Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem ... - Kornel Makuszyński
Blog > Komentarze do wpisu

Ile prawdy w fikcji?

 

Dan Brown

      

          Kod Leonarda Da Vinci

 

 
 
 
Wydawnictwo: ALBATROS
Warszawa 2004
Tytuł oryginału: The Da Vinci Code

 

 

Myślę, że nikomu z wytrawnych czytelników nie muszę specjalnie przybliżać powieści Dana Browna pod tytułem „Kod Leonarda Da Vinci”.  Swego czasu książka ta wzbudzała tak wiele kontrowersji, że na pewno każdy zetknął się z nią w jakiś sposób. Nawet, jeśli są tacy, którzy jej nie czytali, to z całą pewnością o niej słyszeli, albo oglądali jej ekranizację.

W moim przypadku kontakt z powieścią miał miejsce praktycznie pod presją otoczenia. Tak głośno mówiono o niej zarówno w mediach, jak i w kręgach katolickich, że w końcu postanowiłam ją przeczytać i przekonać się, czy tak naprawdę jest o co robić tyle hałasu. Książkę dostałam od koleżanki, której brat jest księdzem. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ na pewno pamiętacie reakcję Kościoła Katolickiego w tej sprawie. Duchowni tak bardzo obawiali się odwrócenia się ludzi od Kościoła, że wręcz straszyli piekłem i popełnieniem grzechu ciężkiego przez osobę, która będzie miała odwagę sięgnąć po tę pozycję. Mój kolega – ksiądz okazał się na tyle tolerancyjny, że nie straszył piekłem, ani też grzechem śmiertelnym i nie zabraniał nikomu czytać tej powieści. Ale nie to przesądziło o tym, że w końcu sięgnęłam po dzieło Browna. Po prostu chciałam wreszcie przeczytać książkę, która potrzyma mnie w napięciu i będzie mnie coraz bardziej wciągać. Poza tym, jak napisałam wyżej, chciałam przekonać się, czy jest sens wszczynać aż taki alarm.

Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że nie było najmniejszego powodu do obaw. Po pierwsze, książka nie jest dokumentem, czyli fakty w niej opisane niekoniecznie muszą odpowiadać prawdzie. Po drugie, o ile mi wiadomo nikt z wiernych nie odwrócił się od Kościoła pod wpływem tego tekstu. Wniosek: zamieszanie wywołane niepotrzebnie. Ja osobiście potraktowałam powieść Dana Browna jako czystą literacką fikcję, która opisana została naprawdę po mistrzowsku. Jakoś to, co w niej przeczytałam nie wpłynęło na mój dotychczasowy światopogląd. Uważam, że są inne, znacznie poważniejsze rzeczy, które w sposób istotny mogą zachwiać dotychczasowymi przekonaniami większości społeczeństwa.

 

 

Tym, którzy nie pamiętają fabuły powieści przypominam, że dotyczy ona tajemnicy, która kryje się w dwóch najsłynniejszych obrazach mistrza epoki renesansu – Leonarda Da Vinci. Obrazami tymi są „Mona Liza” oraz „Ostatnia Wieczerza”. Na terenie Luwru zostaje popełnione morderstwo, którego ofiarą pada kustosz muzeum – Jacques Sauniere. Robert Langdon, wezwany przez policję, na miejscu zbrodni odkrywa wiele zakonspirowanych śladów, mogących ułatwić mu odnalezienie mordercy. Ślady te są również kluczem do innej zagadki o znacznie szerszym wymiarze. Chodzi tutaj o niezwykłą tajemnicę, która swoje źródło ma jeszcze w początkach chrześcijaństwa. Langdon podejrzewa także, że zamordowany kustosz jednocześnie należał do Zakonu Syjonu. Zakon ten powstał w 1099 roku i stanowi tajne stowarzyszenie, którego zadanie polega na strzeżeniu miejsca, gdzie ukryta jest bezcenna relikwia Kościoła, a która zaginęła przed wiekami. Relikwią tą jest Święty Graal. Członkami stowarzyszenia byli między innymi Isaac Newton oraz Leonardo Da Vinci. Wszystko wskazuje na to, że kustosz poświęcił życie, aby strzeżona przez Zakon tajemnica nigdy nie przeszła w niepowołane ręce. Robert Langdon ma dwadzieścia cztery godziny, aby rozwiązać niezwykle precyzyjnie skonstruowaną zagadkę, którą pozostawił Jacques Sauniere. Natomiast jeżeli tego nie zrobi, wówczas tajemnicę na zawsze skryją mroki historii. Langdonowi pomaga Sophie Neveu, która jest nie tylko agentką policji oraz specjalistką od tajnych kodów i szyfrów. Jest ona przede wszystkim wnuczką zamordowanego kustosza.

