Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Okres drezdeński (cz. I)

 

W Warszawie, w której Józef Kraszewski osiedlił się kilka lat wcześniej, przeżył erę gorączkowej pracy redaktorskiej i publicystycznej, dni pełne chwały w służbie publicznej, by w roku 1863 znaleźć się na emigracji, stając przed koniecznością stworzenia sobie nowego warsztatu pracy i zapewnienia stabilizacji życiowej. W styczniu tuż po wybuchu Powstania Styczniowego, Kraszewski otrzymuje ostrzeżenie od Nabokova, który pełni rolę ochmistrza dworu księcia Konstantego i opuszcza w pośpiechu Warszawę, pragnąc uniknąć deportacji na Sybir. Będąc w posiadaniu paszportu ważnego jedynie przez sześć miesięcy, wydanego mu z polecenia Aleksandra Ignacego Wielopolskiego, udaje się w dniu 1 lutego do Drezna, gdzie osiedla się tymczasowo, lecz nie wie jeszcze, że ten pobyt przeciągnie się aż do dwudziestu jeden lat.

(…) Z Warszawy w ostatnich dniach stycznia r. 1863 wyjechałem w przekonaniu, że ją opuszczam na parę miesięcy, a pozostałem za granicą lat przeszło dwadzieścia w oczekiwaniu czegoś nieokreślonego – na popasie!

Na tle tych lat, mających się czymś zamknąć, na czymś skończyć, a wlokących się aż do niedołężnej starości: od pięćdziesiątego do siedemdziesiątego roku życia, ile najdziwniejszych znowu zmian w bycie i położeniu, ile zapowiedzi spraw niedokonanych, ile projektów, ile prac rozpoczętych![1]

W sierpniu tegoż roku Józef Kraszewski odbywa wycieczkę na Mont Blanc oraz wyjeżdża do Genui. Natomiast w listopadzie Pisarz odwiedza Pragę, gdzie czeskie środowisko naukowe i literackie wydaje na jego cześć bankiet w Resursie Miejskiej. Zamierza także odwiedzić Kraków. Tam jego ulubiony syn, Franciszek studiuje agronomię. W nocy z 3 na 4 grudnia w Szczakowej ma miejsce zajście ze strażą graniczną na tle paszportowym. Chociaż Kraszewski wychodzi z opresji cało, to jednak do Karkowa już nie dociera. Powieści, które Józef pisze na tle Powstania Styczniowego, w zaborze rosyjskim nie zostają dopuszczone do druku. Wydaje je dopiero w Poznaniu oraz w Lipsku pod pseudonimem Bolesławita. Wśród tych utworów znajduje się między innymi Dziecię Starego Miasta. W ciągu tego samego roku w powstańczej potyczce pod Zasławiem życie traci ulubiony brat stryjeczny Kraszewskiego, Stefan, który dowodzi tam oddziałem kosynierów.

 

Na emigracji w Dreźnie, rok 1864

 

Przebywając w Dreźnie, Józefowi przychodzą na myśl rozmaite drogi i możliwości działania. Przymierza się do zawodu wolnego literata, to znowu wydawcy czy redaktora. W tym też okresie pojawiają się nadzieje na objęcie przez Kraszewskiego katedry polonistycznej w założonej w 1862 roku Szkole Głównej w Warszawie, która od dwóch lat bez powodzenia poszukuje odpowiedniego kandydata do tej profesury. Sprawa ta pojawia się dość niespodziewanie pod koniec drugiego roku akademickiego, gdzieś z końcem maja 1864 roku, już w momencie chylenia się ku upadkowi Powstania Styczniowego.

Trudno jest dziś ustalić, na jakim podłożu i z jakich źródeł i bodźców rodzi się owa koncepcja. Wiadomo jednak, że wychodzi ona z kręgu bliskich przyjaciół Pisarza, a jednym z jej orędowników jest najprawdopodobniej Karol Estreicher. W warunkach, w jakich znajduje się Królestwo, trudno jest zrozumieć trafność tej decyzji. Najprawdopodobniej znaczącą rolę odgrywa tutaj pozycja literacka Kraszewskiego, co powinno zapewnić powodzenie zamiaru oraz jego akceptację przez władze rosyjskie. Projekt ten znajduje poparcie Leopolda Kronenberga, który wobec zrozumiałych wahań Pisarza-Banity żarliwie przekonuje go o potrzebie objęcia tego stanowiska i tym samym rozwiewa krystalizującą się w umyśle Kraszewskiego koncepcję, iż będzie on działać za granicą z większą korzyścią dla społeczeństwa.

