Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
piątek, 17 maja 2013

 

Kochani,

 

Ta chwila musiała kiedyś nadejść. Przeważnie jest tak, że jeśli nosimy się z jakimś zamiarem od dłuższego czasu, to w końcu go realizujemy. Właśnie tak było w moim przypadku. Od bardzo dawna w głowie kiełkowała mi myśl, żeby zmienić platformę, na której mogłabym dla Was pisać o literaturze. Analizowałam wszelkie argumenty „za” i „przeciw” i ostatecznie zwyciężyły te „za”. Nie ukrywam, że bardzo smutno było mi, kiedy moja blogowa Siostrzyczka przeniosła się na Blogspot. Książkówko, wiesz, że o Tobie mowa, prawda? Było to dość dawno temu, ale od tamtego czasu coraz częściej myślałam o zmianie platformy, ponieważ Blox nie dawał mi tego, czego oczekiwałam. Nie będę się tutaj rozwodzić nad wadami i zaletami Bloxa, bo nie o to chodzi.

Istotny natomiast jest fakt, że w końcu podjęłam męską decyzję i jednym pociągnięciem założyłam nowego bloga na Blogspocie. Ponieważ prowadzę tam kilka innych blogów, uznałam, że ta platforma będzie najlepsza. Teraz mam wszystkie blogi w jednym miejscu i nie muszę się ograniczać z objętością notek czy wklejaniem zdjęć, jak bardzo często zdarzało mi się robić to na tym blogu. Wiecie, że piszę dużo. Moje notki są dość obszerne, co wynika z tego, że zwyczajnie uwielbiam pisać i jak już się do tego pisania dorwę, to nie wiem, kiedy powinnam przestać. Tego nie zapewniał mi Blox, ponieważ wielokrotnie musiałam dzielić wpis na kilka części. Jako blogerka chcę się rozwijać i mam nadzieję, że w nowym miejscu odnajdę to, czego od blogowania oczekuję.

Praktycznie przez ostatni tydzień usilnie próbowałam przenieść ręcznie wpisy z niniejszego bloga, ale niestety jest to niewykonalne. Podczas swojego istnienia Kraina Czytania zgromadziła aż 344 notki! Na automatyczne przenosiny nie ma co liczyć, ponieważ obydwie platformy nie współpracują ze sobą w tym zakresie. Tak więc ostatecznie zdecydowałam się zostawić wszystko tak, jak jest i podlinkować w nowym miejscu wszystkie recenzje, wywiady oraz pozostałe wpisy. Dlatego też z tego miejsca apeluję i proszę Administratorów Bloxa, aby nie usuwali po jakimś tam czasie Krainy Czytania, ponieważ znajdują się tutaj wpisy, które mają naprawdę istotne znaczenie! Nie chodzi tylko o mnie jako o autorkę bloga, ale o osoby, dla których tego bloga tworzyłam. Oprócz czytelników są to także pisarze oraz wydawnictwa. Znajdują się tutaj recenzje książek pisane na zamówienie samych autorów lub wydawców. Te wpisy są podlinkowane na prywatnych stronach pisarzy oraz na stronach wydawnictw. To nie może zniknąć tylko dlatego, że ja już w tym miejscu pisać nie będę! Proszę zatem o uwzględnienie mojej prośby za co będę niezmiernie wdzięczna.

Oprócz powyższego wpisy na tym blogu są naprawdę wartościowe ze względów intelektualnych i merytorycznych. Pozwólcie, że wspomnę chociażby o cyklu upamiętniającym rok 2012 jako Rok Józefa Ignacego Kraszewskiego. Wiem, że z tych informacji korzysta wiele osób. Są wśród nich zarówno uczniowie, jak i nauczyciele.

A zatem Szanowni Administratorzy bardzo Was proszę – NIE LIKWIDUJCIE KRAINY CZYTANIA!

Nie mogę powiedzieć, że nie będę patrzeć z sentymentem na ten etap mojego blogowania, który właśnie dobiegł końca. Otóż, będę. Nawet teraz, kiedy piszę tę notkę łza mi się w oku kręci. W końcu poświeciłam temu miejscu dwadzieścia pięć miesięcy życia. Dzięki temu poznałam wielu ciekawych ludzi, nawiązałam znajomości, o jakich mi się nawet nie śniło przed założeniem bloga. I co istotne – przeczytałam szereg książek, na które z pewnością nigdy bym nie trafiła, gdyby nie to miejsce. Żal się rozstawać, ale skoro powiedziało się „A” trzeba powiedzieć też „B”. Jak męska decyzja, to niech będzie męska do końca.

Na pewno będę tutaj zaglądać. Będę odwiedzać blogi, które tutaj zostają i które świetnie mi się czyta. Mam też nadzieję, że moi stali czytelnicy będą mnie odwiedzać w nowym miejscu równie często, jak było to do tej pory. Mam też prośbę do wszystkich, którzy adres Krainy Czytania mieli umieszczony na swoich blogach, aby ten adres zmienili. Będę bardzo wdzięczna.

