Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Janeczka, Pawełek i Zmora

 

Joanna Chmielewska

 

      Nawiedzony dom

 

 

 

 

 

 
Wydawnictwo: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Warszawa 1979
Ilustracje: Wanda Orlińska

 

 

 

 

Pamiętacie jak w podsumowaniu roku 2012 pisałam, że chcę wracać do książek, które już swoje przeżyły i mają sporo lat? To postanowienie bardzo mocno wzięłam sobie do serca i tak oto wśród piwnicznego kurzu biblioteki pedagogicznej w moim mieście odgrzebałam pierwsze wydanie Nawiedzonego domu autorstwa Joanny Chmielewskiej. Jak możecie zauważyć, książka pochodzi z końca lat 70. XX wieku, co świadczy o tym, że realia w niej opisane znacznie różnią się od tych, które obserwujemy dzisiaj. Na przestrzeni lat Milicja zdołała przekształcić się w Policję, natomiast ludzi, którym wszelkiego rodzaju przerażające dźwięki kojarzą się z nalotami bombowymi z czasów drugiej wojny światowej, jest już coraz mniej. Mam tutaj oczywiście na myśli babcię głównych bohaterów, Janeczki i Pawełka Chabrowiczów.

Powieść stanowi pierwszą część przygód Janeczki i Pawełka. Jak widać na załączonym obrazku wydanie, które wpadło w moje ręce okładką nie zachwyca. Natomiast jak jest z treścią? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Kiedy człowiek naczyta się tych wszystkich hymnów pochwalnych na cześć legendy polskiej literatury, bo chyba takim mianem można już określić Joannę Chmielewską (właśc. Irena Barbara Kuhn z domu Becker), wówczas sięgając po jej powieść oczekuje czegoś naprawdę sensacyjnego, co w pełni będzie zasługiwać na owe zachwyty. Lecz w jakież ogromne zdziwienie popada czytelnik, kiedy z każdą nową stroną książki odkrywa, że balon, który przed sięgnięciem po powieść napełniony był wygórowanymi oczekiwaniami, powoli zaczyna tracić swoją objętość, robi się coraz mniejszy, a owe oczekiwania ulatują z niego niczym powietrze. I co wtedy pozostaje? Rozczarowanie.

Fabuła Nawiedzonego domu jest niezwykle prosta, wręcz banalna. Rodzina państwa Chabrowiczów otrzymuje w spadku ogromny dom w Warszawie, który uprzednio był własnością jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego krewnego pana Romana. Ów krewny pochodził aż z Argentyny i wygląda na to, że niezbyt troszczył się o swoją własność, ponieważ dom wymaga przeprowadzenia gruntownego remontu. Do „gmachu” oprócz rodziny pana Romana, przeprowadza się także jego siostra Monika z synem Rafałem oraz rodzice Moniki i Romana. Jest jeszcze pies zwany Chabrem, który przypadkowo trafił do rodziny. Chaber to wytresowany, brązowy pies myśliwski, który przybłąkał się do Chabrowiczów jeszcze przed przeprowadzką, w związku z tym, aby nie doznać szoku, kiedy zaczną się „komplikacje”, spędza jakiś czas w schronisku. Chaber nie wie jeszcze, że jego rola w wypędzaniu z domu Zmory będzie decydująca.

Kim w takim razie jest Zmora? To sąsiadka, która nie chce opuścić nowego domu Chabrowiczów. Dlatego też Janeczka i Pawełek przechodzą samych siebie, aby wreszcie sąsiadkę z domu wykurzyć. Lecz to nie jest jedyne zajęcie rodzeństwa. Dzieci kombinują też jak tu dostać się na zakurzony strych, którego drzwi nie można otworzyć. Wpadają również na trop szajki, która kręci się w pobliżu ich posiadłości. Czy uda im się doprowadzić podjęte sprawy do końca? Czy znajdą sprzymierzeńców w swoich działaniach? O tym w książce.

W moim przypadku Nawiedzony dom to nie tylko pierwsza część cyklu o przygodach Janeczki i Pawełka, ale także jest to pierwsza książka Joanny Chmielewskiej, jaką w ogóle przeczytałam. Przyznam, że sięgnęłam po tę powieść trochę z powodu zachęcających recenzji i pochwalnych peanów odnośnie do twórczości Autorki, a po trosze z powodu takiego zwykłego „czytelniczego wstydu”, że do tej pory nie udało mi się poznać fenomenu pisarstwa Joanny Chmielewskiej.

