Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Po sąsiedzku

 

Jodi Picoult

        

        Karuzela Uczuć

 

 

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: The Pact

 

 

“Karuzela Uczuć” to pierwsza powieść autorstwa Jodi Picoult, jaką udało mi się przeczytać. Nigdy wcześniej nie miałam jakiejś szczególnej potrzeby, aby sięgnąć po książkę tej Autorki. Przyznam, że zrobiłam to przez przypadek. Pewnego dnia koleżanka, zachwycona talentem Jodi Picoult, praktycznie wepchnęła mi do ręki tę książkę. I tak oto w ciągu kilku dni poznałam historię miłości dwojga nastolatków, która zakończyła się tragicznie, niczym w dramacie Shakespeare’a pod tytułem „Romeo i Julia”.

Powieść rozpoczyna scena, której konsekwencje doprowadzą do zniszczenia osiemnastoletniej przyjaźni pomiędzy rodziną Harte’ów i Gold’ów. Obydwie rodziny łączy głęboka i oddana przyjaźń. Praktycznie nie ma rzeczy, której nie robiliby razem. Członkowie tych rodzin wiedzą o sobie niemal wszystko. Można mieć wrażenie, że tak naprawdę nie są to dwie odrębne rodziny, a jedna tylko trochę większa. Mieszkają po sąsiedzku w stanie New Hampshire w mieście Bainbridge. Ich dzieci wychowują się razem. Augusta i James Harte mają dwoje dzieci, Chris’a i Kate, zaś Melanie i Michael Gold posiadają jedno dziecko – Emily, na którą wszyscy wołają „Em”. Pewnej nocy obie rodziny otrzymują tragiczną wiadomość. Emily i Chris są ranni. Dziewczyny nie udaje się już uratować, natomiast Chris jest ranny w głowę, ale na szczęście lekarze są w stanie mu pomóc. Okazuje się, że Emily zmarła na skutek postrzału w głowę. Od tego momentu rozpoczyna się dochodzenie, mające na celu odnalezienie sprawcy zabójstwa, ponieważ nikt nie wierzy, że utalentowana plastycznie dziewczyna mogła targnąć się na własne życie. Pierwszym i jedynym podejrzanym staje się właśnie Chris. Policja uważa, że to on stoi za śmiercią swojej dziewczyny. Pomimo że chłopak zaprzecza, mało kto mu wierzy. Poparcie znajduje jedynie u swojej matki i… u ojca Emily.

Trzeba wiedzieć, że tak naprawdę wszystkie dowody wskazują na Chrisa. Wynajęty przez Harte’ów adwokat nie bardzo chce słuchać prawdy. On ma swoją koncepcję obrony. Dla niego najważniejsze jest to, żeby Chris nie trafił do więzienia na resztę życia. Jako zasadniczą kwestię przyjmuje tak zwane „rozszerzone samobójstwo”, gdyż uważa, że najlepiej będzie jak Chris stwierdzi, że on również chciał się zabić. Nie musi też namawiać chłopaka do tego, gdyż ten od początku twierdzi, że również zamierzał pozbawić siebie życia. Prokuratura oskarża chłopaka o morderstwo pierwszego stopnia i domaga się osadzenia Chris’a w więzieniu aż do czasu rozpoczęcia procesu. W związku z tym chłopak traci szansę wyjścia na wolność za kaucją.

W więzieniu Chris poznaje innych współwięźniów, zaś swojego współlokatora obdarza sympatią i zaufaniem, pomimo że oskarżają go o zabójstwo własnego dziecka. Podczas gdy jego adwokat, Jordan McAffee, przygotowuje strategię obrony, czytelnik obserwuje Chris’a jako jednego z więźniów. W tym momencie widać, jak psychika chłopaka zmienia się. Oprócz tego, można też ocenić, ile tak naprawdę warta była przyjaźń obu rodzin. W obliczu tragedii nie potrafią już stać za sobą murem. Najbardziej negatywną postawę prezentuje tutaj matka nieżyjącej dziewczyny – Melanie Gold. Wierzy w winę Chris’a i za całe zło obwinia swoją najlepszą przyjaciółkę – Gus Harte. Wydaje się także, że ojciec chłopaka za prawdę przyjmuje to, co mówi policja. W pewnym momencie czytelnik może mieć wrażenie, że James Harte jest mężczyzną „bez serca”. Nie odwiedza syna w więzieniu, nie chce też być świadkiem obrony. Wychodzi na to, że cała ta sprawa jest mu obojętna.

W końcu nadchodzi dzień rozpoczęcia procesu. Zarówno obrona, jak i oskarżenie powołują coraz to nowych świadków. Niemniej jednak, to Chris ku rozpaczy adwokata, ma decydujące słowo w całej sprawie.

