Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Wilno – pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń (cz. IV)

 

W traktierni Pod Tycjuszem, czyli inaczej, Titiusem, która zaliczana jest do najlepszych w Wilnie, doktor prawa, Kazimierz Moniuszko, niemłody już, lecz bardzo zamożny, niegdysiejszy wizytator szkół na Litwie i Wołyniu, z żywym zainteresowaniem przygląda się drobnemu młodzieńcowi. Niezwykle trudno jest uwierzyć, że Kleofas Fakund Pasternak ma zaledwie dwadzieścia wiosen. Prawdę powiedziawszy, nie wygląda nawet na tyle. Tymczasem zyskał już sławę, a jego utwory docierają na odległe krańce Wołynia, Litwy i Polesia. Sypnąwszy garścią pochlebnych uwag na temat twórczości debiutującego Literata, Moniuszko pragnie poznać dalsze jego plany twórcze.

Józef Kraszewski słucha tych komplementów, a jego twarz rumieni się coraz bardziej. Początkowa rezerwa i nieufność wobec obcego, szybko mija. Do tej pory otoczenie, a zwłaszcza rodzina, nie psuło go zbytnio pochwałami, więc jest to dla niego nowe doświadczenie. Józef czuje jak wokół serca robi mu się coraz cieplej ze wzruszenia. Miło tak słyszeć tyle pochwał od pierwszy raz widzianego przybysza. Oczywiście, chce nadal pracować literacko, ale nie chce z tego powodu zaniedbać pracy naukowej. Znów myślami wraca do swojego niegdysiejszego postanowienia dotyczącego napisania historii Wilna. Zgromadził już przecież tak wiele odpowiednich materiałów, które chce teraz opracować. Zamierza też nadal pisać powieści. Przygotowuje też co nieco dla nowego pisma, które zamierza wydawać wileńska młodzież literacka. Pismo to będzie nosić tytuł Znicz. Na czele tego pisma stanie przyjaciel Kraszewskiego, Józef Krzeczkowki.

Kiedy Kazimierz Moniuszko pyta Kraszewskiego, co ten zamierza drukować w tym Zniczu, nasz bohater odpowiada, że zwykłe drobnostki. Jakieś małe opowiadania, może wiersz, a może jakiś przekład. Natomiast jeśli chodzi o większe prace, to z dumą stwierdza, że teraz to on pisze powieść. Nową powieść, która będzie nosiła tytuł: Wielki świat małego miasteczka, przy czym uśmiecha się mimo woli i wskrzesza w pamięci obraz Białej Radziwiłłowskiej, o której zachował tak wiele serdecznych wspomnień. To właśnie to miasteczko powołuje do życia w swojej najnowszej powieści.

Jednak Moniuszko pragnie też wiedzieć, co bardziej odpowiada młodemu Autorowi, jaki gatunek powieści darzy szczególnym upodobaniem: czy jest to powieść współczesna, czy może historyczna? A może taka, jaką tworzył Walter Scott, pisząc o romansach rycerzy bez skazy, o Rob Royu, czy też Ryszardzie Lwie Serce? Moniuszko zastanawia się także, czy tą powieścią nie jest przypadkiem ta, w jakiej gustuje wchodzący szeroko w modę ówczesny młody pisarz francuski, Honoriusz de Balzac? Lecz Kleofas Fakund Pasternak otwarcie i z całą młodzieńczą szczerością oświadcza, że pociąga go i jedno i drugie. Pan Kazimierz potakuje więc z uznaniem i nie omieszka raz jeszcze podkreślić walorów charakteryzujących romanse Waltera Scotta. Jednak wyraz twarzy Józefa wyraźnie świadczy o tym, iż mimo szacunku wobec starszego wiekiem interlokutora, on posiada swoje osobiste zdanie dotyczące powieści historycznej i wcale nie ma zamiaru go zmieniać.

– Walter Scott? Owszem, czytałem, znam. Ale ja chciałbym pisać inaczej!

Pan Moniuszko pewien był początkowo, że się przesłyszał.

