Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Celtyckie artefakty

 

Elizabeth Lowell

 

           Przeklęte złoto


 

 

 

Wydawnictwo: AMBER
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Running Scared


 

 

Zgodnie z definicją Encyklopedii PWN „artefakty kulturowe to celowo wytworzone lub przetworzone obiekty, którym człowiek nadał kulturowo określoną i ustaloną formę oraz przeznaczenie; utożsamiane są one z cechami kulturowymi z zakresu kultury materialnej.” Dla Shane’a Tannahilla niezwykle cenne wydają się być właśnie artefakty celtyckie. Shane Tannahill to mężczyzna niesamowicie bogaty. W Las Vegas, mieście hazardu, prowadzi kasyno o nazwie Złote Runo. Oprócz zbijania majątku na naiwności innych, Shane pragnie zorganizować wystawę, na której mógłby pokazać najcenniejsze dzieła sztuki wykonane ze złota. Po głowie chodzą mu właśnie wspomniane powyżej artefakty celtyckie. Jednak, aby tego dokonać musi dokładnie sprawdzić, czy te, które są mu oferowane nie stanowią podróbek. Jego interesują jedynie autentyczne dzieła sztuki. W tym celu zatrudnia niejaką Risę Sheridan, która jest ekspertką w badaniu autentyczności rozmaitych dzieł kulturowych. Kobieta udziela konsultacji naukowych międzynarodowej firmie o nazwie Rarities Unlimited, która również współpracuje z Tannahillem. Kobieta nie ma nic przeciwko temu, aby podróżować pomiędzy Las Vegas a Los Angeles. Dlatego też przyjmuje propozycję Shane’a Tannahilla i zostaje kuratorką w jego firmie.

Oczywiście, jak przystało na thriller romantyczny, już od pierwszej chwili pomiędzy szefem a jego pracownicą zaczyna iskrzyć. Shane wciąż wyobraża sobie jakby to było, gdyby… No właśnie. Czy ten Shane nie wyobraża sobie przypadkiem za dużo i za często? Z kolei Risa wyobraża sobie nieco mniej. Hamuje ją jej niezbyt doskonały wygląd. Uważa, że tu i ówdzie ma stanowczo za dużo ciała, więc Shane na pewno nie zwróciłby na nią uwagi, bo on przecież preferuje „wysuszone modelki”. I tak jest niemal co drugie zdanie. On sobie wyobraża, aż wreszcie osiąga swój cel i to, co do tej pory stanowiło jedynie obraz wybujałej wyobraźni Shane’a staje się rzeczywistością.

Ale Shane i Risa to nie jedyni bohaterowie tej powieści. W pewnym momencie w życiu Risy pojawia się jej najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa. Cherelle Faulkner. Podczas, gdy Risa osiągnęła bardzo wiele zawodowo, Cherelle stoczyła się na samo dno. Ich drogi rozeszły się bardzo dawno temu, dlatego Risa jest przerażona, kiedy po tak wielu latach spotyka swoją przyjaciółkę z dzieciństwa. Cherelle wkroczyła na drogę, z której bardzo trudno jest zawrócić. Oddaje się mężczyznom za pieniądze, kradnie, oszukuje, zażywa narkotyki, ale mimo to wciąż naiwnie wierzy, że wreszcie uda jej się rozpocząć normalne życie. Potrzebuje jedynie do tego Risy, która nadal ślepo jej wierzy, nie dostrzegając prawdziwych intencji działania Cherelle.

Risa wyposażona jest w tak zwany szósty zmysł, który podpowiada jej, że owe celtyckie artefakty są niezwykle niebezpieczne i każdy rozsądny człowiek powinien dać sobie z nimi spokój. W swoim przekonaniu utwierdza się jeszcze bardziej, kiedy z ich powodu zaczynają ginąć ludzie, a ona sama staje się celem zabójcy.

(…) Risa znała rozkład kasyna na pamięć. Przygłup w hawajskiej koszuli odgradzał ją od drzwi prowadzących na ulicę. Najbliższa winda dla personelu znajdowała się tuż za stołami do bakarata i craps, które stały się przeszkodami na drodze ucieczki.

Przynajmniej wokół stołów nie działo się akurat zbyt wiele.

Wysoko zadarła spódniczkę i puściła się pędem. Nawet nie zamierzała omijać stołów. Wskoczyła na blat i zeskoczyła po drugiej stronie, źle odmierzyła kolejny skok – porozrzucała żetony, a krupierzy bakarata i gracze rozpierzchli się we wszystkich kierunkach. Cały czas krzyczała: „On ma broń! Padnijcie! Z drogi!”, więc przed nią prawie w ogóle nie było ludzi.

