Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

„Straszny” dwór

 

Nora Roberts

     

        Noc na bagnach Luizjany

 

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: Midnight Bayou

 

 

 

Nie sądziłam, że kolejny rok mojego blogowania rozpocznę od omówienia książki… kiepskiej. A przynajmniej „kiepskiej” w moim przekonaniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ta sama powieść dla innego czytelnika będzie wyjątkowa i niepowtarzalna. Dla mnie bynajmniej taka nie jest.

Jak wiecie, co pewien czas staram się przeczytać jakąś pozycję, która wyszła spod pióra Nory Roberts. Z tą amerykańską Pisarką zżyłam się jeszcze w czasach liceum i nawet pomimo jej gorszych pozycji, mam do jej twórczości pewnego rodzaju sentyment, co wcale nie oznacza, że będę zachwalać wszystkie jej książki i usilnie namawiać do ich czytania. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pisać o tej książce. Jednak już na początku swojej przygody z recenzowaniem założyłam sobie, że opowiem Wam o każdej przeczytanej przeze mnie lekturze, bez względu na jej poziom.

Może najpierw przybliżę Wam nieco fabułę powieści. Otóż, akcja dzieje się w Nowym Orleanie w stanie Luizjana. Młody prawnik, trzydziestojednoletni Declan Fitzgerald znudzony rutynowym prawniczym życiem w Bostonie, postanawia kupić pewien stary dwór, który już niegdyś dane mu było odwiedzić. Aż dziw, że to miejsce tak bardzo go zafascynowało, skoro praktycznie włamał się wtedy do dworu, będąc pod wpływem alkoholu. Zrobił to razem ze swoim najlepszym przyjacielem, Remy’m Payne’em. Niemniej jednak, ten dwór wcale nie jest taki zwyczajny. W noc z 29 na 30 grudnia 1899 roku popełniono w nim morderstwo, które potem skutecznie zostało zatuszowane. Po śmierci pierwszych właścicieli Manet Hall zaczyna być nawiedzany przez duchy. Dlatego też każdy kolejny dysponent w jak najkrótszym czasie pozbywa się nawiedzonego dworu w obawie o swoje bezpieczeństwo. Lecz nie Declan Fitzgerald. On nie tylko pragnie w nim zamieszkać na stałe, ale nawet zaczyna go remontować.

Bardzo szybko w życiu Declan’a pojawia się piękna kobieta. Jest to miejscowa akadyjska dziewczyna pochodząca „z bagien”. W mieście prowadzi dobrze prosperujący bar. Declan zakochuje się w Angelinie Simone od pierwszego wejrzenia i robi wszystko, aby zdobyć jej serce. Nie jest to łatwe, gdyż Lena została niegdyś boleśnie zraniona przez dwie najbliższe jej osoby. Teraz ufa jedynie sobie samej i babci Odette, która ją wychowała. Pomimo że broni się przed uczuciem, to jednak jest ono silniejsze i w końcu mu ulega. Zresztą, Declan jest tak czarującym mężczyzną, że trudno mu się oprzeć. Tryska poczuciem humoru i wydaje się, że życie traktuje jak jeden wielki żart. Tylko spokój zakłócają mu duchy biegające po Manet Hall i trzaskające drzwiami bez względu na porę dnia czy nocy. Jak gdyby tego było mało, Declan zaczyna mieć dziwne sny, a w jednym z pokoi na drugim piętrze słychać wyraźnie płacz dziecka. W dodatku pojawiają się w nim obrazy z przeszłości. Czyżby w ten sposób udręczony duch chciał przekazać, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej grudniowej nocy w Manet Hall?

Declan tkwił w bezruchu nieobecny duchem. Gdy oprzytomniał, wciąż siedział przy kominku, plecami do buzującego ognia. Za oknami deszcz bił o ziemię i strumieniem spływał po szybach. Jest tak samo jak wtedy, jak w moim widzeniu – pomyślał. A może powinien określić ten stan jako omam czy halucynację… Przytknął dłoń do czoła, do miejsca, gdzie ból wbijał mu się w czaszkę jak dzida.

