Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Józio z Romanowa

 

Do Romanowa nie trafia się łatwo. Nawet dobrze zorientowany kierowca może zgubić drogę w tych przepięknych północnych zakątkach Lubelszczyzny. W tych okolicach łąki, podmokłe zarośla i lasy ciągną się całymi kilometrami. Turysta może dość długo kluczyć po tych terenach, zanim odnajdzie właściwy drogowskaz, który wskaże mu kierunek jego wędrówki.

Tak niegdyś pisano o Romanowie. A jak jest dzisiaj? Dzisiaj zielona aleja wybiega na obszerny podjazd. Wiekowy park otacza pierścieniem drzew biały pałac z kolumnami. Do tego miejsca przybywają nie tylko samotni turyści, ale również liczne grupy wycieczkowiczów i młodzieży szkolnej. Niczym magnes przyciąga ich zainteresowanie miejscem, które na literackiej mapie Polski należy odnotować jako miejsce ściśle związane z latami dzieciństwa jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy dziewiętnastego wieku. Oczywiście, mowa tutaj o Józefie Ignacym Kraszewskim, który do dnia dzisiejszego bije rekordy popularności czytelniczej.

Kraina dziecinnych lat Józefa Ignacego Kraszewskiego położona jest pośród rozległych lasów, podmokłych łąk oraz torfowisk, a także wśród moczarów i pustkowi. Wiele ciepłych słów Kraszewski poświęcił swoim romanowskim czasom. Odnajdujemy je przede wszystkim na kartach wspomnień Bezsenne noce, które pisał już u schyłku życia. Romanowskie echa dźwięczą też w jego Pamiętnikach oraz w Obrazach z życia i podróży.

(…) O, wesołym wstępem do życia był mi Romanów! Był to brzeg gorzkiej czary, którą Bóg słodyczą zaprawił, abym długo wspominał i długo płakał lat moich dziecięcych. I wspominam też, i płaczę z bolesnym serca ściśnieniem, płaczę po tej niepowtórnej przeszłości, którą tak mam w sercu i pamięci, jakbym się z nią dopiero rozstał. Ileż to razy w usta moich powieści i bohaterów kładłem żal lat dziecięcych, który z mego serca płynął; sądziłem, przypisując go innym, że każdy, każdy żałować musi młodości, ile razy ją przypomni, bo jej nic nie zastąpi, bo tak okropnie, tak na wieki dla nas umarła.

Lata pobytu mego w Romanowie były bardzo szczęśliwymi. Dnie mi zajmowała nauka wcale nie ciężka, wesołe zabawy, przechadzki po romanowskim ogrodzie, przechadzki, w ciągu których, poglądając po starych drzewach, po cienistych zakątkach, uczyłem się marzyć i domyślać mglistej jakiejś przeszłości, zdając się ją tylko przypominać sobie (…)[1]  

W Romanowie mały Józio stykał się również na co dzień z prostym ludem, z jego życiem oraz troskami i obyczajami. To właśnie w tych latach należy doszukiwać się istotnego nurtu jego późniejszej twórczości literackiej, jakim jest realizm w odtwarzaniu życia chłopa i wsi. Ten wyjątkowy zakątek Lubelszczyzny wieloma elementami oraz motywami będzie powracał w jego szkicach, powieściach i opowiadaniach.

Pałac Romanowski w roku 1943 stał się rumowiskiem gruzów. W czasie II wojny światowej został spalony i ocalała jedynie połowa jego murów zewnętrznych oraz część fundamentów z końca XVI wieku, a także kaplica zbudowana w parku około roku 1820.

A teraz powróćmy do lat, kiedy nasz Pisarz wędruje po ścieżkach Romanowa, łamiąc tym samym surowe zakazy dorosłych.

