Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Wilno – pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń (cz. I)

 

I znów jest jesień. Osnuty lekką mgiełką wrześniowy dzień, przetykany pajęczynowymi nićmi babiego lata. Wynajęte konie człapią z wolna traktem, który prowadzi w kierunku Wilna. W bryczce siedzi Józef Kraszewski, a jego myśli dryfują wokół pamiętnego wyjazdu do Lublina. Ma wrażenie, że od tamtej pory upłynęło sporo czasu. Lecz tym razem nie ma już obok niego ukochanej babki. Józef jedzie sam. Niebawem ma rozpocząć życie akademickie, więc czuje się już dorosły. Nikt nie stawia mu żadnych kłopotliwych pytań, lecz gdyby nawet tak się stało, Józef wie, że odpowiedziałby na nie bez trudu. Jako absolwent szkoły świsłockiej jest oczytany i zaznajomiony z kronikami Wilna.

Ale gdzież jest to Wilno? Droga dłuży mu się niemiłosiernie, a miasta jak nie ma, tak nie ma. Gościniec zdaje się wlec bez końca. Choć Józef dostrzega znaki bliskości miasta, to jednak zabudowań miejskich wciąż nie widzi. Na trakcie pojawiają się coraz liczniejsze kocze i pojazdy o miejskim wyglądzie, gdzieś tam przysiadł przy drodze dziad-żebrak zawodzący smętnym głosem godzinki ku czci Najświętszej Maryi Panny. Łatwo można odgadnąć, że zmierza on do słynnej Ostrej Bramy.

Kiedy już myśli, że pewnie nigdy nie ujrzy osławionego Wilna, nagle oczom Józefa ukazuje się okolone wzgórzami miasto. Kościelne wieże wysoko strzelają ponad mrowie spiętrzonych, nieregularnych dachów i murów. Nasz bohater ma wrażenie, że są one przez nie otoczone i ściśnięte. Widok przywodzi Józefowi na myśl nieoczekiwane i zabawne porównanie do palców wystających z podartej rękawiczki.

(…) Ze wszystkich prawie stron od wjazdu nieosobliwie Wilno się wydaje, a od lidzkiego gościńca najniekorzystniej, bo go się domyślając, nie widzim, aż w bramy miejskie wjedziemy. Jedziesz, jedziesz, powiadają ci, że miasto jest już blisko, wleczesz się po piaskach, chudymi szkapami z jedlińskiej stacji wziętymi za wielkim targiem z pisarzem, co ich mimo podorożnej* dać nie chciał; czujesz już miasto po jego mefitycznej atmosferze**, poznajesz je po dziadach ubogich, siedzących nad drogą i śpiewających, gdy się podróżny ukazuje, dalszy ciąg wczoraj zaczętych godzinek; poznajesz po spotkanych powozach, widocznie miejskich, czujesz miasto tuż przed sobą, podnosisz się na siedzeniu zniecierpliwiony – nic nie widać. A gdy upadłeś znowu kwaśny i zły, postrzegasz rogatki przed sobą. Oglądasz się, jeszcze nie ma miasta. Już przecie wjechałeś do niego i nie wiesz, kiedyś wjechał, jakim cudem cię otoczyło nagle.

Od Pohulanki i Trok zjeżdżając z góry, przynajmniej całość tych ściśnionych w dole, między górami murów spostrzec możesz i policzyć wieże kościelne, wyglądające (przepraszam za porównanie) jak palce z podartej rękawiczki… Nad miastem panują Góry Trzykrzyska, Zamkowa i Bekieszowa; ono opasane nimi ściska się, nad rzekami w dole zamknięte. Wieża Ś. Jańska, ten kolos przez jezuitów wystawiony, augustiańska, szczyty kościółka Ś. Anny i wiele innych, wybiegających w górę strzał kościelnych ukazuje się ponad piętrzącymi dachami. Z góry poglądając na ten ścisk domów bez żadnego pobudowanych wdzięku, ledwie dojrzysz ciasnych ulic, przeciskających się jak strumyki pomiędzy skałami. Możnaż uwierzyć patrząc na to, że w XVI już wieku była tu mowa, były urządzenia o prowadzeniu ulic pod sznur (…)[1]

Wreszcie końskie kopyta uderzają o nieregularny, wyboisty bruk, a pierwsze spojrzenie na miejskie ulice pozwala Józefowi stwierdzić, iż są one ciasne i ciemne, a mijane po drodze zaułki jeszcze węższe i bardziej mroczne. Na jednej z tychże ulic, naprzeciw kościoła Świętego Jana, w pobliżu uniwersytetu, w domu niejakiej pani Orłowskiej, Józef wynajmuje mieszkanie. I tak oto z uczuciem głębokiego zadowolenia rozpoczyna nowy, akademicki rozdział swojego życia. Jest już dorosły.