– Ależ, mój panie! Przecie to słynny pisarz, wzór niedościgły!

Kraszewski przeczył z uporem.

– Wzór niedościgły? Tak, zapewne. Ale zależy dla kogo! Ja chciałbym przede wszystkim widzieć fakta i w moich powieściach historycznych opisywać prawdę, nie zaś kształtować je na podobieństwo ballad rycerskich.

– No, nie wiem, czy to się panu uda – zauważył Moniuszko tonem świadczącym o daleko posuniętym sceptycyzmie.

– Zobaczymy. Nasi dziejopisowie i kronikarze nastręczają autorom nieprzebrane bogactwo faktów. Trzeba tylko umieć je wyzyskać.

– A sprawy dzisiejsze?...[1]

Józef zwleka z odpowiedzią. Widzi jak na twarzy rozmówcy maluje się uprzejme niedowierzanie. Zastanawia się więc, czy należy wtajemniczać pana Kazimierza we własne pragnienia. Oprócz powieści historycznych, jednak innych niż romanse Waltera Scotta, chce pisać o życiu współczesnym sobie i o ludziach, których spotyka na co dzień. Z doświadczenia wie, że zarówno osobiste przeżycia, jak i obserwacje są niezmiernie przydatne i cenne jako pisarski kruszec. Pragnie malować życie, troski, radości oraz zmartwienia zwyczajnych ludzi. Józef chce pisać o ludziach, których widywał w Romanowie i Świsłoczy, a także w Białej, Lublinie i Wilnie. Chce odtwarzać postacie prowincjonalnych rzemieślników i urzędników, jak również aptekarzy, doktorów, organistów, szewców i krawców. Egzystencja tych ludzi pociągała go od zawsze i kusiła swoją nieodpartą siłą, dlatego właśnie, iż dotychczas omijała ich literatura. Interesujące, malownicze typy, liczne epizody i wydarzenia z ludzkiego życia zdają się same napraszać pod pióro.

Jednak Józefa równocześnie nęci przeszłość, której ślady od dawna zawzięcie tropi. Powodowany młodzieńczą ambicją z cieniem przekory, pragnie o niej pisać po swojemu. Chce to robić inaczej niż osławiony Walter Scott i jego polscy naśladowcy, jak Julian Ursyn Niemcewicz, Aleksander Bernatowicz, czy też Franciszek Skarbek. Pisać inaczej to, według Kraszewskiego, wykorzystywać umiejętności i doświadczenia powyższych pisarzy, równocześnie nasycając karty utworów własnym oryginalnym duchem, z całym szacunkiem dla historycznej rzeczywistości udokumentowanej i sprawdzalnej. Tak więc Kraszewski zgodnie z myślą o prawdzie, niczym nie upiększonej, opartej na wydarzeniach z życia, tworzy swoje pierwsze utwory: Dwa a dwa cztery, Majster Bartłomiej, Pan Karol. W tym samym czasie nasz młody Pisarz pracuje nad powieściami historycznymi. Jedną z nich jest Ostatni rok panowania Zygmunta III, w której opisuje czas najbardziej dla króla tragiczny w ciągu całego jego panowania. W drugiej powieści, pod tytułem Kościół Świętomichalski, Józef skupia całą uwagę na krwawych zamieszkach w szesnastowiecznym Wilnie, a także na ówczesnych waśniach i zwadach pomiędzy dysydentami a katolikami.