To co, Kochani? Idziemy, prawda?



http://wkrainieczytania.blogspot.com

 

 


10:46, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (20) »
piątek, 10 maja 2013

 

 

http://agnes-books.blogspot.com/


Wszyscy, którzy śledzą mój profil na FB wiedzą już, że wpadł mi do głowy kolejny pomysł. Ci, którzy już mnie trochę znają mają świadomość tego, że język angielski jest mi bardzo bliski. Traktuję go praktycznie jak drugi język ojczysty. Jednak na co dzień używam go stanowczo za mało. Praca z dziećmi i młodzieżą nie zawsze pozwala mi się rozwinąć i dlatego wciąż szukam nowych wyzwań, aby móc posługiwać się tym językiem i stale go doskonalić.

Tym razem mam dla Was propozycję, która dotyczy właśnie języka angielskiego, a właściwie pisania recenzji i generalnie tworzenia tekstów o literaturze, lecz jedynie w języku angielskim. Tego typu projekt już dawno spędzał mi sen z powiek. Kiedy zaczynałam prowadzić Krainę Czytania napisałam nawet kilka recenzji po angielsku, tworząc osobną kategorię. Jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu, ponieważ jeszcze wtedy interesowały mnie rozmaite blogowe konkursy, a tam organizatorzy wymagali, aby blog był prowadzony jedynie w języku polskim.

Ale może przejdę już do rzeczy. Otóż, właśnie założyłam bloga, na którym chcę pisać po angielsku. Chciałabym, aby znalazły się tam nie tylko recenzje książek, ale też teksty dotyczące literatury, jak relacje ze spotkań autorskich (jeśli ktoś w takich uczestniczy), wywiady z pisarzami (jeśli ktoś takowe przeprowadza) i tym podobne rzeczy. W związku z tym chciałabym zachęcić Was do wzięcia udziału w tym projekcie-wyzwaniu. Tak więc jeśli znacie język angielski dość biegle w piśmie, posiadacie konto na Blogspocie (jeżeli nie, to zawsze możecie założyć), piszecie na swoich blogach (albo gdzieś indziej) o literaturze, to zapraszam Was do udziału w tej akcji. Wystarczy, że prześlecie do mnie maila (aga510@op.pl), a ja natychmiast uczynię Was współautorem bloga.

Na chwilę obecną znajdziecie na blogu tekst powitalny mojego autorstwa, w którym piszę o tym, czym są albo przynajmniej powinny być dla nas książki. Oczywiście blog na razie jest w fazie tworzenia. Jest to taka wersja robocza, która w miarę upływu czasu będzie udoskonalana. Każdy autor bloga będzie miał swój głos i wspólnie będziemy kształtować jego formę i wygląd. Będzie można zmienić nagłówek, wrzucić inne linki do bocznej szpalty. Wszystko jest kwestią dogadania się.

Zależy mi przede wszystkim na tym, aby polska literatura i polscy autorzy byli promowani w świecie. Dziś język angielski jest już praktycznie uznawany jako język międzynarodowy, więc nie ma innej opcji, jak tylko pisać w tym języku. Może dzięki temu blogowi jakiś polski autor dostanie z Zachodu propozycję zakupu praw autorskich do jego powieści? Kto wie? To wcale nie jest sytuacja czysto hipotetyczna. A kto powiedział, że tylko Amerykanie czy Anglicy mogą robić międzynarodową karierę literacką? Polacy też mogą, tylko trzeba im w tym pomóc.

Oczywiście o książkach zachodnich pisarzy również na blogu będzie można pisać. Nie narzucam żadnych ograniczeń. Będziecie mogli tłumaczyć swoje recenzje i umieszczać na wspólnym anglojęzycznym blogu. Nie będzie żadnych naglących terminów zamieszczania tekstów. Piszecie w takim tempie, w jakim Wam wygodnie. Niemniej, jeśli już ktoś zobowiąże się do współprowadzenia bloga, powinien wrzucać swoje teksty w miarę regularnie, aby było widać, że ten blog funkcjonuje. Jedyne, czego wymagam, to uczciwości. Nie chciałabym sytuacji, w której ktoś miałby nas posądzić o plagiat. Wszystkie teksty muszą być autorstwa danego blogera/blogerki. Ale ta sprawa jest chyba jasna i nie należy poświęcać jej zbyt wiele czasu.

Projekt jest otwarty i w każdej chwili można się do niego przyłączyć. Serdecznie zapraszam i czekam na Wasze maile!