Jakie są moje wrażenia? Już trochę o swoich odczuciach wspomniałam powyżej. „Rozczarowanie” to chyba właściwe słowo, jakiego mogę użyć w tym przypadku. Nie twierdzę bynajmniej, że Autorka pisze źle i że te wszystkie nagrody, wyróżnienia i uznanie czytelników są wysoce przesadzone. Z całą pewnością Joanna Chmielewska w pełni sobie na nie zasłużyła. Swojego zawodu dopatruję się raczej w tym, że to ja trafiłam na początek nie na tę książkę, na którą powinnam, dlatego moja przygoda z twórczością Autorki na pewno na Nawiedzonym domie się nie zakończy.

Czego przede wszystkim spodziewałam się przed lekturą, a czego nie otrzymałam? Na pewno tego poczucia humoru, które większość czytelników tak bardzo zachwala. Owszem, zaczynało się całkiem nieźle sceną, kiedy to Janeczka uświadamia swoją nauczycielkę o wielu istotnych rzeczach dotyczących jej rodziny, szczególnie narad produkcyjnych, spadku, a przede wszystkim ostatnich dni minionych wakacji, bo właśnie taki był temat szkolnego wypracowania.

(…) – Ostatnie dni wakacji spędziłam na naradach produkcyjnych. Narady produkcyjne odbywały się w naszym domu od rana do wieczora i jeden raz odbyły się w domu mojej babci i dziadka, w którym zapanowało wielkie niezadowolenie. Ponieważ tatuś urwał dziką różę, która była przyczepiona do ściany, i wtedy babcia poddała się i złożyła broń. A dziadek i tak nie miał nic do gadania. Więc ta narada produkcyjna skończyła się w ten sposób, że większa połowa przeszła na naszą stronę…[1]

Na litość Boską, cóż to takiego te „narady produkcyjne”?! Nie tylko skonsternowana nauczycielka pragnie się tego dowiedzieć, ale szkolni koledzy Janeczki również. Tak więc nasza bohaterka, biorąc głęboki oddech wyjaśnia:

– Narady produkcyjne są to narady w zakładach produkcyjnych i one są po to, żeby się naradzić na temat produkcji w zakładzie. U nas też były narady, żeby się naradzić, i wszyscy mówili na to narady produkcyjne. Babcia była przeciw, a dziadek zawsze robi to, co babcia każe, nie ma nic do gadania, więc też był przeciw. Ale zaraz potem, jak tata urwał dziką różę, babcia powiedziała, że się poddaje i składa broń, i właśnie odłożyła to pudełko. Bo skoro dzika róża odpadła, to jej już wszystko jedno i może się zamieniać.[2]

Ufff… I wszystko jasne. Sprawę „narad produkcyjnych” w rodzinie Chabrowiczów mamy wyjaśnioną. Moim zdaniem na tym etapie poczucie humoru w tej książce się kończy. Owszem, dzieci podejmują rozmaite „komiczne” działania, ale są one zabawne tylko z nazwy. W tej kwestii ogromna odpowiedzialność spoczywa na wyobraźni czytelnika, który sam może sobie dopowiedzieć resztę.

Gdyby tak się uprzeć, to można byłoby jeszcze odwołać się do sprawy tajemniczych reduktorków, których pan Roman tak usilnie poszukuje oraz „maszyny do tortur”, znajdującej się na strychu. Oczywiście jest jeszcze wątek kryminalny, w którego centrum znajdują się dzieci, lecz odnoszę wrażenie, że jest on nieco przytłumiony przez inne elementy fabuły i gubi się w ich gąszczu.

Generalnie książka nie jest zła, ale też nie można stwierdzić, że jest rewelacyjna. Młodzież jak najbardziej może po nią sięgnąć w oderwaniu od literatury fantasy czy literatury wampirycznej. Na pewno jest to powieść bardziej realna, a takich obecnie pojawia się coraz mniej na polskim rynku wydawniczym, gdyż przytłaczają je wampiry, smoki i wszelkiego rodzaju inne dziwactwa, które dla młodego człowieka nie stanowią raczej odpowiedniej lektury z pedagogicznego punktu widzenia.

