Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Komedia pomyłek

 

Władysław Zdanowicz

 

      Misjonarze z Dywanowa

                 Polski Szwejk na misji w Iraku

                Pinky, czyli nowicjusz

 

 

 

 

Wydawnictwo: ZDANOWICZ
Kwidzyń 2007

 

 

 

Kiedy polscy żołnierze zaczęli wyjeżdżać do Iraku na tak zwaną misję stabilizacyjną byłam wścieła. Bo nie oszukujmy się, ale ta misja tylko z nazwy była misją pokojową. Nasi żołnierze jechali tam, aby brać udział w otwartej wojnie i oddawać życie za sprawę, która tak naprawdę nas nie dotyczyła. Moim zdaniem podobnie rzecz przedstawia się w przypadku Afganistanu. Wszyscy, którzy czytali Szkice z życia, wiedzą, że poprzez swoje opowiadanie chciałam wyrazić bunt, jaki czułam od samego początku sprawy irackiej. Byłam wściekła na polskie władze, że tak łatwo podporządkowały się Amerykanom. Od samego początku wiedziałam, że z Iraku niektórzy żołnierze wrócą w trumnach. Nie trzeba było długo czekać, aby moje przekonanie stało się prawdą. Co pewien czas w mediach pojawiały się informacje o kolejnych żołnierzach, którzy tracili życie na irackiej ziemi. Myślałam wtedy o ich rodzinach. O dramacie, jaki muszą przeżywać, dowiadując się o śmierci męża, syna, brata, ojca czy szwagra. A co z tymi, którym udało się wrócić w jednym kawałku? Myślę, że nawet największe pieniądze nie uleczą ich sponiewieranej psychiki.

Jedni przekonywali mnie, że tak trzeba, bo przecież Polska należy do NATO, a ta umowa do czegoś nas zobowiązuje. Z kolei inni w pełni podzielali moje zdanie. Któregoś dnia pewien znajomy żołnierz powiedział mi: „Daj sobie spokój. To są sprawy polityczne i nic na to nie poradzisz.” Tak więc, idąc za jego radą dałam sobie spokój i nie wyrażałam już głośno swoich opinii, ale to wcale nie oznaczało, że przestałam czuć wściekłość, mając świadomość tego, że ktoś z mojego najbliższego otoczenia również przebywa w Iraku.

Jednak trzeba wiedzieć, że misje stabilizacyjne to nie tylko otwarta walka z wrogiem czy przywracanie pokoju na terenach zagrożonych konfliktami. Misje stabilizacyjne to również biurokracja i przestrzeganie regulaminów, czasami nawet kosztem życia żołnierza. Podobnie jak inne dziedziny naszego życia, tak i armia nie jest wolna od korupcji i przekrętów na szeroką skalę. Rozkazy, które otrzymują żołnierze niżsi rangą niejednokrotnie aż ociekają głupotą, ale trzeba je wykonać, bo przecież „żołnierz nie myśli, a tylko wypełnia rozkazy.” Wszystkie te problemy Władysław Zdanowicz starał się ująć w pierwszym tomie serii o szeregowym Piotrze Leńczyku, który w wyniku fatalnej pomyłki trafia do Iraku. Sam zainteresowany jest równie mocno zaskoczony wyjazdem na misję, jak i jego przełożeni, którzy w końcu orientują się, że z szeregowym chyba jednak jest coś nie w porządku. Lecz na jakiekolwiek zmiany jest już za późno.

