Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Historia (nie) wyjątkowa

 

Sławomir Rawicz

 

              Długi marsz

 

 

 

Wydawnictwo: GORD
Gdańsk 2010
Tytuł oryginału: The Long Way: The True Story of a Trek to Freedom

 

 

 

Czasami zdarza się, że czytamy książki, które wywołują w nas mieszane uczucia, a po ich przeczytaniu tak naprawdę nie wiemy, co możemy na ich temat powiedzieć, myśleć czy napisać. Stajemy wówczas przed dylematem, który sprawia, że zastanawiamy się czy w ogóle jest sens poruszać problem w nich zawarty. Mam tutaj na myśli głównie literaturę faktu. Dla mnie taką właśnie książką jest Długi marsz. Jest to publikacja dość znana, która swego czasu stała się światowym bestsellerem. Zapewne większości czytelników nie jest ona obca. Jej głównym bohaterem jest sam Autor, który przedstawia w niej historię z jednej strony niezwykłą i heroiczną, zaś z drugiej wcale nie taką wyjątkową znów, zważywszy że historia zna wielu śmiałków, którzy stawiali sobie podobne wyzwania do tych, o których możemy przeczytać w Długim marszu.

Sławomir Rawicz, oficer polskiej kawalerii, zostaje wzięty do niewoli radzieckiej w dniu 19 listopada 1939 roku, gdzie przez rok jest torturowany i chyba tylko cud sprawia, że nie zostaje zamęczony na śmierć. Następnie zostaje zesłany do obozu pracy, który znajduje się sześćset mil (dziewięćset sześćdziesiąt sześć kilometrów) na północ od jeziora Bajkał. Jego kara ma trwać długie dwadzieścia pięć lat. Droga do obozu również stanowi koszmar. Najpierw przejazd w bydlęcym wagonie, a potem niekończący się marsz do miejsca przeznaczenia. Kolejnym cudem wydaje się być fakt, że Rawicz w ogóle przeżył marsz do obozu. Jest to dowód na to, jak wiele jest w stanie znieść człowiek i jak odległa jest granica ludzkiej wytrzymałości. Oczywiście nie wszyscy więźniowie docierają z Rawiczem do celu. Wielu z nich traci życie w drodze. Niemniej, sam pobyt w sowieckim łagrze może wydawać się sielanką w porównaniu z tym, co Autor przechodzi podczas licznych przesłuchań.

(…) Kiedy indziej wygolił mi na czubku głowy tonsurę. Przez czterdzieści osiem godzin śledztwa siedziałem na krześle, ledwo dotykając pośladkami jego brzegu, a żołnierze rosyjscy stukali mnie dokładnie co dwie minuty w wygolone miejsce. Zmieniali się kolejno przekazując sobie zadanie. A Byk wykrzykiwał swoje pytania, to znów wpatrywał się we mnie przebiegle, a nawet próbował być miły, z bawolim wdziękiem, licząc, że może w ten sposób uda mu się wyłudzić ode mnie podpis pod tymi przeklętymi papierami.

A później powrót do „kiszki”, do lepkiego, mdłego zaduchu i dręczących godzin spędzonych w półśnie. To była prawdziwa odbytowa kiszka – ta moja cela.[1]

Już w drodze do obozu pewien mężczyzna z rodu Ostiaków (Chantów) przepowiada Rawiczowi, że któregoś dnia będzie próbować uciec z niewoli. Tak też się dzieje. Nie bez znaczenia jest tutaj również rola żony komendanta obozowego. Praktycznie to ona popycha go do tego kroku. Grupa uciekinierów składa się z siedmiu mężczyzn. Są wśród nich Sławomir Rawicz, Anastazy Kolemenos (Łotysz), Eugeniusz Zaro (Jugosłowianin), Zachariasz Marcinkovas (Litwin), Antoni Paluchowicz, Zygmunt Makowski i Mister Smith (Amerykanin; Rawicz nie podaje jego imienia). Uciekinierzy wydostają się z łagru nocą i zmierzają na południe, twierdząc, iż w tę stronę z pewnością nie wyruszy pościg Rosjan. Mają rację. Ich marsz jest spokojny i pozbawiony przygód, ale tylko do pewnego czasu. W drodze dołącza do nich siedemnastoletnia Polka, Krystyna, która również zbiegła z sowieckiego obozu. Przemierzają tereny Mongolii, pustynię Gobi, góry Tybetu i Himalajów, aż wreszcie docierają do Indii. Niemniej, wędrówka w pustynnym skwarze praktycznie bez jedzenia i picia, a także niebezpieczna górska wspinaczka muszą dla kogoś zakończyć się tragicznie. U kresu swojej wędrówki jest ich już tylko czterech.

