Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
sobota, 25 lutego 2012

 

Alexandre Dumas (ojciec)

 

               Pamiętniki

 

 

Wydawnictwo: ISKRY
Warszawa 1960
Tytuł oryginału: Mémoires

 

 

 

Kiedy pod koniec stycznia przygotowywałam materiał do artykułu pod tytułem Literat Lutego 2012 informacje w nim zawarte zaczerpnęłam z Pamiętników Alexandre Dumas. Dla mnie osobiście ten Pisarz jest wyjątkowy. Już jako bardzo małe dziecko zachwycałam się jego powieściami. Obejrzałam też większość ekranizacji jego książek. W związku z tym nie mogłam przejść obojętnie obok jego autobiografii.

Jak widać powyżej, książka nie jest nowa. Wydanie, które Wam dziś proponuję, pochodzi z roku 1960. O ile mi wiadomo, na chwilę obecną Pamiętniki dostępne są już tylko w antykwariatach. Alexandre Dumas swoje wspomnienia zaczął spisywać pod koniec Monarchii Lipcowej, a następnie kontynuował je na emigracji w Brukseli i ukończył po powrocie do Paryża. Pierwsza część autobiografii ukazywała się w piśmie Presse, natomiast dalszy ciąg publikowany był w dzienniku, którego Pisarz był właścicielem. Dziennik ten nosił tytuł Muszkieter (z franc. Le Mousquetaire). To właśnie dzięki tym publikowanym bez ograniczeń tekstom Dumas zdobył dla pisma rzesze czytelników.

Ostateczne książkowe wydanie Pamiętników miało miejsce w roku 1863. Ukazało się ono wówczas aż w dziesięciu tomach. W latach 50-tych XX wieku we Francji pojawiło się wydanie dość krytyczne w swej formie w opracowaniu P. Josseranda. Dwa pierwsze tomy wydano w latach 1954-1957 i zawierały połowę tekstu.

Pamiętniki w wysokim stopniu charakteryzują się walorami wyróżniającymi najlepsze teksty Dumas. Narracja jest niezwykle żywa, widać w nich dramatyzm, który przejawia się szczególnie w dialogach. Wydaje się, że Autor stosuje je niezwykle chętnie. Wszystkie osoby, o których pisze Dumas są wyraziste i doskonale uchwycone, lecz jednocześnie Autor nie stara się zagłębiać w ich charaktery, czy stan psychiczny. Czytając Pamiętniki czytelnik nie może spodziewać się kolejnej powieści, ponieważ nie znajdzie w niej cech typowych dla utworów tego typu. Moim zdaniem jest to opowieść o wydarzeniach i ludziach, tym razem nie fikcyjnych, lecz autentycznych, współczesnych Autorowi. Niemniej jednak, z drugiej strony można domyślać się, że Dumas w sposób świadomy, bądź też nie, przeinacza pewne fakty lub przedstawia je jedynie ze swojego punktu widzenia, co jest dość nieobiektywne. Być może czyni to rzadziej, aniżeli można by go było o to posądzać.

Pomijając powyższy fakt, można jednoznacznie stwierdzić, iż ogólny obraz samej epoki oraz ludzi w niej żyjących charakteryzuje autentyczność, która równa się tej dotyczącej samego Autora. Alexandre Dumas w Pamiętnikach odsłania się bez reszty zarówno w tym, co mówi, jak również w tym, w jaki sposób to robi. Momentami miałam wrażenie, że nie szczędzi nawet samemu sobie. Z ogromną prostodusznością prezentuje swe wady, zalety, a także śmieszności.

(…) Idąc za przykładem innych, wskoczyłem na ławkę i balansując na zaokrąglonych oparciach, ruszyłem ku środkowi. Musiałem wydawać się – a raczej wyznajmy to: byłem bardzo śmieszny. Moje długie i mocno kręcone włosy tworzyły wokoło głowy nader groteskową aureolę, ponadto w czasach, gdy nosiło się redengoty[1] sięgające kolan, ja miałem redengot do kostek (…)[2]

(…) Byłem ubrany według ostatniej mody z Villers-Cotterets, która jednak była przedostatnią modą paryską. Wobec tego, że na ogół przedostatnia i ostatnia moda są czymś skrajnie różnym – wyglądałem, jak to już z właściwą mi skromnością zaznaczyłem – bardzo śmiesznie. Takie zapewne wrażenie wywarłem też na tych, do których podchodziłem, gdyż przyjęli mnie wybuchami śmiechu, w bardzo złym – jak mi się zdawało – guście. Byłem zawsze bardzo uprzejmy, ale w owych czasach z uprzejmością, jaką zawdzięczałem wychowaniu macierzyńskiemu, szła w parze wybuchowa drażliwość, odziedziczona prawdopodobnie po ojcu. Drażliwość ta sprawiała, że nerwy moje były instrumentem nader czułym na podniety. Uchyliłem kapelusza, co do reszty odsłoniło oryginalność mej koafiury[3] i spotęgowało wesołość grona, wśród którego pragnąłem się znaleźć.

– Przepraszam panów – zapytałem z wyszukaną grzecznością – czy mógłbym wiedzieć, co was tak śmieszy, by móc śmiać się wraz z wami? Sztuka, którą zobaczymy, jest podobno bardzo smutna, i nie zawadziłoby rozerwać się trochę, zanim zaczniemy wylewać łzy.

Przemowy mej wysłuchano w nabożnym skupieniu, po czym wśród zaległej ciszy odezwał się nagle pojedynczy głos:

– Ależ główcia!