(…) Szeregowiec Leńczyk siedział teraz na twardym betonie i zastanawiał się, jak powinien teraz postąpić. Coraz mniej chciało mu się jechać na misję, o której nie dość, że nie miał żadnego pojęcia, to jeszcze czuł, że nic dobrego go tam nie spotka. Spojrzał w stronę dowódcy, porucznika Rutkowskiego, ale od razu odrzucił pomysł, aby po raz drugi spróbować mu wszystko wytłumaczyć. Już raz mu powiedział, że on to nie on, a na misję ma jechać zupełnie ktoś inny, ale był to daremny trud – zbyt trudno było w to uwierzyć młodemu porucznikowi. W końcu czego miał się po nim spodziewać? Rozkaz wyjazdu był jak najbardziej właściwy, nazwisko i imię się zgadzało, na kursie był, wszystkie potrzebne szczepienia wykonane. Więc w czym problem? Bajkę o podmianie dwóch żołnierzy o tym samym nazwisku porucznik przyjął jako element psychologicznego upośledzenia, które skłoniło przestraszonego szeregowca do ostatniej próby ucieczki od zadania, którego podjął się na ochotnika (…)*

Praktycznie od samego początku Leńczyk pakuje się w kłopoty. Jeszcze przed startem samolotu pokazuje na co go stać. Jednak ważniejsze jest to, co figuruje w papierach, a zgodnie z informacjami w nich zawartymi Piotr Leńczyk spełnia wszelkie kryteria, które kwalifikują go do wyjazdu na misję. I tak oto szeregowy Leńczyk trafia do oddziału dowodzonego przez niezwykle ambitnego porucznika Rutkowskiego. Być może gdyby nie jego niepohamowany apetyt, udałoby mu się uniknąć wielu niepotrzebnych problemów. Lecz on nie ma w sobie na tyle siły, aby móc oprzeć się chęci jedzenia.

Losy szeregowego Leńczyka zasadniczo w niczym nie przypominają tych, które znamy z doniesień medialnych dotyczących misji w Iraku. W powieści dominuje humor, co sprawia, że czytelnik zapomina o tym, jak było naprawdę. Autor porównuje Leńczyka do głównego bohatera antywojennej czeskiej powieści pod tytułem Przygody dobrego wojaka Szwejka, choć mnie osobiście Piotr Leńczyk nieco przypomina Franka Dolasa z powieści Kazimierza Sławińskiego zatytułowanej Przygody kanoniera Dolasa.

Bez względu na to, w jaki sposób czytelnik odbierze głównego bohatera, jedno jest pewne. Szeregowy Leńczyk nie da sobie w kaszę napluć. Czasami jest szczery aż do bólu, czym doprowadza do szału swoich przełożonych. Choć wydaje się być nierozgarnięty, to jednak z każdej opresji wychodzi cało, a trzeba wiedzieć, że tych problemów w Iraku mu nie brakuje. W jego przypadku doskonale sprawdza się przysłowie, że „głupi ma zawsze szczęście.” Tylko czy rozumowanie Leńczyka naprawdę jest poniżej przeciętnej? Podczas czytania niejednokrotnie miałam wrażenie, że ten pechowy szeregowiec wśród tych wszystkich wysokich rangą oficerów jest najmądrzejszy. Na kwestię wojska i misji patrzy z tej ludzkiej strony, jak gdyby wszelkie regulaminy w ogóle nie istniały.

Wspomniałam już o nieprzeciętnym poczuciu humoru, z jakim napisana jest ta książka. Teraz chcę odnieść się do języka. Otóż każdy, kto kiedykolwiek miał kontakt z wojskiem, doskonale wie, że język używany przez żołnierzy jest dość specyficzny. Dlatego nosząc się z zamiarem przeczytania tej powieści, należy liczyć się z tym, że na kartach książki nie spotkamy wyważonego i delikatnego słownictwa, lecz ostrą wymianę zdań przeplataną wulgaryzmami. Dla zbyt wrażliwych czytelników fakt ten może być przeszkodą w sięgnięciu po tę pozycję. Niemniej uważam, że gdyby Autor zrezygnował z użycia tego typu słów, książka straciłaby na wartości i nie byłaby autentyczna, ponieważ nie oddawałaby prawdziwości żołnierskiego środowiska.