 

 

 

 

Kamienica, w której przez kilka lat mieszkał i pracował J.I. Kraszewski. Z lewej strony widać okna jego mieszkania, a pomiędzy nimi tablicę upamiętniającą pobyt Pisarza w Wilnie.

 

 

 

 

 

Mieszkanie u pani Orłowskiej jest obszerne. Składa się z dużego pokoju i drugiego, maleńkiego pokoiku. Obydwa pomieszczenia są dość mroczne i ponure. Kraszewski porównuje je do tych, które obecne są na kartach książki niemieckiego pisarza, Ernsta Teodora Amadeusza. Są to opowieści, których akcja rozgrywa się w mroku tajemniczych wydarzeń, na tle osobliwej scenerii, zastraszającej i posępnej. Jednak mieszkanie ma też wielką i ważną zaletę. Otóż, jest położone nieopodal uniwersytetu wileńskiego, który Józia z Romanowa przyciąga z ogromną siłą i jest od bardzo dawna głównym celem jego marzeń. Dlatego też już od pierwszego dnia pobytu w Wilnie czuje się na uczelni wyższej znacznie lepiej i swobodniej, aniżeli w gimnazjum. Przestaje działać uciążliwy przymus wtłaczania do głowy rzeczy nieciekawych i nudnych. Choć Józef nigdy nie należał do próżniaków, to jednak zawsze tkwiła w nim swoista przekorna skłonność do uczenia się z ogromnym zapałem przedmiotów, których nie uwzględniał program szkolny. Świadom, iż otworem stoją przed nim biblioteki oraz sale wykładowe, garnie się do nauki i zachłannie połyka książki. Nikt go w tym nie krępuje. Dlatego też jednocześnie zapisuje się na dwa fakultety: medyczny i filozoficzno-literacki. Jest przekonany, iż sprosta takiemu wyzwaniu i zdoła pogodzić wykłady na uczelni, ślęczenie nad książkami, szperaniny historyczne i archiwalne, przyswajanie języków obcych, a przede wszystkim własne prace literackie. Każdy dzień odsłania przed nim nowe horyzonty. Do zajęć uniwersyteckich rzuca się z łapczywością człowieka głodnego i wielce spragnionego.

 

 

 

 

 

Dziedziniec Uniwersytetu w Wilnie

 

 

 

 

Niebawem Józef stwierdza jednak, że nie jest w stanie pogodzić nauki na dwóch wydziałach jednocześnie. Wie, że z medycyny będzie musiał zrezygnować, co zresztą czyni bez większego żalu. Najważniejsze, że wszelkie inne zajęcia przez niego podejmowane, niepojętym sposobem mieszczą się w jego dwudziestoczterogodzinnym trybie życia. Prócz wykładów uniwersyteckich, Józef uczy się języków obcych, wśród których jest hebrajski i arabski. Zainteresowanie krajami oraz językami Wschodu na uniwersytecie wileńskim jest niezwykle modne. Do swoich ulubionych wykładów Józef zalicza te prowadzone przez profesora Leona Borowskiego, znawcę wymowy i gramatyki powszechnej. Józefa interesuje szereg spraw. Już na pierwszym roku studiów przygotowuje do druku przekład fragmentu znanego dzieła autorstwa Plutarcha z Cheronei o życiu Cycerona, opatrując je naukowym komentarzem własnego pióra.

(…) Wszystko pociągało, nęciło, rozmarzało, a ten niezmierny głód i pragnienie wiedzy szkodziły porządnemu kształceniu i wyborowi drogi pewnej. Śmiech i strach ogarnia, przeglądając pozostałości tych czasów… Wyciągi z Locke’a, cały traktat Galla o kranioskopii, tłumaczenie gramatyki arabskiej Volneya. Przekłady z Plutarcha. Porozpoczynane poematy i powieści, rozprawa o języku, dykcjonarze obok tłumaczenia Locke’a… Z Lindego wypisałem wówczas, co tylko mogło posłużyć do zamierzonego glossarium języka polskiego, które na tym stanęło. W głowie wirowały i przewracały się najzuchwalsze plany… Nauki przyrodnicze walczyły jeszcze z literaturą i historią, ale wkrótce pokonane zostały. Skończyłem na niedokończonej anatomii i na rozpoczętej fizjologii (…)[2]

