Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

To chyba miał być kryminał

 

Dzisiaj ponownie zapraszam Was do przeczytania recenzji e-booka. Książkę, a właściwie trochę dłuższe opowiadanie otrzymałam od samego Autora, więc nie bardzo mogłam czekać z recenzją. Podobnie jak w przypadku „Trzech połówek jabłka” autorstwa Pani Antoniny Kozłowskiej, w tym przypadku również moje sumienie nie czuje się najlepiej, bo niestety recenzja nie będzie przychylna. Dlatego zanim do niej przejdę, chciałabym zaapelować do Autorów, którzy pocztą elektroniczną przysyłają mi swoje dzieła. Otóż, Kochani, musicie wiedzieć, że wybierając mnie na recenzenta, powinniście spodziewać się opinii rzetelnej, gdyż ja naprawdę czytam Wasze utwory. Podobnie zresztą, jak robię to z wersjami papierowymi uznanych autorów, w związku z czym moje posty pojawiają się co kilka dni, a nie codziennie. Każdą książkę traktuję jednakowo, bez względu na jej formę. Piszę o tym dlatego, iż ostatnio przez przypadek natrafiłam na pewną dyskusję, gdzie ktoś zarzucał „książkowym blogerom”, jakoby zupełnie nie czytali lektur, które recenzują. Według tej osoby niektórzy jedynie przepisują opis wydawcy z tylnej okładki i wystawiają ocenę „na oko”. Nie wiem jak robią inni i absolutnie w to nie wnikam. Ta kwestia jest prywatną sprawą każdego „książkowego blogera” oraz sprawą jego sumienia. Wiem jedno. Jeśli o mnie chodzi, to czytam bardzo uważnie, a następnie dokonuję dogłębnej analizy każdego utworu. Natomiast jeżeli zdarzy się, że moja opinia nie jest pozytywna, to w żadnym wypadku nie wynika to z mojej złośliwości, czy tym podobnych uczuć. Po prostu w ten sposób staram się spojrzeć na książkę jak zwykły czytelnik i wyciągnąć na światło dzienne jej niedociągnięcia, aby dany autor mógł na przyszłość nad tym popracować. Przecież to właśnie czytelnicy kreują autora. Bez nas i naszej konstruktywnej krytyki autor nie miałby po co pisać. Dlatego też oburza mnie jak czytam na niektórych forach, gdzie wypowiadają się dość znani pisarze, że oni tę naszą krytykę mają, delikatnie mówiąc, „w poważaniu”. Kiedy o tym przeczytałam na pewnej stronie internetowej, nie ukrywam, że troszkę mnie to zdenerwowało, ponieważ z doświadczenia wiem ile tak naprawdę rzetelna i konstruktywna krytyka może zdziałać dobrego. Dodam, że moja powieść również została poddana krytyce i właśnie wróciła od wydawcy. Muszę dokonać w niej pewnych zmian, co wcale mnie nie oburza, a wręcz przeciwnie. W związku z tym, proszę Was, Kochani Autorzy, abyście nie traktowali moich nieprzychylnych recenzji jako złośliwe uderzenie w Waszą twórczość lub zwykłe wymądrzanie się, bo tak nie jest. To tyle, jeśli chodzi o słowo wstępu. Zapraszam do recenzji.

 

*************************************

 

 

Piotr Janusz Flis

 

                Błazen

 

 

Wydawnictwo: WYDAJE.PL
Bielsko-Biała 2011
E-BOOK

 

Głównym bohaterem „Błazna” jest Andrzej Tymiński, na co dzień pracujący jako detektyw. W chwili, gdy go poznajemy, mężczyzna pracuje nad serią tajemniczych zniknięć, jakie mają miejsce na terenie Lublina. Wszystkie uprowadzone osoby łączy jedno. Otóż, każda z nich posiada zdolności transcendentyczne. Jedną z ofiar tajemniczego porywacza staje się siostra detektywa, która potrafi przewidzieć przyszłość. Kobieta jest tuż po rozstaniu ze swoim partnerem, nie ukrywając, że fakt ten przyprawia ją o stany depresyjne.