Komu tę książkę należy polecić? Myślę, że przede wszystkim mężczyznom, którzy w większości zetknęli się z wojskiem, chociażby podczas obowiązkowej niegdyś zasadniczej służby wojskowej. A czy powieść byłaby dobrą lekturą dla kobiet? Myślę, że dla niektórych na pewno tak. Bo przecież jest wiele pań, które nie ukrywają, że drzemią w nich zainteresowania typowo męskie. Mnie ta książka ani nie zgorszyła (mam tutaj na myśli język, jaki został w niej użyty), ani też nie zniechęciła do poznania dalszych losów szeregowego Leńczyka i jego kompanów. Do tej pory znałam misję w Iraku od tej poważniejszej i tragiczniejszej strony, tak więc dla mnie przeczytanie tej powieści stało się swego rodzaju odskocznią od żołnierskich dramatów. Głównego bohatera naprawdę polubiłam i zastanawiam się, czy pewnego dnia ktoś z czytelników nie wpadnie na pomysł, aby utworzyć Stowarzyszenie Przyjaciół Szeregowego Leńczyka, podobne do tego, które funkcjonuje w Przemyślu i zrzesza wielbicieli Dobrego Wojaka Szwejka. 

 

 

Moja ocena: 5/6

 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorowi

 



* W. Zdanowicz, Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku. Pinky, czyli nowicjusz, Wyd. Księgarnia Zdanowicz, Kwidzyń 2007, s. 48.

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

czwartek, 13 grudnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/12/13 19:13:50
Hehe, no taka powieść to fantastyczna na gwiazdkę dla faceta;) Podoba mi się pomysł z poczuciem humoru i specyficzny język;)
-
krainaczytania
2012/12/13 19:17:31
@Danusia
Generalnie dla faceta strzał w dziesiątkę. W dodatku można mu sprezentować trzy tomy, bo tyle ukazało się dotychczas na rynku. A potem masz faceta z głowy przez całe święta ;-)))
-
ksiazkowka
2012/12/13 20:02:55
To już druga recenzja tej książki jaką czytam i stwierdzam, że to chyba nie jest jednak książka dla mnie... :/
-
polonisty
2012/12/13 22:15:25
hmmm to coś w moim stylu... lubię śmieszne:) trochę kusi mnie też ta książka o tym amerykańskim snajperze..
-
krainaczytania
2012/12/14 09:04:18
@Ewa
Wiesz, że ja nie ograniczam się tylko do jednego typu książek. Jako czytelnik chcę się rozwijać, tak więc zapewne jeszcze wiele razy znajdziesz u mnie na blogu powieść, którą uznasz, że nie jest dla Ciebie. Mnie wojsko jest bardzo bliskie i doskonale wiem, co znaczy siedzieć przed komputerem i czekać na wiadomość od kogoś, kogo życie jest wciąż zagrożone, bo przebywa na misji. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę tego stresu. Tak więc moje opowiadanie w "Szkicach z życia" nie było do końca fikcją.
-
krainaczytania
2012/12/14 09:05:54
@Polonisty
Jest bardzo śmiesznie i myślę, że powinno Ci się spodobać :-) A jakiego amerykańskiego sapera masz na myśli, bo nie bardzo kojarzę? :-)
-
felicja79
2012/12/14 10:15:13
Wojsko na wesoło? Dobry pomysł. Choć tematyka raczej mi odległa, to jednak pośmiać się zawsze miło :-). Ciekawa okładka, taka trochę "inna".
-
krainaczytania
2012/12/14 10:24:14
@Felicja
Takiego wojska "na wesoło" już trochę w literaturze mamy. Do dziś pamiętam, jak zaczytywałam się jako dziecko w "Czterech pancernych i psie". Potem oglądałam serial. Dla mnie wojsko nie jest tematyką odległą, bo wokół mnie pełno żołnierzy ;-)
-
polonisty
2012/12/15 00:12:48
mówię o książce Wasdina - Snajper. Opowieść komandosa SEAL... SNAJPER nie saper;)
-
krainaczytania
2012/12/15 11:03:57
@Polonisty
Przepraszam, przejęzyczyłam się ;-) Ale książki i tak nie znam :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?