Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Okres wołyński – Hubin (cz. I)

 

Pod koniec lat czterdziestych XIX wieku Józef Kraszewski wraz z rodziną przenosi się do Hubina położonego jedynie dwie mile od Gródka. Jest to poprzednia posiadłość Pisarza sprzedana w lipcu 1848 roku z terminem oddania po Nowym Roku 1849. Majątek ten to prześliczna ziemia wołyńska z hrabstwa horoszowskiego Tarnowskich. Zdaniem Kraszewskiego jest to „najlepszy folwark w kraju, gdzie wszystkie są dobre. Ma on 121 dusz 113 włók ziemi w łanach, a około stu korcy [wysiewu] pszenicy. Na gruntach [ma] osadę szlachecką, płacącą czynsze, 35 włók lasu, 50 sążni siana, dom tylko lichy”.[1]

Ten wyidealizowany obraz nowego majątku Józef nabywa za 165 tysięcy rubli, pomijając wszelkie opłaty skarbowe. Posiadłość bardzo szybko okazuje się być pięknym mirażem, dalekim od rzeczywistości. To wyimaginowane i spokojne ziemiańskie bytowanie ma jednak poważne cienie, gdyż na Pisarza bardzo szybko zaczynają spadać liczne klęski elementarne oraz rozmaite kłopoty gospodarcze, czego przykładem jest brak ludzi do pracy, a to z kolei nasuwa mu myśl osiedlenia się w mieście. Pragnienia te dodatkowo podsyca wyłaniająca się konieczność kształcenia dzieci w publicznych zakładach oświatowych. Ponadto dochodzą jeszcze kłopoty finansowe związane z wydawaniem Athenaeum, co zmusza Kraszewskiego do zaciągnięcia pożyczki na własny rachunek w celu dalszej publikacji pisma.

 

Hubin pod Łuckiem. Siedziba Kraszewskich w latach 1849-1853.
„Trzeba było do chaty, jaką tam zastałem, przylepić coś, dobudować, a para izb na książki jeszcze nie oschła i nie była wykończona, gdy wypadało jechać urzędować do Żytomierza." - J.I. Kraszewski

 

W tym samym czasie niespodziewanie pojawiają się widoki na uzyskanie już nie lektoratu, lecz katedry pierwszoplanowej i czołowej, co dla przyszłości kultury ojczystej jest niezwykle istotne. Katedrę literatury polskiej i powszechnej Józef Kraszewski ma objąć tym razem na Uniwersytecie Jagiellońskim, który w krótkim okresie liberalizacji kursu względem społeczeństwa polskiego pod zaborem austriackim, spontanicznie inicjuje wielkie dzieło swej odnowy naukowej i narodowej z ambitnym zamiarem zostania centralnym ośrodkiem wyższego kształcenia dla wszystkich ziem polskich.

Kwestia objęcia owej katedry wcale nie jest nowa. Jej kryzys zarysowuje się właściwie od chwili opuszczenia Krakowa w kwietniu 1848 roku i przeniesienia się do Włoch jej dotychczasowego profesora, Michała Wiszniewskiego. Problemy pojawiające się przy jej powtórnym obsadzeniu leżą w dwu zupełnie sprzecznych i antagonistycznych stanowiskach, jakie zajmują z jednej strony Uniwersytet, zaś z drugiej władze polityczne i oświatowe gubernialne i centralne we Lwowie i Wiedniu. Krakowska Uczelnia uważa za swoją powinność zapewnienie tej katedrze wybitnej osobistości, wpływowej i znaczącej w społeczeństwie, o poglądach niezależnych i patriotycznych. Wobec braku istotnych fachowców w tej dziedzinie znanej nie tylko z erudycji, ale także z talentu i ugruntowanej pozycji literackiej austriacka racja stanu wyraża swój sprzeciw, gdyż pragnie widzieć na tym stanowisku osobę bezbarwną pod względem politycznym i w pełni lojalną, jak również przeciętną naukowo oraz niewiele znaczącą społecznie, zaś dla polskich sfer naukowych możliwie obojętną. Przy tak rozbieżnym nastawieniu obydwu stron polską opinię, w tym także Uniwersytet, cechuje znaczne rozdwojenie, które dość wyraźnie zaznacza się na przełomie 1848/1849 roku, kiedy ma miejsce pierwszy etap obsadzania katedry. Radykalne koła młodzieży akademickiej wysuwają kandydaturę ruchliwego i oddanego sprawie niepodległości spiskowca oraz więźnia stanu, Lesława Łukaszewicza. Pod względem naukowym nie ma on żadnych merytorycznych uprawnień do objęcia katedry.