 

Panorama Wilna

Autor: Michał Elwiro Andriolli 

Muzeum Narodowe w Krakowie

 

Wszelkie fakty oraz wiadomości odnoszące się do rzeczywistych wydarzeń, a które zapisane są w księgach i kronikach, nasz bohater usiłuje formować w kształt artystycznego obrazu. W swojej zawziętej pogoni za prawdą zbiera, wyławia i skrupulatnie gromadzi opisy poszczególnych wypadków historycznych. Jednak nie potrafi jeszcze sięgnąć myślą głębiej i tym samym wyprowadzić celnych wniosków. Nie umie też zrozumieć i odtworzyć skomplikowanego mechanizmu dziejowych przemian. Ta pisarska sprawność, która swoje źródło ma w długoletniej pracy i twórczych przemyśleniach ujawni się dopiero po latach. Na chwilę obecną Józefa ponosi młodzieńcze usposobienie oraz zapamiętałe umiłowanie rzeczywistości. Takie postępowanie nie podoba się krytykom i recenzentom. Jednak mimo to, powieści młodego Autora zwracają na siebie szczególną uwagę, lecz opinia o nich na ogół jest negatywna. Zdaniem krytyków powieści Kraszewskiego zawierają zbyt mało dramatyczności i grozy tak charakterystycznej dla Waltera Scotta. Pisarz zdradza w nich zbyt wiele zamiłowań do „szargania” przeszłości oraz do wydobywania z niej treści gorzkich, trudnych, które bynajmniej nie pokrzepiają serc czytelników.

Pan Jan Kraszewski po przeczytaniu kilku prawdopodobnie zjadliwych opinii o twórczości swojego syna, ma stanowczo dosyć jego literackich poczynań. Gdybyż jeszcze pisano o Józefie pochlebnie, z przychylnością i uznaniem, to mógłby to zrozumieć! Ale przecież w pismach i gazetach, jak grzyby po deszczu, wyrastają ostre słowa pod adresem jego utworów historycznych! Pan Jan nie dostrzega z bliska tego trudu, jaki jego syn wkłada w swą pracę, ani też tego wysiłku, którego kosztem powstają owe krytykowane powieści. Ojciec w żaden sposób nie docenia talentu i zapału Józefa. Bardzo trudno jest opanować mu irytację na samą myśl, iż nazwisko Kraszewskich jest poniewierane i wykpiwane przez byle pismaka, czy też gazetowego gryzipiórka. Może gdyby gdzieś napisano o pochwałach, jakie młody Kraszewski otrzymuje ze strony wydawców jak księgarz Glücksberg, bądź też o tych wyrażanych przez życzliwych ludzi jak pan Kazimierz Moniuszko, jego spojrzenie na twórczość syna byłoby zgoła odmienne? Lecz owe pochwały to tylko słowa, które zbyt szybko przemijają i nikt o nich nie pamięta oprócz samego zainteresowanego.

 

Katedra Wileńska

 

Nagłe zamknięcie uniwersytetu na czas nieokreślony przekreśla dalszą edukację Józefa, zaś jego praca literacka nadal nie znajduje uznania ani aprobaty w oczach pana Jana. Na nic zdają się nieśmiałe perswazje matki, która lepiej rozumie pasję młodego człowieka. Podobnie wstawiennictwo ukochanej babki nie przynosi pozytywnych efektów. Pan Jan Kraszewski podejmuje więc stanowczą decyzję. Ogłasza wszem i wobec, że Józef potrzebny jest w gospodarstwie, gdyż trzeba o nie zadbać, bo wydatki i problemy finansowe rosną z każdym rokiem. Należy też wziąć pod uwagę kształcenie młodszych dzieci. Jeżeli więc nauka pierworodnego staje pod wielkim znakiem zapytania, to niech wraca natychmiast do domu!

Skrawek papieru, na którym pan Jan zawarł swoje ojcowskie postanowienie, mocno drży w rękach Józefa. Młody Pisarz z goryczą stwierdza, że nawet własny ojciec nie chce i nie potrafi zrozumieć jego zamiłowań literackich i naukowych. Ten ojciec, który sam również lubi parać się pędzlem i piórem, teraz oto podcina mu skrzydła! Jak może traktować jego zamiłowania jak zwykłą rozrywkę i miłe „niepróżnujące próżnowanie”? Przecież to jest rzetelna i poważna praca, która zapewnia źródło utrzymania i bytu! Ojciec nie chce, czy też może nie potrafi zrozumieć, że dla Józefa praca literacka, lektura i bezustanne chłonięcie wiedzy stanowi potrzebę najsilniejszą. Pozbawiony tych zajęć młody człowiek nie potrafi już wyobrazić sobie życia.

