Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Józio z Romanowa wyjeżdża do Lublina

 

Droga do gubernialnego miasta Lublina wiedzie przez pola oraz szlacheckie sioła i wioski, jakich wiele na Podlasiu. Przed oczyma jadących roztacza się widok łanów, zżętych już i mocno pożółkłych w słońcu późnego lata. Na łąkach owce skubią trawę, zaś na duktach pasą się chude bydlęta, pilnowane przez pastuszków jeszcze bardziej chudych i wymizerowanych.

W bryczce, która jedzie z Romanowa, obok pani Anny Malskiej siedzi Józio Kraszewski. Zarówno sędziwa, lecz wciąż jeszcze żwawa babka oraz jej czternastoletni wnuk nad wiek oczytany i rozwinięty, spoglądają z ogromną ciekawością na wsie mijane po drodze. Błota i podmokłe łąki przeplatają smugi lasów, natomiast zabiedzone chaty chłopskie rozsypują się, stojąc tuż przy drogach. Szlacheckie dworki są nieco czyściejsze i lepiej zagospodarowane. Posiadają większe okna, białe kominy, a także ogrodzenia wyplatane z brzozowych wici. Domy te otoczone są przez sady, gdzie najwięcej jest drzew wiśniowych, a nieco mniej jabłoni i grusz. Gdzieś, pomiędzy owocowymi drzewami błąka się strzelista osina lub olcha z górującym ponad nią bocianim gniazdem, a przy oknach plenią się radosne, jaskrawe kwiaty.

Józio widzi, że niektóre dworki przypominają tradycyjne wielkopańskie siedziby. Chłopiec słyszy jak u studzien skrzypią żurawie. Widzi też jak wokół domów przy gospodarskich zajęciach krzątają się kobiety w krasnych chustach. Pani Anna mogłaby opowiedzieć niejedną ciekawą historię z dziejów Lublina. Mogłaby, na przykład, mówić o zjazdach szlachty, które zwoływane były przez Zamoyskiego, albo o gromadzeniu za czasów Jana Kazimierza pułków wojskowych, które następnie kierowano przeciw Kozakom.

Czternastoletniego Józia Kraszewskiego oszałamia przede wszystkim ruch oraz gwar uliczny Lublina. Tuż obok niego przechodnie spieszą ulicami, a pojazdy przejeżdżają hałaśliwie. Nawet sklepy i magazyny przyprawiają go o zawrót głowy. Lecz mimo to podoba mu się ten żywy ruch, który tak bardzo odróżnia Lublin od Białej Radziwiłłowskiej. Jednak to tylko pierwsze wrażenia. Po latach to ożywione, wspaniałe miasto odstręczy go swoją oziębłością, pustką i chłodem.

(…) Lublin w stosunku do Białej wydawał się już wielkim, ożywionym i pełnym ciekawości miastem. Stare klasztory, budowy takie jak Brama Krakowska, jak klasztor dominikański, założony przez Leszka Czarnego, jeszcze stojący za moich czasów przy ulicy Grodzkiej, w którego refektarzu Unią podpisano, kościół i szpital Św. Ducha, rozebrany w czasie mojego pobytu, pusty naówczas, wspaniały kościół pojezuicki tuż przy gimnazjum, malownicze okolice, ulice, domy, wszystko to mocno działało na wyobraźnię i wraziło się tak w pamięć, że jeszcze dziś niezatarte pozostało (…)[1]

Józio zostaje umieszczony na stancji, której znalezienia podjęła się już wcześniej pani Malska. Chłopiec ma zamieszkać u profesora matematyki, Franciszka Ostrowskiego. Zostaje mu przydzielone lokum przy ulicy Grodzkiej 93, mieszczące się w jednym ze starych domów lubelskich. Wchodząc na mroczne schody, Józio Kraszewski kieruje się w korytarzyk na lewo, aby odnaleźć swojego opiekuna i wychowawcę. Profesor Ostrowski, podobnie jak w Białej Radziwiłłowskiej profesor Bartoszewicz, staje się dla chłopca wielkim autorytetem, o którym już jako dojrzały mężczyzna powie: „najlepszy człowiek na świecie, najlepsze w sercu zostawił po sobie wspomnienia”. Franciszek Ostrowski to człowiek o prawdziwie gołębim sercu. Jest uosobieniem łagodności i wyrozumiałości. Lecz pomimo że Józio od pierwszej chwili pała do niego ogromną sympatią, to jednak w murach niegdysiejszego kolegium jezuickiego czuje się bardzo obco.

 

 

 

 

 

Kamienica przy ulicy Grodzkiej 93. To tutaj Józio Kraszewski mieszkał na stancji podczas swojego pobytu w Lublinie, uczęszczając do szkoły wojewódzkiej na przełomie roku 1826/1827.

