Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Czarna Dama i Dawid

 

Nora Roberts

 

      Port macierzysty

 

 

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2007
Tytuł oryginału: Homeport
Przekład: Bożena Krzyżanowska

 

 

 

Jest koniec XV wieku. Hieronim Savonarola vel Girolamo Savonarola (1452-1498) – florencki reformator religijno-polityczny – wygłasza we Florencji kazania, w których jawnie potępia luksus i sztukę pogańską. We Florencji panuje ród Medyceuszy, a na jego czele stoi niekompetentny Piero di Lorenzo (1471-1503), który w 1494 roku zostaje wygnany przez francuskiego króla – Karola VIII. Epoka renesansu wychodzi już z okresu wczesnej chwały. Wtedy też architekt o nazwisku Brunelleschi, a także rzeźbiarz Donatello i malarz Masaccio dokonują rewolucji zarówno koncepcji, jak i funkcji sztuki. Tak więc wielkimi krokami zbliża się wiek XVI, kiedy to pojawi się kolejne pokolenie nonkonformistów poszukujących oryginalności. Wśród nich znajdą się: Leonardo da Vinci, Michał Anioł oraz Rafael.

Mijają wieki i oto pewien florencki hydraulik w piwnicy jakiegoś domu odnajduje przepiękną statuetkę wykonaną z brązu. Rzeźba swoim wyglądem wyraźnie szydzi z prezentowanych przez Savonarolę poglądów. Robotnik natychmiast oddaje statuetkę do laboratorium, aby tam stwierdzono jej pochodzenie, ustalono autora, a co najważniejsze, potwierdzono jej autentyczność. Takim oto sposobem brąz z Fiesole (prowincja Florencji) trafia do laboratorium Elizabeth Standford-Jones. Kobieta od wielu lat mieszka we Włoszech i choć formalnie nie żyje z mężem, to jednak od czasu do czasu utrzymuje z nim kontakt ze względu na wspólne interesy. Jej włoska firma stoi na bardzo wysokim poziomie. Z jej usług korzysta nawet Rząd. Nie dziwi więc fakt, że brąz z Fiesole to sprawa priorytetowa i należy jak najszybciej zwołać najlepszych specjalistów, którzy pracują dla Standjo. Jednym z takich właśnie pracowników jest Miranda Jones, prywatnie córka Elizabeth. Miranda jest wybitnym specjalistą w dziedzinie historii sztuki i tylko dlatego matka ją zatrudnia. Elizabeth nie przyjmuje żadnej odmowy. Pomimo że doktor Jones mieszka w Stanach Zjednoczonych i nie jest jej łatwo stawić się natychmiast na rozkaz matki we Florencji, robi to najszybciej jak potrafi. Niemniej czyni to z nieznacznym opóźnieniem, ponieważ tuż przed wylotem zostaje napadnięta przed swoim domem przez nieznanego zamaskowanego mężczyznę. Chyba nie trzeba wspominać, ile strachu ta napaść jej napędza, zważywszy że Miranda panicznie boi się noży, a napastnik niestety takim narzędziem dysponuje. Kiedy doktor Jones jest już na miejscu, natychmiast zabiera się do pracy. Statuetkę chrzci mianem: Czarna Dama.

Bardzo szybko okazuje się, że brąz z Fiesole jest autentyczny i najprawdopodobniej wykonany przez samego Michała Anioła. Miranda jest niesamowicie dumna ze swego odkrycia, jednak niemal od razu przekonuje się, że jest ktoś, kto bardzo chce jej zaszkodzić. Informacje o prowadzonych przez nią badaniach powinny być ściśle tajne, aż tu nagle zostają przekazane do mediów. We Włoszech robi się spore zamieszanie, a bezwzględna Elizabeth Standford-Jones za wszystko obwinia Bogu ducha winą Mirandę. Kroki jakie podejmuje w tej sprawie są błyskawiczne. Córka zostaje bezzwłocznie odesłana do Ameryki. Elizabeth nie przyjmuje z jej strony żadnych tłumaczeń i żąda natychmiastowego urlopu. Jakby tego było mało, badania prowadzone w innym laboratorium potwierdzają jednoznacznie pomyłkę Mirandy. Szokująca informacja również przedostaje się do mediów, co sprawia, że reputacja naukowa kobiety lega w gruzach.

