Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Inwazja dusz

 

Stephenie Meyer

 

               Intruz

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2008
Tytuł oryginału: The Host

 

 

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co by było, gdyby nagle Wasze oczy zaczęły błyszczeć srebrem, a w Waszym ciele swoją egzystencję rozpocząłby jakiś bliżej nieokreślony byt, który miałby swój własny tok myślenia i swoje własne uczucia, zgoła różne od Waszych? A co by było, gdyby dodatkowo ten byt zaczął z Wami rozmawiać, albo wykłócać się o swoje prawa? Albo, gdyby na przykład zaczął uzurpować sobie prawo do Waszych bliskich, jednocześnie darząc uczuciem osoby, które kochacie? A co, jeśli takowy byt zacząłby krzywdzić Waszych bliskich, a Wy nie mielibyście na to żadnego wpływu, choć robiłby to używając do tego Waszego ciała? No właśnie, co by było gdyby? Na pewno specjaliści orzekliby, że w takiej sytuacji musimy cierpieć na jakąś poważną chorobę psychiczną. Bo kto przy zdrowych zmysłach słyszy głosy w swojej głowie i do tego wdaje się z nimi w konwersację i działa pod ich wpływem? Taką rzeczywistość byliby w stanie zrozumieć i uznać za normalność jedynie specjaliści, których Powołaniem byłoby uzdrawianie. Oni wiedzieliby, że w takiej sytuacji nasze ciała pełnią rolę tylko i wyłącznie żywicieli dla dusz z innego wymiaru.

Z pewnością niektórzy z nas poddaliby się temu obcemu bytowi bez walki. Ale byliby też i tacy, którzy wypowiedzieliby otwartą wojnę owym duszom, bo poddać się bez walki to ujma na honorze. Jednak z drugiej strony, może lepiej byłoby po prostu zaprzyjaźnić się z przybyszami z tej nieznanej Planety? A kto powiedział, że na tej przyjaźni nie można by było skorzystać? Na przykład można by było zagwarantować sobie długie życie bez chorób, a śmierć przychodziłaby jedynie z powodu starości. Tylko co począć, jeśli ta przyjaźń stopniowo zaczęłaby przeradzać się w miłość? Co począć, jeżeli dwóch mężczyzn kocha tę samą kobietę, z tą różnicą, że jeden z nich darzy uczuciem człowieka, zaś drugi duszę w nim mieszkającą? Natomiast co ma począć owa nieszczęsna dusza, która tłumi w jednym ciele dwa uczucia. Jedno do mężczyzny, którego od wielu lat kocha jej żywiciel, zaś drugie jest jej własnym?

Z takimi właśnie dylematami borykają się bohaterowie powieści Stephenie Meyer pod tytułem „Intruz”. Teoretycznie można przyjąć, że główną bohaterką książki jest Melanie Stryder. Dlaczego tylko teoretycznie? Otóż dlatego, że ogromną rolę w całej tej historii odgrywa Dusza. Melanie urodziła się w stanie Nowy Meksyk. Kiedy miała siedemnaście lat świat został zaatakowany przez inny wymiar. Wygląda na to, że tylko ona i jej młodszy brat, Jamie, przetrwali. Pozostała część rodziny została porwana przez Łowców, a potem Uzdrowiciele wszczepili im srebrne, wijące się dusze i od tego momentu osoby te przestały być ludźmi, a stały się po prostu d u s z a m i. Okupant przybył na Ziemię, aby ratować ją od zagłady, jaką w jego mniemaniu zgotowałby jej ludzki gatunek. Zdaniem obcej cywilizacji, człowiek to istota okrutna, używająca przemocy i krzywdząca innych. Dlatego należy go zniszczyć i zapewnić Ziemi pokój i bezpieczeństwo.

Wydaje się, że tak naprawdę po inwazji nikt nie ocalał, i że jedynymi mieszkańcami Ziemi są Melanie i Jamie. Ukrywając się na zupełnym pustkowiu, Melanie co pewien czas wraca do miasta pod osłoną nocy, aby zdobyć jedzenie. Kiedy pewnego razu próbuje z jakiegoś opuszczonego domu wynieść trochę jedzenia, spotyka młodego mężczyznę. Początkowo Jared Howe jest przekonany, że dziewczyna to jedna z dusz, albo co gorsza, Łowca. On również ocalał i tak samo jak Mel, stara się nie rzucać w oczy, ale przecież coś musi jeść. Kiedy okazuje się, że oczy Melanie nie błyszczą srebrem, Jared postanawia zaopiekować się zarówno dziewczyną, jak i jej bratem. I tak rodzi się gorące uczucie pomiędzy siedemnastolatką a dwudziestosześcioletnim mężczyzną, dla którego oboje stają się rodziną. Jared zabiera Melanie i Jamie’go do domu, który niegdyś należał do jego rodziny. Dom stoi na odludziu, więc są tam bezpieczni na tyle, na ile to możliwe. Mają nadzieję, że w ten sposób umkną Łowcom. Tylko na jak długo?

