Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Okres wołyński – Żytomierz

 

Po opuszczeniu Hubina państwo Kraszewscy osiedlają się w Żytomierzu. Jest rok 1853. Zdaniem Józefa jedynym walorem Żytomierza jest jego położenie, niezwykle malownicze nad rzeką Teterow, będącą prawym dopływem Dniepru, gdzie nad jej brzegami rozciągają się bogate lasy dębowe i sosnowe. Wychodząc za miasto można natknąć się nad rzeką na skały okryte krzewami, które wchodzą w skład przepięknego krajobrazu. Tuż za Żytomierzem Kraszewski, na drodze prowadzącej do Kisiel, może podziwiać szczątki odwiecznego lasu dębowego. Według Pisarza jest to najpiękniejszy widok, jaki miał okazję oglądać w swoim dotychczasowym życiu. Nawet Białowieża ze swoimi niebotycznymi sosnami nie może równać się z dębiną otaczającą znajdujący się tam stary klasztor bazylianów. Józef Kraszewski ma wrażenie, że takich olbrzymich dębów, prostych niczym kolumny, potężnych, silnych i zdrowych nie ma w żadnym innym miejscu w Europie.

 

Dom przy ulicy Berdyczowskiej w Żytomierzu, w którym Kraszewscy mieszkali w latach 1853-1859

 

Wspomniany powyżej majątek Kisiele położony na Kijowszczyźnie, Kraszewscy otrzymują w spadku po pani Elżbiecie Urbanowskiej w roku 1854. Pewnego dnia osiądzie tam syn Józefa, Franciszek.

(…) Nic piękniejszego nad okolice Kisiel, do których jechałem. Góry, czasem gaje z brzóz i dębów, przy każdej osadzie woda. Maciewicze na gościńcu pocztowym mniej są piękne od innych. Wieś Pisarzówka nadzwyczaj malownie rozrzucona na górach wśród drzew, ogródków, nad wodą – musi się każdemu podróżnemu podobać. Lecz jeszcze piękniej w Kisielach. Któż opisze wdzięk Kisiel, wsi, gajów, gór, wody, a mianowicie ogrodu, który chociaż mały, z takim jest urządzony smakiem, z takim wdziękiem! Są na Wołyniu wielkie ogrody, parki ozdobne, ale milszego wiejskiego ustronia pewnie nie ma. Z okien domu na wzgórzu rozwija się widok na rozsypaną wieś w dolinie i gaje po górach przecudny! Z każdego kątka coś nowego widać. W ogrodzie kaplica z altaną łączącą wzgórze z dolną częścią ogrodu, zbudowana według rysunku architekta p. Nurowskiego, z zastosowaniem miejsc, jest dowodem jego umiejętności i smaku. Nie potrzeba wielkich rzeczy do pokazania talentu, w wielkich bowiem często zazwyczaj i forma myśl zastępuje, a w mniejszych, oryginalniejszych, pokazują się pomysły i smak własny. Inne budowy Kisiel są dość ozdobne, staranne, a nie nadto, co jest wielką sztuką. To znowu dowodzi smaku i starań właścicielki. Mijam to, co bym mógł więcej napisać o Kisielach, są miejsca, które potrzeba widzieć i czuć, których opisać nie można. Takie miejsca ożywia dusza człowieka, umiejąca się przelać we wszystkie najdrobniejsze należące do niego przedmioty (…)[1]

W tym samym czasie w Petersburgu wychodzi kolejna powieść Kraszewskiego, pod tytułem Chata za wsią, zaś wątek powieści po pewnym czasie stanie się podstawą libretta do opery Manru Ignacego Jana Paderewskiego.