Moim zdaniem książka jest warta przeczytania. Do samego końca trzyma czytelnika w napięciu i nie pozwala się od niej oderwać. Przynajmniej tak było ze mną. Chciałam „pochłonąć” ją od razu, ale niestety czas mi na to nie pozwolił. Bardziej zainteresował mnie wątek kryminalny, aniżeli miłosny. Być może przyzwyczaiłam się za bardzo do książek Nory Roberts i przy czytaniu scen miłosnych nie widziałam tej czułości, jaką dostrzegam w powieściach Nory. I to mi się nie podobało. Skoro Jodi Picoult założyła sobie, że pokaże swoim czytelnikom silne uczucie łączące dwojga nastolatków, to powinna to zrobić nieco inaczej. Jak wiadomo, kiedy człowiek ma te kilkanaście lat, zaczyna dopiero odkrywać miłość, która zazwyczaj kojarzy mu się z brakiem cierpienia i wielkim wszechogarniającym szczęściem. Tutaj wyraźnie mi tego zabrakło. Czytałam tylko o niezrównanym pożądaniu Chris’a i nic poza tym. Sceny, w których Autorka opisuje fizyczne zbliżenia Emily i Chris’a nie mają tego wyrazu, jakiego ja potrzebuję, jako czytelnik. Nie przemawiało to do mnie. Było bez uczucia. Uczucie było tylko w słowach, zaś nie w czynach bohaterów.

Coś mi się też nie zgadzało z ilością omdleń Chris’a. Osobiście naliczyłam ich cztery, natomiast w finalnej części powieści dokładnie pisze, że: „(…) Christopher Harte po raz trzeci w życiu zemdlał”.

Najbardziej zafascynowała mnie już praktycznie końcowa scena, czyli proces sądowy. Wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych rozprawa w sądzie wygląda zupełnie inaczej niż ma to miejsce w Polsce. Tam główną rolę nie odgrywają prawnicy, ale osoby wzięte „z ludu”, czyli tak zwana „Ława Przysięgłych”. Moim zdaniem ten fragment powieści został opracowany przez Autorkę perfekcyjnie. Czułam się tak, jak gdybym była na tej sali rozpraw i widziała to na własne oczy. Oczywiście, w tej kwestii można również ogromną zasługę przypisać osobie, która zrobiła tłumaczenie. Świetna robota.

Kończąc, sądzę, że na pewno w niedługim czasie sięgnę po kolejną powieść Jodi Picoult. Teraz już wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Oczywiście adaptacji jej powieści oglądać nie zamierzam. Nie chcę znów rozczarować się tak, jak było to w przypadku „Szkoły Uczuć”.

 

Moja ocena: 5/6

 

Jodi Picoult official website

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

sobota, 30 lipca 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
niedopisanie
2011/07/30 15:31:39
Czytałam i nawet mi się podobało - może dlatego, że autorce udało się wyjść poza klasyczny schemat opowieści o dwóch połówkach ;) Podziwiam, że chciało Ci się liczyć omdlenia bohatera :) Chociaż dobry redaktor powinien wyłapać tego typu wpadki ;)
-
kasandra_85
2011/07/30 15:33:46
Lubię Picoult, więc po książkę z przyjemnością sięgnę:))
Pozdrawiam!!
-
ksiazkowka
2011/07/30 15:35:58
Ooo Picoult. Mam w drodze dwie jej książki. Niestety nie ma wśród nich "Karuzeli...", ale co się odwlecze to nie uciecze. :)
-
avo_lusion
2011/07/30 15:59:45
hehe, fabuła faktycznie trochę przypomina "Romeo i Julię". Ja osobiście o autorce nie słyszałam, więc dobrze wiedzieć:) Pozdrawiam :)
-
fosher
2011/07/30 20:39:00
Uwielbiam Jodi i połowę jej książek; niektóre, co z bólem muszę przyznać, w ogóle mi się nie podobały, np. "Przemiana" i" Dziewiętnaście minut". "Karuzeli uczuć" jeszcze nie zdążyłam przeczytać, ale mam wielką nadzieję, że trafi ona to tej pierwszej połowy. ;)
Pozdrawiam serdecznie,
Ew.
-
2011/07/31 14:26:23
Ew.: Ty nie zdążyłaś jeszcze przeczytać "Karuzeli...", a ja wręcz odwrotnie. Przeczytałam tylko "Karuzelę...". Myślę, że w niedługim czasie zaopatrzę się w kolejną powieść pani Picoult :-)

Avo: Polecam i jestem pewna, że się nie zawiedziesz. Teoretycznie jest to literatura kobieca, ale w znacznie lepszym wydaniu niż oklepane romansidła. Naprawdę trzyma czytelnika w napięciu :-)

Ewo, nie wiem, co stoi u Ciebie w kolejce, ale myślę, że książki Jodi Picoult nie odbiegają od siebie poziomem. Kiedy rozmawiam z osobami, które zetknęły się z jej twórczością, są nią zafascynowane. Myślę, że czas, jaki poświęcisz na czytanie nie będzie stracony :-)

Kasandro, gorąco polecam :-)

Niedopisanie: Każdą książkę czytam bardzo uważnie, żeby potem móc jak najdokładniej napisać recenzję, więc te omdlenia Chris'a zapisały mi się w pamięci. Jeśli wziąć pod uwagę jedynie wątek powieści, to oczywiście mdleje on tam trzy razy. Pierwszy raz, kiedy Emily praktycznie umiera mu na rękach, drugi raz będąc w więzieniu i trzeci raz już po ogłoszeniu wyroku. Ale Chris wspomina jeszcze o omdleniu, kiedy na basenie skakał do wody z trampoliny i uderzył w nią głową. I jest to czwarty raz w życiu. Natomiast zdanie, które zacytowałam w recenzji wyraźnie wskazuje na trzy omdlenia w życiu :-)


Serdecznie pozdrawiam :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?