15:24, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (24) »
czwartek, 09 maja 2013

 

Nora Roberts

 

      Port macierzysty

 

 

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2007
Tytuł oryginału: Homeport
Przekład: Bożena Krzyżanowska

 

 

 

Jest koniec XV wieku. Hieronim Savonarola vel Girolamo Savonarola (1452-1498) – florencki reformator religijno-polityczny – wygłasza we Florencji kazania, w których jawnie potępia luksus i sztukę pogańską. We Florencji panuje ród Medyceuszy, a na jego czele stoi niekompetentny Piero di Lorenzo (1471-1503), który w 1494 roku zostaje wygnany przez francuskiego króla – Karola VIII. Epoka renesansu wychodzi już z okresu wczesnej chwały. Wtedy też architekt o nazwisku Brunelleschi, a także rzeźbiarz Donatello i malarz Masaccio dokonują rewolucji zarówno koncepcji, jak i funkcji sztuki. Tak więc wielkimi krokami zbliża się wiek XVI, kiedy to pojawi się kolejne pokolenie nonkonformistów poszukujących oryginalności. Wśród nich znajdą się: Leonardo da Vinci, Michał Anioł oraz Rafael.

Mijają wieki i oto pewien florencki hydraulik w piwnicy jakiegoś domu odnajduje przepiękną statuetkę wykonaną z brązu. Rzeźba swoim wyglądem wyraźnie szydzi z prezentowanych przez Savonarolę poglądów. Robotnik natychmiast oddaje statuetkę do laboratorium, aby tam stwierdzono jej pochodzenie, ustalono autora, a co najważniejsze, potwierdzono jej autentyczność. Takim oto sposobem brąz z Fiesole (prowincja Florencji) trafia do laboratorium Elizabeth Standford-Jones. Kobieta od wielu lat mieszka we Włoszech i choć formalnie nie żyje z mężem, to jednak od czasu do czasu utrzymuje z nim kontakt ze względu na wspólne interesy. Jej włoska firma stoi na bardzo wysokim poziomie. Z jej usług korzysta nawet Rząd. Nie dziwi więc fakt, że brąz z Fiesole to sprawa priorytetowa i należy jak najszybciej zwołać najlepszych specjalistów, którzy pracują dla Standjo. Jednym z takich właśnie pracowników jest Miranda Jones, prywatnie córka Elizabeth. Miranda jest wybitnym specjalistą w dziedzinie historii sztuki i tylko dlatego matka ją zatrudnia. Elizabeth nie przyjmuje żadnej odmowy. Pomimo że doktor Jones mieszka w Stanach Zjednoczonych i nie jest jej łatwo stawić się natychmiast na rozkaz matki we Florencji, robi to najszybciej jak potrafi. Niemniej czyni to z nieznacznym opóźnieniem, ponieważ tuż przed wylotem zostaje napadnięta przed swoim domem przez nieznanego zamaskowanego mężczyznę. Chyba nie trzeba wspominać, ile strachu ta napaść jej napędza, zważywszy że Miranda panicznie boi się noży, a napastnik niestety takim narzędziem dysponuje. Kiedy doktor Jones jest już na miejscu, natychmiast zabiera się do pracy. Statuetkę chrzci mianem: Czarna Dama.

Bardzo szybko okazuje się, że brąz z Fiesole jest autentyczny i najprawdopodobniej wykonany przez samego Michała Anioła. Miranda jest niesamowicie dumna ze swego odkrycia, jednak niemal od razu przekonuje się, że jest ktoś, kto bardzo chce jej zaszkodzić. Informacje o prowadzonych przez nią badaniach powinny być ściśle tajne, aż tu nagle zostają przekazane do mediów. We Włoszech robi się spore zamieszanie, a bezwzględna Elizabeth Standford-Jones za wszystko obwinia Bogu ducha winą Mirandę. Kroki jakie podejmuje w tej sprawie są błyskawiczne. Córka zostaje bezzwłocznie odesłana do Ameryki. Elizabeth nie przyjmuje z jej strony żadnych tłumaczeń i żąda natychmiastowego urlopu. Jakby tego było mało, badania prowadzone w innym laboratorium potwierdzają jednoznacznie pomyłkę Mirandy. Szokująca informacja również przedostaje się do mediów, co sprawia, że reputacja naukowa kobiety lega w gruzach.

Miranda jest załamana. Któż by nie był, skoro jest przekonany o własnej niewinności? Przecież ma pewność, że statuetka jest prawdziwa i pochodzi z epoki renesansu! W takim razie, kto chce zaszkodzić młodej pani doktor? I cóż takiego kryje się za ową Czarną Damą, że tyle wokół niej szumu?

