Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Powrót z zaświatów

 

Ramsey Campbell

 

                   Zły wpływ

 

 

Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2011
Tytuł oryginału: The Influence

 

 

 

Śmierć. Stan nieodwracalny, który towarzyszy ludziom od początku świata. Mówią, że śmierć to jedyna sprawiedliwość, która dotyka każdego bez względu na pochodzenie społeczne, wykształcenie czy stan majątkowy. Umrzeć musi każdy, komu dane było przyjść na ten świat. Z życiem można pożegnać się w dowolnej chwili i w każdym wieku. Śmierć zazwyczaj przychodzi niespodziewanie i człowiek nigdy nie jest na nią do końca gotowy. Podobnie jak jego najbliżsi. Lecz kiedy umiera osoba dobra, którą wszyscy szanowali i kochali, strata jest tak wielka, że nie da się jej niczym zastąpić. Ale co dzieje się, jeśli do świata zmarłych odchodzi ktoś, kto był jedynie utrapieniem dla swojej rodziny? Czy wtedy najbliżsi czują ulgę, że pozbyli się tego, który od lat zatruwał im życie? A może zapraszają do domu przyjaciół i znajomych, aby świętować koniec udręki? Problem może pojawić się wtedy, gdy zmarły robi wszystko, aby nadal pozostać wśród żywych.

Ciotka Queenie z pewnością nie należała do tych członków rodziny Faradayów, po których odejściu wpada się w rozpacz. Staruszka nie była osobą łatwą we współżyciu. Niemniej Alison i Derek, a także ich ośmioletnia córka nie mieli większego wyboru. Z uwagi na problemy finansowe byli zmuszeni skorzystać z „gościnności” ciotki i zamieszkać w jej wielkim i mrocznym domu. Alison pracuje jako pielęgniarka w jednym ze szpitali, natomiast jej mąż, Derek, jest elektrykiem, któremu nie wiedzie się najlepiej. Można odnieść wrażenie, że Queenie jeszcze za życia tolerowała jedynie małą Rowan. Jej sympatia do dziewczynki, a może jedynie fanaberie starej kobiety, sprawiły, że pewnego dnia staruszka zażądała kosmyka włosów należących do Rowan i umieściła go w medalionie. Kiedy Queenie umiera ktoś nieopatrznie wkłada owy medalion do jej trumny. Z powagi zagrożenia sprawę zdaje sobie jedynie siostra Alison, Hermione. Na konsekwencje tego niedopatrzenia Faradayom nie przyjdzie długo czekać.

Hermione i Alison zaglądały do trumny. Alison ściskała przedramię siostry, starając się ją powstrzymać. Derek pośpieszył w ich stronę, próbując stąpać cicho po nierównych płytach. Nie widział, żeby coś było nie w porządku. Twarz starej kobiety pokrywał staranny makijaż, jej dłonie były splecione na klatce piersiowej. Zakład pogrzebowy zadbał nawet o to, żeby biała suknia była na tyle długa, aby zakryć kostki zmarłej.

– Co się dzieje? – szepnął.

Hermione gapiła się tylko na niego, jakby nie była w stanie wydusić ani słowa.

– Zastanawiałyśmy się, dlaczego Queenie ma na sobie medalion – odparła Alison.

Już wcześniej zwrócił na to uwagę – złoty medalion w kształcie serca spoczywał na piersi staruszki, zawieszony na złotym łańcuszku.

– To nie jest jakiś tam medalion – zaprotestowała Hermione, cichnąc nieco na widok gniewnego wyrazu twarzy Dereka. – Alison wie, o co mi chodzi.

– Chodzi o to – dodała przepraszająco Alison – że w środku były włosy Rowan. I pewnie nadal tam są.[1]

Wygląda na to, że zdanie Hermione podziela tylko jeden członek rodziny, Lance. Ale mężczyzna nie ma w sobie na tyle odwagi, aby wyrazić je na głos. Lecz nawet gdyby to zrobił, zapewne reszta rodziny nie potraktowałaby tego poważnie, gdyż Lance od wielu lat uchodzi za dziwaka. Tak wiec Queenie zabiera do grobu ów medalion, co staje się początkiem koszmaru, z jakim rodzina Faradayów będzie musiała się zmierzyć. Jednak najbardziej w tym wszystkim pokrzywdzona będzie mała Rowan. Czy ciotka Queenie rzeczywiście chce użyć jej ciała, aby znów powrócić do świata żywych? A jaką rolę odgrywa w tym wszystkim nowa przyjaciółka Rowan, Vicky, która w pewnym momencie pojawia się w życiu dziewczynki nie wiadomo skąd? I co takiego mają oznaczać te wszystkie dziwne zjawiska, które nagle zaczynają nawiedzać rodzinę Alison i Dereka? Komu przyjdzie zapłacić najwyższą cenę za wyjawienie lub poszukiwanie prawdy?

