Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Jak wytłumaczyć świat?

 

Dorota Terakowska

 

                  Ono

 

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kraków 2003

 

 

 

Gwałt to dla każdej kobiety traumatyczne przeżycie. Czasami potrzeba długich lat i dziesiątek sesji terapeutycznych, aby zgwałcona kobieta zaczęła znowu w miarę normalnie funkcjonować. Jednak ślad w psychice pozostaje już do końca życia. Są tacy, którzy twierdzą, że to, co ją spotkało jest tylko i wyłącznie jej winą. Na pewno sprowokowała zwyrodnialca i sama się o to prosiła. Taka opinia dotyczy szczególnie młodych kobiet, które preferują pewien styl ubierania się oraz nie stronią od imprez i napojów wyskokowych. Ale czy tak jest naprawdę? Czy ci wszystkowiedzący mędrcy mają rację, zrzucając winę za gwałt na kobietę? Na pewno nie. Bo przecież żaden rozsądnie myślący mężczyzna nie porwie się na taki czyn, kiedy kobieta mówi stanowcze „NIE”, bez względu na to jak jest ubrana, czy ile alkoholu w siebie wlała.

O Ewie, głównej bohaterce powieści Doroty Terakowskiej, również można by było powiedzieć, że na to, co ją spotkało sama sobie zasłużyła. W końcu robiła wszystko, aby tylko zwrócić na siebie uwagę tej męskiej części widowni, która wraz z nią wkraczała w nowy wiek w jednej z dyskotek gdzieś na południu Polski. Ten wielki drewniany barak to szczyt marzeń każdej dziewczyny. Bo to właśnie tam wreszcie może zaistnieć i spotkać tego jedynego wyśnionego, który zapewni jej lepsze życie, aż koleżanki zzielenieją z zazdrości. Ewa nie jest wykształcona ani bogata. Pracuje w sklepie u Grubego i boi się, że tak już zostanie. Zestarzeje się tam i oprócz jej dziwacznej rodziny nikt nie będzie miał pojęcia, że w ogóle żyła na tym świecie. Dlatego Sylwester 2000 jest dla niej ostatnią szansą, aby wyrwać się z tego prowincjonalnego miasteczka. No, może nie zaraz wyrwać, ale przynajmniej pokazać na co ją stać. Dlatego kiedy o północy didżej drze się do mikrofonu, że to właśnie ona została wybrana Dziewczyną Dwudziestego Pierwszego Wieku, Ewa nie dowierza jego słowom. Myśli, że to jakaś pomyłka. Jednak to nie pomyłka. Ewa w końcu wkracza na podium i daje czadu! A potem, sama nie wiedząc kiedy, z podium ląduje w zielonym renault w towarzystwie trzech młodych mężczyzn, czego owocem jest ONO.

ONO pojawia się w życiu Ewy niespodziewanie i wywraca je do góry nogami. Ewa nie kocha ONO i chce się go pozbyć. Już nawet stoi przed gabinetem lekarza, który ma jej w tym pomóc. Lecz nagle się wycofuje, bo przecież ONO słyszy!

(…) Ewa podchodzi, leciutko się zataczając, i patrzy w gęstniejący mrok podwórka. Rośnie na nim wielkie stare drzewo, którego bezlistne gałęzie niemal dosięgają futryny.

– Łyse drzewo – mamrocze Ewa. – Dopiero na wiosnę przekonamy się, czy to jest dąb czy kasztan. Nie, nie tak… Ja się przekonam, ty już nie. Cholera… ty już nie? Nigdy nie zobaczysz tego drzewa? Ani innych drzew? Nie usłyszysz, jak szumią w czasie wiatru? Dlaczego? Muszę pomyśleć… Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby pomyśleć…

Ewa prawie się przewracając, zgarnia z podłogi broszurę, upycha ją do torby i chwiejnie zmierza ku wyjściowym drzwiom. Kobieta ponownie wychodzi z gabinetu.