W trakcie prowadzenia śledztwa, Andrzej spotyka się ze świadkami owych porwań, zaś kiedy jego przełożony dowiaduje się, iż jedną z ofiar „Błazna” jest siostra podwładnego, stara się odsunąć go od śledztwa, lecz Andrzej za nic nie chce się na to zgodzić. Charakterystycznym elementem jest tutaj „czarna wołga”, do której porywacze pakują swoje ofiary i wywożą w nieznane miejsce. Pewnego dnia Andrzej dostrzega właśnie taki samochód i podąża jego tropem, trafiając do dawnej rzeźni. Tam samodzielnie rozprawia się z bandytami i uwalnia tych, którzy jeszcze pozostali przy życiu, w tym swoją siostrę. Niestety nie daje rady robotowi. Niemniej, wszystko kończy się happy-endem.

W tym momencie powinnam wyrazić swoją opinię. Tylko, jak to zrobić, jeśli z góry wiadome jest, że nie będzie pozytywna? Może zacznę od tego, że po przeczytaniu kilku pierwszych stron, jedyną myślą, która mi się nasunęła, było skojarzenie z filmem „Dzień Świra”. Na pewno większość pamięta ten w gruncie rzeczy smutny film, bo przedstawia dramat znerwicowanego człowieka. Wiem, że Pan Marek Kondrat zrobił wszystko, aby doprowadzić nas do łez, będących efektem śmiechu, lecz dla mnie tak naprawdę jest to film smutny i dający wiele do myślenia. A teraz dlaczego takie skojarzenie u mnie? Ponieważ Autor wyraźnie zastrzegł sobie jakiekolwiek udostępnianie treści opowiadania na stronach internetowych, nie mogę zacytować Wam żadnego dłuższego fragmentu. Mogę jedynie napisać, że akcję opowiadania rozpoczyna scena, kiedy główny bohater wstaje rano z łóżka i odprawia codzienne rytuały, które są niemalże identyczne z tymi z „Dnia Świra”. Natomiast kiedy przeczytałam o jedzeniu na śniadanie płatków, od razu przed oczami stanęła mi scena z filmu, w której Adaś Miauczyński rozsypuje owe płatki na podłodze w kuchni i po swojemu komentuje całe zajście. Nie umiem wytłumaczyć tego skojarzenia, ale takowe mi się nasunęło. No i oczywiście ta „czarna wołga”. Jest to temat niezwykle oklepany i przebrzmiały, ponieważ pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką starsi ludzie straszyli niegrzeczne dzieci ową wołgą. Mówili, że dzieci są porywane i sprzedawane „na krew”. Wiem, że drastyczne, szczególnie w stosunku do małych dzieci, ale tak było. I w tym właśnie miejscu brakło mi innowacji. Element „stary, jak świat”. 

Kolejna sprawa, to język. Rozumiem, że mężczyźni piszą trochę inaczej, aniżeli kobiety. Ale nadmiaru wulgaryzmów nie cierpię. A w tym opowiadaniu jest ich tak dużo, że w pewnym momencie zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy czytać dalej. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko takiemu słownictwu w książkach. W żadnym razie nie. Niemniej, wulgarne słownictwo, żeby robiło wrażenie i urozmaicało treść utworu, musi być użyte umiejętnie. Autor musi wiedzieć, gdzie dane słowo pasuje, a gdzie w żadnym wypadku nie powinno go być. W przypadku niniejszego opowiadania mam wrażenie, że Autor strzelał tymi wulgaryzmami na oślep, byle tylko je wstawić, co znacznie obniżyło poziom opowiadania, przynajmniej w moim mniemaniu.

Co jeszcze mnie zniesmaczyło? Otóż, było tam świadome uderzanie w kler. Rozumiem, że Autor może być na przykład ateistą, może mieć poglądy antyreligijne, ale to nie powinno objawiać się w tego typu opowiadaniach. Jeżeli ktoś chce wyrazić swoje poglądy, to powinien napisać oddzielne dzieło i tam zaznaczyć, że są to jego osobiste przemyślenia. Natomiast to, co tutaj przeczytałam było nie na miejscu. Zupełnie tam nie pasowało. Nawet jeśli Andrzej Tymiński i inni bohaterowie w koncepcji Autora nie są ludźmi religijnymi, to należało wyrazić to w inny sposób. A tak wyszedł bunt przeciwko Bogu bez ładu i składu, tak na chybił trafił.