Józef codziennie wędruje na uczelnię i coraz mocniej wtapia się w społeczność wileńską. Miasto stara się obserwować okiem uważnym i życzliwym. W mieście tym ton nadają akademicy (studenci). To właśnie oni należą do postaci najbardziej charakterystycznych. Wydaje się, iż nie uświadczy zakątka, w którym mogłoby ich zabraknąć. Studentów widać na ulicach, za miastem, przy każdym domu i na każdych schodach. Jeśli ich nie widać, to na pewno można ich usłyszeć. W cieplejsze jesienne dni uczą się na głos, prowadzą dyskusje lub nucą piosenki.

Kraszewski na swojej wileńskiej drodze spotykał różnych studentów. Jednak największą sympatię odczuwał do tych, którzy całą nadzieję przyszłości pokładali w nauce. W swoich Pamiętnikach pisze o nich tak:

(…) ze względu na cel pobytu rozdzielim naprzód pracowitych od nieuków. Pracowitym bywał zwykle ubogi, którego całą nadzieję, całą przyszłość stanowiła nauka. Ten nie mieszał się wcale do towarzyszów swoich hulanek, do ich długich rozmów, do przechadzek, odwiedzin, nie miał czasu na próżnowanie. Wszystkie swe siły, całą działalność kierował ku jednemu, ku nauce. On najpierwszy wstawał, kładł się ostatni, jego seksterna były wzorem dla drugich, a choć go trochę wyszydzano rok cały, gdy przyszło przygotowanie się do zdania egzaminów, stawał się ważną figurą i dobijano się powtarzania lekcji u jednego z nim stolika (…)

(…) Całkiem inny był typ drugi. Śmiały się oczy, rumieniła twarz, żarty z ust płynęły, szukał tylko zabawy, rozrywki, śmiechu, chlubił się niejako ze swej niewiadomości godzin lekcji, ze swego próżniactwa, ze swego rzemiosła swawoli. Ujrzałeś go na każdej przechadzce, w każdej kawiarni, na każdej maskaradzie, gdzie tylko hulanka, swawola, gdzie wesołość, śmiechy. Jeśli przyszedł na lekcje, to tylko jak w odwiedziny do kolegi, usiadł w ostatnich ławkach rozmawiać, poziewać, układać plany na dzisiaj, na jutro, na tydzień cały. Najpierwszy do zmistyfikowania, do wyświstania, do poszturchania bedela, ale najpierwszy także do podzielenia się sakiewką z ubogim, do zaproponowania składki dla chorego współucznia, do perory, mającej poruszyć serca oziębłych. Cały rok schodził mu tak szybko, niepostrzeżony i w głowie szmaty chyba podartej nauki uwięzły, on się o to nie troszczył. Drwił jeszcze z pracowitych, na których pomoc do egzaminu rachował (…)[3]

Józef bardzo często odwiedza Ostrą Bramę. Najsilniejszym wrażeniem, które wynosi z tego szczególnego miejsca jest dostrzeżona któregoś wieczora postać odziana w łachmany, która modli się ze złożonymi rękami, a modlitwie towarzyszą bolesne westchnienia i jęki. Kraszewski wie, że to miejsce owiane jest niejedną legendą. Mówiono, iż podczas oblężenia Wilna przez Szwedów żelazne drzwi Ostrej Bramy, bez udziału człowieka, runęły na wrogów, którzy pełnili straż u wrót.

 

 

 

 

Ulica prowadząca do Kaplicy Ostrobramskiej

 

 

 

 

 

 

 

 

Kraszewski nie może także nasycić się pięknem krajobrazów okolic Wilna. Pochłania go nie tylko przyroda i uroda pejzażu, lecz również pozostałości miejskich obwarowań, ślady szańców obronnych i wiekowe kurhany. Ta fascynacja sprawia, że Józef podejmuje zamiar opracowania historii Wilna. Nie przeszkadza mu nawet fakt, iż jest niedoświadczonym studentem bez środków finansowych. Choć wie, iż podobne dzieło opracował już wybitny historyk o nazwisku Baliński, nie daje za wygraną i uparcie gromadzi potrzebne materiały. Nie brakuje też złośliwców, którzy nie chcą mu pomóc. Tych przez długie lata Józef nie wyrzuci z pamięci.




[1] J.I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 89-90.

[2] M. Wareńska, Chłopiec z Romanowa, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1965, s. 114.