Bardzo szybko okazuje się, że najtrudniej jest być przysłowiowym prorokiem we własnym kraju i pośród własnej rodziny. Wobec ojcowskiej woli bezsilna jest wszelka życzliwość dla pracy literackiej okazywana Józefowi przez romanowski „fraucymer”. Trzeba więc jechać do domu. A może wracać?

Józef czuje się jak żołnierz, który pod przymusem opuszcza pole bitwy tuż przed jej zwycięskim zakończeniem. Rozmyślając o bliskiej perspektywie opuszczenia Wilna na czas nieokreślony wpada w depresję graniczącą z rozpaczą. Doskonale zdaje sobie sprawę jak bardzo będzie mu brakować bibliotek, książek, pogawędek z przyjaciółmi w wileńskich traktierniach, czy też odwiedzin w oficynie wydawniczej Glücksberga. Dlatego też na pociechę postanawia wstąpić do wsi Szczuczyn, która leży na szlaku jego powrotnej drogi do domu. Podobno znajdzie tam na strychu jakieś papiery i zbutwiałe, pokryte kurzem szpargały. Być może odnajdzie wśród nich jakieś cenne i przydatne do pracy literackiej dokumenty? Jednak wraz z tym pytaniem powraca zwątpienie. A jeśli nawet uda się odgrzebać w szczuczyńskich zakamarkach jakieś wartościowe znalezisko, to wcale nie znaczy, że będzie można je spożytkować, skoro cała dalsza praca literacka pozostaje obecnie pod wielkim znakiem zapytania?

(…) Po wyjezdnym z Wilna miałem już ustaloną sławę człowieka, który wszelaką zbierał starzyznę, a szczególniej papierową. Jeden z moich towarzyszów i przyjaciół przypadkiem się z tym wygadał przede mną, że resztki jakiegoś archiwum, pono Scypionów, znajdowały się zrzucone na pastwę myszom i wilgoci na strychu kościółka w Szczuczynie. Resztki archiwum, do którego nikt najmniejszej nie przywiązywał ceny!! Odkryć je, zabrać, bodaj wykraść, zdawało mi się obowiązkiem. Począłem tak szturmować, tak się starać, tak prosić, żem na koniec otrzymał potrzebne listy i zapewnienie, iż to śmiecie zabrać mi będzie wolno. Jak rozgorączkowany jechałem do tego Szczuczyna, Bogu jednemu wiadomo.

Ale cóż? Ojciec, wysyłając po mnie, wcale się nie spodziewał, ażebym po drodze miał rabować kościoły i z łupem powracać do domu. Wózek mój, już obciążony tłumoczkiem, książkami, obrokiem i woźnicą był bardzo szczupły. Gotów byłem sam iść piechotą, woźnicę namówić do podobnej pielgrzymki, bo nająć furki, niestety, nie miałem za co. Kasa powracającego z Wilna była ściśle obrachowaną tak, aby mogła zaledwie do Dołhego wystarczyć. W Szczuczynie, gdy przyszło zabierać i w worki ad hoc przygotowane pakować papiery, okazało się, iż one całą bryczkę wypełnić musiały. Jak wyglądał mój wózek, gdym nareszcie wyruszył w dalszą drogę, tego ani odmalować, ani opisać niepodobna. Było to coś poczwarnego, a tak nieforemnego, iż ściągało oczy, bo nikt by się domyślić nie mógł, że te wory zawierały na pół przegniłe papierzyska (…)[2]

I tak oto ukochane Wilno pozostaje daleko, a Józef odwraca się raz i drugi, patrząc z uporem za siebie. Wytęża wzrok mocno nadwerężony ślęczeniem nad książkami. Pragnie raz jeszcze poprzez tę mgiełkę oddalenia, która przesłania miasto, ujrzeć spiętrzone dachy domów i wieże kościelne, a także Górę Zamkową i Trzykrzyską.  Pamięta, że gdy po raz pierwszy zobaczył Wilno, czuł się nieco nim rozczarowany. Narzekał, że zbyt mało w nim pamiątek z przeszłości. Lecz teraz oddałby wiele, aby było mu dane pozostać w nim na stałe. Czy znów je kiedyś zobaczy?

