Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Okres wołyński – Hubin (cz. II)

 

Na początek wróćmy do pytania postawionego w poprzednim wpisie dotyczącym cyklu Czwartki z Kraszewskim. Czy wybór Józefa Kraszewskiego na katedrę literatury polskiej i powszechnej na Uniwersytecie Jagiellońskim jest słuszny i trafny? Otóż, jak najbardziej. Na rynku krajowym nie ma żadnego należycie przygotowanego historyka literatury, który byłby w stanie sprostać obowiązkom, jakie niesie ze sobą objęcie niniejszego stanowiska. Wśród potencjalnych kandydatów pretendujących do tej posady pozostają jedynie przedstawiciele literatury pięknej, a więc w najlepszym razie dyletanci i amatorzy, lecz nie fachowcy oraz znawcy tej gałęzi nauki. Tak więc wobec braku możliwości ściągnięcia poważniejszej osobistości literackiej z emigracji spośród pisarzy stojących do dyspozycji, najbardziej znane i darzone szacunkiem jest nazwisko Kraszewskiego, ponieważ jest on nie tylko twórcą w beletrystyce celującym ogromną skalą wyobraźni fabularnej oraz umiejętności pisarskiej, lecz posiada także pewien dorobek naukowy w zakresie historyczno-literackim, czego przykładem są Studia literackie (1842), jak i Nowe studia literackie (1843).

Dla samego Kraszewskiego zaproszenie to stanowi przede wszystkim przyjemną oraz mile powitaną niespodziankę. Józef czuje się na siłach sprostać zadaniu, a także nowemu powołaniu, co nie tylko uderza w jego życiowe ambicje, ale również odpowiada jego planom rodzinnym, otwierając tym samym możliwość kształcenia dzieci w doskonałym ośrodku naukowo-oświatowym. Niemniej jednak, z drugiej strony Józef dość lekko i niefrasobliwie podchodzi do przyszłych obowiązków i nie traktuje sprawy profesjonalnie w kategoriach stałej zmiany zawodu oraz całkowitego poświęcenia się nauce i nauczaniu, lecz z góry zakłada, że w relatywnie niedługim czasie, na przykład po wykształceniu potomstwa, powróci do wolnego zawodu literackiego lub nawet do zajęć ziemiańskich.

W jednym z listów Kraszewski pisze, że „przyjemną mu była wiadomość, że został mianowany profesorem literatury polskiej na Uniwersytecie w Krakowie”, lecz jednocześnie zaznacza: „Nie ekspatriuję się jednak, jest to tylko czasowe [zajęcie]. Skończę na profesurze, jak widzisz, ale bądźcie zdrowe, powieści”. Natomiast w nieco późniejszym liście wyłuszcza sprawę tak: „(…) i to prawda, żem wezwany przez Uniwersytet Krakowski, i że to wezwanie przyjąłem. Jeśliby mi rząd nasz pozwolił zająć katedrę, pojechałbym na lat kilka do Krakowa z dziećmi i popracował jeszcze”.[1]

Kraszewski wysyła też do rektora Uniwersytetu obszerne pismo, w którym wyraża zgodę na przyjęcie katedry. Jednak po otrzymaniu deklaracji Pisarza, nie od razu zostają podjęte działania mające na celu dalsze prowadzenie sprawy. Nie można jednoznacznie stwierdzić, co tak naprawdę powoduje ten zastój. Być może stoi za tym sam dziekan Wydziału Filozoficznego, profesor astronomii, Maksymilian Weisse, zatwardziały Austriak i zacięty germanizator oraz wielbiciel dawnego systemu policyjnego. Ostatecznie jednak sprawa prowadzona dotąd przez Wincentego Pola przechodzi w ręce kolejnego admiratora talentu i osoby Kraszewskiego, czyli niejakiego Józefa Kremera. Ze względów taktycznych łączy on opracowany przez siebie elaborat i uzasadnienie wniosku o mianowanie Józefa Kraszewskiego profesorem z drugim wnioskiem powierzenia Tomaszowi Bratrankowi nieobsadzonej jeszcze katedry germanistyki po profesorze K. Weinholdzie.