– Dziecko, przewrócisz się – mówi. – Zaraz zaczynamy, mąż już schodzi. Położysz się na fotelu i od razu będzie lepiej.

„Położę się na tym potwornym fotelu, który przyleciał z kosmosu, rozłożę szeroko nogi i pozwolę cię wyskrobać. Wyskrobiemy tę twoją za dużą głowę i małe płetwy. Oczy, nos i uszy. Mózg. I co jeszcze?

– Dziękuję bardzo – bełkocze Ewa, usiłując zachować równowagę. – Dziękuję, może jutro. Tak, jutro. A może wiosną, gdy zakwitnie to drzewo… (…)*

Od tego momentu, od tej najważniejszej w życiu Ewy decyzji rozpoczyna się jej walka o to, aby ONO jednak przyszło na ten świat. Dziewczyna próbuje rozmawiać ze swoim nienarodzonym dzieckiem. Usiłuje zaprzyjaźnić się z nim. Wierzy, że ONO ją słyszy. ONO słyszy także otaczający je świat. Wie ile tak naprawdę jest na nim zła, choć Ewa próbuje je przed nim chronić. Ta bezustanna rozmowa z ONO w końcu doprowadza do tego, że dziewczyna zaczyna darzyć je miłością. Nie jest już tą samą Ewą z prowincjonalnego miasteczka, która jeszcze nie tak dawno tańczyła na podium w dyskotece, a szczytem jej marzeń było wyrwanie się z domu. W swojej walce jest sama. Na rodziców liczyć nie może. Bo jak można liczyć na matkę, dla której najważniejszy jest kolejny odcinek Big Brothera i to, czy wyrzucą z niego Gulczasa, czy może fałszywą Alicję? W czym może pomóc jej matka, która sama ma za sobą aborcję i wzrusza się przy piosenkach Elvisa Presley’a? Albo na jaką pomoc może liczyć od ojca, który wciąż myśli o swojej zmarnowanej karierze pianisty, którego w dodatku żona wiecznie zmusza do udziału w rozmaitych teleturniejach? Z kolei siostra jest zbyt mała, aby móc wtajemniczać ją w tak poważne sprawy. Jedyną osobą, która może nie jest jej zbyt bliska, ale mimo to wie, co Ewa przeżywa jest „babcia kapeluszowa”, która od wielu lat przebywa w ośrodku z powodu poważnej choroby. Czy Ewie uda się sprawić, aby ONO chciało pojawić się na świecie? Czy dziewczyna będzie w stanie wytłumaczyć mu świat?

Jak widać, swoje postanowienie o tym, że przeczytam wszystkie książki Doroty Terakowskiej, sumiennie wypełniam. Ono to trzecia powieść tej Autorki i zarazem najbardziej wzruszająca. Myślę, że historia Ewy i ONO nie tylko u mnie wzbudziła takie uczucia. Bardzo długo nie mogłam zebrać się w sobie, aby w końcu napisać tę recenzję.

Rodzina Ewy to rodzina żywcem wyjęta z realiów PRL-u. Matka wciąż wspominająca przeszłość i czasy Gierka, a ojciec niespełniony muzyk, który zupełnie wycofał się z życia, zamykając się w swoim gabinecie i tam stwarzając sobie własny świat. Najbardziej beztroską osobą jest tutaj ośmioletnia siostra Ewy, Marysia, zwana przez wszystkich „Złotko”. Ale tak naprawdę nie jest to historia o rodzinie. Ta powieść, podobnie jak inne książki Doroty Terakowskiej, niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie. Jest ona adresowana do młodzieży, która dopiero wkracza w dorosły świat. Lecz myślę, że po tę książkę równie dobrze mogą sięgnąć też osoby starsze. Nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. Uważam, że jest to powieść dla wszystkich bez wyjątku. Naprawdę daje do myślenia, szczególnie w tak ważnej kwestii jaką jest ludzkie życie, a zwłaszcza życie nienarodzonego jeszcze dziecka. Z jednej strony pojawia się pytanie, czy w ogóle jest sens „sprowadzać” nowego człowieka na ten świat, przepełniony złem, a z drugiej należy zastanowić się nad tym, czy jeśli ten nowy człowiek jest już „w drodze”, to należy się go pozbyć tylko dlatego, że nie był oczekiwany? Problem niezwykle poważny, ale jakże bardzo aktualny i chyba jednak ponadczasowy, ponieważ wydaje mi się, że z tego rodzaju dylematami człowiek zawsze będzie musiał się zmierzyć. Dopóki ten świat będzie istniał, ludzie wciąż będą musieli dokonywać tego typu wyborów.

