Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Królowa paryskich loretek

 

Émile Zola

 

           Nana

 

 

 

 

 
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 1958
Tytuł oryginału: LES ROUGON-MACQUART
Histoire naturelle et sociale d'une famille sous le Second Empire «NANA»
Przekład: Zofia Karczewska-Markiewicz

 

 

 

 

Wielkimi krokami zbliża się druga rocznica istnienia Krainy Czytania. Z tego tytułu coraz częściej zastanawiam się czy to, o czym piszę na blogu biegnie w dobrym kierunku? Czy nie nużę czytelników? A może powinnam coś zmienić? Może jednak lepiej będzie zostawić profil bloga tak, jak jest do tej pory? Lecz z drugiej strony coraz częściej obserwuję u siebie tendencję zmierzającą do poszukiwania „książek z duszą”, a takimi są zapewne dzieła klasyków. W mojej ocenie obecnie na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej tak zwanej „junk fiction”, czyli literatury śmieciowej, wydawanej jedynie z chęci zysku, a ja jakoś nie za dobrze czuję się w tego rodzaju literaturze. Stąd moje dylematy. Czy czytać dla samej siebie, czy może wybierać na siłę lektury, które są na topie, żeby nie doprowadzić do sytuacji, kiedy czytelnicy machną ręką na Krainę Czytania i stwierdzą: „Ech, nudno zrobiło się na tym blogu. Nie ma powodu na niego zaglądać.” Poza tym, jest też mnóstwo książek, które powinnam była przeczytać już dawno temu, a tego nie zrobiłam. Jedną z takich pozycji jest właśnie Nana. Egzemplarz, który proponuję pochodzi z 1958 roku. Jest to kolejna książka, którą chcę uratować od zapomnienia.

Jak zapewne wiecie, Émile Zola (1840-1902) był twórcą, a jednocześnie wybitnym przedstawicielem kierunku zwanego „naturalizmem”. Podstawowe założenia swojej teorii zawarł w przedmowach do swoich powieści, a także artykułach krytycznych oraz w rozprawie zatytułowanej Powieść eksperymentalna. Zgodnie z tą teorią zadania literatury można ująć w trzech punktach, czyli po pierwsze literatura powinna naśladować rzeczywistość, w sposób szczegółowy odtwarzać fakty oraz dążyć do fotograficznej wierności (weryzm). Po wtóre, w zakresie tematyki dzieł literackich nie ma żadnych ograniczeń, pisarz powinien również sięgać do ciemnych i drażliwych stron ludzkiego życia, czego przykładem może być opisanie patologii społecznych. Po trzecie, pisarz nie sądzi i nie ocenia faktów, lecz szuka prawdy i obiektywnie ukazuje rzeczywistość.

Émile Zola pozostawał pod wpływem nauk przyrodniczych. Społeczeństwo i jednostkę traktował według praw występujących w przyrodzie, stąd nazwa „naturalizm”. Zdaniem Zoli człowiek jest bardziej podległy prawidłom natury niż normom cywilizacyjnym, moralnym czy społecznym. W zawiązku z tym powieści Zoli zawierają wnikliwe obrazy życia rozmaitych grup społecznych, szczególnie warstw niższych, jak dzieje się to w przypadku Nany. Tak więc powieści Émile Zoli posiadają charakter epicki, oparte są na akcji wielowątkowej i stanowią swoiste dokumenty życia społecznego we Francji końca XIX wieku.

Paryż to przede wszystkim miasto zakochanych, stolica mody, eleganckich kobiet, dobrego smaku, czyli tego wszystkiego, co najlepsze. Właśnie takie skojarzenia miasto budzi obecnie w niemal każdym z nas. Lecz dzieło Émile Zoli bardzo szybko sprowadza nas na ziemię i obala ten mit. Oczywiście, ktoś powie, że przecież Nana powstała w XIX wieku i od tego czasu wiele się zmieniło. Czyżby? Myślę, że w pewnych dziedzinach życia pomimo upływu lat i wieków zmienia się niewiele. Odkąd istnieje ludzkość, istnieje też handel własnym ciałem. I tak już pozostanie, bez względu na to, jak bardzo zmieni się otaczająca nas rzeczywistość. Zawsze znajdą się dawcy i biorcy.

