Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Z wizytą u pani Zofii

 

Zofia Nałkowska

 

          Dom nad łąkami

 

 

 

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 1953

 

 

 

 

Niektórzy z Was wiedzą już, że wraz z Nowym Rokiem postanowiłam oprócz nowości omawiać na blogu także książki, które mają już trochę lat, a które wydają się być zapomniane przez czytelników. Inspiracją do tego rodzaju postanowienia stała się dla mnie Nutta, która dość często wydobywa na światło dzienne prawdziwe perełki i pisze o nich piękne notatki. Nie wiem, ile z tych starych i zapomnianych książek uda mi się odnaleźć, ale chciałabym, aby było ich jak najwięcej. Wpisy nie będą regularne i nie będą mieć formy cyklu literackiego. Poprzez dzisiejszy wpis chciałabym rozpocząć przybliżanie Wam książek, które zostały wydane dziesiątki lat temu. Zacznijmy więc od Zofii Nałkowskiej i jej Domu nad łąkami.

Autorki chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać, ponieważ jest ona znana każdemu z lat szkolnych, chociażby z powodu takich utworów jak Granica czy Medaliony. Niemniej pozwolę sobie nakreślić kilka słów o Pisarce. Otóż, Zofia Nałkowska urodziła się w Warszawie 10 listopada 1884 roku w rodzinie inteligenckiej. Swoją działalność pisarską rozpoczęła już w okresie Młodej Polski, lecz szczyt jej twórczości przypadł na dwudziestolecie międzywojenne. Zofia Nałkowska w tym czasie zaangażowała się również w działalność Związku Literatów Polskich, natomiast od 1920 roku była nawet członkiem Zarządu Głównego. Wyrazem uznania pisarstwa Nałkowskiej stało się przyjęcie jej w 1933 roku do Polskiej Akademii Literatury. Z kolei okres wojny i okupacji hitlerowskiej Autorka spędziła częściowo w Warszawie, a częściowo w majątku Adamowizna. Po wojnie brała bardzo czynny udział w pracach Głównej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Pisarka zmarła w Warszawie 17 grudnia 1954 roku.

Żywoty domów mogą być różne. Niemniej każdy z nich ściśle związany jest z ludzką egzystencją. Domy zazwyczaj przeżywają okresy rozkwitu i dostatku, jak również dramatu i tragedii, jednak po latach nieszczęść znów odżywają odremontowane, przebudowane lub pięknie odmalowane. Podobnie rzecz przedstawiała się w przypadku domu Nałkowskiej. Starannie obmyślony przed laty, wzniesiony został na piaszczystej wydmie pomiędzy sosnami,  w miejscu, gdzie wcześniej  stała „buda” Millerów, którą przeniesiono w inne strony, rozebrano i wzięto ze sobą niczym podróżną walizkę.

Zofia Nałkowska mieszkała w Wołominie, na Górkach, w słynnym „domu nad łąkami”. O miejscu tym pisała niezwykle pięknie, a wspomniany dom stał się tłem oraz tematem wielu jej utworów. Czytając je, czytelnik zauważa, że ten szczególny skrawek ziemi był jej najukochańszym miejscem. Był swego rodzaju najmilszą przystanią.

Ta wielka Pisarka w znikomych rozmiarów książce pod tytułem Dom nad łąkami odmalowała wzruszający i niezwykle żywy obraz domu, a uczyniła to w taki sposób, że czytelnik po jej przeczytaniu odnosi wrażenie, że Górki również jemu stają się bliskie i serdeczne. Czytając nie tylko poznajemy ludzi i zwierzęta, ale także ufamy Autorce bez zastrzeżeń, czując namacalnie atmosferę tamtego miejsca.

(…) nasz dom stał na górze w lesie zupełnie sam. Można było długo iść w różnych kierunkach i na próżno szukać człowieka – bez żadnych zresztą niesmacznych żartów diogenesowych z latarnią, ale po prostu dlatego, że nikogo tam nie było. Z okien też nie widać było siedzib ludzkich oprócz jednej – daleko, za łąką, za polami – chałupy, obory i stodoły Nowaka.

Był dom, był las, trochę zwierząt – a poza tym już tylko psychologia. Zupełnie jak w skandynawskiej powieści.