[3] J.I. Kraszewski, Pamiętniki…, op. cit., s. 132-133.

*podorożna – dokument urzędowy nakazujący dawać konie pocztowe

** mefityczna atmosfera (z łac.) – cuchnące, duszące zapachy, szczególnie dotkliwe przy ówczesnym braku kanalizacji

 

 

źródła zdjęć:

Kamienica (1)

Dziedziniec Uniwersytetu (2)

Kaplica Ostrobramska (3)

 

prawa autorskie zastrzeżone


czwartek, 05 kwietnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Wilno 8211 pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń cz. IV z Kraina Czytania
  W traktierni Pod Tycjuszem , czyli inaczej, Titiusem , która zaliczana jest do najlepszych w Wilnie, doktor prawa, Kazimierz Moniuszko , niemłody już, lecz bardzo zamożny, niegdysiejszy wizytator szkół na Litwie i Wołyniu, z żywym zainteresowaniem ... »
Wysłany 2012/04/26 17:30:06
Wilno 8211 pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń cz. III z Kraina Czytania
  Pracownia profesora Jana Rustema należy do tych wileńskich zakątków, gdzie prawie każdego dnia jest gwarno i rojno. Profesor Rustem to znany wileński artysta malarz, człowiek niezwykle towarzyski, dowcipny, szczerze każdemu życzliwy, a drzwi do ... »
Wysłany 2012/04/26 17:36:32
Wilno 8211 pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń cz. II z Kraina Czytania
  Młody człowiek, otulony ciemnym płaszczem z peleryną, na świat spogląda bystrym spojrzeniem nad wiek poważnych i przenikliwych oczu. Nosi bujną czuprynę i zapuszcza 8222 baczki 8221 na policzkach. Ubiera się bardzo skromnie w wąskie spodnie i ... »
Wysłany 2012/04/26 17:39:05
Komentarze
ksiazkowka
2012/04/05 15:58:24
Cudna podróż moja droga, cudna... :)
-
krainaczytania
2012/04/05 16:05:15
@Ewa
Dzięki śliczne :-) Ale to jeszcze nie koniec. Wilno podzieliłam na co najmniej dwie części, bo jeszcze sama nie wiem ile mi zajmie. Trochę Kraszewski w tym Wilnie przeżył i nie wszystko było takie fascynujące jak w tym wpisie. No ale o tym za tydzień :-)
-
2012/04/05 19:24:11
Bardzo ciekawe, czekam na kolejne czesci:)
-
2012/04/05 23:58:55
No to jesteśmy w Wilnie. Trzeba oswoić się z wielkomiejskim ruchem i możliwościami dostępu do księgozbiorów, teatru.
-
krainaczytania
2012/04/06 09:13:18
@sad.a.5
Dziękuję :-) Podzieliłam to Wilno na części, ponieważ Kraszewski sporo w nim przeżył i gdybym, chciała to wszystko zawrzeć w jednym wpisie, to byłby on strasznie długi. A tak na ciąg dalszy zapraszam w najbliższy czwartek :-)
-
krainaczytania
2012/04/06 09:16:28
@Nutta
Józio nieco zachłysnął się tym wielkomiejskim klimatem, ale bardzo szybko do niego przywykł :-) A ten dostęp do księgozbiorów wcale nie był taki prosty wbrew pozorom. Na swojej drodze spotkał pewnego zakonnika, który odmówił mu pomocy przy zbieraniu materiałów dotyczących historii Wilna, mówiąc: "Mam, ale nie dam" i to właśnie jego Kraszewski zapamięta na długie lata :-)
-
cyrysia
2012/04/06 19:18:09
Jestem typową domatorką, ale tym razem z wielką przyjemnością wybrałam się w wirtualną podróż do Wilna i bardzo mi się tam spodobało ;-)
-
avo_lusion
2012/04/06 22:00:02
Wilno - bardzo klimatyczne, chciałabym kiedyś zwiedzić... Może się uda. Józef miał okazję widzieć wiele pięknych miejsc:)
-
krainaczytania
2012/04/07 11:53:09
@Cyrysia
A widzisz, jednak udało mi się wyciągnąć Cię z domu :-) Cieszę się, że Wilno przypadło Ci do gustu :-)
-
krainaczytania
2012/04/07 11:54:46
@Danusia
Ja też nigdy nie byłam w Wilnie. Może kiedyś? Józef nie tylko zobaczył Wilno. On zwiedził prawie całą Europę. Pewnego dnia tak sobie postanowił i tego dokonał. Uparty gość z niego był :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?