Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Wszystkie drogi prowadzą na... Podkarpacie

 

Piter Murphy

 

              Trzy…

 

 

Wydawnictwo: RW2010
Poznań 2011
E-BOOK

 

 

Na pewno większość z Was wie już, że nasz Kolega z książkowej blogosfery właśnie zadebiutował jako pisarz, wydając powieść pod tytułem „Trzy…” w formie e-booka. Pod pseudonimem „Piter Murphy” kryje się nie kto inny, jak Piotr, który od marca tego roku prowadzi bloga książkowego i ukrywa się tam pod nick’iem „pisanyinaczej”. Piotra możecie odwiedzić, klikając tutaj.

Przyznam, że recenzję niniejszej książki praktycznie wymusiłam na Autorze. Jak wiecie, do tej pory to autorzy e-booków zwracali się do mnie z prośbą o recenzję. W tym przypadku było inaczej. Praktycznie od dnia, w którym zaczęłam prowadzić „Krainę Czytania”, jestem częstym gościem u Piotra. W związku z tym o jego debiucie literackim dowiedziałam się właśnie z wpisu na jego blogu. Bardzo mnie ten fakt zainteresował i poprosiłam Piotra o przesłanie mi swojej powieści. Autor nie dał długo się prosić i tak oto dzisiaj opowiem Wam o historii, która wyszła spod jego pióra wiele miesięcy temu.

Zanim e-book trafił w moje ręce wiedziałam tylko tyle, że książka była pisana z myślą o pewnym konkursie literackim, na który ostatecznie nie trafiła. Organizatorzy konkursu założyli sobie, że prace muszą dotyczyć literatury kobiecej. W tym miejscu chciałabym, Piotrze, pogratulować Ci odwagi. Pewnie zapytasz dlaczego akurat odwagi? Otóż, podziwiam Cię za to, że podjąłeś się napisania powieści topowo dla pań, będąc mężczyzną. Broń Boże, nie chcę tutaj nikogo dyskryminować, ale sposób myślenia kobiet i mężczyzn znacznie różni się od siebie. Przecież tak naprawdę literaturę kobiecą reprezentują w większości kobiety. Wydaje się, że rodzynkiem w tym gronie jest Nicholas Sparks. Dlatego też, kiedy dowiedziałam się, że nasz Kolega napisał powieść dla kobiet, moim pierwszym skojarzeniem było: „czyżby rósł nam polski Nicholas Sparks?” I tego, Piotrze, życzę Ci z całego serca. Jeżeli dobrze czujesz się w tego rodzaju literaturze, to szlifuj swój warsztat, a kto wie, czy za kilka lat jakiś profesjonalny krytyk literacki nie porówna Cię właśnie do Nicholas’a Sparks’a?

Powieść „Trzy…” to losy trzech różnych kobiet, z których każda mieszka w innej części Polski. Pierwszą z nich jest Ewelina Dąbrowska, z zawodu dziennikarka śledcza, która żadnego tematu się nie boi. Mieszka w Warszawie i stara się wrócić do normalności po nieudanym małżeństwie. Drugą z bohaterek jest Marta Bielicka, pochodząca z Torunia. W chwili, gdy ją poznajemy, kobieta przeżywa wielki osobisty dramat. Być może za kilka chwil usłyszy od lekarza wyrok. Marta cierpi na nowotwór złośliwy. Natomiast trzecią kobietą jest Maria Obuch – staruszka, mieszkająca w maleńkiej wsi na Podkarpaciu, która znana jest przede wszystkim ze swoich zdolności jasnowidzenia oraz uzdrawiania z najbardziej groźnych chorób.

Drogi życiowe tych trzech wyjątkowych kobiet krzyżują się właśnie na Podkarpaciu, a dokładniej we wsi Kotań. Jest to wieś położona w gminie Krempna w powiecie jasielskim. Miejscowość leży również w Magurskim Parku Narodowym, na południe od Nowego Żmigrodu. Dokładniej rzecz ujmując, odległość ta wynosi szesnaście kilometrów drogą wojewódzką numer 992. To właśnie w tej niewielkiej wsi Autor osadził akcję swojej powieści.

Maria Obuch znana jest ze swych nieprzeciętnych zdolności praktycznie w całej Polsce. Wieść o niej dociera również do Warszawy. W związku z tym prezes jednej z ogólnopolskich gazet, w której pracuje Ewelina, postanawia wysłać na Podkarpacie swoją najlepszą dziennikarkę wraz z innym, nowo przyjętym dziennikarzem – Andrzejem Sadowskim. Ewelina nie ukrywa swojej niechęci do owego projektu. Niemniej jednak, ostatecznie godzi się na wyprawę do miejscowości, którą uważa za totalną „dziurę” bez szans na zdobycie choćby namiastki interesującego materiału. I w dodatku musi jeszcze znosić towarzystwo dopiero co poznanego dziennikarza. Jej bunt jest uzasadniony. Kobieta na co dzień zajmuje się znacznie poważniejszymi sprawami, na przykład, demaskowaniem polityków.

