Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Gdy na miłość jest już za późno

 

 

Maria Rodziewiczówna

 

             Nieoswojone Ptaki

 

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
Warszawa 2009

 

 

 

Literatura klasyczna jakoś nigdy specjalnie mnie nie pociągała. Na studiach omijałam ją szerokim łukiem, choć nie powinnam, lecz mimo to udało mi się przez nią przebrnąć. Myślę, że założenie bloga stało się takim impulsem do tego, aby przekonać się wreszcie do klasyków nie tylko obcych, lecz przede wszystkim naszych rodzimych. Dlatego też od pewnego czasu zaczęłam nadrabiać zalęgłości w tej kwestii i oto dzisiaj proponuję Wam jedną z powieści polskiej pisarki, żyjącej na przełomie XIX i XX wieku.

Maria Rodziewiczówna przez niektórych porównywana jest do Jane Austen. Być może coś w tym jest. Chociaż po przeczytaniu „Niespokojnych Ptaków”, mogłabym raczej utożsamić ją z Elizą Orzeszkową. Wydaje mi się, że styl pisania tych dwóch kobiet był bardzo podobny. Ale jest to tylko moje zdanie i nie każdy może się ze mną zgodzić. Być może tak naprawdę Maria Rodziewiczówna ma więcej wspólnego z Jane Austen, aniżeli z Elizą Orzeszkową.

Główną bohaterką „Niespokojnych Ptaków” jest młodziutka, bo zaledwie dwudziestodwuletnia, Antonina (Tola) Stankar. Dziewczyna pochodzi ze wsi, gdzie trafiła po śmierci ojca jeszcze jako niemowlę. Tam została wychowana przez stryja, Kazimierza Łużyckiego, który całkowicie odizolował ją od ludzi, doprowadzając do tego, że dziewczynka boi się obcych. Niemniej jednak, zaprzyjaźnia się z niewiele starszym od siebie chłopcem, Michałem Brzezickim, który mieszka w sąsiednim dworze. Mijają lata, dzieci dorastają, ale ich przyjaźń nadal trwa. Oczywiście stryj Kazimierz nadal trzyma Tolę w zamknięciu, choć dziewczyna ma już osiemnaście lat i wyrosła na bardzo piękną młodą kobietę.

Pewnego dnia Antonina poznaje niesamowicie przystojnego malarza, Jana Stankara. Jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Jan jest przyjacielem Michała i to właśnie dzięki niemu spotkał Tolę. Swojej niechęci w kwestii tej znajomości nie kryje Łużycki. Jest tak bardzo wrogo nastawiony do malarza, że w momencie, gdy Tola oznajmia, iż mają zamiar się pobrać, stryj po prostu ją wydziedzicza. Dziewczyna otrzymuje jedynie posag, który jej się prawnie należy, natomiast bezpowrotnie traci prawa do majątku Łużyckiego. Niezadowolona jest również rodzina Michała, gdyż od początku jego znajomości z Tolą, uważano, że są oni sobie przeznaczeni. A teraz jakiś obcy mężczyzna zabiera ją do Warszawy.

W stolicy Tola przeżywa koszmar. Mąż nagle przestaje być tym ukochanym mężczyzną, za którego wyszła za mąż. Kariera zupełnie mu nie idzie, nie ma weny twórczej, a do tego za wszystko obwinia Tolę. Gdy rodzi im się córka, jest jeszcze gorzej. Stankar przepuścił cały posag swojej żony i teraz żyją na skraju ubóstwa. On żywi się na mieście, zaś ona i dziecko niemalże przymierają głodem. Ostatecznie malarz, nie wytrzymując już tej niekomfortowej dla siebie sytuacji, opuszcza rodzinę i wyjeżdża do Paryża, gdzie ma nadzieję odnaleźć spokój i chęć do pracy. Natomiast Tola coraz częściej zaczyna myśleć o śmierci. Uważa, że byłoby najlepiej, gdyby umarła. Ale los nie pozwala jej umrzeć. Kobieta na swojej drodze spotyka życzliwych ludzi, którzy robią wszystko, aby jej pomóc. Znajdują jej pracę i opiekują się małą Janką, kiedy ona zarabia na życie. Gdy wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu, a Tola jest już na tyle silna, żeby móc o siebie zadbać, niespodziewanie z Paryża wraca Jan Stankar. Jak teraz potoczą się losy Toli i jej córeczki? Czy kobieta wróci do męża? A może ucieknie, gdzieś gdzie nikt nie będzie w stanie jej odnaleźć? A co, jeśli Jan Stankar uświadomił sobie swój błąd i na nowo odkrył swoją miłość do Toli? Tylko pytanie, czy na tę zmianę nie jest już przypadkiem za późno?

