Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Baudolino poszukuje królestwa księdza Jana i opowiada dziwne historie

 

Umberto Eco

 

           Baudolino

 

 

 

Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Warszawa 2001
Tytuł oryginału: Baudolino

 

 

Jest rok 1204. Łacinnicy pod sztandarami IV krucjaty krzyżowej, zamiast wyzwolić Jerozolimę, zdobywają Konstantynopol, przybywając tam na statkach floty weneckiej. Ich jawna nienawiść do Greków objawia się w akcie nieprawdopodobnego barbarzyństwa. Następuje największa w epoce średniowiecza grabież relikwii, dzieł sztuki oraz wszelkich wartościowych przedmiotów. Na gruzach państwa bizantyjskiego wykształca się państwo krzyżowców.

Powyższy wstęp stanowi tło historyczne niniejszej powieści. Zamknięty w małej wieży, w izdebce z wychodzącymi na trzy strony biforiami[1], ponad sześćdziesięcioletni Baudolino rozpoczyna opowieść swojego życia. Jego słuchaczem jest grecki historyk i teolog, Niketas Choniates, który jest postacią autentyczną. Nie został on wymyślony przez Autora dla potrzeb powieści.

Baudolino od dziecka wykazuje specyficzne zdolności do kreowania dziwnych historii, w których nie wiadomo do końca ile jest prawdy, a ile jego twórczej inwencji.

– Panie Niketasie, największym moim utrapieniem było zawsze to, że myliłem rzeczy, które widziałem, z tymi, które chciałem widzieć…[2]

A teraz cofnijmy się o dziesiątki lat wstecz.

W wieku czternastu lat Baudolino przyprowadza pod ojcowski dach zabłąkanego wśród grzęzawisk i mgieł, rycerza, którym okazuje się być nie kto inny, jak sam Fryderyk I Barbarossa, o przydomku Rudobrody – król Niemiec, cesarz rzymsko-niemiecki i książę Szwabii. Ten chłopski syn, mieszkający wraz z rodzicami we Fraschacie, bardzo szybko zdobywa sympatię cesarza, który zaczyna traktować go jak własnego syna. Baudolino również przywiązuje się do Fryderyka i wydaje się, że o swoim biologicznym ojcu już nie myśli tak często, jak powinien. Jak wiadomo, chłopak uwielbia snuć opowieści i konfabulować, a jego historie w jakiś niewyjaśniony sposób nabierają realnych kształtów. Barbarossa zabiera go na swój dwór, gdzie Baudolino poznaje piękną Beatrycze I Burgundzką, drugą żonę cesarza. Zakochuje się w niej, co przyprawia go o straszliwe męki, ponieważ uważa to za cudzołóstwo. Przecież Beatrycze to jego przybrana matka!

Mając szesnaście lat, Baudolino wyjeżdża do Paryża pobierać nauki. To tam nawiązuje pierwsze znajomości, które z czasem przerodzą się w przyjaźń. Niemniej jednak za nic nie może zapomnieć o pięknej żonie swojego przybranego ojca. W swym miłosnym cierpieniu posuwa się nawet do tego, że pisze do niej listy, których nigdy nie wysyła. Mało tego. Na owe listy odpowiada sobie sam. Dopiero po latach pokazuje je cesarzowej.

Pewnego dnia Baudolino, ku pożytkowi umiłowanego Fryderyka Barbarossy, układa apokryficzny list od rzekomego księdza Jana, który w jego mniemaniu jest władcą tajemniczego królestwa położonego gdzieś w Indiach. W liście tym zapewnia zachodniego władcę o niewyobrażalnych korzyściach płynących z wyimaginowanego królestwa. Oczywiście nie działa sam. Z pomocą śpieszą mu przyjaciele: Poeta, rabbi Solomon, Boron, Kyot oraz Abdul. W pewnym momencie wpadają na pomysł, aby w liście zawrzeć też informację o tak zwanym Gradalisie. Tak naprawdę nie wiedzą do końca czym jest Gradalis, lecz ostatecznie decydują się nadać owemu naczyniu przymioty świętego Graala, czyli czary (kielicha), z której Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy lub, jak twierdzą inni, do której została zebrana krew ukrzyżowanego Jezusa. Jeszcze nie wiedzą skąd wezmą kielich. Ale Baudolino to niezwykle pomysłowy mężczyzna, więc na pewno coś wymyśli.