Jak się zdaje, apostrofa należała do bardzo komicznych, gdyż ledwo się rozległa, śmiechy wybuchnęły ze zdwojoną siłą; co prawda, ledwo się to stało, wymierzyłem dowcipnisiowi siarczysty policzek (…)[4]

Wersja Pamiętników, którą Wam proponuję, to najlepsze fragmenty całości autobiografii Alexandre Dumas. Dla potrzeb polskiego rynku wydawniczego zostały one wyselekcjonowane z całości tekstu, w którym można znaleźć mnóstwo kwestii wepchniętych tam zupełnie niepotrzebnie celem wydłużenia tekstu i znacznego podwyższenia honorarium. Musicie wiedzieć, że pierwotna wersja Pamiętników skierowana była do czytelników pism codziennych, za co płacono od wiersza. W polskim wydaniu nie znajdziecie cytowanych w całości dokumentów, fragmentów cudzych utworów literackich, całych życiorysów osób współczesnych Pisarzowi, skryptów dzieł historycznych, czy też nie zawsze wiarygodnych, a często zbyt długich, anegdot.

Forma, jaką proponuje Wydawca, to przede wszystkim książka, którą świetnie się czyta. Jest ona doskonała zarówno dla miłośników Alexandre Dumas oraz jego twórczości, jak również dla tych, którzy w jakiś szczególny sposób interesują się epoką Autora, a zwłaszcza jej życiem kulturalnym. W Pamiętnikach Dumas skupił się wyłącznie na swojej literackiej egzystencji. Sprawy osobiste, jak gdyby spycha na dalszy plan. Pomimo iż przez życie Pisarza przewinęło się mnóstwo kobiet pochodzących z różnych warstw społecznych, to jednak Dumas wyraźnie unika tego tematu w autobiografii.

Dla mnie ta książka jest wyjątkowa. Jak już wspomniałam na początku wpisu, Alexandre Dumas zajmuje w moim życiu, jako czytelnika, szczególne miejsce. Wychowałam się na jego książkach i na zawsze pozostaną mi bliskie. Być może jeszcze nie raz na moim blogu przeczytacie o tym Autorze. Kiedy tak piszę tę recenzję, a właściwie opowiadam Wam o Pamiętnikach, do głowy przychodzi mi myśl, że skoro niedawno został powołany do życia Klub Miłośników Jane Austen, to może nie byłoby głupim pomysłem zastanowić się nad Klubem Miłośników Alexandre Dumas? Niemniej jednak, nie w tej chwili, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Na chwilę obecną za dużo tych projektów i akcji z moim udziałem, a za mało czasu, aby prowadzić je rzetelnie, zwłaszcza, że od najbliższego czwartku Literatem Marca 2012 otwieram nowy cykl, który będzie trwał najprawdopodobniej przez najbliższe pół roku, pod tytułem Czwartki z Kraszewskim. Ma to związek z faktem, iż rok 2012 został ogłoszony między innymi Rokiem Jozefa Ignacego Kraszewskiego. Już teraz serdecznie zapraszam Was do poczytania o tym wybitnym polskim klasyku.

Wracając na koniec do Pamiętników, chcę Was zachęcić do zapoznania się z nimi. Zdaję sobie sprawę, że ich dostępność jest nieco utrudniona, ale wierzę, że dla wielbicieli Alexandre Dumas nie ma rzeczy niemożliwych. Z Pamiętników dowiecie się wielu interesujących rzeczy o Pisarzu, między innymi tego, jak to się stało, że Dumas w ogóle zaczął pisać i czy ta droga do sławy była usłana różami, czy może zamiast róż, leżały na niej ciernie.

 

 

Moja ocena: 5/6

 



[1] Redengot – rodzaj długiej marynarki, dawniej używanej też jako strój do jazdy konnej

[2] A. Dumas, Pamiętniki, Wyd. Iskry, Warszawa 1960, s. 91.

[3] Koafiura – (z franc. coiffure), żartobliwie o fryzurze, uczesaniu

[4] A. Dumas, Pamiętniki…, op. cit., s. 91-92.

 

 

źródła zdjęć:

Dom narodzin Alexandre Dumas

źródło okładki: własne

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 23 lutego 2012

 

Reed Arvin

 

         Krew Aniołów

 

 

 

Wydawnictwo: REDHORSE
Lublin 2006
Tytuł oryginału: Blood of Angels

 

 

W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej ustawodawstwo federalne dopuszcza w 38 stanach zasądzenie kary śmierci za popełnienie sześćdziesięciu przestępstw. Dane statystyczne podają, że począwszy od roku 1977 w USA stracono ponad 750 skazańców. Te same dane pokazują, iż w roku 2000 w celach śmierci przebywało około 3 400 więźniów. Stany Zjednoczone znajdują się w ścisłej czołówce pod względem stosowania kary śmierci. Szacunkowe dane wskazują, iż od 1622 roku przybliżona liczba legalnie wykonanych wyroków sięga 20 tysięcy. Na mocy ustawy z 1994 roku dotyczącej przestępczości ilość przestępstw zagrożonych karą śmierci wzrosła z dwóch do sześćdziesięciu. Wśród nich wymienia się morderstwo dokonane na:

  • prezydencie,
  • wiceprezydencie,
  • członku Kongresu,
  • sędzim Sądu Najwyższego,
  • sekretarzu stanu.