A teraz przyczepię się kwestii gramatycznej i stylistycznej. Za dużo powtórzeń w zdaniach, co w konsekwencji dało coś na kształt takiego „masła maślanego”. Oto kilka przykładów:

(…) zgromadziła się gromada (…)

(…) okraszone stukotem szklanek i dźwiękiem ulicy dźwięki (…)

(…) w jakimś Poznaniu (…)

(…) które z każdą chwilą precyzowały się w precyzyjny zamiar (…)

 

To tylko kilka takich wzorów, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. Czyż nie lepiej byłoby napisać:

(…) zebrała się gromada (…)

(…) okraszone stukotem szklanek i odgłosami ulicy dźwięki (…)

(…) w Poznaniu (…)” – Poznań nie może być „jakiś”. Poznań to miasto jedyne w swoim rodzaju. Jest to nazwa własna i nie wolno poprzedzać go na przykład słowami „jakiś”, „pewien” i tym podobne.

(…) które z każdą chwilą definiowały się/uściślały się w precyzyjny zamiar (…)

 

Na koniec przejdę jeszcze do samego tempa akcji i emocji z tym związanych. Rzekomo miało być to opowiadanie grozy. Niestety, dla mnie to nie była nawet jej namiastka. Czy jest to kryminał? Raczej też nie. Na pewno w koncepcji Autora tak właśnie miało być. Ale niestety tak się nie stało. Dodam jeszcze, że na błędy literowe od jakiegoś czasu przestałam już zwracać uwagę, pomimo że w przysyłanych mi e-bookach można je porównać do ilości rodzynek w serniku. Tłumaczę to tym, że przypuszczalnie otrzymuję tekst jeszcze przed ostateczną korektą. Może się mylę, ale wolę już zostać w takiej nieświadomości niż jeszcze bardziej pogrążać Autora.

Mam nadzieję, że moja recenzja nie zniechęci Pana Piotra do dalszego tworzenia.

 

Moja ocena: 2/6

 

 Za możliwość przeczytania e-booka serdecznie dziękuję

Panu Piotrowi J. Flisowi

 

 

Tu kupisz książkę

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

piątek, 09 września 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2011/09/09 19:35:05
Ależ Ty masz "branie" jeśli chodzi o autorów proszących Cię o recenzje..No, no...:) Pogratulować. :)

A jeśli chodzi o książkę...Koszmarna okładka, która bardzo źle wpływa na mój wzrok. Czy inni mający wadę wzroku też mają takie nieprzyjemne wrażenia?
No i te błędy...Rozumiem "literówki", ale te są już naprawdę poważnymi uchybieniami...I do tego natłok wulgaryzmów...Cóż, ja raczej nie skorzystam.
-
2011/09/09 19:46:40
Oj, Ewciu, "branie" to ja mam, tylko że od tego "brania" to mnie już serce zaczyna boleć :-) Jeszcze dwa e-booki czekają na recenzję :-)
-
Gość: AgnieszkaWawka, *.play-internet.pl
2011/09/09 21:57:29
Przykro mi nie czytam,tekstów gdzie wulgaryzm pogania wulgaryzm.
-
avo_lusion
2011/09/10 09:35:02
Hm, faktycznie, masz spore powodzenie wśród pisarzy, to miłe. I gratuluję ci, że masz odwagę na szczerą krytykę! Faktycznie, wulgaryzmy są rażące, czasem źle użyte. czytałaś może Masłowską? ;)
-
avo_lusion
2011/09/10 09:43:10
Odnośnie blogerów i krytyki... Niektórzy pisarze się uśmiechają, bo przecież bloger to osoba, która po prostu lubi czytać. Niektórzy więc oceniają tylko wg własnego serducha, bez merytoryki i dla pisarzy to nie są cenne słowa... Czasem nie mogę się nie zgodzić, kiedy ktoś pisze "książka była fajna, szybko się czytało", choć takich blogów jest bardzo mało. Pisarze (nie wszyscy) chcieliby być recenzowani (pozytywnie) przez zawodowców. Ale to opinia zwykłego czytelnika jest ważna...
Co do blogerów, którzy czytają książkę powierzchownie - to się może zdarzyć. Wyobraź sobie - współpracujesz z 15 wydawnictwami. Każde wysyła ci na miesiąc kilka książek i oczekuje, że recenzja będzie w miarę szybko. To zakładanie sobie pętli na szyję... No chyba, że ktoś ma po prostu bardzo dużo czasu na czytanie...

