Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Demony ojca Donlon’a

 

 

Andrew M. Greeley

               

    Piekłowstąpienie




 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2006
Tytuł oryginału: Ascent Into Hell



 
 

Kościół Katolicki od samego początku swojego istnienia stoi na straży przestrzegania celibatu wśród duchownych. Najpierw był to celibat spontaniczny, czyli uzależniony od decyzji samego zainteresowanego, natomiast w miarę upływu lat stał się obowiązkiem. Już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa kapłanom zalecano wstrzemięźliwość seksualną, bez względu na ich stan cywilny. W tamtym okresie kapłanem mógł zostać również mężczyzna posiadający rodzinę. W kwestii celibatu wśród duchownych nie obowiązywały wówczas żadne uregulowania prawne, dlatego też żonaci mężczyźni byli dopuszczani do święceń, jak również mogli zakładać rodziny nawet wtedy, kiedy byli już duchownymi.

Pierwsze oficjalne zarządzenie w kwestii celibatu pojawiło się około roku trzechsetnego na Synodzie w Elwirze. Natomiast w kanonie 33 istnieje taki oto zapis:

Synod zabrania stanowczo, aby biskupi, kapłani i diakoni oraz wszyscy duchowni będący w służbie ołtarza współżyli z żonami swymi i mieli dzieci. Kto by zaś to czynił, powinien być pozbawiony godności duchownej.1

Natomiast kanon 10 ogłoszony przez biskupów na synodzie w Ancyrze w 314 roku informuje, że:

Diakoni, którzy w chwili przyjmowania święceń zadeklarowali i stwierdzili, że chcą zawrzeć małżeństwo, gdyż nie mogą żyć w celibacie, jeśli później ożenią się, mogą nadal pełnić swe funkcje, ponieważ biskup udzielił na to zgody. Ci jednak, którzy nie zgłosili zastrzeżenia i przyjęli święcenie zgadzając się zachować bezżenność, a później się ożenili, powinni zostać złożeni z funkcji diakońskich.2

Do wieku VII niektórzy biskupi byli żonaci, zaś w wieku VIII celibat stał się prawem powszechnym na Zachodzie, lecz jako jedyna forma życia duchownego został usankcjonowany dopiero w XI wieku podczas rządów papieża Grzegorza VII. I tak jest do dziś.

Zapewne zapytacie, dlaczego zafundowałam Wam taką sporą dawkę historii celibatu? Otóż zrobiłam to dlatego, że powieść, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć dotyczy właśnie tego problemu. Moi stali Czytelnicy na pewno wiedzą, że jakiś czas temu recenzowałam na blogu inną powieść Andrew M. Greeley’a, pod tytułem Biały Dym, która również dotyczy środowiska klerykalnego, z tą różnicą, że tam Autor bardziej kładzie nacisk na sprawy polityczne i administracyjne w Kościele. Recenzję tej książki możecie przeczytać, klikając tutaj. Autor „z zawodu”, i najprawdopodobniej z powołania też, jest księdzem, dlatego wszelkie dylematy głównych bohaterów jego powieści nie są mu obce.

Jest Wielki Piątek roku 1933. W jednym ze szpitali w Chicago na świat przychodzi Hugh Donlon. Poród jest bardzo ciężki, a matce grozi śmierć. Ojciec chłopca, który nawiasem mówiąc, stoi na bakier z wiarą, w przypływie rozpaczy, poświęca Bogu nowonarodzonego syna. Sędzia Tom Donlon za nic nie chce stracić swojej pięknej żony, Peggy. I wtedy staje się cud. Stan kobiety poprawia się, zaś Tom może zabrać ją i dziecko do domu.

Mijają lata. Hugh przez cały ten czas jest wychowywany w przeświadczeniu, że został poświęcony Bogu i jedyne, czego w życiu pragnie, to zostać kapłanem. Ale czy na pewno kapłaństwo to jego pragnienie? A może chłopak w ten sposób nie chce zawieźć rodziców, a szczególnie matki, która nie widzi go w innej roli, jak tylko księdza?