Skazaniec na egzekucję oczekuje przeciętnie 10 lat i dwa miesiące (dane Amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości). Pojawia się też szereg dyskusji dotyczących stosowania kary śmierci. Kwestia ta odnosi się głównie do zgodności tej kary z konstytucją, a zwłaszcza z poprawkami VIII i XIV, które zakazują stosowania kar okrutnych i niezwykłych.

Wilson Owens zamknięty w swojej celi spożywa swój ostatni posiłek. Ma przed sobą obiad składający się ze spaghetti i pulpetów oraz cheeseburgera, kaszki manny i piwa. Pomimo iż w więzieniu Brushy Mountain obowiązuje całkowity zakaz podawania alkoholu, to jednak Wilson’a Owens’a to nie dotyczy. On jest tutaj więźniem specjalnym. Na propozycje wyspowiadania się, reaguje odmową.

Kiedy przychodzi ta właściwa pora, Wilson Owens zostaje zakuty i doprowadzony do celi śmierci. Na kartach historii zapisze się jako ostatni skazaniec, na którym wykonano wyrok śmierci w tej właśnie sali. Już wkrótce zakład ma zostać zlikwidowany. Kaci kładą Owens’a na leżance i przypinają pasami, z którymi z całych sił próbuje walczyć. W jego oczach widać paniczny strach, kiedy lekarz wbija igłę w żyłę na jego przedramieniu. Kat skrupulatnie sprawdza buteleczki ze śmiercionośnymi chemikaliami. Muszą być w odpowiednim stanie. W końcu ostatnie składniki trucizny wpływają do krwi Owens’a, doprowadzając do całkowitego paraliżu serca i płuc skazańca. W chwilę później lekarz szuka oznak pulsu. Niczego nie wyczuwa. Patrząc na zegar wiszący na ścianie w sali śmierci, stwierdza, że Wilson Owens nie żyje. Jest 18 maja 2003 roku. Godzina dwudziesta trzecia trzydzieści pięć.

Mijają lata. O skazańcu praktycznie nikt już nie myśli. Uznany za winnego podwójnego zabójstwa w supermarkecie Sunshine we wschodniej części Nashville w stanie Tennessee, pożegnał się z życiem. Do uznania go za winnego doprowadził zastępca prokuratora okręgowego hrabstwa Davidson, Thomas Dennehy. Ale czy naprawdę ta sprawa jest już zamknięta? A może jest ktoś, kto próbuje zaszkodzić młodemu prokuratorowi? Albo zemścić się na nim za doznane krzywdy?

Praca zastępcy prokuratora okręgowego to niezwykle stresująca profesja. Ale co zrobić, jeśli lubi się swoją robotę? Chyba tylko codziennie łykać zoloft, żeby już do reszty nie zwariować. Tak właśnie żyje trzydziestosześcioletni Thomas Dennehy. Faszeruje się psychotropami, żyjąc samotnie w wielkim domu. Żona już jakiś czas temu odeszła, zabierając ze sobą córkę. Choć związała się z innym mężczyzną, to wydaje się, że były mąż nie jest jej do końca obojętny. Jednak bezpieczeństwo swoje i dziecka stawia wyżej niż uczucia. W grę wchodzą także pieniądze. Jej obecny wybranek jest chirurgiem plastycznym, na czym zbija kokosy.

Pewnego dnia Philip Buchanan, profesor Uniwersytetu w Georgetown, wychodzi z projektem, którego celem jest rewizja każdego wyroku śmierci. Weryfikacja ma objąć ostatnie dziesięć lat. Buchanan chce posłużyć się metodą DNA, która pozwoli mu stwierdzić czy dany wyrok został wydany słusznie, czy też nie. Pod lupę idzie również sprawa Wilson’a Owens’a. I tu pojawiają się wątpliwości. A może Wilson Owens w niczym nie zawinił? Może Thomas Dennehy doprowadził do jego skazania, chcąc zaspokoić własne ambicje? Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było, zwłaszcza, że pojawia się mężczyzna, który twierdzi, iż to on stoi za morderstwem w supermarkecie.

Tymczasem dochodzi do innego zabójstwa. Zgwałcona i zamordowana zostaje Tamra Hartlett. Wszelkie dowody wskazują na to, że za czynem tym stoi niejaki Moses Bol, emigrant z Sudanu. Jeżeli zostanie udowodniona mu wina, to wówczas jemu również grozi kara śmierci. W obliczu działań prowadzonych przez Philip’a Buchanan’a, Thomas Dennehy nie jest już taki pewien swych osądów. W dodatku w jego życiu pojawia się Fiona Towns, która jest pastorem w Miejskim Kościele Prezbiteriańskim. Wielebna Towns jest nie tylko atrakcyjną kobietą, ale także niezwykle aktywną działaczką na rzecz zniesienia kary śmierci. Natomiast jej kościół stanowi przytułek dla wszystkich, którym nie powiodło się w życiu. Jednym z jej podopiecznych jest niejaki Robert Bridges. A jaki związek on ma ze sprawą? Tego dowiecie się, czytając Krew Aniołów.