Ta książka to także opowieść o rodzącej się miłości do kogoś, kogo nawet nie jesteśmy w stanie zobaczyć ani dotknąć. Dorota Terakowska doskonale przedstawiła tę ogromną metamorfozę jaka zachodzi w Ewie. Dziewczyna jest wręcz w stanie oddać swoje życie za ONO, a nawet stracić je, skoro nie może żyć razem z nim.

Ktoś mógłby tej powieści zarzucić, że Autorka nie przedstawiła historii Ewy zbyt realnie, próbując, na przykład, „wybielić” mężczyzn, którzy wyrządzili dziewczynie krzywdę. Z kolei ktoś inny mógłby zapytać, dlaczego Ewa praktycznie przez całą ciążę nie chodziła do lekarza i nie robiła podstawowych badań? Może wtedy udałoby się uniknąć nieszczęścia? Albo dlaczego Ewa tak chłodno podeszła do faktu, że została zgwałcona? Przecież powinna rozpaczać, zamiast całą tę sytuację „pieprzyć”. Myślę, że w całej tej historii wcale nie chodzi o to, aby skrupulatnie notować poszczególne wizyty Ewy u ginekologa. Moim zdaniem Autorka chciała zwrócić uwagę na coś znacznie ważniejszego. Otóż, Dorota Terakowska pokazała czym jest prawdziwa miłość. I to nie taka, o której czytamy w romansach. Tutaj chodzi o miłość matki do dziecka, która jest bezcenna. Ta miłość powinna być obecna jeszcze przed narodzinami dziecka. Autorka chciała uświadomić czytelnikom, że dziecko to nie przedmiot, którego w każdej chwili można się pozbyć lub wyrzucić na śmietnik. Może gdyby Ono trafiło w ręce kobiet i mężczyzn, o których media wciąż donoszą, wielu z tych tragedii udałoby się uniknąć? Może dzieci, które straciły życie z ich ręki, nadal by żyły?

Trzeba pamiętać, że miłość Ewy do ONO stała się w końcu tak wielka, że przestało mieć dla niej znaczenie, w jaki sposób dziecko zostało poczęte. Natomiast jeśli chodzi o kwestię owego „wybielania”, to myślę, że Autorce bardziej chodziło tutaj o pokazanie, iż w zwyrodnialcu odezwały się w końcu wyrzuty sumienia. Jednak czasami jest już zwyczajnie za późno, aby móc naprawić krzywdy, które wyrządziliśmy. I to także jest problem, na który Dorota Terakowska chciała zwrócić uwagę.

Myślę, że tę powieść można analizować jeszcze na wiele sposobów. Oczywiście każdy czytelnik będzie ją odbierać inaczej. Dla mnie osobiście jest to niezwykle ważna książka i bliska sercu. Niemniej jej zakończenie pozostawiło we mnie pewien niedosyt i za nic nie potrafię go zrozumieć.