W swoim bagażu wiezie Historię Wilna. To dzieło pieczołowicie przygotowane, owoc usilnych pragnień, wytężonych studiów i długiej pracy. Teraz będzie ono stanowić ucieczkę przed szarą codziennością, monotonią dni powszednich, która zapewne czeka go w rodzicielskim domu. Ściany, które niegdyś tak bardzo miłował, teraz wydają mu się niemalże miejscem zsyłki. Szeroki świat, którego przedprożem było Wilno, wciąż kusi z nieodpartą siłą. Kraszewski znużonym wzrokiem wodzi po otaczającym go krajobrazie. Szare, niskie chaty kryte słomianymi strzechami wyrastają przy drogach niczym grzyby po deszczu. Na polach, w mrówczej pracy, ruszają się pracowicie krzątające się drobne ludzkie sylwetki.

 

Zamek Górny i Dolny (Wilno)

Litografia pochodzi z XIX wieku

 

Nagle Józef przypomina sobie postać młodego kozaczka, którego spotkał w pracowni mistrza Jana Rustema na krótko przed wybuchem powstania. Zastanawia się, co też mogło stać się z tym chłopcem, który nie tylko pięknie malował, ale układał także piękne wiersze. Pamięta jak profesor mówił o nim, że będą z niego ludzie, jeśli tylko… No właśnie. Jeśli co? Jeśli ktoś mu pomoże? Dopiero teraz Józef przypomina sobie, że owy kozaczek o pochmurnej twarzy nosił rusińskie imię i nazwisko: Taras Szewczenko. Józef nie spotkał go powtórnie, gdyż gorąca fala wydarzeń powstańczych stłumiła obraz krótkiej rozmowy w pracowni Rustema mieszczącej się przy ulicy Świętojańskiej. Artysta, którego Kraszewski spotkał później przelotnie, postarzały, zmęczony i smutny, napomknął coś mimochodem, że ów kozaczek Szewczenko wraz z resztą służby grafa Engelhardta wyjechał do Petersburga. Dopiero teraz nasz bohater zdaje sobie sprawę, że ich drogi już nigdy nie skrzyżują się ponownie.

Rozmyślając teraz o tamtym przypadkowym spotkaniu, Kraszewski czuje wstyd spowodowany swoją niedawną rozpaczą. Jeśli tamten pańszczyźniany biedak i sierota, otoczony murem ludzkiej obojętności, był w stanie z tak wielkim uporem dążyć do celu, jakim było wymarzone malarstwo, to czy przystoi jemu, młodemu pisarzowi pochopnie poddawać się nieprzychylnym okolicznościom i rezygnować z własnej drogi twórczej? Kraszewski oddycha głęboko, jak gdyby z ramion spadł mu ogromny ciężar. Czuje poryw otuchy i nadziei. Teraz już wie, że musi przekonać ojca i nie dać zbić się z raz obranej drogi! Niech kręcą nosami krytycy niezadowoleni z powieści historycznych młodego Autora. Postanawia, że będzie je nadal pisał! Ponadto odtworzy w swoich książkach także życie prostych i bezimiennych ludzi. Ludzi takich, jak mieszkańcy małych, skromnych i prowincjonalnych miasteczek. Takich, jak chłopi krzątający się na polach, do których chat zaglądał jeszcze w latach swego dzieciństwa. To ludzie bliscy, choć nieznani. Z wyglądu szarzy, jednak w duszach ukrywający nieprzebrane skarby uczuć. To ludzie o chłopskim uporze podobni do spotkanego w Wilnie kozaczka.