Marta również trafia do Kotani, lecz z zupełnie innego powodu niż Ewelina. Kobieta pragnie podziękować Marii Obuch za uratowanie jej życia. Kiedy jakiś czas wcześniej była u staruszki z wizytą, ta zaaplikowała jej mieszankę tajemniczych ziół, po czym nowotwór zniknął. Marta jest przekonana, że to zasługa Marii oraz pomoc Nieba. Dodatkowo kobieta musi opuścić Toruń, gdyż tuż po usłyszeniu radosnej diagnozy, odkrywa, że jest notorycznie zdradzana przez męża.

Ewelina i Andrzej, podając się za małżeństwo, będące w fazie kryzysu, zatrzymują się w gospodarstwie „U Nowakowej”, natomiast Marta gości w domu Marii. I tak zaczynają splatać się losy trzech kobiet i dwóch przystojnych mężczyzn. Dodam jeszcze, że tym drugim mężczyzną jest Sławek – syn Nowakowej, który przez mieszkańców wsi uważany jest za „uczonego”, ponieważ dużo czyta, stroni od nałogów, przez co nie identyfikuje się z resztą mieszkańców. Na jaw wychodzą tajemnice skrywane przez wiele lat przez bohaterów gdzieś na dnie ich serc, a także pojawia się wątek kryminalny, co znacznie urozmaica monotonię panującą w Kotani. Jest również obecny wątek miłosny, bo przecież literatura kobieca nie mogłaby się bez niego obejść.

Nigdy nie ukrywałam, że pochodzę z Podkarpacia. Wychowałam się tam i znam tam każdy kąt. Te tereny Polski do końca życia będą mi bardzo bliskie i z całą pewnością nigdy nie zaprzeczę, że stamtąd pochodzę. Dlatego też, do tej powieści podeszłam z pewnym sentymentem. Zauważyłam, że Autor musiał podróżować po moich rodzinnych stronach, ponieważ dość dobrze orientuje się w topografii terenu. Jedno, co mnie zasmuciło, to fakt postrzegania ludzi tam żyjących. Zaczęłam się zastanawiać, czy Podkarpacie naprawdę jest tak bardzo zacofane i dalekie od cywilizacji, czy może to tylko błędne wrażenie osób, które je odwiedzają. Na pewno tereny, które opisał Piotr, charakteryzuje pewien prymitywizm i prostota, ale o ile mi wiadomo, te cechy stworzono głównie dla potrzeb turystów, aby dać im możliwość zasmakowania właśnie w warunkach spartańskich. Natomiast z powieści Piotra wynika, że my – lud z Podkarpacia nie potrafimy odróżnić języka chińskiego od angielskiego, a umiejętność jedzenia nożem i widelcem postrzegana jest u nas jako rzecz budząca sensację, zaś jedyną rozrywką naszych mężczyzn jest stanie pod sklepem i picie alkoholu, albo uprawianie seksu „w krzakach”. Nie będę ukrywać, że czytając taki opis zrobiło mi się zwyczajnie przykro. Na pewno osoby nie związane z Podkarpaciem emocjonalnie, nawet nie zwrócą na to uwagi, albo błędnie przyjmą, że my tutaj żyjemy właśnie w taki sposób. Dlatego zapewniam Was, Kochani Czytelnicy, że mieszkańcy Podkarpacia to w pełni cywilizowani ludzie. Natomiast podkarpacki chłop wie, że nie nosi głowy od parady i w pełni to wykorzystuje.

A teraz może zajmę się stroną techniczną. Otóż, gdybym była na miejscu Autora, na pewno poważnie porozmawiałabym z osobą, która odpowiedzialna była za korektę tekstu. Moim skromnym zdaniem ten Pan, albo zupełnie nie zna się na rzeczy, albo zwyczajnie nie ruszył nawet palcem, żeby przeczytać choć jedną stronę. Mogłabym przymknąć oko, na przykład, na brak kilku przecinków, czy obecność kilku błędów literowych. Ale nie mogę przejść obojętnie obok błędów gramatycznych, bądź też stylistycznych. Dla mnie estetyka jakiegokolwiek tekstu, nawet zwykłej szkolnej kartkówki, jest niezwykle ważna. Nie można w tym miejscu winić Autora, ponieważ od tego miał osobę odpowiedzialną za korektę tekstu. Gdyby Piotr czuł się dobrze w tej czynności, to z pewnością nie zlecałby komuś poprawy, tylko zająłby się tym sam. Taka osoba powinna zwrócić uwagę na interpunkcję, na powtórzenia, na styl, na błędy rzeczowe i tym podobne sprawy. Niestety tutaj tak się nie stało. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować kilka takich właśnie niedociągnięć, natomiast moje sugestie być może okażą się pomocne dla samego Autora.

