Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Australijska gorączka złota

 

Patricia Shaw

 

          Zatoka Orchidei

 

 

 

 

Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2005
Tytuł oryginału: Orchid Bay

 

 

Na początku XIX wieku kontynent australijski zamieszkiwało około trzysta tysięcy tubylczej ludności, zwanej Aborygenami. Żyli oni na bardzo niskim poziomie cywilizacyjnym. Można było odnieść wrażenie, że ludzie ci pochodzą jeszcze z epoki prehistorycznej, licząc w skali europejskiej. Aborygeni prowadzili koczowniczy tryb życia, trudniąc się przede wszystkim łowiectwem i zbieractwem, zaś na wybrzeżach rybołówstwem. Poważne konflikty z przybyszami z Europy sprawiły, że dokonali oni masakry Aborygenów i tym samym wyparli ich ze wschodnich terytoriów w głąb kontynentu.

Wnętrze Australii było trudno dostępne, dlatego też zostało przebadane dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wcześniej rozpoznane zostały tereny przybrzeżne, zwłaszcza te, znajdujące się na południu i wschodzie. Na terenach tych w ich dogodnych miejscach założono szereg portów oraz przystani. W roku 1851 na obszarach w odległości około czterystu kilometrów od wschodnich wybrzeży odkryte zostały bogate pokłady złota. Był to moment, w którym nastąpiło wielkie przyspieszenie osadnictwa. Owa „gorączka złota” sprawiła, iż w 1861 roku tereny Australii zamieszkiwało już milion osadników z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii. Wśród tych osadników byli również chińscy robotnicy kontraktowi. W 1890 roku ilość mieszkańców kontynentu wzrosła do ponad trzech milionów, natomiast administracyjnie Australia została podzielona na sześć stanów, które wyposażono we własne samorządy i zrzeszono je w Związku Australijskim, podległym w sposób bezpośredni Koronie Brytyjskiej.

Tyle historii. A teraz czas na recenzję. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego powyżej przybliżyłam Wam pewne historyczne szczegóły XIX-wiecznej Australii? Otóż akcja powieści, o której zamierzam dzisiaj opowiedzieć rozgrywa się właśnie podczas pamiętnej „gorączki złota” na terenach kontynentu australijskiego. Jest rok 1867. Z Londynu wypływają dwa statki. Na pokładzie jednego z nich znajdują się dwie siostry, wywodzące się z brytyjskiej klasy średniej. Obie są guwernantkami i opuszczają rodzinny kraj, aby na obcym terenie podjąć pracę w wybranej przez siebie profesji. Wszystkim kieruje Towarzystwo Emigracji Dam z Klasy Średniej. Ruth i Emilie Tissington zostały praktycznie zmuszone do wyjazdu po tym, jak ich owdowiały ojciec ożenił się ponownie z kobietą złą i pozbawioną wszelkich ludzkich uczuć. W rodzinnym domu czuły się niczym dwa intruzy, dlatego wybrały podróż w nieznane zamiast dalsze życie pod jednym dachem z macochą. Co gorsza, ojciec nigdy nie stanął w ich obronie. Nowa żona tak bardzo nim zawładnęła, że postawił ją wyżej niż własne córki.