Ja całe szczęście na razie stykam się tylko z rzetelnymi blogami :) I takie mam zamiar czytać!
-
avo_lusion
2011/09/10 11:02:26
P.S. Tak mnie zaciekawiłaś z tymi stronami, może podasz linki, gdzie odbywały się te dyskusje...?
-
2011/09/10 14:02:20
Agnieszko, mnie również wulgarne teksty bardzo rażą i staram się je omijać szerokim łukiem. Niemniej, niniejsze opowiadanie otrzymałam od samego Autora. Nie miałam pojęcia z jakiego rodzaju tekstem mam do czynienia. Wyszło jak wyszło. Myślę, że w tym momencie to Autor powinien zastanowić się nad formą przekazywania swoich myśli czytelnikom.

Danusiu, nie czytałam Masłowskiej. Natomiast moje tak zwane "powodzenie" u e-bookowych pisarzy wcale mnie nie cieszy. Do tej pory nie odmawiałam, ale chyba teraz zacznę. Piszę szczerze, bo brzydzę się zakłamaniem i pisaniem laurek tylko dlatego, żeby komuś zrobić przyjemność. Jeśli chodzi o współpracę z wydawnictwami. Fakt, są osoby, które ją nawiązują z kilkoma lub nawet kilkunastoma jednocześnie, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy, jak wiele czasu to zajmuje, zwłaszcza jeśli oprócz czytania są także inne obowiązki. Nigdy nie posunęłabym się do tego, aby wziąć książkę od wydawnictwa, a następnie napisać byle co, nie wiedząc o czym jest powieść. Dlatego zanim wyrazi się zgodę na współpracę, należy się nad tym dobrze zastanowić. Ostatnio dostałam propozycję współpracy z portalem "Sztukateria". Odmówiłam, bo wiem, że nie sprostam pod względem czasowym. Nałożyłam sobie własne tempo czytania, usunęłam z bloga informację o chęci nawiązania współpracy, zaś jeśli jakieś wydawnictwo przyśle mi raz na jakiś czas książkę do recenzji, to ok. A teraz sprawa owych dyskusji. Danusiu, proszę, wybacz, ale nie chcę nikogo wskazywać palcem. Poszperaj trochę po Internecie, może sama natrafisz. Zrozum mnie, ale nie chcę rozdmuchiwać tej sprawy na forum jeszcze bardziej. Zdaję sobie sprawę, że moją odwagą w opiniach i tak naraziłam się już wielu osobom. Ludzie nie chcą prawdy, ale "cukierkowych" opinii, nawet, jeśli jest to wierutne kłamstwo.

Pozdrawiam serdecznie :-)
-
avo_lusion
2011/09/10 15:51:01
Ojej, to groźnie brzmi, że się już naraziłaś... Co do Sztukaterii, to w zasadzie chyba każdy otrzymał już propozycję współpracy, ja też :) I ja także już w czerwcu podjęłam decyzję, że poprzestaję na współpracy z Oficynką i Zbrodnią w bibliotece. Więcej nie chcę i nie dam rady...
-
2011/09/10 16:40:26
Chodzi o to, Danusiu, że po napisaniu recenzji o "Trzech połówkach jabłka" zauważyłam, że pewne osoby, które do tamtej pory "uwielbiały" mojego bloga i wręcz zachwycały się nim, przestały go odwiedzać. Co więcej, rozpoczęły jawną manifestację niechęci w kierunku mojej strony.
-
avo_lusion
2011/09/10 17:29:44
Wow, to jestem bardzo zaskoczona! Ale to co: tacy fani tej autorki? Trochę to śmieszne... Jednak może to i lepiej, odpadli ci nieszczerzy!
-
2011/09/10 17:46:01
Danusiu, nie wiem czy fani. Natomiast sama Autorka zachowała się z klasą. Odwiedziła mnie, skomentowała recenzję, nie oburzyła się, nie rzuciła fochem. Teraz mam dla niej ogromny szacunek i rozglądam się za "Czerwonym Rowerem" i "Kukułką".
-
avo_lusion
2011/09/10 18:54:11
A to ci niespodzianka. Ja właśnie wypożyczyłam kukułkę! Niesamowity zbieg okoliczności, książka wpadła mi w ręce przez przypadek w bibliotece. Ciekawe, jak mi się ta autorka spodoba. Jej wpis czytałam, faktycznie zachowała się sympatycznie i z klasą :):)
-
kaye
2011/09/11 21:39:45
Chapeau bas za pierwsza częśc wpisu, Agnieszko :)
-
2011/09/12 15:18:59
Kaye, ślicznie dziękuję :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?