Kiedy Hugh jest już w seminarium, na jego życiowej drodze staje piękna siedemnastoletnia Maria Manfredy, która z pochodzenia jest Włoszką. Maria jest przyjaciółką siostry Hugh, Marge. Młodych bardzo szybko zaczyna łączyć fizyczna fascynacja, jednak nie posuwają się dalej niż tylko do niewinnych pocałunków i pieszczot. Choć Hugh czuje, że robi coś złego, to jednak nie może nad tym zapanować. Po spędzonych razem wakacjach, seminarzysta wraca na studia i z całych sił stara się wymazać Marię z pamięci. Pomaga mu w tym jego przełożony. Ostatecznie młodemu Donlon’owi udaje się zostać księdzem i trafia do parafii Świętego Jarlath’a, gdzie musi zmagać się z psychopatycznym przełożonym. Niemniej jednak, zachowanie celibatu staje się dla niego sprawą praktycznie niemożliwą. Na widok kobiet, Hugh czuje podniecenie i jedynie resztkami sił udaje mu się nie popełnić grzechu.

Pewnego dnia w życiu Hugh pojawia się młoda i niesamowicie atrakcyjna zakonnica, Elizabeth. Siostra w parafii Świętego Jarlath’a pracuje z dziećmi, które przygotowuje do uczestnictwa we Mszy, a także uczy je śpiewu. Pomiędzy tymi dwojgiem zaczyna rodzić się uczucie. Chociaż z drugiej strony nie wiadomo ile w ich reakcjach jest prawdziwej miłości, a ile zwykłego pożądania. W końcu ulegają pokusie i dochodzi między nimi do całkowitego zbliżenia. Od tej pory ich relacje intymne stają się regularne, aż w końcu okazuje się, że Elizabeth spodziewa się dziecka. W tej sytuacji Hugh postanawia się z nią ożenić, co jest jednoznaczne z porzuceniem kapłaństwa. Oczywiście Elizabeth również zrzuca zakonny habit. I tak dwie osoby duchowne łączą się świętym węzłem małżeńskim. Najpierw jest to, tak zwany, ślub cywilny, zaś po pewnym czasie oboje zostają zwolnieni przez papieża ze ślubów zakonnych, więc już bez przeszkód mogą połączyć się ślubem kościelnym. O tym, jak dalej potoczą się losy Hugh i Elizabeth musicie już sami doczytać.

Pomimo iż Andrew M. Greeley stanowczo twierdzi, iż napisał tę powieść po to, aby przybliżyć czytelnikom dylematy moralne osób duchownych, uważam, że nie jest to do końca prawdą. Odebrałam tę książkę nieco inaczej. Dla mnie historia Hugh Donlon’a jest dramatem człowieka, który za wszelką cenę pragnie spełnić oczekiwania swojej rodziny, nie biorąc pod uwagę własnych potrzeb. Co z tego, że od dziecka matka uświadamiała mu, że jest poświęcony Bogu i jego powinnością jest służyć Mu jako kapłan? A gdzie prawdziwe powołanie? Tak naprawdę w ogóle go nie było. Presja rodziny doprowadziła do tego, że w pewnym momencie Hugh zaczyna sypiać z kim popadnie, wydaje się, że jego popęd seksualny nie ma granic. W małżeństwie czuje się nieszczęśliwy. Dzieci go nie akceptują, żona wciąż ma przysłowiowe „muchy w nosie”, a praca, choć początkowo daje mu satysfakcję i bogactwo, po jakimś czasie pociąga go na samo dno. Wydaje się, że przez te wszystkie lata jedynym i prawdziwym przyjacielem jest Maria. Pomimo że kobieta zdążyła już ułożyć sobie życie z innym mężczyzną i zrobić karierę jako szanowany ekonomista, to jednak nadal nie może zapomnieć o swojej młodzieńczej miłości. Kocha męża, ale jednocześnie myśli o Hugh i w pewnym momencie dochodzi to tego, że pragnie go odzyskać, nawet wbrew opinii jego rodziny.

