Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

W zapomnianym świecie Amiszów

 

Jodi Picoult

 

       Świadectwo Prawdy

 

 

 
 
Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2001 (data przybliżona)
Tytuł oryginału: Plain Truth

 

 

 

Tym razem Jodi Picoult zabiera czytelnika w świat, w którym władzę sprawuje Kościół, a decydujący głos w każdej sprawie ma biskup i diakon. Świat ten pozbawiony jest wszelkich udogodnień. Ludzie nie wiedzą, co to elektryczność, Internet, telefon nie tylko komórkowy, ale nawet stacjonarny. W tym świecie zamiast samochodów używa się bryczek, a nauka po ukończeniu szkoły podstawowej jest zakazana pod groźbą ekskomuniki. Ludzie w tej specyficznej rzeczywistości noszą charakterystyczne ubrania, nie biorą udziału w żadnych imprezach publicznych, a już z całą pewnością nie wolno im przebywać tam, gdzie byłyby obecne osoby spoza ich środowiska. Jest to niezwykle zamknięta społeczność, a jej mieszkańcy tylko pracują i modlą się, zaś swoje grzechy wyznają publicznie przed tymi, którzy już zostali ochrzczeni i to biskup wraz z diakonem decydują o tym, czy dana osoba dopuściła się grzechu, czy też nie. Za każde przewinienie, niezależnie od tego, czy jest ono prawdziwe, czy fikcyjne (bo biskup kazał się przyznać), grozi wydalenie z Kościoła na okres sześciu tygodni. W ciągu tego czasu nikt ze społeczności nie ma prawa zbliżyć się do osoby objętej ekskomuniką. Jest ona odseparowana od całej reszty. Nie wolno zasiadać z nią przy tym samym stole podczas posiłków, nie wolno z nią rozmawiać, nie wolno praktycznie nic. Człowiek taki czuje się niczym trędowaty. Niemniej jednak, wpływ owego Kościoła jest tak silny, że ludzie do niego należący godzą się na to wszystko bez wahania, nawet kosztem swoich bliskich.

Realia opisane powyżej to świat Amiszów, czyli ludzi o swojej własnej kulturze, obyczajach, zasadach moralnych, żyjących z dala od cywilizacji, o której myślą, że jest najgorszym złem tego świata. W takiej właśnie rzeczywistości przyszło żyć głównej bohaterce powieści, Katie Fisher. Kiedy ją poznajemy, dziewczyna ma osiemnaście lat i mieszka na farmie mleczarskiej. Jej rodzina żyje z uprawy tytoniu i produkcji mleka. Pewnego letniego poranka, kiedy pracownicy zatrudnieni na farmie jej ojca, jak co dzień, przychodzą do obory, aby rozpocząć dojenie krów, odnajdują zwłoki noworodka ukryte pod derkami. Ktoś natychmiast wzywa policję. Detektyw Lizzie Munro rozpoczyna dochodzenie. Przesłuchuje każdego, kto znajduje się obecnie na terenie farmy. Głównym celem jej śledztwa jest odnalezienie matki noworodka. Pierwsze podejrzenia padają na Sarę Fisher, matkę Katie. Jednak, gdy okazuje się, że kobieta po ostatnim porodzie straciła zdolność rodzenia dzieci, Lizzie szuka dalej. I tak trafia do Katie. Dziewczyna jest przerażona, ale nie daje tego po sobie poznać. Kiedy policjantka pyta ją o ewentualną ciążę, ta usilnie zaprzecza. Twierdzi, że nigdy nie była w ciąży i nie urodziła żadnego dziecka. Z pewnością na tym skończyłoby się przesłuchanie Katie, gdyby policjantka nagle nie dostrzegła krwi spływającej po nogach dziewczyny. W tym momencie detektyw jest już niemalże pewna, iż dziewczyna coś ukrywa. Katie natychmiast zostaje zabrana do szpitala, gdzie lekarz dyżurny jednoznacznie stwierdza, że dziewczyna kilka godzin wcześniej urodziła dziecko. Pomimo że wszelkie znaki „na niebie i ziemi” wskazują na odbyty przez Katie poród, to jednak ona wciąż temu zaprzecza. Twierdzi, że to krwawienie to nic innego, jak tylko „jej dni”. Po kolejnych badaniach nie ma już najmniejszych wątpliwości. Katie Fisher w nocy z 9 na 10 lipca urodziła chłopca!