Mija trzy lata. W telewizji nie można obejrzeć już żadnych filmów akcji, gdzie widać przemoc. Nadawane są tylko programy o przyjaznej tematyce, a w rolach głównych występują dusze. Nikt już w nich nikogo nie zabija. Pewnego dnia Melanie podczas oglądania jednego z takich programów dostrzega w tle przesuwającą się postać. To jej kuzynka, Sharon. Okazuje się, że ona również porzetrwała jako człowiek. Jej oczy nie mają srebrnego połysku, kiedy ze strachem zerka w kamerę. W związku z tym Melanie postanawia pojechać do Chicago, aby tam odnaleźć Sharon. Wie, że może już nie wrócić. Podróż jest bardzo niebezpieczna, gdyż Łowcy czają się wszędzie. Z bólem serca opuszcza Jared’a i Jamie’go i kradzionym samochodem wyrusza w podróż.

Po jakimś czasie Melanie jest już w Chicago, lecz tam zostaje zdradzona przez własnego ojca, który będąc „duszą” wskazuje Łowcom miejsce pobytu córki. Dziewczyna wie, co jej grozi, więc zostawia wiadomość dla Jared’a i skacze do szybu windy. Woli umrzeć niż dostać się w ręce okupanta. Chociaż jej ciało jest zmasakrowane i z ludzkiego punktu widzenia śmierć to kwestia czasu, to jednak Łowcy zabierają ją do Uzdrowiciela o dziwacznym imieniu Fords Cicha Toń. Leki, jakie ów Uzdrowiciel aplikuje Melanie sprawiają, że po wypadku nie ma najmniejszych śladów. Ale niestety, oprócz leków, Fords Cicha Toń wraz ze swoim pomocnikiem wszczepiają jej duszę. I tak oto rozpoczyna się dziewiąte życie Wagabundy w ciele Melanie jako jej żywiciela. Jednak dziewczyna nie poddaje się. Stawia tak wyraźny opór, że Wagabunda jest skłonna zdezerterować i myśli o zmianie żywiciela. Jak gdyby tego było mało, zostaje jej przydzielona bezwzględna Łowczyni, która śledzi jej każdy krok. Kiedy już wiadomo, że Melanie nie podda się bez walki, Łowczyni nakazuje Wagabundzie wyciągnięcie od niej potrzebnych informacji o ludziach.

Melanie dręczy Wagabundę głównie poprzez własne wspomnienia. Podsuwa jej obrazy ze swojej przeszłości, które przeważnie dotyczą Jared’a i Jamie’go. Mel nie wie, czy dwie najdroższe jej osoby wciąż żyją jako ludzie, czy może już zostały schwytane przez Łowców. Okazuje się, że Wagabunda jest zbyt słaba, aby oprzeć się tym wspomnieniom. W pewnym momencie zaczyna płakać i odkrywa, że kocha zarówno Jared’a, jak i Jamie’go. W dodatku zaprzyjaźnia się z Melanie i z całych sił usiłuje jej pomóc. Robi to nawet kosztem własnego życia. Kierowana przez swoją nową przyjaciółkę, Wagabunda doprowadza do tego, że Łowczyni traci ją z oczu, a ona sama trafia do miejsca, w którym ukrywa się Jared i Jamie. Oprócz nich w jaskiniach nieopodal pustyni przebywa jeszcze ponad trzydzieści innych osób, zaś przewodniczy im starzec Jeb, wuj Melanie.

Z mojej strony to by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę. I tak rozpisałam się za dużo, ale chciałam opisać Wam jak to się stało, że Wagabunda w ciele Melanie trafiła do ludzi. Tego, co przedstawiłam powyżej nie znajdziecie w treści powieści jako takiej, natomiast jest to zawarte w formie wspomnień i należy czytać uważnie, aby dojść do sedna. Dlatego też dalszą część tej historii musicie doczytać już sami, a rozpoczyna się ona już od pierwszej strony książki.