Kiedy dokładnie przyjrzymy się Hugh, to widzimy, że jest to człowiek bardzo nieszczęśliwy. Tylko kto do tego doprowadził? On sam czy może jego rodzina, której oczekiwaniom tak naprawdę nie mógł sprostać, ponieważ nie był w stanie przyjąć zasad panujących w środowisku osób duchownych? Myślę, że ta książka jest bardzo dobrą lekturą dla rodziców, którzy za wszelką cenę chcą uszczęśliwić swoje dzieci na siłę, nie patrząc na ich pragnienia i nie szanując ich decyzji. Nie mam tutaj na myśli jedynie wysyłania dzieci do klasztoru. Ta kwestia dotyczy każdego z zawodów. Ile razy jest tak, że ojciec lekarz lub prawnik, nie widzi swojego syna czy córki w innej profesji, jak tylko takiej, która miałaby ścisły związek z medycyną bądź prawem?

Na co jeszcze zwróciłam uwagę? Otóż Andrew M. Greeley bardzo duży nacisk kładzie na sprawę seksu. Ta kwestia jest dość mocno wyeksponowana w tej powieści. Cudzołóstwem nazywa relacje intymne tylko z osobą zamężną. Jakże jest to inny pogląd od tego, z którym mamy do czynienia w polskim Kościele Katolickim. Niemniej jednak, nie będę się tutaj rozwodzić nad tym aspektem, ponieważ nie chcę Was zanudzić swoimi wywodami. Najlepiej jak sami przeczytacie Piekłowstąpienie i wyrobicie sobie własne zdanie.


 

Moja ocena: 4/6

 

Andrew M. Greeley official website

źródło okładki

 

♠♠♠♠♠

 

1.Brevarium Fidei, Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1998, s. 469.
2. Acta Synodalia, Kraków 2006, s. 65.

 

 

prawa autorskie zastrzeżone


piątek, 13 stycznia 2012, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2012/01/13 19:34:57
A to ciekawe. Ogólnie celibat na pewno jest przedmiotem dyskusji, szczególnie, że w chrześcijaństwie różnie z tym bywa. A co do zaspokajania potrzeb rodziny, a nie swoich - skąd się to w nas bierze? To silne przekonanie, z którym prawie każdy musi się zmierzyć...
-
krainaczytania
2012/01/13 19:44:23
@Danusia
Wiele razy spotkałam się z tym, że ktoś twierdził, iż celibat należy znieść. Ale z drugiej strony w imię czego? Jeśli osoba świecka wychodzi za mąż/żeni się, to Kościół zdradę piętnuje i nazywa grzechem. Przecież taki ksiądz też ślubuje, tyle że Bogu. I jeśli ten celibat zostałby zniesiony, to zdradzałby z drugim człowiekiem Boga, jedynie z tą różnicą, że robiłby to legalnie. Uważam, że kapłaństwo i małżeństwo to są dwie różne drogi i nie należy ich łączyć. A teraz o tym zaspokajaniu rodziny. Znam przypadek, kiedy matka tak bardzo pragnęła, żeby jej syn był księdzem, że zamykała go w domu, a sąsiadom mówiła, że jest w seminarium. Efekt tego był taki, że chłopak prowadził nocne życie. Po nocach jeździł do odległego o kilkadziesiąt kilometrów miasta i zabawiał się z prostytutkami. Którejś nocy wracał z tej "imprezy" i miał wypadek samochodowy. Zginął na miejscu. Wniosek: chciała go na siłę oddać Bogu, więc go oddała.
-
felicja79
2012/01/13 19:56:32
Przeczytałam Twoją recenzję z ciekawością :-). Poruszasz w niej ważne problemy. Książka ma fajną okładkę :-).
-
krainaczytania
2012/01/13 20:02:47
@Felicja
Niektórzy odbierają tę książkę jako typowy romans dwóch osób, którym znudziło się życie zakonne. Natomiast ja starałam się wejść w sedno tej powieści znacznie głębiej. Romans jest tutaj sprawą powierzchowną. Tak naprawdę Autor pokazał dramat młodego człowieka, który praktycznie zmarnował życie, ponieważ nie był ani w kapłaństwie, ani tym bardziej w małżeństwie. Mnie okładka też się podoba. Lubię niebieski :-)
-
avo_lusion
2012/01/13 20:11:20
Można o tym dyskutować, ja uważam, że bardzo dobrze sprawdza się brak celibatu w przypadku pastorów. Tak więc może być wiele trafnych rozwiązań :):)
-
krainaczytania
2012/01/13 20:19:54
@Danusia
Ale nie wierzę, żeby kiedykolwiek Kościół Katolicki zgodził się na zniesienie celibatu. W przypadku pastorów jest inna sprawa. Tam są inne zasady i inne prawo :-)
-
2012/01/13 21:16:58
ach celibat... moim zdaniem, jeśli jakiś ksiądz chciałby mieć żonę, to powinno mu się pozwolić. osobiście uważam, że wtedy byłby nawet bardziej wiarygodny w pewnych sprawach.
a jeśli chodzi o takie historyczne wtręty, to ja bardzo je lubię, więc się nie krępuj.
czytelniczki w mojej bibliotece polecają tę książkę:)
-
ksiazkowka
2012/01/14 11:15:19
Bardzo specyficzna książka. Popieram troszkę słowa polonisty - ksiądz powinien móc zawrzeć związek małżeński. Ile by to problemów, zgorszeń i poczucia niesmaku zaoszczędziło...
-
krainaczytania
2012/01/14 15:23:25
@polonisty, Ewa