Pierwsza kula wystrzelona przez Socksa rozwaliła automat do gry. Druga zrobiła wyrwę wielkości pięści w stole do craps. Od trzeciej kuli eksplodował kieliszek z drinkiem na stole od bakarata, o który Risa dopiero co zawadziła. Gwałtownie skręciła w prawo i znikła za stalowymi rzędami automatów (…)*

A jaka w tym wszystkim jest rola Shane’a Tannahilla? Może on również jest w niebezpieczeństwie? W końcu nie tylko on jest zainteresowany owymi bezcennymi dziełami sztuki. Czyżby ktoś chciał wyeliminować go z gry? I co wspólnego ma z tym Cherelle?

Generalnie pomysł na książkę był bardzo dobry. Jednak w zestawieniu z romansem przepadł z kretesem. To jest najgorsza książka z gatunku literatury kobiecej, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Zapewne zapytacie: „To po co ją w ogóle czytałaś i męczyłaś się przy niej?” I będziecie mieć rację. Męczyłam się, ale czytałam, ponieważ jestem uparta i nigdy nie odkładam rozpoczętych książek. Nawet tych najgorszych. Nie wiem, w jakim stanie emocjonalnym i umysłowym była Elizabeth Lowell, kiedy pisała tę powieść. Być może sama wyobrażała sobie, jakby to było gdyby…? Tych wyobrażeń jest stanowczo za dużo. Ba, nie tylko wyobrażeń. Czynów także. Bohaterowie sprawiają wrażenie maniaków seksualnych. Wszystko kojarzy im się z jednym. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Risę i Shane’a. To samo dzieje się z pozostałymi bohaterami. Rozumiem, że to literatura kobieca, w której romans jest jak gdyby podstawą. Jednak uważam, że jeżeli niemal każde zdanie w książce zawiera w sobie podtekst seksualny, to jest tego stanowczo za dużo i wówczas budzi niesmak. Tak właśnie jest w przypadku tej książki. Dla mnie jest to wulgarne, choć wulgaryzmów w dosłownym tego słowa znaczeniu tutaj nie ma.

Jak wiecie, zawsze próbuję odnaleźć w danej książce jakieś jej pozytywne cechy. Jednak w tym przypadku pomimo szczerych chęci z mojej strony, takich cech nie odnalazłam. Przeklęte złoto trafiło do mnie tylko dlatego, że będąc w bibliotece nie miałam większego wyboru, ponieważ półki świeciły pustkami. Elizabeth Lowell nie jest mi obca i już kiedyś udało mi się przeczytać jej powieść, z której również nie byłam zadowolona, ale mimo tego postanowiłam dać tej Autorce jeszcze jedną szansę. Niestety, nie wykorzystała jej i kolejnej już raczej nie dostanie. Mało tego. Obydwie książki napisane są według tego samego schematu. Tak więc Przeklęte złoto to pierwsza książka, której stanowczo nie polecam.

 

Moja ocena: 1/6

 



* E. Lowell, Przeklęte złoto, Wyd. Amber, Warszawa 2007, s. 164-165.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



