Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Tajemnica rodu Towiańskich II

 

Maria Ulatowska

 

        Pensjonat Sosnówka

 

 

 

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI i S-KA
Warszawa 2011

 

 

(…) Okazuje się, że można być szczęśliwym,
gdy tylko pomoże się trochę losowi. Albo… kiedy los nam pomoże!
 
M. Ulatowska, Pensjonat Sosnówka, rozdział 28

 

 

Pamiętacie „Sosnowe Dziedzictwo”? Nie? To w takim razie odsyłam Was tutaj, ponieważ dzisiaj chcę napisać o „Pensjonacie Sosnówka”. Powieść ta jest drugą częścią „Sosnowego Dziedzictwa”, dlatego też dobrze byłoby najpierw dowiedzieć się jak doszło do tego, że Anna Towiańska została właścicielką pięknego dworku na Kujawach.

Kiedy pisałam recenzję „Sosnowego Dziedzictwa” wręcz nie mogłam doczekać się chwili, gdy wejdę w posiadanie dalszych losów Anny, głównej bohaterki powieści. Teraz, kiedy jestem na świeżo po lekturze mam mieszane uczucia. Już na początku przyznam, że pierwsza część znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Być może stało się tak dlatego, że podczas czytania „Sosnowego Dziedzictwa” mogłam choć na chwilę przenieść się do roku 1944. Myślę, że ten element Powstania Warszawskiego znacznie podnosi walor powieści jako całości. Rozumiem, że Autorka nie mogła dalej ciągnąć tego tematu, pragnąc skupić się na teraźniejszości. Niemniej jednak chyba właśnie to głównie zadecydowało o moich odczuciach wobec książki. Poza tym, pierwsza część na tle drugiej wydaje mi się mniej „cukierkowa”.

Mamy rok 2009. Anna Towiańska jest w trakcie remontu dworku, który otrzymała w spadku. Na czele grupy remontowej stoi najstarszy z braci Koniecznych, Jacek. Już w pierwszej części czytelnik może zaobserwować, że pomiędzy Anną a Jackiem coś wyraźnie iskrzy. Nie jest to jeszcze głębokie i płomienne uczucie, ale wszystko wskazuje na to, że w miarę upływu czasu będzie się ono rozwijać. I tak właśnie dzieje się w części drugiej. Jacek nie jest takim nieskazitelnym mężczyzną, gdyż ma za sobą nieudane małżeństwo, a obecnie wychowuje sześcioletniego synka o imieniu Florek. To na cześć patrona strażaków, świętego Floriana, chłopiec nosi takie właśnie imię. W dodatku jego ojciec również, w razie potrzeby, przebiera się w mundur strażaka i biegnie gasić pożar. Do pewnego momentu praktycznie nic się nie dzieje. Anna prowadzi zwyczajne życie. Na równi z panią Irenką, Dyziem oraz kilkoma innymi osobami doprowadza dworek do stanu używalności, aby z sukcesem rozpocząć sezon turystyczny. W jej planach jest ściągnięcie do pensjonatu jak największej liczby gości. Zamieszcza reklamę w Internecie, rozsyła informacje do „kół emerytów”, a także spodziewa się rzeszy wędkarzy, ponieważ na terenie Sosnówki jest jezioro, gdzie z powodzeniem można łowić pokaźne okazy ryb. Nadchodzi również Boże Narodzenie. Jest moc prezentów, uścisków, łez wzruszenia. Parkingowy Dyzio Bartczak awansował właśnie na nadwornego artystę Sosnówki, a pani Irenka Malinka jak zwykle z oddaniem zajmuje się kuchnią i już jej w tym głowa, aby nikt nie chodził głodny. W międzyczasie Szyszka[1] zostaje mamą, a Anna przygarnia kocią rodzinę.

Oczywiście, jak to w życiu, nie może obejść się i bez nieszczęść. Pani Irenka traci męża-pijaka, który ulega wypadkowi. Natomiast u Dyzia zjawia się była żona z roszczeniami finansowymi, bo przecież Dyzio teraz bogaty i w jego obowiązku leży podzielić się z nią tym majątkiem. No ale jest przecież mecenas Witkowski, który za nic nie może dopuścić do tego, aby budżet Dyzia został w jakikolwiek sposób nadszarpnięty.

W przypadku pani Irenki owa tragedia prawie natychmiast zamienia się w wielkie szczęście, bo oto odnajduje prawdziwą miłość w osobie Dionizego Bartczaka. Jej rumieńce i zawstydzenie z tego powodu nie mają końca. Przecież ona już za stara na miłość. I tak oto płynie sobie sielsko życie w pięknej Sosnówce wśród śpiewu ptaków, zapachu kwiatów i ludzkiej życzliwości. Czas od czasu trafią się jakieś wiejskie plotkary, ale przecież na nie nikt nie zwraca uwagi, zaś nad molarnością mieszkańców Towian czuwa ksiądz Andrzej. Anna co pewien czas jeździ do Warszawy do wydawnictwa, w którym pracuje jako korektorka tekstu. Generalnie ma godnego pozazdroszczenia szefa, który pozwala jej pracować w domu. Tak więc wszelkie poprawione teksty przesyła mu pocztą elektroniczną. W taki sposób koresponduje również z przyjaciółką z Warszawy, Małgosią, z którą znają się jeszcze z czasów studenckich.