No dobra, Dziewczyny, załóżmy, że ksiądz może się żenić, chociaż ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy mój mąż po odprawieniu Mszy, czy wyspowiadaniu dziesiątek wiernych, przychodzi do domu i żyje jak zwyczajny facet. Po prostu źle bym się czuła w takim związku. Ale to tylko moja opinia. :-) Mężczyzna to z reguły istota wygodna, która chce zarobić, ale się nie narobić. Zresztą tak naprawdę jest to cecha narodowa Polaków. Dlatego obawiam się, że jeśli Kościół Katolicki zniósłby celibat, to mężczyźni masowo uderzaliby do zakonów i seminariów, bo mieliby darmowe utrzymanie, kasa napływałaby od ludu, na czym pewnie korzystałaby jeszcze rodzina owego duchownego, zero pracy (szczególnie fizycznej), zero odpowiedzialności zawodowej, jak na przykład w przypadku lekarzy, natomiast po powrocie do domu czekałaby na nich żona. Sama przyjemność :-) Innymi słowy "wilk syty i owca cała". Oczywiście zgadzam się z tym, że wówczas ksiądz byłby bardziej wiarygodny, na przykład, w pouczaniu w kwestii wychowywania dzieci, czy innych sprawach związanych z małżeństwem. Choć z drugiej strony myślę, że w wielu kwestiach po prostu by się nie wypowiadał :-)
-
2012/01/14 17:01:43
taaa ale teraz ma to samo tyle, że bez tej żony po powrocie do domu... gospodyni tylko. i żeby nie było ja jestem wierząca. i serio jak ksiądz udziela nauk przedmałżeńskich o naturalnej antykoncepcji...ale ok. tylko, że oni nadal są normalnymi facetami, lubią piłkę nożną i samochody i fikuśne urządzenia do ich mycia, wiem bo prawie nad plebanią mieszkam. przecież nie opowiadałby żonie, że Kowalska na spowiedzi do romansu z listonoszem się przyznała...od tego, że ma żonę nie przestałby być uczciwym człowiekiem...
-
krainaczytania
2012/01/14 17:17:21
@polonisty
Zgoda, nie opowiadałby, że Kowalska... itd. :-) Chodzi o to, że po prostu nie chciałabym, żeby mój mąż był księdzem, choćby nawet był 200-tu procentowym facetem. Podobnie jak nie chciałabym, żeby mój mężczyzna był komandosem i jeździł na różne niebezpieczne misje. A taką kwestię już w życiu przerabiałam i nie jest to przyjemne, kiedy z sercem w gardle słucha się każdych informacji w mediach, albo boi się odebrać telefon, czy otworzyć drzwi, żeby nie zobaczyć w nich dowódcy jednostki w towarzystwie psychologa. Jeśli innym kobietom by to odpowiadało, to ok. Nie mam nic przeciwko temu. Mnie tylko chodzi o to, że nasi fantastyczni panowie mogliby zwyczajnie pójść na łatwiznę i szturmem zdobywać seminaria i zakony. Założę się, że wtedy powołań byłoby ci u nas dostatek :-) A teraz ten celibat jednak trochę odstrasza, choć wiem, że mimo to wielu księży jest również tatusiami. Pod tym względem przynajmniej sprawa by się rozwiązała i wszystko byłoby legalne. Wiesz, to jest temat rzeka i można o tym naprawdę wiele dyskutować, ale ostateczna decyzja i tak należy do papieża, a nie sądzę, żeby w najbliższym czasie Watykan coś w tej sprawie zrobił :-)
-
2012/01/14 19:58:58
