że panna Andrews obejmie szkołę. Być może, iż jest ona bardzo miła, ale wiem na pewno, że nie będzie mnie tak rozumiała jak panna Shirley.*

Przyjaciółka Anne, Diana Barry, także nie jest zadowolona z faktu, że dziewczęta będą musiały się rozstać, pomimo że jej życie w Avonlea również ulega zmianie. Jedyną osobą, która pozytywnie zapatruje się na plany Anne jest Gilbert Blythe, który z coraz większym zainteresowaniem spogląda na Anne, a jego uczucia zdają się nie być jedynie czysto przyjacielskie. Lecz uparty rudowłosy podlotek z siedmioma piegami na nosie wydaje się tego nie dostrzegać, wciąż tłumacząc sobie, że przecież chłopak, który w dzieciństwie nazwał ją „marchewką” nie jest w jej typie!

W Avonlea nie brak także dziwnych zbiegów okoliczności, które w konsekwencji doprowadzają do tego, że pogrzebane dawno nadzieje, znów zaczynają odżywać. Lecz życie nie składa się jedynie z tych dobrych stron, tak więc do Avonlea zagląda również śmierć. Otóż umiera mąż pani Rachel Lynde (z pol. Małgorzata Linde). Każdy wie, że Rachel to miejscowa plotkarka i niczego nie da się ukryć przed jej wścibstwem. Anne także miała okazję na własnej skórze przekonać się do czego zdolna jest sąsiadka, dlatego może nieco dziwić przeprowadzka pani Lynde na Zielone Wzgórze po śmierci męża.

W związku z powyższym, jaka jest Anne z Avonlea? Na pewno dojrzalsza niż ta, którą spotkaliśmy w pierwszej części serii. Dojrzalsza, ale jeszcze nie dorosła. Anne Shirley wciąż buja w obłokach, a jej najlepszą przyjaciółką, obok Diany Barry, jest nadal wyobraźnia. Jak się okazuje wyobrażanie sobie pewnych rzeczy nie jest jedynie domeną dzieci. Ta skłonność może dotyczyć każdego, kto czuje się samotny. Spójrzmy na panią Lewis i na Paula Irvinga. Obydwoje czują się samotni. Pani Lewis wciąż gdzieś na dnie serca skrywa swoją utraconą przed laty miłość, natomiast chłopiec czuje się samotny, ponieważ bardzo tęskni za zmarłą matką. Ani babcia, ani też ojciec mieszkający za granicą nie są w stanie obdarzyć go uczuciami, którymi raczyła go ukochana matuchna. Nawet Anne, choć bardzo bliska chłopcu, nie może zastąpić mu rodzicielki.

Anne nadal popełnia gafy i szybciej działa niż myśli. Przypomnijmy sobie chociażby wypadek z krową pana Harrisona, wybielanie piegów na nosie, czy też sprawę kupna półmiska od panien Cropp. Ale mimo to Anne staje się też odpowiedzialną młodą damą. W końcu ma pod opieką niesfornego Davida i jego siostrzyczkę, a w dodatku wybrała zawód nauczycielki, a to przecież do czegoś ją zobowiązuje. Jej metody wychowawcze są niezwykle mądre, a perswazje, którymi raczy swoich wychowanków są inteligentne i skłaniają do zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Anne twardo trzyma się ustalonych przez siebie zasad dotyczących wychowywania i nauczania dzieci i musi stać się coś naprawdę nieprzewidzianego, aby postąpiła inaczej niż zaplanowała. Nie obce są jej także akcje społeczne na rzecz Avonlea.

Wydaje się, że Anne nie ma zupełnie wrogów. W Avonlea nie uświadczy praktycznie nikogo, kto wyrażałby się źle o panience Shirley. To bardzo dobrze rokuje na przyszłość, zważywszy że Anne ma w planach wyjazd do Redmond i zmianę otoczenia.