A teraz kilka słów ode mnie. Jeżeli spodziewacie się po tej książce romansu, to raczej na to nie liczcie. Żadnych wątków miłosnych tutaj nie znajdziecie. Ale za to będzie sporo o nienawiści kobiety do mężczyzny. Ale nie tylko nienawiść będzie kierować Tolą. W głównej mierze będzie to paniczny strach, jaki odczuwać będzie na samą myśl o Stankarze. Chociaż będzie miała za sobą przyjaciół, to jednak na niewiele się to zda, gdyż zarówno prawo, jak i Kościół przyjmą stanowisko, które mówi, że mąż może robić z żoną, co chce, a ona powinna to pokornie znosić, bo inaczej ma grzech śmiertelny. Kobieta jest po, żeby cierpieć w milczeniu. Czytając taki tekst, zastanawiam się, czy w XIX wieku naprawdę ludzie byli aż tak zacofani? No ale chyba byli. Maria Rodziewiczówna nie wymyśliłaby sobie tego, zważywszy że sama niezwykle czynnie działała na rzecz praw kobiet, co znajdowało swoje odzwierciedlenie w powieściach, które pisała, gdyż mocno akcentowała w nich feminizm.

Myślę, że dla tych, którzy cenią sobie klasykę, ta książka jest świetną lekturą. Czasami zastanawiam się, dlaczego teraz nikt już nie pisze takich książek. Pomimo że jest to literatura kobieca, to jednak znacznie różni się od tej, którą obserwujemy dzisiaj. Już sam styl pisania jest inny. Taki bardziej „salonowy”. W końcu mamy tutaj do czynienia ze środowiskiem szlacheckim. Przecież Tola pracuje u hrabiny. Jak dla mnie jest to zupełnie inny świat, który powoli zaczyna mnie fascynować.

 

 

Moja ocena: 4/6



 

źródło okładki

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

niedziela, 18 grudnia 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
felicja79
2011/12/18 19:49:57
Ja bardzo lubię klasykę. Szczególnie dziewiętnastowieczne powieści. Tej autorki nic nie czytałam. Zaciekawiłaś mnie :-).
-
2011/12/18 19:51:38
@Felicjo, musisz koniecznie spróbować coś przeczytać. Mam w domu jeszcze jedną jej powieść - "Jerychonka". Już nie mogę się doczekać :-)
-
bookfa
2011/12/18 20:03:06
Szczegolna uwage zwrocilam na to co napisalas o stanowisku kosciola, co moze maz a co powinna zona. Obawiam sie, ze w wielu srodowiskach tak to funkcjonuje do dzisiaj.
Nie czytalam nic Rodziewiczowny do tej pory a pewnie by nie zaszkodzilo siegnac po jakies jej romansidlo. W latach 70-tych bylo pelno jej powiesci w ksiegarniach i kioskach ale ja wtedy zaczytywalam sie wlasnie Austen ;)
-
2011/12/18 20:57:53
uff moja babcia czyta Rodziewiczównę... i jak będę w jej wieku może też zacznę, teraz stanowczo mnie odrzuca,,,
-
wiosenka27
2011/12/18 22:08:12
Jutro idę do biblioteki:)
-
avo_lusion
2011/12/19 08:28:23
Jak wiesz, ja lubię klasykę, natomiast przed Orzeszkową bronię się rękami i nogami:) Ta pozycja brzmi ciekawie, a o autorce mało słyszałam...
-
2011/12/19 08:51:04
@Bookfa
Masz absolutną rację, jeśli chodzi o te prawa męża. Nie trzeba daleko szukać. Niedawno w moim najbliższym otoczeniu miała miejsce sytuacja, gdzie pewna kobieta złożyła pozew o rozwód, bo mąż nie dość, że nadużywał alkoholu, to jeszcze krzywdził dzieci, a szczególnie starszą córkę w wiadomy sposób. I wiesz co, rodzina tej pani potępiła ją za to, co zrobiła, twierdząc, że prawdziwa katoliczka nie zachowuje się w ten sposób, bo przecież mu ślubowała itd. Nie było ważne, że ona i dzieci na tym cierpią. Dla mnie są to sytuacje niedopuszczalne i nigdy nie zgodzę się z tym, że kobieta-żona musi znosić krzywdy doznawane od męża z pokorą. A po Rodziewiczównę możesz jak najbardziej kiedyś sięgnąć. Myślę, że Ci się spodoba, skoro lubisz Austen :-)