A może to co mnie nęka, to nie są duchy? – zadał sobie pytanie. Może mam jakiegoś cholernego guza mózgu? To byłoby nawet łatwiej zrozumieć. Wszystko wydało mu się sensowniejsze od wiary w duchy.

Drzwi, które się same zatrzaskują, tajemnicze miejsca, w których panuje upiorne zimno, nawet chodzenie we śnie – z wszystkimi tymi zjawiskami dałoby się żyć. Gorzej, że widywał dawno nieżyjących ludzi, jakby znajdowali się wewnątrz jego głowy, że ich słyszał; rozróżniał słowa, dźwięki. A o wiele bardziej jeszcze niepokoiło go to, że czuł ich obecność.[1] 

Teoretycznie fabuła wydaje się być całkiem ciekawa, prawda? Owszem, może ona być interesująca, jednak dla czytelnika, a właściwie czytelniczki, bo to przecież literatura kobieca, która z twórczością Nory Roberts spotyka się po raz pierwszy. Natomiast jeśli jakaś pani ma już na swoim koncie szereg pozycji Autorki i może z powodzeniem dokonać porównania poszczególnych powieści, to myślę, że wówczas jest bardzo bliska rozczarowania. Tak waśnie było w moim przypadku. Po pierwsze, Pisarka poszła na tak zwaną „łatwiznę” i powieliła swój pomysł o posiadłości, w której straszy. Pamiętacie moją opinię na temat serii „W ogrodzie”? Jeżeli nie, to zapraszam tutaj. Dla mnie zarówno omawiana książka, jak i „kwiatowa trylogia” mają ze sobą wiele wspólnego. Oczywiście, mamy do czynienia z różnymi bohaterami, innym miejscem akcji, lecz duch jest praktycznie ten sam. W jednym i drugim przypadku chodzi o młodą zamordowaną dziewczynę nie akceptowaną przez mieszkańców dworów, którzy wywodzili się z tak zwanych wyższych sfer.

Po drugie, bardzo nie podobało mi się zakończenie. W moim przekonaniu może ono wręcz budzić niesmak, co w powieściach obyczajowych raczej nie powinno mieć miejsca. A oto próbka tego, co mam na myśli:

– Słyszałem głosy kobiet, które mi pomagały przy porodzie. Nawet teraz widzę ich twarze, szczególnie jednej młodej kobiety. Była mniej więcej w moim wieku, w wieku Abigail. Czuję pot, jaki mi spływał po twarzy, i to niebywałe zmęczenie… A potem szczególne doznanie, szczyt tego wszystkiego, moment, w którym poczułem się jakby rozdarty, rozerwany… Parłem z całych sił i nagle ulga, odrętwienie i ten cholerny cud, że wydałem na świat nowe życie. I wreszcie przypływ ogromnej dumy i miłości, kiedy niewiasty włożyły mi ten cud w ramiona.

Patrzył na swoje ręce, a Lena nie spuszczała z niego wzroku.

– Wiedzę to dziecko, Leno, jak na dłoni. Widzę ją całą czerwoną, pomarszczoną i złoszczącą się. Ma ciemnoniebieskie oczy, ciemne włosy. Usta jak pączek róży. Delikatne, drobne paluszki. Jest ich dziesięć – pomyślałem – i są doskonałe. Moja wspaniała Rose.

Teraz spojrzał na Lenę.

– Marie Rose, twoja praprababka. Marie Rose – powtórzył. – Nasza córka.[2]

Pozwólcie, że powyższy cytat pozostawię bez komentarza. Opinię pozostawiam Wam. Myślę tylko, że w przekonaniu Autorki miało to być chyba połączenie powieści grozy z powieścią obyczajową. Lecz efekt końcowy jest taki, że mamy do czynienia z komedią.

Jedyne, co w tej powieści naprawdę mi się podobało, to poczucie humoru, z jakim Autorka pisze. A tego, jak dotąd nie spotkałam w żadnej książce Nory Roberts. Mam wrażenie, że zamiarem Pisarki było pokazanie prawdziwego charakteru Declan’a Fitzgerald’a. Moim zdaniem chciała stworzyć bohatera, który będzie traktował życie z przymrużeniem oka, będzie potrafił śmiać się z samego siebie i mieć dystans, do wszystkiego, co robi, a przy tym będzie tak bogaty, że strata kilku tysięcy dolarów nie zrobi na nim większego wrażenia. Czasami można mieć wrażenie, że jest trochę nierozgarnięty, ale w gruncie rzeczy to facet, który tak naprawdę wie, czego chce.