Tak więc Mirandzie nie pozostaje nic innego, jak tylko wrócić do Maine i tam lizać rany. Tymczasem w Instytucie, który prowadzi wspólnie z bratem zjawia się zupełnie nieoczekiwanie niejaki Ryan Boldari. To nieziemsko przystojny pół-Włoch, pół-Irlandczyk, który jest właścicielem słynnych w całej Ameryce Galerii Boldariego. Mężczyzna oprócz tego, że robi na Mirandzie piorunujące wrażenie, chce też nawiązać współpracę, proponując wymianę niektórych dzieł sztuki. Niemalże w tym samym czasie z Instytutu ginie statuetka z brązu przedstawiająca Dawida, natomiast Miranda zaczyna dostawać listy z pogróżkami, a wręcz groźbami utraty życia. Czy te dwie sprawy coś ze sobą łączy? Czy za Czarną Damą i Dawidem stoi ta sama osoba? Tego właśnie Miranda będzie próbować się dowiedzieć. O tym, co też takiego odkryje, dowiecie się już z powieści.

Nora Roberts nie byłaby sobą, gdyby znów nie postawiła na miłość, która oczywiście zanim znajdzie spełnienie, musi przejść przez wiele krętych dróg i niebezpieczeństw. Główni bohaterowie muszą walczyć z własnymi uczuciami, muszą też wiele przemyśleć, zanim podejmą właściwą decyzję. Ale nade wszystko przed rozpoczęciem nowego etapu w swoim życiu powinni najpierw uporać się z przeszłością, która wciąż kładzie się cieniem na ich obecnym postępowaniu. Aby móc zbudować coś wartościowego i trwałego, nie da się stale żyć tym, na co już nie mają wpływu.

W tej książce oprócz romansu, jest również dość zawiły wątek kryminalny. Praktycznie do samego końca nie wiadomo, kto tak bardzo nienawidzi Mirandy Jones, że pragnie się jej pozbyć, po drodze uśmiercając też innych. Najważniejsze jednak, że kobieta nie jest w tym wszystkim sama. Lecz z drugiej strony jej „pomocnik” jest człowiekiem dość specyficznym, aby można było mu bezgranicznie zaufać.

Nora Roberts poruszyła w tej powieści bardzo istotny problem, jakim jest uzależnienie od alkoholu. Spotykamy tutaj bohatera, który totalnie nie radzi sobie z życiem i jedyne, co robi, to topi własne smutki w alkoholu. Autorka postać tę prowadzi w taki sposób, że czytelnik może stopniowo obserwować jego wewnętrzną przemianę. Pokazuje też, co tak naprawdę jest w życiu ważne i co może sprawić, że człowiek jest w stanie podźwignąć się nawet z najgorszego dołka.

W powieści spotkamy także poważne konflikty rodzinne i tajemnice, które stanowią ich przyczyny. Czasami ludzie przez wiele lat nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego ktoś im bliski zachowuje się tak a nie inaczej. Dopiero jedna chwila najwyższych emocji może odkryć przed nimi tę tajemnicę. Tak właśnie dzieje się w przypadku Mirandy Jones.

W powieści mamy również do czynienia z kwestią przyjaźni, zarówno tej prawdziwej i oddanej, jak i fałszywej i jedynie na pokaz.

Nasza bohaterka przeżywa chwile grozy, załamania, ale też radości i szczęścia. Jej świat, w którym żyła do tej pory zaczyna zmieniać się stopniowo. Miranda odkrywa w sobie uczucia, o których istnieniu jak dotąd nie miała pojęcia. W pewnym momencie uznaje, że praca i kariera zawodowa to nie wszystko, i że jest coś, co może być znacznie ważniejsze niż sława doskonałego badacza i naukowca.

Oprócz powyższego w książce można odnaleźć także fantastyczne opisy Florencji. Oto jeden z nich:

Wschód słońca nad dachami i kopułami Florencji był niezwykle piękny. Zjawisko nie dające się z niczym porównać. Takie samo łagodne światło padało na miasto, kiedy wielcy ludzie projektowali i wznosili okazałe kopuły oraz wspaniałe wieże, a potem wykładali je marmurem pochodzącym z pobliskich wzgórz lub dekorowali wizerunkami świętych i bogów.

Gwiazdy migotały na niebie, które powoli traciło aksamitną czerń i stawało się perłowoszare. Sylwetki wysokich, smukłych pinii porozrzucanych na toskańskich wzgórzach rozmazały się, kiedy światło rozproszyło mrok, a potem zza horyzontu wyłoniło się słońce.