 

 

Moja ocena: 4/6

 



[1] J. Chmielewska, Nawiedzony dom, Wyd. MAW, Warszawa 1979, s. 5.

[2] Ibidem, s. 6-7.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



poniedziałek, 25 marca 2013, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
prosperiusz
2013/03/25 14:37:01
Narobiłem sobie ochoty na Chmielewska dzięki Tobie :-)
-
polonisty
2013/03/25 16:15:57
ja tu tylko wzdycham... ale są gorsze książki Chmielewskiej... jak się nie będziesz kochana słuchać nas, kiedy mówimy co masz omijać, to trafisz na te gorsze i się zniechęcisz! Nawiedzony dom to także pierwsza książka Chmielewskiej którą ja czytałam... w 6 klasie podstawówki i mi się podobała:)
-
felicja79
2013/03/25 18:43:24
Przykro mi, że się rozczarowałaś :-(. "Nawiedzony dom" nadaje się dla młodzieży, dla dorosłych mniej, niestety.
Cieszę się jednak, że się nie zrażasz! Chmielewska ma tyle zabawnych książek :-).
-
Gość: Ania, *.dwudziestolatka.ds.uni.wroc.pl
2013/03/25 20:06:57
czytałam książki jako dziecko i miały wtedy niesamowity urok, nie wiem jak bym teraz na nie zareagowała :)
-
krainaczytania
2013/03/26 08:29:20
@Prosperiusz
Nie mów, że Ty też znajdujesz się w gronie tych, którzy nie czytali jeszcze Chmielewskiej? Jeśli tak, to aż mi raźniej, bo myślałam, że tylko ja jedna na świecie nie znam jej twórczości ;-)))
-
krainaczytania
2013/03/26 08:31:53
@Polonisty
No właśnie słyszę jak wzdychasz :D Obiecuję, że będę się słuchać. Nie wiem czy to Ty pisałaś w jakiś komentarzu, że przy "Leosiu" kładłaś się ze śmiechu? To może tego "Leosia" teraz wziąć na warsztat, co? Bo teraz naprawdę mi potrzeba lektury z humorem :-)))
-
krainaczytania
2013/03/26 08:37:02
@Felicja
Wiesz, ja myślę, że dzisiejsza młodzież też miałaby podobne zdanie do mojego. Obecnie młodzi patrzą na literaturę inaczej niż pokolenie lat 70. czy 80 XX wieku, a ta książka właśnie do nich była adresowana. Nie wiem czy reduktorki, narady produkcyjne i "maszyna do tortur" zrobiłyby na współczesnej młodzieży wrażenie. Wszystko się zmienia, czytelnik też :-) Ale i tak będę Chmielewską czytać. :-) Zresztą uświadomiłam sobie też, że wiele książek, które powinnam była już dawno przeczytać, z jakiegoś powodu nie przeczytałam. Wracam do "staroci", a nowości będę teraz czytać wybiórczo. Kolejna moja lektura to "Nana" Zoli. Mam wydanie z 1958 roku :-)))
-
krainaczytania
2013/03/26 08:39:24
@Ania
Fakt, wiele zależy od wieku czytelnika. Ta sama książka czytana w wieku nastu lat robi na nas inne wrażenie niż gdybyśmy ją czytali jako osoby dorosłe. Ale sprawdzić nie zaszkodzi i zawsze możesz do Chmielewskiej wrócić :-)))
-
cyrysia
2013/03/26 09:46:59
Chmielewską bardzo lubię. W czasach szkolnych często sięgałam po jej książki. Teraz wprawdzie rzadko to się zdarza, ale i tak poluje na ,,Wszystko czerwone''. Powyższej pozycji nie znam, więc się na jej temat nie wypowiem, ale szkoda, że cię ona rozczarowała. Może inna proza tej autorki bardziej trafi w twoje gusta.
-
krainaczytania
2013/03/26 09:49:31
@Cyrysia
Ja mam już takie szczęście, że jak sięgam po danego autora po raz pierwszy, to zawsze trafiam na kiepską książkę. Tak było z Kingiem i tak jest z Chmielewską. Faktycznie, może następnym razem będzie lepiej :-)
-
avo_lusion
2013/03/26 12:47:53