 

 

 

 

Józef Kremer

(1806 - 1875)

 

 

 

 

 

 

 W zgodnym chórze uniesienia panującego w Krakowie odnośnie powierzenia katedry Kraszewskiemu, chłodną postawę w tej kwestii zachowuje jedynie Lucjan Siemieński (poeta, pisarz, krytyk literacki i tłumacz), który w liście do Józefa śle dość pesymistyczną ocenę krakowskiego środowiska naukowego:

Chodziła tu wieść, że Pan miałeś zostać profesorem literatury polskiej w Krakowie. Winszuję, jeżeli to prawda, ale winszuję Uniwersytetowi, nie zaś Panu, mam bowiem to przekonanie, że w tej smutnej, grobowej dziurze ludziom opadają ręce. Ale nie bierz Pan tego na serio, może to tylko przywidzenie lub uprzedzenie moje. To pewna, że nie znam miejsca mniej przyjaznego dla literata jak Kraków, tu bowiem umysły w odrętwieniu z niczym nie sympatyzują, nic ich nie porywa, nie zapala. Jeżeli masz Pan tu przyjechać, rad bym, abyś tego doznał. Wreszcie ja, człowiek z innej atmosfery, może zbyt surowo sądzę. Bądź co bądź, pragnąłbym widzieć Pana między nimi, jest to życzenie cokolwiek samolubne, życie umysłowe może by się cokolwiek podniosło i dla nas.[2]

Sprawa powołania Kraszewskiego nabiera także dużego rozgłosu w oświeconych sferach społeczeństwa, które nie tylko oczekuje w napięciu na wynik sprawy, lecz również w miarę swych możliwości udziela jej poparcia. Choć kwestia wygląda na bezsporną, to jednak niemalże natychmiast po dotarciu do Wiednia zaczyna się mocno komplikować. Od stolicy Austrii wieje chłodem i następuje wzrost tendencji absolutystyczno-centralistycznych, a wraz z nim zarysowuje się wyraźny kurs antyuniwersytecki, który w żaden sposób nie sprzyja odradzaniu się, natomiast sama pozycja umiarkowanie liberalnego Thuna ulega osłabieniu. Fakt ten sprawia, że Uniwersytet Jagielloński zmuszony jest przesłać dokładniejszą deklarację kandydata odnośnie objęcia katedry, która powinna zostać poparta odpowiednim oraz uzyskanym przez niego pozytywnym oświadczeniem rządu rosyjskiego. Sytuacja ta nie wróży niczego dobrego. W taki sam sposób podchodził do tego także sam Kraszewski, pamiętając wciąż doświadczenia z roku 1837, kiedy ubiegał się o objęcie katedry na Uniwersytecie w Kijowie.

Niemniej jednak list od Józefa Kremera sprawia, że Kraszewskiego ogromnym pesymizmem napawa myśl w kwestii dalszego rozwoju sprawy, gdyż pisze:

Dziś przyszedł list od Kremera z Krakowa, a z niego mi się zdaje, że austriacki minister oświecenia, acz nie oporny mojemu nominowaniu (…), nie bardzo mu i rad. Widzę, że i to się rozerwie, będzie to ostatnia moja próba wejścia w służbę publiczną i życie wygodniejsze, jeżeli mi naznaczono skończyć, jak zacząłem mój zawód – to wola Boga.[3]

Pomimo iż Kraszewski zdaje sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, to jednak pod rosnącą presją zachęceń i wezwań z różnych stron oraz ukazywania mu wyższych racji społecznych, po kilku miesiącach przygnębienia, z samym początkiem roku 1852 Józef podejmuje z Hubina energiczne działania, idąc po myśli usilnych starań ks. Jerzego Lubomirskiego w sferach urzędowych wysokiego szczebla w stolicy Austrii oraz jego nalegań na krakowskie władze akademickie „do zrobienia przedstawienia do Wiednia, gdyż tam na to tylko czekają”. Najprawdopodobniej nie chodzi tutaj o nowy wniosek w sprawie Kraszewskiego, ile o poparcie i uzupełnienie starego.