 

 

Moja ocena: 6/6

 



* D. Terakowska, Ono, Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, s. 128-129.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



piątek, 05 października 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/10/05 18:27:27
Czy trzeba aż gwałtu, żeby matka zaczęła kochać dziecko, które poczęła? A ile jest często zniewolenia w kontaktach z własnym partnerem, czy nawet mężem! Oczywiście, problem istnieje, a przykład literacki jest pozytywny. Jednak, czy sens literatury polega na opowiadaniu o problemach, tak, jak to robią (przepraszam za ten "ultra-szowinistyczny" zwrot) współczesne emancipantki! Proszę mi wybaczyć ten wpis. Chociaż bowiem nie znam Pani, chciałem się Pani trochę narazić! Ale wierzę, że książka jest świetna.
-
krainaczytania
2012/10/05 18:53:02
@Nazumi13
Witam :-) Może zacznę od tego, że wcale mi się Pan nie naraził, a wręcz przeciwnie. Bardzo się cieszę, że zabrał Pan głos i przedstawił swój punkt widzenia. Oczywiście zgadzam się, że nie trzeba gwałtu, aby dziecko było kochane przez matkę. Ale proszę zauważyć, że jednak dziecko poczęte w wyniku gwałtu kocha się trudniej. I chyba właśnie o to chodziło Terakowskiej, kiedy pisała tę książkę. Proszę pozwolić, że przytoczę Panu pewną historię z życia wziętą, która właśnie potwierdza to, co napisałam powyżej. Otóż, mam kolegę, który niedawno w rozmowie ze mną stwierdził, że gdyby jego kobieta została zgwałcona i w wyniku tego zaszła w ciążę, to on pierwsze, co by zrobił, to załatwił jej aborcję. Za nic nie chciałby wychowywać dziecka poczętego w ten sposób. Zgodziłby się na wychowanie dziecka obcego mężczyzny, ale nigdy nie tego, który zgwałcił. Gdyby jednak jego kobieta uparła się, że to dziecko urodzi, to mój kolega by ją zostawił. I to jest właśnie dowód na to, że dziecko gwałtu jest pokochać trudno, a dla niektórych jest to wręcz niemożliwe. Nie będę tutaj przytaczać jakichś feministycznych teorii, bo feministką się nie czuję i z wieloma kwestiami, które głoszą się nie zgadzam. Napisałam jedynie o swoich wrażeniach po przeczytaniu książki i na tym chcę poprzestać. Niemniej, może jednak sięgnie Pan kiedyś po "Ono" i sam przekona się jak z tą powieścią jest naprawdę. Pozdrawiam :-)
-
felicja79
2012/10/05 18:59:07
Czytałam tę powieść. Bardzo mi się podobała, choć to mało powiedziane. Pięknie o niej napisałaś.
Z powieści autorki mnie najbardziej wzruszyła "Poczwarka".
A zakończenie "Ono" pewnie miało być wieloznaczne albo zadowolić różnych czytelników. Nie wiem.
-
Gość: Monica, *.centertel.pl
2012/10/05 19:02:52
Jedna z moich ulubionych książek. Bardzo mądra i świetnie napisana. Polecam "Córkę czarownic" Terakowskiej.

