Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Wilno – pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń (cz. III)

 

Pracownia profesora Jana Rustema należy do tych wileńskich zakątków, gdzie prawie każdego dnia jest gwarno i rojno. Profesor Rustem to znany wileński artysta malarz, człowiek niezwykle towarzyski, dowcipny, szczerze każdemu życzliwy, a drzwi do swej pracowni na oścież otwiera przed licznymi gośćmi, których ciekawi jego sztuka. Pewnego jesiennego dnia do pracowni szanownego profesora zachodzi także Józef Kraszewski. Jest niezmiernie rad, że zastaje właściciela samego. Od dawna jego myśli zaprzątają dzieła artysty. Sędziwy mistrz serdecznie przyjmuje młodzieńca. Józef rozgląda się dookoła i widzi pełno rozpoczętych i gotowych płócien, szkiców i rysunków.

– Słyszałem, że acan też się pędzlem parasz? – zagadnął artysta, widząc jak młody przybysz kontempluje portret pięknej damy. Była nią Zofia Balińska, córka słynnego uczonego, profesora Jędrzeja Śniadeckiego.

Józef odpowiedział z zażenowanym uśmiechem:

– Tak, po trosze. Ciekawi mnie malowanie i rytownictwo. Ale chętniej piszę, niż maluję.

– Jedno drugiemu nie przeszkadza! – odparł artysta, poprawiając czerwoną krymkę, którą stale przykrywał głowę.[1]

Trzeba wiedzieć, że profesor Rustem to znakomity gawędziarz, więc nic dziwnego, że Józef natychmiast zostaje porwany przez wspomnienia artysty. Lecz w pewnym momencie piękną opowieść o rodzinie Śniadeckich przerywa pukanie i w tym samym czasie do pracowni wchodzi młody chłopak ubrany podobnie jak niegdyś kozaczkowie na pańskich dworach. Pierwszą myślą Józefa jest, iż to z pewnością posłaniec, który zaraz sobie pójdzie, a on będzie znów mógł słuchać opowieści profesora. Lecz to nie żaden posłaniec, a przyszły artysta. Józef z niedowierzaniem ogląda jego rysunki, które zdradzają niepowszednią biegłość i rzetelny talent wykonawcy. Natomiast gdy do pracowni wchodzą nowi goście, Józef już wie, że końca opowieści już się nie doczeka. Nastrój poprzednio panujący w pracowni mija bezpowrotnie.

 

 Jan Rustem - Autoportret

1762-1835



Nauka uniwersytecka, spacery po Wilnie, podpatrywanie życia miasta, poszukiwanie śladów przeszłości, a także samotne godziny ślęczenia nad książkami i wizyty w znajomych domach to powszednie życie Kraszewskiego. Jednak niespodziewanie brutalnie przecina je mroźny zimowy dzień. Dzień 15 grudnia 1830 roku. Tego dnia Józef nigdy nie zdoła zatrzeć w swojej pamięci. Rewizja w jego mieszkaniu jest krótka, a żandarmi wcale nie muszą trudzić się, aby pośród mnóstwa papierów rozsypanych niedbale i wśród połamanych gęsich piór, rękopisów, notatek, seksternów, móc odnaleźć to, czego szukają. A szukają obciążających młodego Kraszewskiego listów z Warszawy. Listów od komitetu tajnie przygotowującego powstanie.

Od kilkunastu dni całe miasto ogarnia podziemne wrzenie. Z Warszawy, jedna po drugiej, biegną alarmujące wieści: 29 listopada zaczęło się!

Senator Nowosilcow co sił umyka z Warszawy do Wilna, gdzie natychmiast zaczyna tropić sieć patriotycznych stowarzyszeń, która niewidzialnymi nićmi oplata miasto. Niebawem fala aresztowań ogarnia całe Wilno. Do mieszkania Kraszewskiego bardzo często schodzą się jego koledzy, którzy tak jak on sam, należą do studenckiego koła spiskowców. Józef nie ma czasu, aby pozbyć się papierów otrzymanych z Warszawy. Dokumenty te zawierają kompromitującą teść. Podobne listy wykryto nieco wcześniej u innego studenta, który w konspiracyjnym kole pełnił kierowniczą rolę. Na Litwie ogłoszony zostaje stan wojenny, a sądy wojskowe rozpoczynają działalność. Większość wykroczeń zostaje podciągnięta pod paragraf, który głosi, że powstańcza działalność to „uchybienie przeciw społeczności”. Nakazem rządu należy wydać mu wszelką broń. Rozporządzenie to dotyczy nawet zwyczajnych kos. W głąb Rosji rozpoczyna się zsyłka obywateli, którzy albo uczestniczyli przed laty w kampanii napoleońskiej, albo też kiedykolwiek stawali przed urzędem śledczym.