I trudno było zrozumieć, że oto wszystko dobiegło końca. Oparłszy się na kiju, mrużyłem oczy, by lepiej widzieć. Czułem się słaby i miałem szum w głowie, jak człowiek w gorączce. Kolana drżały mi z wyczerpania, i z dużym wysiłkiem powstrzymywałem się od upadku. Zaro też zgarbił się na swoim kiju. Kolemenos obejmował go lekko ramieniem. Wzgórza porośnięte krzaczastą roślinnością falowały w rozgrzanym powietrzu południa. Ubrani w tropikalne mundury żołnierze stali w odległości pięciu metrów od nas. Czasem widziałem ich wyraźnie, czasem znów ich sylwetki miękły i odpływały ode mnie.

Opuściwszy głowę na piersi, słuchałem Smitha. Nie rozumiałem go, gdyż mówił po angielsku, ale nie trudno było odgadnąć z tonu jego głosu, że przedstawia naszą sprawę. Trwało to kilka minut. Ugiąłem kolana i jakoś przestały mi drżeć.

Amerykanin odwrócił się do nas i powiedział z uśmiechem:

– Panowie, jesteśmy bezpieczni.[2]

Opowieść Rawicza bez wątpienia jest szczególna. Pokazuje, ile znaczy przyjaźń w niedoli, a także skłania do refleksji nad istotą ludzkiej egzystencji. Człowiek tak naprawdę nie ma pojęcia, ile drzemie w nim siły i woli walki, jeśli los nie zmusi go do tego, aby te swoiste cechy wydobył na zewnątrz. Ludzie nie zdają sobie sprawy, do czego są zdolni w obliczu niebezpieczeństwa, czy też walki o własne życie. Oczywiście, Rawicz i jego towarzysze spotykali na swojej drodze także dobrych i uczynnych ludzi, którzy nie pytając o nic, nieśli pomoc. Dziś wydaje się to być niewiarygodne. Natomiast wtedy nawet samotny pasterz napotkany w górskiej jaskini był w stanie podzielić się z wędrowcami ostatnią porcją jedzenia. Trudno też wyobrazić sobie, że można żywić się mięsem węży. Jednak dla tych uciekinierów w pewnym momencie było to jedyne pożywienie, na jakie mogli sobie pozwolić.

Książka Rawicza mogłaby stanowić naprawdę fantastyczny dokument dla wielu pokoleń czytelników. Niemniej, istnieją przesłanki, które wyraźnie wskazują na to, że Autor tę historię zwyczajnie zmyślił, bądź też „ukradł” niejakiemu Witoldowi Glińskiemu, który swoją wersję zdarzeń ujawnił w roku 2009, czyli już po śmierci Rawicza. Jeżeli tak jest w istocie, to dlaczego Gliński milczał? Przecież Długi marsz Rawicza ukazał się po raz pierwszy drukiem w roku 1956! Gdzie w takim razie był Gliński przez te wszystkie lata?

Bez wątpienia prawdą jest, że Sławomir Rawicz rzeczywiście był więźniem sowieckiego obozu pracy. Jednak odnalezione w 2006 roku przez stację BBC dokumenty stwierdzają, iż Rawicz nie uciekł, a został w 1942 roku wypuszczony na wolność w ramach amnestii dla Polaków w ówczesnym Związku Radzieckim. Potem przetransportowano go przez Morze Kaspijskie do Iranu. W związku z powyższym jego ucieczka nie mogła mieć miejsca. Niektórzy twierdzą też, że niemożliwe jest, aby Rawicz i jego towarzysze żywili się mięsem węży, ponieważ na terenach, które Autor opisuje tychże węży po prostu nie ma!