Choć propozycja objęcia tak wysokiego stanowiska w Szkole Głównej jest niezwykle kusząca, to jednak Józef obawia się podjęcia tego kroku i usiłuje się wycofać. Przyjaciele nie czekają z reakcją i od razu czynią mu wyrzuty. Sam Kronenberg nie waha się stwierdzić: „już czas, żebyś zaczął praktycznie postępować, a nie włóczyć się po świecie jak lunatyk.”[2]

Tak więc pod presją i ciężarem perswazji, a także nakłaniania, Kraszewski ostatecznie przychyla się do tego w gruncie rzeczy nierealnego pomysłu. Z początkiem września 1864 roku Józef pragnie dowiedzieć się czegoś o losach nowego uniwersytetu. Będąc daleko od Warszawy nie jest w stanie tego uczynić tak, jak mógłby to zrobić tam, na miejscu. W związku z tym pisze do Kronenberga i w końcu przyjmuje formalnie zaproszenie Szkoły Głównej, a jednocześnie podejmuje starania w kwestii zdobycia tytułu doktora filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim. Jednak ze względów formalnych okazuje się to być niemożliwe z uwagi na charakter przepisów doktoryzacyjnych obowiązujących w państwie pruskim. W związku z tym zwraca się ku uczelniom pozapruskim w Jenie i Lipsku.

Wydaje się, iż bieg wydarzeń rozwija się pomyślnie. W pierwszej połowie października 1864 roku zapada decyzja w kwestii ofiarowania Kraszewskiemu katedry, którą ten przyjmuje, lecz jedynie pod warunkiem uzyskania urlopu do 1 lipca roku następnego. Fakt ten wywołuje konsternację, zaś szczególnie poruszony wydaje się być Leopold Kronenberg, który wręcz zaklina Pisarza, aby nie przeciągał struny i najpóźniej wraz z nastaniem Nowego Roku objął wykłady. Powołuje się między innymi na niewyjaśnioną jeszcze sprawę ustosunkowania się władz policyjnych w kwestii powrotu Kraszewskiego do Warszawy.

Stanowisko Kronenberga wywołuje natychmiastową reakcję Józefa, który ukazuje niezwykłe trudności, najprawdopodobniej wyolbrzymiane celowo i niezgodne z faktycznym stanem rzeczy, gdyż pisze:

Chociaż piszę od lat trzydziestu kilku, nigdy mi się nie śniło być profesorem literatury. Można zaimprowizować kolej żelazną, jak Pan, a i to potrzebuje przygotowania, ale niepodobna pójść na katedrę, nie zabrawszy się do wykładu, a jeszcze komuś, co o nim nie myślał […]. Przyznam się Panu, że ostatecznie zrobić fiasko na katedrze nie chcę, jeżeli Uniwersytet ma kogo zdatniejszego i młodszego, ja nie napieram. Ażeby użytecznie na tym miejscu służyć, potrzeba poważnie i sumiennie przygotować się do tego […]. Jest to stanowisko trudne, a dobić się na nim, prawiąc bez przygotowania, co ślina do ust przyniesie, nie mogę. Jeśli Uniwersytet nie może czekać, niech bierze, kogo chce.[3]

Ponadto Kraszewski w liście powołuje się także na mierne warunki finansowe, konieczność całkowitego oddania się przedmiotowi i poświęcenia mu wyłącznie swego czasu bez reszty. Żywi też obawy, w jaki sposób zostanie przyjęty jego przyjazd do Warszawy, jak ustosunkuje się do niego rząd rosyjski i czy wobec tragedii, jaka spotkała jego najbliższych, może liczyć na osobiste bezpieczeństwo. Pisząc o tragedii, Józef ma na myśli wywiezienie na Sybir jego brata, Lucjana, jak również zięcia Łozińskiego, któremu w zsyłce towarzyszy żona, Konstancja, zabierając ze sobą ich małego synka. Lucjan trafia do Permu, natomiast Bolesław Łoziński do Usolja niedaleko Irkucka. Rodzina Kraszewskiego pada ofiarą donosu wystosowanego przez miejscowe koła polskie dotyczącego podejrzanych zebrań mających rzekomo miejsce w domu  Kraszewskiego, co w konsekwencji doprowadza do inwigilacji policji oraz przeprowadzenia kontroli osobistej korespondencji.

W tym samym dniu Kronenberg przesyła do Józefa list, w którym przekazuje mu hiobową wiadomość. Otóż, oberpolicmajster warszawki, generał Trepow kategorycznie odmawia wydania zgody na objęcie przez Kraszewskiego katedry literatury polskiej w Szkole Głównej w Warszawie. Józef przyjmuje tę decyzję niezwykle spokojnie i w trzy dni później odpisuje Kronenbergowi w tych słowach:

Otrzymanie katedry nie było moim projektem, ale moich przyjaciół życzliwych, którzy to beze mnie osnuli; o tyle tylko zdawało mi się zgodnym, że zabezpieczało pobyt w Warszawie, który każdej chwili może być mi zaprzeczony z rozkazem wyjazdu na Wołyń. Z innych względów drażliwym było zajęcie tego miejsca, a w stosunku do materialnego wynagrodzenia wcale dla mnie niekorzystnym. Tylko z obowiązku obywatelskiego byłbym to przyjął. Że się więc rozchwiało, nie płaczę.[4]

Natomiast w kolejnym liście dodaje:

Co do katedry […] zdaje się, że ona poczeka nieco nie zajęta, nim się rzeczy rozjaśnią. Nie mam ku temu wielkiej ochoty, a więcej obawy.[5]

Wbrew namowom Kronenberga, Kraszewski ostatecznie decyduje się na żywot emigranta. Niemniej jednak, już za rok podejmie kolejne starania o objęcie katedry historii literatury, lecz tym razem będzie to w Krakowie.