W wielu wileńskich domach nie można zaznać spokoju podczas tych dni, ani też snu w czasie nocy. Z wielkim lękiem ludność czeka na złowróżbne kołatanie do drzwi. Zapełniają się cele więzienne, co przywodzi na myśl nie tak bardzo odległe czasy filomackie. Jednak obecna rzeczywistość jest znacznie surowsza i bardziej groźna niż ta za czasów Adama Mickiewicza, Tomasza Zana, czy Jana Czeczota. Józef Kraszewski wraz ze swoim starszym przyjacielem, Hipolitem Klimaszewskim, trafia do kościoła Świętego Piotra i Pawła na Antokolu. Miejsce to zostaje przeorganizowane na więzienie, a aresztowanych przybywa z każdą godziną. W końcu jest ich tak wielu, że trzeba przenieść ich do miejskich koszar.

Księżyc świecił przepysznie nad Antokolskie pagórki i lasy, widać było z dala usrebrzone jego światłem wieże Ś. Piotra i Pana Jezusa u trynitarzy, i bielejący pałac Sapiehów na tle zielonym ogrodu. Tu niżej Wilia, świadek tylu odmian, pokryta mgłą jesieni, na drugiej stronie wzgórza porosłe sosniną, wśród której gdzieniegdzie widać obozowe ognie, a nad tym całym obrazem, oprawnym w ramy Ponar* i wzgórków oddalonych, unosiło się niebo czyste i jasne, jak pierwsze młodości westchnienia i księżyc jak lampa srebrna, zawieszona od sufitu niebios na sznurze z gwiazd i obłoków utkanym, oświecał ten obraz; a my, my, to jest wąsaty wojak i ja, jechaliśmy drogą powoli i ja jechałem jak nieboszczyk do mogiły!!

I wniosłem się do więzienia; nie wynijdę może z niego chyba daleko na Kaukaz, a może dalej jeszcze, za granice tego świata i tego życia!![2]

Hipolitowi Klimaszewskiemu udaje się zbiec do oddziałów powstańczych, aby tam walczyć z orężem w ręku, natomiast Józef, chory i znękany, pozostaje za murami więzienia. Proces młodych spiskowców zostaje przeprowadzony bardzo szybko. Ich działalność ulega rozgromieniu, zanim zdołała wydać choćby najmniejsze owoce. Wynik rozprawy wydaje się być z góry przesądzony wobec skonfiskowanych, obciążających dowodów, którymi są leżące na sędziowskim stole dokumenty i broń.

 

 

 

Wileński kościół św. Piotra i Pawła - to tutaj J.I. Kraszewski odsiadywał karę więzienia

 

 

 

W trakcie długich godzin przymusowego odcięcia od świata, Józef ma czas na rozmyślanie o własnym życiu. Jest pewien, że będzie musiał pożegnać się ze swoimi marzeniami o pracy naukowej i literackiej. Wie, że carskie władze nie żartują. Młodym spiskowcom grozi szubienica lub zesłanie. Ostateczny wyrok, jaki spotyka studentów, jest bezlitosny: zsyłka „w sołdaty” na daleki Kaukaz. Wkrótce po aresztowaniu Kraszewski pisze do rodziców:

Korzystam, żeby donieść mamie, że żyję i jestem w mieście do czasu, bo sam nie wiem, kiedy mi w podróż wyjechać wypadnie, i to w podróż taką, której się nigdy nie spodziewałem. Cały ogrom myśli, wyobrażeń zmieniło się od czasu, jak to niespodziewane nieszczęście mnie uderzyło. Ale cóż, jak wiele to nieszczęście posłużyło do rozwinięcia mego ducha, do ustalenia mego charakteru. Jedyną pociechą moją w tym stanie są książki, rzuciłem się teraz na drogę zupełnie suchą, na filozofię – marzę sobie o filozofii, śmiejąc się z nieszczęść, dumam, czasem płaczę, a najwięcej czytam.[3]

Józef pamięta, że na wolności zawsze brakowało mu czasu. Każdy dzień przynosił mnóstwo interesujących spotkań, lektur i zajęć. A teraz wszystko wydaje się być skończone. Zostały mu tylko książki, smutne rozważania o życiu i bierne czekanie na to, co przyniesie najbliższa przyszłość. Józef nie chce wybiegać myślą zbyt daleko. Godzi się ze swoim losem. Choroba nie pozwala mu na zbyt wiele. Z okna więziennego szpitala Kraszewski ogląda pogodne majowe niebo i błogosławi chorobę oraz własne nie najlepsze zdrowie, gdyż dzięki temu jego zsyłka na Kaukaz opóźnia się.