Kiedy wspinało się na nieboskłon, zasnuwając powietrze złocistym blaskiem, miasto było wyjątkowo ciche. Zagrzechotało i zabrzęczało żelazne okratowanie stoiska z gazetami, a jego właściciel ziewnął szeroko, przygotowując się do otwarcia interesu. Zaledwie kilka świateł połyskiwało w oknach. Jedno z nich należało do Mirandy […]*

No cóż… Port macierzysty to książka, która doskonale relaksuje. Pozwala oderwać się od problemów dnia codziennego, choć na chwilę. Czasami każdy z nas potrzebuje takiej odskoczni, a Nora Roberts zapewnia ją doskonale. Dla mnie ta Autorka jest właśnie takim balsamem na trudy życia. Wiem, że bez względu na to, po którą z jej powieści sięgnę, zawsze otrzymam szczęśliwe zakończenie. Znam jej twórczość na tyle dobrze, aby wiedzieć, czego mogę się po niej spodziewać. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała przestać czytać jej książki. Jest to raczej niemożliwe. Choć Nora Roberts nie imponuje w kwestii klasycznych romansów, to jednak powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym tworzy na bardzo dobrym poziomie. Tak więc jeżeli potrzebujecie odprężenia przy lekturze, to możecie śmiało sięgnąć po Port macierzysty.

 

 

Moja ocena: 5/6

 



* N. Roberts, Port macierzysty, Wyd. Książnica, Katowice 2007, s. 41.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



środa, 08 maja 2013

 

8-15 maja 2013 — X Ogólnopolski Tydzień Bibliotek obchodzony pod hasłem „Biblioteka przestrzenią dla kreatywnych"

8 maja — Dzień Bibliotekarza

 

 

Jaka powinna być współczesna biblioteka publiczna? Czy powinna funkcjonować wśród zróżnicowanych pod wieloma względami odbiorców? Czy jej misją powinno być zaspokajanie potrzeb oraz oczekiwań każdego – korzystającego z jej dóbr – czytelnika? A może współczesna biblioteka winna czynić wszystko, aby promować czytelnictwo i w ten sposób pozyskiwać nowych odbiorców? Poszukując odpowiedzi na te pytania należałoby zapewne stwierdzić, że dzisiejsza biblioteka powinna być przede wszystkim nowoczesna. Warto też, aby rozwijała się wraz z duchem czasu i stawiała sobie coraz to nowe wyzwania. W ten sposób zapewni sobie z jednej strony szacunek czytelników, zaś z drugiej zyska wśród nich popularność, stając się jednocześnie miejscem niezwykle przyjaznym, do którego chętnie się powraca.

Z całą pewnością taką właśnie placówką jest Miejska Biblioteka Publiczna w Jarosławiu im. Aleksandra Fredry. W zeszłym roku biblioteka zmieniła swoją siedzibę, opuszczając stary i zniszczony budynek, będący własnością Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Obecny obiekt zachwyca nie tylko mieszkańców Jarosławia, ale i całego województwa podkarpackiego, niezwykłą architekturą, która stanowi połączenie nowoczesności i tradycji. Jest to miejsce o bardzo wysokim standardzie, dorównującym najnowocześniejszym i największym tego typu placówkom w Polsce pod względem technologii. Na chwilę obecną w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jarosławiu czytelnicy mają możliwość korzystania z multimedialnej czytelni, która połączona jest z wypożyczalnią dla dorosłych. Również najmłodsi czytelnicy mają tam swoje miejsce, gdzie udostępniane są książki w odpowiednim przedziale wiekowym. W bibliotece znajdują się także stanowiska komputerowe, jak i stanowisko przeznaczone do odsłuchu muzyki oraz przestronna sala, w której czytelnicy mogą spotkać się z ulubionymi pisarzami lub wysłuchać interesujących wykładów z danej dziedziny nauki. Aby umilić czytelnikom czas spędzany na terenie biblioteki, pomyślano też o kawiarni. Co więcej, cały budynek został dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, z uwzględnieniem czytelników niewidomych.

 

 

Niemniej jednak nie zawsze tak było. Zanim Miejska Biblioteka Publiczna w Jarosławiu osiągnęła tak wysoki standard musiała zmagać się z licznymi trudnościami i przeobrażeniami. Historia placówki sięga końca lat 40. XX wieku. Dokładnie 20 stycznia 1948 roku nastąpiło uroczyste otwarcie placówki, która w tamtym okresie nosiła nazwę Powiatowej Biblioteki Publicznej, a jej siedziba znajdowała się w jednej z kamienic jarosławskiego Rynku. Fakt ten mógł zaistnieć tylko i wyłącznie dzięki staraniom i ofiarności ówczesnego jarosławskiego społeczeństwa.  Rok później do życia powołano sześć bibliotek gminnych, natomiast w 1950 roku kolejne pięć. Bez wątpienia niebywałym wydarzeniem zarówno dla pracowników placówki, jak i dla samych czytelników była organizacja pierwszego spotkania autorskiego w 1954 roku. Zaproszono wówczas Weronikę Tropaczyńską-Ogarkową – autorkę czterotomowej opowieści pod tytułem Żołnierze Kościuszki.