Lucy Maud Montgomery w tej części przygód Anne Shirley również stworzyła niepowtarzalny klimat. Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem, nawet jeśli denerwuje przekład, tak jak było to w moim przypadku. Romantyczne dusze na pewno odnajdą w Ani z Avonlea namiastkę uczucia, które ma szansę rozwinąć się w coś niepowtarzalnego, jeśli tylko rudowłosy podlotek na to pozwoli.

 

Moja ocena: 6/6

 

 

Wpis powstał w ramach wyzwania czytelniczego

 


 



* L.M. Montgomery, Ania z Avonlea, Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1984, s. 200.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 21 lutego 2013

 

Renata Czarnecka

 

        Pożegnanie z ojczyzną

 

                      Rok 1793

 

 

 

 

 

Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2011

 

 

 

 

Choć pozycja Polski po pierwszym rozbiorze była dość osłabiona, to jednak w jakimś stopniu zostało oddalone bezpośrednie zagrożenie jej istnienia. W sierpniu 1787 roku rozpoczęła się wojna rosyjsko-turecka, podczas której po stronie rosyjskiej stanęła Austria. Reformy wprowadzone przez Sejm Wielki wywołały sprzeciw magnaterii oraz zaniepokojenie mocarstw ościennych. Tak więc w 1792 roku grupa magnatów, na której czele stanęli Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski zawiązała konfederację, którą ogłoszono w miasteczku leżącym na Ukrainie o nazwie Targowica. Miejscowość ta znajdowała się w dobrach należących do Potockiego. Celem konfederatów stało się dążenie do obalenia reform Sejmu Wielkiego oraz unieważnienie Konstytucji 3 Maja. Wezwanie przez konfederatów wojsk rosyjskich zapoczątkowało wojnę polsko-rosyjską. Natomiast w styczniu 1973 roku w Petersburgu Rosja i Prusy zawarły porozumienie dotyczące II rozbioru Polski. Tym razem Austria zbyt zajęta wojną z rewolucyjną Francją nie wzięła udziału w rozbiorze.

Tak mniej więcej przedstawiają się fakty, które poprzedzają wydarzenia opisane przez Renatę Czarnecką w powieści Pożegnanie z ojczyzną. Rok 1793. Ich echo wciąż jest obecne na salonach ówczesnej Warszawy. Dyskutuje się o nich podczas spotkań towarzyskich, a także w pałacowych murach, gdzie oprócz najbliższych nikt nie ma prawa usłyszeć opinii mieszkańców owych pałaców. Na czoło wysuwają się trzy rody szlacheckie, czyli Radziwiłłowie, Czartoryscy oraz Potoccy.

Spośród Radziwiłłów najbardziej aktywną osobą jest wojewodzina wileńska, Helena Radziwiłłowa. Jest to kobieta niezwykle energiczna, szczycąca się swoją przyjaźnią z carycą Katarzyną II. Jej oddanie względem imperatorowej jest tak wielkie, że każdą negatywną opinię o przyjaciółce przypłaca palpitacją serca. Za wszelką cenę próbuje też wprowadzić na dwór rosyjski swoją córkę, aby w ten sposób móc korzystnie wydać ją za mąż. Helena Radziwiłłowa nie stroni także od romansów, które raczej nie są tajemnicą dla jej męża, Michała Hieronima, lecz wygląda na to, że małżonkowi wcale to nie przeszkadza. Są mu one nawet na rękę, ponieważ przynoszą mu nie tylko korzyści polityczne, ale również materialne. Helena to piękna kobieta, więc nie dziwi, że zwróciła uwagę samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Wydaje się, że bardzo podobnie pod względem moralnym prowadzi się Izabela Czartoryska, żona Adama Kazimierza Czartoryskiego, choć w chwili, kiedy czytelnik ją poznaje, swoje liczne romanse ma już za sobą. Chociaż obecnie jest wierna mężowi, to jednak ślad po jej miłosnych uniesieniach pozostanie do końca jej ziemskiego życia. Każde z żyjących dzieci jest potomkiem innego kochanka arystokratki. Ona podobnie, jak jej przyjaciółka, Helena Radziwiłłowa, również uległa urokowi Stanisława Augusta, skądinąd swojego kuzyna. Owocem jej związku z królem okazała się być córka Maria. Izabela romansowała nawet z diukiem de Lauzun, który podczas rewolucji francuskiej zginął na gilotynie. Z ich związku na świat przyszedł syn, Konstanty Adam. Niektórzy twierdzili nawet, że diuk wezwany przez Izabelę był obecny przy porodzie, ukryty w szafie za łóżkiem księżnej. Sam diuk de Lauzun miał tę swego rodzaju komiczną sytuację opisać w swoich pamiętnikach, które ukazały się już po jego śmierci, lecz jeszcze za życia Izabeli, co w środowisku wywołało wielki skandal.

