Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Nowy wynalazek, nowa broń, nowy terroryzm

 

 

Robert Ludlum & Gayle Lynds

 

                       Opcja Paryska

 

 

 

 

Wydawnictwo: AMBER
Warszawa 2003
Tytuł oryginału: The Paris Option

 

 

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co by było, gdyby nagle z niewiadomych przyczyn, nasz system elektroniczny przestał działać? Nie byłoby światła, nie działałyby komputery i telefony, ludzie masowo ginęliby w wypadkach drogowych i lotniczych, bylibyśmy zupełnie odcięci od świata i nikt nie mógłby nam pomóc. Straszne, prawda? Mnie na samą myśl o takiej ewentualności ciarki przechodzą po plecach. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, lecz jeśli głębiej się nad tym zastanowić, to jest ona całkiem realna, zwłaszcza, jeśli urządzenie wysokiej generacji, nad którym wciąż pracują naukowcy na całym świecie, dostanie się w niepowołane ręce. Takimi niepowołanymi rękami, będą z pewnością ręce terrorystów.

Pozwólcie, że teraz odwołam się do teorii naukowych. Otóż, wspomniane powyżej urządzenie wysokiej generacji to nic innego, jak tylko komputer molekularny, zwany inaczej komputerem DNA, który jest zbiorem specjalnie wyselekcjonowanych łańcuchów kwasu dezoksyrybonukleinowego. Ich kombinacja powoduje rozwiązanie wcześniej postawionego problemu. Nadzieją pokładaną w tego typu komputerach jest ich wysoki stopień równoległości, co potencjalnie powinno ułatwić rozwiązanie problemów, wymagających wielu obliczeń poprzez obliczenia równoległe. Komputer molekularny jest w stanie naśladować nawet ludzki mózg. Wynikiem tego jest procesor rozwiązujący problemy będące poza zasięgiem standardowych algorytmów, a w szczególności zadań wieloczłonowych, jak na przykład, przewidywanie katastrof naturalnych czy wybuchu epidemii chorób. Komputer taki może również sterować bronią masowego rażenia, dlatego tak bardzo ważne jest, aby nie trafił w ręce terrorystów. Tylko jak odróżnić terrorystę od człowieka o dobrych zamiarach? A co, jeśli ufamy nie tej osobie, której powinniśmy?

A teraz przejdźmy do powieści. Opcja paryska to jedna z tych książek, które łączą w sobie prawdę z fikcją. Wybaczcie, że swoją recenzję cyklu: Z tajnych archiwów Roberta Ludlum’a rozpoczynam od części trzeciej. Według mnie ta kwestia nie ma istotnego znaczenia, gdyż poszczególne części serii nie są powiązane ze sobą poprzez kluczowy wątek. Każda z nich dotyczy innego problemu, zaś tylko główni bohaterowie pozostają niezmienni.

Powieść rozpoczyna się niezwykle dramatycznie, gdyż w Paryżu w Instytucie Pasteura dochodzi do potężnej eksplozji, w wyniku której są zabici i ranni. W Instytucie tym swoje prace nad komputerem molekularnym prowadzi wybitny naukowiec, doktor Émile Chambord. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że naukowiec zginął podczas eksplozji. Ale czy na pewno?

W tym samym czasie na wyspie San Diego na Oceanie Indyjskim dochodzi do poważnej awarii systemów elektronicznych i informatycznych. Za niedługi czas okazuje się, że wspólnie z doktorem Chambord nad komputerem molekularnym pracował amerykański specjalista komputerowy, doktor Martin Zellerbach. Okazuje się, że informatyk przeżył, ale ma dość poważne obrażenia głowy i jest w stanie śpiączki. Martin Zellerbach cierpi na zespół Aspergera, czyli rzadkie zaburzenie rozwoju podobne do autyzmu. Niemniej jednak, fakt ten nie przeszkodził mu stać się geniuszem komputerowym.