Powieść ta trafiła do mnie zupełnie przypadkowo. Prawdę mówiąc, wcale nie miałam zamiaru jej czytać. Ale kiedy poszłam niedawno do biblioteki, a na półkach nie znalazłam niczego, co by mnie w jakiś szczególny sposób zainteresowało, wówczas sięgnęłam po „Intruza”. Czy żałuję? Sama nie wiem. Moje uczucia w tej kwestii są mieszane. Z jednej strony książka mi się podobała, zaś z drugiej wiem, że czytałam lepsze. Na pewno nie jest to powieść, która spędzała mi sen z powiek, jak sugeruje opis na okładce. Ponieważ jest to dość opasłe tomisko (ponad pięćset stron), czytałam ją z przerwami i wcale nie rozmyślałam o bohaterach podczas innych zajęć. Dla mnie książka jest po prostu dobra i z pełną odpowiedzialnością mogę ją polecić. Oczywiście myślą przewodnią jest tutaj miłość, która kieruje każdym ruchem nie tylko Melanie-Wagabundy, ale także innych bohaterów. W jednym ciele „mieszkają” dwie niemalże skrajne osobowości. W obliczu niebezpieczeństwa Mel jest zdolna do agresji, zaś dla Wagabundy uczucie to jest obce i nie potrafi nikogo świadomie skrzywdzić, choć ludzie sądzą inaczej. Można pokusić się o stwierdzenie, że książka jest przykładem walki Dobra ze Złem, które żadnej z tych dwóch cywilizacji nie jest obce. Teoretycznie „dusze” to byty przyjazne, ale czy na pewno? Podobnie dzieje się z ludźmi. Jedni są dobrzy, drudzy źli. Natomiast pod wpływem rozmaitych wydarzeń, nawet najbardziej agresywny i żądny krwi człowiek, jest w stanie porzucić swoją chęć zemsty i stać się potulnym jak baranek.

Myślę, że pomimo tak wielkiego braku realizmu w fabule, powieść ta niesie ze sobą pewne przesłanie, ale to już zależy od czytelnika, w jaki sposób je odczyta.

 

 

Moja ocena: 4/6

 

Stephenie Meyer official website

Stephenie Meyer on Facebook

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

 

 

 

Chciałabym też podziękować mojej koleżance Felicji, która w ostatnim czasie bardzo pomogła mi w zmianie szaty graficznej mojego bloga. Felicjo, serdecznie Ci dziękuję!

 

Natomiast wszystkich, którzy chcą w jakiś sposób udoskonalić swoją stronę internetową zapraszam na blog Felicji, gdzie znajdziecie fantastyczne instrukcje jak to zrobić. Wystarczy kliknąć tutaj. Z kolei, jeśli jesteście ciekawi, co czyta Felicja, kliknijcie tutaj.

 

 


środa, 16 listopada 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/11/16 18:40:54
Powiem szczerze, że autorki bardzo nie lubię :/ Jej saga zmierzch wynudziła mnie maksymalnie.
A Felicję uwielbiam - mnie także pomogła, świetna dziewczyna i fantastyczna blogerka :):):)
-
2011/11/16 18:52:26
Ja Sagi nie czytałam. "Intruz" to pierwsza powieść Stephenie Meyer. Nie jest taka zła. Wiele osób uważa, że znacznie lepsza niż Saga. Co do Felicji, w pełni podzielam Twoje zdanie :-)
-
2011/11/16 21:05:59
A ja sagę nawet lubię, za to Intruz mnie znudził, nawet do końca nie dotrwałam he he
-
2011/11/16 22:02:15
Oooo! Pani o której piszę prace magisterską:) Osobiście wolę zajmować się sagą Zmierzch, Intruz mnie znudził, ale ze względu na charakter mojej pracy, będę musiała się z nim zaznajomić jeszcze raz już niebawem... Pozdrawiam ! Zapraszam do mojego konkursu, więcej szczegółów na blogu:)
-
avo_lusion
2011/11/17 10:10:41
Hehe, każdy widzę ma inaczej ;))
-
2011/11/17 11:50:07
Polonisty, nie wypowiem się na temat Sagi, bo jej zwyczajnie nie czytałam. Natomiast "Intruz" jak dla mnie wcale nie jest taki zły :-)

Bibliotekarko, życzę powodzenia w pisaniu pracy. Przyznam, że chętnie przeczytałabym Twoje spostrzeżenia. Zastanawiam się, w jaki sposób ją piszesz. To musi być bardzo ciekawe pisać pracę dyplomową o książce :-)

Danusiu, z reguły jest tak, że ilu czytelników, tyle opinii. Każdy odbiera daną książkę inaczej. Rzecz gustu :-)


