Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Detektyw w sutannie

 

Franco Scaglia

 

           Czarna Mewa

 

 

Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Kraków 2008
Tytuł oryginału: Il Gabbiano di Sale

 

 

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku telewizja polska emitowała serial produkcji amerykańskiej pod tytułem „Detektyw w sutannie”. Serial ten opowiadał o pewnym księdzu, który oprócz troski o ludzkie dusze, miał także na uwadze rozwiązywanie wszelkich zagadek kryminalnych. W tym przedsięwzięciu niestrudzenie pomagała mu pewna siostra zakonna o imieniu Steve. Pamiętam, że jako nastolatka oglądałam ten serial z zapartym tchem. Przygody ojca Frank’a i siostry Steve naprawdę wciągały. Natomiast obecnie w telewizji można obejrzeć perypetie kryminalne innego księdza. Tym razem jest to duchowny z naszego rodzimego podwórka. Oczywiście mam tutaj na myśli ojca Mateusza rodem z Sandomierza. Zapytacie skąd u mnie takie skojarzenia? Otóż, czytając „Czarną Mewę” pierwsze, co mnie uderzyło, to właśnie podobieństwo do tych dwóch seriali. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się kto, kogo skopiował. Dlatego też pozwoliłam sobie zaczerpnąć tytuł niniejszego wpisu z amerykańskiego serialu.

Akcja powieści rozgrywa się w Jordanii, gdzie bardzo dotkliwie odczuwa się skutki konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jordania to jedno z państw wchodzących w skład Ziemi Świętej (Liban, Syria, Izrael wraz z Palestyną, Jordania, część Egiptu z Górą Synaj, a niektórzy wliczają nawet południową część Turcji). Jak wiadomo, na tamtym terenie pieczę nad wszelkimi chrześcijańskimi obiektami sakralnymi sprawują franciszkanie. Jednym z nich jest prawie sześciesięcioletni ojciec Matteo, który właśnie objął funkcję Kustosza Ziemi Świętej. Niemniej jednak, jego głównym celem jest doprowadzenie do zażegnania konfliktu pomiędzy dwoma zwaśnionymi narodami. Ogromną pasją ojca Matteo jest także archeologia. Swoje prace wykopaliskowe zakonnik prowadzi na Górze Nebo (Jordania). Pewnego dnia z wód Morza Martwego zostaje wyłowione ciało mężczyzny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mężczyzna ten nie był ubrany w habit, jaki noszą przedstawiciele Zakonu Franciszkanów. Od tego momentu rozpoczyna się dochodzenie, które prowadzi Nadav Gruber, będący wicedyrektorem Tsometu, czyli sekcji Mossadu, zajmującej się nadzorowaniem oraz szpiegowaniem krajów arabskich. W śledztwo niezwykle mocno angażuje się także sam ojciec Matteo, gdyż zależy mu nie tylko na tym, aby rozwikłać problem franciszkańskiego habitu na ciele denata. Zakonnikowi chodzi przede wszystkim o to, aby zapobiec wmieszaniu katolików w konflikt izraelsko-palestyński.

Należy pamiętać, że tereny Ziemi Świętej to skupisko różnych religii i różnych kultur, a każde wyznanie posiada tam swojego hierarchę. Wygląda na to, że oni wszyscy w pewien sposób są zamieszani w zabójstwo Czarnej Mewy, czego dowodem jest zdjęcie zwłok, które każdy z nich otrzymuje. Nikt już nie wątpi, że ten nikomu nieznany mężczyzna padł ofiarą morderstwa. Ale kim był? Czy Czarna Mewa to prawdziwy zakonnik, czy może ktoś jedynie posłużył się habitem, aby odsunąć od siebie podejrzenia?

Już na samym początku czytelnika może zaintrygować osoba wicedyrektora Tsometu. Okazuje się bowiem, że mężczyzna ten w rozwiązaniu zagadki ma swój własny interes. Kiedy był dzieckiem, jego ojciec, dyrygent, w niewyjaśnionych okolicznościach został śmiertelnie potrącony przez samochód, a kilka dni później pod Ścianą Płaczu zostało znalezione ciało innego muzyka, który widział twarz kierowcy owego samochodu. Nadav Gruber łączy te dwa fakty i stara się doprowadzić do ich wyjaśnienia, w czym niezwykle pomocny staje się ojciec Matteo. I tutaj pojawia się pytanie. Czy wicedyrektor sekcji Mossadu naprawdę nie posiada wiedzy na ten temat, czy może jest to tylko gra w celu stworzenia pozorów autentyczności śledztwa?

