Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Romanse ukraińskich Cyganów

 

Nora Roberts

         

         Z Nakazu Serca

 

 

Wydawnictwo: HARLEQUIN/MIRA
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: Falling for Rachel & Convincing Alex

 

 

Jest takie polskie przysłowie: „Nie chwal dnia przed zachodem słońca”, a niektórzy panowie dodają jeszcze: „… a baby przed śmiercią”. Osobiście zamierzam odwołać się do tej pierwszej części przysłowia, bo ten męski dodatek jakoś do mnie nie przemawia i uderza we mnie jako w kobietę. Dlaczego akurat przy recenzji tej książki zacytowałam owo przysłowie? Na pewno niektórzy z Was zastanawiają się nad tym, bo przecież Nora Roberts to jedna z moich ulubionych pisarek amerykańskich. Niemniej jednak fakt ten wcale nie oznacza, że mam wychwalać pod niebiosa wszystko co ta pani napisze. Otóż nie. Nawet moja sympatia do jej twórczości jako całokształtu nie przeszkodzi mi w tym, że dziś zamierzam ją ostro skrytykować. Myślę, że zbyt szybko wraziłam zachwyt nad twórczością Nory Roberts, opierając się jedynie na jej starszych powieściach, które naprawdę są dobre. Według mnie wygląda na to, że w miarę upływu lat poziom pisarski pani Nory leci drastycznie w dół. Być może wyczerpały jej się już pomysły na wymyślanie trzymających w napięciu historii. Albo co gorsza, przestała szanować czytelnika i pisze na ilość zamiast na jakość, uważając, że przecież kobiety i tak to kupią, bo wystarczy, że spojrzą na okładkę, gdzie widnieje jej nazwisko. Osobiście nie należę do takich kobiet, które rzucają się na daną powieść tylko dlatego, że jest ona autorstwa osoby, którą darzę sympatią. Dla mnie nawet romans musi mieć w sobie choć odrobię magii. Natomiast to, co przeczytałam w tym przypadku zostało napisane tylko po to, żeby coś stworzyć, niezależnie od efektu końcowego.

 

 

Niniejszą powieść dostałam w prezencie. Oczywiście niesamowicie się ucieszyłam, zważywszy że na okładce wyczytałam takie oto zdanie: „Fascynująca opowieść o niezwykłej rodzinie Stanislaski – kochającej się i zżytej. Jej członkowie mogą liczyć na wzajemne wsparcie w każdej sytuacji”. Sami przyznacie, że reklama świetna. Mnie od razu skojarzyło się to z sagą rodzinną. Ucieszyłam się, bo lubię czytać o takich kilkupokoleniowych rodzinach, które na przełomie lat zdobywają mnóstwo nowych doświadczeń. Dlatego też byłam pewna, że w przypadku tej powieści również tak będzie, choć wiem, że Nora Roberts raczej nie specjalizuje się w tego rodzaju historiach. Ten gatunek jest już bliższy Barbarze Taylor Bradford. No ale przecież dobry pisarz w miarę upływu lat powinien się rozwijać, aby nie zostać zaszufladkowanym. Dodatkowo na okładce jest również takie oto wyświechtane zdanie: „New York Times – Bestselling Authors”.

A teraz może napiszę o czym w ogóle jest ta powieść. Otóż, książka składa się dwóch części. Pierwsza z nich nosi tytuł „Z nakazu sądu”, natomiast druga to „Niedowiarek”. Obie części dotyczą rodziny Stanislaskich, która to wiele lat wcześniej wyemigrowała z Ukrainy do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Członkowie tej rodziny to Cyganie o specyficznej urodzie. W części pierwszej Nora Roberts skupia się na młodszej córce Nadii i Jurija Stanislaskich.

Rachel, bo tak jej na imię, jest adwokatem z urzędu. Pewnego dnia zostaje jej przydzielona sprawa nastoletniego złodzieja sprzętu elektronicznego -  Nick’a LeBeck’a. Oczywiście, Nick jako nastolatek, jest zbuntowany, ale młoda pani adwokat nie ustępuje. Nick tak naprawdę nie ma rodziny. Ma tylko starszego brata, który prowadzi bar, a kilka lat wcześniej wystąpił z marynarki i wrócił do domu, aby zająć się umierającym ojcem. Bracia noszą inne nazwiska z uwagi na różnych ojców. Ponieważ sędzia wyznacza Rachel jako tak zwanego kuratora sądowego w sprawie Nick’a, spotkanie z trzydziestodwuletnim Zack’iem Muldoon’em jest nieuniknione. I tak rozpoczyna się gorący romans pani adwokat i byłego marynarza.

W drugiej części Nora Roberts bierze na warsztat osobę brata Rachel Stanislaski – Aleksija, zwanego Alikiem. Aleksij jest policjantem i właśnie prowadzi dochodzenie w sprawie brutalnych zabójstw prostytutek. Pewnej nocy wraz ze swoim partnerem jadą na teren podejrzanej dzielnicy, aby sprawdzić trop. Tam aresztują dwie prostytutki, z których jedna okazuje się być panią od pisania scenariuszy do seriali telewizyjnych. Na ulicy znalazła się tylko dlatego, żeby namacalnie sprawdzić jak to jest, kiedy uprawia się najstarszy zawód świata. Oczywiście Aleksij zakochuje się w Bess McNee od pierwszego wejrzenia, tylko jeszcze sam o tym nie wie.