Fryderyk, wierząc w autentyczność listu, wyrusza na wyprawę krzyżową, podczas której pragnie również odwiedzić królestwo księdza Jana. Oczywiście w wyprawie towarzyszy mu wierny Baudolino i jego przyjaciele. Jednak po pewnym czasie okazuje się, że chrześcijański władca pisuje także do innych osób. Kto stoi za tymi listami, jeśli nie Baudolino? Na razie nie wiadomo. A może tajemnicze królestwo istnieje naprawdę?

W końcu los rzuca ich gdzieś na tereny Azji do zamku Ardzrouniego. Tam w tajemniczych okolicznościach umiera Fryderyk Barbarossa. Po śmierci cesarza, przyjaciele postanawiają kontynuować podróż. A oto jaki jest plan wyprawy:

(…) Nasi pełni wzajemnej nieufności przyjaciele musieli postanowić, kto weźmie udział w wyprawie. Poeta zauważył, że powinno ich być dwunastu. Jeśli chcą być traktowani z szacunkiem podczas wędrówki do ziemi księdza Jana, najlepiej, by ludzie uznali ich za dwunastu królów magów odbywających właśnie powrotną drogę do ojczyzny. Ponieważ jednak nie było pewności co do liczby magów, dwunastu czy trzech, żaden z nich nie zdradzi, że są magami, a nawet kiedy ktoś zapyta, odpowie: nie, jak ktoś, kto nie chce wyjawić wielkiej tajemnicy. A ponieważ będą zaprzeczać, uwierzy ten, kto będzie chciał uwierzyć. Wiara zaś innych nada piętno prawdy ich powściągliwości.

A zatem Baudolino, Poeta, Boron, Kyot, Abdul, Solomon i Boidi. Nie obejdzie się bez Zosimy, który nadal się zaklinał, że zna na pamięć mapę Kosmasa, aczkolwiek wszyscy czuli odrazę na myśl, że ten łotr będzie uchodził za jednego z magów; nie mogli być jednak wybredni. Brakowało czterech osób. Baudolino ufał już tylko aleksandryjczykom i wciągnął do swoich planów Cuttikę z Quargnento, czyli brata Colandriny, Colandrina Guaskę, Porcellego i Alerama Scaccabarozziego, którego zwano Ciulą, czyli Kpem, ale był człekiem silnym, godnym zaufania i mało wymagającym (…)[3]

Podczas tej wyprawy nasi bohaterowie trafiają do najdziwniejszych krain świata. Spotykają tam istoty, jakby żywcem wyjęte ze świata fantasy. Baudolino przeżywa przepiękną miłość z… kobietą-kozą, której na imię Hypatia.

– Zdarłem z niej suknię, panie Niketasie, i zobaczyłem. Od brzucha w dół Hypatia miała kształty kozie, a jej nogi kończyły się kopytkami barwy kości słoniowej (…)[4]

Tyle o fabule. Resztę będziecie musieli doczytać sobie sami. Przyznam, że w tym przypadku zawiodłam się na Umberto Eco. Swoją znajomość z tym Autorem dopiero rozpoczynam i już na starcie doznałam rozczarowania. Być może jest to kolejny pisarz, w przypadku którego już na wstępie trafiam na tę gorszą powieść. Z tego, co zdążyłam zauważyć, nie tylko ja mam tego typu odczucia. Jednak mimo tego nie sugerowałam się opinią innych.

Uwielbiam powieści historyczne, niesamowicie przemawia do mnie epoka średniowiecza, lecz w tym konkretnym przypadku, epoki tej zupełnie nie czułam. Średniowiecze ma w sobie pewien specyficzny klimat, którego tutaj nie było. Brakowało mi przede wszystkim walk rycerskich. Niby Baudolino jest rycerzem, ale tak, jakby wcale nim nie był. Choć mamy do czynienia z wyprawą krzyżową, to tak naprawdę obecności Krzyżowców w ogóle się nie czuje. Gdzie podziała się ta ogromna wiedza historyczna Umberto Eco? W Baudolino z pewnością jej nie ma.