Rzeczywiście, nie masz szczęścia do pierwszych powieści danego autora;) Ja polecam Lesia, dobrze się bawiłam przy tej powieści :)
-
krainaczytania
2013/03/26 12:53:05
@Danusia
Ano nie mam zupełnie. :-( Polonisty też mi "Lesia" polecała chyba, o ile dobrze pamiętam. Właśnie sobie zdałam sprawę, że w komentarzu do niej zrobiłam literówkę ;-) A wracając do książki, to teraz będę się rozglądać właśnie za "Lesiem", choć mam bardzo dużo starych i zapomnianych lektur na półce, to jednak skuszę się jeszcze raz na Chmielewską :-)
-
ksiazkowka
2013/03/26 16:48:40
Chmielewską czytałam kiedyś namiętnie, za młodu. ;) Tez bym nie do niej powróciła, ale niekoniecznie do tej książki akurat.
-
krainaczytania
2013/03/27 09:06:14
@Ewa
Tak to już jest jak się łapie na chybił trafił książkę, byle tylko coś przeczytać danego autora ;-) Pretensje mogę mieć tylko do siebie, że nie posłuchałam dobrych rad koleżanek-blogerek :-)))
-
weisse_taube
2013/04/03 11:09:03
Seria o Janeczce i Pawełku skierowana jest raczej dla młodzieży i nie stanowi 'reprezentacyjnych' utworów Chmielewskiej. Podobnie jak moi poprzednicy polecam na początek "Lesia" i gwarantuję, że przekonasz się, na czym polega fenomen ten autorki. A przy scenie z napadem na pociąg posikasz się ze śmiechu ;-)
-
krainaczytania
2013/04/03 11:16:39
@Weisse_taube
Skoro tak wszyscy polecają tego "Lesia", to w końcu się w niego zaopatrzę. Z Janeczką i Pawełkiem to był zupełny przypadek. Zaintrygował mnie tytuł, po którym sądziłam, że będą jakieś duchy, strachy itp., a tu nic z tych rzeczy. :-)
-
Gość: pulin, 91.193.52.*
2013/05/23 13:23:47
Ja Ci z Chmielewskiej przede wszystkim polecam
1) Wszystko czerwone
2) Boczne Drogi
3) Studnie przodków
4) Krokodyl z kraju Karoliny.
Wszystkie są świetne, fenomenalne wręcz. Lesko również, a po Lesiu weź sobie Dzikie białko jako kontynuacje, Ci sami bohaterowie i humor powalający na kolana :)
-
krainaczytania
2013/05/23 13:39:48
@Pulin
Dziękuję :-) Będę pamiętać. Ja wiem, że na początek mi nie wyszło z tym "Nawiedzonym domem", ale wzięłam, co było, żeby choć minimalnie poznać twórczość Chmielewskiej. Niestety debiut czytelniczy był nietrafiony :-)
-
Gość: pulin, 91.193.52.*
2013/05/28 14:37:25
czytałam kiedyś Nawiedzony dom :) i bardzo mi się podobała, później zrobiłam jeszcze chyba dwie książki z młodymi Chabrowiczami, ale to było dekade temu i prawda jest taka, ze teraz jesteśmy do tych książek zwyczajnie za stare ;)
-
krainaczytania
2013/05/29 13:34:39
@Pulin
Tak to już jest, że człowiek z wiekiem inaczej patrzy na pewne rzeczy. Na książki również ;-)
-
Gość: aniki, 87.253.185.*
2013/06/04 15:40:52
Z moich doświadczeń wynika, że Chmielewską tak to już jest: albo uwielba się jej powieści dla młodzieży (seria o Janeczce i Pawełku oraz o Teresce i Okrętce), albo te "dorosłe" - Lesio, Wszystko czerwone itd. Ja należę do pierwszej grupy i Janeczkę wprost uwielbiam, szczegolnie ostatnio ciepło o niej myślę ze względu na podobieństwo do Flawii de Luce. Spróbuj innych tytułów, może znajdziesz coś dla siebie.
Pozdrawiam
Aniki
-
krainaczytania
2013/06/05 12:34:30
@Aniki
Na pewno kiedyś spróbuję przeczytać coś jeszcze, bo nie chcę oceniać Chmielewskiej tylko po tej jednej książce :-) Również pozdrawiam :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?