Bardzo mnie smuci, że pod szyldem „fantasy i science fiction” publikuje się takie ponure szmiry. Pewnie podobają się naiwniakom, których uwstecznione umysły wciąż tkwią w mrokach Średniowiecza. O ileż lepiej by było, gdyby Campbell zaprzągł swoje talenty do napisania czegoś poważnego o współczesnym Merseyside, nawiązując do szlachetnej tradycji kultywowanej przez literackich proletariuszy mainstreamu.[2]

Powyższy tekst pochodzi z recenzji, która została zamieszczona w piśmie pod tytułem Vector, a jej autorem był niejaki Jim England. Dlaczego akurat w tym miejscu zamieściłam te słowa zamiast pominąć je milczeniem i spróbować wyrazić własną opinię na temat książki? Otóż dlatego, aby obalić teorię pana England’a, która, moim zdaniem, jest niezwykle płytka i przyziemna. Jej autor zupełnie nie dostrzegł tego, co stanowi istotę tej powieści. Owszem, zgadzam się, że wszelkie powroty z zaświatów, to temat dość mocno oklepany, jeśli wziąć pod uwagę literaturę. Niemniej, w niniejszej książce chodzi o coś znacznie ważniejszego. Autor przede wszystkim pragnie pokazać czym jest rodzina i jak wielkie wsparcie może dawać ona w obliczu niebezpieczeństwa. Alison i Derek w pewnym momencie stoją na skraju załamania nerwowego. Wydarzenia, które są ich udziałem sprawiają, że bardzo łatwo mogą popaść w obłąkanie. Lecz oni mają siebie i wbrew wszystkiemu wspierają się i, co najważniejsze, kochają. Miłość, o której piszę, to nie tylko miłość małżeńska, lecz także silne uczucie dziecka do rodziców, o czym mała Rowan bardzo wyraźnie wspomina w swoim pamiętniku.

Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku Hermione. Kobieta na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo i dobro dziecka, za co płaci najwyższą cenę. Tak samo Lance, który w końcu zbiera się na odwagę i pragnie wyjawić tylko jemu znaną tajemnicę i uchronić niewinne dziecko przed niebezpieczeństwem.

Z kolei ciotka Queenie nawet po śmierci jest zagrożeniem dla swojej rodziny. Wygląda na to, że jedno, co ją interesuje, to zemsta, której dokonuje kosztem tych, którzy są najmniej winni. Ta kobieta nigdy nie była dobrym człowiekiem. Zawsze utrudniała innym życie, co wzbudzało w niej satysfakcję. Natomiast po śmierci pragnie dopełnić tego, czego nie udało jej się za życia. Najpierw dręczyła Hermione, a teraz jej uwaga skupia się na niewinnej Rowan.

W tej powieści czytelnik ma do czynienia ze zjawiskami, których nie można wytłumaczyć w sposób racjonalny. Obecne są sny, które tak naprawdę stają się rzeczywistością. Autor bardzo wyraźnie pokazuje także walkę Dobra ze Złem. Ten motyw wciąż jest aktualny, i podobnie jak miłość, uniwersalny i ponadczasowy.

Powieść zaliczana jest do horrorów, lecz tego klasycznego horroru jest w niej niewiele. Zapewne jest to dobra wiadomość dla tych, którzy nie lubią się bać podczas czytania. Jednak fakt ten wcale nie oznacza, że fabuła pozbawiona jest emocji. Wręcz przeciwnie. Akcja powieści wciąga i dostarcza niezapomnianych wrażeń. Jest tak samo mroczna, jak dom ciotki Queenie. Autor doskonale wykreował tę ponurą atmosferę, którą czytelnik spotyka niemal na każdej stronie powieści.