Chociaż dochodzenie w sprawie eksplozji w Instytucie Pasteura prowadzi francuska policja, to jednak Stany Zjednoczone nie pozostają bierne, zwłaszcza że ucierpiał w niej ich człowiek. W związku z tym do Paryża natychmiast wylatuje Jon Smith, który jest nie tylko bliskim przyjacielem Martin’a, ale przede wszystkim jest lekarzem pracującym w Amerykańskim Wojskowym Instytucie Chorób Zakaźnych. Ponieważ jest to placówka wojskowa, Jon jest również żołnierzem posiadającym stopień pułkownika. Jego specjalizacja to mikrobiologia.

Kiedy pułkownik Jon Smith dociera do Paryża, niemalże natychmiast zaczynają dziać się dziwne rzeczy. W szpitalu ktoś usiłuje zabić Martina, ginie też asystent doktora Chambord’a, znikają notatki dotyczące konstrukcji komputera, a dodatkowo porwana zostaje córka Chambord’a, Teresa. Niektóre z tych wydarzeń dzieją się na oczach Jon’a, ale on nie jest w stanie nic zrobić, ponieważ jest w tym wszystkim sam. Oficjalnie Smith jest pracownikiem Amerykańskiego Wojskowego Instytutu Chorób Zakaźnych, jednak pracuje też jako tajny agent dla organizacji o nazwie „Jedynka”. Ale o tym wie tylko on i jego przełożeni.

Po jakimś czasie do Smith’a dołącza Randi Russel, która jest agentką CIA, a zarazem siostrą nieżyjącej już narzeczonej Jon’a. Wraz z nimi sprawę bada także Peter Howell, który jest agentem MI-6 (z ang. Millitary Intelligence Section 6), czyli tajnej brytyjskiej służby wywiadowczej. Na swoim koncie Howell ma przede wszystkim pobyt w Iraku. Odnalezienie sprawców podłożenia bomby w Instytucie Pasteura wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem. Dodatkowo sprawę komplikuje śpiączka Zellerbach’a. Agenci są przekonani, że Martin wie na ten temat znacznie więcej i gdyby tylko odzyskał przytomność, na pewno by ich uświadomił. Ale mimo to udaje im się wpaść na trop siatki terrorystycznej, której mózgiem jest terrorysta rodem z Afryki zwany Mauritanią. Najgorsze jednak jest w tym wszystkim to, że komputer molekularny wcale nie został zniszczony podczas wybuchu. Ktoś skutecznie zadbał o to, aby wynieść go z laboratorium jeszcze przed eksplozją. Teraz dla agentów rozpoczyna się walka z czasem, gdyż nie wiadomo gdzie jest komputer i do jakich celów ma służyć. Jedno jest pewne. Ktoś chce zawładnąć światem, a przede wszystkim zmieść z powierzchni ziemi Amerykę. Pytanie tylko, czy są to terroryści, czy może czołowi dowódcy NATO? I jaką rolę w tym wszystkim odgrywa polityka?

Przyznam, że książkę przeczytałam z zainteresowaniem. Może to wydawać się dziwne, bo tematyka jak najbardziej męska, ale mnie to w niczym nie przeszkadzało. Jeśli chodzi o literaturę, to moje horyzonty czytelnicze są dość szerokie. Poza tym w ten sposób urozmaicam też swojego bloga i nie zamykam się w kręgu tylko tych gatunków, które preferuję. W dodatku, żeby coś komuś polecić, bądź nie, to należy to najpierw przeczytać. Postanowiłam sobie też, że napiszę Wam o każdej książce, którą przeczytam, bez względu na to czy będzie to ocena pochlebna, czy nie.