Od tego momentu biblioteka zaczęła rozwijać się w dość szybkim tempie. W 1956 roku nastąpiło połączenie Biblioteki Miejskiej i Biblioteki Powiatowej. Fakt ten zaowocował wyselekcjonowaniem części przeznaczonej dla dzieci. Rok później „kącik dla najmłodszych czytelników” mógł pochwalić się już nowym lokalem. I tak oto już w 10. rocznicę istnienia jarosławskiej biblioteki jej pracownicy mogli pochwalić się pokaźnym zbiorem woluminów, jak również liczbą czytelników, a co za tym idzie, także ilością wypożyczonych książek.

Kolejne dziesięć lat funkcjonowania placówki to przede wszystkim powstanie Działu Instrukcyjno-Metodycznego przy Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej, którego celem była głównie pomoc w kwestii merytorycznej bibliotekom położonym na terenie powiatu. Natomiast rok 1966 to z kolei czas, kiedy Polska przeżywała 1000-lecie swojego powstania. W związku z tym w Jarosławiu przy czynnym udziale biblioteki została otwarta wystawa zatytułowana Poznaj dzieje Polski. W tym okresie istotnym wydarzeniem stało się również uruchomienie filii biblioteki głównej. Jak czas pokazał, w miarę upływu lat powstały kolejne filie zrzeszające czytelników z poszczególnych części miasta, które wraz z rozwojem placówki, również ulegało licznym przeobrażeniom.

 

 

Chyba najważniejszym wydarzeniem dla jarosławskiej biblioteki w tamtym okresie było otrzymanie przez nią nowego i samodzielnego lokalu, w którym funkcjonowała aż do roku 2012. To tam wciąż udoskonalano sposób działania placówki, stopniowo pozyskiwano sprzęt komputerowy i rozpoczęto informatyzację woluminów. W ten sposób bibliotekę sukcesywnie przygotowywano do osiągnięcia takiego wizerunku, jaki mieszkańcy Jarosławia i okolic mogą podziwiać dzisiaj.

Na przestrzeni lat Miejska Biblioteka Publiczna nie tylko przeobraziła się w doskonale funkcjonującą placówkę kulturalno-oświatową, zdobywając tym samym uznanie i szacunek swoich czytelników, ale też została wyróżniona w szeregu konkursach, chociażby tych organizowanych z okazji uczczenia Tygodnia Bibliotek. Prócz tego, biblioteka organizowała i wciąż organizuje liczne wystawy oraz konkursy skierowane głównie do najmłodszych czytelników. Celem owych konkursów z nagrodami książkowymi jest przede wszystkim propagowanie czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży.

Księgozbiór Miejskiej Biblioteki Publicznej w Jarosławiu jest niezwykle bogaty. Placówka stale troszczy się o zakup nowych pozycji, ale też można spotkać na jej półkach lektury, które zdążył już nadgryźć ząb czasu, lecz ich wartość nadal jest taka sama. Co pewien czas jarosławską bibliotekę odwiedzają pisarze i poeci z całej Polski, a nawet z zagranicy, na przykład z Ukrainy.

Jak wynika z powyższego, jarosławska biblioteka na przestrzeni lat sukcesywnie zmieniała swój wizerunek, stając się placówką nowoczesną i na miarę XXI wieku. Pomimo tak licznych transformacji, biblioteka nie zatraciła w sobie niczego ze swojej wyjątkowości i nadal jest miejscem, gdzie panuje specyficzny klimat, przyjazny każdemu czytelnikowi.

 

 

Więcej zdjęć tutaj

Oficjalna strona MBP w Jarosławiu tutaj

MBP w Jarosławiu na FB tutaj

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



10:40, krainaczytania , Wydarzenia
Link Komentarze (18) »
niedziela, 05 maja 2013

 

Victoria Holt

 

     Gniazdo węży

 

 

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 1996
Tytuł oryginału: Snare of Serpents
Przekład: Michał Madaliński

 

 

 

 

Są tacy pisarze, po których książki sięga się albo z przyzwyczajenia, albo dla zwykłej rozrywki, albo po prostu z sympatii, choć już z góry wiadomo czego można się spodziewać po danej lekturze. Dla mnie jedną z takich autorek jest – nieżyjąca już – Eleanor Alice Burford Hibbert (1906-1993). Pisarka tworzyła pod takimi pseudonimami jak: Eleanor Burford, Jean Plaidy, Elbur Ford, Kathleen Kellow, Ellalice Tate, Anna Percival, Victoria Holt oraz Philippa Carr. Generalnie przyjęło się, iż spod pióra Autorki wychodziły przeważnie powieści historyczne. Za życia Eleanor Alice Burford Hibbert sprzedała sto milionów egzemplarzy swoich książek. Pisarka bardzo mocno upodobała sobie wiek XIX, gdyż akcja wielu jej powieści rozgrywa się właśnie w tym okresie. Jako wzory do naśladowania obrała sobie takie dziewiętnastowieczne sławy, jak: siostry Brontë, Charlesa Dickensa, Victora Hugo, Lwa Tołstoja czy Mary Ann Evans piszącą pod męskim pseudonimem – George Eliot.