Wspomniany powyżej naturalizm w przypadku Nany jest niezwykle wyraźny. Rzeczywistość opisana w powieści jest wiernie oddana i nie dopatrzymy się tutaj ograniczeń tak zwanej „ozdobnej fikcji literackiej”. Uważny czytelnik dostrzega trudne społeczne tematy, upadek moralny oraz ogólne zepsucie paryskiego społeczeństwa. Język przesycony jest lokalną gwarą, a tytułowa bohaterka jest nieprzyzwoita, prymitywna i tragikomiczna.

Fabułę powieści rozpoczyna scena w paryskim teatrze Variétés, gdzie Nana występuje w roli Jasnowłosej Wenus. Na razie jej osoba jest nieco anonimowa. Zebrani w teatrze z niecierpliwością oczekują jej pojawienia się, gdyż dotychczas była ona znana jedynie ze słyszenia. Tak więc Nana ma swoje pięć minut, które powinna wykorzystać. Kiedy w końcu osiemnastoletnia Nana pojawia się na scenie budzi zachwyt przede wszystkim u męskiej części widowni. Na scenę wchodzi praktycznie naga, co tak naprawdę w XIX wieku nie było niczym nadzwyczajnym, choć z drugiej strony publiczna rozwiązłość była jednak piętnowana przez społeczeństwo. Chociaż umiejętności aktorskie Nany pozostawiają wiele do życzenia, to jednak nikt tego nie dostrzega, gdyż jej nieziemska uroda przyćmiewa całą resztę. Od tego momentu Nana jest na szczycie, ale nie ze względu na swoje marne aktorstwo, lecz z powodu tabunu mężczyzn, którzy tłoczą się w jej mieszkaniu, aby skorzystać z usług kurtyzany. Ona oczywiście obdarza ich hojnie swoimi wdziękami, ale nie robi tego za darmo. Można by rzec, że kieruje się mottem: „Masz pieniądze, masz mnie – nie masz pieniędzy, spadaj!”. W ten sposób doprowadza do ruiny finansowej poszczególnych adoratorów, którzy nie potrafią się jej oprzeć, a wręcz zakochują się w niej, nie widząc świata poza Naną, która perfidnie to wykorzystuje. Wśród jej klientów są mężczyźni z wyższych sfer, żonaci, jak i bez zobowiązań, młodzi i starzy, a w miarę upływu czasu Nana stacza się tak bardzo, że jest jej obojętne z kim będzie dzielić łóżko. Może być to nawet inna kobieta, byleby tylko zapłaciła.

Obserwując kolejne romanse i poszerzenia kręgu znajomych, czytelnik razem z paryską kurtyzaną poznaje całą galerię postaci dziewiętnastowiecznego Paryża, wędrując od najniższych warstw społecznych, z których wywodzi się główna bohaterka, aż do śmietanki towarzyskiej, na której czele stoi bogobojny hrabia Muffat de Beuville. Émile Zola niezwykle śmiało i bez ogródek nakreśla obraz brudnego, zepsutego i rozpustnego Paryża, gdzie nie funkcjonują choćby najmniejsze świętości. Biedota każdego dnia walczy o przetrwanie i kawałek chleba, natomiast elita wiedzie życie wypełnione cielesnymi uciechami. Tutaj każdy ma co najmniej jeden romans na boku, a czasami dopuszcza się zdrady oficjalnie i wszyscy o niej wiedzą.

Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej powieści Émile Zoli. Nana to pierwsza książka jego autorstwa i muszę przyznać, że w tym przypadku mój wybór trafił w dziesiątkę. Nie miałam pojęcia, że Émile Zola pisał tak rewelacyjnie. A może to tylko ta jedna powieść tak doskonale mu wyszła? No cóż… To się okaże, kiedy sięgnę po kolejne jego książki już niebawem. Nie dziwi fakt, iż podczas swojej premiery Nana uznawana była za powieść niezwykle kontrowersyjną. Z jednej strony zachwycano się modnym wówczas naturalizmem oraz pikantnym przedstawieniem życia Paryża i jego mieszkańców, natomiast z drugiej zarzucano Autorowi, że stworzył powieść zbyt dosadną i okrutną. Émile Zola porównywany był z samym markizem de Sade, co wydaje mi się niesłuszne, ponieważ każdy, kto zna dzieła owego kontrowersyjnego powieściopisarza, żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku wie, iż Nanie daleko do barwnych opisów praktyk sadomasochistycznych kreślonych przez markiza de Sade.

Nana na pewno nie jest powieścią, która spodoba się środowiskom feministycznym. Przypomnijmy sobie chociażby sceny bicia kurtyzany przez jej kochanka, w którym była zakochana. Fontan nie szczędzi jej razów, pastwi się nad nią, a ona mimo wszystko tkwi przy nim niczym wierny pies. To chyba jedyne mocniejsze sceny w tej książce. Nana tak naprawdę została uprzedmiotowiona przez Autora, gdyż pomimo swojego bogactwa i sławy przez całą powieść pozostaje klasyczną prostytutką z rynsztoka, będąc zarazem odzwierciedleniem skrywanych najgłębiej męskich żądz. Kiedy już wydaje się, że Nana wyjdzie na prostą i przestanie się łajdaczyć, ona znów popada w nierząd i ląduje na samym dnie.

Zapewne wielu czytelnikom Nana kojarzy się z lekturą szkolną i dlatego może zostać odrzucona już na starcie, co byłoby wielką szkodą i dla czytelnika, i dla samej książki, ponieważ naprawdę warto po nią sięgnąć. Oczywiście miłośnicy literatury erotycznej poczują się rozczarowani, ponieważ nie ma w tej powieści tak zwanych „momentów”, jakie są obecne we współczesnych romansach czy powieściach erotycznych. Tutaj to czytelnik ma szerokie pole do popisu, a właściwie jego wyobraźnia. Mnie książka naprawdę wciągnęła, a główna bohaterka wzbudziła mój żal i smutek, ponieważ w gruncie rzeczy Nana to postać tragiczna.

Jak do tej pory kilku reżyserów pokusiło się o ekranizację powieści, która stanowi dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquartowie opublikowanego po raz pierwszy w 1880 roku. Tym, którzy nie wiedzą przypominam, że książka została poświęcona losom Anny Coupeau zwanej Naną, która nie jest postacią autentyczną. Można stwierdzić, że na postać Nany składają się trzy znane paryskie kurtyzany z czasów II Cesarstwa: Cora Pearl, Leonia Leblanc i Blanche d'Antigny.

Sam Zola nazwał swoje dzieło „poematem smacznych pożądań”. Moim zdaniem owy poemat wyszedł mu bardzo dobrze, zważywszy że Autor wszelkie informacje o paryskim półświatku czerpał z drugiej ręki, gdyż sam nie obracał się w tego rodzaju towarzystwie.

 

 

Moja ocena: 5/6

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



środa, 27 marca 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2013/03/27 12:27:29
Co do twojego dylematu, to jestem trochę zaskoczona. Moim zdaniem sama myśl o czytaniu czegoś, aby sprawić przyjemność recenzją jest zniechęcająca - dla ciebie, jako osoby piszącej. Czytelnicy są ważni, ale lubią KC nie za dobór lektur, a za styl pisania. Mnie nikt nie zmusi do przeczytania czegoś tylko dlatego, że taka recenzja miałaby wzbudzić zainteresowanie... I myślę, że nie powinnaś dawać się złapać w taką pułapkę. Blog to twoje dziecko i czysta przyjemność, a wszystko inne stanowi dodatek :)