Książka z powodzeniem może być czytana przez tych, którzy uwielbiają ogromne dawki emocji, a także szybką akcję i dosyć mocno zagmatwane wątki. Niemniej jednak, nie można jej traktować jako jakiegoś wybitnego dzieła literackiego, ani też dokumentu, a co najważniejsze nie należy się jej bać.

Jak do tej pory jest to jedyna powieść Dana Browna, jaką udało mi się przeczytać. Myślę, że któregoś dnia sięgnę też po inne, pomimo że budzą tak wiele kontrowersji. Chciałabym się też dowiedzieć, jakiego rodzaju uczucia powieść ta wzbudziła u Was. Dlatego też za wszelkie komentarze z góry serdecznie dziękuję.

 

Moja ocena: 6/6

 

Dan Brown official website

Dan Brown official UKwebsite

Dan Brown on Facebook

źródło okładki

 

prawa autorskie zastrzeżone

piątek, 06 maja 2011, krainaczytania

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
niedopisanie
2011/05/07 09:43:28
Pamiętam, że mi także reklamowano powieść jako przełomową, wstrząsającą i mającą zburzyć cały Kościół katolicki. Jak widać, Kościół trzyma się nieźle, zastanawiam się więc, o co tyle krzyku?... Jeśli ktoś jest na tyle niewyrobionym czytelnikiem, że nie może odróżnić prawdy od fikcji literackiej a swoje decyzje dotyczące wyznawania określonej religii podejmuje na podstawie takiej książki jak "Kod..."... Cóż, słaba była to w takim razie wiara ;) "Kod" to dla mnie - podobnie jak pozostałe książki autora - bardzo zgrabnie napisane i wciągające czytadło. Do głębszych refleksji mnie nie skłoniło ;)
-
2011/05/07 14:26:30
Wychodzi na to, że mamy podobne odczucia w kwestii "Kodu...". Od samego początku traktowałam powieść jako kawałek dobrego tekstu i nic poza tym, dlatego nie rozumiałam tego całego zamieszania. Jeszcze zanim przeczytałam "Kod...", zapoznałam się z inną książką o bardzo podobnej tematyce. Na chwilę obecną nie pamiętam tytułu, ale na pewno sobie przypomnę i za jakiś czas książka ukaże się na moim blogu, bo dokładnie znam jej treść. Tam chodziło o sfałszowanie Grobu Chrystusa. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiam :-)

-
ksiazkowka
2011/05/07 14:43:17
Ja nie przeczytałam tej książki mimo licznych okazji ku temu. Dlaczego ? Zaczęłam (przypadkowo) od ekranizacji, która w miarę upływu czasu trwania nudziła mnie coraz bardziej... Ostatecznie do lektury zniechęciła mnie na tyle, że nijak nie ciągnie mnie do niej...
-
2011/05/07 15:00:35
Czasami taki wielki szum wokół czegoś może zniechęcić. I to jest zrozumiałe. Jeśli chodzi o ekranizację, to przyznam, że nigdy nie widziałam filmu. Sama nie wiem dlaczego, bo przecież wiele razy była ku temu okazaja. Poza tym bardzo sobie cenię aktorstwo Toma Hanksa, który zagrał tam główną rolę. Nie umiem tego wytlumaczyć, ale tak jak Ciebie nie ciągnie do książki, tak mnie jakoś nie po drodze do filmu. Pozdrawiam :-)
-
Gość: przynadziei, *.159.44.75.static.crowley.pl
2011/05/09 15:54:49
całe to zamieszanie wokół książki było celowe i raczej nie bylo związane z jakimiś zmazowanymi atakami Kościoła czy środowisk katolickich - to raczej wydawca nagłaśniał i wyolbrzymiał wszelkie negawtyne oceny ksiązki po to zwiększyć zainteresowanie i sprzedaż...

a sama ksiązka słaba moim zdaniem. wątki historyczne czy przeinaczenia bilbijne czasem tak absurdalne że ąż smiech brał na to, pomieszane to z detalami znanymi od dawna i nagle całość wydaje sie jakimś wielkim odrkywaniem tajemnic. Ale dla kogoś kto nie zna historii, nie czyta Biblii mogło to jakoś zasiać ziarno wątpliwości - potem chodzą tacy i uwarzają się za posiadających wiedze tajemną :)
prosta sensacyjka i sprawna reklama. nic więcej a film jeszcze słabszy
-
2011/05/09 20:24:36
Jak napisałam wyżej filmu nie widziałam. Książkę przeczytałam i potraktowałam jak czystą fikcję literacką bez nawet najmniejszych odnośników do Biblii. Ocenę na blogu wystawiłam za warsztat, bo jakoś nawet mi się podobał. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiam :-)


Kornel Makuszyński - Patron Bloga





Napisz do mnie
Kraina Czytania





Follow on Bloglovin






Kraina Czytania
on Google+



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Lubię czytać


Co czytać?