 

 

 

 

 

 

Rówieśnicy nie od razu chcą przyjąć w swe kręgi nowego przybysza. Ale mimo to Józio stopniowo zaczyna oswajać się z kolegami. W klasie zajmuje miejsce blisko drzwi, po prawej stronie. Tak jak w Białej interesują Józia głównie historia, języki obce i rysunki i podobnie jak w Białej nie pała pozytywnymi uczuciami w kierunku matematyki. Choć profesor Ostrowski robi wszystko, aby to zmienić, to jednak na tym polu ponosi porażkę. Józio ze wszystkich sił broni się przed uczeniem się czegokolwiek na pamięć. Pomimo że zarówno rodzina, jak i wychowawcy załamują nad nim ręce, on nadal tkwi w swojej niechęci do tego typu systemu nauczania. Buntuje się przeciwko wszelkim rygorystycznym wymogom szkolnych metod i programów. Jednak przez cały czas jego najwierniejszymi i najlepszymi przyjaciółmi są książki. Przyjacielem staje się dla niego także miasto, które każdego dnia poznaje coraz bardziej i dokładniej.

(…) Z kwatery mojej na ulicy Grodzkiej do szkoły przechodzić było potrzeba około Św. Michała, dominikanów i ciasnymi naówczas zaułkami. Pamiętam na murach kościołka na kamieniu wyryty napis nieczytelny, który bardzo starannie przerysowałem wówczas, ale mi potem gdzieś zaginął. Kościołka tego, o którym utrzymywało się podanie, że Leszek postawił go w miejscu, gdzie śpiąc pod dębem miał widzenie Archanioła Michała, zapowiadające mu zwycięstwo, kościołka tego dziś ani śladu. Gdy go rozbierano, pod wielkim ołtarzem znaleziono w istocie szczątki pnia dębowego, którego ułamek mi przysłano. Podanie więc nie było zmyśleniem. Daleko więcej życia, ruchu i swobody znalazłem w Lublinie, więcej młodzieży starszej, złych i dobrych przykładów. W stosunku do Białej był to już świat wielki. Z Romanowa do Lublina jeździło się na Zawieprzyce, wsławione powieścią Bronikowskiego. Pozostały one w pamięci i gdzieś nawet narysowane w albumie (…)[2]

Wracając wieczorami z długich spacerów po mieście, młody Kraszewski marzy, aby kiedyś w którejś ze swych książek opisać Lublin. Uczyni to dopiero za szesnaście lat na kartach powieści pod tytułem Maleparta. Te bezcelowe wędrówki po mieście, a także poświęcanie czasu na rysunki, pisanie i czytanie zbędnych książek, negatywnie odbijają się na nauce Józia. Wciąż ma kłopoty z matematyką. Chłopak nie cierpi wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z cyframi i rachunkami, natomiast profesor Ostrowski jedynie łagodną perswazją stara się przywołać Kraszewskiego do porządku. A to stanowczo za mało. Być może właśnie z powodu tej niechęci lubelska szkoła nie otrzyma żadnego ciepłego słowa od dorastającego Józefa. W osiągnięciu systematyczności, jakiej wymagała placówka, przeszkadzało mu przedwczesne pragnienie zasmakowania prawdziwego życia. Dlatego też nie ma mowy o jakichkolwiek pochwałach. Józio gubi się w licznej grupie innych uczniów i niczym się spośród nich nie wyróżnia pomimo rozległych zainteresowań. Nikt z najbliższego otoczenia nie zwraca na niego uwagi, co sprawia, że ambicja Józia zostaje dotkliwie zraniona.

Odwołując się do okresu spędzonego w lubelskiej szkole w 1842 roku Kraszewski napisze:

Pamięć moja skrzętnie chowając nazwiska i daty pojedyncze, fakty, wypadki nie mogła się nakłonić do przyjęcia jednej seciny wierszy, pół kartki prozy. Nieszczęściem w Lublinie wówczas, jak i po innych szkołach dotąd robią nauczyciele, zasadzano wszystko na dosłownym wyuczeniu, które do niczego nie prowadzi i jedną tylko pamięć chyba exercytować może. Stąd najłatwiej mogąc napisać zadania, dość mając językowej wprawy, nigdy nie uchodziłem za dobrego ucznia, bo żadnej lekcji słowo w słowo nauczyć się nie potrafiłem. Dziś, gdy to piszę, z swoich własnych nawet robót dziesięciu wierszy nie umiem na pamięć. Niech mi tu wolno będzie zaprotestować się kilką słowami przeciw, jak mi się zdaje, fałszywej metodzie i złemu sposobowi nauczania wszystkiego za pomocą lekcji dosłownie recytowanych.[3]

 

 

 

Okna stancji Józia Kraszewskiego przy ulicy Grodzkiej 93 w Lublinie.