 

„(…) świszczący świst (…)” → „(…) świszczący dźwięk (…)”

„(…) wcisnęła przycisk odblokowujący blokadę drzwi wejściowych (…)” → „(…) wcisnęła przycisk, którego funkcja pozwalała na odblokowanie drzwi wejściowych (…)”

„(…) pod naporem jej wzroku spuścił wzrok (…)” → „(…) pod naporem jej spojrzenia spuścił wzrok (…)”

„(…) uderzyła się w głowę jakby tracąc przytomność (…)” → „(…) uderzyła się w głowę, tracąc przytomność (…)” – Nie można „jakby” tracić przytomności. Tutaj musi być jednoznaczność. Albo się ją traci, albo nie. Ewentualnie można czuć się, jak gdyby traciło się przytomność. 

„(…) położono do czteroosobowej sali (…)” → „(…) położono w czteroosobowej sali (…)”

„(…) rozpoczęła mówić do Andrzeja (…)” → „(…) zaczęła mówić do Andrzeja/rozpoczęła rozmowę z Andrzejem (…)”

 

Praktycznie wszyscy bohaterowie powieści w jakiś sposób wzbudzili moją sympatię. Niemniej jednak, szczególną uwagę zwróciłam na postać drugoplanową, którą okazała się Dorota – sklepikarka. Dziewczyna wykazała się ogromną siłą przebicia. W obliczu tragedii nie spanikowała, tylko potrafiła zmobilizować całą wieś do działania, czego nie udało się dokonać mężczyźnie.

Pomimo tego smutku, o którym pisałam powyżej, nie żałuję czasu, jaki spędziłam na czytaniu powieści. Myślę, że Piotr jest w fazie rozwoju literackiego i jeśli nie zniechęci się do dalszego pisania oraz jeżeli nie będzie za bardzo brał sobie do serca złośliwej krytyki, to z biegiem czasu jego warsztat pisarski będzie na naprawdę wysokim poziomie. Marzę, aby za jakiś czas dostać do ręki jego powieść w wersji papierowej. W momencie, gdy profesjonaliści z wydawnictwa „papierowego” zajmą się jego twórczością, nie będzie już najmniejszego problemu z błędami literowymi, czy też stylistycznymi. Mam nadzieję, Piotrze, że mojej recenzji nie odbierzesz jako czegoś na kształt sarkastycznej krytyki, ale jako dobrą radę od koleżanki, która również marzy o wydaniu własnej powieści i jest już na nie najgorszej drodze ku spełnieniu tego marzenia.

Podoba mi się również okładka książki. Trzy pary butów adekwatne do charakteru każdej z kobiet. Dodam jeszcze, że wątek o św. Ojcu Pio, który został przez Autora poruszony, jest znany nie tylko na Podkarpaciu, ale w innych częściach Polski również. Od wielu lat wiadomo, że w momencie, gdy ten Święty przychodzi z pomocą, wokół pachną fiołki. Natomiast na Podkarpaciu istnieje nawet swego rodzaju ośrodek imienia Ojca Pio, gdzie ludzie z całej Polski przyjeżdżają się leczyć.

 

Moja ocena 4+/6

 

A teraz zobaczcie, gdzie tak naprawdę Piotr umieścił akcję swojej powieści.

 

 

 

   

 

Drewniana Cerkiew Grekokatolicka XVIII wieku

 

 

 

 

      

Chatka w Kotani

 


 

 

 

 

 

Kotań i Okolice

 


 

 

 

 

 

 

Fragment Magurskiego Parku Narodowego

      

 

 

Piotrze, serdecznie Ci dziękuję za możliwość

przeczytania Twojej debiutanckiej powieści

 

 

Tu kupisz książkę

 

źródło mapy

źródło okładki

 