Pozdrawiam :-)
-
ksiazkowka
2011/11/17 15:05:42
Cóż, wiem, że to nie wypada, ale ja jakoś nie jestem w stanie przełamać się do Pani Meyer...Widziałam kiedyś kawałek ekranizacji "Zmierzchu" i powiedziałam sobie "nigdy więcej"...;) A co do bloga Felicji (tego c dodatkami) to szkoda, że nie trafiłam na niego gdy "okupowałam" bloxa. ;)
-
2011/11/17 16:25:26
Ewo, a może to ta ekranizacja była kiepska? Może książka jest lepsza? Wiesz, są różne opinie na ten temat. Mnie "Intruz" nawet przypadł do gustu, ale kolejnych książek S. Meyer na pewno nie będę szukać na siłę. A na bloxa możesz w każdej chwili wrócić :-)
-
2011/11/18 20:31:28
Ja za to pisałam pracę magisterską o blogach ( nie chwaląc się ) :)
-
jan.blonski
2011/11/18 20:36:39
A u mnie trochę inne tłumaczenia, teksty, video. Zapraszam: www.trocheinaczej.blox.pl
-
2011/11/19 13:42:09
Polonisty, z pewnością Twoja praca również była ciekawa :-)

Jan.Blonski, rozumiem, że chcesz promować swojego bloga, ale nie rozumiem jak ma się to do książki, której dotyczy niniejszy wpis? Może dodałbyś coś na temat powieści?


Pozdrawiam :-)
-
felicja79
2011/11/22 16:29:55
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa! Nie wiem, co powiedzieć. Chyba tylko tyle, że zawsze chętnie pomogę :-).

Co do "Intruza" to mi bardzo się podobał. Naprawdę dobra książka. Dająca do myślenia. Z fajnymi bohaterami. Zupełnie inna od "Zmierzchu" i pewnie dlatego niedoceniana.

Sagę też czytałam i podobała mi się, ale to bardziej literatura dla nastolatek. "Intruz" pisany dla dorosłych to typowe sf, które bardzo lubię. Świat przyszłości i problemy z kosmitami. Plus problemy z miłością.

Warto dać tej książkę szansę :-).
-
2011/11/22 16:48:07
Felicjo, będę pamiętać o tej deklaracji pomocy ;-) Nie powiem, że "Intruz" to zła powieść, bo tak nie jest, przynajmniej w moim odczuciu. W pewnym momencie, to nawet było mi żal tej Wagabundy. Dobre z niej stworzonko :-) Pewnie któregoś dnia sięgnę też po Sagę, przynajmniej będę mieć porównanie, jeśli chodzi o twórczość pani Meyer :-)
-
felicja79
2011/11/22 17:31:06
Lubię pomagać, więc nie ma problemu :-).

Ja w "Intruzie" nie widzę wad. Autorka pokazała, że jest dojrzałą i zdolną pisarką. Do "Sagi" można mieć wiele zastrzeżeń. Ale bardzo dobrze mi się ją czytało. Mam nadzieję, że Meyer napisze jeszcze więcej książek, ale w stylu "Intruza", nie "Zmierzchu" ;-).