Na niewysokim wzgórzu, porośniętym bukietami drzew, bielą swych ścian odcina się pośród zieleni nowy dwór w Romanowie. Charakteryzuje się właściwą sobie powagą i dostatkiem. Jego wygląd przywodzi na myśl bezpieczeństwo i spokój. Wyobraźmy sobie przybysza, jadącego prześliczną świerkową aleją, docierającego przed ganek. Aby dostać się do wnętrza dworu, przybysz jest zmuszony okrążyć dziedziniec, który zewsząd otoczony jest drzewami. Dziedziniec z jednej strony zamknięty jest pasmem długich i drewnianych oficyn, zaś z drugiej dworskimi stajniami. Natomiast tuż za domem przybysz może dojrzeć park, w którym kipi bujna zieleń.

Dwór w Romanowie okoliczni mieszkańcy zaliczają do nowych rezydencji szlacheckich. Niegdyś w tym miejscu wznosił się piętrowy pałac zbudowany z drewna. Stał na marmurowym sklepieniu i otoczony był przepięknym ogrodem. Niedaleko szumiały drzewa dzikiej puszczy, gdzie znajdował się niewielki zameczek myśliwski, bardzo często tętniący zgiełkiem uczestników hucznych polowań. Zjeżdżali tam licznie wielbiciele łowieckich przyjemności, których kusiły buszujące w romanowskich lasach dziki, rysie i jelenie.

Obok skromnego domku rodzicielskiego w Dołhem stoi w pierwszych moich wrażeniach dziecinnych szumiący prastarymi jodłami swoimi Romanów, majętność dziada i babki, później rodziców moich. Wśród lasów nadbużańskich, w głębokim, zapadłym Podlasiu, między dawnymi dobrami Sapiehów i Radziwiłłów, Kodniem, Sławatyczami, Włodawą leży ta majętność, niekiedy Sapieżyńska, w której zamierzano fundować rezydencję pańską, czego dowodem był wspaniały i ogromny ogród z kilkusetletnimi świerkami i grabowymi szpalerami (…)

(…) Tęskny, płaski, poważny krajobraz otacza dwór, do którego wiedzie z jednej strony długa, przez lasy przebita tryba. Lasy stare, odwieczne opasują zewsząd siedzibę w przepysznych drzewach ukrytą, na których niezliczone gnieżdżą się bociany i czaple. Czuć było w Romanowie za moich czasów zaledwie zdobytą na puszczy pierwotnej nowinę. Cóż to za cudowne gąszcze były w Kraszczynie, jakie sosny na drodze do Chmielity i Sosnówki! Sam ogród, odjąwszy mu szpalery i ulicę świerkową, był niemal puszczą, do której z lasów różne stworzenia zaglądały. Później obok dworu stawały: piękna kaplica, oranżeria, łazienki i wszystko, co go ozdobiło (…)[2]

Romanowski dwór stanowi siedzibę czterech pokoleń. Mieszka w nim milczący dziedzic majątku – Błażej Malski z żoną Anną z Nowomiejskich. Obydwoje zajmują prawą stronę budynku. Po lewej jego stronie rezyduje Biała Pani. Tym mianem określa się panią Konstancję z Morochowskich Nowomiejską, matkę Anny. Zgodnie z dawnym zwyczajem, jaki panował na dworach wielkopańskich, pani Konstancja gustuje szczególnie w białych sukniach. Mocno pochylona wiekiem, lecz ruchliwa i wielce aktywna, a zarazem uśmiechnięta, jest przez wszystkich darzona ogromną sympatią.

Romanowskimi domownikami można również nazwać w tym czasie młodych państwa Kraszewskich. Pan Jan – łowczy trembowelski oraz jego żona, Zofia, mieszkają na stałe w Dołhem, czyli we wiosce położonej nieopodal Prużan. Niemniej jednak, ich serce wciąż jest przy rodzinie w Romanowie. Jest to miejsce, z którego pan Jan kilka lat wcześniej zabrał młodziutką Zofię z Malskich.

W tym miejscu doskonale czuje się nasz bohater, pierworodny syn państwa Kraszewskich – Józio. Choć nie jest skory do zabaw z młodszym rodzeństwem, to jednak niemało rozrywki dostarcza on domownikom swoim zachowaniem. Jego samotne spacery po ogrodzie i parku ojciec kwituje słowami: Sensat jakiś rośnie z tego dzieciaka – przy czym wzrusza ramionami.