Były też niewątpliwie rozmaite głębokie tajemnice, schowane w różnych kwiatach, w jednym krzaku leszczyny, z którego wycinało się najgrubsze gałęzie na łuki, w stawie leżącym na końcu lasu, gdzie był utopiony pies, a zwłaszcza pod wielkim kamieniem w bardzo głębokim i dosyć wąskim rowie granicznym, zarosłym od wałów aż po dno zupełnie już dużymi sosnami.[1]

Pierwsze wydanie powieści miało miejsce w 1925 roku. Zofia Nałkowska w pięknych słowach zamknęła w niej całe swoje przywiązanie i miłość do tego szczególnego dla niej miejsca. Był to czas największej świetności domu, kiedy wielu ludzi, mądrych myśli i spraw skupiało się właśnie w tamtym miejscu. Dom był swego rodzaju sercem idei humanizmu, tolerancji postępu oraz pracy dla sprawiedliwości.

Trzeba pamiętać, że „dom nad łąkami” nie był takim zwyczajnym polskim domem. Jego właścicielem był Wacław Nałkowski, ojciec Pisarki, o którym mówiło się, iż jest on „człowiekiem przekonań” i znakomitym geografem, który naukę na temat ziemi potrafił połączyć z określoną kwestią, tworząc w ten sposób piękną i głęboką całość. Wśród jego uczniów i słuchaczy krążył o nim żart, który w bardzo lakonicznym skrócie zamykał treść jego myśli. Prawdopodobnie Nałkowski zwykł mówić, iż „ziemia jest bryłą kulistą, spłaszczoną u biegunów, co dzieje się wyraźną krzywdą klasy pracującej.”

Dom nad łąkami to utwór niezwykle osobisty. To melancholijna opowieść o latach dzieciństwa i młodości, a także o domu zagubionym pośród łąk i mokradeł. Ta autobiograficzna książka zabiera czytelnika w świat ludzi prostych i żyjących czasem natury. Jej bohaterami są najprawdopodobniej wiejscy sąsiedzi Nałkowskiej. Spotykamy portrety wojskowych kalek, niemoralnych dziewcząt, ale również porządnych gospodyń i parobków, których charakteryzuje prosta filozofia życiowa oraz niewielkie wymagania.

Tę autobiografię Nałkowska pisała, kiedy Górki należały do jej rodziny. Zawarła w niej nie tylko własne obserwacje ludzi bytujących na ubogiej ziemi wołomińskiej, ale także zamieściła piękne opisy przyrody. Szczególną uwagę zwróciła na prostego człowieka, zarazem nie aprobując wszystkiego, co ją otaczało. Były sytuacje, których nie popierała, jak na przykład tę, kiedy głód ziemi każe skrzywdzić brata, a niepełnosprawnemu mężczyźnie ożenić się z niekochaną i niemoralną kobietą tylko dlatego, aby otrzymać pieniężne odszkodowanie za niefortunną przeszłość żony.

A oto jeden z pięknych opisów przyrody dotyczący progu lata:

Był jakiś piękny czerwcowy dzień. Okwitły już jasnorubinowe brzoskwinie i białe, powiewne czereśnie, spadłe płatki kwiatowe grusz i jabłoni leżały jak brunatna rdza na ścieżkach, przestały pachnieć bzy. Skończyło się cudowne, upajające święto naszego ogrodu.

Na całych łąkach, od góry aż po daleki las, widać było kosiarzy. Dzwonek ostrzonych kos odzywał się to tu, to tam. Wysoka, brązowo-złota od jaskrów i mietnicy trawa układała się w pachnące, długie wały, a ze spodu wychodziło na jasność słoneczną płaskie, jasnozielone dno łąki, znaczone szlakami ciemniejszych podwójnych kolein, wydeptanych bosymi nogami kosiarzy.[2]

Każdy, kto czytał inne powieści Zofii Nałkowskiej, chociażby Granicę, może być nieco zdziwiony językiem, jakiego użyła Autorka w przypadku Domu nad łąkami. Choć słownictwo jest jasne i proste, tak charakterystyczne dla twórczości Pisarki, to jednak czytelnik nie odnajdzie tutaj emocjonalnych wybuchów, a raczej spotka się z wyważoną relacją, w niektórych miejscach okraszoną komentarzem lub osobistą refleksją. Pomimo że uczucia są tak bardzo wyciszone i spokojne, to jednak słowo i obraz są tak wyraziste, że całej reszty można się bardzo łatwo domyślić, a wszelkie emocje mają miejsce w samym czytelniku.

