Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Opowieść o Jednym Jedynym

 

Gaynor Arnold

 

Dziewczyna w błękitnej

sukience

 

 

 

 

 

Wydawnictwo: ZNAK LITERA NOVA
Kraków 2012
Tytuł oryginału: Girl in a Blue Dress
Przekład: Julia Gryszczuk-Wicijowska

 

 

 

Urodziła się w 1815 roku w Szkocji w Edynburgu. Natomiast wraz ze swoją rodziną przybyła do Anglii w 1834 roku. Była najstarszą córką George’a Hogartha, który pracował jako krytyk muzyczny dla The Morning Chronicle, gdzie swoich sił w pisaniu próbował również pewien młody dziennikarz, a następnie redaktor The Evening Chronicle. Młoda dama tak bardzo zawróciła w głowie owemu dziennikarzowi, że ostatecznie para zaręczyła się w 1835 roku, a w dniu 2 kwietnia roku 1836 Szkotka i Anglik stanęli na ślubnym kobiercu. Nowożeńcy miesiąc miodowy spędzili w pobliżu Chatham w hrabstwie Kent. Ich małżeństwo mogło uchodzić w oczach publiki za niezwykle szczęśliwe. Przecież udało im się stworzyć bardzo liczną rodzinę, w której urodziło się aż dziesięcioro dzieci.

Pewnego dnia w progu domu owej niezwykłej pary stanęła siostra „pani na Doughty Street” – Mary Hogarth, aby służyć pomocą oraz wspierać swoją starszą siostrę i szwagra. W epoce wiktoriańskiej nie było niczym niestosownym, aby niezamężna kobieta mieszkała oraz służyła pomocą i radą młodym małżonkom. Takich przypadków w tamtych czasach było bardzo wiele. Jednakże „pan domu” bardzo mocno przywiązał się do szwagierki i kiedy ta – po krótkiej chorobie – nagle zmarła w jego ramionach w 1837 roku, pogrążył się w głębokiej żałobie. Od tego czasu jej postać bardzo często pojawiała się w jego utworach, które tworzył z ogromnym zapałem.

Zapewne zastanawiacie się o kim mowa? Otóż, nie o kim innym, jak tylko o samym Charlesie Dickensie i jego żonie Catherine. Któregoś dnia los tych dwojga tak bardzo zafascynował Gaynor Arnold, że postanowiła na tej podstawie napisać książkę. Dodatkowo doskonałą okazją ku temu stał się fakt, iż rok 2012 w Anglii został ogłoszony Rokiem Charlesa Dickensa. Oczywiście nie wszystko jest w tej książce autentyczne, ponieważ jak sama Autorka przyznaje, część wątków sama wplotła, aby nieco ubarwić fabułę albo tylko po to, żeby uzupełnić niektóre nieścisłości biograficzne. Tak więc nie można do tej powieści podchodzić jako do literatury faktu, lecz należy potraktować ją bardziej jako fikcję literacką.

Kilka lat po śmierci Mary Hogarth w domu państwa Dickensów pojawiła się kolejna siostra Catherine. Tym razem była to Georgina Hogarth, która również miała służyć pomocą i radą. Georgina zamieszkała z Dickensami w momencie, gdy Charles i Catherine popłynęli do Ameryki. Do jej obowiązków należało opiekowanie się dziećmi, które zostały w Anglii. W 1845 roku Dickens pisywał już amatorskie sztuki teatralne i zdobywał coraz większą popularność, podczas gdy jego żona odchodziła w cień. Owszem, udało jej się zaistnieć przez chwilę jako autorce książki kucharskiej, którą opublikowała pod pseudonimem Lady Maria Clutterbuck. Ów poradnik dla gospodyń domowych nosił tytuł What Shall we Have for Dinner? (w wolnym tłumaczeniu: Co mamy na obiad?). Publikacja zawierała szereg sposobów układania menu oraz kilka przepisów kulinarnych o różnym stopniu trudności. Do roku 1860 książka doczekała się kilku wersji.