Trzeba też pamiętać, że tak naprawdę to nie Sławomir Rawicz jest autorem Długiego marszu. Tekst według jego opowieści został spisany i opracowany przez dziennikarza Daily Mail, Ronald’a Downing’a. Tak więc nie wiadomo do końca jaka jest prawda. Sam Rawicz do końca swoich dni utrzymywał, że jego historia jest prawdziwa. Na jej podstawie powstał nawet film pod tytułem Niepokonani.

Moje mieszane uczucia względem tej pozycji są jak najbardziej uzasadnione. Czytając tę książkę spodziewałam się poznać autentyczną i poruszającą historię, a otrzymałam szereg wątpliwości i niedomówień. Nie wiem, czy mam do czynienia z fikcją literacką, czy literaturą faktu. Nie umiem tej książki ani ocenić, ani też zakwalifikować do odpowiedniej kategorii. Robię to tylko i wyłącznie według ogólnie przyjętych zasad. Jako czytelnik czuję się oszukana. Rozumiem, że Rawicz, będąc jednak więźniem sowieckiego obozu, poszukiwał swego rodzaju formy terapii. Nie od dziś wiadomo, że skutecznym sposobem na pozbycie się traumatycznych wspomnień jest właśnie ich spisanie. Nie rozumiem tylko, dlaczego skłamał? A może nie skłamał? Może to Gliński oszukuje?

Pomijając te wszystkie wątpliwości i sprzeczności, trzeba przyznać jedno. Książka z pewnością jest warta przeczytania. Polecam ją bez względu na wszystko. Uważam, że każdy czytelnik indywidualnie powinien wyrobić sobie zdanie na jej temat. Jeżeli nie chcemy roztrząsać stopnia autentyczności tej historii, to równie dobrze możemy przyjąć, że jest ona zwykłą fikcją literacką.

 

Moja ocena: 5/6

 



[1] S. Rawicz, Długi marsz, Wyd. Gord, Gdańsk 2010, s. 21.

[2] Ibidem, s. 259.



 