Tak naprawdę to nie rozumiem jak pisarka z takim stażem i z taką opinią w środowisku literackim, może pisać takie naiwne historie. Średnio co pięć stron byłam zmuszona zmagać się ze scenami erotycznymi. Nie żebym miała coś przeciwko temu, ale bez przesady. Co za dużo, to nie zdrowo. Momentami tego pożądania i podniecenia było mi za dużo. Teoretycznie obaj panowie, czyli Zack Muldoon i Aleksij Stanislaski to twardzi i pewni siebie mężczyźni. Niestety, w moim przekonaniu to dwa mięczaki, którzy w niczym nie przypominają mężczyzn kreowanych przez Norę Roberts w jej poprzednich powieściach.

Albo przyjrzyjmy się tej całej Bess McNee. Dziewczyna ma opinię kochliwej panienki, bo z dobrego serca zgadzała się na zaręczyny i ślub, a potem szukała swoim wybrankom żon, jednocześnie rozpaczając, że nikt jej nie chce. Przecież to jest tak bardzo nieprzemyślana koncepcja twórcza pisarki, że aż żałosna. Natomiast wracając do mojego przekonania jakoby miała być to saga rodzinna, to mogę jedynie stwierdzić, że za faktem tym przemawia to, iż co drugą niedzielę Stanislascy spotykają się na rodzinnym obiedzie. I na tym kończy się rodzinna saga. Oczywiście, zarówno Zack, jak i Bess są zaciągani przez swoich partnerów na owe obiadki i z miejsca stają się członkami rodziny. Żadnej niechęci, żadnych negatywnych emocji. Nic. Wszystko takie słodziutkie, że aż mdli. Na gołe oko widać, że fabuła jest naciągana.

O ile mi wiadomo jest jeszcze druga część opowieści o rodzie Stanislaskich pod tytułem „Na zawsze razem”. Na chwilę obecną nie wiem, czy zdołam przekonać się do tego, aby kiedyś ją przeczytać. Uważam, że powieść jako całość jest naprawdę słaba i znacznie poniżej poziomu Nory Roberts i nawet wątki kryminalne w tle nie potrafią tego zmienić. Natomiast w kwestii polecania książki przez osławiony New York Times również mam własne zdanie.

 

Moja ocena: 2+/6

 

Nora Roberts official website

Nora Roberts on Facebook

Nora Roberts Movies

Źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

środa, 10 sierpnia 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ksiazkowka
2011/08/10 18:10:35
A okładka taka urokliwa... Szkoda. :)
-
avo_lusion
2011/08/10 18:12:09
Mmm, tak to bywa - niestety, że poziom twórczy opada, może to wyczerpanie zawodowe? A może nacisk wydawcy na szybkie pisanie książek?
-
2011/08/10 18:13:19
Ewciu, to wszystko komercja niestety. Wiesz, nie wszystko złoto, co się świeci. Chociaż może są osoby, którym ta książka się podoba. Może gdybym miała tak z dziesięć lat mniej, moja ocena byłaby wyższa :-)
-
2011/08/10 18:14:04
Avo, dokładnie to samo pomyślałam w trakcie czytania :-)
-
2011/08/10 19:55:27
Dzięki za te ciepłe słowa, Krainoczytania, bardzo miło mi poznać kolejną blogową recenzentkę :-) U Ciebie też bardzo ładnie :) Myslę, że będę często odwiedzać Twój blog, szczególnie ze względu na ciekawe recenzje :)
Przyznam, że jak narazie nie miałam styczności z twórczością Nory Roberts. Ale co do ksiazki, o której piszesz, to myślę, że to mały wypadek przy pracy ;-)
-
2011/08/10 23:04:41
Też lubię ksiażki tej autorki. Akurat seria o rodzinie Stanislawskich, do której należa te ksiażki, to jedna ze starszych pozycji... W dodatku zostala napisana I pierwotnie wydana dla wydawnictwa silhouette, czyli taking , które się specjalizuje w tanich Roma sachets. Taki stary, lekko brukowy Harlekin... No cóż, każdy gdzieś zaczynał... :)
-
2011/08/10 23:10:57
Jezu, iPhone mi zjadł tekst... Miało być: takiego , które się specjalizuje w tanich romansach. Taki stary, lekko brukowy Harlekin... Dlatego jest słaba :)
-
2011/08/11 14:27:19
Serdecznie witam nowe koleżanki - blogerki :-)

purple.girl: odwiedzaj mnie na blogu, kiedy tylko będziesz miała ochotę; bardzo mi miło, że podoba Ci się to, co tutaj piszę :-)

dabarai: niestety technika czasami płata nam figle :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?