Gniazdo węży to powieść, której akcja rozpoczyna się i kończy w Szkocji, a dokładnie w Edynburgu. Jest koniec XIX wieku, a więc czas guwernantek, zakazanych romansów, za które można postradać pracę oraz przestrzegania konwenansów tak charakterystycznych dla wyższych sfer. Jak zapewne wiemy, bardzo często owych konwenansów w tamtym okresie przestrzegano jedynie z pozoru. Natomiast za zamkniętymi drzwiami życie wyglądało już znacznie swobodniej. Najważniejsze, aby nie dostarczać sąsiadom powodu do plotek, zaś młode panny na wydaniu trzymać z dala od skandali, bo jakiż zamożny i elegancki kawaler będzie chciał je potem pojąć za żonę.

Otóż w Edynburgu mieszka Davina Glentyre. Jak każda panna z dobrego domu, ona również posiada swoją guwernantkę, którą jest Lilias Milne. Nauczycielka pochodzi z Anglii. Davina traktuje ją jak przyjaciółkę. Powierza jej wszystkie swoje tajemnice, bo wie, że ta nigdy jej nie zdradzi. Kiedy czytelnik poznaje pannę Glentyre, dziewczyna właśnie traci matkę, która umiera po długiej chorobie. Dla Daviny jest to okropny cios od losu, ale przecież ma tuż obok oddaną guwernantkę, więc stratę matki znosi dość łagodnie. Chyba pogodziła się z tym, że kiedyś przyjdzie jej pożegnać rodzicielkę na zawsze. Wszak tak długo chorowała, że zdążyła się już przyzwyczaić do myśli o rozstaniu. Davina boi się jednak, że owdowiały ojciec będzie chciał teraz pozbawić ją towarzystwa Lilias, bo jest już na tyle dorosła, iż tak naprawdę nie potrzebuje guwernantki. Niemniej bardzo szybko dowiaduje się, że David Glentyre bardziej myśli o sobie i własnym szczęściu, aniżeli o jedynej córce.

Wkrótce po śmierci pani Glentyre, do dworu przyjeżdża kolejna guwernantka – Zillah Grey. Kobieta jest niezwykle piękna i przyciąga spojrzenia mężczyzn niczym magnes. Zapytacie, w takim razie, gdzie podziała się poprzednia? Otóż panna Milne została oskarżona o kradzież kosztownego naszyjnika i w trybie natychmiastowym zwolniona. Davina nie daje wiary oskarżycielskim słowom i postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy i w ten sposób przywrócić przyjaciółce dobre imię.

Tymczasem Zillah Grey zdobywa sympatię nie tylko pana domu, ale też służby. Jej nocne eskapady do sypialni podstarzałego Glentyre’a ostatecznie przynoszą pożądane efekty. Jeszcze przed upływem żałoby panna Grey zmienia nazwisko i zostaje żoną Davida. Wydawać by się mogło, że od tej pory Davina będzie chodzić wściekła i zacznie drzeć koty z macochą. Nic podobnego. Obydwie kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą. Wygląda, że po śmierci pani Glentyre i skandalu z poprzednią guwernantką w domu Daviny wszystko powróciło do normy. Nawet mało kto pamięta już o „łóżkowym incydencie” z udziałem pokojówki i stajennego. Jednak los szykuje kolejną niespodziankę. Nagle umiera David Glentyre. Lekarze odnajdują w jego ciele arszenik. Jest to jednoznaczne z tym, że ktoś go zamordował. Kto najbardziej skorzystałby na jego śmierci? Młoda wdowa? A może córka, którą ojciec chciał wydziedziczyć, ponieważ nie akceptował wybranka jej serca?

Jeżeli Davinie Glentyre wydawało się, że to, co najgorsze już za nią, to była w wielkim błędzie. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwy koszmar. Jak sobie poradzi? Czy uda jej się kiedyś oczyścić z podejrzeń, aby znów móc swobodnie spojrzeć sąsiadom w oczy? A może już zawsze będzie nosić piętno tej, która zabiła i została wypuszczona z więzienia „z braku dowodów”?

Gniazdo węży to książka, która naprawdę może wciągnąć, choć jest do bólu przewidywalna. Jeśli czytamy ją uważnie i potrafimy łączyć poszczególne fakty, to jeszcze na długo przed zakończeniem wiemy, kto zabił i dlaczego. Jednak zanim do tego dojdzie, dotrzemy wraz z główną bohaterką na plebanię w Lakemere w Anglii, aby stamtąd udać się aż do Południowej Afryki i być świadkiem wojen burskich. Zapytacie, co to takiego te wojny burskie? Otóż, historia pokazuje, że na terenie ówczesnej Południowej Afryki miały miejsce dwa konflikty zbrojne pomiędzy Brytyjczykami a Burami*.