Miranda jest załamana. Któż by nie był, skoro jest przekonany o własnej niewinności? Przecież ma pewność, że statuetka jest prawdziwa i pochodzi z epoki renesansu! W takim razie, kto chce zaszkodzić młodej pani doktor? I cóż takiego kryje się za ową Czarną Damą, że tyle wokół niej szumu?

Tak więc Mirandzie nie pozostaje nic innego, jak tylko wrócić do Maine i tam lizać rany. Tymczasem w Instytucie, który prowadzi wspólnie z bratem zjawia się zupełnie nieoczekiwanie niejaki Ryan Boldari. To nieziemsko przystojny pół-Włoch, pół-Irlandczyk, który jest właścicielem słynnych w całej Ameryce Galerii Boldariego. Mężczyzna oprócz tego, że robi na Mirandzie piorunujące wrażenie, chce też nawiązać współpracę, proponując wymianę niektórych dzieł sztuki. Niemalże w tym samym czasie z Instytutu ginie statuetka z brązu przedstawiająca Dawida, natomiast Miranda zaczyna dostawać listy z pogróżkami, a wręcz groźbami utraty życia. Czy te dwie sprawy coś ze sobą łączy? Czy za Czarną Damą i Dawidem stoi ta sama osoba? Tego właśnie Miranda będzie próbować się dowiedzieć. O tym, co też takiego odkryje, dowiecie się już z powieści.

Nora Roberts nie byłaby sobą, gdyby znów nie postawiła na miłość, która oczywiście zanim znajdzie spełnienie, musi przejść przez wiele krętych dróg i niebezpieczeństw. Główni bohaterowie muszą walczyć z własnymi uczuciami, muszą też wiele przemyśleć, zanim podejmą właściwą decyzję. Ale nade wszystko przed rozpoczęciem nowego etapu w swoim życiu powinni najpierw uporać się z przeszłością, która wciąż kładzie się cieniem na ich obecnym postępowaniu. Aby móc zbudować coś wartościowego i trwałego, nie da się stale żyć tym, na co już nie mają wpływu.

W tej książce oprócz romansu, jest również dość zawiły wątek kryminalny. Praktycznie do samego końca nie wiadomo, kto tak bardzo nienawidzi Mirandy Jones, że pragnie się jej pozbyć, po drodze uśmiercając też innych. Najważniejsze jednak, że kobieta nie jest w tym wszystkim sama. Lecz z drugiej strony jej „pomocnik” jest człowiekiem dość specyficznym, aby można było mu bezgranicznie zaufać.

Nora Roberts poruszyła w tej powieści bardzo istotny problem, jakim jest uzależnienie od alkoholu. Spotykamy tutaj bohatera, który totalnie nie radzi sobie z życiem i jedyne, co robi, to topi własne smutki w alkoholu. Autorka postać tę prowadzi w taki sposób, że czytelnik może stopniowo obserwować jego wewnętrzną przemianę. Pokazuje też, co tak naprawdę jest w życiu ważne i co może sprawić, że człowiek jest w stanie podźwignąć się nawet z najgorszego dołka.

W powieści spotkamy także poważne konflikty rodzinne i tajemnice, które stanowią ich przyczyny. Czasami ludzie przez wiele lat nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego ktoś im bliski zachowuje się tak a nie inaczej. Dopiero jedna chwila najwyższych emocji może odkryć przed nimi tę tajemnicę. Tak właśnie dzieje się w przypadku Mirandy Jones.

W powieści mamy również do czynienia z kwestią przyjaźni, zarówno tej prawdziwej i oddanej, jak i fałszywej i jedynie na pokaz.

Nasza bohaterka przeżywa chwile grozy, załamania, ale też radości i szczęścia. Jej świat, w którym żyła do tej pory zaczyna zmieniać się stopniowo. Miranda odkrywa w sobie uczucia, o których istnieniu jak dotąd nie miała pojęcia. W pewnym momencie uznaje, że praca i kariera zawodowa to nie wszystko, i że jest coś, co może być znacznie ważniejsze niż sława doskonałego badacza i naukowca.

Oprócz powyższego w książce można odnaleźć także fantastyczne opisy Florencji. Oto jeden z nich:

Wschód słońca nad dachami i kopułami Florencji był niezwykle piękny. Zjawisko nie dające się z niczym porównać. Takie samo łagodne światło padało na miasto, kiedy wielcy ludzie projektowali i wznosili okazałe kopuły oraz wspaniałe wieże, a potem wykładali je marmurem pochodzącym z pobliskich wzgórz lub dekorowali wizerunkami świętych i bogów.