Declan Fitzgerald jest mężczyzną, który z pewnością zaimponowałby większości kobiet. Oczywiście mam tutaj na myśli jego oryginalny charakter, zaś nie majątek. Ta druga kwestia jest sprawą dyskusyjną i zależy od indywidualnych upodobań. Natomiast, sposobu bycia Declan’a po prostu nie da się nie lubić. Dla mnie postać Declan’a stanowi jedyny walor tej powieści i to właśnie od tego bohatera uzależniam końcową ocenę książki.

Wszystkim zainteresowanym podaję link do ekranizacji tej powieści. Jeszcze nie zdążyłam obejrzeć filmu, ale wiem, że opinie są bardzo pozytywne i film robi znacznie lepsze wrażenie niż książka. Na seans zapraszam tutaj.

 

 

Moja ocena: 3/6

 



[1] N. Roberts, Noc na bagnach Luizjany, Wyd. Książnica, Katowice 2009, s. 212.

[2] Ibidem, s. 350.


 

Nora Roberts official website

Nora Roberts on Facebook

Nora Roberts Movies

źródło okładki

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



wtorek, 17 kwietnia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/04/17 20:56:50
Ja także uważam, że warto recenzować i kiepskie lektury, w końcu takich jest sporo. Hm, a co do tego, że pisarze zaczynają się powtarzać: to się często zdarza, myślę, że wynika to ze zbyt szybkiego pisania powieści, widocznie kontrakt goni i nie ma czasu na oryginalność.
-
wiosenka27
2012/04/17 21:14:03
Dla mnie książki Nory Roberts to taka właśnie sinusoida. Jak mi się trafi coś ciekawego, szybko sięgam po następną z nadzieją na takie same wrażenia a tu klops. Ale nawet te jej kiepskie książki szybko się czyta. Ostatnio przeczytałam Mroczne tajemnice, porwała mnie totalnie a potem sięgnęłam po kolejną (chwilow zapomniałam tytuł) o bogatej dziewczynie, która pracowała na statku w kasynie i tam poznała swojego przyszłego męża, potentata hotelowego. I bardzo mnie ta książka rozczarowała. Ale i tak będę czytać kolejne ksiązki Nory bo też lubię tę kobiecą literaturę:)
-
2012/04/17 22:11:10
Pani Roberts poszła w zbyt masową produkcję książek i to są efekty. Zgadzam się z poprzednimi opiniami.
-
krainaczytania
2012/04/18 09:37:23
@Danusia
Ja raczej nie zrezygnuję z pisania o tych gorszych książkach, tylko że znacznie prościej recenzuje się obcych autorów. Postanowiłam sobie, że teraz bez względu na wszystko będę uważać na język i nie dam ponieść się emocjom, nawet gdy książka bardzo mnie rozczaruje. Niedawno jak wczoraj czytałam recenzję pewnej dziewczyny i byłam oburzona, bo owa blogerka nie tylko obraziła autora i jego czytelników, to jeszcze wszystkich razem ośmieszyła. Owszem, książkę można skrytykować, ale trzeba to zrobić kulturalnie, a nie po chamsku, ziejąc agresją. Niestety, takich recenzji w naszej blogosferze jest coraz więcej. Natomiast co do powielania pomysłów, to zgadzam się z Tobą. Autorzy, szczególnie ci obcy, piszą z reguły na ilość, bo są związani kontraktami. Jeśli taki pisarz ma w umowie ileś tam powieści rocznie, to logiczne, że nie da rady w każdym przypadku wymyślić oryginalnej historii. A Nora Roberts tak właśnie pisze.
-
krainaczytania
2012/04/18 09:40:26
@Wiosenka27
Nie znam żadnej z książek, o której wspominasz. Widocznie jeszcze nie wpadły mi w ręce. Natomiast to, że Nora Roberts ma w swoim dorobku gorsze pozycje, wcale mnie do niej nie zraża. Oczywiście, nie mam zamiaru zaczytywać się zachłannie w jej powieściach tak jak robiłam to, gdy byłam młodsza, ale od czasu do czasu coś tam sobie poczytam, tak dla odprężenia :-)