Mały Józio lubi rozmawiać sam ze sobą, jak gdyby coś sobie opowiadał. Bardzo szybko zaczyna stawiać swoje pierwsze koślawe literki i układać z nich nie tylko zdania, lecz całe opowieści. Teściowa i małżonka pana Jana bardzo często zastanawiają się nad dziwacznym usposobieniem Józia. Jednak pani Zofia w końcu dochodzi do przekonania, że zachowanie jej synka jest efektem niespokojnych czasów, w jakich przyszło mu żyć. Przecież Józio przyszedł na świat w 1812 roku, czyli w pamiętnym wojennym roku odwrotu Napoleona od Moskwy.

(…) Od dzieciństwa nie wiem, jaki szał wrzał w mojej głowie; nie uwierzycie mi, gdy powiem, żem wprzódy pisać zaczął, nim pisać umiałem; ale to pewna, żem drukowanymi literami składał już jakieś powieści i wiersze. Przyszłość moja objawiała się wyraziście, lecz prócz dobrych Babek reszta familii nielitościwie szydziła z tych dziecięcych wysileń. Równie mnie wówczas zajmował rysunek, do którego taż sama i dziś pozostała namiętność. Tu już, w Romanowie, dzieckiem jeszcze, marzyłem na przemiany o nauce, o sztuce, miałem już jakieś przeczucia wszystkiego, przeczucie powołania. Nie tyle jednak zajmowała mnie nauka sama, która mi się, przyznam, wydawała dość nudną, nie byłem bardzo pilny, nie miałem pamięci do słów i formuł, ale po lekcjach kradłem książki, aby je czytać. Pamiętam dobrze, jak jeszcze małym chłopięciem drżałem od strachu, czytając romans p. Radcliffe* na ganku ogrodowym, gdzie żywej duszy nie było i smutno tylko jodły szumiały (…)[3]

Pamiętajmy, że dla siedmiolatka park romanowski jest niczym królestwo z bajki. Jego zakątki kryją tajemnice, kuszące ledwie odrosłego od ziemi chłopca. Nieopodal domu rzędem rosną wysokie i śmigłe topole, a pod oknami ciasno stłoczone krzewy róż i bzów pachną wokół tak mocno, że aż kręci się w głowie. Dookoła dworskich zabudowań rozciągają się kanały otoczone starymi olchami, zaś o przeszłości już nieco zamierzchłej i osobliwej jak mglista legenda, świadczą stare lochy, a obecnie dworskie piwnice. Dla małego Józia zaczarowanym światem jest rozległy zielony i cienisty ogród, który przecina aleja, a wzdłuż niej dostojnie szumią jodły. Po bokach natomiast ciągną się długie szpalery grabów. Są tutaj także nieregularnie rozrzucone odwieczne kasztany i sędziwe lipy, które z pewnością pamiętają jeszcze czasy dawnych właścicieli dworu, książąt Sanguszków. Na wysokich drzewach widać bocianie gniazda, a wiosną i latem słychać bez ustanku ptasie trele. Poza ogrodem z jednej strony można dojrzeć zielone pasma łąk z kępami olch, daleką smugę lasów oraz zabudowania Krasiczyna, Wygnanki oraz Czeputki. Z kolei po drugiej stronie dworu rozciąga się sosnowy las, przez który podążając można trafić do wioski o nazwie Sosnówka.

Wieczory romanowskie gromadzą zazwyczaj całą rodzinę w przestronnym salonie znajdującym się pośrodku domu. Ulubionym zajęciem wszystkich mieszkańców jest głośne czytanie literatury. Z lewego skrzydła do salonu zmierzają gospodarze, państwo Malscy. Wyobraźmy sobie, jak dziadek Błażej w zamyśleniu i z wielką powagą malującą się na jego twarzy, słucha poezji i innych utworów literackich czytanych przez jego żonę. Choć pani Anna nie jest już kobietą pierwszej młodości, a jej włosy przyprószone są siwizną, to jednak głos jeszcze nie utracił swojej metalicznej dźwięczności.