Do nazumi13 ("Czy trzeba aż gwałtu, żeby matka zaczęła kochać dziecko, które poczęła?")
Wie Pan, ta książka chyba mówi właśnie, że można kochać pomimo :).
-
krainaczytania
2012/10/05 19:04:00
@Felicja
Dziękuję z kolejne miłe słowa :-) "Poczwarka" jeszcze przede mną, ale ci, którzy czytali mówią, że ich bardzo poruszyła. Ty też jesteś tego przykładem, jak widzę. Natomiast co do zakończenia, to moja romantyczna dusza domagała się happy endu, a tu takie coś, że nie wiadomo jak zrozumieć. Może masz rację, że Terakowska chciała zadowolić obydwie strony.
-
cyrysia
2012/10/05 19:09:32
Niedawno czytałam Doroty Terakowskiej ,,Tam gdzie spadają anioły'' i muszę szczerze się przyznać, że choć tematyka mnie ujęła, to jednak styl narracji już nie przypadł do gustu. Nie wiem, jak będzie w przypadku tej książki. Fabuła jest bardzo kontrowersyjna i jednocześnie intrygująca, więc może zdecyduje się przeczytać tę książkę w wolnym czasie. Niczego nie obiecuje jednak.
-
krainaczytania
2012/10/05 19:09:36
@Monica
Myślę, że Terakowska generalnie mądrze pisała. To takie pokolenie ludzi, znających życie. Podobnie jak Ty, uważam, że w "Ono" chodzi właśnie o to "pomimo", bo to jest bardzo trudne, a dla niektórych wręcz niemożliwe. A "Córkę czarownic" czytałam i też mnie zachwyciła. Dla mnie to była piękna baśń z przesłaniem :-)
-
krainaczytania
2012/10/05 19:13:09
@Cyrysia
Ja nie spocznę dopóki nie przeczytam wszystkich książek Terakowskiej. Po prostu MUSZĘ :-) "Tam gdzie spadają Anioły" czytałam jako pierwszą i to właśnie wtedy zakochałam się w jej twórczości. Piszesz, że narracja Ci nie pasowała. Dla mnie było ok. Cóż, rzecz gustu. Może z "Ono" będzie lepiej :-)
-
avo_lusion
2012/10/05 19:14:05
Cudowna książka, jedna z moich ulubionych. Zakończenie - niezrozumiała, to brama do naszej wyobraźni. Możemy sami zaprojektować, co zrobi Ewa. Ja wolę happy end, bo ona na to zasłużyła... I jej dziecko także. To chyba najlepsza książka Terakowskiej, moim zdaniem.
-
krainaczytania
2012/10/05 19:20:30
@Danusia
Dla mnie z tych trzech, które czytałam, ta jest najlepsza i też zdecydowanie opowiadam się za happy endem :-)
-
2012/10/05 20:46:14
Wspomniana "Poczwarka" też dotyka trudnych spraw rodzicielskich. I tylko tę książkę Terakowskiej znam. Problem ukazany w recenzowanej książce również interesujący. Wachlarz różnorodnych postaw. Dziecko gwałtu. Temat nie tylko współczesny, lecz i historyczny. Ileż takich dzieci rodziło się w czasie wojny i okresie powojennym. Ile bólu osobistego trzeba było przełamać lub poddać się niemocy kochania.
-
polonisty
2012/10/05 21:26:02
i tu się z tobą zgadzam! też lubię happy endy:) ja lubię wszystkie książki Terakowskiej, choć muszę przyznać, że Poczwarkę darzę szczególnym sentymentem:)
-
krainaczytania
2012/10/06 08:40:35
@Nutta
"Poczwarka" jeszcze przede mną. Jeśli chodzi o dzieci gwałtu, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Znam chłopaka, który jest właśnie takim dzieckiem. Dziś już jest w pełni dorosły. Założył rodzinę, ale nie był wychowywany przez swoją biologiczną matkę. Tylko że tutaj w grę nie wchodziła niechęć do dziecka, a poważna choroba matki i ojczyma. Ale to nie zmienia faktu, że ten kontakt mojego kolegi z matką nie był taki jak powinien. Dzieliło ich dziesiątki kilometrów.
-
krainaczytania
2012/10/06 08:42:01
@Polonisty
A ja sobie myślałam, że kiedy już tego Wojtka ruszyło sumienie, to oni się zejdą, zakochają w sobie i w końcu pobiorą, a dziecko urodzi się szczęśliwe. A tu taki trochę zawód poczułam :-(
-
ksiazkowka
2012/10/08 09:52:27
Muszę się w końcu wziąć za książki Terakowskiej. Chodzą za mną od dawna. :)
-
krainaczytania
2012/10/08 10:18:25
@Ewa
To może odrzuć na chwilę tę mocniejszą literaturę i wzrusz się tak jak ja, kiedy czytałam "Ono", co? :-)
-
ksiazkowka
2012/10/08 12:42:32
Ach, masz rację! Lecę polować na aukcji na "Ono". :)
-
krainaczytania
2012/10/08 14:52:58
@Ewa
To życzę owocnych polowań :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?