Można odnieść wrażenie, że spośród tych trzech rodów najbardziej w cieniu pozostają Potoccy. Z kolei Radziwiłłowie tylko z pozoru wyglądają na wpływowych, lecz prawdą jest, że czasy ich świetności już dawno minęły. Wprawdzie Helena Radziwiłłowa usiłuje przywołać pamięć wpływowych przodków swojego męża, jednak mało kto chce tego słuchać po tylu latach od ich śmierci. Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku Czartoryskich. Oni również nie są już tym samym rodem co kiedyś.

Pomimo że sytuacja w kraju jest dość napięta, to jednak arystokracja próbuje żyć normalnie. Organizowane są bale, na których można spotkać także rosyjskich oficerów, którzy na dobre zadomowili się już w Polsce, szczególnie w Warszawie. Bohaterowie przemieszczają się pomiędzy Warszawą a Grodnem, gdzie ma rozpocząć obrady sejm, który potem został nazwany „rozbiorowym”. Caryca Katarzyna II wysyła do Polski także swojego ambasadora, Jakoba Johanna Sieversa, którego zadaniem jest przygotowanie gruntu pod rozbiór. Ambasador chyba jednak nie za dobrze czuje się w obcym kraju, co wynika z faktu, że wciąż pisze listy do swoich córek, relacjonując im ze szczegółami swoje działania. Wyraźnie widać, że tęskni i jest bardzo samotny, pomimo że stale obraca się w towarzystwie.

 

Nowy Zamek w Grodnie - miejsce obrad sejmu w 1793 roku 

 

Można pomyśleć, że tym, co w powieści wysuwa się na pierwszy plan jest przede wszystkim polityka. Lecz oprócz kwestii politycznych na kartach książki spotykamy także całą galerię rozmaitych postaci. Każda z nich jest inna. Widzimy ich życie rodzinne, oceniamy poglądy, obserwujemy emocje, jakie im towarzyszą. Obraz Warszawy końca XVIII wieku jest tutaj oddany w sposób doskonały. Oczami wyobraźni widzimy karety podążające ulicami miasta, słyszymy uliczny gwar rozmów czy stukot obcasów na pałacowych posadzkach. Autorka nie zapomniała także o charakterystycznej modzie, jaka wówczas obowiązywała.

Pożegnanie z ojczyzną. Rok 1793 to pierwsza część opowieści o drugim rozbiorze Polski. Drugi tom tej historii nosi tytuł Pod sztandarem miłości. Rok 1794. Mam nadzieję, że szczęście mi dopisze i już niedługo poznam dalsze losy bohaterów niniejszej powieści. Jestem niesamowicie ciekawa, w jaki sposób Autorka pokierowała ich życiem podczas drugiego rozbioru Polski. Zastanawiam się też, co dalej stało się z piękną księżniczką Marią Naryszkiną, która urodą przyćmiewała wszystkie damy, tym samym ciesząc się ogromnym powodzeniem wśród mężczyzn.

Chyba największą sympatią zapałałam do Heleny Radziwiłłowej. Pomimo jej trudnego charakteru, tej postaci raczej nie można nie polubić. O ile wierzyć przekazom historycznym, była to osoba z gatunku tych, którzy mówią to, co myślą. Jej cięty język niekiedy naprawdę śmieszy, choć czasami postępuje bezmyślnie, nie zastanawiając się nad tym, co robi. Nie można jej też zarzucić braku empatii. Interesuje mnie czy w istocie była kleptomanką czy może kradła świadomie? Czy naprawdę przeklinała, nie bacząc na towarzystwo, w jakim się znajdowała?