Skoro mam już ocenić tę powieść, to napiszę, że nie jest ona rewelacją. Jest to prosty kryminał, w którym akcja przyśpiesza dopiero w ostatnich rozdziałach. Przez większą część książki praktycznie nie dzieje się nic szczególnego. Owszem, Thomas Dennehy żyje pod strachem, gdyż co pewien czas jego spokój zakłócają niewyjaśnione zjawiska, jak na przykład wybuch amatorskiej bomby w Miejskim Kościele Prezbiteriańskim, czy też dramatyczna śmierć kota. Niemniej jednak, podczas czytania miałam wrażenie, że sceny te pozbawione są wszelkich emocji, które powinny im towarzyszyć. Tego strachu tak naprawdę wcale się nie czuje. Mam wrażenie, że jest to kolejny przykład książki, gdzie Wydawca nieco przesadził z reklamą. Po przeczytaniu informacji na okładce, czytelnik powinien spodziewać się dynamicznej akcji, ogromu szczegółów oraz zapadających w pamięć kreacji bohaterów, dzięki czemu nie będzie w stanie oderwać się od książki.

Nie wiem, jak inni, ale jeśli o mnie chodzi, to jak najbardziej byłam w stanie przestać czytać w każdej chwili i powrócić do swoich codziennych obowiązków. Prócz tego, zwróciłam też uwagę na dwie istotne kwestie. Otóż, czytając każdą powieść, która została przetłumaczona z języka angielskiego na język polski, bardzo uważnie śledzę formę przekładu. Najpierw rzuciło mi się w oczy to, że Wydawca ma poważny problem z jednoznacznym stwierdzeniem jak naprawdę nazywa się Autor powieści. W książce funkcjonują dwie wersje: Reed Arvin i Arvin Reed. Dlatego nie wiadomo do końca co jest imieniem, a co nazwiskiem. Nie czepiałabym się, gdyby ta kwestia była jednolita w przypadku całej książki. Czasami zdarza się tak, że autorzy posługują się pseudonimami, które mogą składać się jedynie z imion. Spotkałam się już z wieloma takimi sytuacjami. Ale tutaj tej jednolitości nie ma. Dlatego też sięgnęłam po wydanie anglojęzyczne, aby sprawdzić jak jest naprawdę, ponieważ Internet też nie podaje jednoznacznej informacji. Moje dochodzenie jedynie potwierdziło wcześniejsze przypuszczenia, iż Autor nazywa się Reed Arvin.

Kolejną sprawą, którą wypatrzyło moje wytrawne oko czytelnika, to błędny numer telefonu na policję. Pamiętajmy, że akcja powieści rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, a tam numerem alarmowym na policję jest 911, a nie 997. Owszem, te numery działają na identycznych zasadach, lecz w różnych państwach! Ostatecznie doszłam do wniosku, że jest to albo błąd w druku, albo zwyczajne zaniedbanie tłumacza i korektora. Z treści książki wynika, że w USA również obywatele posługują się numerem 997.

Ogólnie powieść oceniam jako dobrą.

 

Moja ocena: 4/6

 

 

Reed Arvin official website

źródło okładki



 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 15 lutego 2012

 

Umberto Eco

 

           Baudolino

 

 

 

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Warszawa 2001
Tytuł oryginału: Baudolino

 

 

Jest rok 1204. Łacinnicy pod sztandarami IV krucjaty krzyżowej, zamiast wyzwolić Jerozolimę, zdobywają Konstantynopol, przybywając tam na statkach floty weneckiej. Ich jawna nienawiść do Greków objawia się w akcie nieprawdopodobnego barbarzyństwa. Następuje największa w epoce średniowiecza grabież relikwii, dzieł sztuki oraz wszelkich wartościowych przedmiotów. Na gruzach państwa bizantyjskiego wykształca się państwo krzyżowców.

Powyższy wstęp stanowi tło historyczne niniejszej powieści. Zamknięty w małej wieży, w izdebce z wychodzącymi na trzy strony biforiami[1], ponad sześćdziesięcioletni Baudolino rozpoczyna opowieść swojego życia. Jego słuchaczem jest grecki historyk i teolog, Niketas Choniates, który jest postacią autentyczną. Nie został on wymyślony przez Autora dla potrzeb powieści.

Baudolino od dziecka wykazuje specyficzne zdolności do kreowania dziwnych historii, w których nie wiadomo do końca ile jest prawdy, a ile jego twórczej inwencji.

– Panie Niketasie, największym moim utrapieniem było zawsze to, że myliłem rzeczy, które widziałem, z tymi, które chciałem widzieć…[2]

A teraz cofnijmy się o dziesiątki lat wstecz.

W wieku czternastu lat Baudolino przyprowadza pod ojcowski dach zabłąkanego wśród grzęzawisk i mgieł, rycerza, którym okazuje się być nie kto inny, jak sam Fryderyk I Barbarossa, o przydomku Rudobrody – król Niemiec, cesarz rzymsko-niemiecki i książę Szwabii. Ten chłopski syn, mieszkający wraz z rodzicami we Fraschacie, bardzo szybko zdobywa sympatię cesarza, który zaczyna traktować go jak własnego syna. Baudolino również przywiązuje się do Fryderyka i wydaje się, że o swoim biologicznym ojcu już nie myśli tak często, jak powinien. Jak wiadomo, chłopak uwielbia snuć opowieści i konfabulować, a jego historie w jakiś niewyjaśniony sposób nabierają realnych kształtów. Barbarossa zabiera go na swój dwór, gdzie Baudolino poznaje piękną Beatrycze I Burgundzką, drugą żonę cesarza. Zakochuje się w niej, co przyprawia go o straszliwe męki, ponieważ uważa to za cudzołóstwo. Przecież Beatrycze to jego przybrana matka!