Jedną z wielkich przyjemności dla zamkniętych na osobności jest okno, osobliwie, kiedy widok z niego może się urozmaicić, ożywić i zająć. Zająć jednak nie znaczy u więźnia toż samo, co u wolno chodzących, których wyobraźnia i umysł zajmuje się tylko czymś większym i godniejszym uwagi, bo więzień dla braku zajęcia często pół godziny studiuje nad kawałkiem cegły lub źdźbłem słomy. Z mego okna na szczęście widać wiele, a każdy przedmiot jest zajmujący. Wprost przede mną leży ogród klasztorny, zajmujący duży łan ziemi, okryty drzewem owocowym, cherlającym na nieprzyjaznym gruncie, i warzywem. Skarbiec ten otacza mur godzien lepszego ogrodu. Dalej widać drogę od miasta, tuż ogród i domek, zwane Tivoli. Na prawo pałac niegdyś Sapieżyński, dziś szpital i kościół Pana Jezusa trynitarzy. Tu Wilia wypływa z gór i krąży poza Tivoli i posuwa się ku miastu. W oddaleniu widać pałacyk pani Rogowskiej, jeszcze najdalej Kalwarię, a drzewa, pola, a jeszcze dalej lasy i góry. Na lewo widać miasto, kościoły, wieże, twierdzę, wzgórki, zarośla i drogę (…)[4]

Tymczasem rodzina Józefa podejmuje energiczne działania, aby zapobiec surowemu wyrokowi. „Może wezmą pod uwagę młody wiek Józefa? A może coś wskórają zamożni wileńscy powinowaci?”– myślą. Pierwsza i najostrzejsza fala represji już opadła i teraz trzeba jedynie cierpliwie czekać.

Nadchodzi jeden z upalnych dni u schyłku czerwca. Wtedy to odgłos huku armat wstrząsa więzieniem i budzi nadzieję. Rosyjska artyleria broni Wilna przed korpusem powstańczym generała Giełguda, który niespodziewanie zjawił się na przedmieściach miasta. Jednak natarcie powstańców niebawem załamuje się wobec przeważających sił wroga. Korpus generała wycofuje się ku granicom Prus i powraca rutyna jednostajnych dni więziennych.

Za niedługo Józef dowiaduje się, że jednak warto jest mieć wpływowych krewnych. Przeorysza zakonu Wizytek, niejaka wielebna ksieni Dłuska, osobiście interweniuje w sprawie Józefa Kraszewskiego u księcia Dołgorukowa, który jest wileńskim gubernatorem. I tak 19 marca 1832 roku Józef wychodzi na wolność. Niemniej decyzją władz nie może opuszczać Wilna.

Ponad rok przeżył Józef odcięty od świata. Ten czas pozostawia na jego duszy poważne ślady. Przerażony srogością represji, jakich carat nie szczędził uczestnikom powstania, jest świadom, iż sam ledwie zdołał uniknąć surowej kary. Omal całkowicie nie runęły wszystkie jego plany życiowe, jakie snuł od tak dawna, marząc o pracy twórczej, literackiej i naukowej. Józef widzi, jak prasa konserwatywna obok list skazanych zamieszcza także wiernopoddańcze deklaracje. Natomiast w prowincjonalnym Wilnie trudno jest ocenić i dostrzec mocny oddźwięk, jaki powstanie wzbudziło na zachodzie Europy. Z dnia na dzień życie wydaje się przybierać coraz bardziej ponure barwy, a młodego pisarza prześladuje uparte i dręczące pytanie: Czy rzeczywiście warto było rozniecać ogień i wszczynać walkę, która nie doprowadziwszy do żadnych rozstrzygnięć, przyniosła ludziom jedynie liczne nieszczęścia, krajowi zaś – ruinę?

Jedyną pociechą i drogą ucieczki staje się dla młodego Kraszewskiego świat papierów i książek. Surowy zakaz opuszczania Wilna okazuje się dla Józefa nieomal błogosławieństwem. W końcu sięga po własną powieść pod tytułem Pan Walery. Księgarz Glücksberg jeszcze w 1830 roku przygotował ją do druku, zaś sama książka ukazała się rok później. Jednak Józef Kraszewski nie podpisał jej swoim nazwiskiem. W tym celu użył pseudonimu Kleofas Fakund Pasternak. Choć powieść jest jego, to jednak wydaje mu się, jakby była autorstwa kogoś zupełnie innego. Ale najważniejsze, że książka zdobywa sławę i jest czytana przez wielu. Ostrożny wydawca, choć zapłacił autorowi niewiele, uprzejmie domaga się kolejnych utworów. Widocznie coś wart jest ten utwór, skoro księgarz pyta o kolejne. W związku z tym Józef dochodzi do wniosku, że musi nadal pisać, a rodzice muszą uwierzyć w perspektywy, jakie otwierają się przed ich najstarszym synem.