Aktywnie działający zarówno w środowisku warszawskim, jak i krakowskim, Aleksander Przeździecki, w pełni podziela przekonanie, że w ogólnym interesie społecznym leży, aby Kraszewski przynajmniej przez kilka lat zajął taką katedrę literatury jak krakowska. Ostatecznie Józef, będąc pod presją szeregu czynników bierze się energicznie do działania. W myśl nadesłanych z Krakowa przez Kremera instrukcji, przesyła do Uniwersytetu deklarację o swym poprawnym oraz lojalnym stosunku do Rosji. W celu uzyskania od rządu odpowiedniego pisma Kraszewski zwraca się o pomoc i poparcie do arcybiskupa metropolity mohylewskiego Ignacego Hołowińskiego, który decyzję objęcia katedry w liście do Józefa pochwala i zaznacza:

(…) to dla Ciebie i dla Twoich prac będzie z wielkim pożytkiem, bo duch porządku i wiary zyska tam przez Twoją bytność, bo prócz pożytku młodzi my wszyscy skorzystamy z umieszczenia takiego jak Ty pracownika przy takich zabytkach naszej przeszłości, bo edukacja Twoich dziatek tego potrzebuje (…) Prawdziwie winszuję więcej Krakowowi jak Tobie, a podziwiam arcymądre i ludzkie postępowanie austriackiego rządu.[4]

Po otrzymaniu listu zwrotnego od Józefa Kraszewskiego, Hołowiński odbywa poważną rozmowę z ministrem oświaty, podczas której składa obszerną notatkę dotyczącą osoby Pisarza oraz sprawy objęcia przez niego katedry. Relacja z przebiegu owego spotkania zostaje przesłana Kraszewskiemu, co napełnia go optymizmem. Niemniej, Józef nie ma pojęcia, że fakt ten nie ma w sobie realnego pokrycia, a cała ta akcja to tylko odgrywana przed nim komedia. Równocześnie z niniejszą akcją Kraszewski podejmuje też starania o zdobycie urzędowego cyrografu, który ma otworzyć mu drogę do katedry. Chociaż wszelkie czynności wprowadzenia sprawy w tryby urzędowego działania zostają przez Pisarza puszczone w ruch, to jednak on sam nie bardzo liczy na pozytywne ich efekty. Wśród tego pesymizmu pojawiają się niekiedy przebłyski otuchy i nadziei na pomyślne załatwienie swego powołania, co sprawia, że zaczyna nawet myśleć o konieczności przygotowania wykładów. Tak więc z początkiem maja 1851 roku w raptularzu zamieszcza taki oto zapis:

(…) Będę miał w Krakowie, jeśli tam będę, osiem godzin lekcji na tydzień, 4 literatury polskiej, a 4 powszechnej – niemało. Z literatury powszechnej czytałbym o Dancie pierwsze półrocze. Z polskiej o pieśniach i literaturze gminnej, to jest o klechdach, pieśniach i podaniach w związku z chwilą, gdy ze Słowiańszczyzny wywiązała się nowa narodowość, porównywałbym pieśni ludowe z innymi. O Dancie obszernie, semestr wystarczy, bo Dant to epoka cała i średniowieczna chrześcijańska poezja (…)[5]

Do połowy roku 1852 listy, które Józef Kraszewski otrzymuje od Józefa Kremera są pełne optymizmu i ciepłych słów, lecz poza frazeologią przynoszą zbyt mało konkretów. W miarę swych niewielkich możliwości czynniki krakowskie istotnie podejmują wysiłki, by przyśpieszyć nominację. Niemniej jednak, od lata 1852 roku listy Kremera nie są już tak optymistyczne. Nutę pesymizmu maskuje nadzieja pokonania tworzących się trudności. Mówi się już o włączeniu do działania wiedeńskiego ministerstwa spraw zagranicznych oraz czynników administracyjnych, co nie może wróżyć niczego dobrego. Kremer łagodzi te niepomyślne wieści zapewnieniami o skuteczności interwencji u namiestnika Galicji, Agenora Gołuchowskiego oraz wiarą w osobiste zbadanie sprawy przez Kremera w ministerstwie wiedeńskim. Pod koniec lipca tegoż roku Kremer przekazuje Kraszewskiemu hiobową wieść, iż nominacja napotyka trudności nie do przezwyciężenia. Od tej chwili następuje roczna przerwa w korespondencji, po czym 20 sierpnia 1853 roku w niezwykle zawoalowanej formie Kremer przesyła lakoniczną wiadomość, która ukazuje „nowy porządek i ład” zaprowadzony 1 stycznia 1853 roku na Uniwersytecie oraz jego smutne konsekwencje.