 

 

 

 

Michał Wiszniewski (1794 – 1865)

 

 

 

 

Czołowe władze akademickie oraz duchowi przywódcy odradzającej się Uczelni podejmują szczytną, lecz praktycznie nierealną decyzję dotyczącą sprowadzenia z Paryża samego Adama Mickiewicza, który uchodzi za nieprzejednanego wroga Austrii, organizując niedawno przeciwko niej Legion Polski we Włoszech. Takiemu rozwiązaniu przeciwstawia się niewielka partykularna grupka profesorów Wydziału Filozoficznego, w skład którego wchodzi właśnie rzeczona katedra. Ich powody są czysto osobiste. Jest to nieprzejednana wrogość, a wręcz nienawiść do poprzedniego profesora, Michała Wiszniewskiego, którego reaktywowanie jest także brane pod uwagę. Profesorowie ci dążą do jak najszybszego obsadzenia tego stanowiska, aby w ten sposób uniemożliwić ewentualny powrót Adamowi Mickiewiczowi. Ponadto mają oni w zanadrzu własnego kandydata, którym jest niejaki Karol Mecherzyński – profesor w Liceum św. Anny w Krakowie. Jest on powszechnie uznawany za intelektualną miernotę, osobę politycznie zastraszoną, bezbarwną i w gruncie rzeczy oportunistyczną.

Ostatecznie pod wpływem Wincentego Pola w miarodajnych sferach profesorskich kiełkuje myśl, aby katedrę literatury polskiej i powszechnej objął Józef Ignacy Kraszewski. Aż dziw bierze, że na ten krok zdecydowano się tak późno. Przecież w krakowskim środowisku intelektualnym Pisarz jest postacią znaną i uznaną, cieszącą się sympatią i szacunkiem. Chyba jedynie obawa przed ogromnymi trudnościami, jakie pociągnęłoby sprowadzenie Pisarza z ściśle izolowanego kordonem zaboru rosyjskiego, powoduje długie pomijanie oraz przemilczanie jego osoby podczas rozważania najbardziej powołanych jednostek do objęcia tej katedry.

 

 

 

 

 

Wincenty Pol (1807 – 1872)

 

 

 

 

 

 

Znajomość Kraszewskiego zawarta na Wołyniu z Michałem Wiszniewskim około 1840 roku, rychło przeradza się w przyjaźń. Być może to właśnie dlatego Wiszniewski okazuje się być tą osobistością, która jako pierwsza zwraca szczególną uwagę w krakowskim środowisku na rozwijający się talent Kraszewskiego. Wiszniewski żywi szczery podziw dla Józefa, swego czasu nazywając go „genialnym”. Niemniej obydwaj panowie pisują do siebie dość rzadko, zachowując konieczną ostrożność w panującym reżimie absolutystyczno-policyjnym. Z chwilą opuszczenia przez Wiszniewskiego katedry i zamieszkania we Włoszech, to właśnie Kraszewski ratuje jego niezwykle cenną, lecz rozproszoną po Wołyniu bibliotekę, dając jej schronienie w Hubinie.

Józef pilnie śledzi perypetie związane z opuszczeniem przez Wiszniewskiego katedry. Wyraża też w liście do przyjaciela swoją dezaprobatę z powodu porzucenia tak ważnego stanowiska. Wiszniewski, który znany jest z tego, że nigdy nie tłumaczy się ze swego postępowania, w tym szczególnym przypadku odpowiada Kraszewskiemu listem wysłanym z Genui z datą 15 grudnia 1849 roku, w którym pisze:

Nie odpisałem na list Zacnego Pana, bo zaszły czasy burzliwe, w których najlepiej milczeć. Czytałem jednakże słowa i wyrzuty Pańskie z rozrzewnieniem, ale oto moje usprawiedliwienie. Połamałem moje pióro jako już niezdatne. Starość przedwczesna i choroba serca fizyczna i jeszcze inne [powody] przymusiły mnie do pożegnania się z literaturą wcześniej, niźlim się spodziewał i życzył. Trudno było z początku odwyknąć od pracy, przy której i wiek młody, i cały wiek dojrzały strawiłem, która z nałogiem niemal w drugą się była zamieniła naturę, ale w ciągu dwóch lat chwiejącego się zdrowia przywykłem czytać tylko dla łatwiejszego uśnięcia i na koniec nauczyłem się próżnować. Doszedłem na koniec do doskonałości tych ludzi, co to cały dzień nic nie robią, a jednak nie mają czasu, próżnują więc i dobrze im z tym. Pokochałem dolce far niente i wkrótce spodziewam się przeciągnąć w tej cnocie samych nawet Włochów.[2]

Tak więc spopularyzowana przez Wiszniewskiego osoba Kraszewskiego w uczonym Krakowie zostaje wreszcie wyróżniona, czego dowodem jest wybór Józefa w roku 1849 na członka świeżo zorganizowanego Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. Sekretarzem Towarzystwa zostaje niejaki Józef Kremer, który w liście załączonym do dyplomu członkowskiego pisze do Kraszewskiego tak:

Odbierając ten słaby dowód czci i wysokiego poważania (…) chciej WMWPan Dobrodziej uwierzyć, że i w oddaleniu oddajemy z upragnieniem hołd mężom, którzy zacną pracą i z takim poświęceniem wywiązują się naukom i krajowi swojemu, a przy tym (…) przyjąć zapewnienie głębokiego uszanowania, które od dawna dla wysokich zdolności i zasług Jego w sercu przechowuję.[3]

Józef Kremer nie zadowala się jednak jedynie formalną przynależnością Kraszewskiego do Towarzystwa i dąży do zacieśnienia z nim kontaktu i wciągnięcia go do współpracy, prosząc choćby o jeden artykuł, który mógłby zostać zamieszczony w Roczniku wydawanym przez Towarzystwo. Jednocześnie Kremer wyraża chęć utrzymywania stałych kontaktów korespondencyjnych z Pisarzem, które mogłyby wtajemniczyć środowisko krakowskie w zamysły i prace twórcze Kraszewskiego, a tym samym stać się łącznikiem Towarzystwa z życiem intelektualnym na Wołyniu.

Dojrzewająca myśl zaproszenia Kraszewskiego na katedrę znajduje pierwszy konkretny wyraz archeologa związanego ze sferami krakowskimi, Józefa Łepkowskiego z dnia 30 lipca 1850 roku. Zostaje ona opublikowana w listopadowym zeszycie Przeglądu Poznańskiego i brzmi następująco:

Wszechnica nasza coraz więcej jasnych gwiazd przyjmuje w swe jagiellońskie mury (…) Małecki, Weinhold, Zielonacki, Fürich; P. Kraszewski ma pono przybyć na objęcie katedry literatury polskiej. Na kandydatów wakującej katedry historii powszechnej podano pp. Ropelewskiego (z Paryża), K. Szajnochę i Kulawskiego.[4]

W tym samym czasie Wincenty Pol – niestrudzony orędownik obsadzenia tej katedry, wysyła pod pieczęciami Uniwersytetu na Wołyń przesyłkę zawierają dwa pisma: jedno oficjalne od Wydziału Filozoficznego z konkretną propozycją objęcia katedry oraz drugie prywatne, które stanowi coś na kształt legendy do pisma pierwszego z radami i wskazówkami, w jaki sposób nadawca wyobraża sobie przeprowadzenie sprawy. Niemniej przesyłka ta być może zostaje skonfiskowana w drodze przez rosyjskie władze graniczne dość mocno zainteresowane owymi pieczęciami, gdyż nie dociera do adresata. Upływa sporo czasu zanim udaje się odtworzyć jej treść i dopiero z początkiem lutego 1851 roku ponownie przesłać do Kraszewskiego. Tym razem przesyłka zostaje powierzona niejakiemu panu Bobrowskiemu, który osobiście wręcza ją Kraszewskiemu w dniu 18 lutego tegoż roku. Wincenty Pol w swoim liście argumentuje konieczność przyjęcia przez Kraszewskiego składanej mu propozycji i odkrywa technikę przeprowadzenia sprawy na drodze urzędowej.

Szanowny Mości Dobrodzieju!

Bardzo to się źle stało, że listy moje przepadły, domyślam się, że pieczęć urzędowa Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą te listy opieczętowane były, obudziła jakąś podejrzliwość poczty po tamtej stronie Zabucza. Piszę tedy na nowo dwa listy, jeden z polecenia Filozoficznego Wydziału powtórnie, a ten drugi w celu wzajemnego porozumienia się na nieurzędowej drodze, upraszając W. Pana na każden z osobna o odpowiedź.

Okoliczność ta, że hr. Leon Thun objął ministerstwo oświecenia w Wiedniu, ożywiła niejedną lepszą nadzieję w sercu tych, co go bliżej znają, i wzbudziła przekonanie, iż nadeszła chwila, gdzie dla naszej krajowej oświaty da zrobić krok stanowczy ze stanowiska rządowego.

A.Z. Helcel bawił podówczas w Belgii, ja byłem w Niemczech, a Józef Kremer był w Krakowie, pomimo to jednak powzięliśmy wszyscy równocześnie, a nawet bez porozumienia się wzajemnego, myśl zajęcia posad profesorów w Uniwersytecie Jagiellońskim i zajęliśmy je rzeczywiście. Są chwile w życiu bowiem, gdzie niejako szturmem pewne stanowisko zająć wypada, i ta chwila nie przeminęła jeszcze, a stąd nadzieja, że WPan będziesz mógł zająć katedrę literatury w Uniwersytecie naszym, jeżeli stosowne ku temu poczynisz kroki.