Państwo Kraszewscy bardzo ostrożnie i krytycznie podchodzą do planów życiowych Józefa. Woleliby raczej widzieć go bliżej siebie, osiadłego na roli, tak jak jego ojciec. Dlatego na razie dobrze się chyba składa, że zakaz władz uniemożliwia Józefowi wyjazd z Wilna. Niemniej brak Dołhego Kraszewski rekompensuje sobie otoczeniem księgarń i bibliotek wileńskich. Lecz najważniejsze, co Józef musi zrobić w niedługim czasie, to przekonać rodziców, że pióro jest w stanie zapewnić utrzymanie nawet początkującemu literatowi.

Trudno dziś tak naprawdę określić jak dalece pan Jan wspierał wtedy swojego syna finansowo, a ile młodzieniec uzyskiwał z pierwszych dochodów literackich. Wiadomo, że pieniądze wydatkował jak najoszczędniej. W jednym z listów skierowanych do rodziców możemy znaleźć informację, że poskąpił sobie niewielkiej sumy nawet na kupno drobiazgu takiego jak rękawiczki.

 



[1] M. Wareńska, Chłopiec z Romanowa, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1965, s. 135.

[2] J.I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 33-34.

[3] M. Wareńska, Chłopiec…, op. cit., s. 141.

[4] J.I. Kraszewski, Pamiętniki…, op. cit., s. 37-38.

*Ponary – pasmo lesistych wzgórz na zachód i południe od Wilna

 

 

źródła zdjęć:

Jan Rustem

Kościół

 

prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 19 kwietnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Wilno 8211 pobojowisko wieków, ludów, zapałów i poświęceń cz. IV z Kraina Czytania
  W traktierni Pod Tycjuszem , czyli inaczej, Titiusem , która zaliczana jest do najlepszych w Wilnie, doktor prawa, Kazimierz Moniuszko , niemłody już, lecz bardzo zamożny, niegdysiejszy wizytator szkół na Litwie i Wołyniu, z żywym zainteresowaniem ... »
Wysłany 2012/04/26 17:32:12
Komentarze
avo_lusion
2012/04/19 18:28:33
Dosyć pasjonujące są losy pisarza, jak widzę! Sporo się działo... Piękne zdjęcia zamieściłaś, cieszą oko:)
-
krainaczytania
2012/04/19 18:36:48
@Danusia
Dziękuje :-) Oj, przeżył ten Józef swoje :-) Ale za to miał co wspominać po latach i o czym pisać :-)
-
cyrysia
2012/04/19 18:56:11
Rzeczywiście dzięki zdjęciom bardziej obrazowo można przyswoić losy Józefa. Ciekawa osobowość.
-
krainaczytania
2012/04/19 19:02:47
@Cyrysia
Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo osoba żyjąca przed nami miała ciekawe i wartościowe życie. Ja dopiero teraz, pisząc ten cykl, tak naprawdę uczę się o Kraszewskim, bo do tej pory bardzo mało o nim wiedziałam. Ze szkoły nie wyniosłam praktycznie niczego :-)
-
2012/04/19 20:00:05
Okazuje się, że nawet najsmutniejsza okoliczność może być zbawienna dla debiutu.
-
krainaczytania
2012/04/19 20:06:20
@Nutta
Być może właśnie to zaważyło o tym, że "Pan Walery" był tak bardzo czytany, ale niestety Kraszewski nie umiał się tym cieszyć. I nie ma co się dziwić. W końcu cudem unikną zesłania. Jednak z drugiej strony nadal usilnie pragnął pisać. Chciał być sławny i... bogaty :-)
-
ksiazkowka
2012/04/20 09:18:38
Na nudę w życiu Kraszewski narzekać nie mógł, oj nie...:)
-
krainaczytania
2012/04/20 09:34:43
@Ewa
Z pewnością życie Kraszewskiego nudne nie było, o czym będzie można przekonać się, czytając moje kolejne wpisy. Sama dopiero poznaję tego pisarza i dziwię się, że w szkole jest on traktowany tak bardzo po macoszemu :-)
-
Gość: Nika, *.smgr.pl
2012/04/21 17:10:42
Jestem pod wielkim wrażeniem. Ile to można się dowiedzieć z Twoich notek. ;)
-
krainaczytania
2012/04/21 17:13:23
@Nika
Dziękuję, bardzo mi miło z tego powodu :-) Pewnie więcej można się dowiedzieć niż w szkole, co? :-)
-
2012/04/22 11:21:20
Własnie zdałam sobie sprawę, że mimo tego iż czytałam Kraszewskiego, to nic o nim nie wiem...
-
krainaczytania
2012/04/22 14:30:28
@Bibliotekarka
Ja też dopiero poznaję Kraszewskiego, choć podobnie jak Ty, przeczytałam już kilka jego książek :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?