W fabułę powieści wyraźnie wplecione są elementy fantasy. Fakt ten przede wszystkim bardzo mocno przejawia się w charakterystyce mieszkańców tych dziwacznych krain, które odwiedza nasz bohater. W to wszystko wkomponowane są najważniejsze doktryny wiary chrześcijańskiej, na temat których prowadzone są ożywione dyskusje. Pojawia się także szereg relikwii. Oprócz Gradalisa, Baudolino i jego kompani wiozą ze sobą głowy-czaszki Jana Chrzciciela, które oczywiście dla pewnych potrzeb są podrobione.

W książce można też odnaleźć wątek detektywistyczny. Mam tutaj na myśli okoliczności śmierci Fryderyka I Barbarossy. Jest to też w pewnym sensie powieść przygodowa. Bohaterowie przeżywają radości, smutki, doznają tragedii życiowych. Można również natrafić na momenty komiczne. Jednym słowem wszystkiego po trochę, czyli taka mieszanka, która mnie zupełnie nie przypadła do gustu. Niecierpliwy czytelnik może mieć poważny problem z przeczytaniem książki do końca. Nie dość, że fabuła nie jest wciągająca, to jeszcze do tego jest to kolosalnych rozmiarów tomisko i w pewnym momencie można poczuć zniecierpliwienie i mieć wrażenie, że tych przeczytanych stron wcale nie przybywa. Na chwilę obecną czekam aż w moje ręce wpadnie inna powieść Umberto Eco, która przemówi do mnie znacznie bardziej niż Baudolino.

 

 

Moja ocena: 3/6

 

 

Umberto Eco official website

źródło okładki





[1] Biforia – arkadowe okno lub przezrocze, najczęściej podzielone na dwie części przy pomocy kolumienki, bądź też słupkiem; charakterystyczne dla budownictwa romańskiego i gotyckiego.

[2] U. Eco, Baudolino, Wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2001, s. 36.

[3] Ibidem, s. 313.

[4] Ibidem, s. 434.