(…)

Z tego tedy względu upraszam, abyś WMPan Dobr. raczył odpowiedzieć na urzędowe wezwanie moje listem wystosowanym do Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który by można do naszego wniosku dołączyć panu ministrowi. Język urzędowy jest dla naszego Uniwersytetu polski; o paszporcie proszę teraz jeszcze nie pisać, bo to byłaby rzecz utrudniająca nominację, którą ja daleko snadniej listem prywatnym u pana ministra załatwię.

Że tego z duszy pragniemy, żebyś WMPan Dobr. był w naszym gronie, z nami razem żył i działał na chwałę Boską i pożytek, tego możesz być pewnym!

(…)

Żal mi pomyśleć, że in partibus nie będzie biskupa, ale i tu WMość bardzo nam potrzebny w Krakowie, bo korporacje starożytne są jak stare mury: bez ludzi lęgną się w nich puszczyki, popraw je, ożyw i zamieszkaj, przebędziesz wieki w nich i z nami!

Nieźle by było, gdybyś WMPan Dobr. napisał także list do JWPana Rektora naszego Uniwersytetu Józefa Majera osobno również list prywatny do A.Z. Helcla i Kremera wskutek urzędowego wezwania, które odbierasz. Nie ma tego potrzeby, lecz przydać by się to mogło na przyszłość; nade wszystko zaś upraszam o rychłą odpowiedź na moje urzędowe wezwanie, aby tę całą sprawę można znowu poruszyć w urzędowej drodze naprowadzić na właściwy tor.

Z wyrazami wysokiego poważania, z przyjaźnią i życzliwością bratnią WPana Dobrodzieja prawdziwy wielbiciel

 

Wincenty Pol[5]

 

I tak list Wincentego Pola otwiera starania Uniwersytetu o sprowadzenie Józefa Kraszewskiego na katedrę. Czy wybór osoby, której zamierza się powierzyć to stanowisko, jest trafny i słuszny? Na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć sobie w kolejnym wpisie dotyczącym cyklu.



[1] H. Barycz, Józef Ignacy Kraszewski czterokrotny kandydat do Katedry Uniwersyteckiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s. 16.

[2] Ibidem, s. 30-31.

[3] Ibidem, s. 31.

[4] Ibidem, s. 32-33.

[5] Ibidem, s. 35-39.

 

źródło zdjęć: własne

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 31 maja 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2012/05/31 19:21:29
No, no...Nie byle jaka kariera stoi przed Kraszewskim otworem. :)
-
krainaczytania
2012/05/31 19:25:47
@Ewa
Niby kariera stoi otworem, jednak pech i tak go nie opuszcza :-( Czy wiesz, że on aż cztery razy starał się dostać na wyższe uczelnie? Ale o tym w kolejnych wpisach :-)))
-
2012/05/31 20:08:11
Niespokojny duch z tego Kraszewskiego. Zmiana miejsc leżała w jego naturze, mimo że wolałby osiąść gdzieś na stałe.
Ja na razie mam przerwę w czytaniu Kraszewskiego.
-
krainaczytania
2012/05/31 20:16:39
@Nutta
Ty masz przerwę, a ja nawet nie zaczęłam czytać. Na razie skupiam się na Kraszewskim jako Osobie. Mam zbyt dużo zaległości czytelniczych, żebym mogła jeszcze skupić się na jego twórczości. Józio będzie musiał jeszcze poczekać :-)
-
avo_lusion
2012/05/31 21:35:56
Kraszewski zmiennym był, hehe:) Droga wyboista, ale to artysta - a tacy mają zawsze pod górę!!
-
kaye
2012/05/31 21:55:29
Ha, a ja własnie przeczytałam "Wspomnienia z Odessy..." z 1843 r. Beletrystyka mi jakoś nie podchodziła. Może za jakiś czas :)
-
krainaczytania
2012/06/01 16:58:00
@Danusia
Artyści mają pod górę, ale też są znacznie bardziej wrażliwi niż osoby wykonujące inną profesję, szczególnie na krytykę. Całe szczęście, że Kraszewski nie słuchał tych "złych" głosów, tylko robił swoje :-) Poza tym, żył też w dość trudnych czasach, więc ta jego zawodowa droga siłą rzeczy musiała być trudna :-)
-
krainaczytania
2012/06/01 17:00:47
@Kaye
A ja z kolei mam w domu "Wspomnienia z Wołynia, Polesia i Litwy" i nie wiem, kiedy się za nie zabiorę :-( Mam też w planie powieści Kraszewskiego, jednak będą musiały jeszcze trochę poczekać. Na razie skupiam się bardziej na osobie Pisarza :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?