 

 

 

 

Lubelscy pedagodzy zgodnie twierdzą, że Józio Kraszewski sam nie wie, czego chce. Nie wiedzą jednak, w jakim są błędzie. Przecież on już wie, że jedyne, czego pragnie, to tworzyć powieści. Chce być znanym pisarzem i wcale nie jest gorszy od reszty uczniów. Wiele pracuje, lecz inaczej, aniżeli oni. Jednakże nie zmienia to faktu, że szkoły nie cierpi i stale doznaje uczucia, jakby działa mu się w niej niezawiniona krzywda.

(…) Czas spędzony tu, w starym Lublinie, niewiele wpłynął na moje rozwinięcie umysłowe, ale aż nadto na rozgorączkowanie przedwczesne, na pragnienie życia. Uczyło mię łatwo, ale źle, nieporządnie, a nadto się swawoliło. Skończył się pobyt smutną katastrofą – bez promocji. Więc gniew na Lublin, który w istocie nie był winien. Ojciec postanowił odebrać mię ze szkół Królestwa i oddać do słynnego gimnazjum w Świsłoczy (…)[4]

Niemniej jednak zanim to nastąpi, Józio Kraszewski musi zmierzyć się z zakończeniem roku szkolnego, które dla uczniów zawsze i wszędzie stanowi wzniosłe święto. Młodzież lubelskiego gimnazjum gromadzi się w obszernej sali, słuchając w napięciu przemówienia dyrektora, który uroczyście oznajmia początek wakacji. Wreszcie następuje ważki moment wręczania promocji do następnej klasy, a także przyznania i wręczania nagród. Józio widzi jak wielu kolegów wstrzymuje oddech. On również słucha odczytywane na głos nazwiska. Nie wierzy własnym uszom. Przecież pod koniec roku naprawdę się starał i dobrze wie, że nie jest głupszy, ani mniej zdolny, ani też mniej pracowity niż pozostali, którzy z szerokim uśmiechem na ustach odbierają cenzury i nagrody! Lecz on nie otrzymuje ani nagrody, ani nawet promocji do następnej klasy. I właśnie wtedy chłopiec z Romanowa pełen żalu, dotknięty, upokorzony z całej siły ciska o podłogę seksternami i książkami. Skandal jest tym większy, albowiem robi to podczas głośnego wyczytywania listy najlepszych uczniów. A potem wybiega z sali uniesiony niewypowiedzianym gniewem i poprzysięga sobie, że bez względu na wszystko nie wróci już nigdy do tej wstrętnej szkoły! Niech się dzieje co chce, niech go nawet najsrożej ukarzą, ale on nie chce jej więcej widzieć na oczy!

 



[1] J.I. Kraszewski, Pamiętniki, Wyd. Ossolineum, Wrocław 1972, s. 326.

[2] Ibidem, s. 326-327.

[3] M. Wareńska, Chłopiec z Romanowa, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1965, s. 86.

[4] J.I. Kraszewski, Pamiętniki…, op. cit., s. 327.



 

źródła zdjęć:

Kamienica J.I. Kraszewskiego (1)

Okna stancji J.I. Kraszewskiego (2)

 

 

prawa autorskie zastrzeżone


czwartek, 22 marca 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

  • Kraszewski i jego Kresy

    Obraz Kresów w twórczości Józefa Kraszewskiego to zagadnienie niezwykle rozległe. Poznawczy punkt wyjścia Pisarza wydaje się być znamienny dla ogółu literatury

  • Kraszewski romantyczny i polityczny

    Powieściopisarstwo Józefa Ignacego Kraszewskiego posiada dwie zasadnicze cechy, które nie zawsze można uznać za komplementarne. Pierwszą z nich jest dostrzegana

  • Pejzaż Polski malowany słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego

    Środowiskiem, które odpowiedzialne było za ukształtowanie poglądów Józefa Ignacego Kraszewskiego, były bez wątpienia Kresy, a szczególnie Wilno, które odcisnęło