W powieści mamy do czynienia z drugą wojną burską, która odbyła się w latach 1899-1902. Pomimo tego, iż początkowo Burowie odnosili w niej sukcesy, to jednak w ciągu niespełna roku Orania i Transwal zostały zajęte przez Brytyjczyków. Walki partyzanckie trwały nadal przez kolejne dwa lata od tychże sukcesów, ponieważ Burowie otrzymywali wsparcie w uzbrojeniu od pobliskiej Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej. Ta pomoc sprawiła, że liczyli oni na obiecaną interwencję niemiecką. Podczas wojny Burowie organizowali samodzielne oddziały komandosów, natomiast Brytyjczycy poprzez tworzenie obozów koncentracyjnych tłumili burskie podchody partyzanckie. W obozach tych znajdowała się ludność pochodząca z terenów objętych walkami.

Nasza bohaterka musi odważnie stawiać czoła wszelkiemu niebezpieczeństwu, znajdując się w centrum walk. Lecz jej życie nie jest zagrożone jedynie przez działania wojenne. Tuż obok jest ktoś, kto chce ją wykorzystać do swoich celów i sprawić, że hańby, jaką Davina została okryta w Edynburgu już nigdy nie będzie w stanie z siebie zdjąć. Czy temu człowiekowi uda się doprowadzić swoje plany do końca?

Tak więc o czym tak naprawdę jest ta powieść? Na pewno o niezwykle silnej, młodej kobiecie, pragnącej za wszelką cenę zmyć z siebie brudy, jakie wylał na nią edynburski sąd, a wraz z nim tamtejsze społeczeństwo. Ta książka jest również o prawdziwej kobiecej przyjaźni, o bezgranicznym zaufaniu oraz o miłości, która jest zdolna pokonać nawet największe trudności, aby w końcu zwyciężyć. Jest to także powieść o zdradzie i rozczarowaniu oraz o tym, że to, co złe zawsze zostanie ukarane, a Dobro zatriumfuje.

Książka na pewno nie należy do literatury ambitnej, jednak mnie bardzo się podobała. Jak już wspomniałam, jest to historia, której finał bardzo łatwo przewidzieć, głównie, kiedy weźmiemy pod uwagę wątek kryminalny. Lecz z drugiej strony pomiędzy początkiem i końcem książki jest szereg rozmaitych przygód, których doświadcza Davina, a tych już z całą pewnością przewidzieć się nie da. I to jest bardzo ciekawe. Być może dlatego nie czuję rozczarowania po jej przeczytaniu, bo też nie stawiałam tej powieści wysokich wymagań. Znam twórczość Eleanor Alice Burford Hibbert nie od dziś, więc doskonale wiem, na co było ją stać. Przyznam, że bardzo lubię ten dziewiętnastowieczny klimat jej książek. Widać, że naśladowanie autorytetów nie poszło na marne i wiele z ich sposobu pisania przeniosła na karty własnych utworów.

Dla kogo zatem jest ta książka? Przede wszystkim dla kobiet, choć nie należy spodziewać się po niej typowego romansu. Jak to bywało w dziewiętnastowiecznych powieściach, chociażby u Jane Austen, tak i tutaj wątek miłosny wyrażony jest niezwykle subtelnie, pomimo że uczucie jest gwałtowne i gorące. Co więcej, mamy tutaj także do czynienia z klasycznym obrazem ówczesnego społeczeństwa, a sama Szkocja przedstawiona jest bardzo ciekawie. Dlatego myślę, że tym, którzy lubią tego rodzaju klimaty, ta powieść powinna przypaść do gustu.

 

Moja ocena: 4/6

 



* Burowie – potomkowie przeważnie flamandzkich, holenderskich i fryzyjskich kalwinistów, a także francuskich hugenotów i niemieckich luteran. W Afryce Południowej osiedlili się XVII i XVIII wieku. 

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63
Zakładki:
Blog istnieje od 13 kwietnia 2011 roku
Cykle Literackie
My thoughts about books and literature
Pomóżmy Ewie powrócić do normalnego życia - Akcja: BLOGI DAJĄ NOGI
Proszę nie kopiować tekstu bez mojej zgody (ustawa z dn. 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)
Troszkę z innej bajki
Tutaj często zaglądam
Ulubione Blogi Książkowe
Wszelkie komentarze, które swoją treścią będą obrażać osobę autorki bloga lub innych czytelników, a także autorów książek, zostaną natychmiast usunięte.
Wydawnictwa i Księgarnie
Wywiad ze mną na blogu Książki Zbójeckie


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Księga gości

Kraina Czytania





Follow on Bloglovin









Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?