Wezbraną falą ogarnęła Józefa silna wola i odwaga. I znów, jak przy swoim pierwszym, dziecięcym spotkaniu z Julianem Ursynem Niemcewiczem, postanawia: Będę pisał. Choćby nie wiedzieć jakie przeszkody i trudności się piętrzyły mi na drodze. Choćby wszyscy mi się sprzeciwiali. Dopnę swego. Będę pisał!




[1] M. Wareńska, Chłopiec z Romanowa, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1965, s. 147.

[2] J.I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 342-343.



 

źródła żdjęć:

Panorama Wilna (1)

Katedra Wileńska (2)

Zamek Górny i Dolny (3)

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

czwartek, 26 kwietnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Wilno 8211 pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń cz. III z Kraina Czytania
  Pracownia profesora Jana Rustema należy do tych wileńskich zakątków, gdzie prawie każdego dnia jest gwarno i rojno. Profesor Rustem to znany wileński artysta malarz, człowiek niezwykle towarzyski, dowcipny, szczerze każdemu życzliwy, a drzwi do ... »
Wysłany 2012/04/26 17:37:57
Komentarze
ksiazkowka
2012/04/26 18:04:51
Chyba nie ma nic bardziej przykrego od braku wsparcia najbliższych w tym co kochamy robić...Jestem zawiedziona postawą ojca Kraszewskiego, ale jednocześnie pod dużym wrażeniem silnej woli pisarza. :) Na przekór wszystkiemu chce pisać dalej - piękne. :)
-
avo_lusion
2012/04/26 18:09:17
Taka siła zdumiewa i budzi szacunek. Wystarczy moment zawahania, aby nie powstało coś ważnego...
-
krainaczytania
2012/04/26 18:14:58
@Ewa
Mnie również postawa pana Jana się nie podoba, ale dzisiaj też można zaobserwować takie podejście do sprawy. Ile jest takich rodzin, gdzie rodzice "z góry" planują przyszłość swoim dzieciom i liczą się tylko te zawody, które dają duże pieniądze. To jest bardzo prosta droga do sprawienia, że dziecko będzie nieszczęśliwe. Wiesz, to smutne, co teraz napiszę, ale nie tak dawno spotkałam się z opinią, że jak ktoś pisze książki, to nie jest do końca normalny, bo zmyśla, kłamie i nie żyje w świecie realnym :-( Myślałam, że mi serce pęknie, jak to usłyszałam :-( Zaskoczyło mnie to, że w XXI wieku ludzie potrafią jeszcze w ten sposób myśleć. Być może pan Jan myślał podobnie.
-
krainaczytania
2012/04/26 18:16:54
@Danusia
Ja to w ogóle podziwiam Kraszewskiego. Podziwiam tę jego siłę woli. Myślę, że dzisiejsi pisarze powinni brać z niego przykład i nie zwracać uwagi na złośliwą i chamską krytykę, tylko uparcie dążyć do celu.
-
ksiazkowka
2012/04/26 18:37:42
Skasuj proszę mój poprzedni komentarz "bezloginowy". Z wrażenia zapomniałam się zalogować. ;)