Treść słów odczytywanych przez panią Annę przykuwa uwagę domowników. Dziadek Błażej z wolna przechadza się po salonie, a następnie przysiada na kanapie, bacznie słuchając. Z tych rodzinnych odczytów Józio doskonale zapamiętuje jak pewnego wieczoru do łez wstrząsnęła wszystkimi odczytana przez babkę mowa króla Jana Kazimierza, którą wygłosił podczas swojej abdykacji. W salonie zapadła wówczas cisza jak makiem zasiał. Straszliwe przepowiednie zbolałego króla dźwięczały, niczym głos zza grobu, wywołując dreszcz ponurej przepowiedni, mrożący krew w żyłach słuchaczy.

Mały Józio lubi też słuchać opowieści swojego ojca, który w pogodne wiosenne lub letnie wieczory zwykł siadywać na balaskach tarasu i snuć opowieści o wielu rzeczach, które sam widział, słyszał i przeżywał. Pan Jan ma znakomitą pamięć, a każdy szczegół z przeszłości nie tylko zachował się w jego pamięci, ale przede wszystkim nabiera swoistego uroku, który żywemu słowu nadaje dowcip i anegdota. Słuchacze jeszcze długo po usłyszeniu, pamiętają opowieści pana Jana. Dzięki swojemu ogromnemu poczuciu humoru, pan Jan należy do ulubieńców całej okolicy. Jest duszą towarzystwa.

(…) Dom pp. Malskich cały żywo się zajmował tym, co się na świecie działo, pisało, obiecywało, dokonywało. Musiało to na umyśle dziecięcym czynić wrażenie. Wieczorem, gdy p. Błażej Malski po wielkiej sali się przechadzał, babka czytywała głośno. Książek w domu było pełno (…)

(…) Dziad i babka często mawiali o dawnych czasach. Przypominam sobie, jak pani Malska opisywała mi podskarbiego Tyzenhauza**, który po sądzie, jaki zapadł na niego, wracając z Grodna, u pp. Nowomiejskich nocował i w zielonym, aksamitem pokrytym futerku, smutny i milczący, stał przy piecu. Babka z naiwnością dziecięcą spytała go nawet, dlaczego był taki smutny, i za całą odpowiedź otrzymała pogłaskanie po głowie. Pamiętała także na balu jakimś w Grodnie panią jenerałową z Radziwiłłów Morawską***, w mundurze jeneralskim ze szlifą, i w białej kaźmirkowej spódnicy, mocno zażywającą tabakę (…)[4]

Pewnego razu rodzice zabierają małego Józia do sąsiadów Dunin-Borkowskich, gdzie ma spotkać sławnego poetę, Juliana Ursyna Niemcewicza. Dla Józia jest to wydarzenie życia. Nareszcie po raz pierwszy zobaczy poetę! Prawdziwego poetę! Nie może jednak zbliżyć się do niego, aby powierzyć mu swoje najskrytsze pragnienie: chcę pisać! Jednak Niemcewicz, który słynie ze swej życzliwości i przychylności wobec ludzi, zwraca uwagę na płonące przejęciem oczy chłopca. Obdarowuje go serdecznym uśmiechem i wtedy Józio postanawia:

Będę pisać tak jak on. Muszę. Koniecznie muszę! – powtarza w duchu, czyniąc w ten sposób uroczyste przyrzeczenie składane samemu sobie.

Czy swojej obietnicy dotrzymał? Patrząc z perspektywy czasu, można śmiało stwierdzić, że jak najbardziej.

 



* Anna Radcliffe (1764-1823) - powieściopisarka angielska, autorka tzw. romansów grozy

**Antoni Tyzenhaus (1733-1785) - podskarbi nadworny litewski, niefortunny reformator gospodarki na Litwie, po klęsce swych planów został pozbawiony w 1780 roku wszystkich godności i zarządu ekonomiami królewskimi

*** Teofila Konstancja, siostra ks. Karola Radziwiłła, żona generała wojsk radziwiłłowskich , Ignacego Morawskiego

[1] J.I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 157.