-
2011/11/22 17:41:16
Ja też nie dostrzegłam wad w sensie technicznym. Sama nie wiem. Może, gdybym przeczytała i przeanalizowała tę książkę jeszcze raz, wtedy moja ocena byłaby wyższa? Ale ta fabuła była taka "bez emocji". Bardziej wzruszył mnie motyw miłości i przyjaźni niż niebezpieczeństw, które czyhały na bohaterów :-)
-
felicja79
2011/11/22 18:06:15
Mi się spodobał motyw "ciała, które pamięta miłość". To dość oryginalne. Całą powieść można by potraktować jako metaforę. Jako próbę zastanowienia się jaką rolę w naszym życiu odkrywa ciało, a jaką dusza. Na ile są nierozerwalne i ważne. Co jest przypisane ciału, a co duszy? Jakie emocje? Jakie zachowania?
Czy bez ciała bylibyśmy kimś innym, czy nadal sobą? Czy nasze ciało jest częścią naszej osobowości, tego kim jesteśmy?
-
2011/11/22 18:27:30
Ciekawe spostrzeżenie. Takie filozoficzne. Myślę, że od strony, o której wspominasz, ta książka mogłaby z powodzeniem posłużyć jako temat jakiegoś referatu, a może nawet dłuższej rozprawy naukowej. Wiesz, jestem strasznie ciekawa jak nasza Bibliotekarka radzi sobie z pracą dyplomową o "Zmierzchu". Chętnie przeczytałabym przynajmniej plan tej pracy. Ja niestety swoją pracę dyplomową pisałam o nauczaniu języka angielskiego w różnych grupach wiekowych, bo tego wymagała moja specjalizacja. Ale moi koledzy pisali prace z literatury angielskiej, no i oczywiście z klasyki. Teraz im tego zazrdoszczę. Ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że któregoś dnia literatura tak bardzo mnie pochłonie :-)
-
felicja79
2011/11/22 18:45:36
Też wybrałam specjalizację nauczycielską, ale na polonistyce. A magisterkę pisałam o współczesnych powieściach Sienkiewicza - "Bez dogmatu" i "Rodzinie Połanieckich". Ale to nie na temat wpisu ;-).
-
2011/11/22 18:58:33
"Rodzinę Połanieckich" czytałam bardzo dawno temu i nawet ostatnio myślałam, żeby do niej wrócić, ale zawsze jest to "coś", co mi zabiera czas. A tej drugiej powieści to już zupełnie nie znam :-)
-
felicja79
2011/11/22 19:12:59
Obie powieści są do siebie podobne. Dlatego pisałam "studium porównawcze" :-). Tylko że "Bez dogmatu" ma formę pamiętnika i zupełnie inna wymowę. Jest smutniejsze. Obie bardzo dobre, moim zdaniem najlepsze z tego, co pisał Sienkiewicz :-). Wolę jednak "Rodzinę Połanieckich".
Zachęcam Cię do przekonania się osobiście i porównania.
I już nie będę pisać nie na temat ;-).
-
2011/11/22 19:21:41
Ale mnie to wcale nie przeszkadza, że zeszłyśmy z tematu "Intruza". Teraz właśnie siedzę przed komputerem i piszę konspekt o cechach dobrego nauczyciela-terapeuty :-) Już nie mogę się doczekać, kiedy skończę, bo z półki z wytęsknieniem spogląda na mnie "Świadectwo prawdy" Jodi Picoult. Przyznam, że ja też coraz częściej odwracam głowę w tamtą stronę :-)
-
avo_lusion
2011/11/22 20:32:46
Felicja, jesteś na polonistyce? Ja kończyłąm ten kierunek... Fajne studia:) Aczkolwiek z pracą potem jest mega ciężko, bo ja wybrałam specjalizację komunikacja społeczna.
-
avo_lusion
2011/11/22 20:33:37
P.S. Ja pisałam mgr o Postkolonializmie w lit. dziecięcej i młodzieżowej. Miałam W pustyni i puszczy i Listy z Afryki Sienkiewicza:)
-
felicja79
2011/11/22 20:47:38
Tak, właściwie byłam, bo skończyłam polonistykę parę lat temu. Naprawdę fajne studia. I naprawdę z pracą po tym ciężko. Wiem coś o tym, bo teraz jej szukam. Zrezygnowałam z pracy w szkole, bo to jednak nie dla mnie.
Avo_lusion, Ty mi pasujesz do komunikacji społecznej :-).
Uważam, że trzeba robić to, co się lubi.
Ciekawe, że też wybrałaś Sienkiewicza :-).
-
2011/11/23 17:17:18
Widzę, dziewczyny, że świetnie sobie gawędzicie pod moim wpisem :-) To może ja też się dołączę odnośnie pracy. Otóż, zaraz jak skończyłam anglistykę miałam mnóstwo ofert pracy. Po prostu szkoły biły się o mnie. Dzwoniła do mnie nawet pani z pobliskiego Kolegium Nauczycielskiego z pytaniem, czy nie byłabym zainteresowana wykładami u nich. A ja po prostu przeszłam na własną działalość i pracowałam niemlaże po całych dniach z przerwą na obiad. Kiedy wracałam do domu, byłam padnięta. A jeszcze dodatkowo robiłam administrację tak na wszelki wypadek. Potem rok dałam sobie spokój, żeby dać odpocząć gardłu. Teraz znów pracuję z dziećmi i młodzieżą, ale widzę, że jest coraz gorzej. Niż demograficzny daje o sobie znać, a do tego coraz więcej osób jest po anglistyce, co sprawia, że językowcy już nie są tak potrzebni jak kiedyś. Ja oczywiście mogę sobie jeszcze dorobić na tłumaczeniach :-)
-
felicja79
2011/11/23 18:42:55
Praca z dziećmi jest fajna. Trochę mi tego brakuje. Ale to nie było to co chciałam w życiu robić. Nie czułam się w tym dobra. Może w końcu znajdę coś takiego, w czym będę się czuła dobra.
Ze znajomością angielskiego masz duże możliwości znalezienia dobrej pracy :-).


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?