"(...)że jak ktoś pisze książki, to nie jest do końca normalny, bo zmyśla, kłamie i nie żyje w świecie realnym." Witki mi opadły... Ale to chyba takie typowo polskie i schematyczne myślenie, które spotyka się w różnych dziedzinach życia. Przykre, bardzo przykre...Swoją drogą, większej głupoty nie słyszałam. ;)
-
krainaczytania
2012/04/26 18:44:21
@Ewa
I ja również nie słyszałam. Zwyczajnie mnie zatkało. Ja bez książek nie dałabym rady żyć. Pisanie jest moją pasją, więc kiedy ta osoba uraczyła mnie taką opinią, poczułam się dość nieprzyjemnie, delikatnie mówiąc. Zwyczajnie brak mi słów.
Ok, już kasuję poprzedni komentarz. Uwierz mi, że ja też byłam "pod wrażeniem", zważywszy że ten ktoś był mi dość bliski, a swój poprzedni blog, który prowadziłam kilka lat temu (już nie nie pamiętam dobrze, może dwa 2-3 lata), zlikwidowałam właśnie pod wpływem tego pana, który postawił mi ultimatum. Możesz się chyba domyślić jakie :-)
-
cyrysia
2012/04/26 19:12:28
Też myślę, że Kraszewski powinien być doskonałym wzorem dla wielu naszych współczesnych pisarzy. Jego siła woli i charyzma była naprawdę wielka.
-
krainaczytania
2012/04/26 19:53:08
@Cyrysia
I popatrz do czego doszedł, dzięki swojemu uporowi :-) Po tylu latach czytelnicy o nim pamiętają i nawet doczekał się swojego roku, choć musi go jeszcze dzielić z Korczakiem i Skargą. Ale myślę, że nie miałby nic przeciwko temu. W końcu obaj panowie to wybitne osobowości. Myślę, że Kraszewskiemu od samego początku chodziło o to, aby zdobyć taką sławę, która będzie trwała przez wieki :-)
-
ksiazkowka
2012/04/26 21:04:41
O rany, poważnie postawił Ci takie ultimatum?? Jejku, mój umysł po prostu tego nie ogarnia... ;) I przyznaję, że ciut dziwię się, że uległaś. Gdyby mój "bliski pan" postawił mi takie ultimatum to najpierw padłabym na podłogę i przez kilka minut wiła się w konwulsjach wywołanych śmiechem, a potem chyba jegomościa grzecznie pożegnała...Jak można zabierać komuś to co daje mu radość?? Ech... Aż mi przykro, że musiałaś się spotkać z taką sytuacją oko w oko...
-
krainaczytania
2012/04/27 08:54:56
@Ewa
Czasami jest tak, że robimy pewne rzeczy, bo ważniejsze jest uczucie i ten drugi człowiek. Ja zawsze na pierwszym miejscu stawiam tę drugą osobę, a swoje plany i marzenia lokuję gdzieś z tyłu. Jeśli naprawdę chce się uratować związek i zależy na tej drugiej osobie, to wtedy człowiek jest w stanie poświęcić naprawdę wiele. Wiesz, staram się nie kierować egoizmem, dlatego zrobiłam to, o co prosił. Wiesz, ja tylko z pozoru jestem taka twarda i nieustępliwa :-) W sumie nie była to wielka strata, bo tamten blog nie przedstawiał sobą zbyt dużej wartości. To były moje początki i to bardzo nieudolne. I tak oto niespodziewanie od Kraszewskiego przeszłyśmy do tematów damsko-męskich :-)
-
ksiazkowka
2012/04/27 13:29:00
No tak, zgodzę się. Jest miłość jest i poświęcenie, więc pewnie zbyt łatwo przyszło mi napisanie poprzedniego komentarza. :) Jedno się nie zmieni za to w moim zdaniu odnośnie tej sytuacji - zachowanie pana jest dla mnie karygodne. Już kończę ten "off topic". ;)
-
krainaczytania
2012/04/27 14:59:36
@Ewa
Wiesz, że Twoje komentarze zawsze miło mi się czyta, bez względu na to czy dotyczą postu, czy są od niego oderwane treścią :-) A rację oczywiście Ci przyznaję, że "pan" się zachował paskudnie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym miała od swojego partnera wymagać rezygnacji z pasji, bo mi się owa pasja nie podoba. No chyba, żeby ta pasja krzywdziła innych. Ściskam :-)
-
2012/04/27 23:08:32
Widać, iż już wtedy wiedział, że jego twórczość potoczy się dwutorowo jeżeli chodzi o powieści: historia i współczesność w centrum zainteresowań. Potem jeszcze uzupełnił literaturą faktu - to też już wtedy kiełkowało, o czym świadczą kwerendy po bibliotekach i strychach w poszukiwaniu dokumentów.
-
krainaczytania
2012/04/28 18:32:56
@Nutta
Wiesz, ja myślę, że Kraszewski swoją karierę planował już od dziecka, a potem tylko uparcie dążył do celu :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?