Kiedy „City of Liverpool” przybija do brzegów australijskiego Brisbane, młode kobiety czeka pierwsze rozczarowanie. W porcie nikt na nie nie czeka. Faktem tym najbardziej zbulwersowana jest starsza siostra, Ruth. Dla niej jest to sytuacja nieprawdopodobna. Przecież zarówno ona, jak i Emilie to damy i należy im się szacunek! Niemniej jednak, nawet damy muszą czasami zadbać o siebie same, a nie oglądać się na innych i oczekiwać, że każdy będzie im nadskakiwał. W związku z tym, nie doczekawszy się nikogo, kto mógłby odebrać je z portu, same udają się na poszukiwanie jakiegoś lokum. W końcu trafiają do pewnego pensjonatu, gdzie wynajmują pokój. Ale to jeszcze nie koniec ich kłopotów. Praktycznie jest to dopiero początek problemów, bo za niedługi czas dowiadują się, że obiecanej pracy również nie ma. Ponownie muszą zabiegać o nią same, wystając w kolejce przed biurem, gdzie gromadzą się kobiety poszukujące zatrudnienia. Siostry Tissington czują się upokorzone całą tą sytuacją. Najgłośniej wyraz temu daje Ruth. Natomiast Emilie wydaje się być nawet zadowolona, bo przecież jej życie się zmienia, a ona poznaje coś nowego. Coś, co do tej pory było jej obce. Ale mimo to, nie może jawnie okazywać swojego podekscytowania, żeby nie denerwować siostry. „Sztywny” styl bycia Ruth sprawia, że Emilie musi wciąż uważać na to, co mówi i jak się zachowuje. Ostatecznie guwernantki za cenę rozłąki, znajdują upragnioną pracę. Ruth trafia do rodziny Standfield’ów, mieszkających w Nanango, zaś Emilie musi zmierzyć się z dziwactwami panującymi u państwa Manningtree z Maryborough.

W tym samym czasie na australijskich drogach, gdzie wiedzie szlak, po którym transportowane jest złoto, grasuje niebezpieczny bandyta o nazwisku James McPherson. Jest to przestępca, o którym mówią wszyscy. Nikomu w Australii nazwisko to nie jest obce. Złodziej napada na transporty kruszcu i okrada je. Ponieważ wieść o australijskiej „gorączce złota” roznosi się lotem błyskawicy, na kontynent zjeżdżają emigranci z Europy. Ludzie ci wykupują działki, na których poszukują złota, które następnie wymieniają w bankach na pieniądze. Jednym z takich „poszukiwaczy złota” jest Irlandczyk, Mal Willoughby, który w zależności od sytuacji zmienia nazwisko. Na złotonośnej ziemi pracuje wraz ze swoim przyjacielem, Clive’em Hillier’em, który jest Anglikiem. Po jakimś czasie Mal opuszcza Clive’a i z majątkiem, którego dorobił się na złocie, pragnie opuścić Gympie. Decyduje się na wyjazd do miasteczka o nazwie Maryborough. Ponieważ chłopak nie ma nic do stracenia, bez wahania godzi się uczestniczyć w najbliższym transporcie złota. Trasa, którą ma pokonać dyliżans będzie wiodła z Gympie do Maryborough. Mal nie wie jednak, że jego angaż w owo poważne przedsięwzięcie to tylko pretekst, aby wrobić go nie tylko w kradzież złota, ale także w morderstwo trzech osób. Jest zbyt młody i naiwny, aby przewidzieć konsekwencje ludzkich działań. Dlatego, kiedy w Blackwater Creek dochodzi do napadu, podczas którego giną ludzie, cała wina spada na Mal’a oraz na osławionego bandytę, James’a McPherson’a. Mal za nic nie może pojąć, dlaczego tak się stało, skoro nawet nie było go na miejscu zbrodni. Przecież w tym czasie komisarz do spraw złota wysłał go po eskortę policyjną. W takim razie, dlaczego ten sam komisarz oskarża go o popełnienie najgorszego przestępstwa? Czyżby zapomniał, że w tym czasie Mal Willoughby wykonywał jego polecenie? Jeżeli jesteście ciekawi, jak dalej potoczą się losy Mal’a, powinniście przeczytać książkę.

Musicie też wiedzieć, że losy Mal’a Willoughby’ego, a także jego przyjaciela, Clive’a Hillier’a oraz sióstr Tissington złączą się nierozerwalnie na całe życie.