Muszę przyznać, że fabuła całkiem niezła, choć może nie najwyższych lotów. Moim zdaniem jest to taki lekki kryminał napisany płynnym językiem, sprawiającym wrażenie jak gdyby Autor tak naprawdę nie przywiązywał większej wagi do tego, co pisze. Podobny styl zauważyłam niedawno przy powieści Pustkowia. Nie można powiedzieć, że jest to język chaotyczny. Potocznie rzecz ujmując mamy tutaj do czynienia ze stylem „lajtowym”. Ogromnym plusem jest opis Ziemi Świętej takiej, jaka naprawdę jest. Oczami wyobraźni czytelnik jest w stanie zobaczyć wszystkie te miejsca, które są charakterystyczne dla tego terenu. Poznajemy ulice, budynki, obiekty sakralne. Podobnie rzecz ma się w kwestii sytuacji politycznej. Opis konfliktu pomiędzy Kuzynami od Ściany (Izraelczykami) a Przyjaciółmi ze Skały (Palestyńczykami) przybliża czytelnikowi autentyczność realiów, jakie panują na Bliskim Wschodzie już od lat. W powieści jest mowa o Męczennikach Allacha, czyli potocznie mówiąc o terrorystach. Autor pokazuje też ile trudności sprawia przedostanie się przez punkty graniczne. Franco Scaglia przybliża także czytelnikowi sposób życia zwyczajnych obywateli. Pomimo tak ogromnego niebezpieczeństwa, ci ludzie potrafią żyć normalnie, czyli pracują, prowadzą swoje gospodarstwa, posyłają dzieci do szkół, organizują spektakle w teatrach.

Sama postać ojca Matteo jest niesamowicie przyjazna i czytelnik naprawdę może go polubić. Zakonnik nie jest przedstawiony tutaj jako stereotypowy duchowny, który jedynie modli się i nie widzi nic poza swoją wiarą. Autor pokazał, że osoba, która poświęciła swoje życie Bogu, nadal pozostaje człowiekiem. Kiedy ojca Matteo coś mocno zdenerwuje, nie waha się o tym głośno mówić. W razie konieczności posuwa się nawet do rękoczynów. Ponieważ narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ojciec Matteo sam przyznaje się do spoliczkowania żołnierza, który pewnego razu utrudniał mu przejazd przez granicę. Podczas czytania miałam również wrażenie, że miłość do kobiety też nie jest mu obca. Oficjalnie w powieści przyjęte jest, że młodziutką córkę przyjaciela franciszkanin darzy jedynie ojcowskim uczuciem. Niemniej, kiedy dokładniej wczytamy się w treść książki, dowiemy się, że uczucie to tak do końca nie ma ojcowskiego charakteru, bo cierpienie, jakiego duchowny doświadcza po odejściu dziewczyny, wcale na to nie wskazuje. Podobnie rzecz ma się z Fragranzą. Ona również cierpi.