 

prawa autorskie zastrzeżone

niedziela, 18 września 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
pisanyinaczej
2011/09/19 04:54:11
Witam. Dziękuję za recenzję. Niestety, ale również mam wrażenie że tekst nie był sprawdzony, chociaż mój korektor twierdzi że jest inaczej. Dziękuję za wykazanie tych błędów, zaraz naniosę poprawki. Ja sam kiedy napisałem ten tekst zrzuciłem go na dysk i nie był sprawdzany. Potem otrzymała go osoba, która podjęła się korekty, a jest nią człowiek z wieloletnim stażem zawodowym, z zawodu polonista. Pracował również jako redaktor. Mnie gubi to, że ja nie sprawdzam, po sobie tekstu. W tym przypadku wieczorem otrzymałem korektę, rano wyjeżdżałem, a że wierzyłem w profesjonalne poprawki więc wrzuciłem plik na serwer. Jak widać nie było to dobre posunięcie :-( mam nauczkę i doświadczenie że trzeba to sprawdzać. Kiedy pisałem "Trzy" dopiero wchodziłem w ten świat. Nigdy nie wiedziałem jak się pisze od strony technicznej, a to jak się okazało jest trudne zadanie.Generalnie od tamtego czasu mój warsztat bardzo się rozbudował i mam nadzieję że moja kolejna książka "Papierowy księżyc" będzie bez błędów i zostanie lepiej przyjęta. Za błędy zawarte w "Trzy" bardzo przepraszam.
-
avo_lusion
2011/09/19 07:25:38
Wow - ja oczywiście nic nie wiem na temat wydania powieści. Autorowi bardzo gratuluję i cieszę się, że książka ci się podobała! I ja także pochwalę okładkę - świetna. Co do korekty - ja w ogólne uważam, że książki w Polsce są pod tym względem coraz gorzej wydawane, ja sama ciągle znajduję błędy...
-
ksiazkowka
2011/09/19 08:55:28
Ostatnimi dniami głośno jest na blogach o tym debiucie. Myślę, że w swoim czasie zainteresuję się nim, a teraz pochwalę okładkę - jest naprawdę świetna.
-
2011/09/19 15:21:35
Piotrze, w żadnym wypadku nie masz za co przepraszać. Po prostu wybrałeś nieodpowiedniego korektora tekstu i tyle. Wiesz, ja od wielu lat zajmuję się redagowaniem tekstu i sama też sporo piszę, więc pewne błędy same rzucają mi się w oczy bez wnikliwego analizowania. Nad napisaniem recenzji naprawdę długo myślałam. Za nic nie chciałam, abyś w jakiś sposób poczuł się urażony, że pozwoliłam sobie wytknąć jakieś niedociągnięcia. Natomiast z drugiej strony, aby być rzetelną w tym, co robię, chciałam Ci na pewne rzeczy zwrócić uwagę. Osobiście bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać "Trzy..." i trzymam mocno kciuki za kolejne Twoje książki. Piotrek, przecież mówią, że "praktyka czyni mistrza". Wierzę, że w Twoim przypadku to powiedzenie na pewno się sprawdzi. Masz ogromną pasję i potrzebę pisania, a to już 3/4 sukcesu :-) Trzymaj się i pisz, pisz, pisz....


Danusiu, pomińmy może milczeniem fakt książkowych błędów. Wiem, że problem jest dość poważny, ale nic na to nie poradzimy, bo to nie my jesteśmy za to odpowiedzialne :-)


Ewciu, ta okładka w stu procentach oddaje fabułę powieści. Uwierz mi, że praktycznie wiadomo która para butów należy do danej kobiety. Dlatego wielkie brawa dla osoby, która ją projektowała :-)

Pozdrawiam Was serdecznie :-)
-
Gość: pisanyinaczej, *.man.bydgoszcz.pl
2011/12/06 11:51:26
Książka jest już po korekcie i w najbliższym czasie znajdzie się w ofercie wydawniczej. Jestem bardzo zobowiązany korektorce Joannie, która miała do mnie anielską cierpliwość i wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Zarzuty, że ebooki nie mają korekty wydawniczej (spotykam się z takowymi) są wyssane z palca. Oczywiście ja mam na myśli wydawnictwo RW2010.
-
2011/12/06 12:21:15
Witaj Piotrze, bardzo się cieszę, że już wszystko w porządku i Twoja powieść jest już poprawiona. To dobrze, że informujesz o tym na blogach. Wcale nie uważam, że e-booki są gorsze, bo jak sama zdążyłam się przekonać, książki papierowe też nafaszerowane są niekiedy błędami, których nie powinno w nich być. Na to raczej nie ma reguły i wiele zależy od osób, które odpowiadają za część techniczną książki. Problem jest tylko w tym, że nie każdy czytelnik ma czytnik, a czytanie w komputerze jest naprawdę uciążliwie. Myślę, że właśnie dlatego wiele osób omija e-booki, uważając je za gorsze. Jeszcze raz życzę Ci sukcesów w dalszej pracy pisarskiej. Pozdrawiam serdecznie :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?