Praktycznie całe Towiany wręcz ubóstwiają nową dziedziczkę Sosnówki, tylko te Maliniaki jakieś takie nieprzychylne Ani. Nie dość, że zakłócają jej w nocy spokój, to jeszcze wypisują brzydkie słowa na ubóstwianym przez nią Soluszku[2]. Ale od czego ma swojego rycerza, który w obronie swojej dziewczyny gotowy jest nawet połamać palce tym rubasznym Maliniakom.

Tę sielankową egzystencję zakłóca nagłe wtargnięcie Wioli, czyli pierwszej żony Jacka. Kobieta, będąc już w związku z innym mężczyzną, kategorycznie domaga się odzyskania syna. Florek jest przerażony. To nie jest jego mama. Jego mamą jest „ciocia Ania”. Ale Wiola jest nieugięta, przez co wprowadza dość spore zamieszanie w uporządkowanym życiu nie tylko rodziny Koniecznych, ale także w życiu mieszkańców Towian. Czy biologicznej matce uda się odzyskać Florka? O tym musicie już doczytać sami.

Tak jak napisałam na początku, moje uczucia po przeczytaniu powieści są mieszane. Autorka przedstawiła tutaj zupełnie inny świat niż ten, który obserwujemy na co dzień. Jest to świat cukierkowy, przesłodzony, a jak wiemy nadmiar cukru szkodzi. Rozumiem, że zamiarem Pani Marii było ukazanie ludzkiej życzliwości. Miałam wrażenie, że bohaterowie w pewnych momentach zachowują się jak dzieci. Płaczą na zawołanie w sytuacjach, kiedy ten płacz wcale nie jest potrzebny. Czasami ten sześcioletni Florek okazywał się być bardziej dorosły niż jego opiekunowie. Za dużo też zdrobnień typu: „Małgonia”, „Tomeczek”, „Henryczek”, „Jadwisia” i tym podobne. Przecież mowa tutaj o osobach dorosłych, a nie o dzieciach. Osobiście lubię jak książka pisana jest takim twardym językiem, co jest typowe dla pisarzy zachodnich. Nawet sceny tkliwe potrafią opisać w taki sposób, że czytelnik nie ma wrażenia, że za chwilę go zemdli.

Zastrzeżenia mam również do strony technicznej. Otóż, moje wieloletnie doświadczenie w redagowaniu wszelkiego rodzaju tekstów, nie pozwoliło mi przejść obok tej kwestii obojętnie. Na początek podam dwa przykłady powtórzeń.

„(…) – Co ci się stało, skarbie? – spytał zaniepokojony (…)” [3]

W odstępie trzech wersów czytamy:

„(…) Zaniepokojony Jacek zaprowadził Annę do domu (…)” [4]

Określenie „zaniepokojony” użyte jest tutaj do tej samej osoby, czyli do Jacka. Aby uniknąć powtórzenia, może lepiej byłoby zastosować „zdenerwowany”?

Kolejny przykład:

„(…) Obie panny młode zaczęły podejrzanie pociągać nosami, a i prawie wszyscy goście robili to samo. Nawet księdzu Andrzejowi oczy lśniły jakoś podejrzanie (…)” [5]

Moim skromnym zdaniem należałoby „podejrzanie lśniące oczy księdza Andrzeja” zamienić na „niewyraźnie lśniące”, gdyż „niewyraźnie” to synonim „podejrzanie”.

Inną kwestią jest brak spójności w treści. Oto przykład:

„(…) – Panie Wiktorze, czy ja mógłbym spróbować choć raz? – spytał Bartek niepewnie.

- Jasne, trzymaj. – Pan Wiktor wręczył mu wędkę. Miał ich przy sobie trzy, a w pokoju jeszcze kilka (…)” [6]

Kilka wersów dalej rzecz dotyczy tego samego Bartka, co powyżej, a my czytamy:

„(…) – O rety, panie Wiktorze, chyba coś złapałem, niech pan patrzy na ten spławik, całkiem mi się utopił.