Czytając tę książkę znów przyszedł mi na myśl pewien amerykański serial telewizyjny. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo nie umiem tego wyjaśnić. Po prostu klimat tej powieści wydał mi się podobny, choć prawdę powiedziawszy ani fabuła, ani też bohaterowie nie wykazują żadnych podobieństw. Jeśli chodzi o serial, to mam tutaj na myśli słynną „Doktor Quinn”.

Ogólnie książka nawet przypadła mi do gustu, choć wydaje mi się, że w pewnych miejscach Autorka nieco przedawkowała ze współczesnością. Chodzi o to, że użyła słów, które z pewnością nie były znane w XIX wieku. Przykładem może być „policja”, którą definiuje „gliniarze”. Nie wydaje mi, żeby tego typu słownictwem operowali ludzie w XIX-wiecznej Australii. Chociaż z drugiej strony można przypuszczać, że jest to „wybryk” tłumaczenia. Niestety nie udało mi się przeczytać tej książki w oryginale, stąd moje stwierdzenie.

Tak się zastanawiam, czy oprócz powyższego, mogę tej powieści coś zarzucić. Otóż, raczej nie mogę tego zrobić, a to dlatego, że książka bardzo dobrze oddaje atmosferę XIX wieku. Czytelnik naprawdę widzi te dyliżanse, dzikich Aborygenów, czy też piękne krajobrazy na Wyspie Fraser’a, która przez Mal’a została nazwana Zatoką Orchidei. Ten prymitywizm naprawdę można zobaczyć oczami wyobraźni. Kończąc, myślę, że nie jest to pierwsza i zarazem ostatnia książka Patrici Shaw, którą przeczytałam, zważywszy że czas od czasu lubię przenieść się w inną epokę.

 

 

Moja ocena: 5/6



 

źródło okładki

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

wtorek, 13 grudnia 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/12/13 18:34:26
Doktor Quinn?? O matko, zawsze ją oglądałam, pamiętam, że leciała w niedzielne popołudnia... Od razu budzą się wspomnienia... Ehhh. A z tymi gliniarzami, to niezłe jest;)))
-
felicja79
2011/12/13 18:43:12
Też oglądałam ten serial :-). A co do książki to fajnie się czasami dzięki literaturze i wyobraźni przenieść w inną epokę i do innego kraju :-).
-
2011/12/13 18:43:18
Wiesz co, Danusiu, z tą "Doktor Quinn" to jest tylko takie moje luźne skojarzenie :-) Czasami tak mam, że nie wiedzieć czemu, coś mi się tam kojarzy, nawet jeśli wszyscy w koło mówią, że nie widzą nawet najmniejszych podobieństw :-)
-
2011/12/13 18:47:37
Dokładnie, Felicjo. Mnie się w tym XIX wieku bardzo podobało :-) Ale teraz mam trochę wyrzuty sumienia, że za nisko oceniłam "Dziwne losy Jane Eyre". Fabuła obydwu powieści pochodzi z tego samego okresu, ale "Dziwne losy..." są bez porównania lepsze. Jednak ogromną różnicę robi fakt, kiedy autorem jest osoba, żyjąca w czasach, które opisuje, a nie ktoś, kto żyje wiek później i wszelkie potrzebne dane czerpie z książek historycznych :-)
-
ksiazkowka
2011/12/14 09:34:13
Piękne australijskie klimaty Ci się trafiły. :) Ja ostatnio poznawałam ten kraj dzięki Brysonowi. :)
-
2011/12/14 10:56:10
Ja "Doktor Quinn" oglądałam, jak byłam chora, bo w poniedziałki chyba o 11 leciały powtórki:) Książkę z chęcią przeczytam, fascynuje mnie okres gorączki złota.
-
2011/12/14 15:06:01
@Ewa
Bardzo piękne klimaty, zważywszy że jeszcze nigdy nie czytałam powieści, której akcja toczyłaby się w Australii :-)


@Zorija
Skoro lubisz te klimaty, to polecam gorąco :-)


Pozdrawiam :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?