Po przeczytaniu Królowej w kolorze karminu jestem pod ogromnym wrażeniem talentu pisarskiego Renaty Czarneckiej. Wiem, że autorzy raczej nie lubią porównań, jednak mam nadzieję, że Autorka wybaczy mi, jeśli stwierdzę, że jest naszą polską Philippą Gregory. To, co Renata Czarnecka wyprawia z historią Polski na kartach swoich książek (a przynajmniej tych dwóch, które przeczytałam), jest czymś niezwykłym. Jej bohaterowie nadal żyją, choć fizycznie odeszli od nas wieki temu. Te postacie tak naprawdę niewiele różnią się od nas. Tak jak my, oni również posiadają wady i zalety. Popadają w nałogi i uzależnienia. Autorka sprawia, że czytelnik dostrzega w nich ludzi z krwi i kości. Nie są to jedynie sztywne postacie związane z określonymi datami, o których mowa na lekcjach historii w szkole.

Jestem przekonana, że każdy miłośnik powieści historycznych oraz twórczości Renaty Czarneckiej przyzna mi rację. Autorka potrafi zabrać czytelnika w niesamowitą podróż do przeszłości. Czytając Pożegnanie z ojczyzną. Rok 1793 wręcz zastanawiałam się nad obsadą aktorską, ponieważ ta książka wyjątkowo nadaje się na adaptację filmową. Mam nadzieję, że kiedyś tak właśnie się stanie. Przypuszczam też, że fabuła drugiego tomu jest równie wciągająca i emocjonująca. Nie mam do tej powieści żadnych negatywnych uwag.

 

 

Moja ocena: 6/6

 

 

 

źródło obrazu: na licencji Creative Commons

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

wtorek, 19 lutego 2013

 

K. A. S. Quinn

       

     Kroniki Tempusu

 

Królowa musi umrzeć #1



 

 

 

Wydawnictwo: DREAMS
Rzeszów 2012
Tytuł oryginału: The Chronicles of Tempus #1: The Queen must die
Przekład: Anna Rojkowska

 

 

 

Czy czytanie książek może być niebezpieczne? Otóż, okazuje się, że tak, zwłaszcza jeśli czytelnik zbyt mocno zaangażuje się w opowieść, którą akurat ma przed sobą. Czasami książka, którą czytamy tak bardzo nas pochłania, że nagle tracimy poczucie rzeczywistości. Wydaje nam się, że wraz z bohaterami literackimi przeżywamy ich przygody, odczuwamy to samo, co oni i wędrujemy wraz z nimi po tych samych ścieżkach. Lecz dopóki nadal fizycznie znajdujemy się w naszych realiach, wszystko wydaje się być w porządku. Tylko co będzie jeśli nagle zdamy sobie sprawę, że rzeczywistość, która nas otacza nie jest już tą, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, ale tą, o której czytamy? Spokojnie, taki wariant to kwestia czysto hipotetyczna i możliwa jedynie na kartach książek, tak jak dzieje się to w przypadku głównej bohaterki pierwszej części trylogii przeznaczonej dla młodzieży pod tytułem Kroniki Tempusu.

Katie Berger-Jones-Burg to na pozór zwyczajna dziewczyna, mieszkająca w Nowym Jorku. Chodzi do szkoły, ma przyjaciół, pisze pamiętnik i generalnie zachowuje się jak klasyczna nastolatka. Zdaniem Katie jej życie rodzinne pozostawia wiele do życzenia. Jest córką celebrytki, która co pewien czas zmienia swoich życiowych partnerów, co znajduje swoje odzwierciedlenie w długości i dziwaczności nazwiska dziewczyny. Kiedy ją poznajemy jej matka jest właśnie na etapie usidlania nowego „tatusia” dla Katie. Ponieważ Mimi wciąż podróżuje dziewczyna przebywa pod opieką gosposi. Jej świat kręci się wokół książek. Pochłania je tomami, czego nie waha się skomentować jej biologiczny ojciec, twierdząc, że fajnie jest czytać, ale dlaczego, aż tyle?