- Po pierwsze, nie krzycz tak, dzieciaku. – „Dzieciak” miał trzydzieści pięć lat, ale pan Wiktor mógł do niego mówić, jak chciał. – Po drugie, wyciągaj tę rybę, bo ci zwieje z haczyka (…)” [7]

Dwadzieścia sześć stron dalej czytelnik natrafia na dialog pomiędzy Marzeną, która w Towianach prowadzi kawiarnię o nazwie „Kujawianka”, a wspomnianym wyżej Bartkiem, który staje do niej w konkury. I Marzena mówi tak:

„(…) Od razu ci mówię, że kończę trzydzieści trzy lata, żebyś nie musiał się zastanawiać (…)” [8]

Na co Bartek odpowiada:

„(…) – Ja mam trzydzieści siedem… - zaczął mówić Bartek, ale Marzena mu przerwała (…)” [9]

W jednym miejscu odnalazłam też nieścisłość w kwestii imion dzieci. Joanna, córka mecenasa Witkowskiego, ma dwoje dzieci. Chłopiec to Marcin, natomiast dziewczynka to Magdalena. Po ogólnej prezentacji rodzeństwa, do akcji zostaje wmieszany niejaki Maciek. Jest to kolega dzieci, z którym niedawno miały sprzeczkę. W pewnym momencie czytelnik czyta, że dzieci Joanny to Maciek i Magda. Taka nieścisłość pojawia się w jednym fragmencie, ale czytelnik przez ułamek sekundy może poczuć się zdezorientowany i zastanawiać się jak naprawdę na imię mają wnuki mecenasa Witkowskiego.

Takie błędy mogłabym zrozumieć w przypadku czytania tak zwanej „wersji roboczej”, która zazwyczaj znacznie różni się od tekstu, jaki dostaje czytelnik. Nie mogę jednak zrozumieć, w jaki sposób tego typu błędy wyszły od wydawcy! Przecież nad procesem wydawniczym każdej książki pracuje cały sztab ludzi. Dlaczego nikt tego nie zauważył?

Z przykrością muszę stwierdzić, że tym razem pomimo całej mojej sympatii jaką darzę osobę Autorki, nie mogę postawić „szóstki”. Gdybym to zrobiła, to wówczas moja recenzja nie byłaby szczera i zgodna z moim sumieniem. Mam też nauczkę, że nie wolno innym polecać książek których samemu nie miało się jeszcze przyjemności przeczytać. Tak właśnie zrobiłam z „Pensjonatem Sosnówka”, kierując się jedynie pierwszą częścią „sosnowych opowieści”.

Myślę, że są takie książki, do których nie należy na siłę dopisywać kolejnych części, a „Sosnowe Dziedzictwo” jest jedną z nich.

 

Moja ocena: 4-/6

 

Pani Maria Ulatowska na Facebook'u

Krótki wywiad z Panią Marią znajduje się tutaj

źródło okładki

 


 
 

[1] Szyszka to pies, a właściwie suczka

[2] tak Anna pieszczotliwie nazywa swój samochód

[3] M. Ulatowska, Pensjonat Sosnówka, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011,

s. 329.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem, s. 357.

[6] Ibidem, s. 291.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem, s. 317.

[9] Ibidem.

 
 
 
 

prawa autorskie zastrzeżone

piątek, 14 października 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2011/10/15 07:07:32
Cóż, ja się specjalnie nie wypowiem, bo pierwszej części nie znam. Może niedługo w końcu to nadrobię?:)
-
2011/10/15 14:58:37
Ewo, jeżeli lubisz jak w usta dorosłym osobom wkłada się kwestie podobne do tych, z jakimi mamy do czynienia u przedszkolaków (choć nie zawsze), to książka powinna Ci się spodobać. Zastanawiam się do kogo tak naprawdę "sosnowe opowieści" są adresowane, do dzieci, czy do dorosłych? Tak jak napisałam we wpisie. Część pierwsza jest naprawdę dobra, ponieważ elementy Powstania Warszawskiego są pięknie wkomponowane w całość. Natomiast część druga jest tak infantylna, że w pewnym momencie czytelnik ma już tego serdecznie dosyć. Ostatnio zarzucono mi stronniczość i brak obiektywizmu. Myślę, że po tej recenzji już nikt nie będzie twierdził, że z sympatii do autora piszę mu laurki. Poza tym, kiedy czytam książkę zwracam uwagę na wszystko, na stronę techniczną również i staram się, żeby nic mi nie umknęło. Być może w ten sposób narażam się zarówno autorom, jak i wydawcom. Ale cóż... Hipokryzji uprawiać nie zamierzam, a na współpracy z wydawnictwami jakoś niespecjalnie mi zależy :-)
-
avo_lusion
2011/10/15 15:01:12
Hmmm, czasami tak bywa, że część druga jest gorsza, szkoda, że się rozczarowałaś :/ Dobrze też, że jak zawsze jesteś szczera!!
-
2011/10/15 15:09:39
I taka zamierzam być. Szczera aż do bólu :-) Oczywiście to, w jaki sposób piszę na blogu, to tylko i wyłącznie moje własne przemyślenia. Ktoś inny może mieć odmienne zdanie. I tak powinno być. Wiem też, że nie jestem idealna i też mogę się pomylić w ocenie. Nie jest też tak, że uważam się za wszechwiedzącą w dziedzinie literatury. O, nie. Jeszcze dużo w tej kwestii muszę się nauczyć. Ale wiem też jak smakuje "ból" konstruktywnej krytyki, bo sama przez to przeszłam i nadal przechodzę. Ale nie będę fałszywa i nie będę nikomu "kadzić" tylko dlatego, że daną osobę lubię. Kiedy czytam książkę, to rozkładam ją na czynniki pierwsze :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?