[2] Ibidem, s. 214-215.

[3] Ibidem, s. 158-159.

[4] Ibidem, s. 217.



 

źródła zdjęć:

Dwór w Romanowie (1)

Pomnik J.I. Kraszewskiego w parku romanowskim (2)

 

prawa autorskie zastrzeżone

czwartek, 08 marca 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/03/08 21:23:43
Przyjemny spacer po Romanowie i odpoczynek w salonie:)
-
avo_lusion
2012/03/08 21:59:27
Wspaniała podróż w czasie:) Mało wiem o Kraszewskim, więc te informacje są dla mnie cenne! :):)
-
ksiazkowka
2012/03/09 06:51:28
Nigdy w Romanowie nie byłam. Jakoś tak zamknęłam się w swoim "sienkiewiczowskim" Oblęgorku. ;)
-
cyrysia
2012/03/09 08:38:22
Po twojej recenzji od razu nabyłam ochotę na podróż do Romanowa.:-)
-
krainaczytania
2012/03/09 09:16:21
@Nutta
Uwielbiam pisać o takich miejscach. Czuję się wtedy tak, jakbym naprawdę tam była :-)
-
krainaczytania
2012/03/09 09:18:52
@Danusia
Ja o życiu Kraszewskiego też niewiele wiem i dlatego te wpisy będą dla mnie samej kopalnią wiedzy. Skupiałam się raczej na jego twórczości. Przeczytałam już trochę jego powieści i bardzo mi się podobały. Mam nadzieję, że mój nowy cykl przypadnie czytelnikom do gustu :-)
-
krainaczytania
2012/03/09 09:21:53
@Ewa
A ja Ci się przyznam, że większość tych pięknych miejsc związanych z literaturą znam jedynie z kart książek :-) Do Oblęgorka chętnie bym się wybrała :-)
-
krainaczytania
2012/03/09 09:24:03
@Cyrysia
To jest mój nowy cykl literacki o Kraszewskim. Wpisy będą pojawiać się w każdy czwartek. Zapraszam Cię serdecznie do poczytania i mam nadzieję, że nabierzesz ochoty na jeszcze niejedną podróż, bo Kraszewski odbył ich sporo, o czym zamierzam napisać :-)
-
avo_lusion
2012/03/09 11:14:31
Ja myślę, że już przypadł! ;))
-
krainaczytania
2012/03/09 14:12:32
@Danusia
Skoro tak twierdzisz, to tak musi być :-))) Dla mnie najważniejsze jest to, aby osoby, które mnie odwiedzają były zadowolone, że mogą coś fajnego poczytać, dlatego tak bardzo się staram. Nie piszę dla siebie, a dla Was :-)))
-
2012/03/09 19:17:27
muszę przyznać Ci rację, nadal wiele osób czyta jego książki. mamy u nas w bibliotece panią, która chce przeczytać wszystkie jego książki...
chcę tylko jeszcze nieskromnie dodać, że wschód Lubelszczyzny jest równie piękny ;)
-
krainaczytania
2012/03/09 19:24:45
@Polonisty
A wiesz, że ja też nabrałam ochoty na przeczytanie jak najwięcej książek Kraszewskiego? Teraz, kiedy robię te wpisy, chcąc nie chcąc sporo o nim czytam i dopiero teraz widzę jak wielkim był pisarzem. Za moich bibliotecznych czasów, podobnie jak u Ciebie, mieliśmy takiego czytelnika, który też wciąż pytał o powieści Kraszewskiego. Miałam wrażenie, że przeczytał już wszystko, a on wciąż wymieniał jakieś nowe tytuły. Oczywiście w bibliotece nie było wszystkich, ale dobrze było je poznać :-) Ależ ja wcale nie kwestionuję piękna wschodniej części Lubelszczyzny, tylko że w tym szczególnym wypadku potrzebowałam północy :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?