Być może to właśnie ta fascynacja książkami i oddawanie się bez reszty światu fikcji literackiej, sprawia, że pewnego dnia Katie spotyka dziwne osoby, które wyglądają, jak gdyby nie były z tego świata, czyli jednym słowem dziewczyna ma wizje. Choć nie porozumiewają się z nią w typowy sposób, to jednak ona czuje, że ci ludzie czegoś od niej chcą. Wokół nich krążą jakieś tajemnicze napisy. Pewnego dnia dziewczyna, czytając listy księżniczki Alice, córki królowej Victorii, przenosi się w czasie i trafia do Pałacu Buckingham, na dwór królowej Victorii i jej męża, księcia Alberta. Bardzo szybko okazuje się, że jest to niesamowicie niebezpieczne miejsce, a Katie została tam przeniesiona w określonym celu. Ktoś szykuje zamach na życie królowej, a księżniczka Alice również jest w niebezpieczeństwie. Kim są zamachowcy i dlaczego chcą pozbyć się królowej? Czy tylko Katie została przeniesiona w czasie? A może w otoczeniu królowej jest jeszcze ktoś, kto również zmienił rzeczywistość? Jak poradzi sobie Katie w obcych realiach, tak różnych od tych, w których żyje na co dzień? Czy uda jej się zniweczyć plany wrogów królowej?

Królowa musi umrzeć to pierwsza część trylogii pod wspólnym tytułem Kroniki Tempusu. Książki tej nie należy traktować jako powieści stricte historycznej, a raczej trzeba na nią spojrzeć jak na powieść fantasy. Jak sama autorka zaznacza, fabuła stanowi mieszankę fikcji i faktów historycznych. Prawdą jest, że królowa Victoria miała córkę o imieniu Alice. Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku innych postaci. Są autentyczne, choć niektóre wydarzenia, jakie im towarzyszą nie miały miejsca w rzeczywistości.

Katie w Pałacu Buckingham spotyka wiele osób. Niektórzy z biegiem czasu stają się jej bardzo bliscy, zaś inni to wrogowie, których należy się wystrzegać. To właśnie tam rodzi się prawdziwa przyjaźń, która przecież kiedyś zamieni się jedynie w bezcenne wspomnienia, bo wszakże przyjdzie taki dzień, gdy Katie będzie musiała powrócić do Nowego Jorku i znów żyć w XXI wieku. Lecz zanim to nastąpi dziewczyna musi wypełnić swoją misję, ponieważ jej przeniesienie w czasie nie stało się bez powodu. Czyżby Katie wysłano do epoki wiktoriańskiej, aby zmienić bieg historii?

Chociaż w polskim tłumaczeniu autorka posługuje się określeniem „dziewczynka” w odniesieniu do Katie, to jednak przyjęłam, że troje głównych bohaterów to osoby wkraczające w wiek nastoletni, więc już nie dzieci. Takie właśnie wrażenie można odnieść, czytając książkę, ponieważ w moim odczuciu sposób zachowania i rozumowania pewnych spraw jest zbyt dojrzały, jak na małe dzieci. Natomiast nie zauważyłam, aby wiek bohaterów był dokładnie określony. Możliwe też, że są oni w tym samym wieku.

Fabuła jest lekka i nasycona humorystycznymi elementami. Jest również tajemnica, którą Katie poznaje, a która ją przeraża. Są też emocje, które towarzyszą działaniom bohaterów, a także bezustanny wyścig z czasem. Ponieważ literatura przeznaczona dla młodych czytelników powinna edukować, tak więc i tutaj obserwujemy wewnętrzną przemianę głównej bohaterki. Poznajemy ją jako nieco zbuntowaną nastolatkę żyjącą we własnym świecie fikcji, który tworzy sobie, zaszywając się pod łóżkiem z książką w ręce. Natomiast w miarę upływu czasu i przeżytych wydarzeń dziewczyna zmienia swój pogląd na kilka istotnych spraw, szczególnie tych związanych z matką. Jej sposób postrzegania postępowania Mimi zmienia się i zaczyna widzieć matkę w innym świetle.