Mając szesnaście lat, Baudolino wyjeżdża do Paryża pobierać nauki. To tam nawiązuje pierwsze znajomości, które z czasem przerodzą się w przyjaźń. Niemniej jednak za nic nie może zapomnieć o pięknej żonie swojego przybranego ojca. W swym miłosnym cierpieniu posuwa się nawet do tego, że pisze do niej listy, których nigdy nie wysyła. Mało tego. Na owe listy odpowiada sobie sam. Dopiero po latach pokazuje je cesarzowej.

Pewnego dnia Baudolino, ku pożytkowi umiłowanego Fryderyka Barbarossy, układa apokryficzny list od rzekomego księdza Jana, który w jego mniemaniu jest władcą tajemniczego królestwa położonego gdzieś w Indiach. W liście tym zapewnia zachodniego władcę o niewyobrażalnych korzyściach płynących z wyimaginowanego królestwa. Oczywiście nie działa sam. Z pomocą śpieszą mu przyjaciele: Poeta, rabbi Solomon, Boron, Kyot oraz Abdul. W pewnym momencie wpadają na pomysł, aby w liście zawrzeć też informację o tak zwanym Gradalisie. Tak naprawdę nie wiedzą do końca czym jest Gradalis, lecz ostatecznie decydują się nadać owemu naczyniu przymioty świętego Graala, czyli czary (kielicha), z której Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy lub, jak twierdzą inni, do której została zebrana krew ukrzyżowanego Jezusa. Jeszcze nie wiedzą skąd wezmą kielich. Ale Baudolino to niezwykle pomysłowy mężczyzna, więc na pewno coś wymyśli.

Fryderyk, wierząc w autentyczność listu, wyrusza na wyprawę krzyżową, podczas której pragnie również odwiedzić królestwo księdza Jana. Oczywiście w wyprawie towarzyszy mu wierny Baudolino i jego przyjaciele. Jednak po pewnym czasie okazuje się, że chrześcijański władca pisuje także do innych osób. Kto stoi za tymi listami, jeśli nie Baudolino? Na razie nie wiadomo. A może tajemnicze królestwo istnieje naprawdę?

W końcu los rzuca ich gdzieś na tereny Azji do zamku Ardzrouniego. Tam w tajemniczych okolicznościach umiera Fryderyk Barbarossa. Po śmierci cesarza, przyjaciele postanawiają kontynuować podróż. A oto jaki jest plan wyprawy:

(…) Nasi pełni wzajemnej nieufności przyjaciele musieli postanowić, kto weźmie udział w wyprawie. Poeta zauważył, że powinno ich być dwunastu. Jeśli chcą być traktowani z szacunkiem podczas wędrówki do ziemi księdza Jana, najlepiej, by ludzie uznali ich za dwunastu królów magów odbywających właśnie powrotną drogę do ojczyzny. Ponieważ jednak nie było pewności co do liczby magów, dwunastu czy trzech, żaden z nich nie zdradzi, że są magami, a nawet kiedy ktoś zapyta, odpowie: nie, jak ktoś, kto nie chce wyjawić wielkiej tajemnicy. A ponieważ będą zaprzeczać, uwierzy ten, kto będzie chciał uwierzyć. Wiara zaś innych nada piętno prawdy ich powściągliwości.

A zatem Baudolino, Poeta, Boron, Kyot, Abdul, Solomon i Boidi. Nie obejdzie się bez Zosimy, który nadal się zaklinał, że zna na pamięć mapę Kosmasa, aczkolwiek wszyscy czuli odrazę na myśl, że ten łotr będzie uchodził za jednego z magów; nie mogli być jednak wybredni. Brakowało czterech osób. Baudolino ufał już tylko aleksandryjczykom i wciągnął do swoich planów Cuttikę z Quargnento, czyli brata Colandriny, Colandrina Guaskę, Porcellego i Alerama Scaccabarozziego, którego zwano Ciulą, czyli Kpem, ale był człekiem silnym, godnym zaufania i mało wymagającym (…)[3]

Podczas tej wyprawy nasi bohaterowie trafiają do najdziwniejszych krain świata. Spotykają tam istoty, jakby żywcem wyjęte ze świata fantasy. Baudolino przeżywa przepiękną miłość z… kobietą-kozą, której na imię Hypatia.

– Zdarłem z niej suknię, panie Niketasie, i zobaczyłem. Od brzucha w dół Hypatia miała kształty kozie, a jej nogi kończyły się kopytkami barwy kości słoniowej (…)[4]

Tyle o fabule. Resztę będziecie musieli doczytać sobie sami. Przyznam, że w tym przypadku zawiodłam się na Umberto Eco. Swoją znajomość z tym Autorem dopiero rozpoczynam i już na starcie doznałam rozczarowania. Być może jest to kolejny pisarz, w przypadku którego już na wstępie trafiam na tę gorszą powieść. Z tego, co zdążyłam zauważyć, nie tylko ja mam tego typu odczucia. Jednak mimo tego nie sugerowałam się opinią innych.

Uwielbiam powieści historyczne, niesamowicie przemawia do mnie epoka średniowiecza, lecz w tym konkretnym przypadku, epoki tej zupełnie nie czułam. Średniowiecze ma w sobie pewien specyficzny klimat, którego tutaj nie było. Brakowało mi przede wszystkim walk rycerskich. Niby Baudolino jest rycerzem, ale tak, jakby wcale nim nie był. Choć mamy do czynienia z wyprawą krzyżową, to tak naprawdę obecności Krzyżowców w ogóle się nie czuje. Gdzie podziała się ta ogromna wiedza historyczna Umberto Eco? W Baudolino z pewnością jej nie ma.

