Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Tajemnica rodu Towiańskich

 

 

 Maria Ulatowska

             

              Sosnowe Dziedzictwo

 

 

 

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Warszawa 2011

 

 

Nie wiem jak to się dzieje, ale ostatnio natrafiam na bardzo dobre książki. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy może podzielić ze mną taką opinię, ponieważ to, czy powieść jest dobra, czy zła, jest kwestią gustu danego czytelnika. Moje zdanie oparte jest tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach i odczuciach, jakie mam po przeczytaniu określonej książki. Zazwyczaj recenzowanie powieści rozpoczynam od przybliżenia Wam jej fabuły. Dzisiaj odstąpię od tej reguły i zacznę od końca. Najpierw napiszę Wam o tym, co czułam w trakcie czytania. Otóż, w moim przypadku łzy mieszały się ze śmiechem. Kto regularnie czyta mojego bloga, ten wie, że wyjątkową wymowę mają dla mnie czasy II wojny światowej i Powstania Warszawskiego (z szacunku dla Powstańców piszę je dużymi literami).

 

 

W „Sosnowym Dziedzictwie” Autorka wiele miejsca poświęca właśnie latom II wojny światowej, a czyni to tylko dlatego, aby wyjaśnić tajemnicę odziedziczenia przez główną bohaterkę majątku, którego centralnym elementem jest dworek o nazwie „Sosnówka”. Spadkobierczynią owego majątku jest trzydziestopięcioletnia Anna Towiańska z wykształcenia polonistka, uwielbiająca książki i na co dzień pracująca w wydawnictwie „Oczko” jako korektorka tekstu. Po tragicznej śmierci rodziców, młoda kobieta staje się właścicielką owego majątku, który znajduje się gdzieś na Kujawach. Od pierwszego dnia pobytu w nowym miejscu, Anna budzi powszechną sympatię mieszkańców Towian. Nikt nie patrzy na nią jak na intruza, który nagle wkracza w życie niewielkiej społeczności, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Pierwszą przyjaciółką Anny staje się porzucona suczka, którą kobieta nazywa „Szyszką”. Nawet parkingowy Dyzio traktuje Annę jak kogoś wyjątkowego. Pan Dyzio to bardzo ważna osoba. Praktycznie to on wydaje pozwolenie na parkowanie samochodu przed restauracją o nazwie „Rybeńka”. Taką możliwość mają tylko klienci owej restauracji. Natomiast Anna bez względu na to czy skorzysta z usług restauracji, czy też nie, może bez przeszkód zostawiać tam swojego „Soluszka” (to o samochodzie).

Anna jest bardzo piękną kobietą, więc nic dziwnego, że mężczyźni adorują ją jak tylko mogą. Dlatego też nie mogło zabraknąć tutaj także wątku miłosnego. Oczywiście mój typ okazał się błędny, bo Anna wybrała nie tego mężczyznę, którego obstawiałam.

Wyżej wspomniałam, że podczas czytania łzy mieszały mi się ze śmiechem. Ale jak tu nie uronić łzy, kiedy czyta się, że w momencie jak gestapowcy walą w drzwi, matka ukrywa pod biurkiem dwudniowe niemowlę, aby w ten sposób uratować je od śmierci. Podobną sceną jest egzekucja całej kamienicy. Przyznam, że sceny te są naprawdę dramatyczne i nie są fikcją wymyśloną przez Autorkę. Takie rzeczy naprawdę miały miejsce sześćdziesiąt siedem lat temu. Może nie z tymi sami bohaterami, których spotykamy w „Sosnowym Dziedzictwie”, ale jednak trzeba przyznać, że wówczas ludzie ginęli właśnie w ten sposób.

Pani Maria perfekcyjnie przeplata lata współczesne z przeszłością. Dlatego po wytarciu łez, znowu się śmiałam, kiedy przechodziłam do opowieści o Annie i jej perypetiach w kwestii doprowadzenia dworu do stanu użytkowania. Naprawdę nie brakuje w tym humoru. Po raz pierwszy spotkałam się z psem, który mówi. Oczywiście pomijając wszelkiego rodzaju bajki z dzieciństwa. Pani Maria wprowadziła do dialogu kwestie Szyszki. Wyobrażacie to sobie? Suczka mówi w swoim własnym języku, ale jest to część dialogu. Ponadto jest też fragment, kiedy Szyszka intensywnie myśli.

Na początku miałam trochę problemów z prawidłowym połapaniem się w fabule. Chodzi mi dokładnie o to, że akcja powieści z rozdziału na rozdział przeskakuje w tył lub w przód. Ale po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego i zaczęłam „kontaktować” o co chodzi. Podobnie było też z trzema pokoleniami kobiet. Wszystkie o tym samym imieniu „Anna”. Tutaj również poświęciłam trochę czasu na to, aby zrozumieć która jest którą.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, to nie znalazłam żadnych błędów literowych, ale za to jeden rzeczowy. Mam wrażenie, że pomylono nazwiska. W powieści mamy dwóch bohaterów prawników, czyli Bogusława Malczewskiego i Antoniego Witkowskiego. Praktycznie już przy końcu lektury znalazłam nazwisko: Antoni Malczewski.