środa, 26 września 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
cyrysia
2012/09/26 13:17:26
Oj powiało chłodem i to bardzo. Jestem zszokowana twoim negatywnym odbiorem tej książki. Wprawdzie jej nie znam, ale mam tak wielką słabość do thrillerów romantycznych, że aż mnie kusi samej przeczytać ,,Przeklęte złoto''. Tylko nie wiem, czy jest sens skoro rzeczywiście twoim zdaniem jest to tak beznadziejna pozycja. Zastanowię się jeszcze.
-
2012/09/26 13:27:13
Ooo! sama nie czytałam, ale moje czytelniczki często sięgają po książki tej autorki. Być może nie są zbyt wymagające albo wszystko im jedno co czytają :) pozdrawiam :)
-
avo_lusion
2012/09/26 15:18:30
Uuuuuuuuu - a myślałam, że tak niska ocena się nigdy nie zdarzy. Będę wiedziała, żeby omijać, choć okładka i tak by mnie nie skusiła;)
-
felicja79
2012/09/26 15:23:57
Widać i takie książki mają czytelników, ale ja do nich nie należę. Już opis wydał mi się mało zachęcający, a Twoja ocena tylko mnie upewniła, żeby omijać tę książkę szerokim łukiem.
-
krainaczytania
2012/09/26 16:03:38
@Cyrysia
Ja również lubię thrillery romantyczne, ale ten zupełnie mi "nie podszedł". Autorka pisze do schematu. Miałam wrażenie, że już kiedyś to czytałam tylko z innymi bohaterami. Nawet opisy miejsc akcji na początku każdego rozdziału są tutaj identyczne, jak w innej jej powieści, którą czytałam na początku tego roku. Oczywiście, to że nie polecam, nie znaczy, że nie masz czytać tej książki. Jeżeli chcesz, zawsze możesz po nią sięgnąć i wymienić się swoimi spostrzeżeniami na blogu. Może akurat Tobie się spodoba i znajdziesz w tej książce to, czego mnie się nie udało. Ja zwyczajnie nie dałam rady.
-
krainaczytania
2012/09/26 16:08:40
@Bibliotekarkaczyta
Wiesz, biblioteki są praktycznie zwalone powieściami Elizabeth Lowell. W mojej bibliotece jest niemalże cała półka z jej książkami. Czasami jest tak, że czytelnicy nie mają wyboru i sięgają po to, co akurat jest dostępne. Tak też było w moim przypadku. Poza tym, jeśli ktoś czyta książkę byle tylko ją przeczytać i oddać, to też nie będzie wymagający. Ja czytam po to, żeby potem o niej napisać na blogu. Dlatego czytam dokładnie i wyszukuję cech, które mogą zaciekawić czytelnika. Tutaj mi się nie udało, niestety. W grę wchodzi też kwestia wieku. Nie oszukujmy się, ale starsze czytelniczki bardziej preferują tego typu powieści niż te młodsze. Wiem, bo też przez jakiś czas pracowałam w bibliotece. Również pozdrawiam :-)
-
krainaczytania
2012/09/26 16:11:44
@Danusia
Ja jestem z gatunku tych, co na okładki nie zwracają uwagi przy wyborze książki. Mnie bardziej interesuje zawartość niż opakowanie :-) Poprzednia książka Elizabeth Lowell dostała u mnie "2". Tak więc sama widzisz, że nic ciekawego powieści tej Autorki nie reprezentują. Pomysł na książkę miała dobry, ale nie potrafiła go przekazać.
-
krainaczytania
2012/09/26 16:15:02
@Felicja
Jestem niemal pewna, że nie doczytałabyś tej książki do końca. Nie chcę tutaj powielać tekstu zawartego w powieści, ale podteksty seksualne prawie na każdej stronie były zwyczajnym przegięciem. Romans też może być wartościową pozycją, tylko trzeba umieć go napisać. Tym razem naprawdę porażka.
-
polonisty
2012/09/26 18:54:42
hmmm ciekawe co byś napisała o tym hicie amerykańskim Pięćdziesiąt twarzy Greya;)
ale serio... ja lubię Elizabeth Lowell, ranią mię twe okrutne słowa:( he he
-
krainaczytania
2012/09/26 19:03:55
@Polonisty
Przepraszam. Wiem, że lubisz. To właśnie dzięki Tobie przeczytałam "Niewinną jak grzech" i akurat mi się spodobała, ale była też taka jedna, o której nawet tutaj nie pisałam tylko oceniłam na LC. Tamta to już zupełnie nie przypadła mi do gustu. Ja naprawdę się starałam znaleźć coś dobrego w tej powieści. Naprawdę... Uwierz mi. Robiłam, co w mojej mocy i nic. Oni wciąż byli "gotowi" i tak praktycznie od początku do końca. Ta "gotowość" przyćmiła całą akcję :-( A o Grey'u być może jeszcze napiszę ;-)
-
polonisty
2012/09/26 19:10:28
ja mam widać pospolite gusta;) mnie się w niej ta paranormalność podobała, to tajemnicze złoto. wiesz jako miłośniczka fantastyki, skupiam się chyba na czym innym:)
mogę jeszcze dodać, że akurat tę książkę też nisko bym oceniła, ale nie zamordowałabym jej jak Ty he he
-
krainaczytania
2012/09/26 19:18:38
@Polonisty
O, widzisz. A ja w niektórych momentach miałam poważny problem ze zrozumieniem, o co im tak naprawdę chodzi. Tylko ta "gotowość" rzucała mi się w oczy. Na przykład zamiast szukać tego złota u dziadka, który już dawno nie żył, to oni sobie wyobrażali, szczególnie Shane. To trochę takie naiwne jest. Mówisz, że zamordowałam, tak? Ale zawsze mogłam dać "0" ;-)
-
polonisty
2012/09/26 20:17:03
no tak, całe 1 dałaś;)
-
krainaczytania
2012/09/27 15:08:52
@Polonisty
:-)))
-
ksiazkowka
2012/09/28 10:15:36
I dobrze, że ocena końcowa jest tak niska, bo gdybyś dała 6 miałabym wyrzuty sumienia, że tak dobra książka nie jest w moim guście. ;)
-
krainaczytania
2012/09/28 14:57:59
@Ewa
Zawsze oceniam książki zgodnie z własnym sumieniem. Czasami może się komuś wydawać, że moja opinia nie jest rzetelna, bo np. mam sympatię dla autora. Ale to nieprawda. A ta książka naprawdę niczym nie zaskakuje. Wiesz przecież, że zawsze szukam dobrych stron w danej powieści, a tutaj pomimo ogromnego wysiłku z mojej strony, nie udało mi się :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?