Gwiazdy migotały na niebie, które powoli traciło aksamitną czerń i stawało się perłowoszare. Sylwetki wysokich, smukłych pinii porozrzucanych na toskańskich wzgórzach rozmazały się, kiedy światło rozproszyło mrok, a potem zza horyzontu wyłoniło się słońce.

Kiedy wspinało się na nieboskłon, zasnuwając powietrze złocistym blaskiem, miasto było wyjątkowo ciche. Zagrzechotało i zabrzęczało żelazne okratowanie stoiska z gazetami, a jego właściciel ziewnął szeroko, przygotowując się do otwarcia interesu. Zaledwie kilka świateł połyskiwało w oknach. Jedno z nich należało do Mirandy […]*

No cóż… Port macierzysty to książka, która doskonale relaksuje. Pozwala oderwać się od problemów dnia codziennego, choć na chwilę. Czasami każdy z nas potrzebuje takiej odskoczni, a Nora Roberts zapewnia ją doskonale. Dla mnie ta Autorka jest właśnie takim balsamem na trudy życia. Wiem, że bez względu na to, po którą z jej powieści sięgnę, zawsze otrzymam szczęśliwe zakończenie. Znam jej twórczość na tyle dobrze, aby wiedzieć, czego mogę się po niej spodziewać. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała przestać czytać jej książki. Jest to raczej niemożliwe. Choć Nora Roberts nie imponuje w kwestii klasycznych romansów, to jednak powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym tworzy na bardzo dobrym poziomie. Tak więc jeżeli potrzebujecie odprężenia przy lekturze, to możecie śmiało sięgnąć po Port macierzysty.

 

 

Moja ocena: 5/6

 



* N. Roberts, Port macierzysty, Wyd. Książnica, Katowice 2007, s. 41.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 09 maja 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
cyrysia
2013/05/09 12:02:07
Twórczość Nory Roberts bardzo lubię i jak do tej pory nie zawiodłam się na niej ani razu. Obecnie czytam najnowsze dzieło Nory ,,Jedyna i wspaniała'' i jak na razie zapowiada się niezwykle interesująco.
-
krainaczytania
2013/05/09 12:08:00
@Cyrysia
Dla mnie Nora jest bezkonkurencyjna jeśli chodzi o amerykańskie pisarki tworzące dla kobiet. Choć czasami mnie zawodzi, to jednak nie zważam na to i nadal czytam jej książki :-) A tej nowej powieści nie znam, więc jak już przeczytasz, to się o niej dowiem z Twojego bloga :-)
-
avo_lusion
2013/05/09 12:41:40
Chyba nawet ci tego zazdroszczę - taki sentyment do pisarki, która wydała mnóstwo powieści, więc faktycznie zawsze będziesz miała po co sięgnąć :) Ja tak mam z Rowling, no ale ona rzadko pisze :(
-
krainaczytania
2013/05/09 14:20:54
@Danusia
Ktoś kiedyś nazwał Norę Roberts "fabryką" i to jest świetne określenie. Ona naprawdę produkuje te książki niczym fabryka. Czytałam już tak wiele jej powieści, że nie umiem zliczyć. Ale obawiam się też, że wszystkich i tak nie uda mi się przeczytać. :-)
-
ksiazkowka
2013/05/09 15:57:31
Skoro Roberts to taki dobry odstresowywacz to muszę w końcu kiedyś się na jej książkę skusić. :) Którąkolwiek. :)
-
krainaczytania
2013/05/10 08:40:31
@Ewa
Mnie odstresowuje maksymalnie. Ciekawa jestem, jak byłoby w Twoim przypadku. Skuś się wreszcie, skuś :-)
-
polonisty
2013/05/11 15:27:48
czytałam:) ale zauważ, że to zawsze kobiety są w opresji a przystojny i bogaty facet je ratuje;)
-
krainaczytania
2013/05/11 17:03:03
@Polonisty
W tego typu książkach faktycznie tak jest. Ale to chyba dlatego, że taki jest sposób myślenia Amerykanów. Chociaż nie... Kiedyś czytałam książkę, gdzie ktoś czyhał na życie przystojnego sportowca, a pani policjantka go ratowała. Ale taka sytuacja zdradza się bardzo rzadko :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?