Wiele osób twierdzi, że powieść przypomina osławiony „Dom nad Rozlewiskiem”. Osobiście nie mam pojęcia, czy tak właśnie jest, ponieważ nie czytałam ani jednej części opowiadającej o losach Małgosi na Mazurach. Serialu również nie oglądałam, a to dlatego, żeby w razie czytania książki znowu nie poczuć rozczarowania. W związku z tym w tej kwestii nie mogę się wypowiedzieć.

Powieść podobała mi się jeszcze dlatego, że jej bohaterowie mają w sobie taką prostotę i normalność. Nie wywyższają się, biegną z pomocą, kiedy jest ku temu potrzeba, po prostu są sobą. Jakie to odmienne od naszej rzeczywistości, gdzie spotykamy zazdrość, zawiść, a czasami wręcz nienawiść. Myślę, że takie książki są potrzebne, aby pokazać ludziom, że można inaczej żyć, pozbywając się negatywnych cech swojego charakteru. Takie lektury uczą życzliwości względem innych. Każdy z bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy. Na przykład pani Irenka Malinka. Praktycznie wprosiła się do pracy u Anny, ale za to ile pomocy i radości młoda Towiańska z niej miała.

„Sosnowe Dziedzictwo” naprawdę zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Właśnie takie książki przywracają mi wiarę w polską literaturę i w polskich pisarzy. Jeszcze do niedawna faszerowałam się głównie literaturą amerykańską i angielską, ale odkąd założyłam „Krainę Czytania” postanowiłam to zmienić i zaczęłam sięgać po książki z naszego podwórka. Jako czytelnik niesamowicie cieszę się, że w Polsce żyją właśnie tacy pisarze jak Pani Maria Ulatowska, którzy potrafią pisać lekko i z polotem, a ich książki nie męczą. Teraz wiem, że w niedługim czasie muszę przeczytać „Pensjonat Sosnówka”, bo jestem nie tylko ciekawa, co dalej u Anny, ale także chciałabym znowu poczuć ten specyficzny klimat wsi i jej mieszkańców.

 

Moja ocena: 6/6

 

Pani Maria Ulatowska na Facebook’u

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

niedziela, 07 sierpnia 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2011/08/07 17:10:08
Szczerze mówiąc wcześniejsze recenzje dotyczące tej książki jakie czytałam specjalnie nie zachęcały mnie do tej lektury. Ty zachęcasz mnie znacznie bardziej, więc...może kiedyś. :)
-
2011/08/07 17:14:07
Mnie się bardzo podobała, ale wiesz, że ja mam specyficzny gust :-)
-
avo_lusion
2011/08/07 17:29:12
Nooo, w końcu jesteś miłośniczką powieści obyczajowej :))
-
2011/08/07 17:37:15
Dokładnie tak, Avo :-) Uwielbiam powieści obyczajowe i romantyczne i wcale się tego nie wstydzę :-)
-
ksiazkowka
2011/08/09 19:07:34
To ja w odpowiedzi też nie w temacie wpisu. ;) Jeśli Twoim skromnym zdaniem zasługuję na to by mnie tam zgłosić to bardzo proszę - będzie mi bardzo miło. :) Jednak nie chciałabym byś robiła tego ze względu na naszą internetową sympatię. ;) Mam nadzieję, że nie przesadziłam tak rzecz nazywając. ;)
-
2011/08/09 19:13:26
Nie przesadziłaś. Założyłyśmy bloga w tym samym czasie i byłaś pierwszą osobą, z którą zaczęłam korespondować w komentarzach :-) Ewciu, Twojego mail'a znam, adres bloga też, ale tam w formularzu trzeba podać też nazwisko, a tego nie znam. Chyba że coś wymyślę :-)
-
ksiazkowka
2011/08/09 19:17:09
Posłałam Ci maila. :)
-
2011/08/09 19:29:32
Ja też wysłałam Ci mail'a zwrotnego :-)
-
Gość: AgnieszkaWawka, 80.48.206.*
2011/08/09 19:33:56
kolejna bardzo dobra recenzja o tej książce :)
-
2011/08/09 19:37:28
Jak zwykle pisałam co czuję :-) Naprawdę mi się podobała. Ta książka dużo zyskuje scenami z Powstania Warszawskiego, przynajmniej w odczuciu takiego czytelnika, jak ja, dla którego tamten okres w dziejach Polski jest niesamowicie ważny. Pozdrawiam :-)
-
avo_lusion
2011/08/10 17:59:27
Już jesteś w konkursie na Literacki Blog Roku - bardzo się cieszę. Tylko ja już nie łapię - można głosować tylko raz, czy tylko raz na każdy blog?? :/
-
2011/08/10 18:10:57
Avo, nie mam pojęcia jak tam trzeba głosować. Wydaje mi się, że głosowanie dla Internautów ma być dopiero od 1 października. Tak przynajmniej wyczytałam w regulaminie. Musimy ten regulamin jeszcze raz dobrze przeczytać :-)
-
avo_lusion
2011/08/10 18:13:09
O, to mnie teraz zaskoczyłaś :P Hehe, faktycznie - trzeba się przyjrzeć regulaminowi, a co!
-
2011/08/10 18:34:29
Avo, głosujemy od 1 do 31 października, ale tylko na jeden blog :-( Potem wyślą nam mail'a z linkiem i jak w niego klikniemy to wtedy głos będzie ważny.


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?