Generalnie książkę czyta się przyjemnie i myślę, że młodzież powinna być zadowolona, sięgając po pierwszą część Kronik Tempusu. Jednak w samym klimacie powieści brakowało mi autentyczności czasów wiktoriańskich. Moim zdaniem trochę za mało epoki w epoce, ale miejmy nadzieję, że w kolejnych częściach realia XIX wieku okażą się być bardziej wyraziste. Chociaż autorka nie lekceważy dworskiej etykiety i obyczajowości, to jednak jest tego stanowczo za mało. Pamiętajmy, że epoka wiktoriańska to czas, kiedy Wielka Brytania była u szczytu imperialnej potęgi i bardzo często mówiono, że „nad Imperium Brytyjskim słońce nigdy nie zachodzi”. Nie zapominajmy także, że był to również czas rewolucji przemysłowej.

Z kolei język powieści jest płynny i lekki oraz chyba za bardzo współczesny. Lecz nie to, zwróciło moją szczególną uwagę. Otóż najbardziej w oczy rzuciło mi się tłumaczenie. To już któraś z kolei książka, którą czytałam, a w której nie została zachowana konsekwencja w przekładzie imion bohaterów. Tak więc albo wszystkie przekładamy na język polski i znajdujemy ich odpowiedniki (co nie zawsze jest możliwe), albo zupełnie ich nie ruszamy i pozwalamy na zachowanie oryginalności. Preferuję ten drugi wariant. Jako anglistę, ta kwestia w książkach zawsze bardzo mnie razi.

 

 

Moja ocena: 4/6

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu

 

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



sobota, 16 lutego 2013

 

Iny Lorentz

            

        Nierządnica

 

 

 

 

Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2008
Tytuł oryginału: Die Wanderhure
Przekład: Marta Archman

 

 

 

 

Powszechnie panuje przekonanie, że moralność należy do tych kwestii, które powinny być dla każdego człowieka ważne oraz wciąż aktualne. Człowiek stale zadaje sobie pytania o sens działań, jakie podejmuje, a także o ich znaczenie i konsekwencje, zastanawiając się czy są one dobre, czy złe. Ludzie od zamierzchłych czasów tworzą zasady, których starają się przestrzegać oraz które świadomie bądź nie, łamią. Pomimo że dzisiejszy świat znacznie różni się od tego, jaki znamy z książek historycznych, to jednak problematyka moralności i poznania mechanizmów jej funkcjonowania nadal jest taka sama. Czy, w związku z tym, istnieje jakaś konkretna granica moralności, którą możemy przekroczyć? Czy człowiek swoje niemoralne zachowanie może wciąż usprawiedliwiać okolicznościami, które doprowadziły do jego upadku? A może tak mu jest wygodnie, okłamując nie tylko innych, ale przede wszystkim samego siebie? Może w ten sposób pragnie zagłuszyć wyrzuty sumienia, które nim targają?

A teraz cofnijmy się w odległe czasy do początku XV wieku i przenieśmy się do Konstancji – miasta, które już od wczesnego Średniowiecza aż do roku 1821 było stolicą największej diecezji katolickiej na północ od Alp. Wówczas miasto to leżało na szlaku handlowym prowadzącym z Niemiec do Włoch i dzięki temu rozwijało się dość prężnie. W latach 1192-1548 Konstancja posiadała status wolnego miasta Rzeszy i podlegała bezpośrednio cesarzowi. Miasto zasłynęło przede wszystkim powołaniem w nim soboru (1414-1418), podczas którego wybrano papieża Marcina V. Wydarzenie to zakończyło wielką schizmę zachodnią i było to jedyne w historii konklawe na północ od Alp. W takcie soboru doszło także do spalenia na stosie czeskiego reformatora, Jana Husa.