 

Pierwsza willa Kraszewskiego w Dreźnie na przedmieściach Blasewitz, 1864-1865

 

Rok 1864 to również czas, kiedy Kraszewski przesyła szereg korespondencji do pism angielskich i francuskich, w których przeciwstawia się antypolskiej propagandzie prasowej opłacanej przez ambasady rosyjskie. Z początkiem tegoż roku odbywa też podróż do Paryża. Podejmuje również starania mające na celu osiedlenie się w Wielkim Księstwie Poznańskim lub w Galicji, lecz napotyka w tej kwestii sprzeciw policji poznańskiej i lwowskiej. Z kolei w Dreźnie Kraszewski nabywa na przedmieściu Blasewitz, nazywanym przez niego Błażewice, nieruchomość, co chroni go przed wysiedleniem jako cudzoziemca. Niemniej, nie może tam zamieszkać, nie posiadając zgody policji na stały pobyt w Saksonii.

 



[1] J. I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 379-380.

[2] H. Barycz, Józef Ignacy Kraszewski czterokrotny kandydat do Katedry Uniwersyteckiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s. 63-64.

[3] Ibidem, s. 66.

[4] Ibidem, s. 67-68.

[5] Ibidem, s. 68.



źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

czwartek, 12 lipca 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/07/12 19:03:11
Objąć katedrę literatury - to jest coś:) A willa Kraszewskiego robi wrażenie:) W takiej pewnie doskonale się tworzy:)
-
2012/07/12 19:20:27
Ta wszechstronność zainteresowań i działań podjętych, by zrealizować plany, są godne podziwu. Zawsze na pierwszym miejscu jest polskość uwidoczniona właśnie poprzez codzienną pracę i rozwój talentu. Widać, ile współcześni Polacy tracą, zapominając o korzeniach lub je wyśmiewając (nie wszyscy).
-
krainaczytania
2012/07/12 19:35:11
@Danusia
Sama chciałabym mieć taką willę :-) Tylko że Kraszewski tych willi miał kilka w Dreźnie. Oczywiście nie jednocześnie :-) Katedry, jak widzisz nie objął. To jest trzeci raz, kiedy się o nią stara. Została mu jeszcze jedna próba :-)
-
krainaczytania
2012/07/12 19:38:07
@Nutta
A ja wciąż mam nieodparte wrażenie, że Kraszewski czasami sam nie wiedział, czego chce. Takie niezdecydowanie przez niego przebija, a nawet jak mu się coś udaje, to też niezadowolony. Generalnie Kraszewski uważany jest za nudnego pisarza i może to zapominanie o korzeniach wynika właśnie z tego.
-
cyrysia
2012/07/13 09:11:25
Jak wiele Kraszewski musiał przejść w swoim życiu. Jestem pełna podziwu dla tego człowieka. Żywot emigranta nigdy nie jest łatwy, ale mimo to widać u Józefa ogromną siłę woli i samozaparcia, co widać na przykładzie choćby to , że starał się o objęcie katedry historii literatury.
-
krainaczytania
2012/07/13 11:11:53
@Cyrysia
O, tak. Kraszewski to bardzo uparty człowiek. Jednak z drugiej strony życie go nie rozpieszczało i tych porażek naprawdę przeżył wiele.
-
ksiazkowka
2012/07/13 12:56:19
Ja jestem uparta, ale upór Kraszewskiego powala mnie na kolana. :)
-
krainaczytania
2012/07/13 13:05:13
@Ewa
A przypomnij sobie Romanów i sześcio- siedmioletniego Józia, który uparcie powtarzał: "Będę pisać! Będę sławny!" I tak w kółko :-) A potem Wilno, gdzie nikt nie chciał go wydawać, a w dodatku ojciec sprowadził go do Dołhem i jeszcze się z niego nabijał. A ten, mimo że było mu przykro, parł do przodu :-)
-
ksiazkowka
2012/07/14 17:13:51
Mówiąc językiem młodzieży, Kraszewskiemu po prostu należy się "szacun". ;) Nie tylko za ten upór, ale za całokształt.
-
krainaczytania
2012/07/14 17:20:49
@Ewa
Zgadzam się z Tobą :-) Ale są też tacy, którzy twierdzą, że Kraszewski jest nudny. Że jego twórczość jest nudna i bez wyrazu. Po zakończeniu cyklu, co już nastąpi niebawem, zdecydowałam się przybliżać na blogu jego twórczość. Oczywiście nie będą to wpisy regularne, ale postanowiłam sobie, że na ile czas mi pozwoli, będę czytać jego powieści i o nich pisać. Może ktoś pod wpływem moich recenzji zmieni zdanie :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?