@Polonisty
No ładnie :-) Wiesz, mnie do wieku mojej babci to jeszcze sporo brakuje, a jednak przeczytałam Rodziewiczównę i wcale nie poczułam się w związku z tym staro :-) W bibliotece, w której kiedyś pracowałam, babcie zazwyczaj prosiły o typowe Harlequiny. Wiesz, takie co to można kupić w każdym kiosku :-)

@Wiosenka27
Mam rozumieć, że idziesz do biblioteki po Rodziewiczównę, tak? Mam nadzieję, że Ci się spodoba :-)

@Danusia
Moje porównanie do Orzeszkowej wcale nie musi być prawdą. To tylko takie moje indywidualne skojarzenie. Osobiście nie mam nic przeciwko pani Elizie. Nawet niedawno czytałam jej biografię. No ale każdy ma inny gust :-)
-
2011/12/19 12:42:17
och harlequiny... to temat na wpis a nie komentarz... w mojej bibliotece panie zapisują się w kolejki do nowych egzemplarzy. biblioteka nie kupuje ich, tylko otrzymuje w darze. i starsze panie (i całkiem młode też) przychodzą co tydzień z zapytaniem, czy są już nowe...jest naprawdę duży popyt na nie a jakość mają najgorszą z możliwych i szybko się niszczą.
-
2011/12/19 14:12:15
Zaciekawiłaś mnie. Już zapisuję tytuł na listę pozycji do przeczytania.
-
2011/12/19 17:04:22
@Polonisty
To ja Ci opowiem taką oto historię związaną z Harlequinami, jaka miała miejsce w mojej bibliotece. Otóż, kiedy jeszcze tam pracowałam, a było to w zeszłym roku, moja kierowniczka podjęła decyzję, że pozbywamy się harlequinów i wystawiamy je na kiermasz. Ustawiłyśmy stoliki i rozłożyłyśmy na nich te romansidła, pisząc kartkę, że oddajemy je za symboliczną złotówkę. Starsze panie były zachwycone. Natomiast jedna z nich, trzymając w dłoni upragnionego Harlequina, zapytała kierowniczkę, czy może tę złotówkę donieść później. Na co moja kierowniczka: "Pani, weź sobie pani za darmo". Przy tym zrobiła taką minę, że myślałam, że się uduszę ze śmiechu. Natomiast jeden chłopak, może dziewiętnastoletni, podczas każdej wizyty w bibliotece, pożyczał po 14 romansów, twierdząc, że to dla babci :-)

@Zorija
Myślę, że polska klasyka jest również godna poznania :-)
-
2011/12/19 19:05:33
i jak tu ich nie kochać, tych romansideł. u nas by taka akcja nie przeszła... za dużo fanów mają te książeczki. Rodziewiczównę to kiedyś musieliśmy zamawiać dla pewnej pani z wojewódzkiej bo u nas nie było jakiejś części a ona się uparła...
-
2011/12/19 19:17:08
@Polonisty
Dokładnie! Należy je kochać i już! :-) A tak poważnie, to wiele osób po prostu wstydzi się przyznać, że zdarza im się sięgnąć po romans. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Ja się nie wstydzę, co widać na moim blogu :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?