 

 

 

 

← Stary dom w Kisielach

 

 

 

 

 

 

 Kaplica w Kisielach  →

 

 

 

 

Rok 1856 przynosi kolejne zmiany w życiu zawodowym Józefa, gdyż obejmuje on stanowisko kuratora gimnazjum w Żytomierzu. Po upływie roku Kraszewski obejmuje także kolejne funkcje. Tym razem zostaje dyrektorem teatru szlachty wołyńskiej oraz dyrektorem Klubu Szlacheckiego i Towarzystwa Dobroczynności w Żytomierzu. Na prośbę Apolla* i Eweliny Korzeniowskich zostaje symbolicznie ojcem chrzestnym ich jedynaka, urodzonego w grudniu 1857 roku. Przyszły Conrad-Korzeniowski** jako drugie imię otrzymuje „Józef”.

Memoriał Kraszewskiego w sprawie usamodzielnienia włościan z datą 29 stycznia 1858 roku w Kisielach, doprowadza w efekcie do zatargu ze szlachtą wołyńską. Józef wystosowuje go do marszałka szlachty powiatu łuckiego, Wincentego Korwin-Piotrowskiego. Ugoda pomiędzy obydwoma zwaśnionymi stronami następuje dopiero podczas pożegnalnej uczty wyprawionej w Żytomierzu przez szlachtę z okazji wyjazdu Pisarza w półroczną podróż po Europie. Tak więc 3 maja 1858 roku Kraszewski udaje się do Warszawy przez Romanów, najpierw jadąc koleją do Krakowa.

Spędziwszy kilkadziesiąt lat życia na swojej ziemi, myślą zaledwie wybiegając poza jej granice, przyszło i na mnie nareście, z wędrownymi ptakami, które co roku odlatują od nas w cieplejsze kraje, pójść własnymi oglądać oczyma te cuda, których opowiadaniem karmiłem się od dzieciństwa. Wiodła nie tyle rzeczy i spraw ludzkich, wszędzie mniej więcej jednych, ciekawość, ile chęć sprawdzenia tego, co ludzie napisali o cudach obcych krajów. U nas szczególniej nasłuchać się było można do przesytu uwielbień tego, co obce, z pogardą dla tego, co swoje. Zarówno uniesienia, jak krytykę pragnąłem z własnymi porównać wrażeniami, aby się nauczyć, o ile one się zgodzą z tym, co uświęcone i przyjęte, co się stało pewnikiem, o czym nie godzi się wątpić nikomu, co każdy opis podróży powtarza nie śmiejąc naruszyć, nie ważąc się już rozbierać (…)[2]

(…) Gdy przyszło w dworcu kolei żelaznej pożegnać dobrych przyjaciół i życzliwych ludzi, którzy tu jeszcze chcieli powtórzyć: „Szczęśliwej drogi! Do widzenia!” – serce tak się jakoś ścisnęło dziecinnie, że mi, staremu wstyd było samego siebie…

A! są wiekuiste nałogi sercowe, z których nawet starość nie leczy! Uczułem się przybity, znużony nim jeszcze rozpocząłem podróż, samą myślą tej podróży, a gdy para przeraźliwym świstem dała znak do odjazdu, wsunąłem się do wagonu z bólem w duszy (…)[3]

W dniu 26 maja 1858 roku Kraszewski zostaje uroczyście przyjęty na członka-korespondenta Krakowskiego Towarzystwa Naukowego. Niemniej jednak, głównym celem jego podróży są Włochy, o czym pisze tak: „(…) widziałem je dobrze; mniej Francję i Niemcy, wszakże i tu galerie i biblioteki w Wiedniu, w Dreźnie, w Lipsku, Frankfurcie, Brukseli, Paryżu przeglądałem starannie (…). Rysunków z natury mam kilka albumów i palę się do malarstwa teraz, ale mi czasu brak.[4]

Pobyt w słonecznej Italii skutkuje przyjęciem w dniu 10 lipca na publicznej audiencji u papieża Piusa IX. Spotkanie to nie należy do przyjemnych, gdyż Kraszewski słyszy z ust Głowy Kościoła naganne zainspirowaną przez księży zmartwychwstańców. Duchowni poddają w wątpliwość moralność jego dzieł. W liście do Pauliny Wilkońskiej***, Kraszewski pisze:

Mowa ta, która trwała bardzo długo i była ostra dosyć, przejęła mnie boleśnie, tym bardziej, że była przy świadkach i upokarzała (…). Ani jednego słowa nie odpowiedziałem, bom nie śmiał dyskutować, a czułem, że to, co ojciec św. mówił, było mu podyktowane, i łatwo mi było domyśleć się, przez kogo… Widoczna była rachuba ojców naszych, aby tym strachem zmusić mnie do poddania się ich kierunkowi, lecz w rzeczach życia i postępowania mojego nie zwykłem z siebie zrzucać odpowiedzialności na drugich. Ale wieść zaraz gruchnęła po Rzymie, a żem ja pozostał milczący i niepokonany, wnet zwrócono się do mnie, chcąc się tłumaczyć. Krok uczyniony na próbę, czy się nie uda mnie opanować, nie udał się, i oto cała historia.[5]

Podróżując po Europie Józef spotyka się z ludźmi ze środowiska naukowego i artystycznego. I tak we Florencji dochodzi do spotkania z Teofilem Lenartowiczem, natomiast w Genui – z historykiem literatury, Michałem Wiszniewskim. Z kolei w Paryżu spotyka Józefa Bohdana Zaleskiego, Władysława Mickiewicza (przyp. najstarszy syn Adama Mickiewicza), Konstantego Gaszyńskiego, Cypriana Kamila Norwida oraz malarzy – Juliusza Kossaka i Henryka Rodakowskiego.  W Paryżu Józef otrzymuje także pierścień od emigracji polskiej.

 

Fragment skały Kraszewskiego nad Teterewem. Był to ulubiony cel przechadzek Pisarza w okolicy Żytomierza

 

W 1859 roku Józef Kraszewski ponownie popada w konflikt ze szlachtą. Powodem jest wystawiona w Teatrze Żytomierskim komedia pod tytułem Stare dzieje, jak również krytyka obojętności kulturalnej szlachty oraz złego traktowania chłopów, której dokonuje w formie dwóch Listów zamieszczonych w Gazecie Warszawskiej. Fakt ten sprawia, że od tej pory Kraszewski uchodzi za „czerwonego”. Coraz częściej Pisarza atakuje też prasa konserwatywna. Ostatecznie Józef zrzeka się wszelkich godności obywatelskich i zrywa kontakty ze środowiskiem wołyńskim. Po latach swój pobyt w Żytomierzu wspomina następująco:

(…) Jednym z najcięższych był ów popas w Żytomierzu, na Wołyniu, na kuratorstwie gimnazjum, które musiałem objąć po p. M. Pr., ustępującym niechętnie, a miałem przy tym równie niechętnych urzędników gimnazjalnych, poczynając od p. dyrektora. Potrzeba było najgrzeczniej w świecie o wszystko prowadzić walkę i wszędzie spotykać opór, nieżyczliwość, zawiść, pokątne intrygi. Dla szkoły, mimo najlepszych chęci, niewiele zrobić było można, a stosunki towarzyskie składały się wcale nieprzyjemnie. Miasteczko miało naówczas dosyć życia i było w pewnych porach roku zaludnione, ruchawe, bawiło się, ściągało z prowincji ku sobie. Mieliśmy nawet teatr, który szlachta swoim kosztem podtrzymywała. Wszystko to razem jednak nie wychodziło z rozmiarów i charakteru małego miasteczka, i życie miało wszystkie cechy właściwe tego rodzaju zbiorowiskom ludzi, które nie mają ani dogodności, ani przyjemności miast wielkich, a wszystkie ich niedogodności i nieprzyjemności podnoszą do najwyższej potęgi. Jak się tu na gromadki, grupki, kółka dzieliło to społeczeństwo zbiegłe z przeróżnych stron świata, jak na siebie z ukosa patrzono, odgadywano i obgadywano, jak się zbliżano i dzielono, domyśleć się łatwo (…)[6]

Fakt osiedlenia się na stałe w Warszawie jest już bardzo bliski. We wrześniu 1859 roku Kraszewski obejmuje funkcję redaktora Gazety Codziennej, której właścicielem jest baron Leopold Kronenberg. Po kilku miesiącach liczba prenumeratorów znacząco wzrasta. Niemniej jednak, wrzesień i październik tegoż roku to miesiące, które przykuwają Pisarza do łóżka z powodu choroby.