W tym samym czasie do East Paradise w Pensylwanii przyjeżdża trzydziestodziewięcioletnia Ellie Hathaway, która jest adwokatem i na stałe pracuje w Filadelfii. Wydaje się, że kobieta ma ustabilizowane życie. Nie ma takiej sprawy, której nie byłaby w stanie wygrać. Ponadto u swojego boku ma również zdolnego i niesamowicie przystojnego prawnika o imieniu Stephen, z którym dzieli życie prywatne. Niemniej jednak, Ellie wciąż czuje, że czegoś jej brakuje. Odkrywa, że kariera to nie wszystko, a związek ze Stephen’em to związek bez przyszłości, ponieważ nie jest oparty na uczuciu, a jedynie na przywiązaniu i wspólnych zainteresowaniach. Poza tym, od pięciu lat kobieta marzy tylko o jednym. Pragnie mieć dziecko, lecz wie, że nie dostanie tego od Stephen’a. Co gorsza, obawia się, że nie otrzyma tego już od nikogo innego, bo jest po prostu za stara.

Kiedy Ellie dociera do Paradise dowiaduje się od swojej ciotki, u której planuje się zatrzymać, że córka jej siostry jest oskarżona o morderstwo pierwszego stopnia. Leda, podobnie jak Katie, pochodzi z Amiszów, lecz wiele lat wcześniej została nałożona na nią ekskomunika, gdyż odważyła się poślubić mężczyznę spoza ich środowiska. Niemniej jednak, kobieta za wszelką cenę pragnie pomóc swojej siostrzenicy, gdyż jest święcie przekonana, że Katie nie jest zdolna do popełnienia morderstwa. Leda nie widzi też innej możliwości, jak tylko poprosić Ellie, aby ta zgodziła się bronić Katie w sądzie. I tak w małym miasteczku w Pensylwanii w hrabstwie Lancaster krzyżują się losy dwóch zgoła różnych kobiet, z których jedna usilnie pragnie zostać matką, zaś drugą właśnie oskarżają o to, że zabiła swoje nowo narodzone dziecko, które przyszło na świat w oborze między krowami, a które w brutalny sposób zostało pozbawione szansy na dalsze życie. Czy Ellie uda się doprowadzić do uniewinnienia Katie Fisher? A może dziewczyna wcale nie jest taka niewinna, na jaką wygląda? Może z zimną krwią zamordowała swojego synka, aby uniknąć wydalenia z Kościoła Amiszów i wyjść za mężczyznę, który od lat jest jej przeznaczony? Jaka jest prawda, skoro wszystko świadczy przeciwko niej, zaś ona sama wciąż uparcie zaprzecza, że nie była w ciąży i nie urodziła żadnego dziecka i nawet nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek miała fizyczny, intymny kontakt z mężczyzną?

Tyle, jeśli chodzi o fabułę. W tym przypadku muszę przyznać, że książka nieco mnie rozczarowała. Po przeczytaniu „Karuzeli Uczuć” i „Jesieni Cudów” spodziewałam się, że tutaj również Jodi Picoult czymś mnie zaskoczy i sprawi, że będę czytać powieść jednym tchem. Niestety tak się nie stało. Kilka początkowych rozdziałów odebrałam jako dość nudne. Potem akcja zaczyna nabierać tempa, ale chyba tylko po to, żeby czytelnik nie rzucił książki w kąt, bo z końcowych rozdziałów znów wieje nudą. Opis rozprawy sądowej w niczym nie przypomina tych, które czytałam w książkach wspomnianych powyżej. Nie znalazłam tam tych emocji, które sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, iż jest jednym z członków ławy przysięgłych i to od niego zależy wynik końcowy rozprawy.

Oczywiście ogromnym plusem jest tutaj opis świata Amiszów. Jest to dla mnie nowość, ponieważ do tej pory nie miałam pojęcia, że takie specyficzne społeczności w ogóle istnieją na naszym globie. Nam, ludziom z cywilizacji, tego rodzaju społeczność może wydawać się dość dziwaczna. Ale z drugiej strony, trzeba przyznać, że ci ludzie naprawdę potrafią żyć zgodnie ze swoimi zasadami, choć nie brakuje też i takich, którzy wyłamują się z tego środowiska, narażając się na ekskomunikę. Niemniej jednak, większość z nich to osoby godne podziwu, choćby tylko dlatego, że są konsekwentne w przestrzeganiu reguł swojej wiary. Dla nich wszystko jest wolą Boga, a człowiek tak naprawdę nie ma nic do gadania. W imię tych zasad potrafią bez słowa skargi cierpieć i przyjmować na siebie nawet niesłuszne oskarżenia, lecz tylko te, które pochodzą od biskupa. Ci ludzie są tak bardzo związani ze swoją wiarą, że zgodnie z jej zasadami postępują także poza swoją społecznością. Tak, jak dzieje się to z Katie Fisher. Kiedy przeczytacie powieść, będziecie wiedzieć o czym piszę.