-
krainaczytania
2012/04/18 09:46:03
@Nutta
Dokładnie. To jest masowa produkcja. Mało tego. W Stanach jawnie mówi się, że to jest Fabryka Nory Roberts. Ale ta fabryka daje jej taki poziom egzystencji, że niejeden pisarz może tylko o tym pomarzyć, szczególnie autor polski. Bardzo mnie boli, że nasz rynek wydawniczy niestety działa na takich zasadach, że nie może zapewnić pisarzom godnego zarobku i autorzy w większości muszą wykonywać normalną pracę zawodową zamiast całkowicie poświęcić się pisaniu. No albo zacząć pisać dopiero na emeryturze. Wiadomo jaki mamy wskaźnik czytelnictwa w Polsce, a pisarz zarabia około 2 złotych na egzemplarzu. I jak z tego wyżyć?
-
ksiazkowka
2012/04/18 11:08:37
Niby jestem już o krok od przeczytania jednej z książek Roberts, a ciągle nie mogę się jakoś nastroić na tę lekturę. Ciągnie mnie do tej autorki tylko chwilami. :)
-
krainaczytania
2012/04/18 11:38:25
@Ewa
Ja już nie muszę się jakoś specjalnie nastrajać do tych książek. U mnie idzie to taśmowo. Już tyle lat "przyjaźnię się" z Norą, że mogę ją czytać w każdej chwili :-) Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie jednak taka chwila, kiedy przeczytasz Norę, bo chciałabym zobaczyć Twoją recenzję :-)
-
2012/04/18 13:05:16
oj tam! rozbestwiłaś się ;P pani Roberts ma gorsze książki :) mnie się za to wydaje, że ona ma takich samych głównych bohaterów, tylko im wygląd zmienia. cechy wszyscy mają takie same :)
lubię Norę bo nie trzeba się wysilać przy jej książkach :)
-
krainaczytania
2012/04/18 13:12:12
@Polonisty
Ano chyba masz rację :-) Rozbestwiłam się i to bardzo. No ale ten poród i gwałt na facecie, który tak naprawdę jest kobietą, czy raczej był kobietą, to jakoś tak niesmacznie brzmi. W dodatku duch go gwałci. Mnie to się jakieś naiwne takie wydaje :-) A Nora jako odskocznia od problemów dnia codziennego świetnie się sprawdza. I wcale nie przestanę jej czytać. Za jakiś czas pewnie znów coś o niej napiszę :-)
-
2012/04/19 08:56:28
Czytałam jej 1 książkę napisaną jako J. D. Robb, ale trochę zbyt romansowa.
-
krainaczytania
2012/04/19 09:37:55
@Zorija
Pseudonimu "J.D. Robb" Nora Roberts używa do pisania kryminałów, których główną bohaterką jest Eve Dallas. Tych książek jest cała masa i wciąż powstają nowe. A czy takie romansowe? Jak dla mnie bardziej sensacyjne. Nora specjalizuje się również w typowych romansach, wiec tam to dopiero jest romansowo :-)
-
Gość: Nika, *.smgr.pl
2012/04/19 15:32:43
Bardzo lubię książki Nory Roberts ;) Jednak masz rację, autorka ma swoje wzloty i upadki. Ja bardzo dobrze wspominam serię "Klucz światła", "Klucz wiedzy" oraz "Klucz odwagi", o ile dobrze pamiętam tytuły. Czytałam je dość dawno, ale książki podbiły moje serce.;)
-
krainaczytania
2012/04/19 18:44:22
@Nika
Wiem o jakiej trylogii piszesz, ale niestety nigdy jej nie czytałam, bo nie mogłam w bibliotece trafić na wszystkie części jednocześnie, a ja już taka jestem, że nie umiem czytać na raty opowieści zawartej w kilku tomach. Muszę mieć wszystkie jednocześnie. Jednak te gorsze książki Nory wcale mnie od niej nie odrzucają i na pewno za jakiś czas znów coś przeczytam jej autorstwa :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?