Co do Nany - to wybitna powieść, choć niełatwa w odbiorze. Doskonały portret kobiety, jeden z najciekawszych w literaturze. Jak pamiętasz - pojawiła się ona w moim cyklu o kobietach :)
-
ksiazkowka
2013/03/27 14:42:58
"Nana" nie była moją lekturą a szkoda, bo nęcą mnie książki tego autora.
-
cyrysia
2013/03/27 17:41:49
Też nigdy wcześniej nie czytałam żadnej powieści Émile Zoli, ale o słynnej ,,Nanie'' słyszałam wielokrotnie. Cieszę się, że niezwykle pozytywnie odebrałaś tę powieść. Być może i ja spróbuje da jej szansę poznania?
-
Gość: Leger, *.plock.mm.pl
2013/03/27 17:42:18
Nic nie zmieniaj! Uwielbiam Twojego bloga, mimo że rzadko komentuję. Zazwyczaj czytam każdą recenzję, a najbardziej lubię cykl wywiadów ;) I mimo że były między nami drobne spięcia, jak błąd w dyplomie, wymiana zdań w związku z wyzwaniami i różne poglądy na temat "Wojny w Jangblizji...", ale tak naprawdę lubię Twój styl, a każda Twoja recenzja jest wyjątkowa :) Nie chcę, byś nic zmieniała - nic a nic. Pozdrawiam :)
-
krainaczytania
2013/03/27 18:22:58
@Danusia
No tak, moje dylematy mogą zaskakiwać, ale to się trochę wzięło stąd, że odwiedzam inne blogi i widzę, co się dzisiaj czyta i w jakim kierunku podąża nasze czytelnictwo. Wydawcy wpychają blogerom książki, które chcą rozreklamować i czasami owy bloger z własnej woli nigdy by nie sięgną po daną powieść, a tutaj musi, bo jak nie to współpraca się urywa. Dlatego ja przestałam współpracować z wydawcami, a recenzuję tylko na życzenie autorów. Natomiast wracając do klasyków, to mogę wiele osób zanudzić, bo przypomni im się szkoła. Poza tym styl pisania klasyków diametralnie różni się od współczesnego. Z drugiej strony jednak zdałam sobie sprawę, że mam ogromne braki w lekturach ważnych i wartościowych. Mam też na oku wiele książek unikatowych, o których młode pokolenie nigdy nie słyszało i istnieje prawdopodobieństwo, że już nie usłyszy, bo nie robi się wznowień. Chciałabym pisać właśnie o tych książkach, bo mam możliwość ich zdobycia. :-) Dzięki wielkie za dobre słowo :-) Na Ciebie zawsze mogę liczyć :-) Natomiast wiedz, że "Nanę" przeczytałam właśnie dzięki Twojemu wpisowi. Nie tylko mnie zachęciłaś, ale też przypomniałaś, że nie wolno mi tej książki zaniedbać :-)
-
krainaczytania
2013/03/27 18:24:36
@Ewa
Moją też nie była i dlatego sama nadrabiam zaległości. Pamiętam, że mój polonista w liceum tylko o niej wspomniał, mówiąc, że książka istnieje i że był ktoś taki jak Zola :-)
-
krainaczytania
2013/03/27 18:27:35
@Cyrysia
Książka naprawdę godna uwagi. Może dzięki niej przekonasz się w końcu do klasyków, co? ;-) Dla mnie ta powieść ma teraz ogromne znaczenie, a do tego czytałam egzemplarz z 1958 roku! Niesamowite uczucie dla czytelnika :-)
-
krainaczytania
2013/03/27 18:36:04
@Leger
A to coś nowego, bo ja nie odebrałam naszej wymiany poglądów jako spięcia. Dlatego trochę tego nie rozumiem. Błędy literowe każdemu się zdarzają, więc zwróciłam uwagę i zapomniałam o całej sprawie. O wyzwaniu dotyczącym fantastyki prowadzonym przez Felicję tylko nadmieniłam, aby blogerzy wiedzieli, że takowe w ogóle istnieje, a że moją wypowiedź zrozumiałeś opacznie, to bardzo mi przykro. Do Twojej recenzji "Wojny w Jangblizji" odniosłam się, bo ta książka jest mi bliska. Napisałam jak ja ją odebrałam, a do tego zwróciłam Ci uwagę, że w swojej recenzji książkę trochę ośmieszyłeś, a że za książką stoi autorka, moja serdeczna koleżanka, więc stanęłam w jej obronie. Wydawało mi się to normalne. Oczywiście dziękuję Ci, że do mnie zaglądasz i czytasz moje recenzje. To dla mnie wiele znaczy. :-) Pozdrawiam serdecznie, nie żywiąc choćby najmniejszej urazy :-)))