Dickensów nie ominęły też tragedie. Śmierć siostry Catherine to nie jedyny dramat tego typu w ich rodzinie. Nie dziwi więc fakt, że pani Dickens cierpiała z powodu załamania nerwowego. W powrocie do zdrowia bynajmniej nie mogła liczyć na swojego męża, który był już uważany za najwybitniejszą postać angielskiej literatury i dla którego ważniejsze było to, co powiedzą jego czytelnicy. Jako Autor sztuk teatralnych miał też kontakt z pięknymi, młodymi aktorkami, a to nie mogło skończyć się dobrze. Tak więc Catherine Dickens coraz częściej popadała w stany depresyjne, aż w końcu…

Kto zna biografię Charlesa Dickensa doskonale wie, co było dalej. Dziewczyna w błękitnej sukience na pewno burzy obraz Wielkiego Pisarza, jaki możemy sobie wykreować na podstawie jego utworów. Przypomnijmy sobie chociażby Opowieść Wigilijną i jej przesłanie. Owszem, Dickens był wrażliwy na los ubogich. Wspomagał ich, ale wobec własnej rodziny i tych którzy powinni być dla niego najważniejsi, był w stanie zachować się niczym najgorszy łajdak. Według Gaynor Arnold, Dickens uważał siebie za tego Jednego Jedynego, ponad którym nie ma już nikogo innego. Jego poczucie humoru nie zawsze szło w parze z odczuciami towarzystwa, w jakim akurat przebywał. Liczyła się tylko publika i nic poza tym. Czyżby był tak wielkim egoistą, że poza czubkiem własnego nosa nie widział już niczego ani nikogo innego? Być może tak właśnie było.

W powieści Autorka zmieniła imiona bohaterów, tak więc nie znajdziemy tutaj Charlesa Dickensa, lecz Alfreda Gibsona, zaś Catherine to Dorothea Gibson. Jeśli ktoś z Was obawia się, że podczas czytania tej książki będzie mieć do czynienia z klasyczną nudną biografią, to pragnę uspokoić, że lektura ta ma formę typowej powieści, w której bohaterowie żyją własnym życiem, konwersują ze sobą i przemawiają również do czytelnika. Początkowo akcja powieści nie zachwyca niczym niezwykłym. Zapewne, gdybym sugerowała się jej początkiem, dziś nie publikowałabym tej recenzji, ponieważ książka by mnie zwyczajnie znużyła i zostałaby przeze mnie nie dokończona.

Cała powieść to forma wspomnień, które snuje Doro tuż po śmierci Alfreda. Pisarz zmarł nagle w trakcie pisania kolejnej książki. Ostatnie lata małżeńskiego życia Gibsonów nie należały na pewno do udanych, więc można zrozumieć fakt, że Dorothea nie uczestniczy nawet w jego pogrzebie. W chwili, gdy poznajemy główną bohaterkę, kobieta ma kontakt jedynie z najstarszą córką. Reszta dzieci nie odwiedza jej od lat. Dlaczego? O tym dowiecie się od samej pani Gibson, jeśli dacie jej szansę i przeczytacie powieść.

Narrator w osobie Doro cofa się do początków znajomości z Alfredem Gibsonem, a następnie prowadzi czytelnika poprzez poszczególne etapy jego kariery literackiej i teatralnej. Przedstawia nam osoby, które przez te wszystkie lata stawały na drodze państwa Gibsonów, a także samego Alfreda. Bo trzeba wiedzieć, że w życiu Jednego Jedynego pojawiali się i tacy ludzie, których Doro nie znała i nigdy nie spotkała, aż do pewnego czasu. Są wśród nich przyjaciele, ale też i wrogowie. Sposób postępowania każdej z tych postaci można interpretować na rozmaite sposoby. Można wynajdywać szereg usprawiedliwień i powodów, dla których dana osoba zachowała się tak, a nie inaczej. Tylko czy jest ku temu jakiś sens, skoro i tak zwycięża miłość? Okazuje się bowiem, że kochać można nawet wtedy, gdy doznaje się ogromnej krzywdy od tej drugiej osoby.