 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 15 lutego 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Bebeluszek, *.wolv.cable.virginmedia.com
2012/02/15 20:02:30
Kiedyś musiałam przeczytać rozprawę o średniowiecznej architekturze Umberto na zajęcia z historii sztuki, nie przebrnęłam. Nieznajomość łaciny dołożyła do sprawy....i chyba się zraziłam. Imię róży obejrzałam z przyjemnością (o ile jest to film przyjemny), ale przez książkę też nie przebrnęłam. Jakoś nie umiemy się z Umberto zaprzyjaźnić. Może powinnam spróbować raz jeszcze, choć Twoja recenzja raczej nie zachęca :) Pozdrawiam, Bebe
-
avo_lusion
2012/02/15 20:03:55
Hm, ja do Eco nie mogę się przekonać, nuży mnie... Wiem, że nie jest łatwym pisarzem:/ Tak jak pisze Bebe - ciężko przebrnąć ;))
-
krainaczytania
2012/02/15 20:19:04
@Bebe
Tutaj akurat nie ma łaciny. Język jest prosty, bez żadnych łamańców. Ale fabuła jakaś taka naiwna, jak dla mnie. Znając mnie, to pewnie za jakiś czas coś jeszcze przeczytam tego autora. Ale to dopiero za jakiś czas :-) Fajnie, że się odezwałaś, bo już zaczynałam się martwić, że Bebe jakoś tak ucichła, a to do niej niepodobne :-) Pozdrawiam gorąco :-)
-
krainaczytania
2012/02/15 20:20:38
@Danusia
No a ja przebrnęłam :-) Nie ukrywam, że przeczytałam tę książkę dla eksperymentu. Chciałam sprawdzić co to Nazwisko, że mną zrobi. Jak widać zrobiło niewiele :-)
-
felicja79
2012/02/15 20:36:04
Czytałam kiedyś "Baudolino" i wszystko mi z głowy uleciało. Nawet jak teraz czytałam Twoja recenzję, to niewiele mi się przypomniało. Kiepska książka, choć pamiętam jak na nią czekałam, czytałam fragmenty w gazecie... Inna sprawa to "Imię róży", które bardzo mi się podobało i bardzo przyjemnie się je czytało. Chętnie bym je kiedyś jeszcze raz przeczytała, bo to najlepsza książka Eco.
-
Gość: Bebeluszek, *.wolv.cable.virginmedia.com
2012/02/15 22:03:11
Czytam, jestem, tylko po maratonie konkursowym ledwo dycham, a przede mną tygodniowa konferencja w Londynie, więc jakoś tak jestem, ale trochę gdzie indziej. Ukochuję mocno!
-
ksiazkowka
2012/02/16 08:09:16
Troszkę się czaję na Eco, ale jednocześnie się obawiam czy podołam...:) Pomyślę jeszcze. :)
-
fosher
2012/02/16 09:21:20
Od czasu, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, zastanawiałam się, jaka ona będzie. Nie czytałam nic Eco, ale - nie wiem czemu - to nazwisko mnie trochę przeraża. Może kiedyś się zdecyduję. ;)
Pozdrawiam!
Ew
-
krainaczytania
2012/02/16 10:11:19
@Felicja
Większość czytelników zachwala "Imię róży". Ja jeszcze nie zdążyłam tej książki przeczytać. Tak sobie myślę, że może Eco, pisząc "Baudolino" był zmęczony, a może po prostu musiał coś napisać, pomimo że nie było weny? Sama nie wiem. Do mnie ta książka nie przemawia zupełnie. Wrażenia na mnie nie zrobiła, choć bardzo się na nie nastawiałam :-)
-
krainaczytania
2012/02/16 10:14:00
@Bebe
To życzę powodzenia na konferencji :-) Ściskam mocno :-)
-
krainaczytania
2012/02/16 10:17:43
@Ewa
Nie ma się czego obawiać :-) Jak Cię fabuła znudzi, to zawsze możesz książkę odłożyć :-) Ja lubię eksperymentować z autorami. Lubię różnorodność, nie chcę zamykać się tylko w jednym kręgu literatury, czyli takim, który preferuję. Myślę, że fajnie jest zdobywać nowe doświadczenia czytelnicze, nawet jak coś nie przypada do gustu :-)
-
krainaczytania
2012/02/16 10:20:18
@Ew
Myślę, że nazwisko przeraża, bo jest medialne i wypromowane za bardzo. Ale tak naprawdę nie ma się czego bać :-) Dla mnie wszyscy pisarze to przede wszystkim osoby, które tworzą literaturę. Jedni robią to lepiej, drudzy gorzej, ale to tylko ludzie tacy sami, jak my wszyscy :-)
-
2012/02/16 14:17:32
czytałam to miliony lat temu...znaczy w gimnazjum. wtedy nie wiedziałam jeszcze kim jest Umberto Eco, dopiero później przeczytałam Imię róży...
Jedyne co pamiętam z lektury Baudolino to właśnie to imię i okładkę. zdaje się, że wcale nie rozumiałam co czytam...
-
2012/02/16 14:20:16
To jedyna powieść Eco,której nie czytałam. Uwielbiam czytać o wyprawach krzyżowych oraz templariuszach (chociaż wredoty wśród nich też były).
Odpoczynku, mimo zaśnieżonych chodników i ulic:)
-
krainaczytania
2012/02/16 14:32:51
@Polonisty
Wiesz, ja też na początku nie mogłam pojąć o czym jest ta książka. Akcja jakoś tak dziwnie mi przeskakiwała, ale w miarę jak się zagłębiałam w treść, zaczynałam ustawiać wydarzenia chronologicznie i potem już rozumiałam o czym czytam :-) Ale dla osoby nastoletniej ta powieść rzeczywiście może być za trudna :-)
-
krainaczytania
2012/02/16 14:34:59
@Nutta
Naprawdę nie straciłaś wiele. Ta książka nie jest żadnym fenomenem, jakby mogło się wydawać po nazwisku autora :-) Miłego weekendu :-)
-
2012/02/20 14:19:21
Najbardziej lubie "Imie Rozy" Umberto Eco, ksiazke i film, innych dziel tego autora nie czytalam, dziekuje za recenzje i gratuluje przebrniecia przez te lekture!
Pozdrawiam:)
-
krainaczytania
2012/02/20 15:52:21
@sad.a.5
Oj, przebrnęłam, ale ciężko było :-) Praktycznie jeszcze nie spotkałam się z opinią negatywną co do "Imienia róży". Książki nie czytałam, ale film gdzieś mi przemknął. Zdaje się, że rolę główną zagrał Sean Conery :-) Pozdrawiam gorąco :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?