Podsumowując, można stwierdzić, że książka jest całkiem dobra. Czytelnicy, którzy nie przepadają za krwawymi scenami w powieściach, mogą bez obaw po nią sięgnąć. Ale jest jedna kwestia, która mnie zdenerwowała i muszę o niej napisać. Już do znudzenia powtarzam w swoich recenzjach, że podobnie jak praca autora, ważna jest także strona techniczna książki. Dlatego chciałabym zapytać, co robiły osoby odpowiedzialne za przygotowanie tego tekstu do druku? Spały? A może po prostu zlekceważyły całą sprawę i uznały, że czytelnik i tak niczego nie zauważy? Otóż, Szanowni Państwo, czytelnik zauważył i to dosyć sporo. Na litość boską, nad tą powieścią w kwestii dotyczącej korekty i ogólnie przygotowania tekstu pracowało co najmniej cztery osoby. Przynajmniej tak wynika z wpisu w książce. W związku z tym, dlaczego tekst powieści w egzemplarzu, który miałam przyjemność czytać, jest tak mocno nafaszerowany błędami literowymi??? W zdaniach brakuje spójników, słowa są dublowane, końcówki wyrazów przyjmują złą odmianę w stosunku do całości zdania. Jak można było oddać w ręce czytelnika tekst, który moim zdaniem zupełnie nie został poddany korekcie??? Po prostu jest mi wstyd za te osoby. Sugeruję wydanie tej powieści jeszcze raz i dokładne przeanalizowanie druku. Mam nadzieję, że inne pozycje tego wydawnictwa są w znacznie lepszym stanie technicznym, a ja po prostu miałam zwyczajnego pecha. Dlatego też, przystępując do oceny uznałam, że skupię się tylko i wyłącznie na fabule i pracy Autora.

 

Moja ocena 4/6

 

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 30 listopada 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
avo_lusion
2011/11/30 20:33:11
Też mnie to zawsze zastanawia, czy ludzie z korekty śpią. Wiesz, ja rozumiem, jedna, dwie literówki, ale błąd na błędzie?? A przecież tak ciężko dostać pracę korektora, to zajęcie dla wybrańców.
A ja w dzieciństwie uwielbiałam "Świętego" ;))
-
felicja79
2011/11/30 21:08:56
Jak ja lubiłam "Detektywa w sutannie", w soboty chyba leciał. Ta zakonnica była świetna ;-). Myślałam, że serial ma związek z tą książką.
Po przeczytaniu Twojej recenzji wydaje mi się, że jest to takie sobie czytadło, gorsze od serialu, choć z bogatym tłem spolecznym i politycznym.
-
2011/11/30 21:50:40
nasz ojciec Mateusz też ściągnięty z włoskiego Don Matteo...
-
ksiazkowka
2011/12/01 09:37:36
Jakoś nie widzę siebie w tych klimatach... :)
-
2011/12/01 14:28:25
Wydaje się ciekawa. Chętnie przeczytam.
-
2011/12/01 15:54:12
@Danusia
Pozwól, że już nie skomentuję kwestii jakości tekstu, bo znów się zdenerwuję. Napiszę tylko tak: ci ludzie tak naprawdę żyją z pieniędzy czytelnika, bo to dzięki nam książki się sprzedają i jakiś tam procent ich ceny idzie na pensję dla pracowników wydawnictw. A nie pomyliłaś czasem "Świętego" z "Detektywem w sutannie"? To są dwa różne seriale :-)

@Felicja
Jaką Ty masz pamięć! :-) Jasne, że ten serial leciał w soboty o 18.00 :-) Książka faktycznie jest czytadłem, ale serial nie powstał na jej podstawie. To tylko takie moje luźne skojarzenie :-)

@Polonisty
Smutne, że nasi twórcy nie potrafią już samodzielnie niczego wymyślić, tylko "na żywca" ściągają od innych :-)

@Ewa
Kiedy zakładałam bloga postanowiłam sobie, że będę na nim pisać o różnych książkach, nie tylko o tych, które ja preferuję. Chciałam, żeby ten blog był różnorodny. Gdybym skupiła się jedynie na gatunku literackim, który sama preferuję, znalazłyby się tutaj tylko pozycje o tematyce wojennej, trochę obyczajówek, może jakiś thriller i na tym byłby koniec. Ten blog skłonił mnie do tego, żebym wyszła poza ramy własnego gustu czytelniczego, dlatego czytam i piszę o różnych książkach i w ten sposób poszerzam swoje horyzonty. Czytam nawet te powieści, które są mi dalekie, jeśli chodzi o upodobania. Piszę tutaj przede wszystkim dla czytelników, a nie dla siebie i chcę, żeby każdy znalazł u mnie coś dla siebie. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy napiszesz, że idziesz na poszukiwania danej pozycji :-)

@Zorija
O ile mi wiadomo przygody ojca Matteo znajdziesz jeszcze w dwóch innych książkach tego samego autora, czyli "Strażnik Wody" i "Złoto Mojżesza" :-)


Pozdrawiam serdecznie :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?