W fabułę powieści wyraźnie wplecione są elementy fantasy. Fakt ten przede wszystkim bardzo mocno przejawia się w charakterystyce mieszkańców tych dziwacznych krain, które odwiedza nasz bohater. W to wszystko wkomponowane są najważniejsze doktryny wiary chrześcijańskiej, na temat których prowadzone są ożywione dyskusje. Pojawia się także szereg relikwii. Oprócz Gradalisa, Baudolino i jego kompani wiozą ze sobą głowy-czaszki Jana Chrzciciela, które oczywiście dla pewnych potrzeb są podrobione.

W książce można też odnaleźć wątek detektywistyczny. Mam tutaj na myśli okoliczności śmierci Fryderyka I Barbarossy. Jest to też w pewnym sensie powieść przygodowa. Bohaterowie przeżywają radości, smutki, doznają tragedii życiowych. Można również natrafić na momenty komiczne. Jednym słowem wszystkiego po trochę, czyli taka mieszanka, która mnie zupełnie nie przypadła do gustu. Niecierpliwy czytelnik może mieć poważny problem z przeczytaniem książki do końca. Nie dość, że fabuła nie jest wciągająca, to jeszcze do tego jest to kolosalnych rozmiarów tomisko i w pewnym momencie można poczuć zniecierpliwienie i mieć wrażenie, że tych przeczytanych stron wcale nie przybywa. Na chwilę obecną czekam aż w moje ręce wpadnie inna powieść Umberto Eco, która przemówi do mnie znacznie bardziej niż Baudolino.

 

 

Moja ocena: 3/6

 

 

Umberto Eco official website

źródło okładki





[1] Biforia – arkadowe okno lub przezrocze, najczęściej podzielone na dwie części przy pomocy kolumienki, bądź też słupkiem; charakterystyczne dla budownictwa romańskiego i gotyckiego.

[2] U. Eco, Baudolino, Wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2001, s. 36.

[3] Ibidem, s. 313.

[4] Ibidem, s. 434.



 

prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 09 lutego 2012

 

 

5 lipca 1813 roku

Chawton Cottage, hrabstwo Hampshire

 

 

Miss Jane Austen do Miłośniczek i Miłośników Jej twórczości

Drodzy Moi!

 

Widząc tak ogromne zainteresowanie moją twórczością, nie mogę już dłużej odmawiać sobie przyjemności napisania do Was. Niedawno wydałam swoją kolejną powieść. To „Duma i uprzedzenie”. Nie spodziewałam się, że książka okaże się tak wielkim przebojem literackim tegorocznej wiosny. Obecnie pracuję nad kolejną książką. Tym razem zatytułowałam ją „Mansfield Park” i planuję jej wydanie w przyszłym roku.

Jak zapewne wiecie, moje powieści skupiają się gównie na egzystencji angielskiej klasy wyższej. Choć wiodę raczej odosobnione życie, mieszkając w hrabstwie Hampshire, nie pozbawia mnie to możliwości obserwacji innych. Moja niemalże pustelnicza egzystencja nie wpływa negatywnie na dramaturgię moich utworów. Najczęściej skupiam się na sprawach związanych z zamążpójściem, a także tych dotyczących problemów społecznych. Niemniej jednak mnie nigdy nie dane było wyjść za mąż i nie wierzę, że ten dzień kiedykolwiek nastąpi. Być może fakt, że swoje marzenia o wielkiej miłości przelewam na papier, sprawia, iż moich powieści nie da się tak łatwo zapomnieć.

W każdej ze swoich książek starałam się, i nadal staram, jak najdokładniej oddać stan psychiki bohaterek, co powoduje, że moje powieści są czymś więcej niż tylko zwykłymi romansami. Być może właśnie dlatego sam Walter Scott wyraża się przychylnie o mojej twórczości. Czy wiecie kim jest ów nietuzinkowy dżentelmen? To pisarz, którego główną domenę stanowią powieści historyczne. Łączy on w nich realizm historyczny z fantastyką oraz tajemniczymi ludowymi legendami i wierzeniami. Bardzo cienię sobie opinię tego dżentelmena.

Żyję w czasach, kiedy obowiązują pewne konwenanse. Pisanie powieści jest zarezerwowane głównie dla mężczyzn. Jak do tej pory nie wydałam jeszcze żadnej książki pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Na razie jestem znana jako The Lady, czyli Pewna Dama. Być może dopiero po mojej śmierci ktoś zdecyduje się ujawnić moje prawdziwe nazwisko.

Cztery lata temu mój brat, Edward, zaproponował mojej matce zamieszkanie w Chawton Cottage, która leży niedaleko Chawton House. To bardzo miłe z jego strony, zważywszy, że dom należy do niego. Oprócz matki, jest tutaj ze mną także moja najdroższa przyjaciółka, Martha Lloyd. Jestem tutaj bardzo szczęśliwa. Żyję w otoczeniu przyrody, co pomaga mi tworzyć.

Piszę do Was przede wszystkim dlatego, aby zaprosić Was do podjęcia pewnej, bardzo miłej dla mnie, inicjatywy. Aby moje książki wciąż były żywe, muszą przede wszystkim żyć w Was. Załóżcie więc „Klub Miłośników Jane Austen”. Na jego łamach piszcie nie tylko o moich, książkach, ale także i o mnie. Przybliżajcie innym moją sylwetkę. Dyskutujcie o bohaterach, zastanawiajcie się nad ich postępowaniem, twórzcie własne wersje wydarzeń. Tak jak ja, badajcie psychikę moich postaci. Do Klubu zapraszajcie wszystkich, zarówno kobiety, jak i mężczyzn. To nieprawda, że romanse są tylko dla kobiet. Wszystkim nam potrzebna jest miłość. Pamiętajcie, że dzięki temu wciąż będę żyć. Zróbcie wszystko, aby pomimo upływu lat, świat o mnie nie zapomniał.