prawa autorskie zastrzeżone

wtorek, 14 sierpnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
cyrysia
2012/08/14 19:57:11
Jakiś czas temu słyszałam o tej książce, ale potem zapomniałam o niej zupełnie. Teraz dopiero czytając twoją recenzje ponownie przypomniałam sobie o tej publikacji i muszę przyznać, że chce poznać tę wyjątkową historię, choć mam obawy, czy też tak samo, jak ty przy bliższym poznaniu, nie poczuje czasem oszukana.
-
krainaczytania
2012/08/14 20:01:44
@Cyrysia
Książka sama w sobie nie jest zła. Czyta się ją bardzo dobrze. Tylko niestety, ale zbyt dużo wokół niej nieporozumień. Jeśli czytam literaturę faktu, to chcę mieć pewność, że historia, którą poznaję wydarzyła się naprawdę. Że brali w niej udział autentyczni ludzie. I tak też myślałam o "Długim marszu". Jednak po przeczytaniu zaczęłam nieco szperać po rozmaitych źródłach, żeby się czegoś więcej dowiedzieć o Autorze. I właśnie wtedy natknęłam się na całą masę wątpliwości i tego wszystkiego, co napisałam w recenzji. Jestem zawiedziona.
-
ksiazkowka
2012/08/14 21:10:09
To powiem Ci, że teraz i ja mam wątpliwości czy za tę lekturę w ogóle się zabierać (choć ich wcześniej nie miałam). Jak wiesz "literatura obozowa" jest moim konikiem, ale ta opierająca się bezspornie na autentycznych faktach. Wyjątkiem jest chyba tylko "Chłopiec w pasiastej piżamie", ale tu od początku wiadomo, że ma się do czynienia z fikcją. Ta tematyka jest dla mnie zbyt poważna, by autor wspomnień mógł pozwolić sobie na ubarwienia lub mijanie się z prawdą, od tego jest beletrystyka a nie literatura faktu...
-
avo_lusion
2012/08/14 21:49:16
A ja po raz pierwszy słyszę o tym tytule, czasem takie bestsellery mnie mijają... Takie mieszanie fikcji z realnością może być mocno kłopotliwe...
-
2012/08/15 10:43:20
Ja bym powiedziała, że jest to "kradzież" szlachetna. Gdyby tego Rawicz nie zrobił, zginęłaby w czeluściach pamięci paru osób.
-
krainaczytania
2012/08/15 16:07:52
@Ewa
Przeczytaj, jak wpadnie Ci w ręce. Bez względu na to, jakie okoliczności stoją za powstaniem tej książki, ona jest naprawdę warta przeczytania. Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz w tej książce. Otóż, Rawicz pisze tylko o dobrych ludziach, których spotykali na swojej drodze. Dla mnie to trochę podkoloryzowane. W dodatku specjaliści twierdzą, że na tamtych terenach żyli ludzie, którzy z łatwością mogli wydać ich Rosjanom. Oczywiście oni cały czas kłamali w kwestii kim są, ale mimo wszystko trochę to dziwne.
-
krainaczytania
2012/08/15 16:09:44
@Danusia
Wiesz, dziwnie się czuję po przeczytaniu tej książki. Niby bestseller, a jednak w pewnym stopniu niezasłużony.
-
krainaczytania
2012/08/15 16:13:55
@Nutta
Zgadzam się, ale uważam też, że jeśli Rawicz naprawdę "ukradł" tę historię, albo zmyślił, to powinien o tym czytelnika poinformować. Natomiast on do ostatniego dnia swojego życia zarzekał się, że historia jest prawdziwa, i że to on jest jej głównym bohaterem. Właśnie to mi się nie podoba. W tej książce jest też przemowa Rawicza do amerykańskiego wydania z 1997 roku. On tam nawet jednym słowem nie pisze, że opowieść jest zapożyczona lub nie całkiem prawdziwa. Jeśli "ukradł" prawdziwą historię, to można mu jeszcze wybaczyć, ale co jeżeli ją wymyślił?
-
felicja79
2012/08/15 23:42:18
Zainteresowała mnie ta książka. Kiedyś słyszałam w radiu wywiad z człowiekiem, który opowiadał coś podobnego, ale nie pamiętam nazwiska.
Czasami w książkach trudno oddzielić fikcję od prawdy, choć bardzo by się chciało. Niemniej warto czytać, nawet nie wiedząc, jaka jest prawda.
-
krainaczytania
2012/08/16 09:53:25
@Felicja
Oczywiście, że warto czytać :-) Warto czytać wszystko, ale z drugiej strony chyba powinniśmy zostać poinformowani o charakterze historii, którą czytamy. Wiesz, ja mam taki charakter, że lubię znać odpowiedzi na pewne pytania. Historia bardzo mnie interesuje. Lubię powieści pisane na faktach, lubię też książki historyczne. Czytając tego typu literaturę oczekuję, że w ten sposób wzbogacę swoją wiedzę na ważne tematy. Dlatego, jeśli dowiaduję się o czymś taki, to zwyczajnie czuję niesmak.
-
2012/08/17 17:47:01
Tu jeszcze jeden przyklad: Kosinski, Malowany ptak, fikcja literacka, choc wierzono mu dlugo, ze jest to Jego autobiografia. Czasem Ci, ktorzy przezyli straszne rzeczy, nie chca wracac do koszmarnych wspomnien.
-
krainaczytania
2012/08/17 20:25:48
@Sad.a.5
O Kosińskim słyszałam, natomiast nigdy nie miałam okazji przeczytać jego książki. Dziękuję, że mi o nim przypomniałaś :-) Jednak mimo wszystko mieszanych uczuć względem tej książki nie mogę się pozbyć. Może jest jeszcze zbyt wcześnie? Sama nie wiem. Może za jakiś czas przestanę myśleć o niej w ten sposób.


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?