Upadek kandydatury Józefa Kraszewskiego latem 1852 roku nie jest przypadkowy i zbiega się w czasie ze znamiennymi wydarzeniami w obydwu galicyjskich uniwersytetach, które próbują się repolonizować. Na Uniwersytecie Jagiellońskim następuje drastyczne pozbawienie go autonomii oraz usunięcie czterech wybitnych profesorów, za czym idzie germanizacja uczelni. Z kolei na Uniwersytecie Lwowskim mają miejsce drakońskie działania względem katedry literatury polskiej, czyli usunięcie Jana Szlachtowskiego za zbyt narodowe i wolnościowe dążenia podczas Wiosny Ludów, a następnie niedopuszczenie wybranego na to stanowisko Augusta Bielowskiego jako podejrzanego i więzionego za działalność spiskową w latach młodości.

Nieodpuszczenie Józefa Kraszewskiego do katedry odbija się w kraju silnym echem. Zdawkowe okazują się być słowa pocieszenia przesłane przez niefortunnego protektora Hołowińskiego, zaś z Warszawy Aleksander Przeździecki dyplomatycznie wyraża żal z powodu utraty katedry, lecz jednocześnie także i radość, gdyż znów zabłysła nadzieja zatrzymania Kraszewskiego w Warszawie.

Niezwykle realistyczne spojrzenie na ten niespodziewany epilog katedralny rzuca w liście do Józefa już 20 sierpnia 1852 roku jedynie Lucjan Siemieński, pisząc:

(…) Uniwersytet będzie niemiecki, a zresztą nie czekały tu Pana rozkosze. Spokojne, błogie życie na wsi zamieniłbyś Pan na żywot pełny niepokoju, plotek, podstępów, zawiści, potwarzy, które podobnie jak Kochanowskiego „Zdrowie” dopiero stają się drogocennymi, gdy się uronią. Gdybym się mógł szeroko rozpisać, może bym i przekonał Pana, że to na dobre mu wyjdzie, że nie masz czego żałować. Jeżeli masz Pan zamiar osiąść w Warszawie, tedy ucieszyłoby to mnie, bo bliżej bylibyśmy siebie, wreszcie dla piszącego stolica zawsze więcej ma środków i pobudek. Podług wszelkiego podobieństwa Pol straci katedrę, będzie to dla niego cios wielki. Dałby Bóg, żeby go ominęła ta klęska. Wszakże nic jeszcze nie ma w tym pewnego, tylko głuche wieści i obawy (…)[6]

Niemniej jednak, Kraszewski nie zraża się niepowodzeniem i nie odcina się od Krakowa oraz jego kontaktów. Z kolei w listopadzie 1853 roku w Gazecie Warszawskiej poddaje ostrej krytyce marazm życia intelektualnego, jaki panuje pod Wawelem, a szczególnie zastój w ruchu wydawniczym. Krytyka ta wywołuje pewną konsternację oraz rozżalenie ze strony osób najbardziej zainteresowanych, co sprawia, że niebawem Pisarz dedykuje początek swej rozprawy pod tytułem Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i na Litwie przedchrześcijańskiej, Krakowskiemu Towarzystwu Naukowemu połączonemu z Uniwersytetem Jagiellońskim „w dowód wysokiego szacunku dla prac Jego”.

Trzeba pamiętać, że wydarzenia te wcale nie osłabiają twórczej działalności Kraszewskiego, gdyż w tym czasie w Petersburgu wychodzi Ostatni z Siekierzyńskich. Historia szlachecka. Utwór dedykowany jest Władysławowi Syrokomli. Natomiast w Wilnie ukazuje się w dwóch tomach powieść pod tytułem Kordecki.

 

„Athenaeum" - pismo redagowane na wsi w latach 1840-1851. W roku 1852 ostatecznie przestaje wychodzić z powodu braku prenumeratorów.

 

Wygląda na to, że Kraszewski we wdzięcznej pamięci zachowuje osobę Józefa Kremera, gdyż dedykuje mu, pisaną w Hubinie w czasie katedralnych perypetii, powieść historyczną z czasów Stanisława Augusta pod tytułem Diabeł. Utwór najpierw drukowany jest w odcinkach w Gazecie Warszawskiej, a następnie wychodzi w Wilnie.