 

 

Moja ocena: 4/6

 



[1] Z. Nałkowska, Dom nad Łąkami, Wyd. PIW, Warszawa 1953, s. 12.

[2] Ibidem, s. 67.



prawa autorskie zastrzeżone

środa, 19 grudnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/12/19 12:26:01
No, rzeczywiście masz apetyt na klasykę, to widać:) W każdym razie Granica mi się podobała, chociaż brnęłam przez nią. Natomiast Medaliony - tego nie trzeba komentować. Ważna książka...
-
krainaczytania
2012/12/19 15:21:29
@Danusia
Ale ja nie omawiam tutaj ani "Granicy", ani "Medalionów". Moim zamiarem jest odszukiwanie książek, o których mało kto wie, że istnieją. Te wspomniane powyżej są znane praktycznie każdemu, więc nie ma sensu wałkować na blogu tego, o czym rozmawia się w szkole. "Dom nad łąkami" to praktycznie książka, o której się nie wspomina i chyba niewielu ją zna, dlatego właśnie po nią sięgnęłam. A czy mam apetyt na klasykę? Owszem, lubię klasykę, ale moje postanowienie obejmuje też pozycje, których do klasyki się nie zalicza :-)
-
felicja79
2012/12/19 18:28:44
Nie słyszałam wcześniej nic o tej książce. Dobrze, ze wydobyłaś ją "na światło dzienne" :-).
To zdanie mnie zastanowiło:
"Był dom, był las, trochę zwierząt a poza tym już tylko psychologia. Zupełnie jak w skandynawskiej powieści."
Nic się skandynawskie powieści nie zmieniły przez tyle lat :-).
-
krainaczytania
2012/12/19 18:34:46
@Felicja
Ja też o tej powieści nigdy nie słyszałam. Praktycznie pewien pan bibliotekarz wynalazł mi ją w jakimś archiwum, które mieści się w piwnicy. U mnie w mieście jest też biblioteka pedagogiczna i to właśnie tam dostałam tę książkę. Chciałabym więcej takich unikatowych pozycji poczytać :-) A zdanie, które zacytowałaś jest wciąż aktualne. Faktycznie, pisarze skandynawscy dużą uwagę przywiązują do psychologii postaci :-)
-
cyrysia
2012/12/19 18:54:45
,,Granicę'' czytałam, lecz pamiętam jej fabułę jakby przez mgłę. Niestety nie mogę jakoś przekonać się do klasyki. Może kiedyś się to zmieni, ale na chwilę obecną wolę mniej ambitna literaturę.
-
polonisty
2012/12/19 21:02:08
naprawdę "leciwa" książka:) nie czytałam. Podziwiam Twój zapał do czytania klasyki i książek "zapomnianych":)
-
krainaczytania
2012/12/20 09:25:05
@Cyrysia
Znam już Twoje podejście do klasyki, dlatego w żadnym razie nie będę Cie namawiać do sięgania po nią. Prawdę powiedziawszy fakt, że ja czytam klasykę i o niej piszę wcale nie oznacza, że czytelnicy mojego bloga natychmiast muszą po nią sięgać. Każdy ma wolny wybór ;-)
-
krainaczytania
2012/12/20 09:28:07
@Polonisty
Mam nadzieję, że takich leciwych książek będzie na moim blogu znacznie więcej. Jakoś przestałam ufać nowościom. Denerwują mnie wydawcy, którzy potrafią wypuścić największego gniota tylko po to, aby czerpać z tego zyski, natomiast nie praktykują wznowień powieści, które naprawdę coś sobą reprezentują. Egzemplarz "Domu nad łąkami", który ja przeczytałam to wydanie czwarte, więc tak naprawdę ta książka pochodzi z 1925 roku ;-)
-
2012/12/20 17:56:17
Ja mam nowsze wydanie tej książki, z kat siedemdziesiątych. Nałkowska prywatnie, ale zawsze w formie z pięknymi opisami warta jest uwagi. Cieszę się, że też będziesz poszukiwaczką starych, ale dobrych.
-
krainaczytania
2012/12/20 18:38:26
@Nutta
To ja Tobie dziękuję, że zainspirowałaś mnie do wyszukiwania takich perełek. Pewne, gdybym nie czytała o nich u Ciebie na blogu, nie zdecydowałabym się na ich poszukiwanie, bo większość czytelników jednak preferuje nowości i obraca się głównie w ich kręgu.


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?