Tak mniej więcej przedstawia się tło historyczne powieści autorstwa Iny Lorentz (pseudonim literacki niemieckiego duetu Iny Lorentz i Elmara Marona). Główną bohaterką jest młodziutka i nieziemsko piękna Maria Schärer, córka najbogatszego obywatela w mieście. Kiedy ją poznajemy jest rok 1410, a ona właśnie szykuje się do ślubu z niezwykle wpływowym Magistrem Ruppertusem Splendidusem, o którym dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest prawnikiem. Żadne z nich nie jest jakoś specjalnie entuzjastycznie nastawione do rychłego małżeństwa. W tym wypadku w grę wchodzą przede wszystkim sprawy majątkowe oraz kwestia podniesienia pozycji społecznej rodziny Marii. Jednak nikt nie przypuszcza, że ta umowa przedślubna zakończy się tak dramatycznie. Otóż natychmiast po podpisaniu potrzebnych dokumentów w domu Mateusza Schärera zjawia się pewien furman, uparcie twierdząc, że niewinna i czysta Maria nie jest już dziewicą, gdyż sypia praktycznie z każdym chętnym mężczyzną. Bardzo szybko pojawiają się też inni świadkowie, którzy potwierdzają wersję furmana. W dodatku nie wiadomo skąd pojawia się też dowód rzeczowy, jednoznacznie potwierdzający winę Marii. Zarówno ona, jak i jej rodzina twierdzą, że to zwykłe oszczerstwa. W tej sytuacji można tylko wyobrazić sobie wściekłość niedoszłego męża. Obiecano mu dziewicę, a tutaj okazuje się, że został perfidnie oszukany.

(…) Nie rozumiała tego nagłego obrotu spraw, rozpaczliwie szukała więc oparcia. Ojciec zdawał się jednak nie zważać na błagania córki, gdyż ciągle patrzył w podłogę i mamrotał coś niezrozumiale pod nosem. Za to Magister Ruppertus stał przy niej jak anioł wymierzający karę, a nawet więcej – jak zły duch, któremu oczernianie sprawia przyjemność. Zrezygnowana Maria pytała się w duchu, dlaczego bardziej wierzył słowom tamtych dwóch mężczyzn niż jej. Popatrzyła swoim oszczercom prosto w twarz, badając czy nie wstydzą się kłamstw. Linhard natychmiast odwrócił głowę, ale Utz szczerzył się głupio, uderzając końcem języka w rzadkie zęby. Przestraszył ją tym, szybko odwróciła się do niego plecami (…)*

Dla Marii to dopiero początek gehenny, jaką zgotowali jej ci, którym ufała. Jako winna zarzucanych jej czynów zostaje osadzona w lochu, gdzie jej prześladowcy „produkują” kolejne dowody przeciwko niej. Proces dziewczyny przebiega niezwykle szybko, po czym zostaje wydany okrutny wyrok. Najpierw należy ją ubiczować, a potem wygnać z Konstancji i zamknąć za nią bramy miasta, aby już nigdy nie miała do niego powrotu. Od tej chwili jest nazywana „nierządnicą”, natomiast dla podkreślenia jej winy zostaje naznaczona kolorem żółtym, który ma informować przede wszystkim mężczyzn o jej profesji. Jak dalej potoczą się losy Marii? Czy uda jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie jej pomóc? I czy naprawdę padła ofiarą spisku?

Nierządnica to pierwsza część czterotomowego cyklu, którego akcja osadzona jest w średniowiecznych niemieckich realiach. W rodzimym kraju autorów, seria ta sprzedała się w nakładzie ponad dwóch milionów egzemplarzy. Nie powiem, że nie jest warta przeczytania, ale po takiej reklamie spodziewałam się historii, która pochłonie mnie bez reszty i nie pozwoli odłożyć książki aż nie przeczytam ostatniej strony. Być może oczekiwałam czegoś na miarę Philippy Gregory, która jeśli chodzi o autorów obcych piszących powieści historyczne, jest bezkonkurencyjna. Owszem, Nierządnica przedstawia realia średniowieczne dość dobrze, ale zwroty typu „wyskoczyć na kawę” nijak ze Średniowieczem mi się nie kojarzą. Nie wiem czy zawiniło tutaj tłumaczenie, czy może sami autorzy za bardzo tę epokę uwspółcześnili.