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/03/22 16:41:25
Byłam w Lublinie. Piękne miasto, nie wiedziałam, że Kraszewski w nim stacjonował. Dzięki za te informacje;)
-
krainaczytania
2012/03/22 16:44:46
@Danusia
Ależ proszę bardzo :) Być może nie mówi się o tym za wiele, bo jak przeczytałaś w moim wpisie, był to tylko rok i to w dodatku dość burzliwy jak na chłopca w wieku czternastu lat :)
-
ksiazkowka
2012/03/22 17:32:46
Józio promocji do następnej klasy nie otrzymał?? Nie miałam pojęcia. :)
-
krainaczytania
2012/03/22 17:40:38
@Ewa
A jednak :) Teraz przynajmniej uczniowie będą mieli kogo stawiać za przykład nauczycielom, kiedy ci będą im grozić, że ich nie przepuszczą do następnej klasy. Bo jak widać talent i sława wcale nie idą w parze z dobrymi wynikami w nauce :) W szkole raczej mało mówi się o Kraszewskim. Nie pamiętam, żeby mój polonista czy polonistka (bo nauczyciele zmieniali mi się na przestrzeni lat) mówili o takich rzeczach na lekcjach. Jeśli zaglądają do mnie uczniowie, to mam nadzieję, że mój cykl pomoże im w zgłębianiu wiedzy na temat Józia Kraszewskiego. Bo widzisz, ja podobnie jak Józio, uważam, że nasz system edukacji jest do bani ;)
-
cyrysia
2012/03/23 08:18:16
Też zaskoczył mnie fakt, że Kraszewski nie otrzymał promocji do następnej klasy, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wcale nie trzeba być prymusem w szkole by coś osiągnąć.
-
krainaczytania
2012/03/23 09:41:36
@Cyrysia
Dokładnie :) W przypadku artystów liczy się talent i wyobraźnia, a nie ilość literek przed nazwiskiem :)
-
2012/03/23 16:27:34
do mojej biblioteki właśnie przybyła wystawa o Kraszewskim... i pani wykład młodzieży zrobiła...
-
krainaczytania
2012/03/23 16:32:46
@Polonisty
A mówiła, że Józio prymusem nie był i z klasy do klasy nie przeszedł? :-) Przyznam Ci się, że ja nie pamiętam, aby moi poloniści mówili nam o takich rzeczach. Ten cykl naprawdę dużo mi daje, bo nie dość, że piszę dla Was te wszystkie ciekawostki, to jeszcze sama dowiaduję się wielu rzeczy, które powinnam wynieść ze szkoły, a tego nie zrobiłam, bo o tym nie mówiono. I tak się zastawiam, czy Józio Kraszewski nie miał racji, buntując się przeciwko systemowi edukacji. Wiesz, ja w tym siedzę już dość długo i wkurza mnie wiele rzeczy, ale to temat na dłuższą dyskusję :-)
-
2012/03/23 21:21:49
kochana ja jestem polonistką, która po studiach poczuła wstręt do systemu nauczania. uczyć wg "norm" naszego ministerstwa edukacji (tfu) to ostatnia rzecz jakiej pragnę. nikt nam ciekawostek o Kraszewskim nie opowiadał :(
-
krainaczytania
2012/03/24 09:32:00
@Polonisty
A ja, jak wiesz uczę angielskiego, więc rozumiesz mój ból, kiedy piszę o niedoskonałościach naszego systemu edukacji. Mało tego, wkurza mnie, że moje koleżanki i koledzy po fachu zwyczajnie zlewają sobie dobro ucznia. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której uczeń prosi o wyjaśnienie zagadnienia, a moja koleżanka na jego pytanie z ironicznym uśmieszkiem odpowiada: "bo tak ma być" albo "bo tak jest w kluczu", albo "przestań mnie denerwować". Jaki z tego wniosek? Albo jest niedouczona i sama nie ma pojęcia o zagadnieniu, albo zwyczajnie jej się nie chce poświęcić uczniowi czasu. Dlatego chcę jak najszybciej uciec ze szkoły i zająć się tym, co naprawdę sprawia mi przyjemność, czyli książkami i pisaniem :-)
-
2012/03/24 16:30:51
masakra! moja koleżanka zaproponowała kiedyś paniom polonistkom lekturę z listy nieobowiązkowej - fantastykę LeGun - o one jej na to - chce ci się nowe konspekty pisać?
współczuję nauczycielom, tym co im zależy na uczniach, bo mają pod górkę :(
-
krainaczytania
2012/03/24 16:39:20
@Polonisty
Ja mam bardzo "pod górkę". Często jest tak, że poprawiam po moich koleżankach, praktycznie, że tak się wyrażę, odwalam za nie robotę i mam już tego serdecznie dosyć. Dlatego chcę to zmienić. Byłam szczęśliwa, kiedy pracowałam w bibliotece. Tam miałam spokój, kontakt z ludźmi, no i moje ukochane książki. A teraz dalej mam stres i brak czasu na wszystko. Nie chcę tego robić. Chcę zostać przy tłumaczeniach, żeby nie wypaść z zawodu, a resztę czasu chcę poświęcić na pisanie i czytanie. Tylko że w naszym kraju jest tak, że większość ludzi musi pracować tam, gdzie nie chce, bo inaczej umrze z głodu. Brutalne, ale prawdziwe, niestety :-(
-
2012/03/24 18:49:07
Czyli Kraszewski "zimował" tak jak i Żeromski;)
-
krainaczytania
2012/03/24 18:51:03
@Nutta
Na to wygląda :-) Ale w jakim stylu :-) Z hukiem :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?