Nie poznaje się życia tylko wtedy, gdy się ma żonę /męża, więc ewentualne zniesienie celibatu też nie załatwi wielu spraw. Ważne jest otwarcie rodziny przyszłego księdza i dzieci na wszystkie problemy człowieka, rozmowy, obserwacje, czytanie, wnioskowanie, ale bez zadufania i przekonania o nieomylności, pokora wobec drugiej osoby, uczciwość wobec siebie. Ksiądz może mieć za żonę kobietę, która skłóci wszystkich z wszystkimi... Czy będzie wtedy oparciem w trudnych chwilach dla parafian?
-
krainaczytania
2012/01/14 20:09:40
@nutta
Bardzo mądrze napisałaś. Ja się tutaj nie chcę wymądrzać na temat księży, ale wiele w życiu widziałam i sporo się nasłuchałam. Niestety, takie mamy czasy, że naszym życiem rządzi pieniądz i nie ma różnicy, czy jest się księdzem, czy osobą świecką. W naszym społeczeństwie panuje przekonanie (być może słuszne), że księża pławią się w bogactwie kosztem parafian. I właśnie tego się obawiam w razie zniesienia celibatu. Obawiam się, że młodzi mężczyźni wybiorą ten "zawód" dokładnie z tego powodu. Dla kasy. Wiesz, w zeszłym roku pisałam do prasy artykuł o pewnym księdzu posługującym na parafii w małym miasteczku. Tego duchownego wówczas zatrzymało ABW. Była niesamowita afera. Ale to jest temat na dłuższą pogadankę.
-
2012/01/14 20:49:13
w sumie to ta książka pokazuje, że zdrowe relacje w rodzinie są najważniejsze, bo co to za ksiądz, który do seminarium poszedł z przymusu, albo dlatego, że go dziewczyny w szkole nie lubiły... i ja nie wiem, czy by się tak ci mężczyźni rwali do seminarium po zniesieniu celibatu... zapominasz, że księża też lekcje w szkole prowadzą i biedacy mają chyba gorzej niż normalni nauczyciele. jak sobie przypomnę jak my wkręcaliśmy księdza... he he :>
-
krainaczytania
2012/01/15 13:44:01
@polonisty
Kochana, ja nie zapominam, że księża uczą w szkołach, że przygotowują do Komunii Św. itp. Doskonale to wiem, i wiem, że mają za to płacone. No ale w końcu coś muszą robić i jakieś obowiązki mieć, oprócz modlitwy i odprawiania Mszy, czy spowiedzi :-) Dlatego uważam, że jeśli kiedykolwiek zniesiono by celibat, to musiano by też zmienić inne reguły. Myślę, że w takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby potraktować księdza/zakonnika jako normalny zawód wykonywany i po prostu płacić im za posługę pensję. To by rozwiązało sprawę. Przynajmniej ja tak myślę. Bo teraz pensję dostaje tylko ten, który pracuje w szkole. A tak dostawaliby wszyscy bez wyjątku, a potem wszyscy przechodziliby na emerytury, mieliby też prawo do ewentualnej renty, czyli tak jak normalny śmiertelnik :-) Myślę jednak, że Kościół Katolicki jest zbyt konserwatywny w swoich poglądach i ta sytuacja szybko się nie zmieni. Ale najpierw trzeba by było zapytać samych zainteresowanych, co o tym myślą, bo nieładnie tak podejmować za nich decyzje. A może oni wcale nie chcą zniesienia celibatu? Może im jest tak dobrze? A że czasami zdarzy się jakaś afera z udziałem duchownego, to już inna sprawa. Zresztą każdy człowiek ma swoje sumienie i czy robi źle, czy dobrze to jest właśnie kwestia jego sumienia. Podobnie ksiądz. Jeśli złamie śluby, to on za to odpowie i nie nam go osądzać :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?