-
felicja79
2013/03/27 19:36:33
Czytałam "Nanę" i bardzo mi się podobała. Takie książki naprawdę warto ocalać od zapomnienia i super, że to robisz :-).
A co czytać i o czym pisać, to temat nad którym sama często się zastanawiam.
-
Gość: Karasnoludek, *.adsl.inetia.pl
2013/03/27 20:53:19
Jakie nudy - ja w Twoich postach dopiero co zaczynam się rozczytywać i bardzo mnie się wszystkie podobają, trafiając prosto w moje gusta. Proszę nie zmieniaj nic na siłę - wszak dzieło to głównie ma cieszyć Ciebie;) Pisz o klasykach, jak najwięcej - ja ich uwielbiam - w szczególności mojego kochanego Berta Lawrenca i ostatnio pana Szekspira. Klasyk to coś co się odkrywa powoli, jak wielką tajemnicę, nie każdego na to stać wśród tylu nowości piętrzących się na księgarnianych półkach dlatego nie ma co o nim zapominać, wręcz przeciwnie - klasyka należy pielęgować;)
-
krainaczytania
2013/03/28 08:55:38
@Felicja
Taki waśnie mój cel, żeby ocalać te książki, bo one naprawdę są tego warte. Mają w sobie jakąś magię. I Ty doskonale o tym wiesz, bo obserwując Twojego bloga widzę, na co zwracasz uwagę przy lekturze :-) Natomiast jeśli chodzi o te refleksje, to tak sobie myślę, że chyba każdy bloger w pewnym momencie zastanawia się nad tym, co pisze i jak prowadzi bloga, i czy w ogóle ma to jakiś sens. Ale chyba w tym wszystkim najważniejsze jest to, żeby pozostać sobą i nie robić niczego na siłę :-)
-
krainaczytania
2013/03/28 09:00:50
@Krasnoludek
Jak miło czytać takie słowa :-) Dziękuję :* Wiesz, kiedy tak obserwuję nasz rynek wydawniczy, to odnoszę wrażenie, że teraz stawia się głównie na ilość i kasę, zamiast na jakość. Dlatego właśnie zalewa nas "junk fiction", a to w moim odczuciu nie jest dobre. Zapomina się o autorach ważnych, nie robi się wznowień. I to mnie boli. Mam możliwość zdobycia książek, które były znane naszym dziadkom i rodzicom. Chciałabym je przypomnieć, choć pewnie już niewiele osób będzie w stanie je zdobyć. Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa :-)
-
polonisty
2013/03/29 10:48:05
hmmm ja wychodzę z założenia, że blog jest dla mnie. Fajnie jak czytają, ale nie można przecież pisać tylko pod gust czytelników! Bo to już radości z czytania nie ma. fajna recenzja powstaje, gdy książka wzbudza emocje, jeśli się będziesz zmuszać, to i recenzje będą wymuszone...
Nanę czytałam na studiach i wtedy mi się nie podobała:) ale teraz pewnie bym zmieniła zdanie.
-
krainaczytania
2013/03/29 11:50:39
@Polonisty
Sama się sobie dziwię, że naszły mnie takie rozmyślania, bo przecież nie tak dawno namawiałam blogerów do pisania blogów według własnych upodobań. Tylko tak jakoś trochę się przeraziłam, że ja chcę wracać do "staroci", a inni pędzą za nowościami. Ale mnie naprawdę tych starych i zapomnianych książek brakuje. Kiedyś pisarze jakoś inaczej tworzyli. Pewnie to kwestia epoki i wydarzeń, jakie wówczas miały miejsce. Na pewno nie skupię się tylko na starych książkach. Będą też nowości, bo jest wielu współczesnych autorów, których powieści sobie cenię i chcę czytać. Ale perełek szukać zamierzam :-))) A "Nana" mnie praktycznie porwała ;-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?