Podsumowując chciałam jeszcze zwrócić uwagę na jedną sprawę techniczną, choć nie jestem pewna czy do końca mam tutaj rację. Otóż, od kiedy pamiętam, uczono mnie, że słowo „sędzina” używane jest w odniesieniu do żony sędziego, zaś w przypadku kobiety wykonującej zawód sędziego zwrot ten funkcjonuje jedynie w języku potocznym i tylko w takim języku jest on poprawny. Natomiast jeśli chodzi o język oficjalny należy używać zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i do mężczyzn, słowa „sędzia”, na przykład: sędzia Kowalski/sędzia Kowalska. W tekście powieści zauważyłam, że „sędzina” wcale nie dotyczy żony sędziego, a kobiety, która orzeka w sprawie Katie Fisher. Podobnie rzecz ma się w przypadku słowa „adwokatka”. Czyżby osoba redagująca ten tekst miała na myśli nazwę ciasta? A może termin, który używa się w grach? Bo nijak mi to nie pasuje do zawodu adwokata. Dla mnie jest to niesłychanie rażące i brzmi dość nieładnie. Powiało mi tutaj dość mocno feminizmem. Czasami takie mocne rozdzielenie mężczyzn od kobiet nie wychodzi na dobre. W tekście tej książki jak najbardziej nie wyszło. Jeśli taka forma jest niepoprawna, to wcale by mnie to nie zdziwiło, ponieważ nie byłby to pierwszy raz, kiedy książka od „Prószyńskiego…” wychodzi z błędami.

 

 

Moja ocena: 4/6

 

A tutaj możecie przeczytać ciekawy artykuł o Amiszach z Lancaster

Jodi Picoult official website

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 23 listopada 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/11/24 08:51:53
Hm, mam podobne odczucia odnośnie tej sędziny... Językoznawstwo to dziedzina, która zawsze skłania do dyskusji... A o błędach w książkach, nawet tych popularnych wydawnictw powinno się mówić. Wiadomo, błędy się zdarzają, ale tak nagminne?

A książka i świat amiszów wydaje się być bardzo ciekawy!
-
ksiazkowka
2011/11/24 09:46:13
Twoje czujne oko wszystko wypatrzy Agnieszko. :) Mnie "Świadectwo prawdy" bardzo się podobało i to dzięki niemu dobrze nastroiłam się na kolejne książki autorstwa Picoult. :)
-
2011/11/24 15:36:25
Danusiu, czyli mamy podobnie z tą "sędziną". Nie chciałam tak bezpośrednio wytykać tego błędu, bo nie byłam do końca pewna, czy mam rację i szczerze mówiąc czekałam m.in. na Twoją opinię :-) Owszem, książka jest ciekawa, tylko, że ja czytałam jeszcze dwie inne powieści tej samej Autorki i moim zdaniem trochę blednie na tle tamtych :-)

Ewo, dla mnie estetyka tekstu jest niesamowicie ważna. Byle jak to można sobie robić notatki na wykładach, których nikt nie zobaczy, natomiast jeśli puszcza się tekst do ludzi, to należy to zrobić dobrze, a jak się nie jest czegoś pewnym, to przecież można z kimś skonsultować. Pamiętam Twoją recenzję "Świadectwa...". Bardzo mi się podobała. W moim przypadku chyba było tak, że zaczęłam czytanie od tych lepszych książek i dlatego ta wydała mi się mniej wartościowa. Dla porównania przeczytaj jakąś inną powieść Jodi Picoult i wtedy sama stwierdzisz, czy mam rację :-)


Pozdrawiam serdecznie :-)
-
2011/11/24 16:29:36
Pomimo, Ze narzekasz, to chyba się skuszę. Ciekawi mnie ten świat amiszów:)
-
2011/11/24 16:35:31
A skuś się skuś :-) Czemu nie. Generalnie książka nie jest zła, tylko tak jak napisałam wyżej w komentarzu, po prostu zaczęłam czytać od tych lepszych. Poza tym, to że ja mam takie a nie inne odczucia, wcale nie oznacza, że będziesz mieć takie same. Jestem tego zdania, że każdy czytelnik odbiera tę samą powieść w inny sposób. Pozdrawiam :-)
-
avo_lusion
2011/11/24 21:25:23
Nasz język polski jest strasznie pogmatwany. Tylko profesorowie językoznawstwa radzą sobie w 100%...
-
2011/11/25 15:34:52
A może prof. Jan Miodek do mnie zaglądnie i rozwieje nasze wątpliwośći? ;-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?