Dziś wielu z nas powiedziałoby, że Doro Gibson sama skazała się na cierpienie, katując swoją duszę głębokim i prawdziwym uczuciem do tego, który sprawił, że przez wiele lat czuła się niczym banitka we własnym kraju. Przecież zamiast wciąż rozpamiętywać czas swojego małżeństwa, mogła znaleźć sobie innego życiowego partnera i być szczęśliwą. Bez wątpienia tym partnerem mógłby zostać wieloletni przyjaciel Gibsonów, Michael O’Rourke, któremu Doro nie była obojętna. „Biedna pani Gibson” jest przykładem kobiety, która kocha bez względu na wszystko. Choć czasami też nienawidzi, to jednak miłość niweluje te negatywne uczucia. Komuś mogłoby się wydawać, że ona zupełnie nie posiada dumy, gdyż pozwala sobą pomiatać, poniżać i upokarzać na oczach całej Anglii. Tylko że ona robi to z miłości. Tak ślubowała wiele lat temu i pragnie tej przysięgi dotrzymać, pomimo że mąż jej na to nie pozwala.

Doro Gibson to nie tylko symbol małżeńskiej miłości. Kobieta jest także przykładem na to, jak powinna kochać matka. Przecież jej dzieciom też można wiele zarzucić. Kiedy musiały wybrać, opowiedziały się za dostatkiem i komfortem egzystencji, zamiast stanąć po stronie tej, która dała im życie. Zostały przy człowieku, który ich matkę oskarżał o to, że w ogóle przyszły na świat, jakby zapomniał, że do płodzenia dzieci potrzeba dwojga ludzi – mężczyzny i kobiety.

Generalnie książka nie jest zła, ale też nie jest jakąś szczególną rewelacją. Kiedy sięgałam po nią spodziewałam się naprawdę porywającej historii, która wciśnie mnie w fotel i nie pozwoli mi na to, abym odłożyła powieść dopóki nie przeczytam ostatniego zdania. Niestety tak się nie stało, nad czym boleję, ponieważ tematyka naprawdę interesująca, szczególnie dla kogoś, kto lubi zatapiać się w historię. Poza tym nowatorski może też wydawać się sam pomysł na fabułę. Niby o życiu Dickensów, a jednak nie do końca.

Momentami miałam wrażenie, że narratorka jest już znużona tym, iż w ogóle kazano jej to wszystko opowiadać, a jej znużenie udziela się także czytelnikowi. Nie jest już osobą młodą, więc i sił w niej mniej niż wtedy, gdy poznała Alfreda Gibsona, a on lecząc swoje złamane serce, zachwycił się – odzianą w błękitną sukienkę – panienką z dobrego domu. Teraz rozumiem skąd na okładce (skądinąd bardzo pięknej, choć znacznie bardziej pasującej do początków XX wieku, a nie do epoki wiktoriańskiej) wzięły się te wszystkie mądre słowa Anny Popek i Grażyny Wolszczak. Bo kiedy książka jest przeciętna i raczej nie potrafi sama się obronić, wtedy należy jej w tym pomóc. A któż może zrobić to lepiej, jak sławna dziennikarka czy aktorka?

 

 