W Opcji Paryskiej podobał mi się przede wszystkim przebieg akcji, która rozgrywa się w kilku miejscach. Ogromną sympatię poczułam do Jon’a Smith’a, który dla mnie okazał się facetem z żelaza. Taki amerykański hero. Normalny człowiek z tyloma obrażeniami ciała, co on, nie byłby w stanie podnieść się z ziemi, a może nawet umarłby na ich skutek. Ale nie pułkownik Jon Smith. W tym momencie przyszedł mi na myśl pewien niezniszczalny i wyjątkowo uzdolniony eks-agent służb specjalnych. Mam tutaj na myśli Mcgywer’a, którego przygody mogliśmy śledzić w telewizji na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Jedyną różnicą pomiędzy tymi dwoma panami jest to, że Mcgywer nigdy nie używał broni, natomiast Jon Smith strzela na całego. Jednak, nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, jakoby Opcja Paryska była thrillerem. Według mnie jest to bardzo dobra powieść sensacyjna, trzymająca w napięciu aż do samego końca. Zresztą, Robert Ludlum generalnie określany jest jako „mistrz powieści sensacyjnych”.

Duży plus dla Autora za to, że nie skupił się jedynie na mężczyznach, ale pokazał też, że kobieta również potrafi być twarda i walczyć na równi z mężczyznami. Być może jest to zasługa Gayle Lynds, która jest współautorką tej powieści.

Podsumowując, mogę jedynie zachęcić do tej książki wszystkich tych, którzy uwielbiają szybką akcję, niebezpieczeństwo, ryzyko oraz sporą dawkę strzelaniny.

 

 

Moja ocena: 5/6 

 

 

źródło okładki

 

 

prawa autorskie zastrzeżone



czwartek, 29 grudnia 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/12/29 20:33:23
Wow, to mnie zaskoczyłaś, Ludlum? Klasyka sensacji:) Mnie on jakoś nie pociąga, nie wiem. Nie ten typ akcji :p
-
2011/12/29 20:42:56
Lubię ekranizacje powieści Ludluma. Pisarze często zastanawiają się nad losami świata uzależnionego od elektroniki i tego, kto nią zarządza.
Ależ obszernie napisałaś:)
-
2011/12/29 21:50:42
och uwielbiam Ludluma:) kiedyś się zaczytywałam w nim i MacLeanie i Jacku Higginsie. świetne mocne i szybkie książki...ech... ale nie lubię jak piszą do spółki z kimś, uważam, że im się wtedy poziom obniża. zawsze z dystansem patrzę na duety :/
-
ksiazkowka
2011/12/30 10:41:19
No proszę, o taką lekture bym Cie nie podejrzewała. ;) A sama mam ochotę poznać Ludluma, ale nie w duecie z kimś. Ciekawa jestem jak pisze.
-
krainaczytania
2011/12/30 14:36:01
@Danusia
No wreszcie czymś Cię zaskoczyłam :-) Muszę przyznać, że zamierzam poznać tego pana bliżej :-)

@nutta
Nigdy nie oglądałam żadnej ekranizacji powieści R. Ludluma, ale książka jak najbardziej mi się podobała. Moje recenzje ogólnie są dość obszerne, dlatego serdecznie wszystkim dziękuję, że czytacie i komentujecie, a Ciebie gorąco witam w gronie moich nowych czytelników :-)

@polonisty
Przyznam Ci się, że ja też jakoś nie przepadam za duetami, ale ten wyszedł całkiem nieźle. Myślę, że za jakiś czas będę miała okazję porównać poziom Ludluma solo z tym w duecie :-)

@Ewa
A Ty sobie myślałaś, że ja to tylko romanse i romanse :-) O nie, kochana! Chociaż nie zarzekam się, bo pewnie za jakiś czas jakieś romansidło mnie skusi. Ale póki co idę na żywioł i czytam sensację :-) Myślę, że nie zawiedziesz się na Ludlumie :-)
-
avo_lusion
2011/12/30 15:51:21
Aga, ale ty mnie nie pierwszy raz zaskakujesz ;))
-
krainaczytania
2011/12/30 15:56:45
I pewnie jeszcze nie raz zaskoczę :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?