Przez większą część książki podążamy za bohaterką po średniowiecznych ścieżkach i oczami wyobraźni widzimy jedynie jej spółkowanie z przygodnymi mężczyznami i liczenie zarobionych w ten sposób pieniędzy. Sama Maria przedstawiona jest jako kobieta dość skomplikowana pod względem charakteru i nie bardzo wiedząca czego tak naprawdę chce. Z jednej strony pragnie się wyzwolić z nierządu, a z drugiej coraz bardziej się z nim „zaprzyjaźnia”, tłumacząc to tym, że praktycznie nie ma innego wyjścia. Akcja wyraźnie nabiera tempa w momencie, gdy w umyśle Marii rodzi się pewna myśl, która od tej chwili staje się jedynym celem jej życia. Lecz aby ją zrealizować musi najpierw powrócić do swojego rodzinnego miasta. Życie na wygnaniu zmieniło nieśmiałą i niewinną dziewczynę w pyskatą kobietę, broniącą swojego zdania tam, gdzie jest to konieczne, nie bacząc na konsekwencje.

Choć Średniowiecze to epoka prymitywna, u mnie budzi szczególną sympatię i dlatego uwielbiam czytać powieści w niej osadzone. Czego brakowało mi tutaj? Otóż uważam, że wątek rycerski nie został rozbudowany na tyle, aby czytelnik mógł poznać realia tej warstwy społecznej. Na pierwszy plan wysuwa się rycerz-pantoflarz i na tym praktycznie kwestia tego środowiska się kończy. Dla mnie to stanowczo za mało.

Jak sam tytuł wskazuje, rozpustę spotykamy tutaj na każdym kroku. Mężczyźni widząc kobietę wręcz rzucają się na nią, a ona tak naprawdę nie ma w tej kwestii nic do powiedzenia, bez względu na to czy uprawia nierząd zawodowo, czy jest tak zwaną panną z dobrego mieszczańskiego domu. Kobiety praktycznie muszą przed mężczyznami uciekać, bo w innym wypadku grozi im gwałt. Nie ma też znaczenia z jakiego środowiska wywodzi się mężczyzna. Rozpusta szaleje na zamkach rycerskich, w klasztorach, na ulicach miast, na przydrożnych targach, dosłownie wszędzie. Nie ma chyba miejsca, które byłoby wolne od nierządu. Przyjacielska rozmowa pomiędzy mężczyzną a kobietą jest możliwa jedynie w sytuacji kiedy w grę wchodzi miłość.

Choć istnieją jakieś bliżej nieokreślone przepisy prawne, to i tak mało kto z nich korzysta. Ludzie wpływowi zawsze mają ostatnie słowo, a ich opinia zazwyczaj doprowadza do zguby niewinnego człowieka, który stanowi dla nich przeszkodę w dążeniu do celu. Nie brak tutaj także kwestii politycznej. Toczy się przecież spór o wybór papieża. Do zajęcia Piotrowego Tronu jest aż trzech kandydatów. Fakt ten nie jest sprawą jedynie Kościoła. W ten konflikt zamieszany jest także cesarz.

Przede mną kolejna część przygód Marii Schärer. W niedługim czasie zamierzam sięgnąć po Kasztelankę. Pomimo tego, że znalazłam w tomie pierwszym kilka drobiazgów, które mi się nie podobały, to jednak całą książkę oceniam jako bardzo dobrą, a miłośników powieści historycznych zachęcam do jej przeczytania.

 

 

Moja ocena: 5/6

 

 

Wpis powstał w ramach wyzwania czytelniczego

 

 

 



* I. Lorentz, Nierządnica, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2008, s. 30.



 

prawa autorskie zastrzeżone

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?