Tak więc stanowczo obalam teorię Jim’a England’a, iż Zły wpływ to szmira, natomiast ponura atmosfera powieści działa zdecydowanie na korzyść tej książki. Bo przecież cóż wart byłby horror bez swojego mrocznego klimatu? Wówczas na pewno nie byłby godny swojego miana. Moim zdaniem książka jest nie tylko świetnie napisana, ale także doskonale oddaje swój charakter. Natomiast Jim England w swojej recenzji posunął się za daleko, obrażając czytelników i kwestionując ich poziom intelektualny. Mnie ów horror bardzo przypadł do gustu, choć nie czuję się ani naiwniakiem, ani też nie uważam, aby mój umysł uwsteczniał się w jakikolwiek sposób. Natomiast epokę Średniowiecza bardzo lubię i chętnie do niej powracam.

 

Moja ocena: 5/6 

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu



[1] R. Campbell, Zły wpływ, Wyd. Replika, Zakrzewo 2011, s. 35-36.

[2] Ibidem, s. 299.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



środa, 05 września 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/09/05 16:02:37
Czasem recenzje bywają krzywdzące i napisane na wyrost. Całe szczęście to my, czytelnicy decydujemy, co nam się podoba i co jest naprawdę wartościowe:)
-
krainaczytania
2012/09/05 16:08:16
@Danusia
W książce na końcu jest Posłowie od autora i to on cytuje tę recenzję. A tak w ogóle, to Campbell pisze tam bardzo ciekawie i opowiada o swojej twórczości, o problemowych z pisaniem, radościach itp. Kiedy tak czytałam to Posłowie, to nie mogłam powstrzymać się i nie porównać sposobu napisania recenzji przez Jim'a England'a do niektórych recenzji blogowych, które też wielokrotnie są niesamowicie krzywdzące.


-
felicja79
2012/09/05 16:34:07
Podoba mi się okładka tej książki.
Fabuła może i trochę oklepana, ale wszystko zależy od talentu pisarza :-).
-
krainaczytania
2012/09/05 16:41:24
@Felicja
Campbell'a poleca sam Stephen King, więc chyba nie jest źle. Takie powroty z zaświatów są obecne w literaturze od bardzo dawna. Myślę, że generalnie horrory kojarzą się ze światem zmarłych. Jedni pisarze lepiej nas nimi straszą, inni gorzej. Dla mnie, jako dla początkującego czytelnika horrorów, ta książka jest w sam raz :-)
-
ksiazkowka
2012/09/05 18:45:56
Już czytałam gdzieś recenzję tej książki i Twoja jest zdecydowanie bardziej pozytywna. Jak mi się kiedyś rzuci w oczy to może się skuszę na nią. :)
-
krainaczytania
2012/09/05 18:49:23
@Ewa
Tak jak napisałam w recenzji. To jest taki lekki horror i jakichś bardzo mrożących krew w żyłach scen tam nie uświadczysz. Dla mnie było w sam raz, bo ja dopiero zaczynam swoją przygodę z tą mocniejszą literaturą. Ty już jesteś weteranem, jeśli chodzi o thrillery i horrory, więc możesz mieć inne zdanie. Niemniej, przeczytać zawsze możesz :-)
-
polonisty
2012/09/05 18:52:20
przykro mi, ale nie mam zamiaru czytać, płytkie to czy głębokie, nieważne! duchy i inne zmazy precz!!! tfu aż mnie ciarki przeszły, jak o tym kosmyku wspomniałaś...
-
krainaczytania
2012/09/05 18:57:44
@Polonisty
Ok, ok, ok... :-) Nie namawiam :-) Dobrze, że przynajmniej mojego Robina nie traktujesz jak ducha, bo byś też nie czytała ;-)
-
cyrysia
2012/09/05 19:18:50
Lubię takie mocne i mroczne klimaty (choć tego co się orientuje, to raczej jest to wersja lajt, przynajmniej jak dla mnie he he) a o tej książce już jakiś czas temu słyszałam i chyba jednak skuszę się na nią wreszcie, ale najpierw muszę uporać się z jednym grubym tomiszczem :-)
-
krainaczytania
2012/09/06 15:53:55
@Cyrysia
Dla takich weteranów jak Ty, to jest w istocie wersja "light", dlatego dla mnie była idealna, bo ja jestem z tych początkujących :-) Spróbuj, może Tobie też się spodoba :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?