Rok 1853 to także dla Józefa i jego rodziny czas kolejnych zmian. Państwo Kraszewscy oddają Hubin w dzierżawę, zaś sami osiedlają się w Żytomierzu, będącym stolicą guberni wołyńskiej. Przy ulicy Berdyczowskiej zamieszkują we własnym domu. Wtedy też w Petersburgu ukazuje się w czterech tomach powieść Interesa familijne, zaś w Warszawie, również jako czterotomowe dzieło, drukiem wychodzi Złote jabłko.

 



[1] H. Barycz, Józef Ignacy Kraszewski czterokrotny kandydat do Katedry Uniwersyteckiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s. 40-41.

[2] Ibidem, s. 44.

[3] Ibidem, s. 46-47.

[4] Ibidem, s. 50.

[5] Ibidem, s. 51-52.

[6] Ibidem, s. 58-59.

 

źródło zdjęć: własne

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 21 czerwca 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/06/21 19:18:09
A tak na marginesie, ciekawe, jakim mówcą był Kraszewski, jak odbierali słuchacze jego głos, jakże ważny dla wykładającego.
Przeczytałam z zainteresowaniem:)
-
krainaczytania
2012/06/21 19:37:13
@Nutta
Miło mi, że mój wpis Cię zainteresował :-) Przez dwa ostatnie tygodnie nie miałam możliwości wrzucenia kolejnych odcinków cyklu, jednak "Czwartki z Kraszewskim" nadal trwają :-)))
A wiesz, że ciekawe jest to Twoje spostrzeżenie? Tylko problem w tym, że Kraszewski jakoś tak nie ma szansy się wykazać przed słuchaczami. To już drugi raz, kiedy podcinają mu skrzydła, a takich podejść w sumie miał aż cztery. A swoją drogą to ciekawe. Studiów nie skończył, a profesorem chciano go zrobić. W dzisiejszych czasach to nie do pomyślenia :-)
-
Gość: Nika, *.smgr.pl
2012/06/21 20:48:54
Jakoś nigdy nie interesowałam się bliżej życiem Kraszewskiego. Ani innych pisarzy czy poetów. Jestem wdzięczna, że mogę dowiedzieć się z Twoich wpisów czegoś nowego.;)
-
avo_lusion
2012/06/21 20:52:03
Widzę, że Kraszewski, podobnie jak Korczak, sporo wydaje!! I dobrze:)
-
ksiazkowka
2012/06/22 09:52:54
"Niemniej jednak, Kraszewski nie zraża się niepowodzeniem(...)" - i znów pisarz pokazuje hart swojego ducha. Podziwiam go za to. :)
-
cyrysia
2012/06/23 08:05:30
Szkoda, że w czasach szkolnych nie miałam możliwości dowiedzieć się obszerniej o życiorysie Kraszewskiego. To co na lekcjach było, to tylko suche fakty. Teraz dzięki tobie mam okazje rozszerzyć swoją wiedzę o bardziej szczegółowe epizody z życia tego niebywałego człowieka.
-
krainaczytania
2012/06/23 15:08:36
@Nika
A mnie z kolei jest bardzo miło, że moje wpisy o Kraszewskim mogą Ci się przydać i czerpiesz z nich wiedzę o Pisarzu :-) Wiesz, kiedy chodzimy do szkoły, to z reguły jest tak, że nie interesujemy się tym, co narzucają nam nauczyciele. Chociaż z drugiej strony, o ile dobrze pamiętam, to w programie nauczania tego Kraszewskiego jest niewiele, niestety :-( Mam nadzieję, że jeszcze wielu ciekawych faktów dowiesz się z moich wpisów :-)
-
krainaczytania
2012/06/23 15:10:06
@Danusia
O, tak :-) Kraszewski wydaje, nawet pomimo niepowodzeń. Jak widać, tworzenie literatury jest dla niego najważniejsze :-)
-
krainaczytania
2012/06/23 15:10:48
@Ewa
I ja również go podziwiam. Warto brać z niego przykład :-)
-
krainaczytania
2012/06/23 15:12:15
@Cyrysia
Bardzo się cieszę, że moje wpisy poszerzają Twoją wiedzę o Kraszewskim :-) Jeszcze sporo ich przed nami, więc zapewniam Cię, że dowiesz się jeszcze wielu ciekawych rzeczy z życia Pisarza :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?