Moja ocena: 4/6

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



piątek, 03 maja 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2013/05/03 15:13:10
Może i ocena nie najwyższa, ale zaintrygowałaś mnie tą książką. :) Okładka ma w sobie coś urzekającego.
-
krainaczytania
2013/05/03 15:20:05
@Ewa
U mnie "4" oznacza, że książka całkiem dobra, czyli taka po środku. Ani zła, ani rewelacyjna. Wiesz, mnie brakowało polotu w fabule. To jest takie zrelacjonowanie zdarzeń trochę, a powieść jednak powinna być bardziej dynamiczna, zwłaszcza że życie Dickensów takie było. A okładka piękna, ale tak jak napisałam - nieadekwatna do epoki. Mnie przypomina bardziej lata 20. lub 30. XX wieku, zaś nie epokę wiktoriańską :-)
-
felicja79
2013/05/03 15:35:27
Genialna może nie jest, ale mi podobała się bardzo :-). Tobie widzę mniej, bo 4/6.
-
wiosenka27
2013/05/03 15:39:02
A ja czytając Twoja recenzję pomyślałam, że chętnie bym obejrzała film na podstawie tej powieści:)
-
krainaczytania
2013/05/03 15:39:23
@Felicja
No niestety mnie nie porwała. Ale "4" nie jest zła ;-) To głównie za nowatorski pomysł i dynamikę akcji, gdzieś tak od połowy książki, bo początek mnie trochę wynudził :-)
-
krainaczytania
2013/05/03 15:40:40
@Wiosenka27
A wiesz co? Kto wie, czy film nie odbierałoby się lepiej niż książkę? Bardzo trafne spostrzeżenie. Może kiedyś Anglicy to sfilmują. Chciałabym :-)
-
wiosenka27
2013/05/03 15:47:52
O, ja też bym bardzo chciała. Bardzo lubię epokę wiktoriańską:)
-
krainaczytania
2013/05/03 15:55:00
@Wiosenka27
Ja też lubię :-) W ogóle te wszystkie kostiumowe filmy i książki mnie kręcą ;-)
-
wiosenka27
2013/05/03 16:05:25
Wiedziałam, że to napiszesz:)
-
krainaczytania
2013/05/03 16:09:03
@Wiosenka27
Najchętniej to bym na jakiś czas przeniosła się do jakieś fajnej epoki ;-) Do średniowiecza trochę bym się bała, bo ten prymitywizm i rozpusta za duża, ale już do renesansu do chętnie. Natomiast broń Boże na dwór Henryka VIII :D W epoce wiktoriańskiej też fajnie by było trochę pomieszkać :-)
-
avo_lusion
2013/05/03 16:18:45
Hm, no czasem dobrej historii brak polotu i wtedy może być ciężko... Ale zainteresowała mnie fabuła i pomysł! Natomiast nie mogę się zgodzić co do promocji. Wydawnictwa muszą uciekać do takich sztuczek, bo to gwarantuje lepszą sprzedaż... A przecież w tym całym biznesie o to chodzi, choć my całe szczęście możemy się delektować tym, co najważniejsze, czyli czytaniem :)
-
cyrysia
2013/05/03 18:49:37
Bardzo mnie urzekła okładka tej książki. Jest niezwykle klimatyczna. Szkoda jedynie, że jej treść nie zadowoliła cię w maksymalnym stopniu. No cóż. Czasami tak bywa.
-
polonisty
2013/05/03 20:11:29
właśnie się zastanawiałam, co z tą żoną nie tak, skoro cały czas potrzebuje wsparcia i rady...ale przy tylu dzieciach:) okładka piękna. też nie lubię tych wypowiedzi "gwiazd" na okładkach, no chyba że to gwiazdy literatury...
-
krainaczytania
2013/05/04 11:02:58
@Danusia
A ja nadal będę się upierać przy swoim. To się nazywa nachalna promocja i praktycznie wciskanie czytelnikowi na siłę książki. Nie lubię tego, nie toleruję i mam o takich działaniach jak najgorsze zdanie. Książka powinna umieć sama się obronić. Nie cierpię jak wszystko kręci się wokół kasy i zysku. Sama zobacz czy ta okładka nie jest wręcz przytłoczona tymi "mądrymi" słowami. Gdyby nie recenzje na zaprzyjaźnionych blogach, a szczególnie u Felicji, pewnie przez tę nachalną promocję z przekory nie sięgnęłabym po tę powieść. Jeśli już wydawca tak bardzo chciał przytoczyć słowa Wolszczak i Popek to mógł to zrobić subtelniej, tak jak zostało to zrobione przy "Cukierni Pod Amorem". Tam wszelkie zachęcające słowa umieszczone są na tylnej okładce i nie biją tak po oczach. :-)
-
krainaczytania
2013/05/04 11:04:07
@Cyrysia
Wiesz, rzecz gustu. Są tacy, których zachwyciła ta historia. Dla mnie okazała się być przeciętna :-)
-
krainaczytania
2013/05/04 11:06:18
@Polonisty
Ty to zawsze potrafisz mnie zrozumieć. ;-) A w książce tych dzieci jest ośmioro, zamiast dziesięcioro ;-)
-
prosperiusz
2013/05/04 12:58:42
Mnie też zaintrygowała ta książka :-)
-
krainaczytania
2013/05/04 13:51:41
@Prosperiusz
Czyli wychodzi na to, że częściej muszę pisać niepochlebne recenzje, bo wtedy bardziej zachęcam ;-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?