 

Wasza na zawsze

Jane Austen

 

______________________________

 

W związku z powyższym nie pozostaje nam nic innego, jak tylko spełnić życzenie Jane Austen i założyć jej upragniony Klub. W tym celu zostały już podjęte pierwsze kroki. Od dzisiaj istnieje blog, na którym wszyscy Miłośnicy Jane Austen będą mogli spotykać się i dyskutować o jej twórczości, a także o niej samej. Blog jest dostępny tutaj. Nie znajdziecie tam jeszcze zbyt wiele, gdyż projekt jest na razie w fazie tworzenia. W chwili obecnej Klub czeka na wszystkich, którym w jakiś sposób twórczość Jane Austen nie jest obojętna. Mogą też zgłaszać się osoby, które pragną poznać tę wyjątkową Pisarkę, a której powieści czytane są wciąż z jednakowym entuzjazmem, pomimo upływu wieków. Drzwi do Klubu otwarte są dla wszystkich. Dla kobiet i dla mężczyzn. Dla osób w każdym wieku. Bez wyjątku.

Dostępne jest także logo Klubu, które można pobrać i umieścić na swoim blogu lub na stronie internetowej.

 

 

<a href="http://janeausten.blox.pl/"><img src="http://janeausten.blox.pl/resource/baner_400px.jpg" /></a>

 

<a href="http://janeausten.blox.pl/"><img src="http://janeausten.blox.pl/resource/baner3.jpg" /></a>


<a href="http://janeausten.blox.pl/"><img src="http://janeausten.blox.pl/resource/baner2.jpg" /></a>

 

Mamy nadzieję, że wśród Was jest wiele osób, którym apel samej Jane Austen nie jest obojętny. Do udziału w projekcie możecie zgłaszać się w komentarzach pod niniejszym postem. Oczywiście moment dołączenia do Klubu nie jest ściśle określony. Możecie to zrobić w każdej chwili. Pierwsze dyskusje na temat Pisarki i jej książek odbędą się najprawdopodobniej pod koniec marca. Do udziału w projekcie wszystkich serdecznie zapraszamy.

 

Agnieszka (Kraina Czytania)
              &
Beata (Co warto czytać?)



20:29, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (16) »
środa, 08 lutego 2012

 

W ostatnich dniach nazbierało się nieco spraw, o których chciałabym Wam dzisiaj napisać. Myślę, że recenzję kolejnej powieści uda mi się zamieścić dopiero w weekend, ponieważ wciąż brakuje mi czasu, aby ją skończyć, a jest ona dość pokaźnych rozmiarów. Dodam tylko, że będzie to powieść Umberto Eco. A jaka? Tego dowiecie się za kilka dni.

Na wstępie chciałabym serdecznie podziękować mojej blogowej koleżance Zoriji za zaproszenie mnie do zabawy, która polega na tym, iż osoba wytypowana powinna napisać o sobie kilka ciekawostek. W zeszłym roku bardzo podobna zabawa krążyła po książkowej blogosferze i wówczas zostałam wytypowana do niej aż dwa razy. Pomyślałam, że nie będę już powielać swoich wcześniejszych wypowiedzi, dlatego wszystkich zainteresowanych moją skromną osobą odsyłam pod ten link.

 

♠♠♠♠♠

 

A teraz kilka słów o książkach.

Na pewno większość z Was wie już, że 28 lutego 2012 roku w sprzedaży znajdzie się powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pod tytułem Szósty. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Replika. Poprzednie wydanie tej książki u niektórych czytelników wzbudziło nieco negatywne emocje, ale byli też i tacy, którym powieść niesamowicie się podobała. Jestem bardzo ciekawa jak będzie tym razem. Sama z niecierpliwością czekam na chwilę, kiedy będę mogła przeczytać tę powieść. Agnieszka Lingas-Łoniewska była moim Gościem w grudniu i już wtedy wspominała o wznowieniu Szóstego. Ten ciekawy wywiad możecie przeczytać tutaj.

A teraz pozwolę sobie opublikować dwa maile, które otrzymałam niedawno od Wydawnictwa RW210. Oto pierwszy z nich:

 

Szanowni Państwo!

Miło nam poinformować, że w naszym serwisie pojawiła się pozycja wyjątkowa.

Macierzyństwo bez lukru to rzecz bez precedensu, niespotykana do tej pory w Polsce ani na świecie. Trzydzieści matek skrzyknęło się przez Internet i stworzyło antologię tekstów ze swoich blogów, by pomóc Mikołajkowi, choremu na rdzeniowy zanik mięśni (SMA I). Pieniądze uzyskane m.in. ze sprzedaży tej antologii pozwolą rodzicom Mikołajka na zakup potrzebnych urządzeń i opłacenie rehabilitacji synka. W zbiorku znalazły się teksty zabawne, gorzkie, smutne, dosadne, refleksyjne. Ich wielkim atutem jest to, że wszystkie są prawdziwe, a w każdej opowieści czytelniczki-matki odnajdą cząstkę siebie, echo swoich wyborów, lęków, uczuć, wątpliwości, codziennych sytuacji. Dzięki uprzejmości Oficyny RW2010, CAŁY DOCHÓD ze sprzedaży antologii zostanie przekazany na konto Mikołajka w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z pomocą"

O szczegółach akcji możecie przeczytać także tutaj.

Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w akcji lub do rozpropagowania jej wśród swoich znajomych.

Pozdrowienia
Zespół RW2010

 

Ja ze swojej strony proszę Was o skopiowanie tej informacji i zamieszczenie jej na swoich blogach. Wystarczy też pobrać link do strony Wydawnictwa, gdzie mowa o akcji i umieścić go na swojej stronie internetowej. Dziękuję :-)

Kolejny mail pochodzi również od Wydawnictwa RW2010 i dotyczy zgoła innej antologii opowiadań. Otóż, za kilka dni będziemy obchodzić Walentynki. Dla jednych jest to dzień wyjątkowy, a inni woleliby, żeby znikł z kalendarza. Niemniej jednak znalazła się grupa Autorów, którzy postanowili wypromować miłość pod różnymi postaciami i smakami. Jak wiemy, uczucie to ma wiele twarzy, które nie zawsze są takie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Osoby te stworzyły antologię opowiadań o miłości, która od wczoraj jest do pobrania za darmo na stronie Wydawnictwa. Poniższy mail pochodzi z wczoraj, kiedy to odbyła się wielka premiera tejże antologii.

 

7 lutego 2012 roku

Szanowni Państwo,

Dziś wielka premiera w serwisie RW2010.
Dla wszystkich, za darmo, od dziś...
Zbiór opowiadań o miłości Słodko gorzko!
Zachęcamy do pobrania i lektury - bo warto!

Pozdrawiamy
Zespół RW2010

 

Jak widać, coraz częściej ludzie jednoczą się, aby pisać. Piszą nie tylko profesjonaliści, ale także amatorzy. Dla mnie osobiście są to piękne inicjatywy, ponieważ pozwalają nie tylko robić coś wspólnie, ale także nieść pomoc innym. Dlatego z całego serca zachęcam Was szczególnie do pobrania antologii opowiadań piszących mam i pomocy Mikołajkowi. Wiem, że e-booki nie cieszą się jeszcze w naszym kraju taką popularnością, jak ich autorzy i wydawcy by sobie tego życzyli. Obecnie jest dość wąskie grono czytelników, którzy decydują się na zakup e-booka z uwagi na brak czytnika. Mam nadzieję, że któregoś dnia to się zmieni, ponieważ wśród e-booków można znaleźć naprawdę ciekawe pozycje. Przyznam się Wam, że ostatnio coraz częściej decyduję się na pobranie książki elektronicznej i wcale nie podzielam opinii tych, którzy twierdzą, że jeśli e-book, to nie warto zawracać sobie nim głowy, bo z pewnością jego jakość jest poniżej przeciętej. Otóż, Kochani, „bawiąc” się już od kilku miesięcy w regularne recenzowanie książek, widzę, że nawet pozycje pochodzące z poważnych tradycyjnych wydawnictw mają znaczące uchybienia, szczególnie jeśli chodzi o korektę. Kiedyś wyczytałam, że autor nie zrobi sobie sam korekty tekstu. Może i nie zrobi, jeśli chodzi o styl, czy gramatykę. Ale literówki na pewno wyłapie. No chyba, że nie czyta tekstu po napisaniu. Myślę, że to, w jakim stanie wydajemy książkę zależy tylko i wyłącznie od ludzi, którzy stoją za procesem wydawniczym. Jeśli zwyczajnie nie chce im się nawet palcem kiwnąć, żeby podnieść poziom i estetykę książki, to bez znaczenia jest, w jakim wydawnictwie ją wydajemy. Tradycyjnym czy internetowym.

Do czego zmierzam? Otóż, kiedy tak czytałam te maile od Wydawnictwa, uświadomiłam sobie, że my-blogerzy wielkimi krokami zbliżamy się do tej chwili, kiedy i naszego e-booka będą tak reklamować. Ze swojej strony chcę Was zapewnić, że prace nad antologią przez cały czas trwają, a nasza korektorka ma naprawdę wiele pracy. Trzymajcie za nas kciuki!

 

♠♠♠♠♠

 

I jeszcze słówko o konkursach organizowanych przez portal Lubimy Czytać. Pierwszy z nich dotyczy napisania opowiadania zainspirowanego twórczością Mario Vargasa Llosy. Wszelkie informacje na ten temat znajdziecie tutaj. Natomiast kolejny konkurs polega na napisaniu opowiadania, w którym motywem przewodnim będzie toksyczna miłość. Z kolei informacje odnośnie tego konkursu znajdują się tutaj.

Z tego, co zdążyłam zauważyć termin nadsyłania prac jest dość krótki. Wydaje mi się, że maila z informacją otrzymałam zbyt późno. Tak naprawdę konkursy rozpoczęły się jeszcze w styczniu, a mnie poproszono o rozpropagowanie akcji dopiero wczoraj. No ale, Kochani Pisarze, być może macie gdzieś na dnie szuflady teksty, które tematyką odpowiadałyby powyższym konkursom. Zachęcam Was do wzięcia udziału, ponieważ Organizator przewidział atrakcyjne nagrody. Oprócz nagród książkowych jest też do wygrania weekend w luksusowym hotelu w Zakopanem oraz możliwość spotkania z Marią Nurowską.

To wszystko na dziś. Pozdrawiam serdecznie :-)



18:26, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?