 



* Apollo Korzeniowski (1820-1863) – polski pisarz, poeta i autor dramatów

** Józef Konrad Korzeniowski (1857-1924) – pisarz i publicysta polskiego pochodzenia, tworzący w języku angielskim jako Joseph Conrad

*** Paulina Wilkońska (1815-1875) – jedna z pierwszych Polek zarabiających na życie pracą literacką; tłumaczka i redaktorka, autorka wielu romansów historycznych oraz powieści współczesnych, a także tekstów publicystycznych, pamiętników, jak również listów

[1] J. I. Kraszewski, Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy, Wyd. LSW, Warszawa 1985, s. 155.

[2] J. I. Kraszewski, Kartki z podróży 1858-1864, Wyd. PIW, Warszawa 1977, s. 7.

[3] Ibidem, s. 9.

[4] A. Trepiński, Józef Ignacy Kraszewski, Wyd. PWN, Warszawa 1975, s. 127.

[5] Ibidem, s. 127-128.

[6] J. I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 360.

 

 

źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 28 czerwca 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/06/28 17:50:03
W "Wieczorach wołyńskich" sporo pisze o Żytomierzu, widoczny jet też jego krytycyzm wobec wad społeczeństwa lokalnego.
No i kolejny etap z epizodem duchowego związku dwóch pisarzy: uznanego i przyszłego,który zyska sławę światową.
-
krainaczytania
2012/06/28 18:37:43
@Nutta
Niestety, ale nie czytałam jeszcze "Wieczorów wołyńskich". Nie wiem, czy już Ci kiedyś pisałam, ale mam taki plan, żeby po zakończeniu cyklu, a może jak mi czas pozwoli, to jeszcze w jego trakcie, zacząć uzupełniać sobie bibliografię Kraszewskiego. Postanowiłam sobie, że przeczytam jak najwięcej jego powieści i potem o nich napiszę. Wciąga mnie ten pisarz bardzo :-)
-
avo_lusion
2012/06/28 20:13:30
Burzliwe życie... Aż dziw, że aż tyle się działo...:) Czekam na okres warszawski;)
-
krainaczytania
2012/06/28 20:18:43
@Danusia
Burzliwe życie, ale też niezwykle ciekawa osobowość. Tylko nie wiem, czy słusznie, ale ja mam wciąż takie wrażenie, że Kraszewski to był trochę taki z tych, co trudno im dogodzić. Bo sama popatrz. Niby wyrusza w tę podroż, a jednak serce boli i tak, jakby nie chciał jechać. Dziwne :-)
-
cyrysia
2012/06/29 07:36:37
Nie znam zbyt dobrze faktów z okresu wołyńskiego, gdyż wcześniej w ogóle się tym nie interesowałam, ale dzięki tobie mogłam choć trochę poszerzyć sobie wiedzę w tym zakresie.
Pozdrawiam.
-
ksiazkowka
2012/06/29 10:14:44
Wygląda na to, że dopiero choroba jest w stanie trochę uspokoić i zatrzymać w miejscu tego niespokojnego ducha. Zazdroszczę mu tych podróży. :)
-
krainaczytania
2012/06/29 15:24:41
@Cyrysia
To bardzo się cieszę, że dzięki mojemu cyklowi wzbogacasz swoją wiedzę o Kraszewskim :-) Przed nami jeszcze okres warszawski i dreźnieński, a potem trochę ciekawostek, bo nie sposób wszystkiego zmieścić w postach biograficznych :-)
-
krainaczytania
2012/06/29 15:25:59
@Ewa
To dopiero początek podróży :-) Dokładniej będę o nich pisać dopiero po zakończeniu notek biograficznych :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?